22.10.09, 22:35
Zaczynam czuć się osaczona, a jesteśmy razem dopiero kilka miesięcy.
Złapałam się na tym, że nerwowo i drażliwie reaguję na różne sytuacje czy
teksty, których szczegóły poniżej.
Na początek, kilka słów wyjaśnienia – wykombinowałam sobie, że mam jakieś
dziwne naleciałości spowodowane przeszłością. Strasznie długo wychodziłam z
poprzedniego związku z facetem, któremu oddałam serce i jednocześnie klucze do
mieszkania …. i spędziłam kolejnych kilka lat z psychicznym tyranem. We
własnym domu czułam się fatalnie, nie lubiłam gdy on do niego wracał, byłam
kontrolowana i ciągle wysłuchiwałam dziwnych pretensji.
W ogóle nie brałam pod uwagę kolejnego związku, bo dochodziłam do siebie wiele
długich miesięcy no ale zakochania się raczej nie planuje. Poznałam faceta,
który nie prowadzi żadnych gierek, zależy mu i ja to widzę, kocha mnie i mi to
mówi, chce ze mną być i stara się, żebym była szczęśliwa. Mamy podobne gusta,
fajnie spędzamy czas, nie ma między nami w zasadzie żadnych nieporozumień,
rozumiemy się w pół słowa. On mieszka w innym mieście, razem spędzamy
weekendy, czasami dłuższe weekendy, wakacje itp. Poza tym głównie smsy,
wieczorami gg.
Ogólnie w życiu jest mi dobrze, lubię mieszkać tu gdzie mieszkam (z dzieckiem
i zwierzyńcem:), wreszcie czuję się dobrze w swoim własnym domu.
Ostatnio zaczęły się pół-żartem pół-serio teksty o wspólnym zamieszkaniu
(teoretycznie u mnie). I zauważyłam, że zrobiłam się nieco zdystansowana.
Ponadto, zaczęły mnie denerwować sytuacje, w których czuję się kontrolowana i
wypytywana. Przykłady?
- codzienne smsy z wzajemnymi zapytaniami jak mija dzień itp., moje
odpowiedzi, że biegam po mieście załatwiam sprawy – pytania: a jakie ty tam
sprawy załatwiasz, mam nadzieję że nie kawa z przystojnym brunetem?
- dokładne wypytywanie wieczorem na gg, a gdzie dokładnie byłaś, co robiłaś.
- znowu gg, nie ma mnie np. do 20.00 – od razu wiadomość: a co ty kochanie na
randce gdzieś jesteś? Niby z uśmieszkiem, ale mną aż rzuca
- piszę, że idę sobie zrobić kolację, wracam za pół godziny – teksty typu: a
co tak długo?
- ogólnie denerwuje mnie siedzenie na gg całymi wieczorami, nie wiem może
dziwna jestem [koleżanka ma też faceta w innym mieście, i od 19.00 do 22.00 w
tygodniu jest wyłączona z życia bo gadają online, ona twierdzi że to zupełnie
normalne], czasami mam ochotę poczytać książkę, pomalować paznokcie itp. – jak
odejdę od kompa na jakiś czas albo przez 10 minut nic nie piszę to od razu
dopytywanie: a co ty tam kombinujesz, gdzie ty znikasz?
I dziesiątki podobnych sytuacji. Do tego dodajmy coraz częstsze niuanse
odnośnie wspólnego zamieszkania, zmiany mebli itp….. i ja mam ochotę zacząć
się z tego tematu wycofywać. Czuję, że powinnam zacząć się tłumaczyć z
większości spędzanego czasu itp.
A z drugiej strony, ja naprawdę jestem zakochana, jak go nie ma w tygodniu to
tęsknię ogromnie aż mnie normalnie czasami ściska, chciałabym żeby był, usiadł
obok, objął, przytulił itp. Tak, tak naprawdę to jednak chciałabym wspólne
śniadania, zakupy w markecie, remont łazienki, spacery z psem. Nielogiczne?
Może. Dlatego uważam, że mam jakiś problem, tylko nie wiem jaki dokładnie i
jak go rozwiązać. Mam skrzywienia z przeszłości, nie radzę sobie z nimi, a z
drugiej strony nie wiem czy przypadkiem nie słusznie zaczynają mnie drażnić
powyższe sytuacje.
Co sądzicie?

Obserwuj wątek
    • annastazy Re: osaczona? 23.10.09, 01:07
      przyszło mido głowy, że nei masz naleciałosci, ale widzisz problem -
      mnie by takie wypytywanie też drażniło...
      obie mamy naleciałości?

      prędzej bym się obawiała, że wchodzisz w związki z mężczyznami
      kontrolującymi
      tu się kłania sposób zycia Twoich rodziców (uczymy się bycia w
      związku na przykładzie z domu)

      czujesz, że za wczesnie z tym zamieszkaniem? powiedz to jemu,
      szczerosc w budowaniu rodziny jest dośc istotnym składnikiem, jeśli
      nei podstawowym

      i czy rozmawiałaś z nim o swoich odczuciach związanych z jego
      pytaniami?
      • yoko0202 Re: osaczona? 23.10.09, 12:01
        annastazy napisała:

        > prędzej bym się obawiała, że wchodzisz w związki z mężczyznami
        > kontrolującymi tu się kłania sposób zycia Twoich rodziców (uczymy się bycia w
        związku na przykładzie z domu)

        fakt, w domu rodzinnym ojciec był i jest osobą dominującą i głównym decydentem;
        z drugiej strony, byłam też w związku z facetem, który żył swoim własnym życiem,
        aż nawet do przesady, zatem ja również głównie robiłam swoje - taki związek-nie
        związek, w końcu rozpadło się z hukiem - więc tu model nieco inny.


        > czujesz, że za wczesnie z tym zamieszkaniem? powiedz to jemu,
        > szczerosc w budowaniu rodziny jest dośc istotnym składnikiem, jeśli nei
        podstawowym

        temat zamieszkania pojawił się przy okazji jego planów zmiany pracy, a w
        większym mieście (moim) o pracę łatwiej...

        > i czy rozmawiałaś z nim o swoich odczuciach związanych z jego
        > pytaniami?
        jeszcze nie, chyba czas.
        • annastazy Re: osaczona? 25.10.09, 01:26
          wiesz, związki odbiegające od naszych przyzwyczajen czy wzorców z
          reguły się rozpadają - podobnie jak te, w których życ się nie da

          zastanowiłabym się nad zamieszkaniem razem przy okazji - bo nei
          chciałabym zamieszkać z facetem przy okazji, wziąć z nim ślub przy
          okazji, przy okazji mieć dzieci itd

          jak dla mnie, jeśli pisze o czymś niepokojącym an forum, to czas na
          rozmowę z partnerem - na początek zbyłabym go pół żartem przy jego
          natrętnych pytaniach, czasem wystarczy
          • dyn-ex Re: osaczona? 20.11.09, 01:07
            annastazy napisała:


            > jak dla mnie, jeśli pisze o czymś niepokojącym an forum, to czas
            na
            > rozmowę z partnerem - na początek zbyłabym go pół żartem przy
            jego
            > natrętnych pytaniach, czasem wystarczy

            xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

            zmienilby metody kontroli...pewnie by zamontowal podsluchy,
            kamerki...w/g mnie rozmowa nie ma sensu....
            .......ludzie nie zmieniaja sie..czasami tylko odgrywaja zalosne
            role
    • zielona-oliwka Re: osaczona? 23.10.09, 03:34
      Zgadzam się z przedmówczynią. I wygląda na to, że szykuje cię się "powtórka z
      rozrywki". Oprócz uczuć mamy jeszcze coś takiego, jak zdrowy rozsądek. Kwestia
      tylko tego, czy chcemy z niego skorzystać.

      Postaraj się przeanalizować, co zyskujesz, a co tracisz w tym związku i jakie
      zmiany czekają cię wraz z ewentualną przeprowadzką faceta do ciebie. To powinno
      cię trochę otrzeźwić.;)
      • yoko0202 Re: osaczona? 23.10.09, 08:34
        dziewczyny, co do 'powtórki z rozrywki' to może niekoniecznie - tamten był
        furiat, wszędzie go było pełno, głośny, zadufany, zakochany w sobie; tutaj mam
        fajnego faceta, spokojnego, wręcz cichego i trochę nieśmiałego, który dotychczas
        nie podejmował nawet prób wpływania na mnie w takim sensie, że np. w ostatniej
        chwili zmieniamy plany, robimy to co on chce itp itd.

        ja te wypytywania itp. podkreśliłam, bo mnie to drażni, ale to nie jest tak cały
        czas, po prostu zdarza się czasami, a dla mnie na dzień dzisiejszy to i tak za
        dużo, być może dla osoby 'normalniejszej' niż ja :) i bez podobnych doświadczeń
        nie stanowiłyby problemu. Nie rozmawiałam z nim o tym jeszcze, na razie takie
        pytania wręcz zbywam jakimś zdawkowym tekstem.

        inna kwestia jaka przyszła mi do głowy, to fakt, że życie bezdzietnego singla
        wygląda jednak trochę inaczej niż pracującej samotnej mamy - on po pracy w
        zasadzie ma wolne, chyba że pójdzie z kolegami na piwo czy pogrzebie coś przy
        samochodzie. Ja cały dzień jestem w biegu, ciągle jest coś do załatwienia, mamy
        zupełnie inny rozkład dnia i plan zajęć. To nie jest tak, że ja nie szukam z nim
        kontaktu, ale po prostu mam mniej czasu, i może też trochę stąd bierze się moje
        momentami zniecierpliwienie.


        • to.niemozliwe Re: osaczona? 27.10.09, 09:22
          Może być jeszcze taka opcja, że on tak sobie własnie wyobraża bycie
          kochanym z wzajemnością, takie trochę zagłaskanie na śmierć...:).
          Są ludzie, którzy okazują uczucie w sposób zbliżony do tego, jak to
          wyglądało w dzieciństwie - bardzo dużo przytulania, czułości, częsty
          kontakt, świadomości bycia tuz obok cały czas - dla nich to oznacza
          bycie kochanym, tak uważają, że ma wyglądać uczucie. Dotyczy to
          również facetów, choć w większym stopniu chyba kobiet.
          Zresztą - przypomina mi się zabawna scenka z jednej z powieści,
          chyba Whartona? Jak wyparty homoseksualista z problemami
          identyfikacyjnymi załkał przed psychoterapeutą, że Mama była ciągle
          zajęta i jak miał gorączkę, to mierzyła mu temperaturę i jemu zawsze
          bycie kochanym kojarzyło sie z wkładaniem czegoś w pupę :D

          Zreszta - pomyslałem o czymś jeszcze - wychodzi na to, że jesteś
          już duża dziewczynka i tak szczerze, to samotnej mamie z dzieckiem
          jest piekielnie trudno znaleźć satysfakcjonującego partnera. W tym
          kontekście proponuję myslec o nim jako o towarzyszu życia, wiem to
          niemodne i nieco zawoalowane określenie, ale daje i perspektywę i
          dystans do sprawy. Czy on sie nadaje na towarzysza Twojego życia?
          Bo wiele spraw można zmienić, można mu uświadomić, wskazać
          kłopotliwe zachowania. Jeżeli piszesz, że jest ogólnie, OK to mozę
          warto w to zainwestować. Ja nie bardzo rozumiem to przesztywnione
          podejście do factów, jakie przejawia większość kobiet poszukujących
          partnera, dużo oczekiwań i oczekiwanie tak, jakby najlepszego
          gotowego produktu w najlepszej cenie. Tak, jakby zakładały, że ich
          wpływ na niego później może być już niewielki, lub okupiony
          cierpieniem. Mysle, ze pewna postawa otwartości wobec partnera,
          otwartości na jego potrzeby stawania sie lepszym jest przez mężczyzn
          oczekiwana. Wiem, że by_witch zaraz doszuka się tu syndromu ofiary -
          OK, zgoda, że granica jest cienka. Ale Yoko już jest dość
          doświadczona i ma całkiem niezłą zdolność do autoanalizy, więc nie
          poleci jak mucha do lepu :).
    • 8magdalena8 Re: osaczona? 23.10.09, 08:45
      chyba macie inne poczucie humoru, jak ci nie pasuja tematy rozmowy,
      to porozmawiaj z nim o czyms innym, no i zastaow sie czy ci pasuje
      powtorka z rozrywki
    • paco_lopez Re: osaczona? 23.10.09, 12:07
      wrzuć na luz i odpowiadaj, że byłaś na kawie z bradem pitem. jak nie
      skuma to dowidzenia.
    • free123 Re: osaczona? 23.10.09, 12:27
      A ja tam obstaję, że obecny jest w pewien sposób podobny do ex.
      Nie musi być "furiatem" żeby przejawiać jakieś zaburzenia.

      Wtedy z grona facetów wybrałaś "furiata' i tylko gdybam, że teraz
      też przyciągnęłaś podobnego ...

    • s.p.7 Re: osaczona? 23.10.09, 14:28
      Zeby dobrze moc oczytac cala sytuację to trzeba by poczuci i jego i Ciebie a to
      dosc trune tak an forum.

      Bo tu opcji moze byc multum:
      -poniewz mialas przykre doswiadczenia przenosisz je na nowy zwiazek niepotrzebnie
      -nowy mezczyzna jest podobny do poprzedniego i tez stwarz realn zagrozenie
      krzywdzenia
      - nie do konca swiadomie wybierasz takic hwlasnie mezczyzn
      - sama prowokuejsz nieswiadomie pewne zachowania
      - boisz sie a bojac sie blokujesz sie
      - robisz slusznie chroniac siebie przed psycholami
      -problem z budowa zaufania w zwiazku

      ja sadze ze prawda lezy tak na wyczucie gdzies po srodku
      Wiem ze sa kobiety ktore zawsze powodują NAPADY ZAZDROSCI poniewaz maja taki
      styl bycia, ktory wywoluje zazdrosc, dziewczyna tego tak nei odbiera, czuje sie
      swobodnie lecz jest taki typ kobiety ktory zawsze jest bardzo mily zyczliwy dla
      facetow, usmiechnieta i bezposrednia, otwarta na nowe znajmosci - To powoduje
      CHEC KONTROLOWANIA TAKIEJ KOBIETY
      kolejna sprawa ze ci podobaja sie tacy faceci kontrolujacy, decydujacy poniewaz
      wynioslas to z domu jak juz zostalo to wspomniane, robisz to nieswiadomie tacy
      mezczyni z reguly sa zdecydowani i nieufni
      kolejna rzecz to te traumatyczne doswiadczenai na pewno mogla na ciebie
      oddzialywac powodujac zwikększosnąostroznosc wyczulenie na kontrole i chec
      bronienia sie przed tm mimo ze byc moze subiektywnie nei jest tak ze z tym.
      Kolejna rzecz to gdzies podswiadomie mozesz czuc ze to nei jest mezczyzna twoich
      mazen, ze to eni o to chodzi i moze byc podobnie jak z poprzednim, wiec juz
      jestes wyczulona, ze on tez kontrolujacy jest i sie tobie cos takiego bardzo nie
      podoba oraz kontrole odbierasz jako zagrozenie silne na twoja wolnosc itd bo
      rzeczywisnie on moze miec w sobi czesc wad poprzednika

      jesli nei hcesz sie z nim rozstawac to mysle ze waro bylo by popracowac nad
      zaufaniem w zwiazku, zamiast on ma cie pytac co robisz sama mu wypisuje co
      robisz gdzie idziesz jak sie bedziesz bawiila, jakie masz plany
      to mysle znaturalne jest, pozatym SCZEROSC I OTWARTOC, mowicco sie mysli,
      zapewniac go - on nie bedzi e schizowal ze go zdradzasz.
      Zapeniac o przywiazaniu i lojalnosci.
      Sa tacy ludzie korzy sami caly czas pisza co robią, wyylaja smsa co godzine co
      tam na imprezie sie dzieje - wtedy kobieta lub mezczyzna nie obawiajaa sie o zdrady.
      Wiec jak nat tym popracujesz to byc mze jego kontrola jak rekąodjał

      ostatnia juz sprawa to ja nei wierze ze zazdrosc pochodzi od kogos kto jest
      pewny zwiazku i jego przyszlosci.
      nei ze nie zalerzy ale gdzis podswaidomie chce jakby skonczyc ze zwiazkiem lekko
      • free123 Re: osaczona? 23.10.09, 14:56
        O czym ty piszesz ???

        Miałaby utrzymywać czyjąś "chorobę" zdając relację z rozkładu
        dnia ??????
        Gratuluję.
        • s.p.7 Re: osaczona? 23.10.09, 15:14
          co wg ciebie jest rzekomą chorobą?
          • s.p.7 Re: osaczona? 23.10.09, 16:13
            To eni ja podejmuje decyzje za autorkę tematu, nei ukłądam jej zycia, ładnei jej
            wszystko rozpisałem, ma informacje wieże ze jest mądrą i inteligentną kobieta i
            potrafi sama podejmwoać decyzje najlepsze dla siebie,

            jesli ona uzna ze cos w niej jest zlem, wtedy mozna próbowoac temu zaradzić
            pozbywajac sie go

            zreszta nikt z nas nie ma pelnego obrazu sytuacji. Zakladam ze autorka wie o
            czym psize mniej wiecej i opisuje swje odczucia i wrazenia.

            aktualnie ona sama musi wiedzieć czego chce a mozliwosci jest kilka od rzygnacji
            z tej osoby po prube zrozumienia jej i naprawy tej zadrosci poprez tak jak
            podalem informowanie go czeste... (jest szansa ze mu przejdzie)

            ponadto moze wynikac to z osobowosci autorki tematu i wiekszosc mezczyzn bedzie
            sie zachowywal podobnie, psialem o tym

            wiec byc mzoe remedium jest umiejętne BUDOWANIE ZAUFANIA W ZWIĄZKU
            przez szczerosci otwartosc
            jesli ktorej ze stron tego brakuje

            msle ze natrualne w zwiazku jest zachwianie takie ze mowi sie gdzie sie wychodzi
            i kiedy się wróci
            byc moze np autorka watku bedac kontrolowana w dziecinstwie chce sie pozbyc
            jakichkolwiek znamion czegos co bylo by inne niz absolutne zaufanie

            roznie to bywa

            aktualnie to proponuje budowac to zaufanie, popacowac troche nad zwiazkiem,
            zniwelowac strach, bc bardziej szczerym ufnym i otwarym
            tak przez 2-3 tygodnie
            powinno pomoc, jesli nei pozmoze to trudno idzie sie dalej, byc moze ten
            mezczyzna nei jest odpowiednia osobą
            i szzka sie dalej SZCZESCIA W ZYCIU

            pozatym miedszkanei osobno nie jest dobre
            spotykac sie raz w tygodniu? to dosc trudne i samo w sobie moze budzic niepokoj

            jesl iwszystko jest w porzadku - nie powinno byc prób dominacji, czy zazdrosci
    • de_witch Ależ kobieto! 23.10.09, 15:11
      Ty jesteś jak najbardziej normalna istota pod słońcem! To on
      pokazuje swoją zaborczość, kontrolę, co za tym idzie ukrytą chęć
      dominacji.

      Dobrze,że jesteś jaka jesteś, bo odkrywasz brzydkie cechy tych
      facetów.
      Druga strona medalu takiego faceta, to sam ma 'brud pod paznokciami'
      to on szuka przygód na boku, dlatego podejrzewa, ze i inni robią, to
      samo.
      Wizja wspólnego zammieszkania wyglada, z mojej perspektywy, wprost
      makabrycznie. Bedziesz kontrolowana na każdym kroku, a gdy kontrola
      się skończy to pewnie dlatego, że on na boku bedzie miał kogoś.

      Tego typu reakcję mają faceci, którzy nie potrafią opanować stanów
      lękowych. Według tego co ostatnio czytałam, to właśnie lęk
      egzystencjonalny jest przyczyną takich wypaczonych stanów.
      I twój facet pokazuje takie przejawy.

      Niech Bóg cie broni abyś sobie i dziecku zwalała problem na głowę.
      Albo ten facet dojrzeje ale bez pomocy terapeuty pewnie bedzie mu
      trudno, albo nie wpuszczaj, go na stałe pod twój próg.
      To co opisujesz nie jest miłościa jest zauroczeniem, w tym jest
      erotyka, a to jeszcze nie jest cały bochen chleba zwany miłością.

      • to.niemozliwe Re: Ależ kobieto! 23.10.09, 15:42
        Łał....ale kategorycznie zapodałaś :). Polemizuję...równie dobrze
        może to być przejaw jego zdrowego zaangażowania. Nie jest obok niej,
        wiec tęskni i dopytuje co ona robi. Pytania o to "z kim teraz spedza
        czas" zadawane przez GG, czy SMS - równie dobrze to przejaw zdrowej
        zazdrości o druga osobę, lęk przed tym, ze jest się kimś niewaznym
        dla niej. Zwłaszcza, że ona możę sprawiać wrażenie zamkniętej w
        kręgu swoich spraw. Bo z drugiej strony, to jak się chce z kimś być,
        to sie to robi na całość. A tak, to taka para-nie-para. Akurat
        pisanie o "brzydkich cechach facetów" jest tu nietrafione. To
        kobiety w o wiele większym stopniu przejawiają taka zaborczość niż
        mężczyźni :).
        Pozdrawiam :D
        • de_witch Głupoty piszesz facet! 23.10.09, 17:11
          Tym bardziej niebezpieczne, bo nie masz zielonego pojęcia o
          zaburzonych relacjach, ani jako takich podstaw w psychologii.
          Przeczytaj dokładnie tekst tej dziewczyny.I nie doradzaj tam gdzie
          mało sie znasz!
    • gladys_g Re: osaczona? 23.10.09, 16:08
      Na dwoje babka wróżyła - facet pyta na gg gdzie byłaś i co robiłaś - i można to odebrac jako normalne zainteresowanie, a można też - jako niezdrową chęć kontroli.
      Ty, co zrozumiałe i w pełni uzasadnione historią poprzedniego związku i domu rodzinnego - widzisz tą drugą możliwość.

      Na razie problem nie leży w tym, co ten pan mówi, ale w tym, jaki Ty masz do tego stosunek. Ty masz niezdrową chęc tłumaczenia się, czujesz się osaczana. A jak się sprawa rozwinie?

      Teraz uwaga, wróżka mode on:

      Moim zdaniem bardzo prawdopodobne, że jeśli ten facet miałby z Tobą zamieszkać, to zaliczyłabyś powtórke z rozrywki - Twoje reakcje wyciągną z faceta najgorsze cechy. Będziesz sie nakręcać i wycofywać, nierzadko w zwykłym zainteresowaniu dopatrując prób kontroli. Co z kolei moze powodować, że on będzie naciskał i dopytywał (nie wiedząc, co się dzieje). Będzie też próbować kontrolować, bo to jest gra dla dwojga, a on może mieć takie skłonności, które Ty pięknie pozwolisz mu wypielęgnować. I ta spirala będzie sie nakręcać.

      Wróżka mode off.

      Podsumowując: tak, masz skrzywienie z przeszłości. Tak, w tym zwiazku prawdopodobnie powielisz znany Ci schemat.

      Ja bym pewnie powiedziała panu, że jestem przewrażliwiona na punkcie kontroli, że pytania o to, co robię, odbieram bardzo źle* i że nie będę na nie odpowiadać ani w żaden sposób reagować.

      *Bardzo źle - czyli że kiedy zadaje mi pytania szczegółowe o przebieg mojego dnia, ja się czuję wypytywana, kontrolowana, że-mi-nie-ufa itd.

      Jeśli człowiek nie ma jazdy na kontrolowanie, tylko jest w miarę normalnym facetem, to powinien zrozumieć i powinno się to dać rozwiązać; okaże się wtedy, że problem był bardziej w Tobie, nie w nim.

      Jeśli ma zaawansowaną schizę - pewnie będzie bardzo protestował albo próbował wracać po kilku dniach do prób osaczania. I wtedy okaże się, że masz problem ;)
    • z_malej_litery Re: osaczona? 23.10.09, 16:08
      po prostu jesteście różni. jeśli dobre cechy przeważają, to trwaj. najwyżej
      czeka was życie nieustannych sporów i prób kompromisów. i tylko nie licz, ze on
      się zmieni, lub ty - charaktery ludzkie są niezmienialne :)
    • yoko0202 Re: osaczona? 23.10.09, 19:45
      dzięki wszystkim za wypowiedzi, dały mi sporo do myślenia; przeważają opinie, że
      powielam schemat dominującego mężczyzny w moim życiu, ale są też inne;
      zauważyłam również, że panowie podchodzą do sytuacji inaczej niż panie:)

      gwoli wyjaśnienia, osobiście nie uważam, abym była typem kobiety, która swoim
      zachowaniem prowokuje partnera do chęci większej kontroli - owszem, jestem pewna
      siebie (wreszcie...), nie mam większych zastrzeżeń np. do swojego wyglądu, czuję
      się dobrze sama ze sobą i pewnie to widać, natomiast z drugiej strony nie
      ubieram się prowokująco, nie mam setek znajomych na naszej klasie i dziesiątek
      'kolegów', rzadko uczestniczę w wielkich imprezach czy wyjściach na miasto (wolę
      kameralne spotkania w gronie najbliższych), itp itd.

      zastanawiam się czy fakt, że np. była mojego faceta tuż przed ślubem zaciążyła z
      kimś innym (a było to dość dawno temu) może mieć aż taki wpływ na jego obecnie
      zachowanie - podejrzewam że jednak tak; w takiej sytuacji wyszłoby na to, że
      obydwoje w zasadzie krzywdzimy się nawzajem nie potrafiąc zapomnieć o tym, co
      zrobili nam inni.

      myślę, że wrzucę na luz przez najbliższe dni, postaram się nie odbierać pytań o
      to, jak spędziłam dzień jako ataku na moją niezależność, a jednocześnie powiem
      delikatnie aczkolwiek wprost, że na takie pytania reaguję jak płachta na byka
      więc byłabym wdzięczna za zaprzestanie takiego zachowania; i zobaczymy jak to
      będzie.
      • de_witch Ci inni...i mentalność ofiary. 24.10.09, 12:51
        zastanawiam się czy fakt, że np. była mojego faceta tuż przed ślubem
        zaciążyła z
        kimś innym (a było to dość dawno temu) może mieć aż taki wpływ na
        jego obecnie
        zachowanie - podejrzewam że jednak tak; w takiej sytuacji wyszłoby
        na to, że
        obydwoje w zasadzie krzywdzimy się nawzajem nie potrafiąc zapomnieć
        o tym, co
        zrobili nam inni.
        ..................................
        Tak długo jak będziesz miała ten tok myślenia, tak długo będziesz
        najprawdopodobnie powielać stare schematy.

        W tym co na górze zacytowałam, jest pewna doza mentalności 'ofiary'.
        Zarówno ty jak i on, zafundowaliście sobie kontakt z tymi ludzmi
        sami, na własne życzenie. Podświadomie zdając sobie sprawę,ze ktoś
        taki może swoim postępowaniem was 'uszkodzić'. Nic nie wynikało z
        zaskoczenia, a jedynie przez 'przymykanie oczu' na wyrażne znaki
        jakie druga osoba pokazuje, o sobie, a co do których prowadziliście
        metodę: "Nie widzenia, bo wtedy problem nie istnieje."
        Co do niego to trudno mi cokolwiek sugerować na przykładzie jednego
        wydarzenia z była kobietą, ktora go zdradziła. Relację budują zawsze
        dwie osoby. Może ciąża tej kobiety była sygnałem, że czas z tej
        relacji się wycofac, na dobre? Dla dobra sprawy trzeba by posłuchać
        i jej wersji.
        Po dialogach tego faceta widać pewne cechy i tendencje,
        na które nie wolno przymykać oczu.
        Jak mówią najpierw niedzwiedź ryczy, zanim zacznie atakować.
        Błędem wielu kobiet jest,ze emocje biora górę nad logiką i wyraźne
        sygnały tłumaczą, przekręcając i idealizując faceta.
        I to jest ten pierwszy znak, ktory mówi,ze znajomość nie jest
        jeszcze na etapie dojrzałej emocjonalnie miłości i należy
        szczególnie uważać, na niespodzianki.
        To tyle ode mnie uwag.
        • to.niemozliwe Znów pudło..:D 25.10.09, 12:46
          Yoko0202 - nie masz żadnego syndromu ofiary! Co najwyżej de-witch ma
          syndrom ofiary natłoku własnych myśli ;).
          To absolutnie normalne, że myślisz o osbie, którą kochasz, także o
          jej przeszłości i analizujesz, jaki miała wpływ na wasze obecne
          relacje. To jest normalna troska o osobę w związku.
          :)
          • de_witch Re: Znów pudło..:D 25.10.09, 13:30
            To my tu w coś gramy?

            W samym mysleniu,że 'ktos nam zrobił coś złego' jest już
            myśleniem 'ofiary'.
            facet wyraźnie wchodzi na jej granice, choćby w samym durnym
            gadaniu:"Mam nadzieję,że to nie brunet." Itp. itp.
            Ta kobieta jest wolna, żyje sama dla siebie, nikomu przed ołtarzem
            jeszcze nie slubowała wierności i ma prawo spotykać kogo chce. Zyć
            tak jak chce. Puszczając takie gadki w obieg, ten facet robi z tej
            kobiety już swoją własność, ktorej nikt inny nawet spotkać nie moze.

            Dziwi mnie że ty, który wygladasz na cywilizowanego chłopysia tego
            nie zauważasz.:-)
    • stinefraexeter Re: osaczona? 24.10.09, 19:22
      Hmmm, a nie przyszło ci do głowy, że problemem jest przede wszystkim ten kontakt
      na odległość?

      Piszę tak, ponieważ mam za sobą długie lata takiej właśnie korespondencji -
      komunikatory, smsy. I dlatego wiem, jak męcząca jest to forma kontaktu i jak
      łatwo o nieporozumienie, złe odczytanie czyiś intencji, itp.

      To wbrew pozorom forma kontaktu, która wymaga przestrzegania rygorystycznego
      pewnych reguł. Czasem trudniejsza niż rozmowa twarzą w twarz.
      Wybacz, ale twoje 10min na zrobienie sobie herbaty niekoniecznie jest tymi
      samymi 10minutami dla tej drugiej strony siedzącej przed kompem. Ja w takich
      sytuacjach zawsze uprzedzam rozmówcę, że na chwilę (krótszą bądź dłuższą)
      odchodzę, itp.
      Ponadto twoje zdystansowanie przez internet jest jeszcze bardziej odczuwalne niż
      przy spotkaniu twarzą w twarz. Wtedy są gesty, mimika, tembr głosu, dotyk... W
      necie czy w smsach są tylko słowa, czyli jakieś 70% normalnej komunikacji umyka.
      Powiem szczerze, jeżeli dobrze wyobrażam sobie twoje cyber-zachowanie, to nie
      dziwię się, że facet zaczyna czuć, iż ciebie traci. Te pytania to dla mnie nie
      dowód zaborczości, ale lęku o to, że się oddalasz.
      • haalszka Re: osaczona? 25.10.09, 14:09
        wiesz co mnie zastanawia?
        to ze nie rozmawiasz z nim o twoich emocjach. Skupiasz sie na tym co cie denerwuje, co wydaje ci sie zabieraniem ci twojej wolnosci. Nie uda sie zwiazek gdy jedna osoba bedzie gdzies w srodku kminic co tej drugiej chodzi po glowie.
        Ktos mi bliski powiedzial mi kiedys o koniecznosci stawiania swoich granic w relacjach z ludzmi. pomyslalam taaa, napewno ktos sie przejmie moimi granicami nawet wyrytymi na scianie. I co? udalo sie. w poprzednim zwizku bylam bardzo manipulowana przez osobe zamknieta w sobie. Postawialm tej osobie jasna moja granice.. myslalam ok spakuje sie i ucieknie - trudno. O dziwo okazalo sie ze to podzialalo na ten konkretny sposob manipulacji. zaprzestal praktyk ktore jsanym przekazem slownym zakwalifikowalam jako dla mnie nie akceptowalny. pojawily sie nastepne ale tych juz mi sie nie chcialo odgraniczac od siebie i spakowal Pan manatki.
        po co to pisze?
        okresl sama przed soba swoje granice, czyli nie toleruje ciaglego pytania co robie, gdzie jestem, czemu tak dlugo. ubierz to w slowa i powiedz mu o tym podpierajac sie emocjami. Jak cie to boli, jak to zle na ciebie wplywa. moze sie okazac ze Pan niestety bedzie mial inna wizje i powie to z troski to z uczucia. negocjuj dalej. a jesli nic mu to nie da, postap tak jak ci serce mowi aby sie nie wpakowac drugi raz w chory zwiazek.
        Komunikacja, jasna, ciepla z emocjami popartymi zdaniami bo ja odczuwam to tak, bo ja iterpretuje twoje zachowanie tak... nie bo ty to bo ty tamto. mow co czujesz!

        Pozdrawiam
        • de_witch Właśnie. 25.10.09, 15:30
          Bardzo słusznie, trzeba mówić o sobie o swoich granicach, co
          odpowiada, a co nie. Inaczej będzie nadal tak postępwał, bo mu się
          będzie wydawać,ze to jest akceptowane przez kobietę.
          • yoko0202 Re: Właśnie. 26.10.09, 08:34
            de_witch napisała:

            > Bardzo słusznie, trzeba mówić o sobie o swoich granicach, co
            > odpowiada, a co nie. Inaczej będzie nadal tak postępwał, bo mu się będzie
            wydawać,ze to jest akceptowane przez kobietę.

            zgadzam się z Tobą i przedmówczynią.
            zdaję sobie sprawę, że w poprzednim związku nie potrafiłam w ogóle postawić
            żadnych granic, zresztą tak było w relacjach z innymi ludźmi również.
            Natomiast mam wrażenie, że obecnie przeginam w drugą stronę - miałam weekend
            przemyśleń, i doszłam do wniosku, że otoczyłam się solidnym murem i zaciekle
            bronię dostępu do swojego 'terenu'. Ucierpiały na tym również moje relacje z
            bliskimi, rodziną, przyjaciółmi. W zasadzie każde zapytanie o mój wolny czas,
            chęć pomocy czy sugestię jak coś zrobić lepiej odbieram jako atak na moją
            niezależność, i ogólnie na moją osobę. Mam chyba problem nie tylko w relacjach z
            partnerem.
            • haalszka Re: Właśnie. 26.10.09, 12:58
              wiesz co? masz wszelkie zadatki na bycie ta ofiara przemocy.
              Ja ci pisze o stawieniu granic, ktorych jestes swiadoma a jednak negujesz to w
              sobie nazywajac murem. Tak czujesz na dzis i tego wymagasz, powiedz mu o tym ..
              powiedz ze moze kiedys to sie zmieni a moze nie.. a rozmawiaj z nim a nie
              kminisz w weekend w domu zamiast wziasc chlopa i otwarcie orozmawiac.

              Postaw mu granice, przestan brac wszystko za twoja wine. z takim sposobem
              myslenia nie dasz sobie rady w nastepnym zwiazku, znowu bedziesz ofiara..

              obym sie mylila
              polecam przeczytaj jeszcze raz swoja wypowiedz, wszystko to twoja wina, on jest
              swiety...

            • to.niemozliwe Re: Właśnie. 26.10.09, 21:45
              Asertywnosc polega rowniez na nieuleganiu przesadnym reakcjom na
              innych, ani na uleganiu, ani na obrazaniu sie. Reagujesz nadmiernie,
              bo masz obawy, ze znow zostaniesz zmanipulowana i zdominowana. To
              trudne, bo kazda sprawe bedziesz po wielokroc analizowac pod katem
              tego, czy to jeszcze kompromis, czy juz ponizanie.
              Nie wiem, wszystko zalezy od tego jaki on jest...
              A jak rozwiazujecie konflikty? Kto.\ ustepuje i w jaki sposob? Czy
              on sie obraza i musisz pierwsza wyciagac reke na zgode? Jak oceniasz
              jego zgodnosc, kłótliwosc, otwartosc na argumenty? Czy radzi sie
              Ciebie? :-)
              • yoko0202 Re: Właśnie. 26.10.09, 22:26
                to.niemozliwe napisał:

                > Asertywnosc polega rowniez na nieuleganiu przesadnym reakcjom na
                > innych, ani na uleganiu, ani na obrazaniu sie. Reagujesz nadmiernie, bo masz
                obawy, ze znow zostaniesz zmanipulowana i zdominowana. To trudne, bo kazda
                sprawe bedziesz po wielokroc analizowac pod katem tego, czy to jeszcze
                kompromis, czy juz ponizanie.

                tak, mniej więcej tak to wygląda w moim wykonaniu

                > Nie wiem, wszystko zalezy od tego jaki on jest...
                > A jak rozwiazujecie konflikty? Kto.\ ustepuje i w jaki sposob? Czy
                > on sie obraza i musisz pierwsza wyciagac reke na zgode? Jak oceniasz jego
                zgodnosc, kłótliwosc, otwartosc na argumenty? Czy radzi sie Ciebie? :-)

                Wiesz co, my w zasadzie nie mamy konfliktów, tak naprawdę to nie przypominam
                sobie sytuacji w której on byłby zdenerwowany czy niezadowolony. Jest dość
                nieśmiały, ale jednocześnie samodzielny i dobrze sobie radzi w wielu sprawach
                ('złota rączka', dobry kucharz itp.) i wie o tym - ja się częściej radzę,
                głównie w sprawach takich technicznych (w końcu to facet:-). Ma swoje zdanie, i
                nie boi się go wyrażać, nie jest obrażalski; w sytuacji bardzo nielicznych
                nieporozumień zwykle pierwszy przychodzi i się przytula:-)
                • to.niemozliwe Re: Właśnie. 27.10.09, 08:25
                  To źle, że nie macie konfliktów. Doprowadź do błachego,
                  kontrolowanego konfliktu, bo nie będziesz wiedzieć jak on sie
                  zachowuje w stresie lub w poczuciu bezsilnosci. Oczywiście bez
                  przegięć, ale w normalnych związkach konflikty są potrzebne, a ich
                  głębszy sens polega na kontrolowaniu poziomu wzjamnego zaufania i
                  utwierdzaniu się w intymności.
                  W pewnym sensie "to jak mnie kochasz mogę zweryfikowac tylko wtedy,
                  kiedy musisz mnie akceptować w mojej małości", więc nie ma co się
                  bac konfliktów, bo zdrowa relacja je rozwiązuje bezboleśnie. Wywołaj
                  konflikt i sprawdź jak go rozwiązaliście. :)
      • yoko0202 Re: osaczona? 25.10.09, 23:29
        Coś w tym jest, Ty piszesz o kilku latach a ja już po kilku miesiącach jestem po
        prostu tym zmęczona.
        Jeszcze niedawno wydawało mi się, że w sumie nie taki zły ten związek na
        odległość, bo przecież każde nasze spotkanie to takie małe święto - gorzej, jak
        to święto wypadnie w taki dzień, gdy ja po prostu jestem strasznie zmęczona, mam
        zły humor, albo co gorsza pms-y [tak jak ostatnio - w takie dni to normalnie mam
        ochotę zabić, zachowuję się jak idiotka, on niby rozumie, ale widziałam że
        ostatnio było mu po prostu przykro].
        Rozmowy na komunikatorze też przecież w pewnym momencie schodzą na tematy 'o
        niczym', chodzi o to żeby podtrzymać jednak jakąś namiastkę kontaktu, no i
        powoli robi się to nużące. Fakt, może więc być tak, że poddenerwowana brakiem
        możliwości 'normalnego' kontaktu, wirtualnie w końcu zaczynam sprawiać wrażenie
        zdystansowanej.
        • to.niemozliwe Re: osaczona? 26.10.09, 21:34
          Ale wlasciwie, to chcesz zeby z Toba byl na codzien, czy nie?
          • yoko0202 Re: osaczona? 26.10.09, 22:27
            to.niemozliwe napisał:

            > Ale wlasciwie, to chcesz zeby z Toba byl na codzien, czy nie?

            w sumie to bym chciała, bo tęsknię, fajnie i swobodnie jest nam razem, ale boję
            się wpuścić kogokolwiek na "swój teren"
            • to.niemozliwe Re: osaczona? 27.10.09, 08:27
              A jak on ma urlop, to nie może do Ciebie przyjechać na kilka
              dni/tydzień - zeby zobaczyć, czy możecie funkcjonowac nie w
              sytuacji "przedłużonej na weekend randki", tylko normalnego życia?
              Wiem, jest ryzyko, ale cóż....;)
    • yoko0202 Re: osaczona? 18.11.09, 20:59
      teraz to już nie chodzi tylko o 'kontrolę' [która zresztą jakoś się ostatnio
      zmniejszyła, bo po prostu ignoruję wszelkie pytania], ale facet za chwilę
      zagłaszcze mnie na śmierć
      już nie wiem, czy jakaś osobowość symbiotyczna mi się trafiła czy o co chodzi,
      ale poczytałam nawet parę wątków tu na forum, i sporo się zgadza - choć
      mieszkamy daleko, to ja się duszę normalnie, jest go jakoś 'za dużo', jest za
      słodko; ciągłe smsy i telefony, o dupie maryni zwykle, bo zdałam sobie sprawę,
      że poważnych tematów to my właściwie nie poruszamy; od 18.00 oczekiwanie na mnie
      na gg, jak mnie nie ma długo w sieci to telefon 'no dlaczego cię nie ma'; jak
      przyjeżdża na weekend, to w niedzielę wyjeżdża coraz później, teraz już dobrze
      po 23.00 - w poniedziałki mam bardzo wcześnie pobudkę, czyli ja siedzę obok
      niego nieprzytomna na kanapie, ziewam co minutę, zaczynam się krzątać, ogarniać
      przed pójściem spać, chciałabym się już wykąpać itp. i po prostu położyć, a on
      siedzi...; jak się żegnamy, to nie jak normalni ludzie którzy za parę dni
      najdalej będą się znowu widzieć, tylko jakby kurde w morze miał wypłynąć co
      najmniej na pół roku - buziaki, przytulanie, buziaki, uściski, i jeszcze buziaki
      itp itd, i tak kilka minut; naprawdę nigdy nie uważałam siebie za jakąś oziębłą
      kobietę, nie mam raczej problemów z okazywaniem uczuć i emocji, ale tutaj to
      normalnie nie wyrabiam

      poza tym z paru dziwnych rzeczy zdałam sobie sprawę:
      - w zasadzie nie znam nikogo z jego znajomych i rodziny, ja rozumiem, że to
      zwykle on przyjeżdża do mnie, no ale przez pół roku to chyba można coś
      zorganizować...
      - wszelkie moje propozycje spędzenia wieczorów weekendowych z kimkolwiek z moich
      znajomych czy rodziny, są zbywane, a temat zmieniany, ewentualnie akceptowane
      bardzo niechętnie - tzn. mamy być my dwoje, i koniec.
      - instaluje bez pytania jakieś swoje rzeczy na moim laptopie itp. itd.

      czy ja nie myślę logicznie, czy coś tu naprawdę jest bardzo bardzo nie tak?
      • anbale Re: osaczona? 18.11.09, 22:23
        Przeczytałam co napisałaś i pomyślałam, że w tym człowieku jest jakaś dziwna
        pustka, która zaczyna Cię przytłaczać.
        Gdyby miał coś więcej do zaoferowania niż obecność ciałem w weekendy i
        przelewanie z pustego w próżne na GG w tygodniu- pewnie taki, mimo wszytko,
        ciepły i stabilny związek byłby wręcz idealny...
        • yoko0202 Re: osaczona? 19.11.09, 09:12
          anbale napisała:

          > Przeczytałam co napisałaś i pomyślałam, że w tym człowieku jest jakaś dziwna
          pustka, która zaczyna Cię przytłaczać.

          świetnie to ujęłaś, ja też mam wrażenie, że jego życie jest po prostu puste,
          żadnych konkretnych zainteresowań czy pasji, bliskich przyjaciół chyba też nie
          ma; wychodzi na to, że wszelkie emocje i uczucia związane są wyłącznie z moją
          osobą. W obecności innych staje się jeszcze bardziej małomówny, tak jakby po
          prostu ludzi nie lubił.
          Ja nie jestem gotowa, żeby być dla kogoś całym jego światem, bo ze swojej strony
          nie mogę tego samego zaoferować.
    • skarpetka_szara Re: osaczona? 18.11.09, 21:57
      Wcale sie Tobie nie dziwie. Mnie tez takie pytania by doprowadzily
      do bialej furji.

      Mi nasuwa sie to: jestescie w innych miastach, byc moze on nie ma
      zaufania do partnerek? Tzn moze w przeszlosci byl zdradzany i
      teraz boi sie wlasnie ze mu rogi przyprawiasz?

      Moze na poczatek niech sie wprowadzi do Twojego miasta, ale zeby
      mieszkal oddzielnie. Da wam to swobode spotykac sie czesciej a tym
      samym da odczucie bliskosci geograficznej do ciebie i pozna Twoje
      codzienne zycie.
      • yoko0202 skarpetka 19.11.09, 09:16
        pierwszy mój post średnio aktualny, wczoraj wrzuciłam tu kolejny, ogólnie w ten
        deseń, że mnie facet próbuje zagłaskać na śmierć

        skarpetka_szara napisała:

        > Wcale sie Tobie nie dziwie. Mnie tez takie pytania by doprowadzily
        > do bialej furji.
        >
        > Mi nasuwa sie to: jestescie w innych miastach, byc moze on nie ma
        > zaufania do partnerek? Tzn moze w przeszlosci byl zdradzany i
        > teraz boi sie wlasnie ze mu rogi przyprawiasz?

        był, ja też byłam i to nie raz, ciężko jest teraz zaufać, ale aż tak
        ekstremalnych zachowań nie mam

        > Moze na poczatek niech sie wprowadzi do Twojego miasta, ale zeby
        > mieszkal oddzielnie. Da wam to swobode spotykac sie czesciej a tym samym da
        odczucie bliskosci geograficznej do ciebie i pozna Twoje codzienne zycie.

        ja już sobie wyobrażam jak by to wyglądało...
        swego czasu był podobny plan, bo i tak on zmienia pracę, teraz szuka w moim
        mieście, niby kiedyś wspomniał że może coś wynajmie ale potem już tylko naciski
        niby pół-żartem, że może bym mu u siebie kącik wynajęła

        a ja z dnia na dzień coraz bardziej się wycofuję, chyba przyjdzie pogodzić się z
        kolejną skuchą
        :(
        • to.niemozliwe Re: skarpetka 19.11.09, 09:40
          To powiesz mu szczerze, że tego nie widziszw przyszłości?
          Ciekaw jestem, jaka będzie dla Ciebie granica szczerości w związku.
        • s.p.7 Re: skarpetka 19.11.09, 10:00
          chesz miec kogos bardzo na dystans
          bez zbytniej wylewnosci i uczuć, bycia ze sobą całym sobą

          Zastanow sie jak mógł by wygladać Twoj wymarzony związek.


          To dosc zabwane :)
          Jak ludzie dziwnie sie dobierają :)

          Ostatnio znajoma zaliła sie jaki to jej nowy kolega jest nienormlany, zimny,
          oschły poniewaz nie zawsze od razu odpisuje na smsy, nie potrafi za długo
          rozmawiac, nie zasypje ja setkami smsików, nie wydzwania co u niej, potrafi
          wiele godzin nie dawac o sobie znaku zycia. Jedyne na co go stac to kilka msow,
          jakis krótki telefonik i kilka spotkan w tygodniu.
          I męczy sie a zna juz go całe 2 tygodnie...

          U ciebie sytuacja jest odwrotna.

          Moze poszukaj kogos kto ma podobne podejscie do znajomosci i oczekiwań. NAprawde
          takich lduzi jest sporo.
          Mysel wrecz ze ąłtwiej znalesc kogos na dystans, bez wielkiego zaangazowania niz
          emocjonalnego, uczuciowego "pochlaniacza"


          A te teorie o jego "kontroli"
          mysle ze to byla tylko potrzeba bliskosci połaczona z jakąs formą niesmiałosci i
          sporych, niespelnionych potrzeb emocjonalnych, ktore wszystkie chial by
          zrealziwoac razem z Toba i tylko z Toba.

          Wiec watpie by mialo to jakies podtekst w obawie o zdradzie jak mialo to miejsce
          w przypaku poprzedniej znajomosci.
          To troche inny czlowiek.
          ale rowniez ci nie pasuje

          mysel ze nie ma sensu tworzenie jakis hipotez ktore mialy by mu przypisac jakies
          zlo, tylko trzeba sie zastanowic czego naprawde sie oczekuje i od jakich
          rodzajow znajomosci,
          moze bardziej stawiasz na przyjaciol, kolegow/kolerzanki, luz i swobode - szukaj
          kogos kto ma podobne podejscie do zycia, wtedy abrdziej bedzicie siebie
          rozumieli i wasza znajomosc bedzie miala sens i przyszlosc
          • to.niemozliwe Re: skarpetka 19.11.09, 10:20
            Oczywiście, że z boku, to wygląda zupełnie zabawnie jak oczekiwania
            i wizje sie zupełnie rozmijają :). I nie drwię, to gorzka refleksja.
            Ale może ten facet popełnia właśnie "błąd zagłaskiwania"? Owej
            postawy opiekuńczo-troskliwie-nachalno-przytulnej, która sprawia, że
            w ogóle nie myśli się o relacji z nim, jako o wartości, która wymaga
            starań. Czy sądzisz, że gdyby grał trochę zimniejszego drania, to
            czy wpłynęło by to pozytywnie na związek? Czy ona by to odebrała
            jako jego sygnał wycofywania się i uprzedziła upokorzenie zrywając
            od razu? :)
            • s.p.7 Re: skarpetka 19.11.09, 11:51
              to.niemozliwe napisał:
              "...błąd..."
              "...postawy..."
              "...relacji..."
              "...starań..."
              "...grał..."
              "...wpłynęło..."
              "...odebrała..."
              "...sygnał..."

              Myse ze prawdziwosc jest nawazniejsza kiedys jest sie sobą, nikogo sie nie gra,
              nie udaje, nie prubuje wplywac, wywierac wrazenia. To mamienie, iluzje na krotka
              metę. wszystko powinno byc naturalne takie po prostu bez starania, szopki
              "grania", sygnalow, odbiorow, wrazen, a co on/na pomysli gdy, kiedy, jak...
              Co to za szczescie byc z kims udajac kogos kim sie nie jest? nawazniejsze to
              jest jak sie ludzie czuja ze sobą, co maja w sercu, jak widza przyszlosc razem.

              wiec jesli ona/on lubi osoby powsciagliwe, zdystansowane, nie narzucajace sie to
              po co mczyc sie z ludzmi wprost odwrotnymi?
              Tak samo jesli ktos chce byc "zjedzony" przez uczuia, widziec ze komus nakims
              zalerzy, utonac w emocjach, tak aby staly sie dla niego calym swiatem i
              nosnikiem... nigdy tego nie uzyska z osobą wyrrachowaną, konkretną, chłodnawą.

              Rozumiem jak ktos jest z kims na piziomei kolega/kolezznka to jest nie az tak
              wazne jesli ludzie się dobrze czują na jakiejs plaszczynie. ale jesli w gre
              wchodzi milosc, i realcje zwiazkowe to charakter tej osoby powinin byc dla nas mily.

              • yoko0202 sp7 19.11.09, 12:41
                nie jestem pewna, czy dobrze cię rozumiem, ale mam wrażenie, że twoim zdaniem
                istnieją tylko dwie opcje:
                związek 'pełny', tj. taki gdzie następuje całkowita sybmioza, wszelkie emocje
                ukierunkowane wyłącznie na tą drugą osobę, niemalże zatracenie się w sobie
                nawzajem, i rezygnacja ze wszystkiego, co nie oznacza "MY"
                a sytuacja, gdy ktoś nie czuje się komfortowo przy 24-godzinnym trzymaniu za
                rękę, to już nie związek - a taka osoba jest zimna i wyrachowana, i powinna
                skoncentrować się wyłącznie na luźnych znajomościach...

                ja się z tym nie mogę zgodzić, mam wrażenie że już 'zaszufladkowałeś' mnie jako
                osobę oziębłą tylko dlatego, że czuję się 'przyduszona' w sytuacji, gdy ów
                mężczyzna, gdyby mógł to przez 24 godz. na dobę trzymałby mnie za rękę, całował,
                przytulał, głaskał po głowie, z krótką przerwą na jedzenie i sen (i tak byłoby
                DOSŁOWNIE przez całą dobę, to nie jest przenośnia).

                rozumiem już, że rozmijamy się pod względem oczekiwań i potrzeb odnośnie tej
                drugiej osoby w naszym życiu, ale i tak nie uważam się za wyrachowaną i jędzowatą.
                • anbale Re: sp7 19.11.09, 13:24
                  Sądząc po ilości wolnego czasu, który to sp7 wyrażnie posiada i
                  który spędza na FS aby wygłaszać swoje homilie, jego wizja związku
                  symbiotycznego nie zdaje jednak egzaminu;) Chyba, że pisze to na
                  dwie ręce w akcie strzelistym z partnerką
                  • kaa.lka Re: sp7 19.11.09, 13:40
                    oczywiscie, ze pisze na dwie rece bo wmysla ze nie widac i wydaje sie iz www.czterykomputery.. bez domeny.
                    akty strzeliste zdaje sie jego specialite de la maison.z naszych stron domowych. naszych, bez naszej swiadomosci i wyboru.
                    s.p sven,
                    badz laskaw nie robic sobie na nasz testow, rachunek..
                    • s.p.7 kaa.lka 20.11.09, 20:36
                      sloneczko choc bys trenowla 20 lat i miala 10 pomocnikow a moje tekty studiowala
                      z ekipa naukową
                      nie uda ci sie zkaa.lkowac czy podrobic moich bachomazow w zblizonym chodz
                      stopniu merytorycznym
                • s.p.7 Re: sp7 20.11.09, 20:32
                  :) czasem ciezko mnie zrozumiec, bywa

                  dal mnei rzeczywistosc jest plynna i czyli taka jaka jest na prawde wiec staram
                  sie nie kategoryzowac niczego

                  daleki jestem od stierdzenia czym jest zwiazek idealny ogolnie choc moge meic
                  swoaj wizje na to jak moze on wygladac

                  warto wiedziec czego sie chce,
                  jedni oczekuja pelnego "zespolenia" i dobrze sie ta kczuja, sa szczsliwi.

                  Inni zwyczajnie dusza sie w takich ukladach i potrzbuja sporo przestrzeni.

                  jesli oczekuje sie od kogos ze zrobi nam 3 dzieci i bedzie hcodzil do pracy...
                  to tez jest milosc, milosc poprzez prace i jakaies wspolne zycie

                  nie szufladkuej ciebie, bo ie mam takiej potrzeby, ani osobistej ani nieosobistej
                  bo samo szufladkowanie w ogole niczemu nie sluzy

                  bo ucieksz przed okresleniem cie jako "zimną"... dlaczego?
                  to tylko wzgledne okreslenie. aby dobrze opsiac sytuacje, nie odnosi sie
                  bezposrednio do ciebie tylko mowi generalnie o tym ze twoje potrzeby bliskosci
                  sa mniejsze.

                  I tyle, prosty fakt.

                  A to na ile chesz byc ciepla na ile chlpdna zalerzy od ciebie.

                  Ty sama bedziesz swoje potrzeby odbierala jako "NORMALNE" i to ejst prawidlowe
                  podejscie.
                  On przy tym wyglada jak chory natręt. Gdie zostal posadzany nawet o jakies proby
                  kontroli itp.
                  Zwyczajnie jak sadze z ospisu sytuacji ma spore potrzeb ucuciowosci, bliskosci.

                  Moze za duze. I tyle. jest za "goracy" dla ciebie a ty dla niego za zimna.

                  nie uwazasz sie z wyrachowaną, zimna, jedzowatą...
                  ja ciebie tak nie okreslam, nie mam powodow by to robic.
                  To w zasadzie glupei i bezsensowene.

                  Kazdy ma swoj poziom potrzeb ja go nie oceniam tylko opsiuje jak to widze.

                  zadaj sobie pytanie po co ci jest mezczyna, co mial by robic w twoim zyciu o ki
                  mmazysz, jak chiala bys by wygladaly wasze relacje.
                  • s.p.7 yoko020 20.11.09, 20:33
                    to powyzej to do ciebie
        • kaa.lka Re: skarpetka 19.11.09, 13:14
          Jesli moglabym,prosilabym o dane:
          -jak zrobilas ze ktos lata wciaz wokolo Ciebie, mimo negatywnych odreakcji?
          Serdecznie dziekujac za szybkie sposoby zakochania jak i odkochania
          tak sie jak i partnera sie,
          zyczliwie pozdrawiam








          • yoko0202 Re: skarpetka 19.11.09, 21:17
            kaa.lka napisała:

            > Jesli moglabym,prosilabym o dane:
            > -jak zrobilas ze ktos lata wciaz wokolo Ciebie, mimo negatywnych odreakcji?

            nie mam bladego pojęcia

            chociaż w sumie, negatywnie z mojej strony to zrobiło się dosłownie kilka/naście
            dni temu.

            > Serdecznie dziekujac za szybkie sposoby zakochania jak i odkochania
            > tak sie jak i partnera sie, zyczliwie pozdrawiam

            na dzień dzisiejszy stwierdzam, że jednym ze sposobów na odkochanie [się] jest
            owinięcie się wokół [mnie] jak bluszcz, natomiast w przypadku innych osób skutek
            może być dokładnie odwrotny, więc radzę zachować ostrożność
            wzajemnie pozdrawiam
    • dyn-ex jaskolka uwieziona 20.11.09, 01:00
      yoko0202 napisała:
      > Ponadto, zaczęły mnie denerwować sytuacje, w których czuję się
      kontrolowana i
      > wypytywana. Przykłady?
      > - codzienne smsy z wzajemnymi zapytaniami jak mija dzień itp.,
      moje
      > odpowiedzi, że biegam po mieście załatwiam sprawy – pytania: a
      jakie ty t
      > am
      > sprawy załatwiasz, mam nadzieję że nie kawa z przystojnym
      brunetem?
      > - dokładne wypytywanie wieczorem na gg, a gdzie dokładnie byłaś,
      co robiłaś.

      xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

      coz.....powinnas spizdzac od tego durnia,zwazywszy ze masz dziecko..

    • wito-kalina Re: osaczona? 25.04.18, 08:37
      Dzien dobry mam podobną sytuację zaznaczam że jestem męzczyzną i chciał bym się dowiedzieć jak zakończył się pani problem z osaczaniem .dopiero dziś w nocy natrafiłem na pani wpis proszę o odpowiedz.podaję adres jacekg-72@wp.pl nie ukrywam że jest to bardzo ważne dla mnie
    • kitku96 Re: osaczona? 08.03.21, 13:07
      Myślę, że wszystko z Tobą ok, a sugerowanie nawet w "żartach", że go zdradzasz bo akurat zajmowałaś się czymś innym a nie dawaniem swojej uwagi chłopakowi jest toksyczne. Widać, że on ma z tym problem i w takiej zawoalowanej formie daje Tobie o tym znać. Oby na "żartach" się skończyło. Mnie bardzo by drażniło takie jego zachowanie, bo podważa w ten sposób Twoją wierność i zachowywanie się ok wobec niego. Myślę, ze nie powinno być tak, że każdy Twój czas spędzony bez niego jest obarczony takimi "oskarżeniami".
      • ikigai Re: osaczona? 09.03.21, 09:19
        kitku96 napisał(a):

        > Myślę, że wszystko z Tobą ok

        Zwróć uwagę, że odpowiadasz na post sprzed dwunastu lat.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka