wentyl77
19.03.10, 15:51
Piszę z męskiego punktu widzenia, o problemie, którym w dzisiejszych czasach
jest toksyczna sztuka. Jest to dosyć świeże i groźne zjawisko: wykorzystywanie
sztuki jako służebnicy w imieniu głupiej ideologii. A wszystko to pod pięknym
pozorem działań mających uwieńczyć emancypację kobiet.
Mówiąc tonem weterana, przeżyłem już niejedno i większość absurdów naszej
codzienności łykam taśmowo jak pacjent swoją dawkę proszków w „Locie nad
kukułczym gniazdem”. Jednak mam swoją „ulubioną” grupę ludzi, których głupota
poraża mnie za każdym razem.
Ci, którzy czytają mnie regularnie, wiedzą o czym mowa. Tak, nigdy nie
ukrywałem, że feministki to wg mnie najniższa rasa gatunku zwanego potocznie
kobietami. Pół biedy, gdyby ich głupota, wzorem licha co okrąża stodołę,
dopadała same zainteresowane. Problem w tym, że głupota znalazła pas
transmisyjny, który rozprzestrzenia ją niczym złośliwego wirusa po różnych
zakątkach ekosfery, trafiając do głów pod postacią modnej ideologii „gender”.
Tym pasem transmisyjnym są nasze media, coraz bardziej opanowywane przez
neurotyczne babska i facetów bez osobowości, sami siebie określających mianem
„feministów”. Razem tworzy to obraz mediów, które propagują nowoczesne,
ukierunkowane na równouprawnienie, liberalne wartości. Mediów, które sławią
prawa zapisane w konstytucji i szerzą postęp w duchu Oświecenia. Mediów, które
tak jak „Gazeta Wyborcza”, chcą brać udział we wzniosłym procesie uwieńczonym
zupełną emancypacją kobiet.
Wszystko to nieprawda. Gdyby gazety w rodzaju „Wyborczej” brały na serio swą
misję, nie zamieszczałyby artykułów tak jaskrawo ociekających głupotą, jak ten
dzisiejszy pt. „Płeć w krajach byłego bloku”. Z trudem przychodzi mi
„reklamowanie” tego gniota, jednak czynię to jakby w dobrych intencjach
psychiatry-klinicysty – wypociny Doroty Jareckiej zawierają wszystkie
przykłady debilizmu, którym jest skażona ideologia „gender” (swoją drogą, cóż
za obleśne słowo: idealne dla neurotycznych babsztyli, pragnących swoim
przykładem raz na zawsze obrzydzić kobiety reszcie ludzkości). Kiedyś
zadziwiła mnie ostrość pewnego forumowicza twierdzącego, że kobiety w sztuce
nie tworzą piękna – potrafią je tylko degradować i ośmieszać. Sprzeciw wobec
wzniosłych, klasycznych ideałów piękna wytworzonym przez gatunek męski – oto,
przez co tylko potrafi określać się sztuka kobieca. Po czasie przyznaję temu
człowiekowi częściową rację: potwierdzeniem jego tez wydaje się wszystko to,
co publikuje na swym blogu autorka strasznejsztuki2. Ja ze swej strony dodam,
że śpiew Niny Simone, Edith Piaf czy Macy Gray nadal uważam za przykłady tego,
że kobiety zdolne są do tworzenia wielkodusznych arcydzieł. Tak więc, mimo
całego oburzenia na głupotę dzisiejszą, pozostawiam margines zachwytu dla
owoców kobiecego geniuszu z lat poprzednich.
Jednak obraz sztuki współczesnej jest przygnębiający, a dowodem na to –
najnowsza wystawa w Zachęcie. Już samo pobieżne obejrzenie umieszczonych tam
„wypłodów” dowodzi, że sztuka współczesna jest wyrazem nerwicy dzisiejszych
kobiet, wypierania pierwiastka męskiego, którego nie pojmują, i eksponowania
kobiecości, z której czynią argument w sporze społeczno-politycznym. Wszystko
to nie służy tworzeniu piękna, ale jego degradacji, wyszydzaniu, zamienianiu w
brzydotę, która ma szokować. Zniżyć wzniosłą kobiecość do poziomu doraźnych,
politycznych sporów – oto jak najłatwiej ją obrzydzić. To właśnie jest celem
sfeminizowanej sztuki dzisiejszej – obrzydzenie ludziom tego, co zawsze niosło
przyjemność, pocieszenie i poczucie harmonii. Jak zdeprymować dotychczasowe
wartości płynące z pierwiastka żeńskiego – oto jedyny „problem”, przed którym
stoi ta toksyczna sztuka. Uczynić z abstrakcyjnie, mistycznie, poetycko ujętej
kobiecości coś pospolitego, ordynarnego i odpychającego – oto główna ambicja
tej „sztuki”.
Ps. Wpis z blogu, jestem ciekaw co Wy na to (główna teza - sztuka jako wyraz
neurozy dzisiejszych kobiet)? Zapraszam do rozmowy.