amra1
16.11.04, 12:33
Witam wzystkich! Pozwolicie, że trochę się wygadam przed Wami? Kończę jutro
38 tc - a więc ciąża donoszona. Córa zdrowa, ciąża oprócz początkowych
problemów i leżenia właściwie bezproblemowa. Nic mi nie było, nic mi nie
dolegało, czasem jakiś skurcz delikatny... Lekarz mówi, że do terminu (2
grudnia) nie donoszę i mam się nastawiać na koniec tego lub początek
przyszłego tygodnia. Skurcze przepowiadające mam silne, od czasu do czasu
nawet nieco bolesne. Całą ciążę myślałam, jak to będzie, gdy będę zbliżać się
do końca. Byłam przekonana, że będzie to wielka radość, że nie będę mogła się
doczekać chwili, w której zobaczę swoje dziecko... A tymczasem jestem w
kompletnej rozsypce... Boję się jak cholera, sama nie wiem czego bardziej -
samego porodu czy tego co będzie później? Jak sobie dam radę, czy będę
potrafiła właściwie zająć się dzieckiem? Czy będę mogła pogodzić
macierzyństwo ze swoimi pasjami, z pracą? Co z moją niezależnością
dotychczasową, z wyjazdami, życiem towarzyskim? Jak będzie wyglądało moje
życie? Czy macierzyństwo jest w stanie zastąpić to wszystko? Może zapowiadam
się na wyrodną matkę??? Bo cały czas nie czuję jakiejś silnej więzi
uczuciowej czy psychicznej z moim dzieckiem? Czy to minie? Czy jak urodzę i
zobaczę moją córkę to rzeczywiście nagle nic innego nie będzie miało żadnego
znaczenia? Czy te rozterki i wątpliwości są udziałem każdej kobiety
oczekującej pierwszego dziecka? Może to znów hormony dają o sobie znać? Spać
po nocach nie mogę...
Jak czytam Wasze posty to mam wrażenie, że żadna z Was takich rozterek nie
przeżywa - jesteście absolutnie zakochane w swoich dzieciach, nie macie
żadnych obaw i wątpliwości dotyczących etapu "po porodzie". A więc, czy to ze
mną jest coś nie tak??? Podzielcie się proszę ze mną swoimi przemyśleniami na
ten temat. Czy jednak też tak to przeżywacie? To prośba oczywiście przede
wszystkim do tych dziewczyn, które już są na finiszu.
Pozdrawiam Asia