Dodaj do ulubionych

proza, proza...

10.07.03, 15:43
Brakuje mi tutaj fajnych fragmentow prozy.

Zaczne, jesli pozwolicie ostatnim fragmentem „Kronik portowych” Anne Proulux:

„Skoro Jack Buggit potrafił wydostać się ze słoja, skoro ptak z przetrąconym
karkiem potrafił odlecieć, to co jeszcze było możliwe? Woda może być starsza
od światła, diamenty mogą pękać w gorącej koziej krwi, lodowe góry mogą
strzelać zimnym ogniem, na środku oceanu mogą wyrosnąć lasy, kraba może
pochwycić cień dłoni, a wiatr można schwytać w węzły na końcu sznurka. Może
się też okazać, że miłość przychodzi czasem bez bólu i cierpienia”.

:)
Lu
Obserwuj wątek
    • ormond Re: proza, proza... 10.07.03, 15:57
      Jakaz to proze, przeciez to poezja.
      >
      > „Skoro Jack Buggit potrafił wydostać się ze słoja, skoro ptak z przetrąco
      > nym
      > karkiem potrafił odlecieć, to co jeszcze było możliwe? Woda może być starsza
      > od światła, diamenty mogą pękać w gorącej koziej krwi, lodowe góry mogą
      > strzelać zimnym ogniem, na środku oceanu mogą wyrosnąć lasy, kraba może
      > pochwycić cień dłoni, a wiatr można schwytać w węzły na końcu sznurka. Może
      > się też okazać, że miłość przychodzi czasem bez bólu i cierpienia”.
      >
      > :)
      > Lu
      • luego Re: proza, proza... 10.07.03, 16:04
        Nieprawdaz? :))
        • ormond Re: proza, proza... 10.07.03, 16:09
          No wlasnie:

          Skoro Jack Buggit potrafił wydostać się ze słoja,
          skoro ptak z przetrąconym karkiem potrafił odlecieć,
          to co jeszcze było możliwe?

          Woda może być starsza od światła,
          diamenty mogą pękać w gorącej koziej krwi,
          lodowe góry mogą strzelać zimnym ogniem,
          na środku oceanu mogą wyrosnąć lasy,
          kraba może pochwycić cień dłoni,
          a wiatr można schwytać w węzły na końcu sznurka.

          Może się też okazać,
          że miłość przychodzi czasem bez bólu i cierpienia
          • luego Re: proza, proza... 10.07.03, 16:10
            :))) No, nie kazdy by to zauwazyl... Brawo!
    • gwiezdny.zalogowany Re: proza, proza... 10.07.03, 16:11
      Kto rozpozna?

      "(...) i obaj jednocześnie odkryli, że tam zawsze był marzec i zawsze
      poniedziałek i wtedy zrozumieli, je José Arcadio Buendía nie był tak obłąkany,
      jak mówiła rodzina, lecz przeciwnie, on jeden miał umysł dość jasny, by zbliżyć
      się do prawdy, że czas także ulega potknięciom i wypadkom i dlatego może się
      rozbić i zostawić w jednym pokoju ułamek swojej wieczności"

      Nie wiem czy się nie powtarzam na forum, ale to mój ulubiony fragment... :)
      • ormond Re: proza, proza... 10.07.03, 16:15
        ... W poszukiwaniu starconego czsu...?
      • luego Re: proza, proza... 10.07.03, 16:17
        No Marquez rzecz jasna. „Sto lat samotnosci”? a moze „Nie ma kto pisac do
        pulkownika” lub „Zla godzina”. Nie mam pewnosci bowiem czy Buendia pojawial sie
        tylko w „Stu latach...”
        • ormond Re: proza, proza... 10.07.03, 16:19
          Oczywiscie Sto lat samotnosci, a nie W poszukiwaniu... wszystko juz mi sie
          pomieszalo (oba tytuly co maja z czasem).

          > No Marquez rzecz jasna. „Sto lat samotnosci”? a moze „Nie ma
          > kto pisac do
          > pulkownika” lub „Zla godzina”. Nie mam pewnosci bowiem czy Bu
          > endia pojawial sie
          > tylko w „Stu latach...”
        • gwiezdny.zalogowany Re: proza, proza... 10.07.03, 16:23
          Brawo Luego! Oczywiście "Sto lat samotności". "Hundert
          Jahre Einsamkeit" - w te wakacje zaatakuję to po niemiecku, bo nie chcę czytać
          znów po polsku :) A hiszpańskim niestety nie władam... :(

          A wogóle to zamawiam właśnie w Merlinie kilka książek Grassa. Czytał już ktoś z
          Was "Idąc rakiem"?
          • luego Re: proza, proza... 10.07.03, 16:26
            A ja hiszpanskim troche wladam. Tylko brak mi Marqueza w oryginale. :( Ale to
            sie jakos da zalatwic, mam nadzieje! :)
            • gwiezdny.zalogowany Re: proza, proza... 10.07.03, 16:57
              Marqueza możesz dostać w Księgarni Hiszpańskiej na ul. Tarczyńskiej na
              warszawskiej Ochocie (za hotelem Sobieski). Nawet jeśli nie mają to pewnie
              sprowadzą bez problemów. No ale taka książka powinna być zawsze na półce :)

              A jak nie to zawsze możesz popytać w Cervantesie na Myśliwieckiej.

              ¡Saludos!
      • all2 Re: proza, proza... 10.07.03, 16:18
        Jose Arcadio Buendia :)
    • luego Re: proza, proza... 10.07.03, 16:15
      I jeszcze jeden fragment, to juz z Kafki Franza:

      „Kazde obrazliwe slowo demoluje najwiekszy wynalazek czlowieka, jezyk.
      Kto przeklina - zniewaza dusze. To smiertelny zamach na laske. Zamachu tego
      dokonuje rowniez ten, kto nieprawidlowo odwaza slowa. Gdyz mowic - znaczy wazyc
      i odgraniczac. Slowo znaczy podejmowanie decyzji miedzy smiercia a zyciem.”

      No i tyle.
      • ashanti5 Re: proza, proza... 10.07.03, 19:28
        Kuba Rozpruwacz budził zgrozę. Ale nigdy nie zdołał wywołać aż takiej
        nienawiści, jak zielonooki , długowłosy olbrzym, który przy śniadaniu tłumaczył
        swą bladość i zmęczenie tym, że poprzedniego dnia zerwał w lesie pierwiosnek –
        i biedny kwiatek tak to przechorował, że musiałem czuwać nad nim całą noc.
        Dlaczego, za co tyle nienawiści? Nikogo przecież nie skrzywdził!
        Kiedy zatrzymano człowieka, który miał być Kubą Rozpruwaczem, czarną legendą
        Wielkiego Wieku, ulica milczała. Kiedy skazano człowieka pielęgnującego po
        nocach chore pierwiosnki, na ulicach tańczono i krzyczano z radości. Londyńskie
        prostytutki utworzyły wesoły korowód, zadzierały spódnice, skakały i śpiewały
        pośrodku bijącego brawo tłumu. A on, ten stary cynik, dał się zaskoczyć aż taką
        nienawiścią. Jest w końcu – no cóż, jest w końcu w naturze ludzkiej coś
        takiego, że rozczulanie się nad zerwanym pierwiosnkiem bardziej rozwściecza niż
        ćwiartowanie grzesznicy. Jakby to pierwsze nie tylko nie mieściło się w
        porządku świata, ale było dla porządku świata zagrożeniem.
        Człowiek tak kochający kwiaty, że zgodziłby się po śmierci zostać nawet
        pelargonią!

        kto wie, o kim mowa???????
        • gwiezdny.zalogowany Re: proza, proza... 10.07.03, 19:45
          "Biedny Oskar" Bojarskiej?
          • ashanti5 Re: proza, proza... 11.07.03, 10:41
            a myślałam, że będzie trudne
    • all2 Re: proza, proza... 15.07.03, 02:33
      Przeszły dwa szczury, miały szczelnie splecione ogony. To coś znaczy - rzekłem
      sobie - ale lepiej będzie jednak się w to nie wdawać.

      Lem, Kongres futurologiczny
    • all2 Re: proza, proza... 15.07.03, 02:36
      Nic.
      Nic.
      Nic, ale to zupełnie nic.
      Zdawało mi się, że coś, lecz gdzie tam. Nic.
      Nie ma nic - mnie też nie.
      Jak długo jeszcze? Nic.
      Jak gdyby coś, chociaż to niepewne. Muszę się skoncentrować.
      Coś, ale bardzo niewiele tego. W innych okolicznościach uznałbym, że nic.

      jw.
    • all2 Re: proza, proza... 15.07.03, 02:38
      Ładne te lodowce, gdyby tylko nie było tak cholernie zimno.


      Widzę podwójnie lub lekarz naczelny ma dwie głowy.


      Stare biło się wciąż z nowym. To jest nowe ze starym.


      Można hodować hydroponicznie japońskie rośliny karłowate na kapeluszu, ale na
      szczęście można ich też nie hodować i nie nosić.

      jw.
    • all2 Re: proza, proza... 15.07.03, 03:07
      Każdy człowiek z natury swej jest jednością, pan zaś przeobraził sztucznie
      jednię w trójcę, zrobił pan z siebie jednego mędrca i dwóch idiotów.
      Nieporównany żongler w operowaniu myślami związał się z kimś niedorozwiniętym
      pod względem samowiedzy i uczuć, obaj zaś współżyją z głupkowatym ciałem, nie
      posiadającym żadnych talentów, beznadziejnie nieświadomym wszystkiego, co czyni
      i co odczuwa; z ciałem, które nie potrafi wykorzystać siebie ani swego
      otoczenia. Dwóch matołków i jeden intelektualista. A człowiek jest przecież
      ustrojem demokratycznym, w którym rządzi większość, musi pan z tą większością
      zrobić jakiś porządek.

      Huxley, Niewidomy w Ghazie
    • all2 Re: proza, proza... 15.07.03, 03:09
      - Wasze przedsiębiorstwo chwali się panem - powiedziała kobieta podobna do
      bociana.
      - Jeszcze wciąż? - zdziwił się Tomasz.

      Nieznośna lekkość bytu
      • luego Re: proza, proza... 15.07.03, 11:04
        O, Kundera! :))
        Ale sie za nim stesknilam... Musze wrocic do niego.
        • all2 Re: proza, proza... 15.07.03, 12:10
          W takim razie jeszcze zastępcza reklamóweczka, proszę bardzo: :)

          - A czemu nigdy nie używasz siły w stosunku do mnie?
          - Ponieważ kochać to znaczy wyrzec się siły - odpowiedział cicho Franz.
          Sabina uświadomiła sobie dwie rzeczy: po pierwsze, że to zdanie jest piękne i
          prawdziwe. Po drugie, że przez to zdanie Franz dyskwalifikuje się w jej życiu
          erotycznym.
          • chatka_ Re: proza, proza... 28.07.03, 00:24
            all2 napisała:

            > W takim razie jeszcze zastępcza reklamóweczka, proszę bardzo: :)
            >
            > - A czemu nigdy nie używasz siły w stosunku do mnie?
            > - Ponieważ kochać to znaczy wyrzec się siły - odpowiedział cicho Franz.
            > Sabina uświadomiła sobie dwie rzeczy: po pierwsze, że to zdanie jest piękne i
            > prawdziwe. Po drugie, że przez to zdanie Franz dyskwalifikuje się w jej życiu
            > erotycznym.

            To moze pare slow wiecej o Sabinie :)
            "Zdrada oznacza opuszczenie szeregu aby pojsc w nieznane. Sabina nie zna
            niczego piekniejszego od odejscia w nieznane"

            A to moj ulubiony fragment z "Nieznosnej lekkosci bytu":

            "Ale czy wydarzenie nie jest tym bardziej znaczace i wyjatkowe im wiecej
            potrzeba bylo przypadkow, aby moglo nastapic? Tylko przypadek moze wygladac jak
            wyslannik losu. To co jest nieuchronne czego sie spodziewamy codziennie jest
            nieme, tylko przypadek do nas przemawia. Staramy sie czytac w nim jak Cyganki
            odczytuja przyszlosc z fusow na dnie filizanki (...)
            Nie koniecznosc, ale przypadek ma w sobie czar. Jesli milosc ma byc miloscia od
            pierwszej chwili musza ku niej zlatywac sie przypadki jak ptaki na ramiona Sw.
            Franciszka z Asyzu. Sa one skomponowane jak utwor muzyczny. Czlowiek, ktorego
            wiedzie poczucie piekna, przemieni przypadkowy zbieg okolicznosci w motyw,
            ktory juz pozostanie w kompozycji jego zycia. Wraca do niego powtarza go
            zmienia, rozwija - jak kompozytor temat swej sonaty"


    • all2 Re: proza, proza... 18.09.03, 00:52
      Wypełniała mnie dziwna, nieziemska radość. Czułem się tak, jakbym dokonał
      jakiegoś nieprawdopodobnego odkrycia, jak wtedy, gdy trafiłem na leżący za
      jeziorem, rozświetlony księżycem świat. Zaszła we mnie przemiana. Stałem się
      nowym ogniskiem otaczającego mnie przestrzennego chaosu. Tak jak kiedyś świat
      skupił się wokół drzewa, gdzie uwięziony i wypełniony bólem czekałem na śmierć,
      tak teraz z kolei eksplodował, rozbiegał się na wszystkie strony od centrum,
      które stanowiłem, kiedy siałem postrach. Byłem teraz sam dla siebie matką,
      której kiedyś na próżno wypatrywałem wśród urwisk. Nie potrafię jasno tego
      określić. Nareszcie stałem się czymś, narodziłem się na nowo. Dotąd wahałem się
      pomiędzy rozmaitymi możliwościami, pomiędzy znaną mi okrutną prawdą a perfidią
      magicznych sztuczek Barda. To już minęło: byłem teraz Grendelem, Niszczycielem
      Dworów, Pogromcą Królów!
      Ale byłem też bardziej niż kiedykolwiek samotny.
      Nie skarżę się na to (mówić, mówić, skarżyć się, skarżyć, spowijać w słowa
      świat, przez który idę). Przyznaję, że był to dla mnie wstrząs.

      John Gardner "Grendel"
    • awee proza, proza... 14.01.04, 09:10

      " O ile chodzi o mnie, to w naturze mej osobowości odkryłem dwie istoty.
      Widziałem, że we mnie jak na polu bitwy zmagają się dwie istoty. Wiedziałem,
      że tylko dlatego można by powiedzieć, że jedna z nich jest naprawdę moją
      jaźnią, ponieważ zasadniczo należałem do obu istot. (....) Najmilszym mym
      marzeniem na jawie była myśl o rozdwojeniu, odseparowaniu obu tych istot.
      Mówiłem sobie: gdyby każda z nich mogła być umieszczona w odrębnym ciele,
      życie byłoby wolne od wszelkich swych ujemnych cech i niedogodności.
      Zło mogłoby kroczyć swoją drogą, pozbawione skrupułów swego szlachetniejszego
      bliźniaka. Dobro mogłoby pewnie i silnie odbywać swą drogę wzwyż i czynić
      dobrze, nie będąc narażone na hamulce ze strony bliźniaczego swego zła.
      To jest klątwą ludzkości — myślałem — że te dwie nierówne istoty są złączone,
      że w jednej świadomości tkwią i zwalczają się te tak bardzo odmienne siły.
      Ale jak je rozdzielić? "
    • all2 Re: proza, proza... 19.10.04, 00:35
      Przychodzisz do nas codziennie; nigdy żaden dzień nie rodzi się inaczej niż z
      ciebie; zstępujesz na nas, ogarniasz nas każdej nocy. To ty uwalniasz nas od
      pracy, jednoczysz rozłączone rodziny i przyjaciół i wszyscy na krótki czas
      stają się wolni i spokojni, są razem i dobrze im z tym; ale już wkrótce, już
      wkrótce wszystko ucicha i nieruchomieje.
      Pod twymi skrzydłami, pod twoimi wielkimi skrzydłami, ciemności.
      I przez tę ciszę idziesz, jakby nikt prócz ciebie nigdy nie oddychał, nigdy nie
      śnił, nigdy nie istniał.

      Ciemności moja, czy jesteś samotna?

      Słuchaj mnie tylko, a ja wysłucham ciebie.
      Patrz na mnie tylko, a ja spojrzę ci w oczy.
      Wiedz tylko, że nie śpię i rozpoznaję twoją obecność; bądź mi tylko przyjazna,
      a ja ci będę przyjacielem.
      Nie zaznasz nigdy lęku; ani nie poznasz samotności; ani nie będziesz łaknąć
      miłości.
      Wyznaj mi swoje tajemnice; zaufaj mi.
      Podejdź bliżej. Podejdź bardzo blisko.
      Ciemność podeszła bardzo blisko. Wbiła wzrok w oczy duszy chłopca, mówiąc:
      Nigdy nie oddychał, nigdy nie śnił, nigdy nie istniał.
      Ciemność rzekła:
      Cóż za spotkanie, dziecko, gdzie jesteśmy, kim jesteś, dziecko, kim jesteś, czy
      wiesz, kim jesteś, czy wiesz, kim jesteś, dziecko; czy jesteś?
      Wiedział, że nigdy się nie dowie, chociaż pamięć, niemal ujarzmiona, lecz nie
      do ujarzmienia, dręczyła go nieznośnie. Ze ten mały chłopiec, w którym
      zamieszkiwał, był tylko najokrutniejszym z podstępów. Ze był tylko nicością
      nicości, zdradziecko wydaną, skazaną na świadomość własnej nicości, i że w swym
      wygnaniu nie był pozbawiony towarzyszy; gdyż nad otchłanią poruszały się
      bezkształtne, niezwyciężone, potworne przeczucia. I w głębi szerokiego gardła
      wieczności rozpalił się zimny, deliryczny śmiech rzadkich potworów
      przerastających wszelką potworność, okrucieństwa przewyższającego wszelkie
      okrucieństwo.
      Ciemność zamruczała z zadowoleniem i rzekła:
      Cóż to za zmianę zdradza twoje oko?
      Przed chwilą jeszcze byłam twoją przyjaciółką, tak przynajmniej twierdziłeś;
      skąd ta nagła utrata miłości?
      Przed chwilą jeszcze cały płonąłeś ciekawością, by wysłuchać moich tajemnic;
      gdzież się podział twój głód?
      Tylko nie zbaczaj z drogi; gdyż teraz, mój najdroższy, kochany, nadchodzi
      chwila, gdy głód i miłość zostaną na wieki nasycone.
      I ciemność z uśmiechem pochyliła się jeszcze bliżej w jego stronę, tuż nad nim,
      i rozwarła wielką paszczę pełną ostrych zębów.
      • awee Re: proza, proza... 20.10.04, 19:26
        All, skąd pochodzi ten fragment ?
        • all2 Re: proza, proza... 20.10.04, 20:02
          James Agee "Smierć w rodzinie"
          • awee Przeczytane, obejrzane. 21.06.05, 22:39
            W ubiegłym roku powyższy fragment wydał mi się tak uroczo mroczny i posępny,
            więc ciekawość co do reszty zagnała mnie do biblioteki. A wczoraj w TV był
            film na motywach. Jeszcze parę podobnych obrazów, a będę wyłącznie oglądać
            takie, które nie są oparte na jakiejkolwiek książce :)
            Inaczej odwrotny kierunek działania /poprzez film do powieści/ odpada na starcie.
            • all2 Re: Przeczytane, obejrzane. 21.06.05, 23:09
              O kurcze, w ogóle nie zauważyłam tego filmu... ale teraz przeczytałam zapowiedź w telewizyjnej, to może lepiej że przegapiłam? Chyba sobie wyobrażam, jak to mogło wyglądać, dobrze myślę?
              • awee Re: Przeczytane, obejrzane 22.06.05, 11:44
                all2 napisała:

                > Chyba sobie wyobrażam, jak to mogło wyglądać, dobrze myślę?

                Nie wiem :) Przepraszam, ale chyba sobie nie wyobrażam, co sobie wyobrażasz.
                A według danych serwisu Filweb:

                To był ostatni film tego reżysera ;)

                To był ostatni film tego scenarzysty. Ten może być usprawiedliwiony,
                ponieważ zmarło mu się w tym samym roku. Ale nie do końca, bo to scenarzysta
                od serialu Kain i Abel.
    • awee Re: proza, proza... 09.06.05, 21:18
      "...gdyby wysoki sąd zechciał po prostu przypomnieć nam, no jakże to...
      definicję człowieka, definicję zwykłą, no tę, którą posługujemy się na co dzień,
      definicję prawną, sądową...czy i to, mimo wszystko, przekraczałoby kompetencje
      wysokiego sądu?
      - Nie - uśmiechnął się sędzia - tylko trzeba by najpierw, żeby taka definicja
      prawna istniała. To dziwna rzecz może, ale faktem jest,że nie istnieje.
      Starzec stał dłuższą chwilę jak ogłupiały - nim zapytał:
      - Nie istnieje?
      - Nie.
      - Ależ to przecież niemożliwe...
      - Sąd przyznaje, że to dziwne, i powiedział to panu; dziwne, aczkolwiek
      w gruncie rzeczy dość zgodne z duchem naszego kraju. No i tak jest, i już.
      - I nie istnieje ani w Anglii, ani gdzie indziej?
      - Nigdzie w ogóle. Nawet we Francji, gdzie wszystko jest zdefiniowane
      i skodyfikowane, łącznic z właścicielem jajka, które kura zniesie na polu sąsiada.
      - Ależ to nie do wiary - rzekł po chwili sędziwy przysięgły. - Czyż podobna
      zrozumieć, że wszystko, jak pan sędzia powiedział, jest zdefiniowane
      i skodyfikewane, wszystko - nawet najmniejszy drobiazg...oprócz... no...
      nas samych?
      - To najprawdziwsza prawda - odpowiedział sędzia.
      - Ale... czyż od tak dawna, jak istnieją ludzie, nikt nigdy?...Myślano
      o wszystkim...żeby wszystko zdefiniować i skodyfikować i tylko akurat?...
      Czy to trochę nie tak, jakby nie myślano w ogóle o niczym? Jakby całą kupę
      pługów umieszczono przed wołami?
      Sędzia uśmiechnął się. Zrobił rękami gest wyrażający dyskretną nieporadność.
      - Bo wreszcie - mówił dalej tamten - jeśli nie wiadomo....dokładnie, to znaczy,
      jeśli przynajmniej nie pogodzono się.....co do....no, co do nas, to jak,
      to jak u diabła można się porozumieć ?
      - Może właśnie dlatego - przystał sędzia uśmiechając się wciąż - porozumiewamy
      się z taką trudnością."
      • all2 Re: proza, proza... 09.06.05, 23:38
        Ładne. Takie unijne :)))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka