Witojcie

Na diecie jestem od 5,5 miesiąca. Ważę 61 kg przy 168 cm wzrostu. Schudłam w sumie 22 kg. Z rozmiaru 46 przeszłam do 38. I chyba już wystarczy. Tzn nie mam zamiaru przerzucić się na to co jadłam wcześniej, nic z tych rzeczy. Po prostu od czasu do czasu pozwolę sobie na małe co-nieco.
Zaczęłam chodzić na siłownię, parę razy byłam też na aerobiku jednak to drugie nie dla mnie - za małe tempo, czułam niedosyt po każdych zajęciach. Wróciłam na mój stary dobry orbitrek, który przez tyle miesięcy służył jako wieszak na szlafrok

Interwały są naprawdę dobre, można spalić masę kalorii i naprawdę się zmęczyć.
Martwi mnie tylko:
1. że chudnę nierówno - tzn górna część ciała jest bardzo wychudzona, wystające obojczyki i prawie płaski biust, w talii też nie najgorzej ale uda i łydki - katastrofa, schudły najmniej.
2. 5 października mam operację wycięcia guzów na tarczycy - wiąże się z tym przyjmowanie hormonów - strasznie się boję że mój cały wysiłek dotychczasowy pójdzie na marne. Na dodatek cały okres po operacji wyłączy mnie z ćwiczeń na prawie miesiąc. W tym czasie postaram się wrócić na II i może nawet na I faze bardzo rygorystyczną. Dlatego proszę o dobre myśli i fluidy w tym okresie a zwłaszcza 5 i 6 października
Pozdrawiam wszystkich, dzięki że byliście, wspieraliście mnie w czasie długich zastojów. Sama nie wierze że miałam na tyle silnej woli żeby wytrwać tak długo no ale jak patrzę w lustro to wiem że warto było.