Dodaj do ulubionych

Syndrom DDA

07.01.15, 17:05
Poniżej link dotyczący tego syndromu.Spóbuję przybliżyć niektóre aspekty tej problematyki.

www.stowarzyszenie.edu.pl/projekty-2010/program-partnerstwa-transgranicznego-kompetentna-pomoc-wspouzalenionym/syndrom-dda-objawy-przyczyny-i-leczenie
Obserwuj wątek
    • zolza14 Re: Syndrom DDA 07.01.15, 17:26
      To nie jest prawdą, że DDA jest polskim wymysłem. To określenie funkcjonuje również w USA i krajach Europy Zachodniej. Janet Woititz napisała księżkę na ten temat pt. Adult Children of Alcoholics.Jest też wydanie polskie tej książki- Dorosłe dzieci alkoholików.

      Ten zespół charakterystycznych cech i zachowań, który występuje u DDA nie jest zarezerwowany tylko i wyłącznie dla DDA. Może to być wynik innych zaniedbań wychowawczych, w wypadkach gdzie rodzice bądź są niedostępni, lub niewłaściwie pełnią swoje role. Podobny skutek wychowawczy może wywrzeć np. schizofernia opiekuna dziecka, lub bardzo rygorystyczne, fanatyczne wychowanie religijne.( Mam na myśli taką schematyczną, dogmatyczną religijność, bez miłości)
      • 7zahir Więcej na temat tu: 07.01.15, 17:49
        forum.gazeta.pl/forum/w,176,83726447,83859944,DDA_Dorosle_Dzieci_Alkoholikow.html
        i tu:
        forum.gazeta.pl/forum/w,176,83726447,84065592,Pieknie_zyc_pomimo_DDA_dla_DDA.html
        i tu:
        www.dda.pl/?option=com_content&task=view&id=77&Itemid=53
        Na onet jest czat a w nim pokój, " dda_dorosle_dzieci_alkoholikow" i tam w poniedziałki odbywają się internetowe mitingi DDA.
      • zolza14 Re: Syndrom DDA 07.01.15, 18:57
        Jak powstaje syndrom DDA

        W rodzinie alkoholowej, gdzie jeden, albo oboje rodzice piją, wszystko kręci się wokół tego problemu.
        Załóżmy, że pijącym jest tylko ojciec. W wątku dotyczącym złości DDA dużo atramentu wylano, aby udowodnić, że alkohol piło się w Polsce powszechnie, a nie wszyscy są DDA. Owszem, nie wszyscy, ale to nie jest żaden dowód na to, że syndrom DDA nie istnieje.

        Wyjaśniam, że chodzi o takie picie, gdzie osoba pijąca straciła kontrolę nad tym. Pije, mimo, że wie , że jej picie wywiera destrukcyjny wpływ na jej stosunki z bliskimi, życie rodzinne i zawodowe.
        ( Jaka jest różnica między pijakiem, a alkoholikiem? Pijak nie musi pić, ale chce,
        a alkoholik nie chce, ale musi.)

        Jeśli takie małżeństwo trwa dłużej, to jest bardzo wysokie prawdopodobieństwo, że żona jest osobą współuzależnioną.( co ten termin oznacza wyjaśnię później, bo widziałam, że też to nie jest rozumiane).

        Alkoholik zawiera tajne przymierze z alkoholem. Dla alkoholika nie liczy się rodzina, dzieci, u niego na pierwszym miejscu jest potrzeba napicia się. Może obiecywać, przyrzekać poprawę, a na drugi dzień robić to samo. Rozbudowuje cały system samooszukiwania się i swojego otoczenia, ponieważ jego poczucie wartosci bardzo się obniża z powodu picia i unika konfrontacji z tym, co robi.
        Osoby pijące nałogowo są całkowicie nieodpowiedzialne pod tym względem. Na tym polega istota nałogu, że nawet jeśli chce przestać to nie jest w stanie. To jest choroba.
        Napisałam, że jeśli małżeństwo takie trwa, to żona więcej, niż pewne, że jest współuzależniona.

        Dlaczego? Ano dlatego, że normalna kobieta nie będzie tolerować takiego życia i odejdzie, zostawiajać go samego.
        Trzeba sobie zdać sprawę, że alkohol niszczy w małżeństwie więzy miedzy partnerami, zanika bliskość, zaufanie.
        Alkoholik nie jest w stanie zaspokoić żadnych potrzeb żony, ani dziecka.
        Żona zamienia się w więc w strażniczkę i opiekunkę męża. Na zewnątrz ukrywa jego wybryki, próbuje zaradzić kłopotom, w które się wpakował i stara się kontrolować jego picie, co jest oczywiście zadaniem niewykonalnym.

        Dlaczego tak nierozumnie się zachowuje?

        Dlatego, że sama jest z rodziny alkoholowej i dla niej ten stan, że jej potrzeby nie są zaspakajane jest normalny.

        Musiała jako dziecko przystosować się do braku rodzcielskiej opieki i jako dziecko jakoś sobie sama poradzić z bardzo traumatycznymi przeżyciami.

        Żadne dziecko nie jest w stanie sobie poradzić z takimi przeżyciami jakie mogą być udziałem dzieci w rodzinach alkoholików. Mogą to być np; kłótnie między rodzicami, awantury, bójki między rodzicami, przemoc wobec dziecka , widok rodzica upodlonego, albo grożącego samobójstwem, latającego z siekierą za matką, nadużycia seskualne wobec dziecka, albo gwałty na matce itd.itp.

        Ponieważ nie była w stanie tych przeżyć zintegrować ze swoją psychiką , musiała się dopasować do nich i to zrobiła. Tak powstaje współuzależnienie.

        Nauczyła się w dzieciństwie rozpoznawać uczucia pijącego ojca i stale zagniewanej matki, aby im się nie narazić, tylko zupełnie się nie orientuje w tym, co ona sama czuje, ponieważ swoje uczucia zamroziła, by przetrwać.
        Czasami taka osoba, będąc sama dzieckiem, musiała się opiekować którymś z rodziców. Wtedy następuje zamiana ról- dziecko pełni rolę rodzica.

        To jest prawdziwy grzech pierworodny, przekazywany z pokolenia na pokolenie.

        ------------------------------------------------------
        Czasem płaczę krojąc marchewki,
        by cebule nie myślały, że są brzydkie czy coś.
        • zolza14 Re: Syndrom DDA 07.01.15, 19:24
          Dziecko w rodzinie alkoholowej z reguły musi się stosować do takich zasad: nic nie mówić, niczego nie odczuwać, nikomu nie ufać.

          Dziecko musi milczeć i udawać, że wszystko jest w porządku, bo nie ma żadnej możliwości zmiany niekorzystnej sytuacji.
          Dzieci alkoholików są bardzo lojalne wobec swojej rodziny.

          Nie może niczego odczuwać, bo uczucia jakich coraz doznaje są przez nikogo nie dostrzegane.
          Te uczucia nie są odzwierciedlane przez opiekunów, a to jest warunek konieczny, by zaistniały w świadomości dziecka.

          Dziecko w rodzinie alkoholowej stale jest narażane na takie uczucia jak; przerażenie, smutek, żal, lęk, wstyd, gniew, zawód i inne, lecz nie może ich właściwie przeżyć, ponieważ rodzice tych uczuć nie dostrzegają i nie odzwierciedlają.(ang.termin mirrorring )

          Podczas terapii wydobywa się te uczucia na światło dzienne, aby osba mogła je przeżyć i uwolnić sie od nich.
          Robi się to po to, by dłużej nie zalegały na dnie psychiki i nie torpedowały życia DDA.

          Twierdzenie, że ten zabieg zwalnia z odpowiedzialności DDA za swoje życie, jest potwornym nadużyciem.

          Nie wiem; czy jest to świadoma manipulacja i zła wola, czy też bezdenna głupota spowodowana uprzedzeniami wynikającymi z własnych, nierozwiązanych problemów psychicznych.
          • zolza14 Re: Syndrom DDA 07.01.15, 20:24

            Czytałam gdzieś o takim przypadku; ojciec zachorował na stwardnienie rozsiane. Gdy noga bardzo go bolała, kladł się na podłodze i wijąc się i krzycząc żadał by mu dano siekierę, by mógł sobie odrąbać tę nogę. Dziesięcioletnia dziewczynka była tego świadkiem.Można sobie wyobrazić jej przerażenie. Jej matka wprawdzie uspokajała dziewczynkę, że nic się nie dzieje i wszystko jest w porządku, ale dziecku trudno uwierzyc takim słowom, w takiej sytuacji.
            Jako dorosla dziewczynka na pewno będzie miała podwyższony poziom lęku i prawdopodobnie ataki paniki.
            Ta matka powinna wziać ją na kolana, przytulić i zauważyć jej przerażenie i wesprzec ją, by dziewczynka mogła się uporać z nim.

            Takie uczucia nie przeżyte jak należy usadowiają się w ciele i powodują różne choroby.
            • to.niemozliwe Re: Syndrom DDA 07.01.15, 21:20
              Są tacy, którzy twierdzą, że matka biorąc na kolana i przytulając nie wspiera w uporaniu się z przerażeniem, tylko wręcz przeciwnie - trenuje w bezradności i uciekania się pod opiekę.
              • zolza14 Re: Syndrom DDA 07.01.15, 22:26
                to.niemozliwe napisał:

                > Są tacy, którzy twierdzą, że matka biorąc na kolana i przytulając nie wspiera w
                > uporaniu się z przerażeniem, tylko wręcz przeciwnie - trenuje w bezradności i
                > uciekania się pod opiekę.

                To mogą tylko tacy twierdzić, którzy uczyli się psychologii na wieczorowych kursach marksizmu.



                Czasem płaczę krojąc marchewki,
                by cebule nie myślały, że są brzydkie czy coś.
                • wiolcia29_2 Re: Syndrom DDA 07.01.15, 23:35
                  O tak, teraz podkreśla się wagę więzi, poczynając od tej pierwotnej, poprzez sytuacje, o których napisałaś.

                  Nawiązując do więzi pierwotnej, to jeszcze niedawno nie rozumiano, jak istotny jest pierwszy kontakt dziecka z matką, możliwie najszybciej po urodzeniu. Teraz często o tym przypominają i dobrze, bo ten brak jest trudny do nadrobienia w późniejszym czasie.
                  • brygada_ww Re: Syndrom DDA 07.01.15, 23:54
                    wiolcia29_2 napisała:

                    > O tak, teraz podkreśla się wagę więzi, poczynając od tej pierwotnej, poprzez sy
                    > tuacje, o których napisałaś.
                    >
                    > Nawiązując do więzi pierwotnej, to jeszcze niedawno nie rozumiano, jak istotny
                    > jest pierwszy kontakt dziecka z matką, możliwie najszybciej po urodzeniu. Teraz
                    > często o tym przypominają i dobrze, bo ten brak jest trudny do nadrobienia w p
                    > óźniejszym czasie.

                    Moja cora zaraz po urodzeniu spojrzala na matke i sie usmiechnela, a podobno dziecko wtedy jeszcze nie widzi. A zaplakala dopiero jak ja wykapala lekarka, co odebrala, bo dziecko bylo glodne.
                    • wiolcia29_2 Re: Syndrom DDA 08.01.15, 00:02
                      Moja córkę i mnie ograbiono z tej pierwszej bliskości, niestety i wlecze się to za nami. Syn doświadczył jej i był nad wyraz spokojny po urodzeniu.
                      • mona.blue Re: Syndrom DDA 08.01.15, 10:01
                        wiolcia29_2 napisała:

                        > Moja córkę i mnie ograbiono z tej pierwszej bliskości, niestety i wlecze się to
                        > za nami. Syn doświadczył jej i był nad wyraz spokojny po urodzeniu.

                        Mi też to nie było dane, niestety, maiłam cesarkę. A potem córki były w inkubatorach, także pierwszy kontakt z nimi był dopiero po ok. 2 tygodniach. Było to dla mnie traumatyczne przezycie, myslę, że dla nich tez trudne.
                  • zolza14 Re: Syndrom DDA 08.01.15, 10:38
                    wiolcia29_2 napisała:

                    > O tak, teraz podkreśla się wagę więzi, poczynając od tej pierwotnej, poprzez sy
                    > tuacje, o których napisałaś.
                    >
                    > Nawiązując do więzi pierwotnej, to jeszcze niedawno nie rozumiano, jak istotny
                    > jest pierwszy kontakt dziecka z matką, możliwie najszybciej po urodzeniu. Teraz
                    > często o tym przypominają i dobrze, bo ten brak jest trudny do nadrobienia w p
                    > óźniejszym czasie.


                    Weżmy za przykład dwumiesieczne niemowlę, które się budzi z płaczem w nocy. Matka wstaje, przytula go i daje mu pierś. Podczas karmienia niemowlę odczuwa jej miłość. Po nakarmieniu zasypia syte i szczęśliwe.

                    W innej rodzinie takie samo dziecko budzi się, tak samo w nocy, ale matka jest świeżo po awanturze z mężem, dopiero co zasnęła. Wstaje, bierze dziecko na ręce, ale robi to z napięciem, myśląc przy tym, że tego wszystkiego nie wytrzyma dłużej. Karmi go, ale myśli o minionej awanturze i narasta w niej złość, dziecko doskonale wyczuwa jej napięcie, które mu się udziela, kręci, się sztywnieje i przestaje ssać.

                    Matka odkłada je zirytowana mówiąc :" Taki byłeś głodny, to nie jedz'". Dziecko płacze dotąd, ąż wyczerpane zaśnie.

                    Jeśli takie scenki się ciągle powtarzają, to to pierwsze dziecko uczy się, że może liczyć, że jego otoczenie dostrzega jego potrzeby i że może liczyć, że jego "prośby" zostaną spełnione.

                    Drugie dziecko uczy się, że nikt tak naprawdę o niego nie dba, że nie liczą się jego potrzeby i że jego wysiłki szukania pocieszenia są daremne.

                    Takie powtarzające się scenki tworzą w małym stworzonku zupełnie odmienne uczucia w stosunku do siebie samego i do najbliższego otoczenia.

                    Większość dzieci doświadcza zarówno jednych jak i drugich scenek- te które są typowe dla niego na przestrzeni lat, decydują o jego poczuciu bezpieczeństwa w świecie, o jego wierze we własne siły i w jakim stopniu może polegać na innych.



                    -
                    Czasem płaczę krojąc marchewki,
                    by cebule nie myślały, że są brzydkie czy coś.
                • zolza14 Re: Syndrom DDA 08.01.15, 12:54
                  zolza14 napisała:

                  > to.niemozliwe napisał:
                  >
                  > [i]> Są tacy, którzy twierdzą, że matka biorąc na kolana i przytulając nie
                  > wspiera w
                  > > uporaniu się z przerażeniem, tylko wręcz przeciwnie - trenuje w bezradno
                  > ści i


                  > > uciekania się pod opiekę.
                  Odpowiadając poważnie, to przypuszczam, że taka osoba sama musiała w dzieciństwie przejść taką tresurę, że straciła kontakt ze swoimi uczuciami i dlatego nie potrafi się też wczuć w innego człowieka, nawet we własne dziecko. Kiedyś był stosowany taki "zimny chów".


                  > Czasem płaczę krojąc marchewki,
                  > by cebule nie myślały, że są brzydkie czy coś.
                • to.niemozliwe Re: Syndrom DDA 09.01.15, 10:22
                  Tak, np. taki Steven Covey...;-)
                  Jak syn miał problemy z rówieśnikami w szkole, był nieśmiały, to początkowo mu pomagali i starali się z zoną go chronić, aż doszli do wniosku, że im dłużej go chronią, tym gorzej sobie radzi w sytuacji społecznej - nie broni się, nie jest proaktywny, tylko skupia się na przezywaniu po wielokroć swoich emocji. Zachęcili go do samodzielnego rozwiązania swoich problemów z rówieśnikami i po roku był już przewodniczącym samorządu klasowego, lubianym i cenionym organizatorem.
                  Nie ma to jak dobry kurs marksizmu...:-D
                  • szaman.ka Re: Syndrom DDA 09.01.15, 11:17
                    Tak, tylko Ty teraz poruszyłeś inny problem. To dziecko nie było przerażone, tylko nieśmiałe, albo bało się użyć swojej agresji do obrony siebie, a to jest zupełnie inny problem.
                    Pewnie, że nie należy dziecka za wszelka cenę chronić i trzymać pod kloszem , bo wychowamy niedorajdę, czy ofiarę losu.
              • nvv Re: Syndrom DDA 07.01.15, 23:43
                Pewnie to kwestia dawki stresu i okoliczności; pewnie warto stopniowo uczyć dziecko samodzielnie radzić sobie z sytuacjami stresowymi, które są częścią życia.
                Zdarzają się jednak takie sytuacje, w których nie czas na naukę, a silniejsi powinni chronić słabszych.
                • zolza14 Re: Syndrom DDA 08.01.15, 09:38
                  nvv napisał:

                  > Pewnie to kwestia dawki stresu i okoliczności; pewnie warto stopniowo uczyć dzi
                  > ecko samodzielnie radzić sobie z sytuacjami stresowymi, które są częścią życia.
                  > Zdarzają się jednak takie sytuacje, w których nie czas na naukę, a silniejsi po
                  > winni chronić słabszych.


                  Pewnie, że tak. Istnieje różnica między tym, co przeżywa dziecko gdy się przewróci i zadrapie sobie kolano, a takimi, które podałam jako przykłady co może dziecko przeżywać w rodzinie dysfunkcyjnej, bo taką jest rodzina alkoholowa.
                  Trzeba rozróżnić kiedy dziecku nic się nie stało i tylko histeryzuje, a kiedy naprawdę cierpi.
              • malwi.4 Re: Syndrom DDA 08.01.15, 16:58
                Ja zawsze tuliłam i nie wygląda moje dziecko na niedorajdę. W przedszkolu opiekuje się dużo młodszą koleżanką - tak przynajmniej opowiada mi, więc chyba choć sam szuka schronienia u mamy to i sam schronienie słabszym umie dać.

                Ja myślę, ze to wszystko w swoim czasie. Na początku boli każdy upadek. A potem najczęściej otrzepuje kolana i biegnie dalej.
              • malwi.4 Re: Syndrom DDA 08.01.15, 18:48
                to.niemozliwe

                Są tacy, którzy twierdzą, że matka biorąc na kolana i przytulając nie wspiera w uporaniu się z przerażeniem, tylko wręcz przeciwnie - trenuje w bezradności i uciekania się pod opiekę.

                to jak inaczej uczyć dziecko empatii??
                • nvv Re: Syndrom DDA 08.01.15, 21:49
                  > to jak inaczej uczyć dziecko empatii??

                  Nie pchaj rzeki kijem, sama płynie.
                  • malwi.4 Re: Syndrom DDA 08.01.15, 21:52
                    kła?
                    • malwi.4 Re: Syndrom DDA 08.01.15, 21:59
                      płynie, płynie, jak naturalne współczucie matki, gdy dziecko mówi "przytul, boli"

                      Myślisz, ze rodzic, który biegnie dziecku na pomoc robi to od niechcenia?? To jest naturalny odruch.

                      Ten odruch niektórzy w imię szybkiej samodzielności siłą w sobie gaszą. Moze tego nie rozumiesz jeszcze. Zrozumiesz, jak sam staniesz sie rodzicem.
                      • malwi.4 Re: Syndrom DDA 08.01.15, 22:05
                        dlaczego Ty wszędzie doszukujesz sie wyrachowanej manipulacji?
                        • nvv Re: Syndrom DDA 08.01.15, 23:31
                          Malwi. Określenie "Nie pchaj rzeki, sama płynie" oznacza że pewne rzeczy dzieją się same. Myślę, że nie trzeba z premedytacją uczyć dziecka empatii, podobnie jak miłości. Chyba najistotniejsze w tym przypadku to mieć w sobie te emocje i je szczerze prezentować, bo człowiek uczy się w dużej mierze poprzez kopiowanie innych.

                          Co do manipulacji. Już mieliśmy wiele dyskusji o tym, próbowałem Ci coś przekazać, nie udało mi się (choć przyznaje, że też złośliwie Ci czasem tym tematem następowałem na odcisk), a Ty emocjonalnie do tego tematu podchodzisz. Ja się poddaje.
                          • zolza14 Re: Syndrom DDA 09.01.15, 09:45
                            nvv napisał:

                            > Malwi. Określenie "Nie pchaj rzeki, sama płynie" oznacza że pewne rzeczy dzieją
                            > się same. Myślę, że nie trzeba z premedytacją uczyć dziecka empatii, podobnie
                            > jak miłości. Chyba najistotniejsze w tym przypadku to mieć w sobie te emocje i
                            > je szczerze prezentować, bo człowiek uczy się w dużej mierze poprzez kopiowanie
                            > innych.


                            Dziecko uczy się w ten sposób, że matka odzwierciedla sygnały , które ono wydaje. Płacze,-wtedy bierze go na ręce i pociesza, śmieje się radośnie i gaworzy - mama podchodzi do łóżeczka i również radosnym głosem do niego mówi.

                            Matka wzmacnia te sygnały które wydaje dziecko. Na tym polega to zjawisko odzwierciedlania.

                            Słusznie napisał Nvv, że to dzieje się niejako samoistnie, bo zdrowa matka to ma jakby zakodowane i wykonuje to w sposób naturalny. Gorzej jest gdy matka z jakiegoś względu jest nieobecna ; czy to fizycznie, czy emocjonalnie niedostępna np. z powodu swojej depresji , schizofernii, lub innej choroby.

                            Może też się zdarzyć, że matka nieświadomie odrzuca dziecko. ( niechciana ciąża, problemy z ojcem dziecka) Wtedy jest gorsza komunikacja matki z dzieckiem i niestety, to się odbija na dziecku.

                            Natomiast, w późniejszym wieku, kiedy dziecko już chodzi, bawi się z innymi dziećmi, trzeba go uczulać na to, że np. nie wolno bić innego dziecka, bo go to boli, że bicie innego robi krzywdę, że to dziecko będzie płakać itd., a nie tylko gołe zakazy, że tego nie wolno robić.

                          • malwi.4 Re: Syndrom DDA 09.01.15, 14:57
                            A ja myślałam, że zarzucasz mi, ze robię coś na siłę. Dla mnie to wygląda tak: gdy ja reaguje (jestem czuła) na cierpienie mojego dziecka to i on staje się wrażliwy na cierpienie ludzi obok i na moje też. Myślę, ze empatia rodzi się wraz doświadczaniem czyjegoś współczucia, gdy bolą upadki. Te upadki wraz z wiekiem, bolą coraz mniej, gdy wcześniej mama takiemu maluszkowi pomoże zdobyć umiejetność łagodzenia cierpienia tych upadków/porażek.
                            • zolza14 Re: Syndrom DDA 09.01.15, 15:10
                              malwi.4 napisała:

                              > A ja myślałam, że zarzucasz mi, ze robię coś na siłę. Dla mnie to wygląda tak:
                              > gdy ja reaguje (jestem czuła) na cierpienie mojego dziecka to i on staje się wr
                              > ażliwy na cierpienie ludzi obok i na moje też. Myślę, ze empatia rodzi się wra
                              > z doświadczaniem czyjegoś współczucia, gdy bolą upadki. Te upadki wraz z wiekie
                              > m, bolą coraz mniej, gdy wcześniej mama takiemu maluszkowi pomoże zdobyć umieje
                              > tność łagodzenia cierpienia tych upadków/porażek.





                              Empatia to nie tylko wrażliwośc na cierpienie, ale na wszystkie uczucia, również te poztywne.
                              Są rodziny, gdzie radoość, szczęśliwość dziecka złości rodziców. To trudne do wyobrażenia, ale też się zdarza i wtedy dziecko jest karcone za to, że jest spontanicze..
                            • nvv Re: Syndrom DDA 09.01.15, 15:15
                              Słońce, a mogłabyś też być z deczka czulsza dla mnie? (:
                              Tak na tyle aby przestać się foszyć i szukać sposobu jak mi dowalić. Spadłby mi jeden kamyk z serca.

                              I o męża dbaj, bo bywamy zazdrośni gdy matka poświęca tyle uwagi dziecku, że o nas zapomina.

                              Empatia to ciekawy temat. Po części związana z tzw. "neuronami lustrzanymi" - gdy obserwujemy innych, część w naszym mózgu przeżywa to.
                              • malwi.4 Re: Syndrom DDA 09.01.15, 16:09
                                I o męża dbaj, bywamy zazdrośni gdy matka poświęca tyle uwagi dziecku, że o nas zapomina

                                Oboje poświęcamy dziecku tyle samo uwagi. Żadne z nas nie jest zazdrosne o dziecko. To jest coś, co nas bardzo łączy, bo robimy razem, mamy ten sam cel. Ja nie rozumiem tej zazdrości, nie obserwuję w związkach znajomych. Może zazdrość była, gdy wychowywanie dzieci traktowało się jako obowiązek matek jedynie a w ojcach potrzeby rodzicielskie były tłamszone przez normy.
                                • nvv Re: Syndrom DDA 09.01.15, 19:20
                                  Nie jestem ojcem, nie mam dzieci, wielu rzeczy nie wiem, wiele rzeczy uczę się też od Ciebie. Matką nigdy nie będę i nie przypominam sobie abym kiedykolwiek Ci cokolwiek wypomniał.

                                  Jednak miałem okazje obserwować, że matka czasami bywa nadopiekuńcza wobec dziecka, a ignorująca wobec ojca. Jakby z premedytacją chciała mężowi zrobić na złość.
                                  Choć nie jestem ojcem, to trochę w życiu przeżyłem i sam popełniałem kiedyś podobny błąd, więc myślę że po części rozumiem: tak jak Ty się emocjonalnie mściłaś na mnie za coś co Cię uraziło, tak i jak się automatycznie-emocjonalnie "mściłem się" na partnerce okazując czułość, którą w głębi serca chciałem też jej okazać, komuś innemu. Można to racjonalizować na wiele sposobów i ja to też ładnie racjonalizowałem. Wspominam o tym, bo może i ktoś inny znajdzie się w tym schemacie, może ktoś inny uniknie moich błędów. Tylko jaki był mój błąd? Chyba taki, że brakowało mi wiedzy jak być dobrym partnerem i brakowało mi cierpliwości. I może też odwagi. Bo trzeba nielada odwagi aby okazywać pozytywne emocje komuś kto (w naszym odczuciu) ich nie ma do nas. Odczucia co do emocji innych bywają jednak mylne, w gruncie rzeczy czujemy tylko swoje emocje.
                                  • zolza14 Re: Syndrom DDA 09.01.15, 19:52
                                    nvv napisał: > Jednak miałem okazje obserwować, że matka czasami bywa nadopiekuńcza wobec dzie
                                    > cka, a ignorująca wobec ojca. Jakby z premedytacją chciała mężowi zrobić na zło
                                    > ść.
                                    > Choć nie jestem ojcem, to trochę w życiu przeżyłem i sam popełniałem kiedyś pod
                                    > obny błąd, więc myślę że po części rozumiem: tak jak Ty się emocjonalnie mściła
                                    > ś na mnie za coś co Cię uraziło, tak i jak się automatycznie-emocjonalnie "mści
                                    > łem się" na partnerce okazując czułość, którą w głębi serca chciałem też jej ok
                                    > azać, komuś innemu. Można to racjonalizować na wiele sposobów i ja to też ładni
                                    > e racjonalizowałem. Wspominam o tym, bo może i ktoś inny znajdzie się w tym sch
                                    > emacie, może ktoś inny uniknie moich błędów. Tylko jaki był mój błąd? Chyba tak
                                    > i, że brakowało mi wiedzy jak być dobrym partnerem i brakowało mi cierpliwości.
                                    > I może też odwagi. Bo trzeba nielada odwagi aby okazywać pozytywne emocje komu
                                    > ś kto (w naszym odczuciu) ich nie ma do nas. Odczucia co do emocji innych bywaj
                                    > ą jednak mylne, w gruncie rzeczy czujemy tylko swoje emocje.

                                    • nvv Re: Syndrom DDA 09.01.15, 20:30
                                      A może tylko mam dość bólu, nie czuję się odważny. Tkwienie w błędach to ból. Ich konsekwencje podążają za mną wszędzie, więc jeśli chce coś zmienić na lepsze, a chcę, to nie mam innego wyjścia.

                                      Najtrudniej być szczerym z samym sobą. Jak tak analizuje co było, to znajduje wiele spojrzeń i wiele wytłumaczeń. Łatwiej określić co czuję w danej chwili - to bywa jednoznaczniejsze. A racjonalne wytłumaczenia i spojrzenia - można ich bez liku, chyba każde upraszcza rzeczywistość.

                                      Clarissa ładny wątek obok założyła, dał mi do myślenia. Mam wrażenie, że dostałem po części wzorzec, od poprzedniego pokolenia, aby emocje negować, wstydzić się ich. A emocje to chyba sedno życia, tak to czuję.

                                      Cieszę się, że Anka nie została zbanowana, choć chwilami brała mnie złość i chciałem aby dostała bana. Jakaś w tym lekcja jest - radzenie sobie z negatywnymi emocjami.
                                      • ankaskakanka10 Re: Syndrom DDA 10.01.15, 00:43
                                        nvv napisał:


                                        > Cieszę się, że Anka nie została zbanowana, choć chwilami brała mnie złość i chc
                                        > iałem aby dostała bana. Jakaś w tym lekcja jest - radzenie sobie z negatywnymi
                                        > emocjami.
                                        no nie mogę śmieć z gatunku który r u c h a dzieci,gwałci ma coś do powiedzenia ha ha ha a banujcie z chorymi mi nie po-drodze w trosce o własne zdrowie psychiczne.
                                        • xxllllllllll Re: Syndrom DDA 10.01.15, 06:38
                                          co fakt to fakt, twoja ulubienica ktora ru...a razem z niemozliwym nie dorosnie nigdy
                                          bingo ankaskakanka
                                          • ankaskakanka14 Re: Syndrom DDA 10.01.15, 08:15
                                            xxllllllllll napisał:

                                            > co fakt to fakt, twoja ulubienica ktora ru...a razem z niemozliwym nie dorosnie
                                            > nigdy
                                            > bingo ankaskakanka


                                            o trafiłam w czuły punkt?
                                            Pewnie szanowny pan się poczuł urażony ha ha ha ja też wywodami wywłoki w moim temacie.
                                  • malwi.4 Re: Syndrom DDA 09.01.15, 22:38
                                    -emocjonalnie "mściłem się" na partnerce okazując czułość, którą w głębi serca chciałem też jej okazać, komuś innemu.(...) Bo trzeba nielada odwagi aby okazywać pozytywne emocje komuś kto (w naszym odczuciu) ich nie ma do nas.

                                    Jeśli ta osoba pozytywnych uczuć do Ciebie nie miała, to raczej obojętne dla niej było to, ze okazujesz czułość komuś innemu, a nie jej. Ja przynajmniej nie potrzebuję, by okazywał mi czułość ktoś, do kogo pozytywnych uczuć nie mam.
                      • xxllllllllll Re: Syndrom DDA 09.01.15, 11:27
                        O ty naiwna gdy stanie sie rodzicem
                        jakby cie powaznie traktowal to chociaz by ci powiedzial ze ma 2 dzieci z byla zona
                • to.niemozliwe Re: Syndrom DDA 09.01.15, 10:25
                  Uporanie się z własna porażką, to nie to samo, co empatia.
                  Nie rozumiem kontekstu pytania.
                  • szaman.ka Re: Syndrom DDA 09.01.15, 11:21
                    Twój post jest w drzewku pod moim i nie wiem czy kierujesz go do mnie? Pytam, bo ja z kolei nie rozumiem.
            • wiolcia29_2 Re: Syndrom DDA 07.01.15, 23:27
              Zolzo, trudno nie zgodzić się z Twoimi wnioskami. Trauma przeżyta zawsze osadza się w ciele. Trzeba dużo pracy włożyć, żeby to zmienić...
      • brygada_ww Re: Syndrom DDA 08.01.15, 13:22
        To nie jest prawdą, że DDA jest polskim wymysłem. To określenie funkcjonuje również w USA i krajach Europy Zachodniej. Janet Woititz napisała księżkę na ten temat pt. Adult Children of Alcoholics.Jest też wydanie polskie tej książki- Dorosłe dzieci alkoholików.


        Nie jest to polski wymysl, jest to wymysl amerykanski, jak i wiele innych dla potrzeb rynku terapeutycznego. Podobnie z ADHD, czy za mojego dziecinstwa slyszal ktos o ADHD? Nie, o dziecku, ktorego wszedzie pelno mowilo sie zywe srebro, a dzis chodzi sie po psychologach i dzieciecych psychiatrach. Tak, jak ktos wspomnial we wczesniejszym watku, nie ma nigdy reguly, jakim czlowiekiem bedzie w przyszlosci dziecko. Zdarza sie przeciez, ze w rodzinie abstynenckiej wyrosnie w przyszlosci alkoholik, a z rodziny alkoholowej, dysfunkcyjnej wyjdzie abstynent. Tu jak mowia zawsze na dwoje babka wrozyla, nie przewidzisz.
      • nanie2 Re: Syndrom DDA 08.01.15, 17:44
        "Ten zespół charakterystycznych cech i zachowań, który występuje u DDA nie jest
        > zarezerwowany tylko i wyłącznie dla DDA."

        Nie ma "zespołu charakterystycznych cech i zachowań". Albo inaczeJ ten zespół jest tak niespecyficzny, że jest faktycznie zarezerwowany dla wszystkich. "Syndrom DDA" nie istnieje.

        Więcej tutaJ:link do tekstów

        Sama nazwa DDA nie jest wymysłem- to robocze i neutralne określenie dla dorosłych osób wychowanych w domach alkoholików.
    • mona.blue Re: Syndrom DDA 08.01.15, 10:02
      zolza14 napisała:

      > Poniżej link dotyczący tego syndromu.Spóbuję przybliżyć niektóre aspekty tej pr
      > oblematyki.
      >
      > www.stowarzyszenie.edu.pl/projekty-2010/program-partnerstwa-transgranicznego-kompetentna-pomoc-wspouzalenionym/syndrom-dda-objawy-przyczyny-i-leczenie
      >

      Fajnie Zołza, że przybliżasz tetematyke, bo niektórzy na tym forum nie maja o niej pojecia, a wydaja arbitralne sądy.
      • clarissa3 Re: Syndrom DDA 08.01.15, 10:15
        a potem inni o nich wydaja arbitralne sady? ... i tak leci, nie?

        Ja mysle ze we wspolnocie spotykasz wielu DDA, prawda?
        • mona.blue Re: Syndrom DDA 08.01.15, 20:27
          clarissa3 napisała:

          > a potem inni o nich wydaja arbitralne sady? ... i tak leci, nie?

          nie sądźcie, to nie będziecie sądzeni

          >
          > Ja mysle ze we wspolnocie spotykasz wielu DDA, prawda?

          nie zastanawiam się, kto jest DDA, chociaż mam kilka bliskich koleżanek, których ojcowie byli alkoholikami, u nas nie patrzy sie pod tym kątem
        • ankaskakanka10 Re: Syndrom DDA 08.01.15, 20:48
          clarissa3 napisała:

          > a potem inni o nich wydaja arbitralne sady? ... i tak leci, nie?
          >
          > Ja mysle ze we wspolnocie spotykasz wielu DDA, prawda?

          a ty ilu paranoików ? ponoć swój do swego ciągnie ha ha ha
    • malwi.4 Re: Syndrom DDA 08.01.15, 18:56
      Ja kojarzę z mojego dzieciństwa, że moja matka była opiekuńcza. Mój ojciec był o to zły na nią i domagał się rzucania dzieci na głęboką wodę i pamiętam, ze mnie przerażały te naciski na matkę. W pewnym momencie pojawił się problem, bo my z bratem byliśmy gotowi na większą samodzielność, a matka groźbami nas powstrzymywała - i to jest według mnie nadopiekuńczość - ktoś jest gotowy dać duży samodzielny krok, a napotyka na opór, wbijanie w poczucie winy.


      • xxllllllllll Re: Syndrom DDA 08.01.15, 19:05
        I ch... to kogo obchodzi, idz pisac ksiazke tylko w zaciszu
    • ankaskakanka10 Re: Syndrom DDA 10.01.15, 00:40
      a gdzie wszystkowiedzący śmieć? aaa halny tutaj nie wiał ha ha

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka