Dzien dobry, ze smutna minka, bo od tygodnia jestem na SB, dzis sie zwazylam i nie schudlam nawet grama...

(((((( Nie wiem co robie zle, wyeliminowalam wegle, jedynym grzechem jaki mi sie zdarzyl w tygodniu byl maly kawalek tortu, ktory zjadlam na urodzinach synka. Zle, ale chyba takie cos nie mzoe wplynac na zupelne zahamowanie chudniecia? Jem 5 niewielkich posilkow dziennie, biegalam 2 razy...co sie dzieje? I fazy nie mozna przedluzac w nieskonczonosc, w zasadzie za pare dni powinnam konczyc, no ale jak tu konczyc cos, co nie dalo efektow? Staram sie byc pozytywnie nastawiona, ale troche ciezko o motywacje w takiej sytuacji....
Z drugiej jednak strony poczytalam sobie jadlospisy forumowiczow, sniadanie jogurt 0%, lunch brokul z oliwkami, przekaska- pestki dyni, obiad -ryba i salata, wybaczcie krytyke, ale to nie jest SB, to jest glodzenie sie, a od tego sie zawsze chudnie, na poczatku....Jem sporo ryb, ale to sa glownie ryby wedzone. Moze to zle? Zalamalam sie.