zakladam ten sam watek na dwoch forach, "dla starajacych sie" i "trudna ciaza"
jak juz pewnie wiecie, jestem w ciazy

6t od ostatniej @
i jestem po obumarciu ciazy w 10 tc w zeszlym roku
i teraz zastanawiam sie, kiedy powiedziec rodzinie?
w poprzedniej, straconej ciazy powiedzielismy rodzinie mojej i meza ok 7tc
po pierwszym usg na ktorym cos widzielismy. radosc byla wielka, ale smutek
tez. i teraz nie bardzo wiem, co zrobic...
moj maz swojej chce powiedziec dopiero po ~3 miesiacach, jak
najniebezpieczniejszy okres bedzie za nami. twierdzi, ze zeszlym razem byli
troche zdziwieni, ze mowimy tak wczesnie...
... niby ma racje - po co martwic rodzine...
ale z drugiej strony bardzo bym nie chciala, zeby to nowe dziecko niejako
"zylo w cieniu" naszej poprzdniej tragedi... zeby nie mialo wszystkiego, co
sie ciazy, oczekiwaniu nalezy. zeby nasze szczescie bylo pelne, zeby dziecka
nie obrabowac niejako z tej ciazy, przez strach...
no nie wiem... w tym tygodniu przyjezdza moja mama i siotra, bardzo bym
chciala im powiedziec... w przyszly czwartek (nie ten) mam ponowna wizyte u
gina, bedziemy ogladac fasolke (albo dwie, jak wiecie moge miec ciaze
blizniacza

moze powiedziec im po tej wizycie? a moze od razu jak
przyjada? same raczej sie nie domysla, bo nie mam dolegliwosci (oprocz
zmeczenia). tylko tyle, ze nie pije zadnego alkoholu, moga byc podejrzliwe...
nie chce ich martwic i straszyc, chce zeby sie cieszono z nami, a nie
martwiono (sama robie to wystarczajaco...). z drugiej strony, jesli cos bedzie
nie tak (tfu tfu), to przeciez i tak sie dowiedza! takie rzeczy trudno ukryc,
nawet jak sie jest daleko (a one przez jakis czas beda blisko...)
no i nie wiem? jak myslicie? co Wy robilyscie "po przejsciach"?
napiszcie