22.10.04, 16:34
Dzień pierwszy. Za 3 dni zwiększam dawkę i za osiem dni rzucam fajki. Z
jedzeniem dzisiaj spoko... Rano kawa, potem na lanczyk placki ziemniaczane...
nie jestem głodna, ale chyba powinnam coś wrzucić teraz, żeby się nie nażreć
na noc... a może nie będę głodna i później... nie, lepiej nie ryzykować,
zwłaszcza, ze mogę nie móc spać...
Będe pisać o postępach... trzymajcie za mnie kciuki... na razie jestem pełna
optymizmu...
Pozdrawiam, Sz
Obserwuj wątek
    • abacosun Re: Działam! 22.10.04, 19:44
      Mocno trzymam kciuki!!!! Wierzę , że Ci się uda! Jesteś silniejsza odemnie....
      powodzenia
      • kasiolda Re: Działam! 22.10.04, 21:14
        tez 3mam kciuki ale pamietaj zeby nie przesadzac ze zbytnim optymizmem...
        u mnie teraz juz naprawde wszystko wraca do normy..wizyta u psychologa
        sprowadzila mnie na ziemie..teraz widze to co wydarzylo sie ostatnio i teraz
        sie dzieje z innej perspektywy,niewyolbrzymionej,takiej jaka powinna byc...to
        co powiedziala mi psycholozka dalo mi duzo do myslenia..wczesniej tez nad tym
        se zastanawialam,ale potrzebowalam chyba zeby mi ktos jasno powiedzial,zeby to
        w pelni do mnie dotarlo...i teraz kiedy z psychika wszystko w porzadku
        znowu,wiem ze nie bedzie tak latwo o napad..
        bardzo potrzebuje byc wysluchana,potrzebuje miec przy sobie osoby ktory moge
        wszystko co slina na jezyk przyniesie powiedziec,nie ma niestety kogos
        takiego..dlatego psycholozka poradzila mi zeby zaczela pisac bloga..dzisiaj
        jestem juz bardzo bardzo zmeczona,praktycznie caly dzien na nogach,duzo
        chodzenia i nie mialam czasu zeby cos zjesc,w porownaniu z ostatnimi dniami
        kiedy jadlam bez opamietania i praktycznie caly czas,ale troche
        nadrobilam...ale mimo ze zjadlam sporo czuje nadal glod,niech tak zostanie..ale
        jutro obiecuje wezme sie za to...myslalam o tym niedawno,ale znowu okazalo sie
        ze dopiero gdy mi o tym powiedziala psycholozka,zaczelam o tym myslec na
        powaznie...mam nadzieje ze to mi pomoze..co o tym myslicie??
        • szczesliwawa Re: Działam! 22.10.04, 21:24
          optymizm umiarkowany... ostatnie jedzenie przed 17... blog to chyba niezły
          pomysł, nie zaszkodzi a i moze pomóc...
          Dobrze, że pomogła rozmowa z psycholożką.
          Trzymam wszystkie kciuki za wszystkie :)
          Sz
          Ps. Aha, byłam w parku na spacerze... właściwie to poszłam nakarmić kaczki, bo
          mi dużo starego pieczywa zostało... Prawie odjechałam :-) Jak fajnie było..
          pogadałam z mamusiami i babciami z dziećmi w wieku przedszkolnym o tym, czy
          kaczki jedzą jabłka i jak fajnie gołąbki łapią okruchy... W stawie pływały
          kolorowe liście, świeciło cieplutko słońce... super. Antydpresanty są fajne ;-)
        • szczesliwawa Re: Działam! 22.10.04, 21:26
          Aha, zapomniałam. Jak już bloga założysz, podrzuć adres na forum? :-)
          Sz
          • kasiolda Re: Działam! 22.10.04, 21:40
            jasne...tylko nie bardzo wiem jak sie do tego zabrac,od czego zaczac...przespie
            sie z tym..
            a moge wiedziec co bierzesz???kiedys bralam tabletki antydepresyjne,nie
            pamietam nazwy,pamietam tylko ze moga byc stosowane rzy leczeniu bulimii ze
            skutkiem ubocznym mialo byc zmniejszenie apetytu,a u mnie bylo
            odwrotnie..jadlam i jadlam..i tylam..bralam przez jakis czas,pozniej
            przestalam,skonczyly mi sie tabletki i nie poszlam do lekarza zeby mi przepisal
            nastepne..nie wierzylam zeby mogly mi pomoc..nadal nie wierze,ale mysle sobie
            ze kazda z nas jest inna,podejmuje rozne wysilki zeby wyjsc z tego i niewazne
            jest co robi,najwazniejsze zeby jej to pomagalo..mnie pomagaja wizyty u
            psychologa..polecam..i teraz juz sobie nie wyobrazam ze moglabym zrezygnowac z
            tego..przynajmniej narazie jest mi to bardzo bardzo potrzebne...
            • kasiolda Re: Działam! 23.10.04, 08:56
              stalo sie..bylam przekonana ze teraz jak zyskalam dystans do pewnych
              wydarzen,dzisiaj bede juz jesc normalnie..a jednak..obudzilam sie,polezalam
              chwile,mama wyszla,zostawila mnie sama..no i wystartowalam do kuchni..teraz
              siedze przed komputerem i pochlaniam jogurt..wczesniej byly dwie kromki chleba
              i kawalek ciasta drozdzowego..chcialabym zeby na tym sie skonczylo..ehh
              chcialabym przestac jesc,chociaz na jeden dzien..
              dalej nie wiem jak zaczac pisac bloga..szkoda ze nie ma horlii moze ona dala by
              mi jakies wskazowki..a moze ktoras z was jeszcze pisze bloga a ja o tym nie
              wiem???
              boje sie zaczac cos pisac..poczatek jest najwazniejszy..decyduje o tym co
              pozniej bedzie..boje sie zle zaczac i potem tego zalowac i nie moc
              poprawic,zmienic poczatku...ehhh biore sie za sprzatanie..to jedna z rzeczy
              ktore mi wychodza i lubie to robic..a o blogu pomysle pozniej...
              • horlaa Re: Działam! 23.10.04, 14:10
                jak założyć bloga?
                www.blog.pl
                www.gazeta.pl/blox
                --> to takie dobrze mi znane miejsca
                w blog.pl musisz wyslac sms aktywacyjny, ale ze swojej strony polecam ten serwis bardzo ;) jestem jego uzytkowniczka od 3 lat :)

                pozdrawiam,
                udanego blogowania? o ile dojdzie do skutku :)
                • kasiolda Re: Działam! 23.10.04, 14:20
                  czesc horlaa milo cie "slyszec" znowu.co u ciebie???
                  doszlo :))) zalozylam bloga i napisalam pierwszy wpis..zapraszam
                  www.kompulsywna.blox.pl
                  ale chodzilo mi oto co napisac na poczatku...nie chce zamieszczac historii
                  swojego zycia i zmagan z choroba..tyle razy juz o tym opowiadalam ze nie chce
                  znowu o tym pisac..a moze powinnam???
    • szczesliwawa Dzień drugi 23.10.04, 18:36
      11 fajek so far... pewnie będzie paczka... Rzucam w niedzielę za tydzień... Już
      się nie mogę doczekać... i trochę się obawiam...
      Jedzonko dzisiaj fajnie, na śniadanie sok - 2 marchewki, pomarańcza i gruszka,
      potem 2 kawy z mlekiem (bez cukru)... Potem obiad - 2 kulki ziemniaków, mięso z
      sosem, korniszon...
      Trochę dawno to było, a już dochodzi siódma i jeść się chce, kurna... spróbuję
      zapełnic żołądek wodą i nie myśleć...
      Zrobiłam 20 brzuszków na dolne partie brzucha, ale rano. Chyba powinnam
      poćwiczyć teraz... JEEEŚŚŚŚĆĆĆĆĆĆĆ... BAAARDZO JEŚŚŚŚŚĆĆĆĆĆĆ....
      zobaczymy...
      boję się iść do kuchni zrobić herbatę...
      zjeść marchewkę, czy nie jeść marchewki... jak zjem, nie sądzę, żebym była
      mniej głodna...
      • kasiolda Re: Dzień drugi 23.10.04, 19:10
        szklanka soku,dwie kawy,ziemniaki mieso i ogorek czy to nie za malo???jestes
        pewna ze to dobre rozwiazanie ograniczac sie tak bardzo??
        z mojego doswiadczenia wynika ze to bardzo szybko konczy sie napadem..
        dzieki za komentarz..wlasnie wcielo mi nastepny wpis,nad ktorym dluugo
        pracowalam,kiedy mialam gotowy i chcialam go opublikowac,wylogowalo mnie..ehhh
        nie chce mi sie jeszcze raz tego pisac..skorzystam z twojej rady i powklejam
        moje wpisy z forum trzeba sobi zycie ulatwiac ;))) 3maj sie!!!
        • szczesliwawa Re: Dzień drugi 23.10.04, 19:38
          kasiolda napisała:

          Hmmm, jak tak z perspektywy na to patrzę, to może faktycznie maławo... Ale ten
          sok to prawie przecier i nie 250 a 300 ml. Własnej roboty, sycący...
          Aha, po wpisie zlapałam kawałek chlebka wasa, żytni, fajny. Tylko trochę słodki
          się wydaje... Odkąd przestałam słodzić cokolwiek nawet aspartamem wyczuwam
          słodycz w ciekawych potrawach... Aha, jeszcze u kumpeli był sok... No więc
          zjadłam tę wasę, piję herbatkę z cytryną i cynamonem i jest ok... Tylko nie
          mogę się zabrać za ćwiczenia... Ale oglądam Gilmore Girls i wprawiam się w
          dobry nastrój...

          > z mojego doswiadczenia wynika ze to bardzo szybko konczy sie napadem..
          Obawiam się, że możesz mieć rację... Jutro muszę popilnować się aby ani nie
          zjeść za duzo, ani za mało... co za pieskie życie...
          I do tego fajki... i do tego leki... I ćwiczenia, i nieregularny tryb życia...
          I lenistwo... ech... życie...
          Trzymajcie się i kciuki...
          Pozdrawiam,
          Sz
          • kasiolda Re: Dzień drugi 23.10.04, 22:20
            nie martw sie..zrobilas juz pierwszy krok..podjelas decyzje ze walczysz,ze
            starasz sie normalnie jesc,ja nie moge sie cos na to zdobyc..moze jutro sie
            uda..przed chwila spojrzalam na swoje odbicie i sie przestraszylam wygladam
            fatalnie,nigdy tak "misiowato" nie wygladalam..bedzie dobrze..najtrudniejszy
            jest poczatek,potem jak wpadnie sie w nawyk normalnego jedzenia jest latwiej...
            tez lubie ogladac gilmore girls,chociaz musze przyznac ze o ile w wakacje
            mialam czas i pamietalam zeby codziennie zobaczyc, o tyle teraz zapominam i
            dawno nie ogladalam..tylko w soboty o ile mi wiadomo jest?nie ma moze powtorek
            w tygodniu?
            do cwiczen tez mi bylo ciezko sie zmusic,ale jak juz jednego dnia pocwiczysz,i
            nastepnego, to pozniej w kolejne dni juz sama z siebie cwiczysz,to naprawde
            sprawia ze lepiej sie czujesz..polecam stronke,gdzie znajdziesz mnostwo roznych
            cwiczen,na brzuch,posladki,biust,jest joga i pilates-cwiczenia bardzo popularne
            wsrod gwiazd hollywoodu...www.fitness.76.pl..powodzenia
            • szczesliwawa Re: Dzień drugi 24.10.04, 00:22
              Dzięki za stronę. Zajrzałam, obejrzałam i z czego się w warunkach domowych da,
              skorzystam.
              Odbicie w lustrze czasem kłamie... a ubrania co mówią? A nawet jak ukochane
              dzinsy się buntują, ten bunt można złamać ;-) Zobaczysz, będzie lepiej...
              Wierzę, że jeśli naprawdę chcesz jeść normalnie, to Ci się uda. Sama mówisz, że
              każda wizyta na terapii pomaga zrozumieć, dotrzeć do siebie...
              Aha, Gilmore Girls są w soboty po 19. Nie wiem, czy powtarzają w tygodniu. Ale
              to nowa seria, Rory studiuje w Yale i takie tam. Jak zwykle sympatycznie :-)
              Kończę... muszę iść spać, bom głodna... i wcale się sobie nie dziwię...
              3mam kciuki i pozdrawiam,
              Sz
    • szczesliwawa Dzień trzeci 24.10.04, 10:17
      się zaczyna...
      Wczoraj kasiolda mnie zmotywowała, trochę ćwiczę. Kondycja marna, nie jestem w
      stanie ćwiczyć dłużej niż 15 min za jednym podejściem, ale może będzie
      lepiej... Chciałabym kupić rolki i pojeździć... To chyba nie jest trudne? Park
      mam blisko... Tylko pieniądze dostanę pod koniec miesiąca dopiero... chociaż
      może coś dorobię wcześniej...
      Jutro zwiększam dawkę...
      Zjadłam śniadanie, niechętnie, ale zjadłam. Znaczy tekturkę z kawałkiem
      wędliny. Tylko czemu tekturki wydają mi się słodkie... Jakoś słodycze mnie z
      lekka odrzucają... Jeśli za jakąś rzecz związana z żywieniem mogę podziękowań
      mamie, to będzie to nie karmienie mnie słodyczami... Owszem, jak każde dziecko
      czasem dostawałam czekoladę, ale w domu nigdy nie było ciastek czy słodyczy
      ogólnodostępnych i służących do podjadania... No i mama nie bardzo lubi piec
      ciasta a odkad zwymiotowałam tort z jakas masą w restauracji jako dwulatka do
      osiemnastego roku życia nie jadłam niczego z kremem :-) Potem mi się lekko
      odmieniło, ale i tak chyba nie jest źle, napady pt. muszę czekolady bo umrę
      zdarzają mi się dwa, trzy razy do roku i głównie w zimie. Chociaż, muszę
      przyznać, że czekolada uzależnia...
      Dzisiaj na obiad będzie udo z kurczaka. Mogę je ugotować, zapiec, usmażyc,
      udusić... jeszcze nie zdecydowałam. Ale napewno będzie z sałatą i bez
      zapychacza węglowodanowego... Flatmate mi wypalił ostatniego fajka przed
      chwilą... Trzeba go wygonic do kiosku, bo mnie się nie chce wychodzić... Włosy
      mam brudne i rozczochrane... Znowu obgryzam pazury, ughrrr, a już były takie
      ładne :-(
      No dobra, trzeba ruszyć pupę... Aha, kasiolda, zajrzyj na www.fit.pl/ , tam też
      są ćwiczenia.
      Pozdrawaiam,
      Sz
      • kasiolda Re: Dzień trzeci 24.10.04, 10:40
        ciesze sie..nie przejmuj sie u mnie tez na poczatku bylo kiepsko..50 brzuszkow
        ledwo co zrobilam,stopniowo zwiekszalam ilosc i staralam sie cwiczyc po pol-
        godzine dziennie..teraz mialam tygodniowa przerwe,wogole nie cwiczylam i
        jadlam,ale dzisiaj rano zaczelam od cwiczen,www.fit.pl znam stronke,ale cwiczen
        tam nie moglam znalezc poza joga...
        co do jazdy na rolkach nie wypowiadam sie,bo nie umiem...i chyba sie nie
        naucze..
        u mnie bylow wlasnie odwrotnie,codziennie slodycze,chociaz wtedy jadlam
        amlo,czasami wogole,z czasem sie uzaleznilam i potrzebuje coraz wiekszych
        dawek,ale psycholozka ostatnio uswiadomila mi ze nawet w rzeczach pozornie nie
        slodkich tez jest duzo cukru np ketchup,musztarda i ze to ze rzucam sie na te
        produkty moze swiadczyc o tym ze mam wysoki poziom cukru albo czegos w
        organizmie mi brakuje,zrobie badania i sie okaze,powiedziala tez ze moge
        sprobowac brac chrom,ze to zmniejsza apetyt na slodkie,moze uda mi sie w ten
        sposob chociaz troche oszukac organizm,zmniejszyc napady,a kiedys je
        wyeliminowac...jestem ciekawa,nie wiem czy powinnam o to tutaj pytac,jesli nie
        slodyczami to czym sie objadalas?
        powiem ci ze mi tez sie nie chce nigdzie wychodzic,zwykle tak mam w
        niedziele,wlosy mam rozchochrane,brudne,nie chce mi sie ich myc,robie to
        wieczorem,a caly dzien siedze w domu,ale dzisiaj bede musiala sie wynurzyc z
        nory i pojsc do sklepu,ale wczesniej doprowadzic sie do stanu uzywalnosci...
        zycze milego dnia!!!3mam kciuki za ciebie i za wszystkie forumowiczki,te ktore
        nie daja znaku zycia tez!!!!
        • szczesliwawa Re: Dzień trzeci 24.10.04, 11:04
          Ja takie niedziele nazywam dni dziecka ;-) Nawet jak ktoś dzwoni i chce gdzieś
          wyjść, to mówię, że mam dzień dziecka i wiedzą o co chodzi...
          Czy ja się obżerałam? Wiesz, samymi normalnymi rzeczami... Ziemniaki, mnóstwo
          miesa, wędliny... NNałogowo kurczaki z KFC (od kilku tygodni mijam i patrze ze
          wzgardą)... Aha, racuszki z jabłkami..., pizza carbonara z telepizzy... Dobra,
          bo mi ślinka cieknie... Napad ze zjedzeniem słoika nutelli miałam raz półtora
          roku temu... Teraz jem niby normalniejsze rzeczy, ale jak tu nie wziąć sobie
          dokładki, jak coś jest taakie dobre... i się chce... Kasiolda, więcej nie będę
          pisać o składnikach napadów, bo ślina niemal na klawiaturę mi kapie... A KFC
          śmierdzi mi pod oknem... ghrrrr...
          Pozdrawiam,
          Sz
          • kasiolda Re: Dzień trzeci 24.10.04, 14:33
            hmmm a czesto mialas/masz takie dni dziecka??bo ja caly czas,jeszcze jak mialam
            kumpele pod nosem,to zdarzalo sie ze gdzies mnie wyciagala albo ja ja.a teraz
            nie mam nikogo znajomego a samej mi sie nie chce nigdzie wychodzic..nie
            znioslabym spojrzen ludzi,myslalabym ze dziwnie sie patrza ze nie wypada isc
            gdzies samej,ze patrzyli by z litoscia ze musze byc bardzo samotna skoro nie
            mam z kim sie przejsc..itp.
            nie chcialam absolutnie zebys zaczela myslec o jedzeniu,zebys nabarala ochoty
            zeby cos zjesc i przez to zlamala sie,ale bylam bardzo ciekawa,z tego co
            zauwazylam to wiekszosc z nas wlasnie ma apetyt na slodycze i slodycze sa
            glownym elementem napadow..bylo dla mnie dziwne ze u ciebie jest inaczej..
            3maj sie i mam nadzieje ze ci nie zaszkodzilam...mnie sie udalo wytrwac do
            obiadu bez podjadania..ale nie wiem co teraz..jestem
            zdenerowowana,roztrzesiona,nie moge sie skupic na jednej rzeczy i w glowie jest
            mysl zeby jesc..probuje sie czyms zajac,za rada psycholozki pisze..moze mi
            przejdzie..
            • szczesliwawa Re: Dzień trzeci 24.10.04, 17:44
              Dni dziecka miewam w każdy weekend w który nie robię nic innego. W tygodniu
              zazwyczaj wychodzę zarabiać pieniądze. Ale jak mam wolne w tygodniu, to
              obowiązkowo się obijam i zarastam brudem do oporu. I trochę mi wstyd.
              Mam niewielu znajomych, ale ci, którzy są, wystarczają ;-)
              Nie zniosłabym nawet odrobinę intensywniejszego życia towarzyskiego...
              Dzisiaj jednak musiałam wyjść. Nie wiem, czy to zasługa leków, ale zamiast
              wypełznąć w stanie jak reklamowa ofiara szamponu do włosów "przed zabiegiem",
              dowlec się do kiosku po fajki i wczołgać z powrotem na górę, doprowadziłam sie
              do stanu używalności, nawet z makijażem i układaniem umytych włosów i poszłam
              do parku poczytać. W parku tłumy dzieci, rodziców dzieci, emerytek i emerytów,
              psów z przewagą jamnikowatych. Ale i całkiem sporo ludzi pojedynczych płci
              obojga w wieku reprodukcyjnym, czytających książki, jak najbardziej... Miło...
              No i pogoda była świetna, słońce, kolorowo, wiatr targał liście po alejkach...
              Sympatycznie. Aha, do kina też chodzę sama. W kinie jest ciemno ;-)
              Do knajp nie mam ochoty chodzić, ale zdarzało się pójść w porze
              wczesnopołudniowej, wiosną, do kawiarni, siąść w ogródku, zamówić sobie pyszną
              kawę i się delektować.
              Wszelkie inne wyjścia rozrywkowe, wieczorowe czy dzienne, w pojedynkę odpadają,
              wiesz, dlaczego. W końcu te spojrzenia... też nie jestem na nie odporna...
              Czasem wydaje mi sie widzeć poczucie wyższosci w oczach ludzi stadnych
              patrzących na pojedynczych... A może się mi wydaje... Ale park, kino czy
              kawiarnia po południu są mi pojedynczej bardzo przyjazne. Ok, kino nie bardzo,
              ale nie chodzę na komedie romantyczne :-)

              > nie chcialam absolutnie zebys zaczela myslec o jedzeniu,zebys nabarala ochoty
              > zeby cos zjesc i przez to zlamala sie,ale bylam bardzo ciekawa,z tego co
              > zauwazylam to wiekszosc z nas wlasnie ma apetyt na slodycze i slodycze sa
              > glownym elementem napadow..
              słodycze, ech słodycze. U mnie to jednak pieśń przeszłości. Od tak dawna ich
              unikam, że zapominam, że istnieją. No i wczesne dzieciństwo miało swój wpływ.
              Najgorzej było z cukrem. Kawa, herbata... A kawę piję w ilościach niemal
              hurtowych. Przez kilka lat zastępowałam cukier aspartamem. Ale jak byłam u
              kogoś, kto słodzika nie miał, oczywiście chciałam słodzone cukkrem. No i nawyk
              słodkiego był. Ale ostatnio przełamałam się i kawa jest niesłodzona, od kilku
              dni herbata też. I zaczęły mi smakować. Zwalczyłam już obsesję kanapek (nie jem
              chleba a tekturki są nudne). Jak uda mi się ustawić makaron i ryż tam gdzie
              jego miejsce, czyli w sporym odstępie czasowym od tłuszczów, będzie fajnie.
              Oj, jeszcze racuszki z jabłkami, moja ostatnia obsesja... (cukier
              obowiazkowo)... Ale chyba zbrzydły mi już...
              A czy piszesz o jedzeniu żeby zapomnieć o jedzeniu? Bo nie jestem pewna, czy to
              zadziała. Może pij wodę, dużo, dużo wody? Woda wypłukuje toksyny i jest dobra.
              A z kropelką soku z cytryny - mniam.
              Trzymaj się i nie daj się...
              Pozdrawiam cieplutko,
              Sz
              • kasiolda Re: Dzień trzeci 24.10.04, 18:20
                >Mam niewielu znajomych, ale ci, którzy są, wystarczają ;-)
                >Nie zniosłabym nawet odrobinę intensywniejszego życia towarzyskiego
                to tak jak ja,chociaz czasami chcialabym miec duzo paczke znajomych,mnostwo
                przyjaznych dusz wokol siebie,ale tylko czasami...na chwile obecna jest mi
                dobrze jak jest,czasami zdarza sie chwila smutku i narzekania,ale coz takajuz
                jestem,nigdy nie zadowolona z siebie i z tego co mam
                ja tez wyszlam..ale tylko do sklepu a pozniej na przystanek pomoc tacie dziwgac
                ciezka torbe..nie chcialo mi sie malowac..od kilku dni tak mam,ale dzisiaj sie
                przemoglam..podpatrzylam fajnego makeupa na clubie..i wyprobowalam go..nawet
                fajnie wygladalam,ale z wlosami nic nie zrobilam..dopiero wieczorem
                umylam,teraz schna,fajne mieciutkie sa i puszyste...lubie swoje wlosy ale tylko
                po umyciu..no chyba ze jak wyschna kazdy jest w inna strone i nie da sie z nimi
                nic zrobic..i znowu narzekam..wybacz..
                gratuluje ze udalo ci sie wyjsc ot tak zeby posiedziec na swiezym
                powietrzu..mnie na to nie stac..kiedys pare razy myslalam zeby pojsc z ksiazka
                na lawke,ale jak to by wygladalo..nie..i zostalam w domu,a raz zdesperowana
                poszlam na balkon czytac..a tak wogole co czytasz jesli moge wiedziec
                oczywiscie..
                > Czasem wydaje mi sie widzeć poczucie wyższosci w oczach ludzi stadnych
                > patrzących na pojedynczych... A może się mi wydaje...
                mnie sie tez tak wydaje...
                > ale nie chodzę na komedie romantyczne :-)
                ja uwielbiam ogladac..a potem marzyc o ksieciu z bajki a potem wsciekac sie na
                siebie ze jestem glupia i naiwna,ze to tylko film i ze mnie cos takiego nie
                spotka napewno...
                tez lubie racuszki z jablkami,ale rzadko je jem,nie ma kto ich zrobic..mnie
                samej nie chce sie przygotowywac posilkow ktore potem zjem,za duzo
                roboty,trzeba zrobic zakupy itd. no chyba ze nie ma nic innego w
                domu..strasznie leniwa sie zrobilam..kiedys w czasie napadow latalam do kilku
                sklepow,a teraz wyzeram tylko to co jest w lodowce..
                ale to w sumie dobrze..lodowka ostatnio swieci pustkami..wiec nie mam duzo do
                jedzenia..nie pisze o jedzeniu..to znaczy nie pisze a tobym sobie zjadla..mam
                ochote na to i tamto..pisze tylko ze chce jesc,nie skupiam sie na jedzeniu,ale
                na tym co czuje,co sprawia ze chce jesc i wiesz co..pomoglo..przynajmniej
                dzisiaj a to sukces..wyzalilam sie na blogu,a potem zamiast poleciec do lodowki
                pocwiczylam,zeszla ze mnie zlosc..jestem juz spokojna,normalnie rozmawiam,nie
                chce sie juz klocic..smieje sie,zartuje..
                3mam sie!!ty tez sie 3maj!!!lece pisac ksiazke..
                • szczesliwawa Re: Dzień trzeci 24.10.04, 19:56
                  > to tak jak ja,chociaz czasami chcialabym miec duzo paczke znajomych,mnostwo
                  > przyjaznych dusz wokol siebie,ale tylko czasami...
                  Też oglądałaś Przyjaciół? Taka potrzeba, albo nutka żalu, że nie mam tej grupy
                  przyjaciół mnie też się czasem uaktywnia... Ale na chwilę tylko. Potem
                  realistycznie myślę, że nie podołałabym takiej większej grupie przyjaciół, ich
                  oczekiwaniom...

                  na chwile obecna jest mi
                  > dobrze jak jest,czasami zdarza sie chwila smutku i narzekania,ale coz takajuz
                  > jestem,nigdy nie zadowolona z siebie i z tego co mam
                  Też to znam. Ale pomaga mi myślenie, że obiektywnie nie jest najgorzej...
                  przeciętniactwo nie jest fajne, chciałabym, jak to ktoś powiedział, powiesić
                  doktorat z Harvada obok tytułu miss świata, ale cóż, nie jestem doskonała ;-)
                  Czasem mam wrażenie, że inni żyją "moim" życiem, że zabrano mi jakieś fajne,
                  ciekawe życie. Potwornie egoistycznie to zabrzmi, ale często zazdroszczę
                  ludziom życia i wydaje mi się, że powinno ono być moje... Teraz staram się
                  doszukiwać rzeczy, których mogą mi inni zazdroscić i ciągle uświadamiać sobie,
                  że nic nie jest tak różowe, jak się wydaje z zewnątrz...

                  > po umyciu..no chyba ze jak wyschna kazdy jest w inna strone i nie da sie z
                  nimi
                  Zawsze możesz zaopatrzyc się w lokówko-suszarkę (ceny od ok 20 zł - moja,
                  sprawdza się przyzwoicie, do 100-120 zł - z większą mocą i wymiennymi
                  nasadkami, szczotkami itp) i włosy dyscyplinować. Też będą fajnie wyglądać...

                  posiedziec na swiezym
                  > powietrzu..mnie na to nie stac..kiedys pare razy myslalam zeby pojsc z
                  ksiazka
                  > na lawke,ale jak to by wygladalo..nie..
                  A jak by to wyglądało? Dziewczyna czyta książkę w parku... Najnormalniej w
                  świecie :-) Ludzie lubia czytać w parkach. A czytanie jest czynnościa
                  wykonywaną pojedynczo... Może myśleliby, że uciekłaś od stada znajomych,
                  przyjaciół i adoratorów (uwielbiam to słowo ;) aby mieć dla siebie chwilkę i
                  móc się skupić na lekturze?

                  > poszlam na balkon czytac..
                  Na balkonie też lubię czytać. I uczyć się lubie na balkonie...
                  a tak wogole co czytasz jesli moge wiedziec
                  > oczywiscie..
                  Wiesz, mam tak charakterystycze upodobania, że obawiam się o moją anonimowość w
                  wypadku ujawnienia (wiem, paranoja). Ale powiem, czego nie czytam. Nie lubię
                  Coelio, W. Whartona, Carolla, Grocholi... A Ty, co czytasz? Jeśli można ;-)
                  > > ale nie chodzę na komedie romantyczne :-)
                  > ja uwielbiam ogladac..a potem marzyc o ksieciu z bajki a potem wsciekac sie
                  na
                  > siebie ze jestem glupia i naiwna,ze to tylko film i ze mnie cos takiego nie
                  > spotka napewno...
                  Kochana, komedie romantyczne pochłaniam tonami, pasjami uwielbiam nawet
                  najdurniejsze, ale w samotności swojego pokoju. I mam te same jazdy. Ale do
                  kina na nie nie chodzę, bo nie chcę być jedyną pojedynczą wśród pierwszych
                  randek licealistów i studentów.

                  kiedys w czasie napadow latalam do kilku
                  > sklepow,a teraz wyzeram tylko to co jest w lodowce..
                  W czasie napadów jest mi strasznie głupio robić zakupy... wstyd i uczucie,że
                  sprzedawczynie czy kasjerki patrzą na mnie i myśla, po co takiej grubej krowie
                  takie jedzenie? W supermarkecie omijam szerokim łukiem regały ze słodyczami...
                  Chociaż ostatnio się wściekłam, bo moje tekturki były naprzeciwko czekolad...
                  Niby nie kompuls, ale trzeba było się mocno spiąć, żeby nie wysiągnąć łapy po
                  te orzechy w czekoladzie... I jeszcze świadomość, że orzechy są zdrowe itd...
                  Ech...
                  > wyzalilam sie na blogu,a potem zamiast poleciec do lodowki
                  Zaglądałam :-) (Na bloga... do lodówki nie)
                  > pocwiczylam,zeszla ze mnie zlosc..jestem juz spokojna,normalnie rozmawiam,nie
                  > chce sie juz klocic..smieje sie,zartuje..
                  Cieszę sie bardzo. Ja ćwiczyłam wczoraj wieczorem, dzis rano i zaraz jeszcze
                  może poćwiczę. Tak fajnie bolą mięśnie... Prawie zapomniałam, że mogą boleć...
                  > lece pisac ksiazke..
                  A co piszesz? O czym? Oczywiście, jeśli chcesz... :-)
                  Sciskam i pozdrawiam,
                  Sz
                  Ps. Dziewczyny, odezwijcie się czasem, jak zaglądacie na forum; jak wam idzie
                  itd.
                  Sz
                  Ps 2. Dzisiaj jak dotąd 10 fajek. Bez wywierania na siebie jakiejkolwiek
                  presji... :-). Jutro powinnam zwiększyć dawkę leku, ale moze nie muszę?... Nie,
                  no, zwiększę, w końcu po coś to zwiększenie jest... Aha, melduję, że jak na
                  razie problemów ze snem niet :-)

                  • kasiolda Re: Dzień trzeci 24.10.04, 20:20
                    ogladalam przyjaciol :)))
                    > Czasem mam wrażenie, że inni żyją "moim" życiem, że zabrano mi jakieś fajne,
                    > ciekawe życie. Potwornie egoistycznie to zabrzmi, ale często zazdroszczę
                    > ludziom życia i wydaje mi się, że powinno ono być moje...
                    dokladnie to samo mam...nieustannie patrze na innych,porownuje i wypadam
                    blado,zawsze mam pretensje ze inni maja fajne zycie,wszystko im sie udaje tylko
                    ja jestem beznadziejna i nic mi nie wychodzi...
                    >Teraz staram się doszukiwać rzeczy, których mogą mi inni zazdroscić i ciągle
                    >uświadamiać sobie, że nic nie jest tak różowe, jak się wydaje z zewnątrz...
                    mnie jakos to nie wychodzi..chociaz czasem gdy z kims rozmawiam i mowie mu ze
                    on to ma fajnie,ze nie ma zmartwien,on probuje mnie przekonac ze to
                    nieprawda,ale i tak nie wierze..jak sobie cos wmowie to koniec..
                    uzywalam suszarki i lokowki,ale potem mialam strasznie suche wlosy i
                    przestalam,przez pewien czas robilam sobie mokra wloszke,mnostwo zelu na
                    wlosach,fajnie mi sie skrecaly,teraz jakos mi sie nie chce nic z nimi robic,ale
                    przydaloby sie pojsc do fryzjera,sa juz dluuugie,ale nie mam pomyslu,chcialabym
                    jakas nowa inna fryzure..szukalam po gazetach,ale nie znalazlam nic dla
                    krecacych sie wlosow :(((
                    > A jak by to wyglądało? Dziewczyna czyta książkę w parku... Najnormalniej w
                    > świecie :-) Ludzie lubia czytać w parkach. A czytanie jest czynnościa
                    > wykonywaną pojedynczo... Może myśleliby, że uciekłaś od stada znajomych,
                    > przyjaciół i adoratorów (uwielbiam to słowo ;) aby mieć dla siebie chwilkę i
                    > móc się skupić na lekturze?
                    no tak..ale nie wiem..czytanie wydaje mi sie czyms intymnym,z czym sie nie
                    obnosi publicznie...nie wiem czy umialabym sie skupic..uczyc sie nie
                    umiem,rozpraszam sie,odrywam oczy,gapie sie na cos/kogos bladze wzrokiem,sledze
                    co sie dzieje wokol i zapominam co mialam robic..
                    ja napisze co czytam,tego co nie czytam jest wiecej..tolkien tolkien i
                    sapkowski..i wlasnie o tolkienie pisze ksiazke..
                    >W czasie napadów jest mi strasznie głupio robić zakupy... wstyd i uczucie,że
                    > sprzedawczynie czy kasjerki patrzą na mnie i myśla, po co takiej grubej
                    krowie
                    > takie jedzenie?
                    tez mi glupio,tez wydaje mi sie ze sprzedawczynie potepiaja mnie,ale i tak
                    latam do sklepu,staram sie by zawsze to byl inny sklep,by sie nie wydalo,ale
                    duzego wyboru nie mam...
                    natomiast gdy jem normalnie szerokim lukiem omijam regaly ze
                    slodyczami..kusza..wzrokiem bym wszystko pozarla..
                    widzialam..dzieki za komentarz..odpisalam...
                    i tez zachecam do pisania na forum..nie bojcie sie..
                    pozdrawiam...zycze kolorowych snow..wracam do pisania ksiazki..albo obejrze tv..
                  • afrykadzika Re: Dzień trzeci 25.10.04, 09:03
                    > Ps. Dziewczyny, odezwijcie się czasem, jak zaglądacie na forum; jak wam idzie
                    > itd.

                    zaglądam i czytam...
                    miałam "euforyczny" tydzień...trzymałam diete, wieczorami bylam "spokojna"
                    latalam na siłownie jak oszalała, tłumaczyłam sobie jak dziecku... że nie
                    jestem głodna, a głodu emocjonalnego nie nasyce czekoladą, lodami, kolejną
                    kanapką...
                    poczytałam dzisiaj "szcześliwawawa" o Twoich "dniach dziecka" to cholerstwo
                    dopada mnie w weekendy, wtedy gdy wlaściwie nic nie muszę, nie muszę iść do
                    pracy, nie muszę wyglądać "do ludzi"...
                    w ten weekend tez mnie dopadło...jestem wściekła na siebie, bo zmarnowalam
                    tydzień wytężonej walki ze sobą i pracy nad sobą
                    a to sie tak niewinnie zaczyna...krótkim przebłyskiem w świadomości...jest
                    sobota, mam duzo wolnego czasu...co z nim zrobie...i już slajd w głowie
                    wyświetla się na ulamki sekund...a na slajdzie...np drożdżówka...
                    zauważyłam ze jak juz podejme decyzję o wyjściu po zapasy, albo kiedy robie
                    barbarzyński najazd na lodowkę wlaściwie zupełnie wyłączam mózg, przestaje
                    myśleć, ograniczam sie tylko do jednej myśli ...odpowiedzi na pytanie "co
                    zjeść ?, i jeszcze co i jeszcze co " zaczynam myśleć dopiero post factum , jak
                    dobrze wiecie nie są to myśli pełne uwielbienia dla siebie i optymizmu
                    czytam o waszych zmaganiach, myślę o swoich...
                    kolejny poniedziałek...
                    kolejna bitwa...
                    pozdrawiam Was serdecznie
                    A.
                    • trycka Re: Dzień trzeci 25.10.04, 10:57
                      Szczesliwawa,ten błysk,ta mysl o tej drozdzowce,to jest kompuls...CZYLI BRAK
                      KONTROLI.W tych momentach tracimy kontrole nad soba,nad swoimi zachowaniami.Ja
                      zawsze myslałam,ze to jakis diabełek w srodku,jakas gorsz czesc mnie pcha mnie
                      ku obzarstwu...Nie,to ja sama chce zjesc to i owo.Ale ja tu jestem szefem,czy
                      ja zjem to mimo tego,ze nie powinnam.Tu powinna włączac sie nasza
                      kontrola,swiadomosc...itd.Z moja psycholog pracuje nad odzyskaniem kontroli
                      przede wszystkim.To nie jest łatwe,ale widze postepy...:)
                      Trzymajcie sie kobietki,dzis brykam do mojej psycholoszki...:)
                      Aga
                      • szczesliwawa Re: Dzień trzeci 25.10.04, 11:36
                        Cholerstwo działa na zasadzie termostatu... Się włącza i już... I nie daj bóg,
                        jak sie w sklepie włączy. Bo hamulec pt. co sobie pomyśli kasjerka przestaje
                        działać... Bo wtedy lotem błyskawicy przebiega przez czaszke myśl, że a co to
                        kogo obchodzi, a co tam, wolno mi, w końcu za swoje pieniądze cos się od życia
                        należy itd.
                        Odzyskiwanie kontroli to powolny proces. Od dawna nie chodzę głodna do sklepu,
                        żeby nie prowokować napadu, jak już mam napad (zazwyczaj w warunkach domowych
                        dopada mnie ządza kanapek), w braku chleba zapycham głoda tekturką... czasem,
                        niestety, smażę te cholerne racuchy, podpłomyki, naleśniki. Ale ponieważ na nie
                        trzeba poczekać, czasem, o dziwo, atak mija... a czasem nie... I jest pełny
                        wypas... i żal... eh...

    • szczesliwawa Dzień czwarty 25.10.04, 19:57
      Zwiększyłam dawkę. nie zaobserwowałam zmian. jutro wracam do poprzedniej. Byłam
      na zakupach. Kasiolda pisała, że nieświadomie wybiera cukry w czasie napadów.
      Nawet nie zdawa`lam sobie srawy, że te makarony, chlebki, bułeczki to te`z
      cukier. Niby wiedziałam, ale jakoś wydawało mi się No nic, kupiłam różne
      strączkowe i usupełniam składniki mineralne. Trochę późno zjadłam ostatni
      posiłek dzisiaj, bo koło 19. Ale i tak spać chodzę późno. Aha, jestem z siebie
      dumna. Zostawiłam 1/3 porcji na talerzu. No i jak dotąd około 10 fajek. Nie
      jest źle. i śniadanie było, wysokobiałkowe, i warzywno-owocowy obiad i
      soczewicowo - brokułowa kolacja.
      • kasiolda Re: Dzień czwarty 25.10.04, 22:45
        gratuluje szczesliwawa..cztery dni..no no..oby tak dalej..
        a moj drugi dzien..ale nie wiem czy dam dalej rade..psychicznie nie wyrabiam..a
        u ciebie jak z psychika???
        • szczesliwawa Re: Dzień czwarty 25.10.04, 23:58
          >
          > u ciebie jak z psychika???
          Wiesz, biorę leki na głowe ;-) Więc czuję się "normalnie", o ironio. Jestem
          bardzo spokojna, niezdenerwowana, nieagresywna. Żadna euforia, ale uczucie
          równiny, bez górek i dołków. Ani nie apatia. Jest energia, chęć działania (może
          nie tyle chęć, ile nie niemoc)Coś jakby silna wola? Nie wiem, jak się silna
          wola objawia ;-). No i nastawiam się na rzucanie śmierdziuchów w niedzielę,
          więc przyda mi się spokój. Chyba dawno się tak po prostu normalnie nie czułam.
          Wprawdzie w sklepie przesadziłam, ale w dobrą stronę, warzywno-owocowo-
          strączkową. Tylko kiedy szłam wzdłuż słodyczy i mijałam takie kulki w
          czekoladzie które kiedyś bardzo lubiłam, musiałam iść z wózkiem bliżej drugiego
          regału, z soją i takimi tam. Więc niewielkie zwycięstwo.
          Nie gratuluj, jeszcze nie czas...
          Kurczę, zaczynam wierzyć w farmakologię...
          Kasiolda, a Ty paląca jesteś? (nie wydaje mi się, mam rację?)
          A co Ci się robi w psyche? I dlaczego się robi?
          Niech moc będzie z Tobą ;-)
          Pozdrawiam
          Sz
          • kasiolda Re: Dzień czwarty 26.10.04, 09:43
            dobrze ci sie nie wydaje..nie pale..nie ciagnie mnie..pare razy sprobowalam i
            nic..zwykle do piwa..dziwne troche,ale wlasnie sobie uswiadomilam ze nie jest
            tak zle,myslalam ze jestem slaba,ze wpadam w uzaleznienia szybko,z jednego w
            drugie..ale od fajek trzymam sie daleko..zawsze to cos..
            a kiedy bedzie czas???
            dlaczego??nie wiem..zawsze taka byla..smutna,byle czym sie
            przejmowalam..nadwrazliwa..jakos tak czuje ze to wszytsko..ze sobie nie
            poradze..ze nie jestem taka jaka chcialabym byc,patrze na innych ludzi i
            zazdroszcze im,tego ze sa jacys,ze nie poddaja sie,ze umieja cos zalatwic,maja
            znajomych,latwo nawiazuja kontakty,sa lubiani tak po prostu,za to jakimi sa,ja
            zawsze musialam cos zrobic,zeby czuc sie akceptowana...ehh i czesto mnie takie
            cos nachodzi,ale dzisiaj rano obudzilam sie w lepszym nastroju,nowy
            dzien.czyste konto..jeszcze nic zlego sie nie przydarzylo,ale boje sie,ide do
            lekarza..i bede musiala jej powiedziec ze cierpie na bed..ciekawe jak
            zareaguje...
            i z Toba tez..
            • szczesliwawa Re: Dzień czwarty 26.10.04, 13:14
              Dobrze, że nie palisz... to gorsze do zwalczenia niż kompulsy. I do piwa też
              nie pal, bo tak sie często zaczyna.
              > a kiedy bedzie czas???
              Na gratulacje? Wtedy, gdy nie będę palić, mieć ochoty na palenie, objadać się,
              żeby zrekompensować cokolwiek (choćby rzucanie śmierdziuchów czy poczucie
              odrzucenia) i nie będę brała leków. Czyli jeszcze jakieś, przy najlepszych
              układach, z pół roku... Mam nadzieję, że mnie stąd nie wyrzucicie z tym moim
              pamiętniczkiem?

              > zazdroszcze im,tego ze sa jacys,ze nie poddaja sie,ze umieja cos
              zalatwic,maja
              > znajomych,latwo nawiazuja kontakty,sa lubiani tak po prostu,za to jakimi
              sa,ja
              Myślisz, że oni mają to ot tak, sami z siebie? Wiesz, jakaś część ludzi jest
              fajnie wyposażona przez rodzine w pewność siebie, energię czy śmiałość. Ale mam
              wrażenie, że znakomita większość musi te cechy w sobie wypracowywać. Mam
              kumpelę, przepozytywny człowiek, śmiała, wygadana, pewna siebie. Tak mniej
              więcej, od czasów późnego liceum. Wcześniej - zahukana, szara myszka. Mówiła
              mi, że pewnego dna stwierdziła, że nieśmiałość się nie opłaca. I konsekwentnie
              się z niej wyleczyła. Mnie wyleczyło szybkie usamodzielnienie się. No,
              powiedzmy, zaleczyło, bo kiedy wiem, że ktoś może zrobić coś za mnie, cofam sie
              do stanu pt. "ale ja się boję, nie wiem, nie umiem, wstydzę się".
              Cieszę się, że masz dobry nastrój z rana :-)
              Wcześniej pisałaś, chyba nawet kilka razy, że ludzie Cie ignorują, pomijają,
              nie słuchają. Może musisz ich zmusić do słuchania. Wiesz, rodzina traktuje
              swoich członków jakoś stale przez wiele lat. Jeśli są przyzwyczajeni z jakichś
              powodów do ignorowania Ciebie czy pomijania, zmuś ich, żeby Cię słuchali. Mów
              do nich, do skutku. Zastosuj triki socjotechniki, mów na stojąco, gdy oni
              siedzą, pomoże Ci to odzyskać trochę pewnosci siebie. Zrób im jazdę pod
              tytułem "WASZA CÓRKA JEST CHORA I POTRZEBUJE POMOCY".
              Rodziny dziewczyn chorych na anoreksję chodzą na terapie, rodziny alkoholików
              też. Jak myślisz?
              Opowiedz koniecznie co się działo u lekarki... Też jestem ciekawa...
              Pozdrawiam
              • kasiolda Re: Dzień czwarty 26.10.04, 14:50
                > Dobrze, że nie palisz... to gorsze do zwalczenia niż kompulsy. I do piwa też
                > nie pal, bo tak sie często zaczyna.
                czyja wiem..bez papierosow mozna zyc,a bez jedzenia???
                ostatnio rzadko gdzies wychodze..na piwo tez..
                pol roku..oby tak bylo,ja sie boje ze nawet kilka lat nie starczy..
                >Mam nadzieję, że mnie stąd nie wyrzucicie z tym moim pamiętniczkiem?
                nie boj sie..nie pozwole na to..gdyby nie ty pisalabym a muzom..nie mialabym z
                kim prowadzic forumowych dialogow..fajnie ze jestes...
                > Myślisz, że oni mają to ot tak, sami z siebie? Wiesz, jakaś część ludzi jest
                > fajnie wyposażona przez rodzine w pewność siebie, energię czy śmiałość. Ale
                mam wrażenie, że znakomita większość musi te cechy w sobie wypracowywać.
                wiem,ale i tak im zazdroszcze..udalo mi sie i teraz nie maja problemow..a ja
                nie potrafie..boje sie byc pewna siebie..jestem przez chwile..mowie co
                mysle,odmawiam,a pozniej mam wyrzuty sumienia,ze bylam za ostra,ze nikt nie
                bedzie mnie lubil..ze smiesznie to wyglada..nie potrafie tak dlugo wytrwac..

                >bo kiedy wiem, że ktoś może zrobić coś za mnie, cofam sie
                > do stanu pt. "ale ja się boję, nie wiem, nie umiem, wstydzę się".
                mam tak samo,to znaczy gdy musze byc samodzielna,to staram sie
                walczyc,pytac,angazowac sie,ale tak mnie to meczy,ze potem wracam to bycia
                dzieckiem ktore chce zeby je prowadzic,powiedziec co ma robic,czy to co zrobilo
                bylo dobre i co ma w sobie poprawic..potrzebuje gotowej recepty jak byc
                szczesliwa,byc lubiana,spelniona..nie ma czegos takiego niestety..a cokolwiek
                sama wymysle..i tak nie jestem z siebie zadowolona..
                nie..boje sie powiedziec ze jestem chora..tak masz racje..przyzwyczaili sie
                zeby mnie tak traktowac..zauwazylam ze ojciec ignoruje mnie,a ja nic nie
                mowie..sprawia mi przykrosc..nie protestuje..
                u lekarki?nic..weszlam powiedzialam w czym rzecz..nie nazwalam tego po
                imieniu,nie bylam do konca szczera..powiedzialam tylko ze mam duzy apetyt na
                slodycze i wszystko co zawiera cukier,ze jak nie zjem czegos takiego to jestem
                senna,bez energii,non stop chce mi sie pic i czesto latam do kibelka..i ze to
                podobno wina wysokiego cukru i ze chcialabym sie zbadac..wypisala skierowanie i
                tyle..martwie sie..szukalam troche na necie na ten temat..to moze byc
                cukrzyca..wszystkie objawy sie zgadzaja..ladnie bym sie zalatwila..
                zobaczymy..pojde jutro na badania..i wszystko sie wyjasni..
                mialam rano dobry humor,ale mnie opuscil...wiesz mam juz tego dosyc..ciaglego
                uzaleznienia nastroju od tego co mnie spotyka,jak ludzie sie wobec mnie
                zachowuja..dzisiaj mialam po wyjsciu od lekarza sie objesc..a dlaczego?
                bo nie zapytalam sie co za badania bede miec..balam sie,wypisala mi skierowanie
                i zamiast zapytac,powiedzialam dziekuje,do widzenia i ucieklam..wsciekla bylam
                na siebie..wymyslalam sobie po drodze..i strasznie mnie kusilo zeby wejsc do
                sklepu..ale sie udalo..poszlam naokolo zeby tamtedy nie przechodzic..pogadalam
                z mama jak wrocilam i wszystko mi wyjasnila co z tymi badaniami i uspokoilam
                sie..i tak w kolko..zwariowac mozna..pozdrawiam..
                • szczesliwawa Re: Dzień czwarty 26.10.04, 15:43
                  > czyja wiem..bez papierosow mozna zyc,a bez jedzenia???
                  No niby racja. Sama to kiedyś zauważyłam. Ale lekko nie jest, czy raczej nie
                  będzie...


                  > pol roku..oby tak bylo,ja sie boje ze nawet kilka lat nie starczy..
                  Heh, pół roku to wersja najbardziej optymistyczna. Ale nigdy nie wiadomo,
                  prawda?


                  > >bo kiedy wiem, że ktoś może zrobić coś za mnie, cofam sie
                  > > do stanu pt. "ale ja się boję, nie wiem, nie umiem, wstydzę się".
                  > mam tak samo,to znaczy gdy musze byc samodzielna,to staram sie
                  > walczyc,pytac,angazowac sie,ale tak mnie to meczy,ze potem wracam to bycia
                  > dzieckiem
                  O to to... nie dorastanie... brak kontroli nad najbardziej istotnymi sprawami
                  własnego życia... uzależnienie od innych osób; mimo, że to najbliższa rodzina,
                  taka sytuacja chyba jednak nie jest zdrowa, chociaż bardzo typowa.

                  > potrzebuje gotowej recepty jak byc
                  > szczesliwa,byc lubiana,spelniona..nie ma czegos takiego niestety..
                  A kto nie potrzebuje??

                  > nie..boje sie powiedziec ze jestem chora..
                  Może jeszcze nie nadszedł odpowiedni moment. A Twoja psycholog ma jakieś zdanie
                  w tej sprawie?


                  > u lekarki?nic..weszlam powiedzialam w czym rzecz..nie nazwalam tego po
                  > imieniu,nie bylam do konca szczera..powiedzialam tylko ze mam duzy apetyt na
                  > slodycze i wszystko co zawiera cukier,ze jak nie zjem czegos takiego to
                  jestem
                  > senna,bez energii,non stop chce mi sie pic i czesto latam do kibelka..i ze to
                  > podobno wina wysokiego cukru i ze chcialabym sie zbadac..wypisala skierowanie
                  i
                  >
                  > tyle..martwie sie..szukalam troche na necie na ten temat..to moze byc
                  > cukrzyca..wszystkie objawy sie zgadzaja..ladnie bym sie zalatwila..
                  Oj, mam nadzieję ze jeszcze nie... Może bardzo rozregulowana gospodarka
                  cukrami... Cholerne cukry, błędne koło z którego ciężko się wyplątać...
                  Pamiętam, jak na początku studiów doprowadziłam się niemal do ruiny... Późno
                  kładłam się spać, wstawałam za późno, żeby zjeść śniadanie, piłam kawę z cukrem
                  i leciałam na zajęcia. Koło południa robiłam się baaardzo głodna, ale
                  wiedziałam, że za chwilę będę w domu. Wracałam i gotowałam makaron (bo
                  najszybciej) i do tego jakieś mięcho. Oczywiście jadłam mnóstwo, bo przecież
                  byłam głodna. Potem robiłam się potwornie senna, więc zasypiałam na kilka
                  godzin. Budziłam się pod wieczór, piłam kawę. Oczywiście nie mogłam zasnąć do
                  późna. No i robiłam się głodna, więc jadłam jakąś kolacje typu kanapki czy
                  makaron, jeśli został z obiadu. No i budziłam się za późno i nie głodna...
                  Czasem na uczelni wrzucałam jakąś bułę czy pączka... Ech... Oczywiście, przy
                  okazji napadów sytuacja się zmieniała. Wtedy właśnie miewałam napady
                  słodyczowe...
                  > zobaczymy..pojde jutro na badania..i wszystko sie wyjasni..
                  Trzymam kciuki, żeby to jednak nie była cukrzyca. Ale teraz to już ostatni
                  dzwonej, żeby rzucić cukier... Nie wyeliminować całkowicie, ale rozejrzeć się,
                  które cukry są dla organizmu dobre, a które powodują hipoglikemię (czy
                  hiper...? nie jestem pewna). Indeksy są na stronach o Montignac'u. Zawsze to
                  jakaś wskazówka. Ja chyba z okazji zapoznania się z zasadami montignaca (nocne
                  audycje w trójce) zaczęłam panować bardziej nad sobą i zaczęłam zmieniać
                  przyzwyczajenia. Ale to było dawno... Dlaczego wróciłam do złych nawyków ze dwa
                  lata temu? nie wiem...

                  > dzisiaj mialam po wyjsciu od lekarza sie objesc..a dlaczego?
                  > bo nie zapytalam sie co za badania bede miec..balam sie,wypisala mi
                  skierowanie
                  > i zamiast zapytac,powiedzialam dziekuje,do widzenia i ucieklam..wsciekla
                  bylam
                  > na siebie..wymyslalam sobie po drodze..i strasznie mnie kusilo zeby wejsc do
                  > sklepu..ale sie udalo..poszlam naokolo zeby tamtedy nie przechodzic..
                  No to, kochana, powód do zadowolenia, prawda? Po pierwsze, wiedziałaś, dlaczego
                  chcesz się objeść a po drugie, powstrzymałaś się. Przecież w amoku żadne
                  obchodzenie sklepu by nie pomogło... Owszem, ułatwiło nie objedzenie się, ale
                  to Ty kierujesz swoimi krokami i pokierowałaś je z daleka od sklepu... BRAWO.
                  Pozdrawiam i życzę dobrych wyników badań,
                  Sz
                  • kasiolda Re: Dzień czwarty 26.10.04, 17:33
                    > Heh, pół roku to wersja najbardziej optymistyczna. Ale nigdy nie wiadomo,
                    > prawda?
                    prawda,ale lepiej o tym nie myslec,nie zapeszac..
                    > > potrzebuje gotowej recepty jak byc
                    > > szczesliwa,byc lubiana,spelniona..nie ma czegos takiego niestety..
                    > A kto nie potrzebuje??
                    no tak,tylko ze inni jakos sobie bez tego radza,a ja nie..gdybym miala ustalony
                    regulamin pt jak zyc,co robic,jak sie zachowywac w takiej a w takiej
                    sytuacji,ale nie ma czegos takiego,nie mozna generalizowac..
                    > > nie..boje sie powiedziec ze jestem chora..
                    > Może jeszcze nie nadszedł odpowiedni moment. A Twoja psycholog ma jakieś
                    zdanie
                    >
                    > w tej sprawie?
                    ma,nie naciska,ale poradzila zeby powiedziec,ze to element terapii,ze nie wolno
                    sie z tym ukrywac..ale ja wolalabym wogole nie mowic,wyleczyc sie i nie
                    powiedziec ze cos takiego bylo..
                    a co studiujesz??
                    bede sie starac..czytalam gdzies ze trzeba jesc duzo bialka,ze pomaga spalic
                    tluszcz i obniza poziom cukru we krwi..o montignacu slyszalam...
                    zjadlam przed chwila dwie grascie orzechow i jest mi bardzo bardzo
                    slodko..czyzby tez mialy duzo cukru??
                    tez mialas problem z tym czy tak sama z siebie zmienilas przyzwyczajenia??a jak
                    jest teraz?
                    w sumie nie wiem,to byl impuls,nie idz tam..a potem zdalam sobie sprawe ze w
                    ten sposob uratowalam sie przed napadem..a w domu juz mi przeszlo..rozmowa z
                    mama dala mi ulge..a teraz tylko kolacja i spokoj..jutro kolejny dzien
                    walki..moze tez sie uda??
                    dzieki ze jestes..lepiej sie czuje gdy moge z kims "pogadac",gdy ktos jeszcze o
                    mnie pamieta i wspiera..jakby cos bylo nie tak,pisz..chetnie sie odwdziecze..
                    naisalam sobie zyciorys,a ile mnie to nerwowo kosztowlalo,nie masz
                    pojecia..tabulatory doprowadzaja mnie do szlau,nie umiem tego cholerstwa
                    uzywac..jutro wydrukuje i zaniose..moze dostane prace..
                    3maj sie..
                    • szczesliwawa Re: Dzień czwarty 26.10.04, 19:10
                      > regulamin pt jak zyc,co robic,jak sie zachowywac w takiej a w takiej
                      > sytuacji,
                      Taka instrukcja obsługi Kasioldy; postępowanie zgodnie z instrukcja umożliwi
                      długie bezawaryjne działanie? ;-)

                      > a co studiujesz??
                      Kulturoznawstwo, wcześniej angielski (koledż)
                      > czyzby tez mialy duzo cukru??
                      Jest cukier i cukier; specjalistą nie jestem, ale trzeba by się przyjrzeć
                      cukrom prostym (m.in glukoza, fruktoza) i złożonym (m.in sacharoza).
                      Cukrów jest cała masa, ale niektóre spalamy i przerabiamy na energię (mózg
                      odżywia się wyłącznie cukrem), inne służą do trawienia np. białek czy innych,
                      jeszcze inne zmieniają się w tkankę tłuszczową. A z indeksem chodzi głównie o
                      podnoszenie się po posiłku ilości cukru we krwi a potem wydziela się insulina i
                      cukier spada. Z tym, że jeśli cukru jest za dużo i za często, te skoki są zbyt
                      gwałtowne, trzustka nie wyrabia z produkcją insuliny i dzieją się różne groźne
                      rzeczy. No i jak poziom cukru we krwi po gwałtownej dostawie spada, organizm
                      chce go podnieść i czasem apetyt na coś slodkiego wynik właśnie stąd. Aha,
                      jeśli po posiłku ok pół godziny chce Ci się poootwornie spać, oznacza to, że
                      nie jset dobrze. Tzn, cukier z insuliną wariują we krwi. Więc dobrze robi, na
                      początek, sprawdzenie indeksów różnych pokarmów, no i cóż... Ograniczaniu ich w
                      mądry sposób. Może poszukam jakichś linków i zamieszczę... Wiesz, bo ja sie na
                      tym nie znam, ja tłumok humanista ;-)
                      > tez mialas problem z tym czy tak sama z siebie zmienilas przyzwyczajenia??a
                      jak
                      >
                      > jest teraz?
                      Teraz jest ok (leki ;])
                      Oj, miałam problem, miałam... nadal mam, tylko jakoś na razie mi idzie (puk puk
                      w niemalowane)... jak ja to zmieniłam... jakoś kilka razy poszłam głodna spać,
                      rano jadłam jakieś śniadanie typu jajka, twarożek... bez chleba.
                      Wiem, co mi pomogło... Przypomniałam sobie, eureka. ZUPY. Zaczęłam robić
                      przeróżne zupy warzywne, z mięsem i bez mięsa. Ale bez ziemniaków, makaronu i
                      ryżu (jesli ryż czy kasza, to naprawdę minimalna ilość - do łyżki na gar zupy),
                      bez sztucznych przypraw typu Vegeta (cukier). Za to mnóstwo warzyw, czasem
                      posiekanych, czasem startych, posiekane gotowane mięso...Przyprawiane po
                      mojemu, na ostro... Baaardzo sycące, łatwe do dawkowania i nie usypiające.
                      I po jakimś czasie zaczęłam próbować komponować sensowne posiłki... Schudnąć
                      nie schudłam, ale też nie o schudnięcie mi chodziło. Aha, no i nie przytyłam.
                      Za to, mówiłam, napady na słodycze minęły daaawno. Jakoś tak jak mnie naszło na
                      słodkie, robiłam popcorn z solą na przykład lub racuchy (ok, z cukrem, ale
                      podejrzewam, że nie w takiej dawce jak w batonach) No i uwierzyłam, szczerze i
                      w głębi serca, że baton to nie jest przekąska dla głodnego. Batony są be.
                      Uzależniają. Wielkie koncerny uzależniają ludzi po to żeby robić fortuny. -
                      Takie moje afirmacje ;-) Jasne, jak sie bardzo chciało słodkiego, to kupowałam.
                      Ale zauważyłam, że jeśli kupiłam kinder bueno powiedzmy, w poniedziałek, to we
                      wtorek chęc kupienia batonika była wieksza. W środę kupowałam juz tabliczkę
                      czekolady. I trzeba było się odtruwać i wściekać przez kilka dni zanim
                      przeszło. Aha, te same objawy miałam, jak jeszcze zdarzało mi się pić napoje
                      gazowane typu Cola czy Pepsi. Light czy full flavour, bez znaczenia... No i z
                      bąbelkowanych (jakichkolwiek) zrezygnowałam. Nawet woda bez bąbelków.

                      > uzywac..jutro wydrukuje i zaniose..moze dostane prace..
                      trzymam kciuki
                      • kasiolda Re: Dzień czwarty 26.10.04, 21:41
                        dokladnie o to mi chodzilo ;)))
                        hehe no prosze..tak sie sklada ze w tym roku probowalam sie dostac do koledzu
                        tez na angielski..zdalam ustny i pisemny,ale zabraklo punktow..za rok
                        sprobuje..chce byc tlumaczem..
                        jeszcze raz dzieki za linki..
                        zup niestety nie lubie...
                        i wstyd sie przyznac...nie dalam rady..zawalilam..zaraz jak tylko drzwi sie
                        zamknely za tatem,pobieglam do lodowki..no i oczywiscie rzucilam sie na ser
                        zolty,ketchup i bialy chleb,ktore maja duzo cukru..mam nadzieje ze nie mam
                        cukrzycy..bo nie wiem jak skoncze..
                        wkurzona jestem i za to ze sie objadlam i ze brat mnie drugi raz olal i ze
                        wogole nikogo nie obchodze..czuje chlod..z kazdej strony..wiem ze nie jestem
                        bez winy,ze nie mozna tylko brac,trzeba tez cos z siebie dawac...daje..ale
                        czasami to jest ponad moje sily..interesowanie sie innymi,ich problemami,a nikt
                        nie pyta o mnie..gdy jestem ignorowana,otrzymuje zdawkowe odpowiedzi..nie
                        krzykne,nie tupne noga,tlumie to w sobie..poplakalam sobie troche..i jakos tak
                        lzej..i poprawil mi sie humor jak zobaczylam ze dla mnie wyszukalas stronki o
                        Montignacu..to bylo bardzo mile..rzadko sie zdarza..zwykle to ja robie komus
                        takie prezenty..a gdy kogos prosze o pomoc,to nie uzyskuje tego co chce,albo
                        uzyskuje z opoznieniem,musze sie o to upominac..dlatego wole zrobic cos po
                        swojemu,nie byc uzalezniona od kogos..
                        zastanawiam sie teraz czy z ta praca to dobry pomysl,jak teraz nie daje sobie
                        rady,gdzie kontakty z ludzmi mam minimalne,a w pracy non stop bede obslugiwac
                        ludzi,nie uciekne przed tym..niektorzy potrafia byc niemili..
                        pozdrawiam
                        • szczesliwawa Jak można nie lubić zup? Zgroza ;-) 26.10.04, 22:49
                          > sprobuje..chce byc tlumaczem..
                          Popatrz, popatrz, czyżby BED było chorobą zawodową? ;-)
                          Ha, mam Cię... Chcesz być tłumaczem. Na pewno chcesz? Wiesz, jest to coś do
                          czego można dążyć, co można chcieć osiągnąć. I nie jest bardzo trudne :-) Takie
                          trochę trudne w subiektywnej skali trudności...

                          > jeszcze raz dzieki za linki..
                          Absolutnie niezamaco :-)

                          > zup niestety nie lubie...
                          W tym punkcie, koffana, to sie zgodzić nie mogę. Powiem więcej. Protestuję.
                          Zupy o jakich mówię, to nie zupy mamy typu pomidorowa czy rosół, ale zupy z
                          przeróżnymi warzywami, papryką, czuszką, w zasadzie im bardziej kolorowo i
                          różnorodnie, tym lepiej. Do tego przyprawy... mniam... Jeśli a priori nie
                          lubisz zup i już, to trudno, nie dowiesz się co tracisz :p, ale jeśli masz
                          ochotę spróbować, mogę podesłać jakiś mój przepis...
                          > ..mam nadzieje ze nie mam
                          > cukrzycy..bo nie wiem jak skoncze..
                          No ja też mam nadzieję, że nie masz. Ale jesteś na dobrej drodze żeby w sobie
                          wyhodować to choróbsko... Ale, ale... cukrzyca to taka konkretna, prawdziwa
                          choroba, prawda? Łatwiej się do niej przyznać, każdy współczuje... Tylko,
                          kurna, od niej się umiera...


                          > lzej..i poprawil mi sie humor jak zobaczylam ze dla mnie wyszukalas stronki o
                          > Montignacu..

                          Cieszę się, że poprawiłam Ci humor. Tym samym Ty poprawiłaś humor mnie :-). I
                          jak miło jest... ;-)

                          > zastanawiam sie teraz czy z ta praca to dobry pomysl,jak teraz nie daje sobie
                          > rady,gdzie kontakty z ludzmi mam minimalne,a w pracy non stop bede obslugiwac
                          > ludzi,nie uciekne przed tym..niektorzy potrafia byc niemili..
                          > pozdrawiam


                          No pewnie, że dobry pomysł. Zyskasz trochę niezależności, może nawet pewności
                          siebie, poznasz różne typy ludzkie, może się uodpornisz... Wiesz, co nie
                          zabija, wzmacnia. A praca raczej Cie nie zabije... może kilka razy popłaczesz
                          sobie w drodze do domu, ale i z pewnością będziesz miewać dni zabawne, miłe...
                          wreszcie, nudne. Trzymam kciuki, opowiedz, jak poszło.
                          Pozdrawiam,
                          Sz
                          • kasiolda Re: Jak można nie lubić zup? Zgroza ;-) 27.10.04, 09:44
                            > Popatrz, popatrz, czyżby BED było chorobą zawodową? ;-)
                            moze moze..who knows?
                            > Ha, mam Cię... Chcesz być tłumaczem. Na pewno chcesz? Wiesz, jest to coś do
                            > czego można dążyć, co można chcieć osiągnąć. I nie jest bardzo trudne :-)
                            >Takie trochę trudne w subiektywnej skali trudności...
                            nie rozumiem do czego zmierzasz...lubie to..ostatnio bawie sie ze czytam
                            ksiazke po polsku i kazde zdanie tlumacze sobie na angielski..staram sie
                            przynajmniej..czytam tez po angielsku..fajna rzecz..i wlasnie to chcialabym
                            robic..tlumaczyc ksiazki..marzy mi sie zeby kiedys przetlumaczyc na nowo Wladce
                            Pierscieni..a ty jakie masz plany na przyszlosc..marzenia poza oczywiscie
                            checia wyzdrowienia..?
                            no wlasnie ze mna jest odwrotnie..o ile pomidorowa czy ogorkowa,alebron Boze
                            rosol moge przebolec..o tyle takie warzywne,fasolowe,wiosenne itp. nie..mama
                            czesto gotuje sobie takie zupy,ale ja ich nie trawie..moze to kwestia tego ze
                            nie smakuja mi jak mama je robi..mozesz podeslac jakis przepis..sprobuje zrobic
                            swoja zupe..moze bedzie mi smakowac...
                            > Ale jesteś na dobrej drodze żeby w sobie
                            > wyhodować to choróbsko... Ale, ale... cukrzyca to taka konkretna, prawdziwa
                            > choroba, prawda? Łatwiej się do niej przyznać, każdy współczuje... Tylko,
                            > kurna, od niej się umiera...
                            wiem..dlatego bede sie starala ograniczac slodycze..dzisiaj na sniadanko
                            zamiast chleba serek wiejski..wiecej bialka..i bede pilnowac indeksow
                            glikemicznych..i bedzie dobrze mam nadzieje..a z cukrzyca masz racje..zawsze mi
                            sie marzylo zeby byc powaznie chora zeby inni mi wspolczuli,opiekowali sie
                            mna,martwili o mnie,ale teraz juz nie chce..to nie jest fajne..mimo wszystko
                            trzymam sie zycia..mimo ze czasem mowie ze chcialabym umrzec,ale gdzies
                            podswiadomie mowie sobie ze nie teraz,ze nie wszystkie sprawy sa zalatwione,ze
                            jeszcze nie jestem soba,nie zyje prawdziwie..
                            > Cieszę się, że poprawiłam Ci humor. Tym samym Ty poprawiłaś humor mnie :-). I
                            > jak miło jest... ;-)
                            tak..to naprawde mile..i kiedy zagladam na forum i widze mnostwo nowych wpisow..
                            dzieki Tobie i reszcie forumowiczek...
                            > No pewnie, że dobry pomysł. Zyskasz trochę niezależności, może nawet pewności
                            > siebie, poznasz różne typy ludzkie, może się uodpornisz... Wiesz, co nie
                            > zabija, wzmacnia. A praca raczej Cie nie zabije... może kilka razy popłaczesz
                            > sobie w drodze do domu, ale i z pewnością będziesz miewać dni zabawne,
                            miłe...
                            > wreszcie, nudne.
                            tak..masz racje..wczoraj podlapalam dola i oczywiscie wszystko widzialam w
                            czarnych barwach..a teraz juz tak nie mysle..nie da rady inaczej..tylko w
                            kontaktach z ludzmi mozna sie nauczyc jak z nimi zyc,zachowywac sie itp.
                            na nic obiecywanie sobie bede taka i taka,juz nigdy nie pozwole zeby..kiedy w
                            praktyce sie tego nie stosuje..
                            podanie zloze jutro...mam klopot bo nie mam gdzie go wydrukowac..mam nadzieje
                            ze dzisiaj sie uda..i jutro napisze co i jak,kiedy bede wiedziec czy sie
                            nadaje..na badaniach bylam..wyniki odbiore jutro..a do lekarza pojde
                            pojutrze..szkoda bo chcialabym wiedziec juz teraz,ale nie da rady..jakos
                            wytrzymam..ale przynajmniej jak bede w niepewnosci ze to moze byc cukrzyca to
                            bede sie pilnowac z cukrem..
                            ja 3mam kciuki za ciebie....beznadziejna pogoda co??


                            • szczesliwawa Przepis na zupę 27.10.04, 21:05
                              > >Takie trochę trudne w subiektywnej skali trudności...
                              > nie rozumiem do czego zmierzasz...
                              Już tłumaczę. Pisałaś kilka dni temu, że nie wiesz, czego chcesz, co lubisz
                              robić, że ciągle zmieniasz zamiary, nic stałego. Mam wrażenie, że poczułaś się
                              zaatakowana przeze mnie, ale absolutnie nie chciałam Cie atakować ani
                              wypytywać, co robisz, by ten cel osiągnąć. Chciałam jedynie zwrócić Twoją uwagę
                              na fakt, że masz jakiś cel, więc masz do czego dążyć i co chcieć osiągnać :-)
                              Więc jakiś element stały w ciągle zmieniajacych się wizjach przyszłości.

                              > ..marzy mi sie zeby kiedys przetlumaczyc na nowo Wladce
                              >
                              > Pierscieni..
                              No i wspaniałe marzenie :-) Życzę powodzenia :-)

                              > a ty jakie masz plany na przyszlosc..marzenia poza oczywiscie
                              > checia wyzdrowienia..?
                              A ja ciągle zadaje sobie pytanie, kim chcę zostać jak dorosnę :-)
                              Trochę mnie to martwi, ale tylko trochę.

                              > swoja zupe..moze bedzie mi smakowac...
                              No to zupa.
                              Najpierw trzeba zdecydować, na czym zupę. Jeśli lubisz miesko, to potrzebujesz
                              kawałek mięsa, w zasadzie dowolnego, oczywiście najlepiej jakieś chude,
                              kurczak, indyk. Jeśli z kością, po obgotowaniu trzeba będzie oddzielić kości,
                              mięsko w kawałki i z powrotem do gara.
                              Jeśli nie lubisz mięsa, to standardowo, kostka rosołowa.
                              I gotujemy.

                              Warzywa.
                              Lubisz pikantne potrawy?
                              Jeśli tak, kupujesz jedną papryczkę czuszkę (taka czerwona, ostra, wielkości
                              palca).
                              Papryczkę myjesz. Pestek nie wyrzucasz. Im bardziej azbestowe gardło, tym
                              więcej papryczki można wrzucić. Jeśliś nienawykła, to tak kawałek wielkości od
                              czubka na ok 1 centymetr. Cała czuszka może trafić do zupy na poziomie dla
                              zaawansowanych ;-) Część czuszki która ma skończyć w zupie siekasz drobniutko i
                              odstawiasz. MYJESZ RĘCE, bo jak oko zatrzesz, będziesz płakać pół godziny.

                              No a teraz reszta składu:
                              normalna papryka w dowolnym kolorze
                              cebula
                              kilka ząbków czosnku
                              marchewka 1 większa lub dwie małe. Lub inna ilość ;-)
                              por
                              seler
                              pietruszka
                              kalafior albo brokuła (chyba, że nie lubisz. Aha, ja zawsze sparzam kalafiora i
                              brokułe i tobie też radzę. )
                              kilka pieczarek w ćwiartki lub grube plasterki krojonych
                              I prawie każde inne warzywo jakie masz pod ręka, oprócz kukurydzy.

                              Warzywka myjesz. I tu jazda dla warzywofobików. Tzn, jeśli nie lubisz warzyw w
                              zupie i masz tendencję do omijania ich, trzeba Ci to uniemożliwić. A więc
                              trzesz na tarce/w malakserze (grube oczka): marchewę, selera i pietruchę.
                              Zresztą nawet jeśli lubisz warzywa w zupie, marchewę dobrze jest zetrzeć, zupa
                              się zagęszcza w ten sposób. W jak najcieńsze wiórki - półplasterki kroisz pora.
                              cebulę w drobna kosteczkę. Czosnek, jeśli lubisz, w kawałki, jeśli nie bardzo,
                              siekasz drobniutko i tyllko z jeden ząbek, jeśli całkiem nie lubisz, nie
                              dodajesz.
                              Paprykę w niewielkie kawałki.

                              Jeśli mięsko się podgotowało (tak kilkanaście minut), wyjmujesz, kroisz w
                              niewielkie kawałki i z powrotem do gara.

                              Warzywa wrzucasz uwzgledniając współczynnik twardości i wielkość kawałków.
                              tzn, najpierw wrzucamy największe warzywa. Po kilku minutach warzywa typu
                              kalafior/brokuła. Poten warzywa starte, czonek, czuszkę. Mały ogień.
                              I przyprawiamy:
                              Listek, ziele, sól, majeranek, pieprz czarny - raczej mus. reszta wg uznania -
                              moze być papryka w proszku, pieprz cayenne, curry, kminek, oregano... Co
                              lubisz. gaz pod garem malutki, w garze zamieszane, na garze pokrywka, tylko,
                              żeby para mogła uchodzić. próbujemy po jakichś kolejnych parunastu minutach.
                              jeśli mało słone, dosalamy, zamieszujemy. Jeśli najtwardsze warzywa są
                              miękkawe, mięso całkiem miękkie a w brzuszku burczy, nalewamy do miseczki.
                              Jemy. Jeśli za ostre, zwalamy na Szczesliwawe i przepijamy wodą. Jeśli za mdłe,
                              dosypujemy pieprzu.

                              No i info:
                              1. Nie mam pojęcia ile ta zupa ma kalorii.
                              2. Nie wiem, jaki jest jej IG, wydaje mi się, że raczej niski (gotowana
                              marchewka ma wysoki a reszta pikuś)
                              3. Po niej nie zauważyłam objawów senności, więc chyba nie jest źle.
                              4. Dla mnie jest pyszności
                              5. Smacznego :-)

                              No i pozdrowienia,
                              Sz







                              • kasiolda Re: Przepis na zupę 27.10.04, 21:27
                                dzieki za przepis..jutro sprobuje cosik poeksperymentowac..boje sie o moj
                                cukier a to co do tej pory jadlam na obiady ma wysokie IG..
                                > Już tłumaczę. Pisałaś kilka dni temu, że nie wiesz, czego chcesz, co lubisz
                                > robić, że ciągle zmieniasz zamiary, nic stałego. Mam wrażenie, że poczułaś
                                się
                                > zaatakowana przeze mnie, ale absolutnie nie chciałam Cie atakować ani
                                > wypytywać, co robisz, by ten cel osiągnąć. Chciałam jedynie zwrócić Twoją
                                uwagę
                                >
                                > na fakt, że masz jakiś cel, więc masz do czego dążyć i co chcieć osiągnać :-)
                                > Więc jakiś element stały w ciągle zmieniajacych się wizjach przyszłości.
                                hmm musze sie przynac,ze poczulam sie zaatakowana..ze tylko sie oszukuje ze
                                chce byc a tak naprawde to nie wiem czego chce...mialabys racje..moze sobie
                                wmawiam...moze to nie jest to w czym bede dobra,moze to mi sie znudzi za jakis
                                czas..ale teraz tak mysle..wlasnie ze to nie jest nic stalego..troche sie
                                martiwe..bo u mnie to sie zmienia czesto to znaczy ostatnio tak waham sie
                                miedzy turystyka i rekreacjaczyli tym co studiuje a anglistyka ktora chcialam
                                studiowac..ale sie nie dostalam i wtedy pomyslalam z to jest znak,ze sie nie
                                nadaje,ze moze za krotko uczylam sie angielskiego ze porywam sie z motyka na
                                ksiezyc..i postanowilam sie skupic na turystyce..ale teraz widze ze to nie jest
                                to..i znouw mysle o anglistyce...sprobuje za rok..jak sie nie uda..to
                                definitywnie dam sobie spokoj..
                                masz racje z tym celem..bylo mi latwiej gdy sie uczylam do egzaminow..gdy
                                poswiecalam duzo czasu na angielski..a potem sie zniechecilam..zdolowalam ze
                                zmarnowalam czas,ze moze uwierzylam w cos w co nie powinnam..a teraz to juz nie
                                wiem co o tym myslec..chce sprobowac..
                                a anglistyke jak dlugo studiowalas??ciezko bylo??wczesniej ile sie uczylas
                                jezyka?moglabys dac mi jakies wskazowki..mam duzy problem z mowieniem..jak
                                sobie z tym radzilas?
                                3maj sie..i jestem pelna podziwu..jutro bedzie tydzien..zlecialo co...teraz to
                                z gorki..
                                • szczesliwawa Re: Przepis na zupę 27.10.04, 22:01
                                  kasiolda napisała:

                                  > dzieki za przepis..jutro sprobuje cosik poeksperymentowac..boje sie o moj
                                  > cukier a to co do tej pory jadlam na obiady ma wysokie IG..
                                  Wiesz, że jak podzielisz obiad na część węglowodanowo-warzywną i lipidowo-
                                  warzywną i zjesz w odstępie 3-4 godzin, to nie będzie problemu? Powiedzmy,
                                  makaron + sałatka a potem mięso + gotowane warzywa (oczywiście, żadnych
                                  panierek, bułek tartych itepe) Czasem się nie da podzielić, ale czasem się
                                  da :) No i zjesz więcej zieleniny :)

                                  moze to nie jest to w czym bede dobra,moze to mi sie znudzi za jakis
                                  Wszystko się może znudzić. Nie dowiesz się, jeśli nie sprawdzisz. A to fajny
                                  zawód może być. Tłumaczysz w samotności a jak masz dosyć, zaczynasz uczyć i
                                  masz kontakt z ludźmi. masz dość ludzi, tłumaczysz. Ok, nie przestawiasz sie z
                                  dnia na dzien, ale raczej w krótkim czasie.
                                  > to..i znouw mysle o anglistyce...sprobuje za rok..jak sie nie uda..to
                                  > definitywnie dam sobie spokoj..
                                  Spróbować zawsze warto. I co sie nauczysz, to Twoje. Więc w każdym wypadku
                                  wygrywasz. jeśli nie indeks anglistyki, to bezproblemowo zaliczony lektorat na
                                  turystyce.

                                  > wiem co o tym myslec..chce sprobowac..
                                  Spróbuj.
                                  > a anglistyke jak dlugo studiowalas??ciezko bylo??wczesniej ile sie uczylas
                                  > jezyka?moglabys dac mi jakies wskazowki..mam duzy problem z mowieniem..jak
                                  > sobie z tym radzilas?
                                  Jakoś przed studiami uczyłam się w sumie coś koło siedmiu-ośmiu lat. Ale nie
                                  sugeruj się tym. Jak pisałam, robiłam koledż, więc potem 3 lata.
                                  Jedyna rada na płynne mówienie to mówienie. innej możliwości nie ma. Jeśli Cię
                                  stać, polecam konwersacje z jakimś nativem. W wersji low-cost mozesz znaleźć
                                  jakąś studentkę 2 lub 3 roku koledżu lub anglistyki i mieć konwersacje z nią.
                                  Po pierwszym roku powinna mieć przyzwoitą wymowę, powinna się starać i
                                  wyszukiwać tematy do konwersacji. No i możesz być bardzo zadowolona. Ale nie
                                  wahaj się poprosić o jej indeks. Chodzi Ci o mówienie, więc sprawdź oceny z
                                  practical english - speaking, listening, reading, grammar; and conversation.
                                  Tylko trzeba będzie asertywnie o ten indeks poprosić. Nie martw się, jeśli
                                  osoba bedzie dobra, pokaze indeks, jeśli będzie udawać obrazoną księżniczkę,
                                  ciesz się, że nie będzie Cię uczyć.
                                  Moja metoda na przeamanie bariery i płynne mówienie była troche drastyczna.
                                  Wyjazd za granicę, hihi. Jak musisz gadać, to gadasz.

                                  Pozdrawiam ciepło,
                                  Sz
                                  • kasiolda Re: Przepis na zupę 27.10.04, 22:15
                                    > Wszystko się może znudzić. Nie dowiesz się, jeśli nie sprawdzisz. A to fajny
                                    > zawód może być. Tłumaczysz w samotności a jak masz dosyć, zaczynasz uczyć i
                                    > masz kontakt z ludźmi. masz dość ludzi, tłumaczysz. Ok, nie przestawiasz sie
                                    z
                                    > dnia na dzien, ale raczej w krótkim czasie
                                    zgadza sie..dzieki ze pomagasz mi we wszystkim znalezc cos pozytywnego..
                                    > Moja metoda na przeamanie bariery i płynne mówienie była troche drastyczna.
                                    > Wyjazd za granicę, hihi. Jak musisz gadać, to gadasz.
                                    tez mam to w planach..troche zaluje ze nie zrobila tego zaraz jak sie nie
                                    dostalam do nkjo,moglabym byc rok za granica..problemow z mowieniem napewno bym
                                    nie miala..a tak pozostaje mi wyjad w trakcie wakacji na 3-4 miesiace..dobre i
                                    to..zobacze jak z finansami czy dostane jakas prace czy nie..ale moze uda mi
                                    sie tez zanim wyjade wziac pare konwersacji z nativem albo jak radzisz z jakas
                                    studentka albo studentem ;)))
                                    a moge sie jeszcze o cos spytac...mam nadzieje ze teraz ja cie nie uraze..czemu
                                    zrezygnowalas z angielskiego i studiujesz kulturoznastwo..nie wiazesz
                                    przyszlosci z angielskim?aha i jakbys jeszcze mogla napisac gdzie bylas
                                    zagranica i jak dlugo..i jak bylo...mam nadzieje ze nie mecze cie tymi
                                    pytaniami..jak nie chcesz nie odpowiadaj..pozdrawiam rowniez..
    • szczesliwawa Dzień piąty 26.10.04, 19:55
      Jest dobrze. Dawki nie zmniejszyłam. Zjadłam niewielkie porcje dobrego
      jedzenia, ostatnie przed 18. I ciągle mam pełny brzuch. Muszę zmniejszyć
      porcje. Jutro. Mało palę. Jestem tak spokojna, że w ogóle nie ciągnie mnie,
      żeby przegryzać (co prowadzi do napadu).
      Trzymajcie kciuki. Ja też za Was wszystkie trzymam.
    • mostena Re: Działam! 27.10.04, 18:21
      1. To jest w tv nowa seria Gilmore Girls?!! A buuu!!! ;((( Ale nic to. Kupie
      sobie na dvd na amazon.com chociaz pierwsza. I bede ogladac NA OKRAGLO;)

      2. Jesli sama bylam gdziekolwiek, czy to w restauracji, czy McDonaldzie, czy
      wlasnie parku (lubie;)) - zawsze z ksiazka. Zreszta prawie zawsze mam przy
      sobie ksiazke 'na wszelki wypadek'.

      3. Nie pamietam, bo wlasnie rodzinka z zakupami wrocila i musialam pomoc;)
      Tyle, ze trzymam kciuki.
      • szczesliwawa Re: Działam! 27.10.04, 19:54
        mostena napisała:

        > 1. To jest w tv nowa seria Gilmore Girls?!! A buuu!!! ;((( Ale nic to. Kupie
        > sobie na dvd na amazon.com chociaz pierwsza. I bede ogladac NA OKRAGLO;)
        Grrrr ;-) Tylko się nie pochwal, że wiesz co dalej, bo bęcki będą ;-)

        > 2. Jesli sama bylam gdziekolwiek, czy to w restauracji, czy McDonaldzie, czy
        > wlasnie parku (lubie;)) - zawsze z ksiazka. Zreszta prawie zawsze mam przy
        > sobie ksiazke 'na wszelki wypadek'.
        Za książką można się schować, prawda? No i, niestety, przy czytaniu konsumuje
        sie więcej żarełka.

        > Tyle, ze trzymam kciuki.
        Dziękuję :-)

        Pozdrowienia,
        Sz
        • mostena Re: Działam! 27.10.04, 20:52
          Ale nie wiem! Tutaj nie ma, nie znaja tego w ogole, albo ja nie umiem znalezc.
          Ale ostatnio sie w najwiekszym sklepie z dvd pytalam, i tez nie bylo. Widzialam
          tylko te 3 serie, ktore byly w Polsce, ale tez niecale, co ktorys odcinek. A na
          niektore trafialam po kilka razy.
          Wiem juz, co mialam napisac - ze musze kupic sobie rolki;) Bardzo, bardzo
          lubie.
    • szczesliwawa Dzień szósty 27.10.04, 19:50
      Jest ok. Zadnych kompulsów, złych myśli... to już tyle dni. Aż trudno mi w to
      uwierzyć. Puk, puk... nie zapeszać. I wszystko to mimo, że miałam poślizgi w
      porach jedzenia. jak ja lubię moją pracę, szlag by to...
      Z fajkami gorzej, ale mam się nie denerwować. Tak ma być...
      • be81 Re: Dzień szósty 27.10.04, 22:04
        witajcie:) Miło was sie czyta:))))
        a mnie właśnie słodycze pomagają przetrwać ostatnie 2 tygodnie bez napadu:///
        tzn w tym rzecz,że jem po prostu to co lubię a akurat wolę zjeść małą
        czekoladkę niż zdrowszą zywność chocby w wielkich ilościach.Żadnych nakazów i
        zakazów póki co, jedynie pilnuję ilości.No i coś tam chudnę, więc wszystko jest
        okej.. jeśli o to chodzi.. a życie .. no coż bez asekuracji- objadania, ciężko
        z nim się zmierzyć zwłaszcza jak jest "dołujący"i stresujący okres.. więc
        uciekam tak jak Wy też pewno.. w książki, tv, pisanie..:))))))
        • szczesliwawa Re: Dzień szósty 27.10.04, 22:25

          > witajcie:) Miło was sie czyta:))))

          Cieszę się :))

          > a mnie właśnie słodycze pomagają przetrwać ostatnie 2 tygodnie bez napadu:///
          > tzn w tym rzecz,że jem po prostu to co lubię a akurat wolę zjeść małą
          > czekoladkę niż zdrowszą zywność chocby w wielkich ilościach.Żadnych nakazów i
          > zakazów póki co, jedynie pilnuję ilości.No i coś tam chudnę, więc wszystko
          jest


          Jakoś przeraził mnie ten fragment wyżej. Tzn, fajnie, że nie masz napadu,
          bardzo dobrze, że nie jesteś własnym katem i fajnie, że chudniesz. Gratuluję.
          ale. Kurcze, chciałabym się mylić, ale mam wrażenie że tak ogólnie jesteś lub
          bywasz na diecie głodówkowej? Tzn niskokalorycznej? Pilnowanie ilości jakoś tak
          mi sie skojarzyło. Jeśli się mylę, po prostu ochrań mnie za nadinterpretację i
          projekcje :) Ucieszę się. Wiesz, teoria, praktyka i obserwacje wskazują na
          fakt, że niemal każda z nas która stosowała diety głodówkowe okupiła to efektem
          jojo. Zatem bądź bardzo ostrożna, poczytaj sobie o mechanizmach działania
          różnych diet (ale nie na stronach reklamujących daną dietę, oczywiscie). U
          wielu właśnie jojo doprowadzało do kompulsywnego objadania się. No i są jeszcze
          anoreksja i bulimia do rozważenia. Każda z tych chorób istnieje naprawdę i
          łatwo się w nia wpada. Wiesz co, poszukam i wkleję jakiś tekst o mechaniźmie
          głodówek. Przeczytaj go, jak juz będzie, dobrze?

          > okej.. jeśli o to chodzi.. a życie .. no coż bez asekuracji- objadania,
          ciężko
          > z nim się zmierzyć zwłaszcza jak jest "dołujący"i stresujący okres.. więc
          > uciekam tak jak Wy też pewno.. w książki, tv, pisanie..:))))))
          A no, uciekamy, uciekamy. Az wreszcie nas dopada rzeczywistość i trzeba się z
          nią mierzyc. Taki banał, od siebie się nie ucieknie. A życie chyba już z
          definicji jest stresujące ;)
          Pozdrawiam ciepło i z troską,
          Sz
          • abacosun Re: Dzień szósty 27.10.04, 22:37
            Szczęśliwawa sedrecznie gratuluję już szóstego dnia!!
            • szczesliwawa Re: Dzień szósty 27.10.04, 23:04
              Dziękuję ostrożnie, coby nie zapeszać :)
          • be81 Re: Dzień szósty 28.10.04, 00:17
            bez obaw:)-w tych ilosciach i pilnowaniu się chodzilo mi żeby nie przekroczyć
            granicy , gdy zaczyna się napad.Ja po prostu chcę normalnie żyć, jeść to co
            chcę itd..dlatego nie interesuję się już dietami, bo wiem na ten temat aż za
            dużo,efekt jojo też już przerabiałam itd itp..
            ..a tak naprawdę to będzie super bez żadnego pilnowania się,bo nie chodzi o to
            by z czymś walczyć, ale w ogóle wyeliminować chęć objedzenia się. Myślę,że to
            jest możliwe. Same na pewno macie takie okresy, dni, miesiące.. kiedy
            czujecie ,że to nie jest Wam potrzebne do niczego. Gorzej z utrzymaniem takiego
            stanu przez cały czas.://
            Również gratuluję 6 dnia:-)))))))))
            • szczesliwawa Re: Dzień szósty 28.10.04, 08:52
              Aaa, jak tak to się cieszę. I zgadzam się z Tobą w calej rozciągłości. Trzymam
              kciuki za Twój sukces :)
              Dzięki za gratujację, odpukać ;)
              Pozdrawiam,
              Sz
        • kasiolda Re: Dzień szósty 28.10.04, 12:23
          czesc!!!
          >a życie .. no coż bez asekuracji- objadania, ciężko
          > z nim się zmierzyć zwłaszcza jak jest "dołujący"i stresujący okres.. więc
          > uciekam tak jak Wy też pewno.. w książki, tv, pisanie..:))))))
          niestety,ale trzeba temu stawic czola..i trzeba pamietac ze po nawet najogrszej
          burzy przychodzi zawsze slonce..bedzie dobrze..a moge wiedziec co piszesz?
          pozdrawiam
    • szczesliwawa Dzień siódmy 28.10.04, 19:38
      Humor jakiś blady. Jedzenie spoko. Fajek dużo. Dużo pracy. jutro ostatni dzień
      palenia.
      Muszę zrobić zakupy na weekend i święto trupa. będę spacerować.
      Zakupy jutro. tylko niby kiedy. po siódmej będę mogła wyjść dopiero. ehhh.
      • szczesliwawa Re: Dzień siódmy 28.10.04, 20:37
        Jestem śpiąca, zmęczona i GŁODNA. Przed szóstą zjadłam sporo zupy. Więc za
        późno na objaw przecukrzenia, nawet gdyby IG zupy było za wysokie, w co nie
        wierzę. Więc po dwóch godzinach od kolacji chcę jeść. w dzień też jadłam.
        opiszę to, chociaż nudno się takie zwierzenia czyta. ale jak to zobaczę, może
        coś mi się wyjaśni.

        0800: sok świeży z marchewy, kiwi, jabłka i pomarańczy.
        0900: jajecznica z 3 jaj. sałatka z kapusty pekińskiej, kilku rzodkiewek i
        łyżki jogurtu naturalnego bez cukru = miseczka. + kawa z mlekiem 0,5%

        1230: miska soczewicy skropionej sokien z cytryny.
        1630: sok z 2 słodkich gruszek i marchewki
        1730: duży talerz treściwej zupy + 2 gotowane skrzydełka z kuraka

        Kurcze, to dużo, czy mało? Jakoś nie jestem w stanie obiektywnie ocenić.
        Dziewczyny, powaga, boję się, że nie umiem normalnie jeść. boję się, że nie
        umiem wypośrodkować pomiędzy za dużo i za mało. Moje jedzenie dzisiaj wydaje mi
        się nie za mało. Ale nie wiem. Pomóżcie, proszę. wariuję. boję się, że ssie
        mnie napadowo. czy to głód?
        • kasiolda Re: Dzień siódmy 28.10.04, 21:51
          spokojnie..moze masz gorszy dzien..moze organizm jeszcze sie nie przestawil na
          normalne jedzonko..mnie tez sie zdarza,ze po kilku dniach normalnosci nagle
          zoladek wariuje i chodze glodna non stop..jutro bedzie lepiej..
          jak dla mnie duzo to to nie jest...to co zjadlas..
          i zdrowo..
          nie wiem z czego to wynika..taki nagly glod..nie wiem co ci poradzic..ja zwykle
          probuje to przezwyciezyc..nie jem wtedy..czasami fajnie jest poczuc glod..pusty
          plaski brzuch..ale decyzja nalezy do ciebie..mozesz czyms sie
          zapchac..najlepiej sokiem albo woda..
          mnie tez wlasnie ssie..i burczy mi glosno w brzuchu,ale powiedzialam sobie ze
          nie..ze nic juz nie jem..troche mi sie zoladek skurczy..poza tym boje
          sie..mialam ochote sie objesc..malo brakowalo..nie wiem jakbym zareagowal
          gdybym wziela cos do ust..tez jestem spiaca..zaraz sie klade
          spac..dobranoc..3mam kciuki..na twoja czesc hip hip hurra..tydzien minal..dasz
          rade..
          • szczesliwawa Re: Dzień siódmy 28.10.04, 22:34
            Dziękuję za maila, :-)

            > jak dla mnie duzo to to nie jest...to co zjadlas..

            Też mi sie tak wydaje. Uświadomiłam sobie, że znam tylko 2 tryby jedzenia -
            kiedy tyłam (bo a co mi tam, trzeci obiad mi nie zaszkodzi. i ciastko też nie ;-
            ]) i kiedy próbowałam się odchudzać - i ograniczałam ilość jedzenia o 60%.
            Bez ładu i składu. Ja nie wiem, ile pożywienia powinnam dziennie jeść, żeby
            było dobrze. Nie umiem jeszcze. Muszę się nauczyć. Tylko ciężko jest
            przestawiać się z 1 (góra 2) posiłków jak dla robotnika budowlanego w środku
            sezonu (w opcji pseudoodchudzającej ta sama ilość posiłków, ale jak dla
            czterolatki), na 4 lub 5 niewielkich posiłków, tak, żeby się najeść, nie być
            głodną, nie przejeść i żeby było zdrowe i urozmaicone. Poza tym nie bardzo mam
            czas na te wszystkie posiłki. Ale będę się starać.

            > nie wiem z czego to wynika..taki nagly glod..

            chyba po prostu trochę za mało zjadłam. Boję się, że jeśli dalej tak będzie, to
            nawet się nie spostrzegę a będzie jojo. A poza tym, bardzo chciało mi się pić :-
            ) Nie musiałam oszukiwać się wodą. Jestem lekko głodna, nie na tyle, żeby mi
            przeszkadzało, ale to, co miałam wcześniej, to było źle zrozumiane pragnienie.
            Woda załatwiła sprawę :-)

            > probuje to przezwyciezyc..nie jem wtedy..czasami fajnie jest poczuc
            glod..pusty
            >
            > plaski brzuch..
            Oj, tak. Ale bardzo niebezpiecznie. Przynajmniej dla mnie. Ja też lubię być
            lekko głodna. Ale u mnie kilka takich wieczorów z rzędu zawsze, ale to zawsze,
            kończyło się atakiem. A im więcej dni, tygodni byłam głodna, tym dłużej i
            intensywniej trwało obżarstwo. A ja już nie zniosę kolejnej fazy, ataków, złych
            nawyków, depresji, psującej się cery, ciągłej senności, wstrętu do samej
            siebie, mocnego postanowienia poprawy...
            Zatem dzisiaj nie będę jeść. Ale jutro zapewnię sobie więcej jedzenia,
            rozłożonego na cały wieczór. Żeby nie być głodną.


            > mnie tez wlasnie ssie..i burczy mi glosno w brzuchu,ale powiedzialam sobie ze
            > nie..ze nic juz nie jem..troche mi sie zoladek skurczy..poza tym boje
            > sie..mialam ochote sie objesc..malo brakowalo..nie wiem jakbym zareagowal
            > gdybym wziela cos do ust..tez jestem spiaca..zaraz sie klade
            > spac..dobranoc..3mam kciuki..

            Wiesz, jak burczy to chyba nie dobrze. Znaczy, że jest zupełnie puściutki.
            jakby mu wrzucić tekturkę albo jabłko, też by się kurczył. No i czymś by się
            zajął, zamiast na Ciebie krzyczeć.
            Ale jeśli miałoby to nie skończyć się na 1 tekturce a doprowadzić do napadu, to
            może niech sobie burczy.
            Mój zaczłą burczeć. zjem trochę serka wiejskiego... nie, idę spać.

            > na twoja czesc hip hip hurra..tydzien minal..
            dzięki. Miło, że zauważyłaś :-)

            > dasz rade..
            Ty też...
            • be81 Re: Dzień siódmy 28.10.04, 23:49
              Szczęśliwa wydaje mi się że,aby było dobrze( nie za dużo nie za mało) to po
              prostu nie trzeba tyle myśleć o jedzeniu- czyli nie analizować,nie ukladac co
              zjemy a co nie( sama nadal planuję z przyzwyczajenia ale mniej:).. w końcu
              dążymy do normalności:))jak sobie poradzimy już z problemem"jedzeniee pod
              wpływem emocji a nie głodu" organizm sam będzie wiedzieć co dla niego dobre.
              Tak jak mówiłam ja jadłam słodycze bo miałam ochotę a teraz już mi brakuje
              jakiś warzyw itd..
              Kasiolda pytalaś co piszę, a wiec tylko pamietnik :)) a Ty mowilas ze
              prowadzisz bloga prawda?pomaga Ci pisanie w wyrazaniu emocji? ja bardziej
              czytam, aktualnie dodają mi otuchy ksiązki o poczuciu wartosci i takie tam
              psychologiczne:)
              a mam pytanie do Was, jakie macie pomysły na życie aby się czuć fajnie i na
              właściwym miejscu.. aby się chciało wstawać rano ..?:)))))))
              • kasiolda Re: Dzień siódmy 29.10.04, 10:37
                > Kasiolda pytalaś co piszę, a wiec tylko pamietnik :)) a Ty mowilas ze
                > prowadzisz bloga prawda?pomaga Ci pisanie w wyrazaniu emocji?
                pisze...pomaga bardzo..czasami mam juz dosc..wlasnie tej swiadomosoci ze wiem
                co czuje w danym momenice..zastanawiania sie dlaczego..kiedys nie przykladalam
                do tego uwagi..czulam pustke,cos nieokreslonego,nie wiedzialam co sie ze mna
                dzieje..bladzilam myslami..pisze stosunkowo krotko..pamietnika nie
                prowadzilam..ale wiem ze to byl blad,ze byloby mi teraz latwiej..a ty dlugo
                piszesz?pomaga?

                ja bardziej
                > czytam, aktualnie dodają mi otuchy ksiązki o poczuciu wartosci i takie tam
                > psychologiczne:)
                tez czytam takie ksiazki..wlasnie koncze taka o unikaniu zlosci i radzeniu
                sobie z krytyka wiecej bedzie w poscie mechanizmy diety glodowkowej..juz
                niedlugo..
                > a mam pytanie do Was, jakie macie pomysły na życie aby się czuć fajnie i na
                > właściwym miejscu.. aby się chciało wstawać rano ..?:)))))))
                roznie to bywa..czasem budze sie w dobrym nastroju i nie potrzeba mi zadnych
                sposobow by go poprawic..fajnie jest jak ma sie po co wstawac,wiesz ze masz cos
                fajnego do zrobienia..warto ustalac sobie jakies rzeczy do zrobienia
                poprzedniego dnia albo rano..i myslec o tym ile fajnych rzeczy moze cie
                spotkac..wyobrazac sobie je..wlaczyc radio,posluchac muzyki..tyle..nic teraz
                innego nie przychodzi mi do glowy..pozdrawiam..aha gdybys chciala,gdybys cos
                fajnego przeczytala w ksiazce i chciala sie z nami podzielic tym pisz..
        • mostena Re: Dzień siódmy 29.10.04, 12:58
          Hm... ja jak jestem glodna, to jestem glodna, czyli mam pusty brzuch i mi w nim
          burczy. I to znaczy, ze zjadlam za malo;) A przecukrzenie = taka
          ochota, 'ssanie' na cos do jedzenia. I o ile glod jestem w stanie zniesc bez
          problemu, to na tym drugim brr - nie moge sie powstrzymac. A IG zupy - gotowana
          marchewka zawyza.
    • szczesliwawa Dzień ósmy 29.10.04, 15:26
      Ehh...
      Dzięki za wsparcie wczoraj, kasiolda. Pomogło. Pomarudziłam i poszłam spać.
      A dzisiaj jest genialnie. Rano przeżyłam coś na kształt nirvany. Obejrzałam się
      w lustrze i stwierdziłam, że się sobie PODOBAM. Ciało, znaczy... Z każdej
      strony. Nawet bez wciągania brzucha :-) Normalnie świetne uczucie :-)
      Mówię wam jaka ja śliczna jestem... ;-) Jeszcze bardziej w to uwierzę i polezę
      wreszcie na ten cholerny basen... W końcu umie się pływać...

      A druga rzecz... zakupy dzisiaj. Bałam się napadowych zakupów po wczorajszej
      paranoi, ale zjadłam twarożek i pojechałam. No i zrobiłam normalne, nienapadowe
      zakupy (szaleństwo drobne to ocet balsamiczny, mniam...). Po wyłożeniu
      wszystkiego na taśmę poczułam dumę, gdy spojrzałam na zakupy kobiety przede mną
      i za mną... U nich przewaga miecha, wędlin, gotowych słodkich deserów, i
      takich tam. I zero jarzyn, niewiele owoców, z nabiału mleko. No i jak
      spojrzałam na to, co leżało przede mną - marchewa, melon, szczypior, twaróg,
      serek wiejski, pomarańcze, rzodkiew, jogurt naturalny itd i tylko jedno udo
      kurczaka, poczułam się zadowolona z siebie. Ale normalnie nie gapię się na
      cudze zakupy. Kobieta przede mna zaczęła obserwować moje. No to ja obejrzałam
      jej... Fajnie :-)

      Dziś ostatni dzień fajek. Plaster przykleję jutro, chyba, żeby mnie wieczorem
      zaczęło ssać, to dziś.
      Jakbym bez powodu zaczęła być wredna w najbliższej przyszłości, to niechcący...
      nie bierzcie tego do siebie ;-) Withdrawal symptoms... ale zobaczymy. W końcu
      nie po to jem psychotropy, żeby mnie nosiło po ścianach :-)

      Pozdrawiam was wszystkie dziś uśmiechnięta.
      Aha, plan od dzisiaj: Uśmiechnąć się do jednej obcej osoby dziennie. Tzn, nie w
      sklepie, bo tam się szczerzę zawsze, ale tak, w autobusie czy na ulicy...
      • kasiolda Re: Dzień ósmy 29.10.04, 16:09
        ciesze sie ze sie na cos przydalam ;)))
        hehhh,tak sie sklada dziwnie ze ja mam to samo dzisiaj..spojrzalam w
        lustro..usmiechnelam sie i pomyslalam w sumie jestes ok..w ogole mam jakis
        dobry dzien..mowie to co mysle..nie daje sie sprowokowac..zeby tak zawsze
        bylo..troche sie boje..wychodze dzisiaj z kumpela..oby sie nic nie spieprzylo..
        > Jakbym bez powodu zaczęła być wredna w najbliższej przyszłości, to
        niechcący...
        > nie bierzcie tego do siebie ;-)
        jasne..oby to nie bylo zbyt czesto..i oby to nie byla calkiem niedaleka
        przyszlosc..;)))
        > Aha, plan od dzisiaj: Uśmiechnąć się do jednej obcej osoby dziennie. Tzn, nie
        w
        >
        > sklepie, bo tam się szczerzę zawsze, ale tak, w autobusie czy na ulicy...
        dobry pomysl..tez sprobuje..w sumie to mam ochote usmiechac sie do
        wszystkich..jakbym sie czegos nacpala ;)))
        • be81 Re: Dzień ósmy 29.10.04, 22:03
          Widzę,że dobra aura dla wszystkich dzis:))))) u mnie teżżż, jest super.
          Oczywiscie musialam sobie znaleść to ,"ale" tzn -że w tej energii i wierze w
          siebie, bede siedziec w domu w weekend:00 a ja chcę się rozerwać , poznawac
          nowe osoby itd!! tylko gdzie!!!!!!!!!???????????
          Szczesliwa, ja fajki rzucam stopniowo tzn, nie mowie sobie, ze rzucam tylko
          jakoś zapominam o tym i pale teraz 1 na tydzien . tak bezpiecznie dla mnie
          stopniowo, to samo z slodyczami- mało ale muszą być. I jest lux:)))NiecierpiĘ
          bowiem odmawiac sobie czegoś:))))))))
          a Wy co robicie w weekend? pewno wyjezdzacie gdzieś na swieta?
          kasiolda co do pamiętnika to czasem to jedyna"postać", z którą mogę się
          podzielić emocjami.Pomaga:)))a jaki jest tytul ksiazki tej o radzeniu sobie
          krytyką , która czytasz?
          Pozdrawiam.
          • kasiolda Re: Dzień ósmy 29.10.04, 22:46
            >Widzę,że dobra aura dla wszystkich dzis:))))) u mnie teżżż, jest super.
            > Oczywiscie musialam sobie znaleść to ,"ale" tzn -że w tej energii i wierze w
            > siebie, bede siedziec w domu w weekend:00 a ja chcę się rozerwać , poznawac
            > nowe osoby itd!! tylko gdzie!!!!!!!!!???????????
            nie przejmuj sie..ja tez sobie znalazlam..jakze by inaczej..i teraz drecze sie
            w myslach..a mialo byc tak pieknie...
            i tez siedze w domu w weekend..tez bym chciala zeby sie cos dzialo..ale z
            drugiej strony to dobrze..nie wiem czy dala bym rade..
            > kasiolda co do pamiętnika to czasem to jedyna"postać", z którą mogę się
            > podzielić emocjami.Pomaga:)))a jaki jest tytul ksiazki tej o radzeniu sobie
            > krytyką , która czytasz?
            u mnie jest tak samo z blogiem..kurde nikt nie chce mnie sluchac..co na to
            poradze..dobrze ze jest blog..
            ta ksiazka to "teraz trudno mnie zranic" barbary berckhan..taka niebieska..nowa
            z 2001 roku..znasz?
    • szczesliwawa 9 30.10.04, 20:05
      Wczoraj wypaliłam ostatniego, po południu. nakleilam plaster i pojechałam do
      przyjaciół. Oboje palą. A mnie nie ciągnęło. do 3 graliśmy w monopol, oni
      palili, pili piwo, jedli chipsy i czekoladę, a mnie nic. I dzisiaj też.
      Najgorzej, ze w sytuacjach w których zawsze paliłam powraca odruch... Ale jest
      nieźle. myślałam, że będzie gorzej. Piję dużo wody, jem dobrze, jestem
      śliczna... Ciekawe, kiedy zaczne pękać...
      Pozdrawiam,
      Sz
    • mostena Re: Działam! 30.10.04, 21:05
      No, widze, ze idzie ladnie;) Ja tez jestem sliczna;) Kupilam sobie dzis roz,
      pierwszy w zyciu, i to byl strzal w dziesiatke - jest po prostu boski,
      delikatny, jasny i poltransparenty, i wyszczupla buzie, dodaje uroku. Super;)
      A oprocz tego kupilam fure slodyczy w sklepie ze zdrowa zywnoscia, i zjadlam od
      razu taki jeden batonik proteinowy, czkoladowy - zapchalam sie potwornie wrecz.
      Caly dzien bylam poza domem, i troche sie niepokoilam o jedzenie, ale bylo ok.
      Nawet bardzo - ten baton, jablko, orzechy.
      Ostatnio co wieczor myslalam o przerwaniu diety, nie moglam spac...
      Najsmieszniejsze jest to, ze tak mialam wieczorami! A rano wstawalam, dalej
      liczylam kcal dzielnie i jadlam te 1200-300, wszystko bardz ok, troche ruchu,
      duzo warzyw... a co wieczor 'nie wytrzymam, juz dosc'. A to nie znaczy, ze
      chcialam cos zjesc, wrecz przeciwnie, wieczorem po udanym dniu na pewno nie
      mialabym napadu. To bylo takie ogolne 'jutro na pewno odpuszcze...'. A dzis
      jakos nie mam nic takiego;) Jest ok;) Mam duzo fajnych slodyczy
      niskoweglowodanowych i zdrowych, wiec o co chodzi? Super sie czuje, slicznie
      wygladam, chudne, rzadko mnie naprawde ciagnie do jakiegos jedzenia, a napad
      umialam przerwac. Dzis mysle, ze jeszcze dwa tygodnie. A pozniej 1400, 1600 -
      no bo kiedys te Swieta przyjda, prawda?;)

      powodzenia!
      • szczesliwawa Re: Działam! 31.10.04, 12:15
        O tak... ja już sobie nie wyobrażam życia bez różu (ten, który mam to też mój
        pierwszy). Fajnie, ze nie tylko ja jestem śliczna :) , czułabym się taka
        samotna ;).
        Wczotaj koło 22:00 byłam bardzo głodna. No to zjadłam serek wiejski i było
        lepiej. A spać poszłam koło północy. Bałam się napadu gdybym zjadła coś
        wieczorem, ale okazało się, że zupełnie niesłusznie.
        No i nadal nie palę. Często myślę o fajkach, w różnych sytuacjach mam odruch i
        rozglądam się za papierosem, ale jak sobie przypominam, że juz nie palę, jest w
        porządku. Nie ciągnie mnie. Tylko o sobie przypomina.
        Zero słodyczy poza tym :)
        Nie mam ochoty i już. Faktem jest, że nie mam ich pod ręką, ale to nigdy nie
        było problemem. Kawa jest pyszna. Wszystko jest pyszne bez cukru. Wreszcie
        zaczynam czuć więcej smaków niż tylko słodkie/gorzkie/kwaśne/słone.
        Wrażenia po odstawieniu słodzika od kawy się zmieniły. Na początku wydawała się
        gorzka, a teraz po prosu czuję smak kawy i nie jest gorzki. Jest, hihi,
        kawowy :)

        Fajnie, że tak ładnie trzymasz dietę :) i wyglądasz. Cieszę się, że chociaż 2
        osoby na tym forum zieją zadowoleniem z siebie. Może to sie udzieli reszcie? ;)
        Aha, czytałaś artykuł w wątku "mechanizm diey głodówkowej"? Przeczytaj
        koniecznie :)

        O świętach na razie nie myślę. Jak myślę, to sie boję. cała najbliższa rodzina
        pali... w zimie na balkon nie wygonię... ehhh...
        Mam nadzieję, że w grudniu będzie mi jeszcze łatwiej.

        Pozdrawiam Cię cieplutko :)
        Sz
    • be81 Re: Działam! 31.10.04, 13:40
      sie macie:)))
      Też się czuję ślicznie, i humor w górę( jestem po okresie.. heh),szkoda,że nie
      mam okazji tego pokazać światu.hm nudy się zaczynają, szukam jakiejś
      pracy....://a Wy co robicie? z jakich miast jestescie w ogole dziewczyny? jest
      ktoś może z krakowa?
      Sz. ale masz fajnie , ja nie wytrzymam dnia bez słodkiego ale mniejsza o to
      teraz, najwazniejsze to się nie objadać.Co do fajek jak miałam napady to nie
      istniały dla mnie, jak się normalnie odżywiam to cóż..zdarza się.
      POZDRÓWKI.:))))))))))
      • kasiolda Re: Działam! 31.10.04, 15:12
        czesc wszystkim!!!!
        ciesze sie ze u was wszysciutko sie pieknie uklada i humor dopisuje..
        ale..glupio mi to pisac..troche mi tez przykro..przykro ze u mnie tak nie
        jest...ze czuje sie jakbym zostawala gdzies w tyle..nie nadazala za wami..ze wy
        uciekacie mi gdzies daleko z przodu..glupio mi pisac..ze mi jakos tak
        smutno..ze nie ciesze sie z zycia..podchodze raczej
        sceptycznie..realistycznie..na wszystko patrze rozumowo..albo czarne albo
        biale..reszta mnie nie obchodzi..glupio mi sie zalic..psuc wam dobry
        nastroj..zawsze tak bylo..gdy widzialam rozesmiane twarze..a mnie wcale nie
        bylo do smiechu..cieszylam sie z reszta..zapominajac o troskach..nie mowiac o
        nich glosno..a potem w samotnosci..wiecie..
        jesli chodzi o jedzenie to wszystko ok..bez napadu 5 dni..byloby siedem gdyby
        nie wtorek..slodyczy nie jem..nie mam na nie ochoty..dziwne..dzisiaj jedynie
        zjadlam kawalek pysznego ciasta upieczonego przez mame..pojawila sie przez
        chwile mysl zeby zjesc jeszcze..ale nie zrobilam tego..to by sie moglo zle
        skonczyc..a tak jestem po obiedzie..na kolacje jogurt i oby do jutra..
        be81 tez szukam pracy..bez sukcesow..i tez mi sie nudzi..bardzo bardzo od
        dawna..probuje sie zajac czyms..ale zwykle po paru dniach,godzinach rzucam
        to..nie jestem z krakowa..
        pozdrawiam..i nie przejmujcie sie moim marudzeniem..
        • szczesliwawa Re: Działam! 31.10.04, 16:00
          Kasiolda, to nie jest wyścig... a jeśli już, to nie ty jesteś w tyle, a ja.
          Całe dwanaście lat. Tyle zajęło uświadomienie sobie, że mam problem i
          obmyślenie strategii zwalczenia/rozwiązania go. I mam nadzieję, że Tobie zajmie
          to dużo mniej czasu. Ty już wiesz, co się dzieje, podjęłaś leczenie. Leczenie
          pewnie potrwa jakiś czas, ale gdy będziesz kończyć studia będziesz mogła myśleć
          o czym innym niż tematy lustrzano-kuchenne.
          Owszem, jestem szczęśliwa i puchnę z dumy, próbując zapomnieć całe lata
          miotania się między jojo, depresjami, nienawiścią do siebie, napadami, niemocą,
          brakiem chęci do życia, wstydem, poczuciem winy, kompleksami i paroma innymi
          drobiazgami.
          > uciekacie mi gdzies daleko z przodu..glupio mi pisac..ze mi jakos tak
          > smutno..ze nie ciesze sie z zycia..

          Tak to już jest, jak człowiekowi smutno. A ja wierzę, że udaje ci się, że w
          Twojej głowie sprawy powoli zaczynają się układać i że wkrótce sama to
          zauważysz. Niecierpliwość może być złym doradcą.

          > podchodze raczej
          > sceptycznie..realistycznie..na wszystko patrze rozumowo..albo czarne albo
          > biale..reszta mnie nie obchodzi..

          Tu bym się z Tobą spierała. Patrzenie rozumowe i widzenie świata w dwu barwach
          raczej się wykluczają.

          glupio mi sie zalic..psuc wam dobry
          > nastroj..zawsze tak bylo..

          Przykro mi, że Ci smutno, ale nadal jestem szczęśliwa. Piszesz o tym, co
          czujesz, i wierz mi, ja to rozumiem. W końcu to forum jest po to, by sie
          wyżalić, podzielić doświadczeniami, może czegoś się dowiedzieć. Mam nadzieję,
          że jest tu miejsce i na smutek i na radość. Wierzę, że kiedyś będę się cieszyć
          z Twojego sukcesu i z Twojego szczęścia. Na wszystko przyjdzie pora.

          gdy widzialam rozesmiane twarze..a mnie wcale nie
          > bylo do smiechu..cieszylam sie z reszta..zapominajac o troskach..nie mowiac o
          > nich glosno..a potem w samotnosci..wiecie..

          Oj, wiemy, wiemy.

          > jesli chodzi o jedzenie to wszystko ok..bez napadu 5 dni..byloby siedem gdyby
          > nie wtorek..slodyczy nie jem..nie mam na nie ochoty..dziwne..dzisiaj jedynie
          > zjadlam kawalek pysznego ciasta upieczonego przez mame..pojawila sie przez
          > chwile mysl zeby zjesc jeszcze..ale nie zrobilam tego..to by sie moglo zle
          > skonczyc..a tak jestem po obiedzie..na kolacje jogurt i oby do jutra..

          I jak na razie nie jest źle. Ogromna przewaga sukcesów nad porażkami :)
          I gratuluję braku ochotty na słodycze. To naprawde wielkie osiagniecie Twojej
          świadomości i Twojego umysłu (sorry za patos ;]) Ale to naprawdę świetnie. Oby
          tak dalej :)

          Pozdrawiam Cię ciepło i trzymam kciuki,
          Sz
      • kasiolda Re: Działam! 31.10.04, 15:20
        aha..sliczna sie nie czuje..prawde mowiac nie moge sie na siebie
        patrzec..denerwuja mnie przede wszytskim wlosy..sa juz za dlugie..ale nie wiem
        c znimi zrobic jak sciac..po farbowaniu zrobily sie sianowate..blee..i do tego
        mnostwo wypryskow..ledwo jedne znikna pojawiaja sie nastepne..dobra teraz
        naprawde koniec marudzenia..
        • szczesliwawa Re: Działam! 31.10.04, 16:10
          kasiolda napisała:

          > aha..sliczna sie nie czuje..prawde mowiac nie moge sie na siebie
          > patrzec..denerwuja mnie przede wszytskim wlosy..sa juz za dlugie..

          Kochana, ja zawsze, ale to zawsze chciałam mieć kręcone. I nawet miałam dwa
          razy fatalna trwałą :))
          A do długich nie udało mi się wytrzymać od kilku lat.

          > c znimi zrobic jak sciac..po farbowaniu zrobily sie sianowate..blee..i do
          tego

          Na sianowatość pomaga wosk do włosów. Fajny jest taki w piance, Welli.
          Wsmarujesz w końce, ugnieciesz i będzie super.

          > mnostwo wypryskow..ledwo jedne znikna pojawiaja sie nastepne..

          A mnie naprawde pomogła ogromna ilość świeżych soków. Na początku (jakieś 6-8
          tygodni temu) codziennie około litra, teraz 0,3 do 0,6l. Owoce, warzywa no i
          zero słodyczy i nawet przed okresem (dziś dostałam) nic mi nie wyskoczyło.
          Twarz gładka!!! Dekolt się goi, plecy też. Polecam soki, naprawdę.

          dobra teraz
          > naprawde koniec marudzenia..

          A marudź, marudź. Ja się tylko martwie, że gadam jak stara ciotka, ale mam
          nadzieję, że Cię nie dołuję jeszcze dodatkowo moimi "złotymi radami"? ;)

          Na razie,
          Sz
          • kasiolda Re: Działam! 31.10.04, 17:42
            wcale a wcale mnie nie denerwujesz..wprost przeciwnie..jak czytam twoje rady i
            slowa wsparcia cieplej mi sie robi na serduchu..dziekuje bardzo..jestes
            kochana ;)))dzieki ze pomagasz mi zejsc na ziemie..jesli chodzi o chorobe i
            dazenie do wyzdrowienia..ze pomagasz spojrzec na to wszystko realnie..a nie
            przez krzywe i powiekszajce zwierciadlo..
            > Kochana, ja zawsze, ale to zawsze chciałam mieć kręcone. I nawet miałam dwa
            > razy fatalna trwałą :))
            > A do długich nie udało mi się wytrzymać od kilku lat.
            moje sie wlasnie kreca bardzo..
            > Na sianowatość pomaga wosk do włosów. Fajny jest taki w piance, Welli.
            > Wsmarujesz w końce, ugnieciesz i będzie super.
            uzywalam zelu wczesniej i robilam mokra wloszke..ale teraz nie da rady.za
            ciezkie wlosy,na koncach suche a na gorze przyklapnely...kolor
            wyblakl..wygladam tak szaro..myszowato..chcialabym cos zrobic z nimi,zeby byly
            puszystsze..zdrowiej wygladaly..ale naprawde nie wiem co by mi pasowalo..a jak
            pojde do fryzjera to i tak jestem niezadowolona..zawsze tak samo potem
            wygladam..chcialabym cos innego..
            > A mnie naprawde pomogła ogromna ilość świeżych soków. Na początku (jakieś 6-8
            > tygodni temu) codziennie około litra, teraz 0,3 do 0,6l. Owoce, warzywa no i
            > zero słodyczy i nawet przed okresem (dziś dostałam) nic mi nie wyskoczyło.
            > Twarz gładka!!! Dekolt się goi, plecy też. Polecam soki, naprawdę.
            pije soki..duzo..slodyczy malo..prawie wcale..ale nie pomaga..teraz jakos
            powoli to wraca do normy..ale boje sie ze znowu mnie wysypie..niby skore mam
            sucha,w niektorych miejscach mi schodzi..ale i tak sie swieci..i pojawiaja sie
            wypryski..mialam nadzieje ze z wiekiem to przejdzie..ze po okresie dojrzewania
            bede miec spokoj..pozdrawiam bardzo bardzo mocno..stara ? ciotko ;)))
            • szczesliwawa Re: Działam! 31.10.04, 18:17


              > wcale a wcale mnie nie denerwujesz
              A to dobrze, bo już się zaczynałam martwić :)


              > moje sie wlasnie kreca bardzo..
              > uzywalam zelu wczesniej i robilam mokra wloszke..ale teraz nie da rady.za
              > ciezkie wlosy,na koncach suche a na gorze przyklapnely...

              Przecie mówiłam, nie żel, tylko WOSK. I nie na całe włosy, tylko na końce.
              Możesz zrobić wtedy takie śliczne sprężynki jak nakręcisz na palec i ostrożnie
              odwiniesz. Żel bardzo usztywnia włosy a wosk sprawia, ze są mięciutkie, gładkie
              i błyszczące. No i fryzura się raczej trzyma. Ale nie należy go nakładać przy
              samej skórze, bo, jak to wosk, przetłuści ci włosy u nasady.

              > pije soki..duzo..slodyczy malo..prawie wcale..ale nie pomaga..teraz jakos
              > powoli to wraca do normy..ale boje sie ze znowu mnie wysypie..

              No jak nie pomaga, jak sama piszesz, że wraca do normy. Jasne, że może wysypać,
              ale jeśli powoli się stabilizuje, to dobrze.

              niby skore mam
              > sucha,w niektorych miejscach mi schodzi..ale i tak sie swieci..i pojawiaja
              sie
              > wypryski..

              Jak to masz suchą skórę, która się świeci? Nie ma takiej opcji. Jeśli świeci,
              to znaczy, że jest raczej tłusta. A jeśli się łuszczy w dziwnych miejscach, to
              prawdopodobnie coś nie teges z pielegnacją masz. Możliwości są takie: zbyt
              twarda woda - osadza się wam w domu kamień w czajniku? Jeśli tak, to twarda
              woda. Więc do mycia buzi używaj mineralnej albo przegotowanej.
              Jeśli wodę masz w porządku, to używasz nieodpowiedniej chemii do mycia buzi.
              Jak myjesz twarz?

              mialam nadzieje ze z wiekiem to przejdzie..ze po okresie dojrzewania
              > bede miec spokoj..

              hihi... niekoniecznie musi przejść... ;)

              ..stara ? ciotko ;)))

              ekhm... uważaj sobie, młoda damo, bo będą bęcki ;)

              Pozdrawiam.
              Aha, Gilmore Girls powtarzają w niedziele, o 15:15 :)))
              • kasiolda Re: Działam! 01.11.04, 10:07
                > Przecie mówiłam, nie żel, tylko WOSK. I nie na całe włosy, tylko na końce.
                > Możesz zrobić wtedy takie śliczne sprężynki jak nakręcisz na palec i
                ostrożnie
                > odwiniesz. Żel bardzo usztywnia włosy a wosk sprawia, ze są mięciutkie,
                gładkie
                >
                > i błyszczące. No i fryzura się raczej trzyma. Ale nie należy go nakładać przy
                > samej skórze, bo, jak to wosk, przetłuści ci włosy u nasady.
                sprobuje..zobaczymy jak to bedzie wygladac..a do fryzjera i tak musze
                pojsc..chociaz troche podciac zniszczone koncowki..
                > No jak nie pomaga, jak sama piszesz, że wraca do normy. Jasne, że może
                wysypać,
                >
                > ale jeśli powoli się stabilizuje, to dobrze.
                ale to nie zasluga sokow raczej..
                > Jak to masz suchą skórę, która się świeci? Nie ma takiej opcji. Jeśli świeci,
                > to znaczy, że jest raczej tłusta. A jeśli się łuszczy w dziwnych miejscach,
                to
                > prawdopodobnie coś nie teges z pielegnacją masz. Możliwości są takie: zbyt
                > twarda woda - osadza się wam w domu kamień w czajniku? Jeśli tak, to twarda
                > woda. Więc do mycia buzi używaj mineralnej albo przegotowanej.
                > Jeśli wodę masz w porządku, to używasz nieodpowiedniej chemii do mycia buzi.
                > Jak myjesz twarz?
                nie mam twardej wody..twarz myje zelem..ale to naprawde mozliwe..po prostu mam
                cere mieszana...swiece sie na czole i nosie..i brodzie i tam mam wypryski i
                wlasnie jak wyszuszam te wypryski to skora wokol nich jest sucha..ale mimo to
                na tym miejscu i tak pojawiaja sie nastepne..i na policzkach i wokol oczu tez
                jest sucha..

                > hihi... niekoniecznie musi przejść... ;)
                pocieszylas mnie..
                ekhm... uważaj sobie, młoda damo, bo będą bęcki ;)
                co bedzie?sama sie tak zatytulowalas..powtorzylam tylko za toba..i zauwaz ze po
                stara postawilam znak zapytania..co oznacza ze watpie w to..
                > Aha, Gilmore Girls powtarzają w niedziele, o 15:15 :)))
                buuu,szkoda ze wczesniej nie wiedzialam...siedzialabym przed telewizorem i
                nikogo nie dopuscila..no trudno..w przyszly weekend nie obejrze..szkoda ze w
                tygodniu nie powtarzaja..a ty ogladalas?jakbym czegos nie rozumiala/zgubila
                wazny watek moge liczyc na pomoc?
                pozdrawiam...
    • mostena Re: Działam! 31.10.04, 18:35
      Ja juz mysle o nastepnym rozu, mocniejszym;) Kupilam najjasniejszy kolor
      Loreala, zeby sobie 'nie zrobic krzywdy', no i faktycznie, moglabym piec warstw
      nalozyc i jeszcze by bylo ok;)
      Co do wlosow - ja akurat zawsze mialam piekna cere i wlosy, ale faktem jest
      tez, ze bardzo o nie dbam. Wlosy mialam kiedys bardzo dlugie, grube i proste.
      Zaczely mi wypadac po zabiegu pod narkoza i wypadaja niestety do tej pory, ale
      kilka razy liczylam i w sumie jest ich tyle, ile powinno. Tzn wypadnietych a
      nie na glowie;))) Po prostu kiedys nie wypadaly wcale. Ale niemal nigdy nie
      suszylam suszarka (z lenistwa;)), zapuscilam tez z lenistwa i skapstwa, po
      protu nie chodzilam do fryzjera. Zuzywalam tez 1 odzywke na kilka myc, a mylam
      twardo co drugi dzien;)
      Ale to bylo kiedys. Od paru lat jakbym uparla sie te wlosy niszczyc. Kilka razy
      rozjasnialam, kombinowalam (nigdy u fryzjera), a to, co zrobilam w czerwcu...
      Trzy farby, w tym dwie rozjasniajace, w ciagu dwoch dni. Potem jedna bardzo
      czerwona (zmyla sie), kilka szamponetek, pianka 6-8 myc - i teraz chodze taka
      polska bardzo - czyli ni to rude, niz zadne plus ciemne odrosty. Kupilam oprocz
      rozu taka intensywna odzywke Sunsilk. Ech... przesadzam oczywiscie, wlosy sie
      blyszcza i w ogole sa bardzo, bardzo ok (oprocz koloru;)). To samo z cera. A ja
      marze o kremach za Bog wie ile zlotych...
      Taaak, nam nigdy nie jest dosc...
      Dzisiaj mam dzien na te slodycze. Jakbym nie kupila, to bym nie miala;) Ale
      moze to i lepiej? Dzis bedzie z 1800 kcal, moze 2000. Dobry pomysl tak raz w
      tygodniu wiecej kcal - mowie tak, bo pewna jestem, ze jutro znow zrobie 1200.
      Ale na pewno, juz na pewno tylko ten tydzien i nastepny! I musze wiecej
      cwiczyc...
      Jaka to jest nienormalna sytuacja, ech;) Gdyby ktos mnie widzial. Gdyby nie
      bylo takiego terminu. A tu - polowa grudnia, a potem Sylwester. I duzo, duzo
      fajnych mezczyzn wokolo, wszedzie;) Duzo spotkan. Duzo imprez. I duzo - jak to
      w Swieta - zarcia.
      I nawet nie boje sie, ze przytyje TAM bo moge przytyc i piec kilo, i bede
      wiedziala, ze to przez Swieta, i ze uda mi sie tu zrzucic, i uda mi sie juz do
      konca - bede tu znow od stycznia do konca wakacji, wroce i postaram sie
      utrzymac wage do Swiat, i juz bedzie git (;))), musi byc. Tym bardziej, ze tu
      daje rade, nudzac sie calymi dniami (tzn ja sie nie nudze, wlasnie, a
      okolicznosci sa takie, ze nic, tylko siasc i skubac kocyk - dzis bym nie zjadla
      tyle, ale co mialam robic? na spacer nie, cwiczyc nie bardzo, komputer - nie
      moglam itd), i majac pod nosem kuchnie z milionem pysznosci, a tam - tam bedzie
      szkola, zajecia, mnostwo ruchu, cwiczen, praca (oby!), malo czasu... I wage sie
      uda utrzymac, a moze i normalnosc?
      Jak fajnie, jak fajnie by bylo;)
      A w Polsce zrobie trwala, pierwsza w zyciu tez, i ufarbuje sie na taki ciemny,
      ciemny braz, ze czarny wychodzi, ladnie mi w takim, i do rumianych policzkow
      bedzie super;)
      ...

      Tylko, ze wiecie co robie co wieczor, i czesto w dzien tez?
      Licze sobie, ile zdaze przytyc do Swiat.
      I wciaz wychodzi, ze duzo;-///
      (nie, nie bedzie zalamki, ale i tak sie boje)
      (brrr)

      buziaczki;*
    • szczesliwawa 10 31.10.04, 20:50
      Jest spoko. Nie palę, nie ciągnie mnie na razie. Przeżyłam pierwszy weekend bez
      palenia. Jest super. Niestety, te wszystkie małe rytuały ciągle przypominają o
      fajkach. Po jedzeniu, przy kawie, przy sprawdzaniu poczty, po sprzątaniu, w
      łazience, oglądając film, czytając forum i więcej, więcej... Nawet nie zdawałam
      sobie sprawy, jak bardzo papierosy były obecne w moim życiu, jak każda czynność
      się nimi kończyła lub zaczynała... Ale chyba zęby mi wyjaśniały odrobinę,
      możliwe? po 3 dniach? Wprawdzie nadal mam pastę dla palaczy, wybielającą
      podobno, ale chyba niemożliwe, żeby zęby wybielały tak szybko.
      No i z jedzeniem. jest genialnie. nie mam potrzeby kompensowania braku fajek
      (jak na razie), nie mam napadów... właściwie nie mam apetytu i jem przez
      rozsądek. Brzuch mnie boli...
      Pozdrawiam.
    • szczesliwawa 11 - kicha 01.11.04, 18:35
      Może nie całkiem kicha, ale jednak. Ok, nie palę, nie ciągnie mnie. Ale zamiast
      zjeść jak człowiek pęczak z surówką a po trzech godzinach kurczaka z warzywami,
      zjadłam kurczaka, pęczak i surówkę razem. No i mnie od razu sen zmorzył. Więc
      jak się obudziłam zrobiłam w ramach rekompensaty sałatkę owocową z: melona,
      kiwi, pomarańczy i jabłka. Niezła wyszła, ale nie dałam rady całej misce. Wiec
      wstawiłam połowę do lodówki. I poszłam na spacer. Szybkim marszem, pod górkę i
      w dół przez 40 minut. Wróciłam zgrzana i spocona. A potem zachciało mi się
      słodkiego. Strasznie. Więc zrobiłam racuchy z sałatką owocową, oczywiście z
      cukrem waniliowym. Zjadłam kilka. Zostały jeszcze 4. Leżą na talerzu i na mnie
      patrzą kusząco. Na szczęście nie dałam rady wszystkim. Więc mam trochę wyrzutów
      sumienia. Jest mi źle. Znowu się będę odcukrzać przez tydzień, szlag by to...
      dobra, nie marudzę już,
      Cześć,
      Sz
      • mostena Re: 11 - kicha 01.11.04, 19:10
        Taa... a ja jak ostatnia kretynka nakupowalam tych slodyczy. I co - jem je - a
        jakbym nie miala, to bym nie jadla, proste. A do 'normalnych' w kuchni i tak
        jak mnie ciagnelo, tak ciagnie! Zjadlam dzis zelke jedna i mini ciasteczko
        tylko, ale tez za duzo tych moich. Ech...
        Ale za to dzisiaj zamiast jechac drugim autobusem, poszlam do domu na pieszo.
        Jakies 4 km;) Dobrze bedzie mi sie spalo;)
        Dobra, ide na koacje, bo w brzuchu burczy...
      • kasiolda Re: 11 - kicha 01.11.04, 19:58
        witaj szczesliwawa!!! nie stalo sie nic strasznego..nie przejmuj
        sie..najwazniejsze ze nie bylo napadu..i jeszcze jedno..a wlasciwie dwie
        rzeczy,na ktore moze nie zwrocilas uwagi..pierwsze..nie zjadlas calej miski
        salatki..i drugie nie zjadlas wszystkich racuchow..a to znaczy ze zmniejszyl ci
        sie apetyt i zoladek...no i fajnie ze wyszlas na spacer..poruszalas
        sie..spalilas co nieco..naprawde mimo wszystko mozna to nazwac sukcesem..
        marudz kochana..ile wlezie..ja ci marudze..ty mi tez marudz..
        mnie nie ciagnie do slodyczy...to znaczy mysle o ciescie ktore jest w
        lodowce...korci zeby ukroic kawalek..ale moje poczucie kontroli..nie pozwala na
        to..zaplanowalam juz co dzisiaj zjem i ciasta w tych planach nie bylo wiec nie
        zjadlam go..boje sie pomyslec co by bylo gdybym zjadla..
        dziwnie sie czuje..nieswojo..hustawka nastrojow..i rodzice sie
        poklocili..chcialabym jakos wesprzec mame..ale nie potrafie..nie umiem okazywac
        czulosci,ciepla..milosci..a z drugiej strony tato jest strasznie niemily..nie
        odzywa sie..zwariowac mozna..mama siedzi mi caly dzien w pokoju..a niedawno
        siadla mi nad glowa akurat jak wlaczylam komputer..a ja zamiast poprosic zeby
        wyszla albo przesunela sie..wylaczylam go..potem znowu wlaczylam jak wyszla na
        chwile do kuchni..niby ze czegos zapomnialam zrobic..myslalam ze dluzej jej nie
        bedzie..i siedziala siedziala a ja przegladalam strony i modlilam sie zeby
        wyszla gdzies znowu..glupio mi bylo prosic zeby wyszla..i w duchu sie wkurzalam
        kiedy sobie pojdzie..nie wiem chyba wyczytalam mi to w myslach..i moge w koncu
        spokojnie tutaj zajrzec..
        rozpisalam sie troche..ostatnio zauwazylam ze jak napisze cos na blogu..to
        pozniej nie mam co pisac tutaj na forum..przychodze czytam wasze posty i jestem
        zdezorientowana...jakbym byla obca..jakby to nie nei dotyczylo..a jak znowu sie
        tutaj rozpisze to nie chce mi sie tego powtarzac na blogu..wogole zaczynam
        coraz mocniej myslec ze to co pisze tam jest beznadziejne i wogole..chyba
        przestane pisac..nie wiem..musze pogadac z psycholozka..mam nadzieje ze
        spotkamy sie w piatek..juz mysle o czym ma jej powiedziec zeby nie
        zpaomniec..pozdrawiam..
        • be81 Re: 11 - kicha 02.11.04, 13:40
          hm ja tez czytam dzis i tak jakby mnie juz nie dotyczylo to , nie moge
          zrozumiec tego pilnowania jedzenia i przejmowania sie czy sie je to czy tamto
          czy sie cwiczylo czy nie, a z drugiej strony przeciez moje mysli tez codzien
          wokol tego krążą..
          .. nie objadam sie nadal.. choć czasem mam takie mysli ze tylko to mi
          pozostanie w przyszlosci bo wszystko co dobre juz za mną- i tego sie boję. Ktos
          odezwal o kim chcialam zapomniec i ehh. Może sie mylę, ale wydaje mi się ,że
          osobom , ktore mają ukochane osoby łatwiej sobie poradzić z kompulsami i w
          ogole. :(((((((
          Mostena czemu uwazasz ze na swietach przytyjesz? przeciez bez objadania sie nie
          ma szans na przytycie, a przynajmniej nie od razu..jestem pewna, ze jak
          bedziesz jesc w normie te pysznosci to waga bedzie po prostu stac w miejscu.
          Przy ludziach ,w natloku spotkan itd nawet latwiej sie powstrzymać:))))
          Powodzenia:)))
          • mostena Re: 11 - kicha 02.11.04, 13:46
            No tak, ale kto powiedzial, ze nie bede sie objadac? ;((( Ja oczywiscie nie
            chce, ale hehehe... Same wiecie.
            A przyjaciolki? Ja sie przy nich nie wstydze, zawsze wszystkie jadlysmy jak
            nakrecone - jedna chuda, druga dosc szczupla, ale nie bardzo, wiec tez ciagle
            na diecie i walczaca z jojo. Nie wiadomo jak to bedzie. Czesto razem sie
            odchudzalysmy, a potem orzechy w czekoladzie, pizze, litry lodow... Bu.
          • kasiolda Re: 11 - kicha 02.11.04, 13:50
            > .. nie objadam sie nadal.. choć czasem mam takie mysli ze tylko to mi
            > pozostanie w przyszlosci bo wszystko co dobre juz za mną- i tego sie boję
            tez tak myslalam,ale to nieprawda..jest tyle fajnych rzeczy ktore mozna robic w
            zyciu..tyle fajnych rzeczy jeszcze cie moze spotkac..moze pewnego dnia
            opublikuja twoje pamietniki na przyklad ktore stana sie bestsellerem albo
            bedziesz aktorka..albo po prostu bedziesz szczesliwa mama i zona..czy nie warto
            na to czekac i dlatego zyc?
            Może sie mylę, ale wydaje mi się ,że
            > osobom , ktore mają ukochane osoby łatwiej sobie poradzić z kompulsami i w
            > ogole. :(((((((
            czyja wiem..jestem sama jest ciezko ale przynajmniej nie czuje presji ze musze
            schudnac bo inaczej ten ktos nie bedzie mnie kochal,zostawi mnie dla kogos kto
            tego problemu nie ma..coz..wszytsko ma swoje wady i zalety..ale trzeba myslec o
            zaletach..
            > Mostena czemu uwazasz ze na swietach przytyjesz? przeciez bez objadania sie
            nie
            >
            > ma szans na przytycie, a przynajmniej nie od razu..jestem pewna, ze jak
            > bedziesz jesc w normie te pysznosci to waga bedzie po prostu stac w miejscu.
            > Przy ludziach ,w natloku spotkan itd nawet latwiej sie powstrzymać:))))
            zgadzam sie..
            i pozdrawiam
    • szczesliwawa 12 02.11.04, 17:19
      O kurka... już tak długo... i tylko jeden konkretniejszy poślizg i jeden dół.
      Ale fajnie. Dzisiaj spoko. Nawet zdarza mi się nie myśleć o fajkach przez pół
      godziny czasem. Jedzenie dziś jak dotąd super. Trochę poplątany obiad był,
      białkowo-węglowodanowy, ale 1) niewiele było, 2) od razu po jedzeniu poszłam na
      spacer. Znowu szybkim marszem, znowu się spociłam. I czuję, że mój brzuch jest
      taaaki pełny. Kupiłam po drodze wodę. Jej, ile ja piję ;) Ale to dobrze. Tylko
      spodnie trochę piją w pasie też. Ale to akurat pikuś. Grunt, że nie leżę i nie
      gniję po obiedzie.
      W ogóle jakoś mało dzisiaj zjadłam. śniadanie, owszem, konkretne. Obiad jak
      wyżej... bez 2 śniadania... i zaraz 18 i chyba już nie będę jadła... Oby mnie
      nie napadło późnym wieczorem... 3majcie kciuki. Pozdrawiam cieplutko,
      Sz.
      Ps. Ale się wątek rozrósł, co nie...? ;)
      • szczesliwawa Re: 12 02.11.04, 18:44
        No i zapeszyłam. Jeżżżż, jaka jestem niedocukrzona. Zjadłam niedawno jabłko,
        pomarańczę i trochę jogurtu nat. 0% tłuszczu z kostką miodu, bo się mi słodkego
        chciało. Myślał by kto, że to pomoże. Mam pełny brzuch. Piję wodę. I chcę
        słodkiego. Jeżu, normalnie czuję gwałtowny pęd do zejścia na dół do sklepu i
        nabycia słoika nutelli. Zaraz zwariuję. Poszłabym na spacer, ale boję się, że
        skończy się to zeżarciem nutelli czy innej czekolady. Cholera. Szlag mnie zaraz
        trafi. Przecież nie moze tak być, żebym co wieczór walczyła z tym cholerstwem.
        A tak się cieszyłam, że napady mi mijają. No wwięc mam napad. Jak na razie nie
        jem. Próbuję zrozumieć, o co chodzi. Ale to, co czuję, to jest napadowe.
        Wstretnie mi jest. Czuję się najedzona, do pełna, a ciągle chcę czekolady.
        Nutelli... ale jeśli zjem nutellę dzisiaj, to i jutro będzie mi się chciało.
        Nie mówiąc o tym, że jest późno, że wyskoczą mi pryszcze itd. Ok. Chyba się
        przekonuję pomalutku... Trochę mija, uspokajam się... Może zrobię kilka
        brzuszków czy co... Pisanie pomaga...
        Pozdrawiam...
        Sz
        • mostena Re: 12 02.11.04, 19:36
          Mialam tak dzisiaj. Zjadlam troche slodyczy po obiedzie, troche na
          podwieczorek. Po obiedzie wariowalam - nie moglam wyjsc, ani nic zrobic,
          komputer zajety, ja zamknieta w pokoju z jedzeniem. Wzielam sie wiec za
          prasowanie. Normalnie czekalabym, az zbierze sie wiecej. Ale wlaczylam muzyke,
          wyprasowalam, co bylo, no i podwieczorek. A kolacja bedzie mikro, bo
          przesadzilam ze slodyczami oczywiscie. Moze jutro sie uda (zajecia, wiec rano
          wychodze, hurra). I tak sie ciesze, bo nigdy nie sadzilam, ze moge wygrac z tym
          uczuciem choc raz - kiedy klade sie spac JUZ NIE MAM OCHOTY. A tak bylo, nie
          moglam sobie 'przeczekac' jak mi radzono - bo to nie ustepowalo! (oczywiscie
          wiem o tym tylko dlatego, ze czasem mama byla caly dzien w domu, a ja nie
          mialam kasy i nijak nie moglam sie najesc, wiec pare razy sie 'udalo')
        • kasiolda Re: 12 02.11.04, 21:11
          mam to samo..pelny brzuch i pic mi sie chce strasznie..wiec pije wode..
          tez mi sie strasznie chcialo slodkiego..wyslalam brata,wstyd mi bylo znowu isc
          do sklepu i kupowac ciastka..i zezarlam prawie trzydziesci deko..ale pod koniec
          juz nie moglam..ale oczywiscie zeby siebie upodlic wpychalam w siebie..kluje
          mnie teraz w boku..fatalnie sie czuje i nic mi sie juz nie chce..nie chce mi
          sie myslec o tym co jutro..nie chce mi sie starac..ale wiem ze trzeba..wiem ze
          tak nie moze byc...ale nie wiem co robic..czuje sie bezradna..czuje ze
          cokolwiek robie to nic nie daje..i tak zawsze wszyscy beda mnie uwazac za
          kujonke..wyniosla..dumna..chlodna..
          mam nadzieje ze Tobie pisanie i brzuszki pomogly..ja nawet nie staralam sie
          zapobiec napadowi..siedzialam i czekalam az zostane sama w domu..i zaraz
          polecialam do kuchni..nie wiem juz dluzej nie moglam..a teraz zaluje..dlaczego
          kurde ja sie nie ucze na bledach..dlaczego ciagle robie tak samo..mimo ze wiem
          ze to zle..
          • szczesliwawa Re: 12 02.11.04, 22:22
            W końcu się nażarłam. Najpierw spory kawałek miesa pieczonego z indyka (nie ma
            to, jak się pooszukiwać, że niby chude to mięso), potem 3 kromki białego chleba
            maczane w oliwie z oliwek z octem balsamicznym (kolejne oszustwo). No i
            zapchało mnie na maksa. Ale chodzę dookoła kuchni jak pies koło kości. Wodę
            piję. Jestem zła na siebie. Tak ładnie mi szło, a tu kilka dni z rzędu taka
            porażka... ehhh...

            No a do brzuszków się nie zabrałam jeszcze... i pewnie sie już nie zabiorę
            dzisiaj... szlag by to... Kasiolda, co tu robić? Moze jednak trzeba ten chrom
            kupić? Ciekawe, czy to działa i jakie ma skutki uboczne...
            Czuję się taka bezwolna... żarcie, żołądek robia ze mną co chcą. Nie umiem raz
            a dobrze przeprowadzić żadnych zmian, modyfikacji... Przecież się, k@#$%, nie
            głodzę. Czego jeszcze, co jeszcze mogę zrobić? Żreć nutellę? Jestem zdołowana.
            Jutro będzie lepiej? Zobaczymy... ech, idę spać.
            Dobranoc dziewczyny,
            Kasiolda... kurde no... mięczaki jesteśmy. A w życiu trzeba być twardym a nie
            miętkim ;) Ale powolutku może się da zmienić, doprowadzić do normy... ehhh...
            Trzymam kciuki za nas wszystkie...
            Dobranoc
            • kasiolda Re: 12 02.11.04, 22:33
              kurde no jestesmy mieczaki..nie mam pojecia co robic szczesliwawa..
              wiesz co ja juz wariuje..wszystko w co wierzylam,wszystkie zmiany jakie
              wprowadzalam szlag trafil..i trzeba zaczynac od poczatku..mam tego
              dosc..chcialabym tak jak piszesz raz a porzadnie przeprowdzic te zmiany..ale
              nie ma co sie oszukiwac nie da rady..trzeba upadac i sie podnosic..taki nasz
              los..nie wiem..ja sprobuje z tym chromem..moze pomoze..bo w sumie to przez
              ochote na cos slodkiego sie objadlam..kurde mozna to bylo przewidziec..tak mnie
              ciaglo rano do ciasta..moglam zjesc ten kawalek zamiast zapychac sie
              jablkiem..ehh nie dosc ze mietka to i glupia jestem..
              wiesz co ide spac..jutro sie obudze i moze bedzie lepiej moze cos
              wymysle..czuje sie troche lepiej zoladek sie zbuntowal i pozbylam sie
              wiekszosci tego co zjadlam..lzej mi ale brzuch i tak jest wielki...
              3maj sie, nie lammy sie..kiedys to musi sie skonczyc..dobranoc..
              • justynek13 Re: 12 03.11.04, 06:31
                jesli moge cos poradzic na atak słodkiego
                jesli mam straszna ochote na słodkie to zauwazyłam np że zjedzenie zamiast
                cicha czy czekolady jogurtu( w ktorym jest masa cukru przeciez) tylko pogarsza
                sprawe, chce wiecej i wiecej slodkiego
                ale jak zjem pelnoziarnistego chlebka grachamke albo jaka soczewice czyli dobre
                wegowodany i poczekam chwile to jakby lepiej odchodzi ta chcica
                oczywiscie fizjologicznie bo problenm w glowie zostaje....
                i jeszcze jedno
                jesli jużsłodkie to chyba najlepiej albo dobra czekolade z duza zawartoscia
                kakao przynajmniej mam magnez a nie jak bezwartosciowe pączki np
                albo razowiec z dzemem niskocukrowym(przynajmniej tłuszczu sie nie wpycha razem
                z cukrem
                a najlepiej to wogole , pisze bzdury pisze tak jakbym nie wiedziala jak to
                jest czasem rzucam sie na pol kg paczke ciastek iżre i zapominam o tym co
                pisalam wyzej
                nie ja nie zapominam
                najgorsze jest to ze o zdrowym zywieniu wiem chyba wszystko i z ta
                swiadomoscia żrę to jest najgorsze
                bo wiecie ze sa ludzie ktorzy nie maja pojecia np co to sa weglowodany -
                szczesliwcy
                ostatnio ktos spytal mnie czy w cukrze sa weglowodany , myslalam ze zartuje
                ale naprawde wyksztalcony inteligentny facet nie mial pojecia o co chodzi z
                tymi bialakami tluszczami i weglowodanami no bo i po co mu to , je kiedy jest
                glodny, tyle by sie najesc ,jest zdrowy...
                • kasiolda Re: 12 03.11.04, 10:26
                  to prawda..niby wiem ze nie powinnam tego jesc,wiem ile to ma kalorii i
                  normalnie tego nie jem..a jak mam napad nie wiem przestaje racjonalnie
                  myslec..chce tylko jednego najesc sie do nieprzytomnosci..
                  wczoraj wlasnie probowalam sie oszukiwac jablkiem jogurtem a potem chlebem z
                  dzemem..ale to na nic i tak w koncu zjadlam ciastka..bylo mi niedobrze
                  powiedzialam dosc starczy mam czego chcialam wypilam zielona herbate no
                  myslalam ze to koniec..ze nie bylo tak zle..ot maly napad..ale nie musialam
                  jeszcze poleciec do kuchni dojesc..a jak..zero rozsadku..ale wypilam sporo
                  wody..przeczyscilo mnie ale nie prowokowalam tego,nie wiem chyba zoladek sie
                  zbuntowal i dzisiaj rano obudzilam sie z plaskim brzuchem dzieki
                  Bogu,pocwiczylam teraz pije zielona herbate a pozniej zjem jogurta..i spowrotem
                  walcze..musze..chce..jeszcze tylko poukladam sobie wszystko znowu w glowie i
                  bedzie ok..dzieki za rady..tak to jest z nami..innym radzimy a same to samo
                  robimy..3mam kciuki za Was i za siebie!!!!
                  • szczesliwawa Re: 12 03.11.04, 14:50
                    Najgorsze jest, ze jak mam napad, to żrę z pełną świadomością... wiem, co żrę,
                    jakie będą tego żarcia efekty i z każdym kęsem odczuwam masochistyczną
                    przyjemność... przykrość i przyjemność równocześnie... Jak dwa bieguny mojej
                    osobowości. Eh... A potem jest mi całkiem źle... Ale dzisiaj będzie dobrze,
                    mam nadzieję...
                    Trzymajcie się dziewczyny, nie damy się...
                    Sz
            • mostena Re: 12 03.11.04, 14:44
              Chrom mi pomagal, ale na te fizjologiczna strone oczywiscie. Bylo mi latwiej
              troszke, o tyle, ze czasem nie zaczynalam jesc z braku cukru, wiec nie mialam
              napadu. Skutkow ubocznych raczej nie ma, to tylko suplement.
              Co do zdrowych zamiennikow - mysle, ze to ma sens i to podwojny. To nie tak, ze
              zdrowsze, czy nie, to jednak objadanie. To JEST zdrowsze, a wiedzac, ze musimy
              zadbac przede wszystkim o psychike nie mozemy przeciez olewac ciala;) No i
              uwaga - jedzac nawet wiecej niz zamierzalysmy, ale jednak zdrowego jedzenia nie
              musimy miec wyrzutow. I to jest ok, nie ma tego uczucia 'buu, wszystko
              zmarnowalam, jestem glupia, nie udalo sie, ide sie nawp...'. Moge np sobie
              ustalic, ze zjem pol galaretki. Nie uda sie - zjem cala (wielka micha) - no ale
              trudno. Ona ma 40 kcal, a zapycha na dlugo. I jest tania. I w ogole nie ma
              problema;) A jakbym miala zjesc 3 kostki czekolady i zjadla tabliczke - brr.
              • szczesliwawa Re: 12 03.11.04, 15:00

                > zmarnowalam, jestem glupia, nie udalo sie, ide sie nawp...'. Moge np sobie
                > ustalic, ze zjem pol galaretki. Nie uda sie - zjem cala (wielka micha) - no
                ale
                >
                > trudno. Ona ma 40 kcal, a zapycha na dlugo. I jest tania. I w ogole nie ma
                > problema;) A jakbym miala zjesc 3 kostki czekolady i zjadla tabliczke - brr.
                Gorzej, jak miałam zjeść pół miski galaretki, a zjadłam całą, do tego słoik
                nutelli i kanapkę z szynką i majonezem na deser. Ok, jeśli nawet coś zjadam
                ponad program, a to jest zdrowe, to nie robie z tego tragedii. Gorzej, kiedy
                zrę napadowo, kiedy chodzi za mną, zupełnie bez sensu, słodkie ( a nie jestem
                niedocukrzona) i kiedy jestem w stanie zjeść saszetkę cukru waniliowego, iść o
                północy do skelpu całodobowego po czekoladę, gotować michę spagetti itd. Kiedy
                chęć nażarcia się jet silniejsza od świadomości, od realnego uczucia braku
                faktycznego głodu... To mnie przeraża. A już było tak pięknie... Moze dzisiaj
                będzie lepiej...
                Pozdrawiam,
                Sz
                • justynek13 Re: 12 03.11.04, 15:08
                  nie poddawaj sie!!!!!
                  walcz
                  ja mam strasznego dola
                  dzis nie zjadlam narazie jakis koszmarnych ilosci raczej normalnie ale mam
                  ochote sie upic
                  mam pewna zmore o ktorej ni emoge pisac :-( to mnie gryzie
                • kasiolda Re: 12 03.11.04, 15:55
                  a u mnie to ostatnio juz nie chodzi o to ze zamiast pol miski galaretki zjadlam
                  cala..ale np chce mi sie cos slodkiego nie jem tego..zamiast tego zjadam
                  jablko..ale dalej chce czegos slodkiego..i to chcenie jest coraz wieksze az w
                  koncu daje za wygrana..a wtedy..wiecie
                  bylo pieknie..ale coz trzeba zaczac od nowa..jest ciezko..nie dosc ze psychika
                  nawala..potwornie sie nudze..nie wiem co ze soba zrobic..wziela bym sie za
                  cos..ale nie mam pomyslu..wyjsc sie boje..zaangazowac w cos tez..wracaja stare
                  leki..do tego brzuch mnie boli senna jestem..na szczescie z jedzeniem ok..jak
                  na razie obiad i jogurt na sniadanie..i nie jestem glodna..tak jak wczesniej
                  nie balam sie nadchodzacego weekendu i cieszylam sie na jego nadejscie tak
                  teraz mam watpliwosci czy dam rade..najchetniej zamknelabym sie w sobie..albo
                  obrazila na caly swiat...ale nie moge tak..3mam kciuki za Was..za Ciebie
                  szczesliwawa szczegolnie..
                • mostena Re: 12 03.11.04, 17:35
                  No wiem, napisalam tak ogolnie! Pamietam cos takiego na blogu Horli, o tym ,ze
                  je tylko sliwki suszone, orzeszki itp, ale to wciaz jest obzeranie sie i w
                  ogole dupa za przeproszeniem. A chcialam zwrocic uwage na to, ze to JEST
                  zdrowsze. Niewazne.
                  Jadlam cukier waniliowy, gotowalam caly gar samego makaron za zlotowke i
                  zjadalam smazony na margaryna za 69 gr (z Lidla), do nocnych chodzilam
                  wielokrotnie. Najlepiej kilku - bo wiadomo, wstyd. To na studiach. W domu
                  wychodzilam na 'wieczorne' spacery z psem. Moj brat tak wychodzi niepoganiany
                  na papierosa, a ja - do sklepu. I otwieranie nozem tabliczek czekolady... A tu
                  zdarza mi sie jesc slodzik. Czasem, wieczorem. Robie herbate owocowa na slodko -
                  normalnie pijam gorzka, ale kiedy jestem glodna, mam ochote na cos itp, taka
                  pomaga. I zamiast do szklanki, pakuje lyzke slodziku do buzi. I jeszcze jedna.
                  I jeszcze ze dwie. No tak.
                  Ale przestane - mam nadzieje. Podejmuje decyzje - nie bede tego robic. I juz.
                  • kasiolda Re: 12 03.11.04, 18:44
                    zdrowsze..ale napad to napad..
                    ja z kolei wyzeralam najpierw domowe zapasy..a potem gdy to nie starczalo
                    latalam do sklepu wydawalam wczesniej ciezko zaoszczedzone pieniadze na ciastka
                    wafelki wszystko co slodkie..potem chowalam papierki a gdy sie juz duzo tego
                    nazbieralo wyrzucalam do kosza pokryjomu..jak gdzies szlam..ja wyjadalam
                    niedawno smietanke do kawy,kakao..a raz nawet..Boze..budyn..w proszku..totalne
                    dno..ale zrobilam pewien postep nie obzeram sie w towarzystwie innych osob..gdy
                    ktos jst w domu..nie zakradam sie do kuchni po kryjomu..nie kupuje zarcia i nie
                    chowam pod lozkiem i kiedy nikogo nie ma w poblizu nie pakuje do buzi..zawsze
                    to cos..3mam kciuki mostena..wiem ze ci sie uda..masz silna wole..jestes
                    wzorem..tak dlusgo sie trzymasz..jelsi tak postanowilas napewno tak
                    bedzie..pozdrawiam..
                    • mostena Re: 12 05.11.04, 12:24
                      Nie wiem czy to silna wola, nic nie wiem. Wlazlam dzisiaj na wage - 59.5.
                      Troche sie wkurzylam, bo wynik by mnie mobilizowal, no ale z drugiej strony
                      wiem - miesnie (teraz juz za kazdym razem zamiast jechac drugim autobusem,
                      chodze pieszo, 3 razy w tygodniu, mam nadzieje, ze bede tak robic dalej, no i
                      ze pogoda mi bedzie sprzyjac;)) i te sprawy... Robie peelingi, wcieram kremy,
                      cwicze i tak dalej i tak dalej. Chce jak najlepiej wygladac po powrocie, a to
                      juz niedlugo. Jakbym sie objadla, to by mi sie wszystkiego odechcialo.
                      A dzisiaj siedze w domu. Musze sie wziac za sprzatanie zaraz. Na drugie
                      sniadanie zjem jakies ciastka, mam ochote. Za to podwieczorek jakis lekuchny
                      bedzie musial byc. To bedzie wyzwanie (zawsze mnie wtedy 'ssie' chociaz po
                      obiedzie bynajmniej nie jestem glodna).
                      Tak swoja droga, to mam wrazenie, ze przez to, ze tak dlugo sie trzymam troche
                      tu nie pasuje. Bo pisze tylko o takich glupich problemach typu jedna zelka itp.
                      Jak normalna odchudzaczka. Ale to nie tak. Zobaczycie. Jestem niemal pewna, ze
                      bede miec napady... a moze nie? Bo kiedy bede musiala sobie powiedziec stop,
                      bedac np u przyjaciolki? Beda lody, ciastka, ja bede miala na koncie po calym
                      dniu powiedzmy 1200 kcal, to jeszcze 600-800 na 'wykorzystanie'. No i co, kiedy
                      stop? Bede juz najedzona, na pewno, i bede miala ochote na slodkosci, jak
                      kazdy. Stop po 2000kcal? po 19:00? (= nie jesc nic z tych rzeczy tak naprawde,
                      bo to wieczorami tak bywa) Kiedy?
                      Wlasnie. Wlasnie, wlasnie.
                      Zobaczymy jak to bedzie.
                      Wtedy dopiero naprawde sie pochwale.
                      Albo nie.
    • szczesliwawa 13 03.11.04, 22:19
      Nie palę, nie żrę... jadłam dziś fasolę, może dlatego mnie nie napadło... czyli
      po dwóch dniach kichy wreszcie pozytywnie... dobrze.
      A u was dziewczyny? jakaś poprawa?
      Pozdrawiam,
      Sz
      • kasiolda Re: 13 04.11.04, 10:26
        u mnie tez lepiej..az sie sobie dziwie..jeden dzien..wlasciwie pol wystarczyl
        zebym sie pozbierala..i na drugi dzien po napadzie nie mialam nastepnego
        napadu...i dzisiaj tez jest ok..przynajmniej na razie..odpukac..i staram sie
        nie myslec co bedzie w weekend..nie wyobrazac sobie za wiele..nie spodziewac
        sie cudow..zeby sie nie rozczarowac..bedzie co ma byc..tylko psycholozka sie
        nie odzywa..nie wiem co z wizyta..mam nadzieje ze dzisiaj sie wyjasni..
        a co ma fasola do tego ze cie nie napadlo?
        ciesze sie ze sie udalo..i 3mam kciuki oby tak dalej bylo..jutro dwa tygodnie
        prawda?wytrzymaj..bedziesz lepsza ode mnie..mnie sie udalo ostatnio prawie dwa
        tygodnie..bez jednego dnia..ale coz..popracuje nad tym..pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka