horlaa
28.09.04, 13:47
swego czasu, kiedy byłam bardzo chora, nie rozumiałam tego, co rozumiem teraz. pamiętam jak bardzo buntowałam się na innym forum :) przed tym, żeby NIE skupiać się na jedzeniu.
pytałam: dlaczego do cholery nie mogę o tym mówić, pisać? nikt mnie nie rozumie, osoby z ED mnie zrozumieją jako jedyne na świecie! poza tym jak mam nie myślec o jedzeniu, skoro codziennie powinno się jeść? i trzeba JAKOŚ jeść? no więc jak o tym nie myśleć? to niemożliwe!!
to był taki mój protest, całkowite niezrozumienie.
a po paru miesiącach okazało się, że teraz na wspomnienie tamtego buntu mogę się śmiać sama z siebie. to choroba przeze mnie krzyczała.
wiecie, tak naprawdę o wyzdrowieniu świadczy fakt, że nie ma się już potrzeby opowiadania o ED. zwierzania, gadania o tym. ile ważę, jaką dietę stosuję, co zjadłam, kiedy miałam napady.
to zupełnie odwraca uwagę od prawdziwych problemów.
dużo tutaj na forum fajnych rzeczy dotyczących naszej psychiki, zachowań, mechanizmów. ale za dużo nawiązań do żarcia. w ten sposób umacniamy się jeszcze w tej chorobie, wiemy, że mamy tutaj azyl, gdzie możemy się "wyżalić" koleżankom z podobnym problemem. w ten sposób nigdy nie wyzdrowiejemy, bo wciąż będziemy się "karmić" poczuciem, że choroba nas wyróznia, że jesteśmy takie wyjątkowe, takie oryginalne, bo mamy BED. że to nas tłumaczy z wielu rzeczy.
jeśli tak się myśli, to trudno coś zmienić. można znać mechanizmy, np. wiedzieć, dlaczego się je, ale ciągle tkwić w tym sosie. pytać "co robić?" i nadal nic nie robić.
a rozwiązanie jest bardzo blisko. po prostu zacząć żyć, myśląc o tym co jest W NAS, a nie tym, że jemy - nie jemy, co jemy, co lubimy, jakie smakołyki. to naprawdę nieistotne.
nie ciekawsze jest to, jak spędziłyśmy dzień, kogo spotkałyśmy, jak sie zachowałyśmy, czy coś dziś udało nam się w sobie przełamać: jakiś lęk, opór, przed jakąś sytuacją? to o wiele ciekawsze.
gadanie, że jesteśmy brzydkie, że czujemy się źle, że nikt nas nie lubi, naprawdę do niczego nas nie doprowadzą. możemy się tylko pocieszać: nie, nie jesteś głupia, nie jesteś brzydka, wszystko będzie OK - a tak naprawdę jak ktoś wierzy w swoją głupotę to jedno słowo osoby z Forum i tak nic na lepsze nie zmieni.
wiecie co, przede wszystkim:
1. BED nie świadczy o naszej wyjątkowości, więc nie ma się w czym pławić
(ja sama bardzo się w tym pławiłam - taki mój sekret przed światem itp)
2. nie ma sensu podejmowanie diet, ważenie się, mierzenie - zupełnie nie ma sensu. zanim zaczniemy np. jeść zdrowo, odchudzać się z powodu nadwagi czy właśnie problemów zdrowotnych - zmieńmy stosunek do jedzenia, inaczej te diety na nic się nie przydadzą.
3. dajmy sobie spokój z pisaniem, mówieniem wciaż o jedzeniu. to nie ono jest we wszystkim najważniejsze, tylko MY. TO, CO W NAS SIEDZI.
4. jedzenie, ED zabiera dużą część naszego życia (czasami połączone z innymi nałogami, np, jak u mnie, z siedzeniem przy komputerze) - warto zauważyć że coś poza myśleniem o żarciu istnieje, i wbrew pozorom może być bardzo ciekawe. np. zapomniane pasje, zainteresowania. inni ludzie.
5. jeśli zniknie z naszego życia ED (to znaczy nie, "zniknie" tylko usunie się w kąt, bo straci ważność), zyskamy dużo miejsca, które ono dotąd zajmowało, na inne sprawy - czy jesteśmy na to gotowe? czy jesteśmy gotowe zagospodarować sporą część naszego życia, oddać ją innym rzeczom, myślom? czy wciąż mamy poczucie, że normalnie jedząc będzie jakoś "szaro" i "nudno" i w ogóle okropnie?
6. przestać mówić wciaż, że coś się nie uda, że nam jest źle, że jesteśmy brzydkie, wyliczac swoje wady, chełpić się nimi, że jedzenie będzie z nami zawsze, że ... itp. - tylko doceniać to, co mamy, tulić się do tego (przejęłam to określenie od psycholożki, bardzo do mnie trafia :), ogrzewać się w cieple dobrych rzeczy, zamiast je wykopywać, jakby nic nie znaczyły, i przy okazji dokopywać sobie...
7. i podjąć terapię, jeśli pozostałe kroki zawiodą (a nawet jeśli nie zawiodą, i tak podjąć, polecam wszystkim).
widzę po sobie, że dzięki niesamowicie trudnej pracy nad sobą na terapii i poza terapią, zaczynam po prostu MIEĆ DOŚĆ wszystkiego, co związane z ED. owszem, nadal mnie to interesuje, ale nie chce mi już się mówić i myśleć o tym co zjadłam, o tym dlaczego zjadłam - po prostu mnie to nudzi. może to znaczy, że jestem na dobrej drodze. :)
owszem, nadal mam napady, ale po prostu staram się nimi nie przejmować.
zastanawiam się na ile zmieniłoby się teraz moje zachowanie, gdyby mi ktoś wymazał z pamięci incydent o nazwie BED. myślę, że nie objadałabym się aż tak, a moze wcale. mam o wiele silniejszą psychikę, czuję się lepiej. jedzenie lub nie jedzenie wcale nie decyduje o tym, kim jestem.
owszem, jestem zła na to, co zrobiłam ze swoim organizmem, zębami, tuszą, cerą - jeszcze trochę, jeszcze trochę, i zabiorę się za to - kiedy bedę wiedziała, że podjecie diety mi nie zagrozi napadami obżarstwa i depresji.
wiem, że dla nas jedzenie jest sensem życia, ale własnie na tym polega sprawa, żeby je ZEPCHNĄĆ z tego 1-go miejsca gdzieś tam niżej, zająć się życiem!!!
co wcale nie znaczy, że macie tu nic nie pisać :) jest wiele fajnych spraw dotyczących nas (zachowania, myśli, pasje, inne...), o których tu możemy pisać i pomagać sobie. a są baaardzo zaniedbane.
pozdrawiam serdecznie
Horla