Dodaj do ulubionych

polsko-francuskie wesele - wazne

IP: 77.202.51.* 30.08.07, 19:23
witajcie!
ogromna prosba do osob, ktore organizowaly taka impreze we francji-
o podzielenie sie swoimi doswiadczeniami. Roznice kulturowe sa
spore, wesele polskie od francuskiego sie rozni wedlug mnie
znacznie, nie chcmy przesadzac w zadna strone, Francuzow bedzie
wiecej ale ze strony polskiej tez pare osob; chcemy troche polskich
zwyczajow pokazac/wprowadzic. Interesuje mnie jak najwiecej
szczegolow, jezeli mozecie, piszcie na priva: mpecak@onet.pl albo
tutaj. Z gory dzieki za pomoc, troche sie tym wszystkim martwie...
Obserwuj wątek
    • ela.tu-i-tam Re: polsko-francuskie wesele - wazne 30.08.07, 23:40
      Tradycyjne francuskie wesele to przyjecie w wynajetej restauracji,
      ktore obie strony (dwie mamy) przygotowuja razem, mama panny mlodej
      ma ostateczne zdanie. Kazda rodzina placi za swoich gosci, ceny w
      restauracjach sa circa 100 euro/osobe. Na kolacje zaprasza sie
      wszystkich, stare babcie, ciocie itp. Po kolacji - kolo polnocy -
      zaczna sie tance, ale na te czesc wesela czesto zostaja tylko
      mlodsi. I oni organizuja muzyke, lacznie z diskjockejem, albo z
      orkiestra jak wielka kasa.

      Rytual jest:
      w sobotnie popoludnie slub (najtrudniej jest miec mera ktory sie
      zgodzi na slub po 16-tej). Potem gadanie, gratulacje, zdjecia, itp.
      Nastepnie tlum idzie kazdy w swoj samochod, i jedzie sie do
      restauracji (w Paryzu jezdzi sie pod Paryz, jest pelno restauracji
      weselnych w starych zamkach). Kolacja kolo 20-tej.
      • ela.tu-i-tam Re: polsko-francuskie wesele - wazne 30.08.07, 23:45
        Zapomnialam napisac, ze nigdy nie widzialam na zadnym weselu
        francuskim ludzi upijajacych sie.

        Moja szwedzko-polska mloda kolezanka brala slub cywilny w Wwie, i
        robila przyjecie na nasza modle zachodnia w Brystolu. Polska rodzina
        wogole nie byla w stanie docenic tego przyjecia, czekali na wodke,
        wrzaski itp ;-) a tu byli w wyrafinowanej elegancji. To tak na
        marginesie o tych roznicach kulturowych.
    • Gość: alina Re: polsko-francuskie wesele - wazne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.08.07, 09:20
      Maggie,
      Przed dziesięciu laty bylismy na francuskim slubie i weselu. Ślub w
      merostwie na Ile d'Oleron, o 15.00 w sobotę. Uroczystośc długa,
      przemowienie mera na temat historii wyspy itd.. Potem wyjazd
      niedaleko, do cytadeli - tam składanie zyczeń, prezenty, szampan i
      herbatniki (galettes bretonnes)oraz sesja zdjęciowa na tle morza.
      Panna młoda miała suknię w kolorze tego morza, szarości i ecru; jak
      sie przyznała, celowo dobraną. Potam mielismy czas - ok 2 godziny -
      na zakawaterowanie (wynajete prywatne domki) i przebranie się w
      stroje wieczorowe i na 19.00 pojechalismy do resturacji w zamku,
      już na stalym lądzie. Tam zdjęcia w parku i poczęstunek na
      dziedzińcu, male przekąski i pineau do picia. tak więć jesli ktoś
      przyjechał głodny na slub, to nadal był głodny:)
      O 21.00 zaproszono nas do restauracji, okrągłe stoły 8-osobowe.
      menu:
      1.ostrygi ( z których słynie Wyspa Oleron)
      2.danie rybne z 2 rodzajów ryb
      3.sorbet z melona
      4.danie z kaczki z ratatouille
      5.sery
      6.13 ciast do wyboru - po 2 na osobę
      7.kawa.
      Tylko ostryg było naprawdę duzo (12), inne porcje maleńkie i
      pyszne. Zero obżarstwa - od tego dnia kocham kuchnię francuską.
      Od 1 do ostatniego minęły 4 godziny, co oznacza, że miedzy daniami
      były długie przerwy. Nikt się nie domagał dokładek, każdy dostawał
      swoja porcję na talerzu i nie marudząc zjadał powoli i ze smakiem.
      Wino zmieniało się z każda potrawą, kelenerzy pilnowali by nie
      zabrakło, ale tez nie zauwazyłam, by ktoś nadużył. W przerwach
      miedzy daniami całe towarzystwo spiewało piosenki ludowe, a potem -
      patriotyczne. Myslę, ze ktos tym kierował, chyba starosta?
      O 1.00 po kawie miały zacząć się tańce, ale bylismy zbyt wyczerpani
      podróżą, zeby pozostać, zwłaszcza, ze zapowiadały się raczej
      dyskotekowo.
      Następnego dnia na 13.00 zaproszono nas na sniadanie w ogrodzie
      rodziców panny młodej, bufet (quiche z mulami, tarta z pomidorami
      po prowansalsku, sery, ostrygi. Nieco wina, pożegnania,
      podziekowania, wyjazd.
      Było to wiec wesele z całkiem innej bajki niż te w Polsce i bardzo
      mi sie podobało. Chetnie bym powtórzyła, nawet w tej samej
      scenerii:)
      Ponieważ znalismy tam tylko mlodych i bodaj jednego z gości, na
      poczatku czulismy się troche osamotnieni, ale juz przy stole
      poasdzono nas w miedzynarodowym towarzystwie i konwencjonalne
      rozmowy miło wypełniały nam czas.
      I o mało zapomniałabym o waznym, uroczym drobiazgu: pannna młoda
      była Bretonką, i te akcenty regionalne pewnie dostrzegłaś. Pan
      młody z Aix-en- Provence. I tu miła niespodzianka na koniec: na
      droge dostalismy po slicznym pudełeczku migdałowych calissons d'Aix.
      Twoje wesele na pewno też długo pozostanie w pamięci gosci.
      Życze wam szczęścia!
      Alina
      • mair Re: polsko-francuskie wesele - wazne 02.09.07, 09:25
        tak to fajnie opisalas, ze az chce sie zapytac, jak nazywa sie ten
        film !!!
        bylem na podobnym weselu w Szwecji, wyglada na to, ze na zachodzie
        jest podobnie, roznica tylko taka, ze jeden Szwed sie zachlal i
        troche rozrabial
        • alina-puma Re: polsko-francuskie wesele - wazne 02.09.07, 09:53
          Masz rację, teraz myśląc o tym czuję "filmowość" tematu. A to był
          mój drugi pobyt we Francji i pierwszy bliższy kontakt z francuskimi
          obyczajami. Nic dziwnego, ze zakochalam sie w tym kraju. Jest
          głównym wątkiem moich planów i marzen, a takze tego, co piszę.
          Myślę, ze dla Francuzów ważny jest rytuał, i na tym weselu nic nie
          pozostawiono improwizacji.
          Na marginesie: Nelly i Joel mają teraz 2 synów.
          Pozdrawiam
          Alina
          • mair Re: polsko-francuskie wesele - wazne 03.09.07, 07:51
            nie koniecznie trzeba byc na francuskim weselu aby sie we
            Francji "zakochac", wystarczy "milosc do jedzenia" aby kochac ten
            kraj
            " Zero obżarstwa - od tego dnia kocham kuchnię francuską.
            Od 1 do ostatniego minęły 4 godziny,............"
            to sa cechy, ktore podobaja mi sie chyba najbardziej, tam jedzenie
            to rytual, to kultura nie wspominajac o smaku, ktory to jest osobnym
            rozdzialem francuskich rozkoszy






