yoko0202
22.10.09, 22:35
Zaczynam czuć się osaczona, a jesteśmy razem dopiero kilka miesięcy.
Złapałam się na tym, że nerwowo i drażliwie reaguję na różne sytuacje czy
teksty, których szczegóły poniżej.
Na początek, kilka słów wyjaśnienia – wykombinowałam sobie, że mam jakieś
dziwne naleciałości spowodowane przeszłością. Strasznie długo wychodziłam z
poprzedniego związku z facetem, któremu oddałam serce i jednocześnie klucze do
mieszkania …. i spędziłam kolejnych kilka lat z psychicznym tyranem. We
własnym domu czułam się fatalnie, nie lubiłam gdy on do niego wracał, byłam
kontrolowana i ciągle wysłuchiwałam dziwnych pretensji.
W ogóle nie brałam pod uwagę kolejnego związku, bo dochodziłam do siebie wiele
długich miesięcy no ale zakochania się raczej nie planuje. Poznałam faceta,
który nie prowadzi żadnych gierek, zależy mu i ja to widzę, kocha mnie i mi to
mówi, chce ze mną być i stara się, żebym była szczęśliwa. Mamy podobne gusta,
fajnie spędzamy czas, nie ma między nami w zasadzie żadnych nieporozumień,
rozumiemy się w pół słowa. On mieszka w innym mieście, razem spędzamy
weekendy, czasami dłuższe weekendy, wakacje itp. Poza tym głównie smsy,
wieczorami gg.
Ogólnie w życiu jest mi dobrze, lubię mieszkać tu gdzie mieszkam (z dzieckiem
i zwierzyńcem:), wreszcie czuję się dobrze w swoim własnym domu.
Ostatnio zaczęły się pół-żartem pół-serio teksty o wspólnym zamieszkaniu
(teoretycznie u mnie). I zauważyłam, że zrobiłam się nieco zdystansowana.
Ponadto, zaczęły mnie denerwować sytuacje, w których czuję się kontrolowana i
wypytywana. Przykłady?
- codzienne smsy z wzajemnymi zapytaniami jak mija dzień itp., moje
odpowiedzi, że biegam po mieście załatwiam sprawy – pytania: a jakie ty tam
sprawy załatwiasz, mam nadzieję że nie kawa z przystojnym brunetem?
- dokładne wypytywanie wieczorem na gg, a gdzie dokładnie byłaś, co robiłaś.
- znowu gg, nie ma mnie np. do 20.00 – od razu wiadomość: a co ty kochanie na
randce gdzieś jesteś? Niby z uśmieszkiem, ale mną aż rzuca
- piszę, że idę sobie zrobić kolację, wracam za pół godziny – teksty typu: a
co tak długo?
- ogólnie denerwuje mnie siedzenie na gg całymi wieczorami, nie wiem może
dziwna jestem [koleżanka ma też faceta w innym mieście, i od 19.00 do 22.00 w
tygodniu jest wyłączona z życia bo gadają online, ona twierdzi że to zupełnie
normalne], czasami mam ochotę poczytać książkę, pomalować paznokcie itp. – jak
odejdę od kompa na jakiś czas albo przez 10 minut nic nie piszę to od razu
dopytywanie: a co ty tam kombinujesz, gdzie ty znikasz?
I dziesiątki podobnych sytuacji. Do tego dodajmy coraz częstsze niuanse
odnośnie wspólnego zamieszkania, zmiany mebli itp….. i ja mam ochotę zacząć
się z tego tematu wycofywać. Czuję, że powinnam zacząć się tłumaczyć z
większości spędzanego czasu itp.
A z drugiej strony, ja naprawdę jestem zakochana, jak go nie ma w tygodniu to
tęsknię ogromnie aż mnie normalnie czasami ściska, chciałabym żeby był, usiadł
obok, objął, przytulił itp. Tak, tak naprawdę to jednak chciałabym wspólne
śniadania, zakupy w markecie, remont łazienki, spacery z psem. Nielogiczne?
Może. Dlatego uważam, że mam jakiś problem, tylko nie wiem jaki dokładnie i
jak go rozwiązać. Mam skrzywienia z przeszłości, nie radzę sobie z nimi, a z
drugiej strony nie wiem czy przypadkiem nie słusznie zaczynają mnie drażnić
powyższe sytuacje.
Co sądzicie?