Dodaj do ulubionych

odmienna wiara

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.04.04, 17:41
czy wg Was mozna zbudowac dobry zwiazek z kims o odmiennej religii? czy
slyszeliscie cos o scjentologach? bede wdzieczna za powazne komentarze.
Obserwuj wątek
    • Gość: Imagine Re: odmienna wiara IP: *.unl.edu 21.04.04, 18:04
      jesli jeden z partnerow jest buddysta, taoista lub hindu, to mozliwy jest taki
      zwiazek, wlasnie dzieki temu partnerowi. mozesz generalnie zapomniec o udanym
      zwiazku jesli partnerzy sa wyznawcami religii z pnia zydowskiego (judaizm,
      chrzescijanstwo czy islam). mowie tu o wyznawcach a nie formalnie przynalezacych
      regionalonie i kulturowo do danej religii. o scjentologach slyszalem ale
      niewiele wiem.
      Imagine.
    • kwieto Re: odmienna wiara 21.04.04, 18:34
      Scjentolodzy to stosunkowo nowa "wiara" a raczej sekta popularna zwlaszcza w srodowisku tzw.
      "celebrities" (hollywodzkich aktorow, gwiazd estrady itp.)

      Tu masz ciut wiecej informacji:

      www3.uj.edu.pl/Relig/Prac/listanrr/kosciol_scjentologiczny.htm

      A generalnie wrzuc sobie w wyszukiwarke haslo "kościół scientologiczny" to doczytasz sie wiecej
      roznych opinii
      • Gość: Halina Sekta!!! IP: *.ip-pluggen.com 21.04.04, 19:26
        Obawiam sie, ze ten scientolog nie mysli o malzenstwie, tylko o wypraniu ci
        mozgu abys stala sie nowym czlonkiem tej sekty, uwazanej za niebezpieczną
        ponieważ celem jej jest uzaleznienie sobie czlonkow pod każdym wzgledem.
        Tyle wiem z prasy i telewizji, osobiscie sie z nimi nie zetknelam.
    • Gość: Oleńka Re: odmienna wiara IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.04.04, 20:06
      Uważaj, bo oni kasę sobie każą oddawać ;))

      A serio - wbrew temu, co pisze Jędrek, ja spotkałam udane pary różniące się
      religią własnie z pnia judaistycznego. Myślę, że warunkiem jest niski poziom
      fanatyzmu i dystans do siebie samego. Po prostu.

      pzdr
      • Gość: Malwina Re: odmienna wiara IP: *.d1.club-internet.fr 21.04.04, 20:09
        a ja wiem wiele - uciekaj.

        M.

        PS odpowiedz na ptytanie : oczywiscie ze mozna
      • Gość: Imagine Re: odmienna wiara IP: *.unl.edu 21.04.04, 20:32
        znowu ten sam blad Olenko w twoim podejsciu. na podstawie malej proby
        wyciagasz wnioski ogolnej natury. tak bylo juz wiesz z jakim zjawiskiem ...
        kiedy otworzysz te sliczne oczeta troche szerzej ?
        • Gość: Oleńka Re: odmienna wiara IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.04.04, 20:47
          Jędruś pytanie brzmiało "czy sie da?".
          Moja odpowiedź brzmi: "da się, bo ja takich znam".

          Ale jak zwykle bardzo chętnie dowiem się, dlaczego Ty uwazasz, że się nie da?
          • Gość: Kamfora Re: odmienna wiara IP: *.icpnet.pl 21.04.04, 21:50
            Myślę, że jeśli "się da" to znaczy, że są to osoby, o których Imagine
            mówi, że są "z kręgu kulturowego" a nie wyznawcy.

            Do udanego zwiazku (tzn zakładającego wspólne wychowanie dzieci)
            potrzebny jest jednak podobny światopogląd.

            :-)
            Ba.
            • Gość: Imagine Re: odmienna wiara IP: *.unl.edu 21.04.04, 21:55
              bingo kamfora. oto mi chodzilo. podaj to Olence w jakiejs strawnej formie,
              bo mimo tego ze ja szczerze kocham, nie moge z nia ostatnio (moze nigdy)
              dyskutowac.
              Imagine.
              • Gość: Oleńka Re: odmienna wiara IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.04.04, 22:30
                I dobrze. Spór jest twórczy, a potakiwanie sobie nudne ;)
            • Gość: Oleńka Nie masz Kamforo racji. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.04.04, 22:29
              Tylko fanatycy nie mogą sie w takiej sytuacji dogadać.
              De facto różnice miedzy tymi religiami dają się w sporej mierze sprowadzić do
              obrzędowości czy innego rozkładania akcentów. Ludzie, którzy się naprawdę
              kochają uwazają swój swiatopogląd za coś mniej ważnego od tego faktu.
              • kamfora tu nie o racje chodzi 21.04.04, 22:59
                tu chodzi o życie :-)
                Teoretyzować można, oczywiście, czy i kiedy miłość jest prawdziwa czy mniej
                prawdziwa i od kiedy już zaczyna się fanatyzm a do którego momentu tylko
                etykietka...nawet jak p o w i n n o wyglądać wychowanie dzieci ;-)
                Doświadczenie jednak mówi, że "żuk na żonę żuka szuka" ;-)
                I jeśli przyjrzysz się małżeństwom z długim stażem to zobaczysz, że
                najważniejsze co ich łączy to ten sam pogląd na świat. I nie miejsce tu
                oceniać, czy akurat taki pogląd jest słuszny, czy nie - chodzi o to, że
                do udanego związku powinien być podobny.
                • Gość: Oleńka Re: tu nie o racje chodzi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.04.04, 23:03
                  Kamforo, 2 katolików moze mieć bardzo rózny poglad na swiat, a hinduista i
                  protestantka bardzo zbieżny. Zapewniam Cię :)
                  • kamfora Re: tu nie o racje chodzi 21.04.04, 23:07
                    Gość portalu: Oleńka napisał(a):

                    > Kamforo, 2 katolików moze mieć bardzo rózny poglad na swiat, a hinduista i
                    > protestantka bardzo zbieżny. Zapewniam Cię :)

                    Nie , Oleńko, nie mogą :-)
                    Tu przecież nie chodzi o etykietki ani o papierki z pieczątką.
                    Chyba, że o to? To przepraszam - znikam.
                    • lee.miller Re: tu nie o racje chodzi 21.04.04, 23:13
                      owszem, Kamforo, mogą - taka zwoleniczka Łojca Derektora z takim zwolennikiem
                      bp.Życińskiego mogliby z domu piekło uczynić...

                      Religie nie sa wewnetrznie homogeniczne.
                      • komandos57 Re: tu nie o racje chodzi 21.04.04, 23:27
                        lee.miller napisała:

                        > owszem, Kamforo, mogą - taka zwoleniczka Łojca Derektora z takim zwolennikiem
                        > bp.Życińskiego mogliby z domu piekło uczynić...
                        >
                        > Religie nie sa wewnetrznie homogeniczne.
                        xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
                        widzisz Kamforo......Bog jest do dupy.Bo ojciec dyrektor i bp.Zycinski sa do
                        luftu.Zmien wiare i do buddy wal.Bardzo naukowo.W walonkach na sympozjum
                        naukowym.
                        • lee.miller Luis Comandos! czyś Ty oszalał? ;) 21.04.04, 23:38
                          Kamfora nie wierzy, że 2 katolików moze mieć inny swiatopogląd, a ja podaję
                          przykład 2 o maksymalnie różnym. Co Ci nie pasuje? :)

                          gf
                          • komandos57 Re: Luis Comandos! czyś Ty oszalał? ;) 21.04.04, 23:42
                            Religia mi nie lezy.To zbyt delikatny i wrazliwy temat.I
                            barrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrdzo indywidualny.
                          • kamfora poranne refleksje 22.04.04, 08:34
                            lee.miller napisała:

                            > Kamfora nie wierzy, że 2 katolików moze mieć inny swiatopogląd, a ja podaję
                            > przykład 2 o maksymalnie różnym. Co Ci nie pasuje? :)

                            Oleńko, toż napisałam, wydawało mi się wyraźnie: mnie nie chodzi o etykietki.
                            Ty upierasz się przy nich, podpierając się jeszcze jakimś absurdalnym przykładem
                            zwolenników tego czy innego człowieka - co to ma wspólnego z wiarą?

                            Jeszcze tylko a propos Twojego stwierdzenia co do "kochania bardziej"
                            małżonka niż Boga. Właśnie to jest powodem największego nieporozumienia.
                            Uciekać jak najdalej od człowieka, który mówi, że kocha Cię ponad wszystko.
                            Z tak pojętej miłości może "dla Ciebie" zabić, ukraść, zdradzić,
                            a gdy się zdarzy, że miłość minie - po prostu odejdzie(czasem przy okazji
                            okradając, czy inne swiństwa popełniając, bo już dla kogo innego ma ochotę
                            "zrobić wszystko")
                            • Gość: Oleńka Re: poranne refleksje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.04.04, 13:50
                              Ja mam najgłębszą nadzieję, że On dla mnie ukradnie, zdradzi i zabije, kiedy
                              będzie taka potrzeba. Jako i ja uczynię. Mam też nadzieję, że odejdzie, kiedy
                              przestanie mnie kochać, bo nie zniosłabym świadomości, że jest ze mną z
                              jakiegoś pośledniejszego niż miłość powodu. I że pozwoli mi w analogicznej
                              sytuacji odejść.

                              "Zrobić dla mnie wszystko" to nie znaczy podprowadzić samochód sąsiada, bo ja
                              mam urodziny.
                            • Gość: Oleńka a w kwestii wiary IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.04.04, 13:54
                              Podałam przykład 2 katolików - z konieczności powołałam się na osoby publiczne -
                              którzy wyraźnie się różnią i kompletnie inaczej pojmują katolicyzm. Ich
                              światopoglady właśnie są różne i to bardzo. Trudno zaprzeczyć, że obaj są
                              katolikami i że dla żadnego katolicyzm nie jest tylko etykietką.
                  • komandos57 Re: tu nie o racje chodzi 21.04.04, 23:18
                    Gf,mieszkam w takim smietniku ze ze znalezieniem czegos takiego nie ma
                    trudnosci.
                    Nie mowie o hindusach czy.......
                    Znam mieszanki protestancko-katolickie,prawoslawno-katolickie.I wiesz
                    co....kiedy sa dzieci kazda ze stron forsuje do swojej religii.Nawet te
                    najbardziej kochajace sie osoby walcza o przekazanie dzieciom swoich"korzeni"
                    Kiedys rozmawialem z protestantka z takiej mieszanki.Mylisz sie w tym
                    wypadku.To slogany ze milosci i bla bla bla.Zycie jest inne.
            • Gość: Oleńka jeszcze do Kamfory IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.04.04, 22:33
              Kiedy człowiek kocha swoje dziecko, to mu przekonań religijnych nie "wpaja"
              tylko co najwyzej do swojej wiary je przekonuje. Kochać to znaczy dawać wolność.
              • komandos57 Re: jeszcze do ima 21.04.04, 22:37
                Ty jednak starasz sie zohidzic Boga.Robisz to bardzo konsekwentnie.Szkoda ze
                odbiera cie w taki sposob tak niewielu.
              • Gość: Luty Re: jeszcze do Kamfory IP: *.dialup.mindspring.com 22.04.04, 04:16

                Gość portalu: Oleńka napisał(a):

                > Kiedy człowiek kocha swoje dziecko, to mu przekonań religijnych nie "wpaja"
                > tylko co najwyzej do swojej wiary je przekonuje. Kochać to znaczy dawać
                wolność
                > .


                A wiesz Ty co Olenka, ja przez Ciebie spac w nocy nie moge i przez tego
                Komandosa, jawicie sie mnie, jako postaci z Bibli zywcem wyjete, skad na Boga
                Tys taka wrazliwosc posiadla? Wcielaj dziecino prawde swoja w zycie.A
                Komandosa intuicja rozpiera, zebych on jescze jezyk mial lagodniejszy...conie
                • Gość: Oleńka Re: jeszcze do Kamfory IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.04.04, 13:26
                  Tak to prawda ;) Ja jestem nawet trochę podobna do Bellucci ;)))

                  pzdr :)
              • kamfora słowa i nieporozumienia 22.04.04, 08:43
                Gość portalu: Oleńka napisał(a):

                > Kiedy człowiek kocha swoje dziecko, to mu przekonań religijnych nie "wpaja"
                > tylko co najwyzej do swojej wiary je przekonuje. Kochać to znaczy dawać wolność

                Co uważasz za "wpajanie"? i czym się różni od przekonywania?

                Rodzice zawsze są dla dziecka przykładem, cokolwiek sobą reprezentują.
                I to dawanie takiego a nie innego przykładu jest wychowywaniem, a nie gadanie
                jednego a robienie czego innego.
                Czy Twój Dziadek, o którym kiedyś napisałaś, że mówił:
                "niektórych rzeczy się po prostu nie robi" wpajał Ci coś wtedy?
                Czy gdyby postępował wbrew zasadom, które głosił - wiązałabyś słuszność
                owych zasad z jego osobą?
                • Gość: Oleńka Re: słowa i nieporozumienia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.04.04, 13:46
                  Że rodzice sa przykładem, to moim zdaniem frazes - nie gniewaj się. Dziecko ma
                  swój rozum i to, co widzi (także kiedy czyny są w zgodzie z deklaracjami)
                  poddaje własnej obróbce. No, nie każde - takie, które myśli. Innymi słowy,
                  rodzice mogą być żarliwymi katolikami, żyjącymi wg wyznawanych zasad, a dziecko
                  niekoniecznie musi się z takim stylem życia zgodzić. Oczywiście zaprotestuje
                  nastolatek, a nie przedszkolak. Ja mam na myśli dzieci, ktore sa już na tyle
                  duże, by mogły mysleć i świadomie wybierać.


                  Wpajanie to nakazywanie. Jeśli zmuszasz niechętnego dzieciaka do chodzenia co
                  niedziele do kościoła, to mu "wpajasz" czyli tresujesz mówiąc brutalnie - a ono
                  to odbębnia. Jeśli z nim rozmawiasz o sensie takiego postępowania i ono się do
                  tego przekonuje tak, że samo chce, to przekonujesz je do swojego światopoglądu
                  (w tym wypadku jego elementu). Jeśli z nim nie potrafisz o tym rozmawiać, to
                  znaczy, że boisz się przyznać, co tak naprawde kieruje Twoimi coniedzielnymi
                  wędrówkami. Madrzy rodzice szanują dziecko, a więc i jego autonomię.

                  Re "się nie robi": ja nie jestem jakims fanatykiem pogladu, ze drogowskaz musi
                  zawsze iść do miasta. Mam dużo wyrozumiałości dla ludzkich słabości. I wiele
                  szacunku dla ludzi, ktorzy potrafią się do nich przyznać. Określenie "tak się
                  nie robi" stanowi wyraz tzw.niewzruszonego przekonania, ekspresję sumienia
                  powiedziałabym. Ja nie dla tego "tak nie robię" że czyjeś czyny są zgodne ze
                  słowami, tylko dlatego, że czuję i myślę podobnie. Raczej chodziło mi wówczas o
                  to, że pewnych rzeczy się nie uzasadnia. Słusznośc zasad nalezy odnosić do
                  swojego sumienia i rozumu, a nie do czyjejś - choćby najpiękniejszej - osoby.
                  • Gość: Luty Do Olenki IP: *.dialup.mindspring.com 22.04.04, 16:54
                    Cos mi sie widzi, ze Piekna Duszyczka jestes, ale koooniec z tymi komplementami!
                    • Gość: Oleńka Re: Do Olenki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.04.04, 17:22
                      Dziękuję pięknie :)

                      komplementów nigdy dość hihi ;)
          • anula36 Re: odmienna wiara 21.04.04, 21:50
            znam wiel malzenstw mieszanych religijnie i kulturowo ( zydowsko - katolickie,
            katolicko-protestanckie),uwazam ze przy odrobinie dobrej woli z obu stron da
            sie zbudowac dobry zwiazek.Osobna sprawa moze byc ostracyzm otoczenia.
    • Gość: ryb Re: odmienna wiara IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 21.04.04, 21:55
      To ja dorzuce swoje 5 groszy (nie wiem, moze teraz troche wiecej).

      Wszystko sie da jak ludzie sa uczciwi, kochaja siebie, nie sa chlonni na "ich"
      otoczenie, maja do siebie szacunek i oczywiscie musza byc neutralni co do
      swoich religii. Niestety w dalszych latach ich zycia, korzenie daja o sobie
      znac. Roznie sie to konczy...Osobiscie stronie i odradzam takie zwiazki, nawet
      ze wzgledu na dzieci. Te ostatnie zdanie popieram doswiadczeniem innych...
    • cossa Re: odmienna wiara 21.04.04, 22:04
      zalezy jak wazna jest religia w zyciu naszym i tego drugiego
      no i .. chyba jak wazna jest w rodzinach, z ktorych sie pochodzi

      pozdr.cossa

      Gość portalu: kosia napisał(a):

      > czy wg Was mozna zbudowac dobry zwiazek z kims o odmiennej religii? czy
      > slyszeliscie cos o scjentologach? bede wdzieczna za powazne komentarze.
      • Gość: Imagine Re: odmienna wiara IP: *.unl.edu 21.04.04, 22:07
        cossa, religia, ktora nie jest wazna w zyciu, nie jest religia wcale ...
        i problem zaczety tym watkiem nie istnieje.
        Imagine.
        • komandos57 Re: odmienna wiara ima 21.04.04, 22:11
          Niech zyje buda.Lama w Kanadzie.
        • cossa Re: odmienna wiara 21.04.04, 22:15
          religia jest dla ludzi
          a nie odwrotnie

          czesto sie zdarza
          to drugie

          i nie ma tu nic o mniejszej lub wiekszej wadze religi w zyciu czlowieka

          pozdr.cossa
          • Gość: Imagine Re: odmienna wiara IP: *.unl.edu 21.04.04, 22:32
            hmmm, cos ci powiem cossa, co moze nie czesto slyszalas. to nie religia jest
            dla ludzi, tylko wlasnie na odwrot, ludzie dla religii. religia, ktora jest dla
            ludzi, to taki niewypal jak katolicyzm, czyli produkt rynkowy. kupuje albo nie,
            tak wyglada religia dla ludzi. religia, o ktorej ja mowie, to tzw. eternal
            religion, niezalezna od czasow, ludzi, pogladow, sytemow i do takiej religii
            ludzie sie musza dostosowac, jesli chca sie nazwac religijnymi ludzmi. to
            religia niemodyfikowalna, wieczna, stanowiaca niezachwiany kod postepowania
            ludzkiego i widzaca swiat w najszerzej pojety sposob. ludzie powinni byc dla
            takiej religii, gdyz taka religia nie jest produktem chcianym czy nie chcianym
            przez ludzi, nie jest czyms co podlega kaprysom, fluktuacjom, prawom czasu.
            Imagine.
            • cossa Re: odmienna wiara 21.04.04, 22:36
              masz racje, ale:

              piszesz:
              religia, o ktorej ja mowie, to tzw. eternal
              > religion, niezalezna od czasow, ludzi, pogladow, sytemow i do takiej religii ..

              czy o to pytala autorka watku? :)

              pozdr.cossa
              • Gość: Imagine Re: odmienna wiara IP: *.unl.edu 21.04.04, 22:43
                nie, nie o to pytala, gdyz ktos kto wyznaje religie, o ktorej mowie, nie maja
                problemu z zaakceptowaniem jakiegokowleik pogladu wyznawanego przez drugiego
                czlowieka.
                jej chodzilo o " religie dla ludzi" i tu jest problem.
        • Gość: Oleńka Re: odmienna wiara IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.04.04, 22:37
          Gość portalu: Imagine napisał(a):

          > cossa, religia, ktora nie jest wazna w zyciu, nie jest religia wcale ...
          > i problem zaczety tym watkiem nie istnieje.
          > Imagine.

          Jedrek, jeśli dla kogoś religia jest ważniejsza niż człowiek, ktorego kocha, to
          taki ktoś nie zasługuje na miano człowieka.
          • Gość: Imagine Re: odmienna wiara IP: *.unl.edu 21.04.04, 22:49
            na miano czlowieka zasluguje kazdy z nas, choc moze nie jest to w zgodzie z
            naszym obecnym rozumieniem kim naprawde jestesmy. religia plasujaca czlowieka
            na drugim planie, dla mnie osobiscie religia nie jest. religia stwarzajaca
            podzialy na mnie i ciebie, na boga i jego wyznawcow, na lepszych i gorszych, na
            pieklo i niebo, nie jest religia o ktorej mowie.
            • Gość: Oleńka Re: odmienna wiara IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.04.04, 22:55
              Wiem.

              Ale dyskusja dotyczy "religii dla ludzi" jak je wdziecznie okresliłeś i ich
              wyznawców - tego czy moga czy nie moga sie paroważ z wyznawcami drugiej.
              I ja Ci mowię, ze jak ktos kocha swój judaizm/chrzescijaństwo/islam mocniej niż
              człowieka, który jest jego parą, to jego imie jest ostatnia szuja.
              • Gość: Imagine Re: odmienna wiara IP: *.unl.edu 21.04.04, 23:00
                bingo
              • jmx Re: odmienna wiara 22.04.04, 03:45
                Gość portalu: Oleńka napisał(a):


                > I ja Ci mowię, ze jak ktos kocha swój judaizm/chrzescijaństwo/islam mocniej
                niż
                >
                > człowieka, który jest jego parą, to jego imie jest ostatnia szuja.

                Co to znaczy? A właściwie na czym polega, jak wygląda w czynach wg
                Ciebie "kochanie bardziej religii niż człowieka, który jest parą"?

                Uważam, że związki "różnowierców" są możliwe. Ale wszystko komplikuje
                pojawienie się na świecie wspólnych dzieci i choćby z tego względu warto się
                dwadzieścia razy zastanowić nim podejmie się decyzję o związku. Albo
                zrezygnować z dzieci, jednak to dość "mocne" rozwiązanie.
                • Gość: Oleńka Re: odmienna wiara IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.04.04, 13:20
                  Nie, w znanych mi tego typu związkach ludzie postąpili tak: w kwestii
                  obrzedowości jedno dziecko w prawo drugie w lewo. W kwestii sedna - potrafili
                  znaleźć w róznych religiach wspólny pień etyczny i to dzieciom przekazywać. Z
                  myślą, że pozaetyczne (np.kosmogeniczne) aspekty religii, jako de facto
                  drugorzedne, dzieci i tak muszą wybrać sobie same.

                  Poza tym, jak sie ktoś wiąże z wyznawcą innej religii, to ma w sobie dość
                  tolerancji na inność by nie mieć tego typu problemów.

                  To oczywiście nie jest rozwiazanie dla jakichś ortodoksów. Ci niech się
                  trzymaja swoich.

                  Jeśli ktos kocha bardziej religię niż człowieka, będzie go np. siłą ciągnął
                  do "nawrócenia". Bedzie się kłócił o dogmaty itd.itp.
                  • jmx Re: odmienna wiara 22.04.04, 13:38

                    Aha, czyli po względem religii każde miało 'swoje'?

                    I ładnie to wygląda streszczone i już "po". Ale w praktyce natrafia się na rafy
                    i przeszkody, które czasem mogą urosnąć do rozmiarów nie do przekroczenia dla
                    obu stron.
                    • Gość: Oleńka Re: odmienna wiara IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.04.04, 13:57
                      jmx napisała:

                      >
                      > Aha, czyli po względem religii każde miało 'swoje'?

                      Nie pod wzgledem religii tylko jej fragmentu - obrzedowosci. I to też nie
                      całkiem, bo swięta obchodzi się (i te i te) razem.



                      >
                      > I ładnie to wygląda streszczone i już "po". Ale w praktyce natrafia się na
                      rafy
                      >
                      > i przeszkody, które czasem mogą urosnąć do rozmiarów nie do przekroczenia dla
                      > obu stron.


                      Wiesz co? Jak się kogoś kocha, to taka rzecz nie staje się rafą. Podobnie jak
                      prawdziwa miłość nie rozbije się o odmienne poglądy polityczne.
                      • jmx Re: odmienna wiara 22.04.04, 22:34

                        Hm, bardziej mi chodziło o chrzest, bierzmowanie itp. sprawy, nie o sposób
                        obchodzenia świąt bo to jest w sumie wtórne w religii.

                        "Jak się kogoś kocha". Słowo-wytrych. Nawet kochający się ludzie natrafiają na
                        różne problemy i różnie potrafią sobie z nimi radzić, pomimo wzajemnej miłości.
                        A jak w grę wchodzi wspólne dziecko (dzieci) to to wiara nie dotyczy tylko
                        dwojga.
                      • jastrzebiec Re: odmienna wiara 26.04.04, 18:59
                        Gość portalu: Oleńka napisał(a):

                        > Podobnie jak prawdziwa miłość nie rozbije się o odmienne poglądy polityczne.

                        Aha!
                        Z tego co wiem to kocha sie zawsze za cos!
                        Naturalnie musialbym bardzo wytezyc wlasna wyobraznie, o pamieci nie
                        wspominajac, aby znalezc przyklad "kochania za poglady polityczne" ale, wierz
                        mi, poglady polityczne, zwlaszcza niektore, takie bardziej "osobliwe" moga
                        skutecznie zabic milosc (albo do pelnego milosci rozkwitu nie dopuscic).
                        ;-)
                        J.
                        • melanie Re: odmienna wiara 26.04.04, 21:01
                          jastrzebiec napisał:

                          > Z tego co wiem to kocha sie zawsze za cos!
                          _________________________

                          To nic nie wiesz. Kocha sie mimo wszystko.
                          • jastrzebiec Kocha sie mimo wszystko 26.04.04, 23:31
                            To mi pachie kochaniem - iluzji.

                            Czy aby czesc kobiet (byc moze i mezczyzn) nie popelnia bledu puszczania wodzy
                            wyobrazni i budowania wizerunku ukochanego (ukochanej) na modle wlasnych
                            pragnien?

                            I wtedy kocha sie uparcie takiego kogos co wcale nie pasuje do owego wizerunku
                            ale i tak dopatruje sie w nim cech, ktorych sie wlasnie pragnie, pozada,
                            oczekuje. Wrecz te upragnione cechy przypisuje sie danemu - MIMO WSZYSTKO.

                            Mimo, ze ow Romeo to lajdak, klamca, oszust, pijak, streczyciel i dziwkarz...

                            Dla mnie to kochanie sie we wlasnej wyobrazni. I odrobina zarozumialosci - owe
                            nie tak znowu rzadkie przekonanie: "on sie pod moim wplywem zmieni"?

                            Czyz nie bywa tak wlasnie?

                            ;-)
                            J.

                            melanie napisała:

                            > To nic nie wiesz. Kocha sie mimo wszystko.
                            • melanie Re: Kocha sie mimo wszystko 26.04.04, 23:34
                              Chyba nigdy nie kochales. Niestety, tak wlasnie jest z miloscia. Wie sie , ze
                              jest lajdakiem, draniem itd, ale sie kocha, mimo wszystko wlasnie! Gdyby mozna
                              bylo sobie nakazac: bede go kochac, bo (tu wypisz same zalety), to swiat bylby
                              piekny. Za cos mozna lubic, szanowac, ale niestety nie kochac. "lubow zla -
                              polubisz i kozla" - rosyjskie przyslowie
                              • jastrzebiec Przesada z tym "nigdy" 27.04.04, 00:12
                                Bywalo, ze kochalem sie w - fantasmagorii. Tak, tak, tez malowalem obrazy,
                                wizerunki, doszukiwalem sie ukrytych zalet, pomniejszalem wady albo uznawalem
                                relatywny charakter cech charakteru ludzi.

                                Nie przecze. Nie mozna sobie nic w tych sprawach nakazac ani zakazac. Tym nie
                                mniej, marzyciel(ka) zawsze bedzie budowac sobie fantasmagorie na temat
                                ukochanej/go i byc moze wedle sposobu kochania mozna okreslic charaktery ludzi.
                                "Powiedz mi jak kochasz, powiem ci kim jestes".