    • Gość: *.* Wesele we Francji IP: *.icm.edu.pl 03.09.07, 11:28
      Byłem we Francji na weselu w jednym z zamków nad Loarą. Porównując to z polskim
      weselem to przeżyliśmy razem z żoną szok. Ślub był długo celebrowany w kościele
      zaczął sie o 16. Po mszy długie życzenia i potem orszag z koscioła na zamek
      pieszo ponieważ było ze 200m. Dzieci niosły pannie młodej 5-metrowy tren.
      Wcześniej powiedziane było, że panie mają mieć kapelusze a panowe nie mogą
      ubierać fraków (świadkowie byle we frakach). Początek przyjęcia zapowiedziany
      był na 20. Do tego czasu na dziedzińcu czy przed zamkiem pod drzewem serwowane
      były różne alkohole do wyboru i praktycznie nic do jedzenia tylko jakieś drobne
      przegryżki, które szybko sie skończyły. Młodzi mieli sesję zdjęciową na terenach
      zamkowych w różnych miejscach. W Polsce nikt, kto idzie na wesele zazwyczaj
      wcześniej specjalnie dużo nie je, ja też tak zrobiłem i to był błąd bo trudno
      było pić z pustym żołądkiem. Zadowoliłem się tylko dwoma kieliszkami szampana i
      czekałem w ogrodach zamkowych na początek przyjęcia. Dłużyło się trochę ale była
      okazja, żeby pozanć niektórych gości (było ok 120) bo praktycznie nikogo nie
      znaliśmy. Przyjęcie pod wielkimi altano-namiotami w ogrodzie na trawie,
      siedziało się przy 8-osobowych okrągłych stołach. Wszystko wcześniej ustalone,
      każde miejsce opisane, mężowie nie siedzieli koło żon a często nawet nie przy
      wspólnym stoliku. Każdy stół miał swoją nazwę a plan wisiał przy wejściu.
      Przyjęcie przygotowała firma catteringowa. Zaczęło się na wstępie oczywiście od
      szampana ale prawdziwego a nie w postaci wina musującego ( w Polsce wszystko co
      ma bąbelki to szampan). Przygotowany byłem na jedzenie w stylu polskim a tu
      wielkie rozczarowanie. Na początek mała przystawka (coś morskiego) potem mała
      zupka a po dłuzszym czasie danie głowne - pieczona kaczka i porcja też nie w
      stylu polskim (bez ziemniaków czy np frytek). Były jeszcze sery potem kawa. Wino
      czerwone było do oporu. Nie było wódki. Między "posiłkami" pokazywano slajdy w
      żartobliwych sytuacjach z kawalerskich i panieńskich czasów państwa młodych,
      przedstawiały się rodziny państwa młodych, świadkowie mieli długie przemówienia
      mówiące o znajomości z którymś młodych. Była to jakaś część "artystyczna" w
      Polsce niespotykana. Gdzieś koło 24 wjechał piętrowy tort z wystrzałami i
      fajerwerkami. Każdy załapał się na mały kawałek. Wtedy też proponowano
      mocniejsze alkohole ale nie na zasadzie, że stawia się butelkę na stół.
      Przynoszono w kieliszkach. Raczej nikt tego nie pił. Potem włączyli jakiś sprzęt
      grający i puścili muzykę. Orkiestry nie było. Zaczęły się tańce. Większość to
      jakieś disco. Posiedzieliśmy jeszcze do trzeciej rano i potem wyszliśmy trochę
      głodni, żona piła więcej ja mniej i mogliśmy pojechać samochodem do hotelu. We
      Francji można trochę się napić i jechać.
      Oczywiście byli tacy co wypili trochę więcej ale zawsze byli w satnie ustać na
      nogach.
      Ogólnie podobało mi się. Teraz już wiem że wesele we Francji to wykwintna
      kolacja ale koniecznie trzeba przyjść najedzonym :-).
      Mozna powiedzieć że na weselu we Francji przynajmniej na takim co ja byłem:
      - nie ma obżarstwa
      - nie pije się wódki
      - nie ma głosnej muzyki takiej, że nie można rożmawiać
      - tańczy się po północy
      • Gość: *.* Prezenty IP: *.icm.edu.pl 03.09.07, 12:12
        Dodam jeszcze jak przedstawai się sprawa prezentów. W Polsce dość powszechnie
        daje sie pieniądze. W tym przypadku państwo młodzi zrobili listę sklepów z
        których chcieliby dostać prezenty. Oczywiście prezenty były ściśle określone i
        dawało to gwarancję, że nie dostanie się durnostojki albo czegoś co nie wiadomo
        co z tym zrobić lub 10 takich samych rzeczy. Prezentów nie zabierało się z sobą.
        Sklep już zajmował się wszystkim łącznie z pakowaniem i dostarczeniem do domu
        już po weselu. Zakres cen o ile dobrze pamiętam to 20-1500 zł.
        I jeszcze jedno, po ślubie kościelnym nie wręczło się kwiatów. Chyba nikt nie miał.
      • ela.tu-i-tam Re: Wesele we Francji 03.09.07, 15:39
        Gość portalu: *.* napisał(a):

        > Początek przyjęcia zapowiedziany był na 20. Do tego czasu na
        > dziedzińcu czy przed zamkiem pod drzewem serwowane były różne
        > alkohole do wyboru i praktycznie nic do jedzenia tylko jakieś
        > drobne przegryżki, które szybko sie skończyły. Młodzi mieli sesję
        > zdjęciową na terenach zamkowych w różnych miejscach. W Polsce
        > nikt, kto idzie na wesele zazwyczaj wcześniej specjalnie dużo nie
        > je, ja też tak zrobiłem i to był błąd bo trudno było pić z pustym
        > żołądkiem. Zadowoliłem się tylko dwoma kieliszkami szampana i
        > czekałem w ogrodach zamkowych na początek przyjęcia.

        Dzielenie sie wrazeniami pozwala zrozumiec tyle rzeczy w dwie
        strony, wspaniale - bardzo Ci dziekuje.

        Jesli chodzi o jedzenie na weselu, to mam pytanie, ktore powinno
        wyjasnic sprawe. Czy jadles obiad zanim poszles na to wesele,
        francuski obiad ok 13-tej?

        Otoz tutaj nikt nigdy nie jest glodny miedzy posilkami, ktore sa o
        sztywnych godzinach: obiad ok. 12-14-ta, kolacja po 20-tej. Zaladki
        sa przyzwyczajone ;-) Pamietam za kazdym razem w Polsce z moim
        francuskim mezem, on z glodu umieral o 13-tej, ale niczego nigdy nie
        dotknie o 15-tej - za pozno na obiad, on poczeka na kolacje.

        Stad jak sie przygotowuje przyjecia czy wesela, to na popoludniowce
        jest kilka drobiazgow do szampana, ale nie wiecej - po to aby ludzie
        mieli puste zaladki i zjedli kolacje, ktora bedzie serwowana pozniej.

        I wlasnie o to chodzi - te dwie lampki szampana, czy czegokolwiek,
        nie wiecej, ma byc dobry humor i tyle. Jesli nie zjadles obiadu o 13-
        tej, to rozumiem ze byles glodny po poludniu.

        Wracajac do wesela: napisalam ze dwie mamy sie tym zajmuja (moja
        kolezanka dzieci juz wydala, ja poki co sie ucze tej strony medalu,
        i jezdze na wesela).
        Organizacja to jest piekielna robota bo to jest nie tylko lista
        gosci, restauracja, tradycyjne "dragets de mariage" (ktore zostaly
        zmienione na calissaons d'Aix w jednych wspomnieniach), listes de
        mariage (czyli sklep gdzie sie wplaca na prezenty), kwiaty (nie
        tylko te dla panny mlodej, ale takze do dekoracji - slusznie
        zauwazyles, ze tutaj sie kwiatow nie ofiarowuje po kosciele czy
        merostwie - jesli wogle, to kwiaty sie wysyla przez kwiaciarza do
        domu panny mlodej w sobote rano), ale takze koordynacja czesci
        artystycznej (te wspomnienia z mlodosci), czasem spiewow (moja corka
        potrafi grac i spiewac, wiec czasem na slubach prosza ja o
        zorganizowanie calego choru), i proba calej choreografii. Takze
        fotograf, czasem hotele jesli goscie weselni z daleka.
        • felinecaline Re: Wesele we Francji 03.09.07, 18:27
          Az mi sie zachcialo opisac moje weselne wrazenia ze slubow i
          przyjec, na ktorych tu bywam dosc czesto, bo i jako tlumacz i u
          zaprzyjaznionych Francuzow i ostatnio wtzw "lonie" wlasnej rodziny.
          Rok temu bylam na uroczej ceremonii i wielce sympatycznym przyjeciu
          wlasnie "w lonie", choc polskie korzenie moich kuzynostwa gina juz
          w mrokach historii (siegajac lat "nastych"...ubieglego juz wieku.
          Goscie wiec, jesli nawet tez byli polskiego pochodzenia to
          tak "zfrancuzieli" (ponoc lacznie ze mna ;-P), ze nikomu nie
          brakowalo ani "schabowego" ani "czystej ojczystej (choc owszem, byla
          w ilosciach aptekarskich, co prawda, ale swiezo przywieziona przez
          nas z mezem z wakacyjnych wojazy. Ilosc uzupelnil i doskonala
          jakoscia uzupelnil rodzinnie "pedzony" przez wuja Pana Mlodego
          Calvados, ale podany zostal dopiero jako digéstif po kolacji.
          Charakter ceremonii byl zarazem bardzo uroczysty, juz chocby ze
          wzgledu na fakt, ze slub odbywal sie w sredniowiecznej bazylice
          (terminy oczekiwania sa tam dluzsze niz roczne), jak i bardzo
          spersonalizowany, kazde niemal wypowiedziane slowo - tak przez
          ksiedza, jak i przez swiadkow i wszystkich, ktorym przypadlo
          oficjalne zabranie glosu zogniskowane bylo na osobowosci nowych
          malzonkow, ich pochodzeniu chocby, czy kulturze w ktorej wyrosli (tu
          dziwna mieszanka owych polskich korzeni ze strony Arnaud'a,
          anglosaskiej kultury, w ktorej byl wychowany, srodziemnomorskiego
          klimatu, w ktorym obecnie zyje a ze strony Claire kultury
          hiszpanskiej, z ktorej wywodzi sie matka i szczegolnej osobowosci,
          ktora chyba na kazdym wyciska fakt zamieszkiwania w Andegawenii,
          gdzie swoisty klimat i dobre wino pozytywnie ksztaltuja charaktery
          (no, moze z wyjatkiem mojego, ale ja tego nie wyszalam z matczynym
          mlekiem :-P).
          W czasie uroczystosci religijnej gminny chor, zaprzyjazniony z
          tesciami spiewal np "gospels", ktorymi wlasnie od dziecinstwa
          oczarowala matka swojego syna, w czasie wieczornego przyjecia Claire
          z najlepsza swoja przyjaciolka odtanczyla ogniste "flamenco", ten
          sam gminny chor odspiewal dlugie peany specjalnie napisane na
          okolicznosc na podsstawie CV "nowowstepujacych", blizniaczy brat
          Arnaud'a wzruszajaco skomentowal ich wspolna a zarazem bardzo
          rozna "droge zyciowa " na podstawie diapozytywow pieczolowicie
          kolekcjonowanych w rodzinie od chwili urodzenia.
          Jesli zas chodzi o aspekt cielesny, czyli wszystko, co dotyczy
          weselnego stolu to jak juz przedmowcy to wspominali po wyjsciu z
          kosciola, w naszym przypadku okolo godz. 16.00 udalismy sie na "vin
          d'honneur"do pieknego, zabytkowego zespolu poklasztornego
          zamienionego na miejskie lokale recepcyjne "Cercle des Augustins",
          gdzie zostal podany szampan "ad libitum" (przywieziony "ze zrodla"
          od niebyle jakiego rodzinnego znawcy - Dziadka Pana Mlodego, od
          wlasnej mlodosci zaprzyjaznionego z wytworcami tego szlachetnego
          trunku tudziez inne napoje bezalkoholowe dla tych, ktorzy do
          szampana nie dorosli.
          Wyrafinowane i obficie serwowane "zabawpyszczki" nikomu nie
          pozwolily poczuc glodu przed rozpoczeciem wieczornego przyjecia.
          Owa kolacja i polaczony z nia bal odbyly sie juz w innym miejscu, w
          nowoczesnej "salle communale" udekorowanej na te okolicznosc przez
          przyjaciol Claire.
          Bylo nas przeszlo 200 osob, rozsadzonych przy wielu stolach, jednak
          po "vin d'honneur" i skonsumowanych w jego trakcie butlach szampana
          atmosfera od poczatku byla jesli nie kameralna to w kazdym razie
          bardzo serdeczna i sympatyczna.
          Posilek oparty o dania typowe dla gastronomii Anjou, szczegolow nie
          pomne, obfity i oczywiscie bardzo smaczny.
          Oprawa muzyczna - rowniez bez orkiestry, ale doskonala "sono" i
          atrakcja dla najmlodszych: automat puszczajacy banki mydlane w rytm
          emitowanej muzyki.
          Drugi dzien: spotkanie juz w innej, zaprzyjaznionej z tesciami
          miejscowosci u..."troglodytow" tzn w grocie , ktorych jest tu bez
          liku w skalach tuffowych dominujacych koryto Loary, prawdziwe
          wytchnienie dla wszystkich: 11°C w okresie niemal morderczej
          zeszlorocznej kanikuly, kiedy temperatura dobowa nie spadala ponizej
          35°C- oto zalety tutejszej naturalnej klimatyzacji ofiarowanej nam
          przez nature.
          Menu: rozliczne aperitify na bazie szampana i wcale nie gorszego
          wina musujacego produkowanego wlasnie na tych terenach, fouasses
          (male, przasne chlebki pieczone w specjalnym, tradycyjnym piecu
          chlebowym na miejscu, rillettes, pasztety, rozne salatki, slawne w
          okolicy melony "rouge gorge" z sasiedniego regionu
          Atmosfera: totalnie na luzie, bez jakiegokolwiek "zadecia" mimo
          wysokiej pozycji socjalnej wiekszosci uczestnikow.Do domu wracalismy
          pod wieczor, baaaaardzo podrzednymi drogami ( a szczerze mowiac mimo
          dozwolonej normy 0,5 promili 50 km z dusza na ramieniu).
          Kto ciekawy - pare fotek w mojej galerii.
          W tym roku natomiast bylam na slubie cywilnym i weselu corki naszej
          znajomej, rowniez pochodzenia polskiego.
          Bylo troche gosci prosto z kraju przodkow i...oczywiscie problem, na
          szczescie skwapliwie ukrywany, bowiem...nie bylo schabowego i wodki
          a czas oczekiwania na posilki przekraczal wytrzymalosc "delegacji".
          Ale w sumie atmosfera podobnie serdeczna a zabawa przednia; tylko ja
          sie natyralam jako "geba do wynajecia".





          • felinecaline Re: Wesele we Francji 03.09.07, 18:31
            Link - przepustka do "galerii zdjec":
            fotoforum.gazeta.pl/3,0,841092,2,9.html
        • Gość: *.* Re: Wesele we Francji IP: *.icm.edu.pl 04.09.07, 11:49
          ela.tu-i-tam napisała:

          > Jesli chodzi o jedzenie na weselu, to mam pytanie, ktore powinno
          > wyjasnic sprawe. Czy jadles obiad zanim poszles na to wesele,
          > francuski obiad ok 13-tej?

          Oczywiście nie :-), już nie pamiętam, ale jadłem raczej coś takiego jak w Polsce
          je się drugie śniadanie.

          Wesele we Francji ma inny charakter i jak tego nie wie się przed przyjściem, to
          dla Polaka może być dużym zaskoczeniem, ale w sumie miłym. Może to tylko mój
          osobisty pogląd ale ja na polskich weselsch nie mogę dłużej wytrzymac niż do 22.
          Potem to męczarnia.

          • nantejka Re: Wesele we Francji 04.09.07, 21:45
            widze,ze tu juz sporo zostalo napisane,ale chce tylko dodac, ze
            przygotowujac wesele po francusku nalezy pamietac ze malo kto z
            Polakow lubi ostrygi czy inne owoce morza (ktore zlosliwie niektorzy
            okreslaja jako swinstwo), a takze ze malo Polakow docenia wina, wiec
            najlepiej wodke tez miec dla "kilku wujkow" i potrawy "uniwersalne",
            moznaby tez lekko uprzedzic polskich gosci o czasie spozywania
            kolacji, i o tym, ze stoly od potraw uginac sie nie beda :) tort
            weselny tez nie zawsze jest na weselu, moze byc ale nie musi. i tez
            jak w Polsce poprawiny sa mile widziane, pozdrawiam :)
    • Gość: maggie Re: polsko-francuskie wesele - wazne IP: *.malopolska.mw.gov.pl 10.09.07, 14:22
      Bardzo Wam wszystkim dziękuję za doświadczenia i opinie. I
      sprostowanie - nie chodzi o mnie, tylko moją kuzynkę (ja to już mam
      za sobą, bez takich komplikacji). Wesele 5 lipca 2008r. My chcemy w
      to francuskie wesele jednak włączyć trochę polskich akcentów - np.
      błogosławieństwo przez rodziców, w kościele jedno czytanie po
      polsku, złożenie bukietu kwiatów na ołtarzu przez pannę młodą po
      ślubie, przywitanie chlebem i solą przez rodziców, może parę
      polskich piosenek w czasie zabawy... Generalnie największy problem
      to ta różnica, że w Polsce na wesele się je od początku do końca i
      zapija tradycyjną czystą, a we Francji - sami wiecie... Eh,
      nagłowimy się jeszcze...

      trzymajcie kciuki...
      • ela.tu-i-tam Re: polsko-francuskie wesele - wazne 10.09.07, 17:11
        > Wesele 5 lipca 2008r.
        > trzymajcie kciuki...

        Maggie, Francja jest krajem solidnie laickim. Nawet katolicy sa
        laiccy. Na weselu beda goscie, o ktorych religii nic nie wiesz, i
        glowe dam ze beda rozne religie. Nie chce Cie urazic, ale ja bym to
        solidnie sprawdzila z francuska strona, bo widze niebezpieczny
        niewypal, i nie tylko wesele, ale na cale zycie.

        > błogosławieństwo przez rodziców (do sprawdzenia, publicznie to bym
        tego nie robila)

        > w kościele jedno czytanie po polsku (bez problemu)

        > złożenie bukietu kwiatów na ołtarzu przez pannę młodą po ślubie
        (nikt tego nie zrozumie, a pierwsza reakcja bedzie "cos sie dzieje")

        > przywitanie chlebem i solą przez rodziców (gdzie? w domu panny
        mlodej? w kosciele? nikt nie zrozumie o co chodzi)

        > może parę polskich piosenek w czasie zabawy... (bez problemu)

        > w Polsce na wesele się je od początku do końca i zapija tradycyjną
        czystą (nie ma szans, nie probowalabym za nic - francuscy goscie
        beda Ci znikac z wesela jeden za drugim; jakikolwiek pijany to jest
        koniec zabawy i zenada)

        PS. Przypomina mi sie polski ksiadz tutaj we Francji, w kosciele w
        moim miescie, w czarnej sutannie, chrzcil moje dzieci. Ten ksiadz,
        znajacy Francje, sie wstydzil chodzic tu w czarnej sutannie po
        ceremonii w kosciele (zaprosilam go jak innych do domu na obiad),
        zeby go za integryste nie wzieli.
        • Gość: maggie Re: polsko-francuskie wesele - wazne IP: *.malopolska.mw.gov.pl 11.09.07, 10:51
          Do ela.tu-i-tam

          > błogosławieństwo przez rodziców (do sprawdzenia, publicznie to bym
          > tego nie robila)
          Na ten temat rozmawialiśmy już z rodzicami pana mlodego i bardzo im
          się spodobało - oczywiście nie publicznie, ale w najściślejszym
          gronie rodzinnym, przed wyjściem młodych z domu.


          >Nie chce Cie urazic, ale ja bym to
          > solidnie sprawdzila z francuska strona, bo widze niebezpieczny
          > niewypal, i nie tylko wesele, ale na cale zycie.

          Tutaj nie obawiam się wiekszych problemów - kuzynka wychowana we
          Francji, z przyszłym mężem zna się kope lat. A wesele? zrobimy
          wszystko, zeby było udane.

          > > złożenie bukietu kwiatów na ołtarzu przez pannę młodą po ślubie
          > (nikt tego nie zrozumie, a pierwsza reakcja bedzie "cos sie
          dzieje")

          Tu się zgodzę, że Francuzi totalnie nie załapią...


          > > przywitanie chlebem i solą przez rodziców (gdzie? w domu panny
          > mlodej? w kosciele? nikt nie zrozumie o co chodzi)
          W momencie wejścia do restauracji, po ślubie - wydaje mi się, że
          jest to bardziej moment dla rodziców i młodych, niz dla gości, a
          małe wyjaśnienie mozna zawsze jakoś przemycić. Tym bardziej, że jest
          to króciutka chwila. Ostatecznie decyzję i tak podejmą młodzi.

          Co do polskiego księdza - z jakiego regionu jesteś? Bardzo
          chcieliśmy polskiego księdza, ale nasz niestety nie da rady w tym
          dniu, my szukamy polskiego księdza w Pas-de-Calais.

          A co do alkoholu, wódka pojawi się raczej symbolicznie, mamy
          świadomość różnic w kulturze picia, a że Francuzi bedą stanowili
          jednak większą część gości - polska strona się dostosuje do
          zwyczajów francuskich.

          Dzięki za opinie!




          • ela.tu-i-tam Re: polsko-francuskie wesele - wazne 11.09.07, 13:03
            Gość portalu: maggie napisał(a):

            > Co do polskiego księdza - z jakiego regionu jesteś? Bardzo
            > chcieliśmy polskiego księdza, ale nasz niestety nie da rady w tym
            > dniu, my szukamy polskiego księdza w Pas-de-Calais.

            Z pod-paryskiego.

            Przez przypadek dowiedzialam sie od znajomych (dawno to bylo), ze
            ich znajomy ksiadz bedzie w Paryzu na 2 miesiace w lecie ... i, zeby
            bylo ciekawiej, tek ksiadz okazal sie byc matematykiem z Wwy, a
            dawno asystentem ktory mnie uczyl. Czysty zbieg okolicznosci.

            Ja bym popytala po polskich parafiach (z Paryza do Pas-de-Calais to
            rzut beretem) w Paryzu, o polskich ksiezach ktorzy tu beda -
            corocznie w lecie jest ich duza ilosc. Przynajmniej tak mi sie zdaje.

            Bonne chance !
      • ela.tu-i-tam Re: polsko-francuskie wesele - w sprawie alkoholi 10.09.07, 17:18
        We Francji alkoholami sie delektuje, stare alkohole, sa podawane w
        malych ilosciach na koncu, jako digestif. Jest cala ceremonia
        znawcow rocznika, skad, wachanie, ogladanie koloru, kosztowanie
        lyczek za lyczkiem. Alkoholi nie pije sie z jedzeniem, ale PO
        jedzeniu. Do jedzenia pije sie wino, i tez caly rytual, delektacja,
        kosztowanie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka