kurczerumiane
31.05.09, 22:33
Nie wiem, jak systuacja przedstawia sie u was , ale u mnie jest dziwnie.
Wyjechalam w 99 i od tego momentu stosunki z ze znajomymi/przyjaciolmi
praktycznie sie zerwaly, podobnie jak i z dalsza rodzina. Obecenie z nikim
zadnego kontaktu. Bliska rodzina to matka i siostra z mezem i malym dzieckiem.
Kiedys miedzy mna a siostra bylo zle, od tragicznego przypadku jest lepiej,
ale wedlug mnie niezbyt szczerze. Mam wrazenie, ze ona probuje mnie ze
wszystkim przescignac, nie mozna nic zlego o PL powiedziec, bo zaraz jakis
zart albo przywara, wszystko co w PL i co polskie jest NAJLEPSZe, oni wszystko
znaja (nawet jesli naprawde nie znaja czegos to twierdza, ze tak nie jest!).
Nie sa najbogatsi, ale uwazaja,ze w PL to raj. Dzis uslyszalam, ze nawet mloda
kapusta smakuje w PL lepiej niz u nas. Ten przyklad jest malo istotny, ale tak
jest ze wszystkim po prostu. Urlop tez najlepiej w PL, bo u nas to na
obczyznie. Mam wrazenie, ze moja emigracja doporowadzila ich do skrajnego
nacjonalizmu :)
Oddzywaja sie tylko wtedy, zeby sie czyms pochwalic, lub jesli cos chca. A
tak, zeby z czystego zainteresowania zapytac, co u was, jak tam w
pracy/firmie?, to w ogole. Ja mam wrazenie, ze jestem karana za to, ze
wyjechalam, i ze nie mieszkam w PL, nie jezdze co niedziela do mamy na darmowy
obiadek itp. Nie wiem, ale czasami mnie szlag trafia.
Z moja mama mam lepszy kontakt, ale.... za kazdym razem jak dzonie, prowadzimy
rozmowy dotyczace jej osoby, albo innych osob, co u mnie slychac- o to sie nie
pyta, a jak ja cos sama wspomne to brzmi to tak: "ja: Ladna pogoda dzis
cieplo, moze gdzies wyjdziemy. Mama: no u nas pada, ale wiesz ja
bylam............." i koniec tematu (tu podalam takze malo istotny przyklad,
celowo). I tak jak ze wszystkim. Jak ja nie zadzwonie, nikt sie nie odezwie.
Podobnie jest ze znajomymi i pseduo-przyjaciolmi. Nikt sie sam nie odezwie,
nawet, jesli my staralismy sie poczatkowo o utrzymanie kontaktow. Mam
wrazenie, ze to my mamy obowiazek oddywac sie do wszystkich w PL , byc cekawym
i wypytywac ich o wszystko, podziwiac ich dzieci (bo tam juz wszyscy dzieci
maja, ja mam niecale 30 i uwazam, ze mam jeszcze troche czasu, ale to myslenie
nie jest w PL dobrze widziane, szczegolnie, przez tych juz "dziedziatych") -
nasze zycie za to jest malo interesujace wzglednie wcale. A jak jestesmy w PL,
to slysze czesto: o , wyjechalas i sie nie oddzywasz, szkoda.
Jak jest u Was?