gwiezdny.zalogowany
26.08.03, 08:34
Wczoraj w LeClercu postanowiłem. "Eh, ja laik herbaciany, muszę w końcu
spróbować tej herbaty, co ją tak wszyscy na TeaTime zachwalają". Stanąłem
przed półką i już na początku niemały dylemat. Conajmniej kilka odmian i
kilku dostawców. Zdecydowałem się na Yunnan Pu-Erh, dostawca: firma Oscar z
Warszawy.
W domu od razu wziąłem się za rytuał zaparzania. Woda oligoceńska (z jednego
naszych bielańskich źródełek), czajnik elektryczny (taki z marketu za 40zł),
filiżanki z Petersburga :). Najpierw odrobinę wrzątku na dno filiżanki,
później wylewam. Gdy woda ostygnie minutkę sypię łyżeczkę Pu-Erh i zalewam. I
teraz miałem problem. Pisaliście, że zaparzać maksymalnie 2 min. A jak się
pozbyć fusów? Trochę nie przyjemnie to wygląda jak się je łyżeczką wyławia z
filiżanki.
No dobra, poradziłem sobie. Kiedy poczułem zapach herbaty pierwsze o czym
pomyślałem to trzy słowa: konie, siano, króliki :):))))) Podlaska wieś!! Moje
wakacje u dziadków :) Wg Ralstona to są nieświeże ryby (cytat z pamięci) ale
ja nie mogłem się ich tam doszukać. Smak potwierdził moje przypuszczenia. Dla
mnie to konie, siano i króliki :)
Zatem pierwsze wrażenia są oryginalne. Przełknąć się da, chociaż z trudem
(nie słodzę, bez cytryny). Ale będę pił dalej, czuję, że już niedługo
posmakuje. W końcu browar i fajki też na początku nie smakowały :)
(przepraszam za takie zestawienie, dla Was herbacianych ortodoksów to pewnie
obraza :))
Na koniec stawiam wniosek formalny. Moim zdaniem każdy nowy forumowicz na
TeaTime musi wypić filiżankę Pu-Erh. To ma być taki chrzest, czy jak kto woli
pasowanie na forumowicza :)
Pozostaję
z poważaniem,
Gwiezdny
ps.
Czy ktoś mógłby mnie oświecić czy mój rytuał parzenia jest poprawny? Jak mogę
go jeszcze udoskonalić?