Ciekawe ile razy jeszcze do końca ciąży (oby szczęśliwego) Gagatek będzie Wam
pisać "Perissa znów w szpitalu".
No to teraz podam powód, przez który znów się tam znalazłam: (uwaga!)
ZROBIŁAM OBIAD. I deser. A wcześniej malutkie zakupy. Mieliśmy gości w
niedzielę... Spędziłam więc z godzinkę w kuchni na stojąco z ogromną radością
pichcąc smaczne rzeczy. Nie myłam żadnych okien!!! Nie szorowałam podłóg!!!
Nic nie dźwigałam!!! Zrobiłam po prostu obiad...

(
Już przy gościach machnęliśmy z mężem zastrzyk rozkurczowy, potem wzięłam
całą tabletkę fenoterolu (zamiast pół) a potem to już się modliłam, żeby w
nocy przeszło. Nie przeszło. Rano "łupało" dalej. Bóle krzyżowe + dolna
partia brzucha twarda i z bólami jak na silną miesiączkę. Leżałam cały dzień
i NIC! O 16.00 jechaliśmy już na izbę przyjęć. Rozwarcia nie było. Ale lekarz
dyżurny powiedział mi, że na tym etapie ciąży przy takich bólach to może być
kwestia 5 minut: rozwarcie, potem poród i koniec. Koniec ciąży, marzeń,
wszystkiego. Podłączyli mnie do kroplówki z fenoterolu + zastrzyk z
papaweryny i relanium 10mg, który to zestaw działał zawsze na mnie
natychmiastowo. A tu niespodzianka: pomimo takiej "mieszanki" dożylno-
domięśniowej skręcałam się jeszcze pół nocy. Nad ranem na chwilę przestało,
po kilku godzinach znów: i znów dodatkowo (kroplówka z fenoterolu całodobowo)
zastrzyk papaweryna+relanium, i... przeszło. Następne 10 dni minęło
spokojnie. Kroplówka, leżenie, bóle zniknęły. Czasem coś... ale to już
tzw. "pikuś"

Na dużurze pewnego dnia pojawił się dobrze znany mi lekarz,
który przyjmował mnie do szpitala i powiedział tylko z troską: "Jak dobrze,
że dało się te bóle zatrzymać..." I wtedy naprawdę zdałam sobie sprawę z
tego, co mi i dziecku groziło.
Pobrali posiewy (poprzednie 2 tygodnie wcześniej: z szyjki - streptococcus,
po leczeniu - jałowy, moczu - jałowy). Wyniki spowodowały, że
długo "zbierałam szczękę z podłogi": posiew z szyjki - naturalna flora
bakteryjna (pierwszy mój posiew z szyjki bez bakterii chorobotwórczych!!!!),
posiew moczu - ENTEROCOCCUS. Myślałam, że źle usłyszałam. Enterococcus w
moczu?? Odpowiedź lekarza brzmiała: "całe szczęście, że wrażliwy na furagin,
będzie pani brała 3x2 furagin + 3x1 wit. C forte". Biorę do dzisiaj.
I myślę sobie: zrobienie posiewów gwarantuje dany wynik chyba tylko na chwilę
obecną, kwestia tygodnia, dwóch i wszystko ulega zmianie. Co ile więc, do
diabła, robić te posiewy??? Ach, dodam, że zrozumiałam skąd mam dziowne bóle
w okolicach nerek (były nie na tyle mocne, bym się nimi przejęła, a
wiedziałam, że to nie skurcze): lekarz potwierdził - to enterococcus już się
panoszy. Po dwóch dniach brania furaginu bóle minęły...
No i jestem w domku. Znowu na tabletkach, 6x0,5 fenoterol, 3x1 isoptin, 3x1
(2mg) relanium, clexane 40mg, doraźnie papaweryna w pupę. I jest mi w sumie
niewesoło. Bo się boję. Historia się cyklicznie powtarza (bóle, szpital), z
tym, że bóle coraz trudniej opanować.
Jest jedno, które mi wynagradza bardzo wiele: Artuś. Szaleje całymi dniami, w
nocy czasem mnie aż budzi... Mały, żywy szkrabek, coraz większy i potwornie
ruchliwy...
Podaję wymiary z 13.10. br.:
BPD 58, HC 210, AC 186, FI 36 - co odpowiadało 22,3 hbd ciąży.
Waga: 521g.
Mój mały chłopczyk. Ach, jeszcze jedno: mam zdjęcie z USG (średnio
przyzwoite) na którym lekarz napisał "filius" (syn), postawił swoją pieczątkę
i podpis. Nie ma więc wątpliwości.
Całuję Was serdecznie - Wasze posty (Gagat oczywiście mi drukowała i
przynosiła

sprawiały mi w szpitalu ogromną przyjemność, zamyślałam się nad
nimi, chichrałam

i robiłam na pewno różne miny - i było mi tak fajnie.
Perissa i 23 tyg. Artuś.