                                Wiec, to co opisujesz - czy to jest rzeczywiscie milosc, czy raczej uluda
                                milosci? Bo przeciez jej obiektem nie jest RZECZYWISTY czlowiek, jeno o nim
                                WYOBRAZENIE. I czy tzw. "prawdziwa" milosc nie istnieje? Bywa i tak, ze kocha
                                sie kogos za to czym ten ktos NAPRAWDE jest. Tyle, ze nieczesto sie to zdarza.

                                ;-)
                                J.
                                • melanie Re: Przesada z tym "nigdy" 27.04.04, 00:33
                                  jastrzebiec napisał:

                                  > Bywalo, ze kochalem sie w - fantasmagorii. Tak, tak, tez malowalem obrazy,
                                  > wizerunki, doszukiwalem sie ukrytych zalet, pomniejszalem wady albo uznawalem
                                  > relatywny charakter cech charakteru ludzi.
                                  >
                                  > Nie przecze. Nie mozna sobie nic w tych sprawach nakazac ani zakazac. Tym nie
                                  > mniej, marzyciel(ka) zawsze bedzie budowac sobie fantasmagorie na temat
                                  > ukochanej/go i byc moze wedle sposobu kochania mozna okreslic charaktery
                                  ludzi.
                                  >
                                  > "Powiedz mi jak kochasz, powiem ci kim jestes".
                                  >
                                  > Wiec, to co opisujesz - czy to jest rzeczywiscie milosc, czy raczej uluda
                                  > milosci? Bo przeciez jej obiektem nie jest RZECZYWISTY czlowiek, jeno o nim
                                  > WYOBRAZENIE. I czy tzw. "prawdziwa" milosc nie istnieje? Bywa i tak, ze
                                  kocha
                                  > sie kogos za to czym ten ktos NAPRAWDE jest. Tyle, ze nieczesto sie to zdarza.
                                  >
                                  > ;-)
                                  > J.
                                  _________-
                                  Coz to jest ta prawdziwa milosc? Do dzis brak definicji. A co powiesz, jak sie
                                  kocha bez idealizowania, wie sie doskonale jaki ten ktos jest razem z jego
                                  (jej) wadami, bez idealizowania? I gdy objektem jest RZECZYWISTY czlowiek? I
                                  gdy wszyscy w kolo pytaja pukajac sie w czolo "co ty w nim (niej) widzisz?
                                  Sklonna jestem przyznac racje lekarzom, ktorzy twierdza, ze czlowiek zakochany
                                  to jest czlowiek chory.
                                  • jastrzebiec Re: Przesada z tym "nigdy" 27.04.04, 01:32
                                    Cos tam wtedy musi byc szczegolnego w tym drugim czlowieku. Cos co osoba
                                    kochajaca dostrzega, chocby tylko intuicyjnie, podswiadomie albo "szostym
                                    zmyslem". Postronni obserwatorzy tego nie dostrzegaja, stad owo pukanie sie w
                                    czolo.

                                    Nic wiecej nie twierdze ponadto, ze ZAWSZE cos sie za tym kryje. Bywa, ze to
                                    iluzja, omam, bywa, ze cos trudno niepostrzegalnego lecz realnie istniejacego w
                                    drugim czlowieku.

                                    A w ogole, czyz kochanie to nie jest wlasnie owo misterium fascynacji
                                    poznawania drugiego czlowieka. Dopoki za ta druga osoba kryje sie tajemnica,
                                    dopoki ukochana osoba nadal zadziwia, potrafi zaskoczyc - trwa milosc. Bo
                                    milosc to nic innego jak ciagle poznawanie; naturalnie polaczone z -
                                    doznawaniem. MIlosc przeto konczy sie kiedy zakrada sie nuda, a ta nastepuje
                                    wtedy, gdy - nie ma juz co poznawac.

                                    ***
                                    Czy kochac i "byc zakochanym" to to samo czy tez dwa rozne stany?

                                    melanie napisała:

                                    > Coz to jest ta prawdziwa milosc? Do dzis brak definicji. A co powiesz, jak
                                    > sie kocha bez idealizowania, wie sie doskonale jaki ten ktos jest razem z
                                    > jego (jej) wadami, bez idealizowania? I gdy objektem jest RZECZYWISTY
                                    > czlowiek? I gdy wszyscy w kolo pytaja pukajac sie w czolo "co ty w nim (niej)
                                    > widzisz?
                                    > Sklonna jestem przyznac racje lekarzom, ktorzy twierdza, ze czlowiek
                                    > zakochany to jest czlowiek chory.
                                    • melanie Re: Przesada z tym "nigdy" 27.04.04, 02:01
                                      jastrzebiec napisał:


                                      > Czy kochac i "byc zakochanym" to to samo czy tez dwa rozne stany?
                                      >
                                      _________________
                                      Napewno rozne. Mysle, ze ten stan amoku, zaslepinia, tzw rozowych okularow to
                                      jest wlasnie ten stan zakochania, ktory lekarze porownuja ze stanem chorobowym.
                                      Mysle, ze milosc dojrzala juz nie jest tak bezwarunkowa. Moze dlatego, ze wtedy
                                      juz pracuje mozg a nie tylko hormony? Z drugiej strony, gdyby czlowiek nie byl
                                      tak bardzo oglupiony w stanie zakochania, to ludzkosc wymarla by jako gatunek?
                                      Bo ktoz przy zdrowych zmyslach chcial sie zenic?
                              • jmx Kocha się, że ktoś JEST (jaki jest ;-)) 27.04.04, 00:30
                                melanie napisała:

                                > Za cos mozna lubic, szanowac, ale niestety nie kochac.

                                Oooo... a co to za "kochanie" bez szacunku i lubienia?
                                Dla mnie to jakiś dziwoląg a nie miłość.
                        • Gość: Oleńka Re: odmienna wiara IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.04.04, 23:08

                          > Aha!
                          > Z tego co wiem to kocha sie zawsze za cos!

                          kompletnie się nie znasz ;)


                          > Naturalnie musialbym bardzo wytezyc wlasna wyobraznie, o pamieci nie
                          > wspominajac, aby znalezc przyklad "kochania za poglady polityczne" ale, wierz
                          > mi, poglady polityczne, zwlaszcza niektore, takie bardziej "osobliwe" moga
                          > skutecznie zabic milosc (albo do pelnego milosci rozkwitu nie dopuscic).
                          > ;-)
                          > J.


                          Owszem, ale poglądy, które masz na myśli, są skutkiem aberracji intelektualno-
                          emocjonalnych, i to rzeczone aberracje są przyczyną Twojego niekochania
                          delikwentki ;P

                          :)
                          • jastrzebiec A jednak "COS"! 26.04.04, 23:45
                            Gość portalu: Oleńka napisał(a):

                            > > Aha!
                            > > Z tego co wiem to kocha sie zawsze za cos!
                            >
                            > kompletnie się nie znasz ;)

                            ??? To "cos", rzecz jasna, jest na ogol bardzo niewymierne, nienamacalne. I
                            zazwyczaj nie przysluguje temu "cos" cecha liczby pojedynczej. To cos to na
                            ogole zespol roznych przymiotow. To cos mozna nawet nazwac "tajemnica". Owe
                            niewiadome to "cos" co pociaga, frapuje, podnieca. Chce sie to poznac,
                            zrozumiec (raczej emocjonalnie niz intelektualnie), doswiadczyc, zawladnac.
                            Czesto, bardzo czesto, jest to "cos" czego w ogole nie tylko sie nie rozumie,
                            tego sie sobie nawet nie uswiadamia. A jednak, podtrzymuje, to jest "COS".
                            >
                            > Owszem, ale poglądy, które masz na myśli, są skutkiem aberracji intelektualno-
                            > emocjonalnych, i to rzeczone aberracje są przyczyną Twojego niekochania
                            > delikwentki ;P

                            Wlasnie o te aberracje mi chodzilo. Dziwolag intelektualny (np. przysiegly
                            zwolennik teorii spiskowych) czesciej wzbudza smiech i politowanie anizeli
                            przyprawia o romantyczny zawrot glowy. Nawiasem mowiac, to kobiety zwracaja
                            wieksza uwage na intelekt anizeli mezczyzni, ktorzy w sprawach sercowych sa
                            znacznie czesciej (niz kobiety) nader jednowymiarowi (oczy, usta, biodra, co
                            najwyzej usmiech, blysk oka...). Takoz wiec moje niekochanie delikwentki nijak
                            sie ma do jej - pogladow politycznych. ;-)))
                            • Gość: Oleńka Re: A jednak "COS"! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.04.04, 23:55
                              jastrzebiec napisał:

                              > Gość portalu: Oleńka napisał(a):
                              >
                              > > > Aha!
                              > > > Z tego co wiem to kocha sie zawsze za cos!
                              > >
                              > > kompletnie się nie znasz ;)
                              >
                              > ??? To "cos", rzecz jasna, jest na ogol bardzo niewymierne, nienamacalne. I
                              > zazwyczaj nie przysluguje temu "cos" cecha liczby pojedynczej. To cos to na
                              > ogole zespol roznych przymiotow. To cos mozna nawet nazwac "tajemnica". Owe
                              > niewiadome to "cos" co pociaga, frapuje, podnieca. Chce sie to poznac,
                              > zrozumiec (raczej emocjonalnie niz intelektualnie), doswiadczyc, zawladnac.
                              > Czesto, bardzo czesto, jest to "cos" czego w ogole nie tylko sie nie rozumie,
                              > tego sie sobie nawet nie uswiadamia. A jednak, podtrzymuje, to jest "COS".


                              Na tak zdefiniowane "coś" zgoda :)
                              Niektórzy używają w tym wypadku słowa "nic" jako synonimu ;)

                              Co jest o tyle słuszne, ze "coś" bywa wyimaginowane, hihihi :)



                              > >
                              > > Owszem, ale poglądy, które masz na myśli, są skutkiem aberracji intelektua
                              > lno-
                              > > emocjonalnych, i to rzeczone aberracje są przyczyną Twojego niekochania
                              > > delikwentki ;P
                              >
                              > Wlasnie o te aberracje mi chodzilo. Dziwolag intelektualny (np. przysiegly
                              > zwolennik teorii spiskowych) czesciej wzbudza smiech i politowanie anizeli
                              > przyprawia o romantyczny zawrot glowy. Nawiasem mowiac, to kobiety zwracaja
                              > wieksza uwage na intelekt anizeli mezczyzni, ktorzy w sprawach sercowych sa
                              > znacznie czesciej (niz kobiety) nader jednowymiarowi (oczy, usta, biodra, co
                              > najwyzej usmiech, blysk oka...). Takoz wiec moje niekochanie delikwentki
                              nijak
                              > sie ma do jej - pogladow politycznych. ;-)))

                              Obawiam się, że to dowodzi, iż kochana jest nie delikwentka, tylko jej powłoka
                              cielesna ;D

                              Ale to, widzisz, też dowodzi, ze wszyscy jesteśmy do siebie podobni - wszak
                              baby oceniają samochód po kolorze maski :))))))))

                              Maskokochanie to też dobra strategia na wypadek, gdyby "to coś" okazało się
                              być "niczym" ;)

                              • jastrzebiec Re: A jednak "COS"! 27.04.04, 00:20
                                Gość portalu: Oleńka napisał(a):

                                > Na tak zdefiniowane "coś" zgoda :)
                                > Niektórzy używają w tym wypadku słowa "nic" jako synonimu ;)
                                > Co jest o tyle słuszne, ze "coś" bywa wyimaginowane, hihihi :)

                                NIe, nie! "Nic" w tym przypadku zarezerwowane jest dla slepcow i "realistow".
                                To jest zawsze cos. Powiem wiecej - "TO JEST TO!

                                To bywa wyimaginowane. Nawet bardzo czesto. Melanie zdaje sie nawet sadzic, ze
                                to wyimaginowanie to jest istota milosci.


                                > Obawiam się, że to dowodzi, iż kochana jest nie delikwentka, tylko jej
                                > powłoka cielesna ;D

                                Od dawna uwazam, ze mezczyzni preferuja opakowanie ponad zawartosc.

                                > Ale to, widzisz, też dowodzi, ze wszyscy jesteśmy do siebie podobni - wszak
                                > baby oceniają samochód po kolorze maski :))))))))

                                Podswiadomie powiem lacza w zwiazek przyczynowy kolor maski z iloscia koni
                                mechanicznych.
                                >
                                > Maskokochanie to też dobra strategia na wypadek, gdyby "to coś" okazało się
                                > być "niczym" ;)
                                >
                  • Gość: mirka Re: odmienna wiara IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.04.04, 13:43
                    Gość portalu: Oleńka napisał(a):

                    > Nie, w znanych mi tego typu związkach ludzie postąpili tak: w kwestii
                    > obrzedowości jedno dziecko w prawo drugie w lewo.

                    To mieli szczęscie, że to była parka, ciekawe jak by rozwiązali problem przy
                    jednym lub trójce dzieci (lub wielokrotności liczby nieparzystej)?
                    • Gość: Oleńka Re: odmienna wiara IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.04.04, 14:00
                      Moja babcia mi opowiadała, że przed wojną, w mieszanych małżeństwach często
                      praktykowano taką zasadę: potomstwo zeńskie "dziedziczy" religię po matce,
                      męskie - po ojcu.

                      Takie rzeczy to poważni ludzie potrafią ustalić zawczasu przecież :)
                      • jmx Re: odmienna wiara 22.04.04, 22:36
                        Gość portalu: Oleńka napisał(a):

                        > Moja babcia mi opowiadała, że przed wojną, w mieszanych małżeństwach często
                        > praktykowano taką zasadę: potomstwo zeńskie "dziedziczy" religię po matce,
                        > męskie - po ojcu.

                        O! I w ten sposób rozwiązuje się sprawę "przekonywania" (dziecka do wiary) ;-)
                        • Gość: Oleńka ;P IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.04.04, 22:44
                          wiarę w znaczeniu obrzędowość ;D

                          jak chcesz przeczytać coś kuriozalnego, to polecam
                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=12149089
                          oraz sasiedni "anonimowość w sieci"

                          dośc wesołe ;)
    • seksuolog Roznice miedzy partnerami 22.04.04, 08:59
      Gość portalu: kosia napisał(a):

      > czy wg Was mozna zbudowac dobry zwiazek z kims o odmiennej religii?

      Problem w gruncie rzeczy nie jest tylko problemem religii. Jest to problem
      roznic miedzy partnerami wynikajacych z takich reczy jak pochodzenie
      spoleczne, wyksztalcenie, narodowosc i wlasnie religia. Ale za tym wszystkim
      kryje sie konstrukcja osobowosci partnera. Jezeli partnerzy maja pozytywne
      osobowosci to wszelkie roznice nie maja zasadniczego znaczenia i np.
      afrykanczyk wyznania mojzeszowego bedzie w szczesliwym zwiazku z eskimoska
      wyznania voodoo. Z drugiej strony bardzo znane sa rozpadajace sie zwiazki bo
      'on byl po technikum a ja jestem magisterka'. Za tym wszystkim w istocie nie
      kryja sie roznice tylko cechy osobowosci. I tu jest sedno sprawy: zycie z
      osobami o skrajnych cechach jest trudne lub wrecz niemozliwe. Dotyczy to
      rowniez religii. Dlatego haslo scjentologia nalezy dokladnie zbadac bo brzmi
      niepokojaco. Nie ze wzgledu na swoja tresc religijna ale ze wzgledu na mozliwe
      skrajne cechy osobowosci.





      czy
      > slyszeliscie cos o scjentologach? bede wdzieczna za powazne komentarze.
    • j_ar Re: odmienna wiara 22.04.04, 09:19
      jezeli religia jest dla nas a nie my dla religii (jak ktos stwierdzil) to nie
      widze problemu, w innym przypadku niestety raczej nie.....

      co do scientologow to ktos juz tutaj zapodal linki
    • xkropka Re: odmienna wiara 22.04.04, 13:59
      Jestem dzieckiem z mieszanego związku - ojciec katolik, matka - prawosławna.
      Mama przed ślubem zgodziła się zostać katoliczką i w tej wierze rodzice
      wychowali mnie i mojego brata. Nigdy nie było zadnych problemów na tle
      religijnym w domu, święta obchodzimy z rodziną jedną i drugą (w dzieciństwie
      czasami oznaczało to podwójne prezenty :). Uważam, ze obcowanie z dwiema
      religiami ubogaciło moje życie i dało mi większą otwartość na innych.
      Mam kolegę, którego rodzice byli dokładnie w tej samej sytuacji, co moi, z tym,
      że jego mama pozostała przy prawosławiu, ale on był ochrzczony w Kościele
      Katolickim. Dowiedział się o tym dopiero, gdy szukał metryki, żeby złożyć
      dokumenty do seminarium (prawosławnego). Dziś jest juz księdzem.

      Ale na scjentologów bym uważała.
      • Gość: bd Re: odmienna wiara IP: *.dialup.mindspring.com 22.04.04, 21:02
        Ale na scjentologów bym uważała


        Ja tez.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka