Dodaj do ulubionych

Jak rozmawiać??

16.05.05, 10:15
witam,
pierwszy raz odwiedzam ten wątek ale sił mi juz brak...
przezywamy wlasnie kryzys malzenski...
probuje rozmawiac (dodam,ze ze stoickim sposobem) on ostentacyjnie ignoruje
moje próby...odpowiada:
"ojejku, znowu??!!"
"teraz nie,jestem zmeczony"
"przeciez jest dobrze"
itp.itd.
teraz wyprowadzil sie zostawiając mnie z dzieciakami
-udowodnic chce ze sobie nie poradze
Ja dam rade, a i owszem,ale nie chce zebysmy sie rozeszli tylko dlatego,ze
nie potrafimy dojsc do jakiegos kompromisu
Co robic??
nie mam juz pomysłów...:(
Obserwuj wątek
    • procesor Re: Jak rozmawiać?? 16.05.05, 11:11
      Potrzebny wam miediator rodzinny - pewnie zaraz zjawi sie leksh..cos tam, nei
      pamiętam nicka.
      On podaje namiary na rózne poradnie - warto sie zainteresowac.

      Problem w tym że twój mąz może nie chciec się z toba udać na taka terapię..
      Ale nawet sama możesz poszukać takiej pomocy.

      Czy on ma kogos??
      • zbig0807 Re: Jak rozmawiać?? 16.05.05, 13:57
        prawda może być okrutna. jak on szuka dziury w całym to znak niechybny, że:
        1)przestałaś mu się podobać fizycznie i nie ma ochoty na sex,
        2)jest zmęczony rodziną, wokół tyle atrakcyjnych , samotnych dziewczyn,
        3) ma już kogoś na boku, o czym ty nie wiesz
        • gohstek Re: A skąd wiesz ,że taki on jest... 17.05.05, 18:51
    • procesor Re: Jak rozmawiać?? 16.05.05, 11:14
      Mam. Poszukaj na tym forum wpisów nicka "leksheygyatso".

      Wiele razy podawał namiary na rózne ośrodki pomocy psychologicznej ii nie tylko.
      Np taki:

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=23568175&a=23569780
      • bettinaj Re: Jak rozmawiać?? 16.05.05, 11:33
        dzieki serdeczne,
        nie ma nikogo na 1000%, najbardziej przykre jest to ze my sie naprawde bardzo
        kochamy.
        o psychologu myslelismy juz nie raz.
        nie wiem tylko czy teraz gdy sie wyprowadził, jest jeszcze co ratowac.
        on jest potwornie uparty i dumny-do tego stopnia ze potrafi poswiecic rodzine
        (mamy dwojke dzieci 7 lat i 6 m-cy).
        boje sie co bedzie,ale wiem ze jezeli i tym razem to ja wyciągne rękę to tak
        sie bedzie działo bez konca - to zawsze ja przeprawszalam, nawet gdy nie bylo
        mojej winy-tylko dla swietego spokoju.
        i teraz juz nie mam siły...
        • viptocat Re: Jak rozmawiać?? 16.05.05, 13:09
          > o psychologu myslelismy juz nie raz.
          Myśleliście ale nie poszliście :(.
          > nie wiem tylko czy teraz gdy sie wyprowadził, jest jeszcze co ratowac.
          Jeżeli nie spróbujesz to prawdopodobnie się nie dowiesz :((((.

          > boje sie co bedzie,ale wiem ze jezeli i tym razem to ja wyciągne rękę to tak
          > sie bedzie działo bez konca - to zawsze ja przeprawszalam, nawet gdy nie bylo
          > mojej winy-tylko dla swietego spokoju.
          Nie będzie tak jeżeli postąpisz inaczej niż zwykle. Z tego co mówisz
          wynika ,że to Ty zawsze "gasiłaś pożary". Czyli jak było już bardzo źle
          to "wyciągałaś rękę" a potem OBOJE nic z tym nie robiliście do ... następnego
          kryzysu.
          Tym zamiast "gasić pożar" musisz "mieć plan". (Na przykład taki)
          --Znaleźć dobrego terapeutę (specjalistę od terapii małżeństw)
          --Porozmawiać z nim o waszym małżeństwie i o tym w jaki sposób namówić męża
          na terapię małżeńską
          --Zacząć terapię wspólnie z mężem.
          .......
          Moim zdaniem jeżeli mąż nikogo nie ma to masz szansę bliską 100% ,że uda Ci
          się go namówić na wspólną terapię.

          Trzymaj się i powodzenia
          V
          • bettinaj Re: Jak rozmawiać?? 16.05.05, 13:36
            wiesz najlepsze jest to, ze to on wlasnie odmowił wizyte, bo stwierdził, ze
            poradzimy sobie sami, zaczniemy gdzies wychodzic bez dzieci, byc tylko ze soba.
            i bylo cudownie...przez 2 tygodnie,a pozniej znow burza...
            Postanowiłam,ze teraz naprawde nie ja wyciągne rękę.
            On się wyprowadził, więc o zadnej rozmowie nie ma mowy.
            Ale jestem juz na etapie szukania psychologa i jezeli on się nie zgodzi na
            takie rozwiązanie (mówił do tej pory,ze chce) to bedzie to rzeczywiście juz
            koniec.
            • bettinaj Do Zbig... 16.05.05, 15:36
              wiem na 100% ze zdrada mu nie w głowie.
              Jezeli chodzi o sex to byl prawie codziennie i wspaniały...
              Zmęczony rodziną - nie bardzo wiem jak mozna zmeczyc sie rodziną...
              zmęczony jest napewno ale jezeli juz to pracą, bo ma bardzo wymagajacych
              przełożonych...a w domu i tak zazwyczaj robie wszystko ja - odpuścilam mu, bo
              wiem ze sama i tak robię to lepiej, a jak mam po nim poprawiac gdzie raz ze
              podwojna robota, a dwa, ze on sie wkurza...to po co :)
              • lesq Re: Do Zbig... 17.05.05, 21:08
                Moze przypomnial sobie ze w mlodosci sie nie wyszumial ;-( bylam w podobnej
                sytuacji sex codziennie, wszystko na swoim miejscu obiad podany, kwiaty od
                Niego w wazonie zawsze swieze... i Inne zycie na boku (kochanka- kiedy nie
                wiem). Niestety stawianie sprawy na ostrzu noza nic dobrego nie dalo.
                Psycholog i dobry terapeuta to tylko moze wam dopomoc. Zycze Ci pogody ducha i
                szsczesliwego rozwiazania
              • kamar4 Re: Do Zbig... 18.05.05, 08:49
                Witaj,
                Zwróciłam uwagę na Twoje zdanie: odpuściłam mu, bo wiem, ze sama i tak robię to
                lepiej. Ja z pełną premedytacją stosuję dokladnie odwrotna zasadę: niech zrobi
                to gorzej, ale sam. Wynika to z mojego doświadczenia - jako najmłodsze dziecko
                zawsze byłam tak traktowana: bez względu na to jak bym się starała, ktoś po
                mnie poprawiał, kończył. W efekcie bardzo szybko nauczyłam się, że nie warto
                się starać bo 1. nikt tego nie doceni, 2. po co sie przemęczać - trzy minki ...
                i ktoś zrobi wszystko za mnie, a ja mam wolne. Super, ale satysfakcji żadnej.
                Moja tesciowa postępowała ze swoimi synami, tak jak Ty z mężem. "czy Ty
                widzisz, jak on trzyma gąbkę do mycia naczyń!!! Oddaj, sama to zrobię". Ja nie
                patrzę, jak mój mąż myje naczynia, jak myje okna, jak odkurza, i co
                najważniejsze nie krytykuję. Na początku nie było to łatwe, ale teraz jak
                sprzątamy to razem, a potem razem idziemy się pobyczyć czy zająć rozrywkami.
                Nie pozwoliłam sobie na to, aby soboty mój mąż spędzał z kolegami a ja pucowała
                meble czy podłogę - i uważam, że to był bardzo dobry wybór, choć powtarzam -
                kosztował sporo pracy NAD SOBĄ.
                Życzę Ci, abyć znalazła najlepsze dla Ciebie rozwiązanie,
                Ka
                • bettinaj Re: Do Zbig... 18.05.05, 09:10
                  wiesz, z tym sprzataniem to nie jest tak,ze ja robie wszystko-on nic...to co
                  wiem,ze po prostu nie potrafi, robie ja bo lepiej miidzie, ale wielokrotnie tez
                  odpuszczam np. jak szoruje łazienkę i niewazne ze pełno "kotów" nadal po niej
                  biega, ale cos zrobił - i nic nie mowie nie poprawiam, no chyba ze na drugi
                  dzien jak juz nie zauwazy;)
                  przeciez gdybym mila robic wszystko sama wiedzac,ze sama nie mieszkam tylko z
                  nim to byloby to naprawde bez sensu...
              • ktosia75 Re: Do Zbig... 18.05.05, 13:55
                Może po prostu za mało od niego oczekując biorąc na siebie większość
                obowiazków.Może gdzies w podświadomosci czuje sie nie potrzebny.W zwiazku
                człowiek czuje sie najlepiej jeśli może nie tylko brac ale i dawać.Dawanie jest
                chyba ważniejsze.
                • zbig0807 Re: Do innych 19.05.05, 19:21
                  łatwo nam radzić innym a sami mamy problemy no nie?
            • viptocat Re: Jak rozmawiać?? 17.05.05, 11:21
              > wiesz najlepsze jest to, ze to on wlasnie odmowił wizyte, bo stwierdził, ze
              > poradzimy sobie sami, zaczniemy gdzies wychodzic bez dzieci, byc tylko ze
              >soba.i bylo cudownie...przez 2 tygodnie,a pozniej znow burza...

              Podałaś więcej szczegułów i przekonałaś mnie ,że BARDZO potrzebujecie wspólnej
              terapii.

              > Postanowiłam,ze teraz naprawde nie ja wyciągne rękę.
              To kto do kogo wyciągnie rękę jest naprawdę bez znaczenia. Ważne ,żebyście
              wspólnie trafili do terapeuty. Dobry psycholog będzie potrafił zaproponować Ci
              odpowiednią "strategię namawiania męża".
              Być może będziesz musiała się bardzo postarać. Pamiętaj ,że to co robisz to
              nie jest gaszeniem kolejnego pożaru tylko znalezieniem odpowiedniego
              rozwiązania.

              >jezeli on się nie zgodzi na takie rozwiązanie (mówił do tej pory,ze chce) to
              >bedzie to rzeczywiście juz koniec.
              Moim zdaniem ewentualną decyzję o trwaniu (lub zakończeniu) małżeństwa
              powinniście podjąć po albo w trakcie terapii. Nie wcześniej i nie pod wpływem
              takich emocji.

              Pozdrawiam i życzę powodzenia
              V
              • bettinaj Re: Jak rozmawiać?? 17.05.05, 11:29
                Bardzo dziękuję,
                ja juz naprawde jestem u kresu wytrzymałości.
                Bardzo bym chciala zeby bylo dobrze, ja staram sie zmienic i byc lepsza ale nie
                widzac zadnego zaangazowania z drugiej strony to tak potwornie boli.
                Moj M jest bardzo zamknietym czlowiekiem, nie potrafi sie przyznac do tego, ze
                ma problemy -to jakis rodzaj porazki z jego strony. I nie chce chyba tez
                widziec problemow w naszym zwiazku udajac ze ich tak naprawde nie ma, a tak nie
                moze byc. bo we mnie frustracja narasta, a on milczy. obydwoje mamy dosc
                ciezkie charakterki, on uparty, ja nerwus.
                szukam terapeuty we Wroclawiu...
                staram się...bardzo chce zeby bylo lepiej
                • viptocat Re: Jak rozmawiać?? 17.05.05, 16:02
                  > szukam terapeuty we Wroclawiu...
                  Nie jestem z Wrocławia więc nikogo Ci nie będę mógł polecić.

                  Na tym forum znalazłem taki link kogoś kto polecał terapeutę z Wrocławia.
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=20759563&a=20776356
                  Masz dostęp do Internetu więc powinnaś bez większych trudności kogoś znaleźć.
                  (np. www.panoramafirm.pl)


                  > staram się...bardzo chce zeby bylo lepiej
                  Mam nadzieję ,że będzie ... dużo lepiej


                  Trzymaj się bardzo ciepło.
                  Pozdrawiam
                  V
                • bou Re: Jak rozmawiać?? 18.05.05, 16:56
                  mam dość podobnie, jesteśmy 5 lat, ja nerwus, a on uparty, pan z bierną agresją
                  pt. nie odzywan się do ciebie, zaprzeczam twojemu istnieniu, jak sie obraża to
                  trwa to ok tydzień, dwa.. tez jest dumny i nie pujdzie na terapie, bo jak
                  poszedł to pani psycholog zmyła mu głowę (jak sądzę).. w domu to on więcej robi
                  niż ja, ma znacznie więcej czasu wolnego choc lepiej zarabia, i no niestety
                  pali.. nie papierosy.. mnie to wkurza i się awanturuję co jakiś czas.. nie chce
                  rozmawiać.. jak ja tylko cokolwiek wspomnę to słowna agresja w wykonaniu tego
                  pana naprawdę robi wrazenie.. ale najgorsze jest chyba to, że tak w ogóle to
                  sumienny, pracowity i uczynny człowiek.. tak z zewnątrz.. koleżanki mi
                  zazdroszczą..
              • berem4 Re: Jak rozmawiać?? 17.05.05, 18:34
                Moi rodzice się rozstali 15 lat temu. Powodem byłyśmy my z siostrą czyli
                dzieci. Mój ojciec nie dorósł do swojej roli. Od kiedy pamiętam to zawsze mama
                starała się o atmosferę w domu, a mój ojciec coraz bardziej to wykorzystywał.
                Przepraszała i im bardziej się starała tym bardziej miał jej dość. Odszedł i to
                na nasze szczęście. Mama znalazła sobie kogoś i jest z nim szczęsliwa. Ten
                facet jest dla mnie bardziej ojcem niż mój własny mimo że mieszkam już w innej
                miejscowości i mam własną rodzinę. Nie przepraszaj go wiecznie, bo przestanie
                Cię szanować. Problem tkwi w czym innym, więc porady o pomocy fachowcy chyba są
                zasadne.Pozdrawiam i głowa do góry. Poradzisz sobie, i niech on też to
                zobaczy!!!
        • olisiaczek Re: Jak rozmawiać?? 18.05.05, 01:30
          Hej, uszy do góry! To TWOJE życie i nikt Ci go nie poprawi. Żaden terapeuta
          rodzinny nie będzie w stanie nic wskórać, jeśli TY jesteś pewna, że on nikogo
          nie ma i to na 1000%. Tak naprawdę to jedyne, czego możemy być pewni w życiu to
          śmierć :) A tak serio (choć to tez było serio :) to chciałabym Ci powiedzieć,
          że "mój mąż jest z zawodu dyrektorem" i co to oznacza, że mam go dość...! Jego
          problemy, jego kłopoty, jego sprawy są (były) ważne, zaś ja byłam nieistotna
          (mówię tu o pełnieniu tej zaszczytnej funkcji MATKI - tez mam dwójkę dzieci i
          myślę, że mogę powiedzieć, że wiem, jakie masz obowiązki). Sądzę, że on nie
          dorósł ani do Waszego małżeństwa, ani tym bardziej do bycia ojcem, choć tego
          drugiego może się jeszcze nauczyć - w końcu z jego krwi i lędźwi te dziatki i
          na starość :) może przyjść do niego świadomość: "Jak, rany, przecież mam
          dzieci!" Nie będę więcej wypisywać, bo pomyślisz, żem zła. A to nieprawda.
          Pamiętaj tylko, proszę, by uświadomić sobie, że TY jesteś TEŻ ważna, że TWOJE
          sprawy (zwłaszcza związane z dziećmi, a szczególnie takimi malutkimi) są
          wynikiem WASZEGO ich stworzenia, że nie kupiłaś dzieci i domu, bo były w
          sklepie, tylko RAZEM stworzyliście dom, rodzinę, dzieci i że także jego
          OBOWIĄZKIEM moralnym jest kochać te dzieci, nie tylko mówiąc o tym (bo to się
          najprościej czyni, jeśli nie jest to prawdą...), lecz też uczestnicząc w ich
          wychowywaniu oraz kochając i szanując je same i ich matkę. Czy źle mówię? Nie,
          wiem, że jestem (prawie) szczęśliwa, gdy uświadamiam sobie, że po 15 latach
          znajomości, a 11 latach małżeństwa, rozchodzę się z ojcem moich dzieci, że SAMA
          sobie będę radzić, że znajdę czas na bycie dla dzieci, bycie dla siebie,
          odnajdywanie szacunku dla samej siebie, używanie życia (mam 35 lat i czuję się
          stara i zgrzybiała, osamotniona i zawstydzona brakiem kontaktu ze światem
          zewnętrznym), na szukanie pogubionych starych przyjaźni, na powrót do moich
          (MOICH) zainteresowań... - a wszystko to dlatego, że zamierzam się wyluzować,
          przestać udawać, że jestem zła ("zła") czy niedopasowana do czyichś wizji, bo
          chcę mieć MOJE wizje, MOJE plany, MOJE prawo do czucia się ważną. Może za dużo
          nagadałam, ale chciałam Ci powiedzieć, że nie musisz wyciągać ręki do kogoś,
          kto jej nie chce, bo będziesz się czuła odtrącona i po prostu źle (jak teraz) i
          przyczyn tego stanu będziesz szukała w sobie (jak teraz), a nie tam, skąd one
          wzięły początek - prawdopodobnie związałaś się z nieodpowiednim facetem. Nie
          wnikam, czy moment był odpowiedni, jakie były przyczyny Waszego małżeństwa, czy
          to była TA miłość, bo nie moja to rzecz. To TY musisz o tym pomyśleć, to TY
          musisz zobaczyć, gdzie został popełniony błąd, ale nie wydaje mi się, byś miała
          szansę na jego "naprawę" - przepraszam, ale wydaje mi się, że nie masz po co na
          Twego męża tracić czasu i nie tylko dlatego, że nie wierzę, by nikogo nie miał.
          Moja kumpela uprawia seks ze swoim mężem, ale to nie znaczy, że on nie uprawia
          go jeszcze z kilkoma innymi kobietami w czasie trwania ich małżeństwa. Nie musi
          tak być w Waszym przypadku, ale może warto na chwilę "stracić" do niego
          zaufanie? Spojrzeć na niego bardziej krytycznie? Poszukać dziury w całym jego
          zmęczonym, dniu pracy mężczyzny, który (rzekomo) kocha swą żonę, ale nie umie
          się z nią porozumieć? Może zauważysz, że nie jest to TEN Człowiek, którego
          wydawało Ci się, że chciałaś poślubić, z którym chciałaś mieć dzieci i żyć z
          nim długo i szczęśliwie. Nawet moja MAMA (świętej pamięci) miała trzech
          mężów :))) Była cudowną osobą. Nie wiem, czy wiedziała, czego chce, bo teraz
          uważam, że za dużo nam, dzieciom poświęcała, ale myślę, że tego CHCIAŁA.
          Zastanów się, czego TY chcesz. Może wcale nie byłabyś z mężem, ale się
          boisz "samotności" albo tak było dotychczas? Piszesz, że zostawił Cię z
          dziećmi. Szczerze - nigdy bym go nie wpuściła do mojego (MOJEGO!) domu, życia,
          a już na pewno nie w intymną sferę seksu...
          Życzę Ci dobrej nocy, byś wyśniła swoje najlepsze rozwiązanie, bo życie jest
          tylko jedno i czasu się nie cofnie. Spokój - myślę - powinien Ci towarzyszyć w
          przemyśleniach, ale też nie bój się stawić czoła strasznym myślom, że to nie Ty
          jesteś czemukolwiek winna; może tak miało być?...
          Być może spotkasz jeszcze na swojej drodze kogoś, kto nie będąc Twym księciem z
          bajki, udowodni Ci, że życie jest piękne i nie będziesz musiała się STARAĆ, by
          czuć się najważniejsza?... Tego Ci z całego serca życzę.
          Bea
          olisiaczek@gazeta.pl
    • alfika Re: :) 16.05.05, 17:52
      rozstańcie się - ułożycie sobie spokojnie życie, szczęśliwie i z tymi, którzy
      nic wam nie będą udowadniac :)))
    • hubkulik Re: Jak rozmawiać?? 17.05.05, 11:46
      Jesli zalezy Ci na tym zwiazku, to przyda sie cierpliwosc + zajecie sie soba w
      czasie gdy on nie chce sie komunikowac (dobra forma moga byc konsultacje u
      psychologa). Nie zmusisz drugiego czlowieka do niczego, czego on nie chce. Na
      tym polega wolnosc.

      Pozdrawiam Hubert
      • po_godzinach Re: Jak rozmawiać?? 17.05.05, 11:51
        "Nie zmusisz drugiego czlowieka do niczego, czego on nie chce"

        Witaj Hubercie)
        Zmusisz, tyle że będzie to w sferze zachowań, nie emocji. Ludzie często ulegaja
        dla świętego spokoju, jeśli są leniwi.
        No i - nie każdy potrzebuje wolności, wielu wystarczy poczucie przynalezności
        do kogoś.
    • ellcia8 Re: Jak rozmawiać?? 17.05.05, 12:09
      bettinaj napisała:

      > witam,
      > pierwszy raz odwiedzam ten wątek ale sił mi juz brak...
      > przezywamy wlasnie kryzys malzenski...
      > probuje rozmawiac (dodam,ze ze stoickim sposobem) on ostentacyjnie ignoruje
      > moje próby...odpowiada:
      > "ojejku, znowu??!!"
      > "teraz nie,jestem zmeczony"
      > "przeciez jest dobrze"
      > itp.itd.
      > teraz wyprowadzil sie zostawiając mnie z dzieciakami
      > -udowodnic chce ze sobie nie poradze
      > Ja dam rade, a i owszem,ale nie chce zebysmy sie rozeszli tylko dlatego,ze
      > nie potrafimy dojsc do jakiegos kompromisu
      > Co robic??
      > nie mam juz pomysłów...:(
      Na co masz czekac? Zostawil Cie z Dziecmi,a Ty masz to wybaczyc? Wroci po 2
      tygodniach bo nie bedzie mial czystych skarpet.Ty go przyjmiesz, a jemu znow
      odwali i znow odejdzie. Problemy rozwiazuje sie wspolnie!
    • gohstek Re: Jak rozmawiać?? 17.05.05, 19:15
      Aby radzić Ci cokolwiek co ma ręce i nogi, trzeba by było wysłuchać także i
      relacji twojego męża. Myślę że pomoc ze strony Poradni rodzinnej i jakiegoś
      dobrego mediatora może pomóc wam w rozwiązaniu waszych problemów. Ale musi być
      to chęc z obydwu stron. Pisałas,że ma ciężko w pracy, to moze być jeden z bardzo
      ważnych powodów dla którego on się źle czuje w rodzinie. Może przechodzi jakieś
      problemy psychiczne, ktore nie są dla ciebie widoczne?
    • minka5 Re: Jak rozmawiać?? 17.05.05, 19:50
      Dosc duzo osob zacheca do terapii. Na pewno moze byc pomocna, ale....
      Ogladalam to z bliska, kazdego dnia... Moja najserdeczniejsza przyjaciolka
      wyladowala u mediatora z podobna historia jaka opisala bettinaj.
      Z ta moze tylko roznica, iz malzonek rowniez uwazal to za dobre rozwiazanie.
      Po kazdej sesji, przechodzila jeszcze gorsze pieklo. To jakby jakas piekielna
      maszyna poruszala naraz wszystko co w czlowieku zle. Terapeuta twierdzil, iz
      musza dojsc do dna, aby na nowo zaczac budowac. Nie wytrzymali tego
      psychicznie, ani on ani ona. Rok przebywali w separacji, widujac sie z racji
      dzieci.
      Teraz po kolejnym roku, oboje przemysleli sobie sprawy, moze dojrzeli i mozna
      dostrzec swiatlo w tunelu, choc rozchodzac sie, nie mieli takich planow.
      Tak jakby musieli od siebie odpoczac, poukaldac sobie w osobnosci, by na nowo
      sie odkryc.
      I jaki z tego wniosek? Terapia nie zawsze bywa zlotym srodkiem. Mysle, ze musi
      byc starannie dobrana (bo przeciez sa rozne techniki), ale i tez dobrze
      wymierzona czasowo.
      A dla scislosci (zanim ktos mnie zaatakuje) - jak najbardziej cenie rozwiazania
      poprzez terapie. Trzeba sobie tylko uzmyslowic, ze nie zawsze bywa
      wystarczajaco skuteczna, czego nie nalezy utozsamiac z jakoscia pracy
      specjalisty.
      I on nie sklei tego czego nie mozna juz skleic. A czasami nawet nie warto
      probowac, po juz tylu nieudanych probach. Postawienie krechy bywa trudne, ale z
      czasem moze okazac sie blogoslawionym rozwiazaniem.
      Jak w takiej atmosferze wzrastaja dzieci?
      • bettinaj Re: Jak rozmawiać?? 17.05.05, 20:15
        wiecie, co do terapi to nie jest tak,ze on nie chce...
        on chce ale mam wrazenie,ze sie boi, wstydzi obnazyc przed obca osobą swoje
        zycie, uczucia...
        gdy go pytałam-chcial bardzo,ale tak to mowila jakby jednoczesnie mial nadzieje
        na to,ze jakos to sie i bez tego ułoży.
        Ja teraz jednak nie widze juz wyjscia...bo probowalam wszystkiego innego.
        • ulka.b Re: Jak rozmawiać?? 17.05.05, 21:05
          dam Ci dobrą , naprawde dobrą radę. dosyc sie starlas, na chwile z tym
          skoncz.postaraj sie o tym nie myslec, sprobuj jak to jest byc sama i dawac sobie
          rade, na wyp;adek gdyby rzeczywiscie tak sie mialo stac. udawaj.udawaj, ze sobie
          radzisz, ze bez niego tez umiesz. dozyc mu juz udowadnialas , ze kochasz. on to
          juz wie. zateskni na pewno, gdy poczuje sie mniej pewny. a jelsi nie, to znaczy
          ze nie ma o co walczyc. najgorsze to byc z kims z litosci badz z
          przyzwyczajenia, chyba nie chcialabys zeby ktos z Toba byl wlasnie z tych
          powodow? wiem ze przykre jest to, co pisze, ale wierz mi przerabialam to patrzac
          na relacje rodzicwo. moja mama byla zbyt miekka, zostala z tata. a terz placze.
          codziennie. a i ja nie ejstem szcesliwa, nie mam autorytetow w domu i sama musze
          dochodzic do tego jak powinno wygladac prawdziwe malzenstwqo. nie tak, jak moich
          rodzicow, to wiem. pozdrowiam i ycze bardzo duzo szczescia. posluchaj mojej
          rady, prosze. al;e decyzja nalezy oczywisci do Ciebie.
      • procesor Re: Jak rozmawiać?? 17.05.05, 22:45
        Mediator nie ma na celu sklejenia związku za wszelka cenę.
        CZasem efektem mediacji jest rozejscie sie małonków!

        Chodzi o to by podjąć własciwą decyzje, dobra dla obu stron, spokojnie, nie w
        gniewie lecz z mądrym spojrzeniem na wzajemne potrzeby i oczekiwania.
    • young.lady Re: Jak rozmawiać?? 18.05.05, 01:16
      Wiesz, jemu naprawde jest WYGODNIE, miec kobiete, ktora troszczy sie o niego
      caly czas. Ale taka postawa nie ma nic wspolnego z miloscia. Zreszta sama
      pewnie to czujesz, ze tylko Tobie zalezy na tym malzenstwie. Jakby jemu
      zalezalo, to nie wyprowadzilby sie zostawiajac swoja ukochana zone z dwojka
      dzieci. Z tego co piszesz, mozna wywnioskowac, ze on dreczy Cie psychicznie,
      sprawdza ile jestes w stanie zniesc.
      Moja rada jest taka: nie graj w te jego gierki, nie daj sie tak traktowac. Miej
      swiadomosc tego, ze twoje starsze dziecko bedzie pamietalo ta sytuacje i nie
      pozostanie ona bez znaczenia dla jego psychiki. To chyba wazniejsze niz jakis
      facet, ktory majac kochajaca go zone, nie troszczy sie o nia. Pozwol sobie
      odpoczac od niego. Zajmij sie czyms, co sprawi Ci przyjemnosc i pozwoli oderwac
      mysli od tej sytuacji.
      Musisz byc bardzo silna, czego Ci z calego serca zycze (sama jestem w takiej
      sytuacji).

      Pozdrawiam serdecznie
      Katarzyna
      ---------------------------
      www.katarzyna.blox.pl
    • bykkk Dużo tu durnych rad a co jedna to głupsza. 18.05.05, 05:58
      Dużo tu durnych rad a co jedna to głupsza (nie wszystkie oczywiście).
      Najdurniejsza z durnych to szukanie pomocy u "specjalistów". Tiaaa.. terapeuci,
      srapeuci i co jeszcze? Brać pomoc od osoób, które same są zaburzone psychicznie?

      Prawda jest taka, że to Wasz koniec i we własnym interesie należy się z tym
      pogodzić. On nie musi mieć kogoś na boku, on nie musi być potworem bez uczuć,
      po prostu po czasie wyszło, że jesteście NIEDOPASOWANI.. Może jesteś dla niego
      nieatrakcyjna (wcale nie musi chodzić o wygląd, intelekt wbrew pozorom jest
      ważniejszy czy zainteresowania). Teraz już nic nie zmienisz, bo skoro dotąd
      jesteś jaka jesteś to nie ma sensu. Zresztą niby czemu nagle w dojrzałym wieku
      miałabyś się zmieniać?

      Z tych strzępków informacji które zamieściłaś wnioskuję, że to analogiczna
      sytuacja jak u mnie. Odszedłem choć nikogo wówczas nie miałem, obydwojgu nam to
      na dobre wyszło, mojej córce zresztą też (dziś tak mogę powiedzieć bo minęło
      już 8 lat i to już nastolatka). Gdybym został to w którymś momencie
      nieuchronnie pojawiłyby się awantury i przemoc. Po prostu zwyczajnie byliśmy
      niedopasowani.

      Nie traktuj więc odejścia swojego faceta jak końca świata.. to dopiero początek
      nowego :)
    • agash4 Re: Jak rozmawiać?? 18.05.05, 10:13
      Witam, bykkk ma bardzo duzo racji zwlaszcza z tym odejsciem. Czesto kobiety
      panikuja, wydaje im sie ze to koniec swiata, ale przeciez.... swiat sie nie
      konczy! Naprawde i czesto jest to poczatek pogodnego, satysfakcjonujacego
      zycia. Stracilam wiele zdrowia niepotrzebnie zupelnie na "pogon psychiczna". I
      nie zalmy sie ze oni tacy biedni, tacy nieporadni (mowie tu o Twoim mezu i o
      moim bylym) ze zamknieci w sobie itd. Bzdury bzdury bzdury! Twoj maz igra sobie
      z Toba i tak dlugo jak pozwolisz bedzie sie bawil tym i uwierz mi on sie w
      duchu z Twojego przejmowania i angazowania po prostu smieje! Bawi sie z Toba w
      kotka i myszke! Nie doszukuj sie diabli wiedza czego, nie dorabiaj teorii do
      rzeczywistosci, nie filozofuj! Jest w domu? Dba o Ciebie? Dba o dzieci?
      Troszczy sie co sie z Toba dzieje, jak sobie radzisz? Zadaj sobie pare takich
      pytan i odpowiedz najobiektywniej jak potrafisz. Jak ta sytuacja wyglada z tej
      perspektywy? No jak? Ja mam teraz bardzo madrego wspanialego partnera. Jest
      szczery i oprocz opowiedzenia mi jaka jest psychika mezczyzn (a oni naprawde
      wszystko wiedza, co powinni robic i jak) pokazuje mi co dzien w kazdej chwili
      ze mozna patrzec i isc w te sama strone i jest to naturalne. Zycze Ci najpierw
      wytrwalosci w przebrnieciu przez trudne chwile a potem szczescia i satysfakcji
      w lepszym zyciu, ktore mozesz sobie dac. pozdrawiam
    • my-cha Re: Jak rozmawiać?? 18.05.05, 10:25
      jestem trochę zdziwiona i zniesmaczona częścią rad jakie tu wyczytałam.
      Moja jest troszkę z innej strony
      zapraszam na stronę www.spotkaniamalzenskie.pl/

      wielu osobom to pomaga.
      Waśnie w sytuacji gdy nie mogą się dogadać albo zacząć gadać :-)
      Powodzenia
    • aga_agawa Re: Jak rozmawiać?? 18.05.05, 10:56
      Wiesz, za mało się cenisz.
      Nie bądź taka dobra i łagodna, bo to mozę właśnie wkurza twojego M. Trochę
      egoizmu z twojej strony mogłoby wyrównać poziom. On cię zostawia z niemowlakiem
      i pierwszoklasistą w domu. Idzie sobie, bo się wkurzył??!! A ty jeszcze go
      tłumaczysz. Tupnij nogą dziewczyno! Zadbaj o fryzurę i paznokcie. On jest zbyt
      pewny tego, że ty mu nigdzie nie znikniesz i dlatego sobie tak pozwala. Wie, że
      o bardzo kochasz i nigdy nie znajdziesz/nie poszukasz sobie innego. Do tego
      trzymają cię dzieci. Zasiej w nim ziarenko niepokoju. Niech myśłi, zę tobie
      nawet jest tak na rękę, bo sobie możesz robić inne rzeczy... zostaw dziecko z
      koleżanką na chwilę i zainscenizuj, że to cały dzień ona z dzieckiem siedzi, bo
      ty masz spotkanie "z kimś". Niech widzi, że przebierasz się w inną sukienkę na
      wieczór do ogląania telewizji... kurcze niech zauważy w tobie kobietę, którą
      może stracić! (bo chbya sie widujecie? odwiedza dzieci?) i niech go to zaboli!

      Miałam podobny kryzys, gdy moja pierwsza córka miała pół roku. Kochaliśmy się,
      ale... w końcu uświadomiłam mężowi, ze jeżeli nie będzie się starał, to mnie
      straci... mimo wszystko. Przestałam mu gotować i prasować. Mieszkałam jak w
      hotelu i dbałam tylko o siebie i dziecko. Kiedy facet spanikował - myśłał, zę
      to JA chcę go zostawić (a nie on mnie), to nagle chciał rozmawiać...
      Mieszkaliśmy obok siebie - bo nie było to wspólne mieszkanie i bycie. W końcu
      (po dwóch latach, gdy on już się wyprowadzał do hotelu) udało sie wyjechać
      razem na tygodniowe rekolekcje dla małżeństw. To nam pomogło, pokazało jak
      rozmawiać ze sobą by się słyszeć. Oczywiście nei było gładko. Baliśmy się, że
      nasze porozumienie prysnie jak bańka mydlana. Kontakt z osobami trzecimi pomógł
      nam , ale dopiero wtedy gdy oboje tego chcieliśmy. Dziś jest dobrze. Owszem
      czasem się pokłócimy. Ale przetrwaliśy.

      Moim zdaniem przeżyłam to jego "odpoczywanie" ode mnie dzięki temu, że też
      pomyślałam o swoich potrzebach. Nie mozęsz być jego wiernym pieskiem, tylko
      partnerem na wszystkich płaszczyznach waszego życia. On cie musi szanować,
      cenić i musi wiedzieć, że nic mu się nie należy... ale jeżeli już jest, to jest
      tylko twoja dobrą wolą...

      Powodzenia :)
    • aga00007 Re: Jak rozmawiać?? 18.05.05, 11:08
      Witaj Bettinaj! Ja też mam bardzo podobny problem,z tym,że moje dzieci są dużo
      starsze od Twoich mają 5 i 16 lat.Mój mąż to typowy cham i niewychowany synuś
      mamusi,mówisz do niego stoi plecami jak mu grzecznie zwrócisz uwagę to się
      drze,że nie będzie stał przede mną na baczność,ciągle mu się coś nie
      podoba,ciągle się o coś czepia,jak chcę z nim porozmawiać to zawsze patrzy w
      innym kierunku a najczęściej jest to telewizor,moje sprawy są dla niego
      nieważne,moja praca to nie praca.Odkąd mam drugie dziecko rzeczywiście mniej
      zarabiam dla domu niż on o czym nie pozwala mi na moment zapomnieć,twierdzi,że
      nie umiem odłożyć na nowy samochód z pensji!!!!Właściwie mogłabym tak pisać i
      pisać o nim do wieczora i mnożyć te przypadki ale nie w tym rzecz,ostatnio
      zaczęłam na poważnie po raz pierwszy zastanawiać się jak ułożyć sobie życie bez
      niego,jak po prostu od niego odejść,mam już nawet pewien plan,najpierw muszę
      podreperować swoją sytuację finansową,co ma nastąpić od września no i wiadomo
      zmiana mieszkania,oswojenie się z nowa sytuacją ,to wszystko nie jest takie
      proste,ale ja po prostu mam dość,nie wyobrażam sobie być do końca życia z takim
      człowiekiem.Wiele razy rozmawiałam,prosiłam,ustępowałam,ostatnio on już nawet
      nie przeprasza,tylko urazi mnie czymś dogłębnie i czeka kilkanaście dni aż samo
      się rozejdzie po kościach.Jest z natury potwornym mrukiem,więc nie czuje
      potrzeby rozmawiania i obcowania z rodziną.Oczywiście jego zachowanie odbija
      się już na starszej córce,nie chce się uczyć nie widzi celu w życiu,nie szanuje
      mnie tak jak i on,jest bardzo chamska i krnąbrna sprawia w szkole kłopoty
      wychowawcze.Nie chciałabym aby moje młodsze dziecko było też takie i właśnie
      dlatego cos chcę zrobić ze swoim życiem właśnie teraz.Bajkowo brzmią dla mnie
      wasze wypowiedzi o partnerze z którym nie trzeba walczyć,który potrafi
      powiedziec dobre słowo i idzie w tym samym co Ty kierunku...może mnie się tez
      to jeszcze możew zdarzyć.
      • arnick_a Re: Jak rozmawiać?? 18.05.05, 13:37
        aga00007 napisała:

        > zaczęłam na poważnie po raz pierwszy zastanawiać się jak ułożyć sobie życie
        bez
        >
        > niego,jak po prostu od niego odejść,mam już nawet pewien plan,najpierw muszę
        > podreperować swoją sytuację finansową,co ma nastąpić od września no i wiadomo
        > zmiana mieszkania,oswojenie się z nowa sytuacją ,to wszystko nie jest takie
        > proste,ale ja po prostu mam dość,nie wyobrażam sobie być do końca życia z
        takim
        >
        > człowiekiem.
        Nareszcie ktoś podniósł przyziemny wątek kasy. Rzuci jeden z drugim żałosny
        ochłap zwany alimentami, a wyzwolona kobieta wieczorami będzie gimnastykowć
        umysł kombinując, jak go podzielić, żeby opłacić czynsz, kupić dziecku ciuchy
        dostosowane do pory roku, a sobie zapewnić atrakcyjny wygląd, wszak życie nie
        kończy się rozwodem! Jeśli ktoś widział tłum kobiet z dziećmi pod urzędem
        wypłacającym niewielkie zapomogi, wie, o czym mówię. Do rozdzielenia była
        określona kwota, więc która pierwsza, ta lepsza. Nie wiem, czy można zachować
        godność osobistą, w brutalnych przepychankach do społecznych groszy, nie tylko
        godność zresztą. Na samotne wychowywanie dzieci musi być kobietę stać.
        I druga rzecz. Opisywani na forach faceci to bardzo często istoty niemalże
        anielskie, stąd niespotykane w realu. Znaleźć dla siebie nowego męża to nie
        problem, ale ojca dla swoich dzieci już nie tak pojedynczo. Lepszy ojciec z
        wadami niż taki ojczym. A już kiedy rodzina obejmuje dzieci moje, twoje i nasze
        psychika nie tylko dzieci bywa zagrożona. Nie twierdzę, że to reguła, ale warto
        spojrzeć na zerwanie związku i z takiej perspektywy.
        Arni
    • falcon87 Re: Jak rozmawiać?? 18.05.05, 11:18
      Niedawno przechodziliśmy podobny kryzys, przez jakiś miesiąc nawet mieszkaliśmy
      osobno. Ostatecznie winna częściowo była temu moja depresja związana z własną
      firmą. Byłem też zaangażowany w korespondencję elektroniczną z inną kobietą.
      Pomógł mi psychiatra i silna wola żeby nie powtórzyć scenariusza moich
      rodziców. Chyba wygraliśmy, bo już od prawie pół roku można powiedzieć że jest
      ok. Pierwsza wizyta u psychologa dała dwuznaczny rezultat, drugi raz już
      byliśmy u sprawdzonej osoby. Widać że kochasz swojego męża. To jest Twój
      potencjał. Jaki jest jego? Nie wiem. Byłbym ostrożny w tym 1000% pewności co do
      braku trzeciej osoby. Ale dopóki jej nie ma, to macie duże szanse na
      zwycięstwo. Może problemy w pracy, może ktoś go niespodziewanie zaczął
      podrywać? W naszym wieku (jak sądzę 30 - 40) facet przechodzi takie symptomy -
      czy ja właściwie jeszcze jestem atrakcyjny? - bo za chwilę '40 lat minęło ...'
      Ma prawo do takiego kryzysu, ale miły uśmiech koleżanki z pracy powinien
      wystarczyć do jego przezwyciężenia. Macie dzieci i musi do niego dotrzeć że to
      zobowiązuje. Powiedz mu że dzieci go BARDZO potrzebują. Na mnie jako ojca to
      mocno działa. My w końcu nie pojechaliśmy, ale znając pewne osoby z tego kręgu,
      mogę polecić spotkania małżeńskie - to tylko weekend. Jadą tam też małżeństwa
      które już ze sobą wcale nie rozmawiają - i pomaga. Spokojnie. Pracuj w tym
      czasie nad sobą. Jeśli Twój mąż jest Ciebie wart - będzie dobrze. Nie wiem co
      Ci jeszcze napisać - życie jest pełne niespodzianek, a prawdziwa miłość jak
      dobre wino - wspólne lata, jak wnioskuję dość szczęśliwe - to kapitał, który
      trudno zdyskontować. Głowa do góry - rozejrzyj się - co roku jest wiosna! Acha -
      dbaj o siebie, bądź atrakcyjna - bez przesady, ale po prostu zadbana. I
      powiedz mu że dzieci tęsknią. Powodzenia!

    • e._ Re: Jak rozmawiać?? 18.05.05, 11:35
      Po pierwsze:
      gdy postanowiliście coś zrobić - wychodzić bez dzieci itp - przez 2 tygodnie
      było cudownie a potem nagle już nie.
      Po drugie:
      ma ciężkie życie w pracy a Twoje ciagłe przepraszanie i stawianie siebie niżej
      pokazywało mu, ze nie ma w tobie partnera tylko osobę niezbyt samodzielną,
      którą też otaczają liczne problemy (wiadomo: dom, dzieci), a która stara się,
      by te problemy były takze jego udziałem.
      Po trzecie:
      z twojej wypowiedzi nie wynika, dlaczego sie wyprowadził, jaki to ma cel i
      czemu służy.
      Moje zdanie: szukajcie kobiety! On jest pełen wątpliwości, istniejecie w nim
      obie naraz, wyraźnie ucieszyło go to, ze między Wami moze byc jak kiedyś (stąd
      świetne dwa tygodnie) Ale rywalka nie próżnuje i dlatego potem się to załamało.
      Wyprowadził sie? Jeśli to nie był jej sukces majacy na celu odciągnięcie go od
      domu i zdanie go na nią samą lecz była to jego decyzja, to oznaczać może, że w
      głebi duszy liczy na to, że romans się pięknie przeżyje i potem skończy a on,
      po "zastanowieniu" wróci do domu.

      W każdej możliwej wersji uważam, że:
      1. nie zaszkodzi Ci pogadać ze specjalistami w jakiejś poradni, może nawet i
      niejednej. Niekoniecznie z nim. Pomyśl o sobie i dzieciach.
      2. koniecznie pokaż sobie, jemu i dzieciom że choć sie wyprowadził, radzisz
      sobie dobrze, wyglądasz WSPANIALE, masz POGODNY OPTYMISTYCZNY NASTRÓJ, nie
      ciągniesz go na siłe do domu i, co bardzo ważne, umiesz zorganizować opiekę nad
      dziećmi tak, zebyś też czasem wychodziła po południu lub wieczorem. Koniecznie -
      świeże kwiaty w wazonie, to niezbędne!

      Dlaczego?
      Bo zawodowy psycholog pozwoli ci zrozumieć Twoje i Wasze problemy. Bo
      udowadniając samej sobie ze sobie radzisz zmieniasz, umacniasz wiarę w siebie
      samą. Bo dzieki temu najmniej cierpia dzieci - przy pogodnej, zrównoważonej
      mamie. Bo on ma szansę wpaść na pomysł, ze moze nie będziesz na niego czekała
      miesiącami, spuchnieta od płaczu, z tłustymi włosami i syfem w domu ponieważ
      tak ci źle.

      Tak czy owak - stawiaj na siebie. Dobrze, jeśli Wam się uda wrócic do dobrego
      klimatu i bezpiecznej rodziny. Mysl o dzieciach. Trzymam kciuki.
      • falcon87 Re: Jak rozmawiać?? 18.05.05, 12:28
        Tak mi się jeszcze skojarzyło a propos wspaniałych dwóch tygodni: u nas też tak
        było - kilka razy - szczera rozmowa, łzy, potem super, a potem znowu źle. Tak
        będzie pewnie i u Was, ale spokojnie - jeśli nie ma z drugiej strony
        zdeterminowanej kobiety, to kryzys minie. Kryzysy mijają. Po prostu. Ale warto
        z nich korzystać, bo każdy nas czegoś uczy - czy to nie wspaniałe? Co Cię nie
        zabije to Cię wzmocni!

        Jest mnóstwo rzeczy które mają wpływ na to co się dzieje w małżeństwie - za
        mało wiem żeby doradzać, poza tym uważam że nie ma recept, ale spróbuj
        uruchomić wyobraźnię w związku z tym co możesz zmienić, np. jak się ma Twój
        stosunek do męża wobec Twojego stosunku do Waszego maleństwa, czy Twój mąż może
        mieć jakieś hobby w Waszym domu, czy Ty czujesz się spełniona i lubisz swoje
        życie (to przed kryzysem) w jaki sposób lubisz się wyżywać - plotki, aerobik,
        basen czy sprzątanie, a może na mężu ... bo każdy jakoś musi się wyżyć - i
        lepiej robić to świadomie i w sposób przyjazny dla ludzi. Nie czuj się
        atakowana, po prostu może przyda Ci się tu męski punkt widzenia. Niekoniecznie
        jest on najlepszy ale taki po prostu jest - a związałaś się z mężczyzną a nie
        jakąś idealną istotą z doskonale neutralną psychiką.

        Poza tym może być jeszcze mnóstwo innych problemów o których nie zawsze chce
        się publicznie mówić, np. finansowe. Nas też to dusiło, ale zaczynamy wychodzić
        na prostą. Jeżeli uważasz że mogę coś jeszcze podpowiedzieć - pisz na priv.

        Tak się rozpisuję, bo w moim prawie 8-letnim małżeństwie to dość świeża sprawa,
        ale jak mówiłem - udało się - wbrew niektórym głosom sugerującym rozstanie.
        Dopóki macie jakikolwiek szacunek dla siebie - jestem przeciwny takiemu
        rozwiązaniu.

        Pozdrawiam
        • soussignee do falcon87 18.05.05, 13:20
          Ja też przechodzę kryzys. Mój mąż też się wyprowadził. A Twoje słowa dodają mi
          trochę nadziei.
          Napisz mi proszę czy podczas tego kryzysu wydawało się Wam, że już nie
          kochacie? Że nie widzicie wspólnej przyszłości?
          Bo mój mąż tak ma. To już kolejny raz a pomiędzy był czuły, twierdził, że kocha
          i wie czego chce. A potem załamanie i dół i zero perspektyw.
          Teraz się zastanawia...
          Wiem, że pytanie banalne ale potrzebuje jakiejś iskry nadziei bo i ja się
          zaczynam poddawać.
          • falcon87 Re: do falcon87 18.05.05, 14:36
            Hej soussignee,

            Analiza tego czy 'kocham' wydaje mi się trochę ponad siły - bo oznacza
            konieczność zdefiniowania miłości. Temat - rzeka. Łatwiej mi sformułować
            problem jak napisałaś: czy widzimy sens wspólnej przyszłości? No i chyba
            właśnie na tym polega kryzys - że wizja dotychczasowej wspólnoty zbladła, stała
            się nieatrakcyjna i bezsensowna. Ja zacząłem sobie przypominać wszystkie
            wcześniejsze złe chwile i przez ich pryzmat patrzyłem w przyszłość - jak mi się
            wydawało pełną kłótni i niepotrzebnych nerwów. Tak właśnie myślałem: komu to
            potrzebne?

            No i teraz zasadnicze pytanie, które zadawali mi specjaliści i mi też wydaje
            się kluczowe: czy jest ktoś trzeci? Jeśli nie - byłbym spokojny. Jeśli tak - to
            w jakim stopniu i jaki zapas hartu ducha posiada Twój mąż. Na ile czuje się
            odpowiedzialny za rodzinę, nie wiem czy macie dzieci ...

            Z tego co zauważyłem kochające żony są skłonne darzyć wielkim zaufaniem swoich
            mężów w tym względzie. A rozglądając się wokół, część z nich myli się.
            Oczywiście czasem nie przekracza to pewnej granicy, zza której trudno powrócić,
            w moim przypadku skończyło się na kilku miesiącach mailowania, bez erotyki i w
            końcu na pogawędce w kawiarni i chwała Bogu - jestem w stanie spojrzeć sobie
            przed lustrem w oczy.

            Nie mam pojęcia jaka jest Twoja sytuacja, jest mnóstwo czynników, które zaważą
            na Waszej przyszłości, nie chcę się tu wymądrzać, bo nie mam czym. Ale zwróć
            uwagę co człowieka dopada w życiu: licznik przekręca się na '30' i zaczynasz
            zastanawiać się czy wystarczająco użyłeś życia, zanim będzie za późno ...
            Niektórzy muszą sobie wtedy udowodnić pewne rzeczy. Wydaje mi się że kiedy
            człowiek ma już co jeść i ciepło, to jeszcze potrzebuje spełnienia. Facet
            raczej na zewnątrz domu. Ja pod koniec kryzysu wróciłem do dawnej pasji. Nie
            mam już problemów z uśmiechami koleżanek w pracy, nie potrzebuję się dodatkowo
            sprawdzać. Chyba bardziej doceniam teraz swoją rodzinę.

            Nie wiem czy miałabyś odwagę zapytać go wprost czy jest ktoś. Nie wiem czy to
            by pomogło czy też nie. A może rzeczywiście dać sobie trochę czasu, krótka
            separacja nie oznacza końca świata, pomoże spojrzeć obojgu z innej perspektywy.
            Wiem że to trudne doświadczenie, ale jeszcze nie stało się to najgorsze. Jak
            długo to trwa u Was? U nas rok z małych haczykiem.

            Twoje pytanie nie jest banalne, bo taka sytuacja porusza fundamentami
            dotychczasowego życia - wątpisz już nie tylko w swój związek, ale w całe swoje
            życie. Nie wiem czy każde, ale na pewno prawie każde małżeństwo przechodzi
            kryzys. Większość z tych kryzysów kończy się dobrze, a takie doświadczenia
            stanowią bezcenny materiał dydaktyczny :)

            Mam nadzieję że dałem iskrę nadziei :)
            • soussignee Re: do falcon87 18.05.05, 15:11
              Dzięki za odpowiedź. W międzyczasie napisałam do Cebie na priv. Trochę chyba od
              tych stresów niecierpliwa się zrobiłam;) Tamto zignoruj więc.
              A Twoje zdanie (szczególnie jako faceta, bo tak to gadam z kobietami) jest dla
              mnie bardzo cenne. Zdaję sobie sprawę, że to tylko Twój pogląd ale zawsze jakiś
              dodatkowy punkt widzenia dla mnie. No i ta iskierka nadziei...:)
              Dzieci nie mamy. O kogoś trzeciego pytałam i podobno nie. A ten kryzys to już
              też ładne parę miesięcy. Może nawet od roku i za każdym razem jak wraca to z
              większą mocą. Początkowo kłótnie, chwile spokoju, potem pierwsze stwierdzenie,
              że nie kocha. Potem, że jednak kocha i wie czego chce... I tak ciągle karuzela.
              Myśleliśmy o psychologu ale za każdym razem robiło się dobrze więc
              rezygnowaliśmy. Błąd.
              A teraz ma odpowiedź, że nie widzi sensu, że sobie nie wyobraża. Pomiędzy tymi
              kryzysami było bardzo dobrze. Według mnie wychodziliśmy na prostą. Jest
              naprawdę czułym facetem, który mnie zapewnia, że kocha.
              Jak wyjechałam niedawno słał pełne miłości i tęsknoty smsy a potem wystarczyło
              jakieś kolejne spięcie by znowu stwierdził że koniec. I tak w ciągu 3 tygodni
              mu się zmieniło?
              No i teraz się wyprowadził. A ja nie wiem co robić.
              Czy mam siedzieś cicho i czekać - a on dobrze wie ze kocham, czekam i nie chcę
              być bez niego. Czy też wdać się w jakieś gierki i napisać, że ja też już nie
              chcę (czego nigdy nie robiłam i nawet nie wiem czy potrafiłabym). Ale może
              potrzeba takiego wstrząsu, bo co to dla niego za stres skoro to on się
              wyprowadził i on stawia mi warunki?
              Nigdy nie wiem co robić w takich sytuacjach, bo ja zawsze byłam szczera wobec
              niego. I nigdy nie wątpiłam w nasz związek. Ale teraz zupełnie nie wiem co
              robić z tymi jego wątpliwościami.
              No i oczywiście teraz się obwiniam. że za dużo chciałam gadać, że go
              zamęczyłam. Ale jak rozwiązać inaczej problemy?

              • falcon87 Re: do falcon87 18.05.05, 15:29
                Niestety w pracy nie mam dostępu do prywatnej skrzynki, dopiero wieczorem
                przeczytam. Na razie muszę trochę popracować więc wystawię jeszcze Twoją
                cierpliwość na próbę ;-) ale odpiszę później.

      • arnick_a Re: Jak rozmawiać?? 18.05.05, 13:54
        e._ napisała:

        > 2. koniecznie pokaż sobie, jemu i dzieciom że choć sie wyprowadził, radzisz
        > sobie dobrze, wyglądasz WSPANIALE, masz POGODNY OPTYMISTYCZNY NASTRÓJ, nie
        > ciągniesz go na siłe do domu i, co bardzo ważne, umiesz zorganizować opiekę
        Aby wiarygodnie odegrać opisaną rolę, trzeba by zawodowej aktorki. Normalną
        kobietę momentalnie zdemaskują zarówno mąż jak i dzieci, o ile wcześniej sama
        nie wypadnie z roli. Będzie się wtedy czuć jeszcze podlej niż przed podjęciem
        występów. Nic na siłę. Tylko autentyczne, oparte o ksobną motywację posunięcia
        w kierunku niezależności przyniosą osobistą satysfakcję i oszczędzą żałosnego
        politowania ze strony otoczenia.
        Arni
        • e._ Re: Jak rozmawiać?? 18.05.05, 22:09
          Rany! Ależ tu nie chodzi o aktorstwo! Nie trzeba tu żadnej aktorki, zapewniam.
          Ja nią nie jestem i nigdy nie byłam, a metodę stosowałam z powodzeniem,
          przekonana do niej przez przyjaciółkę. Sama też ją przekazałam dalej.
          Powiem jeszcze raz: nie chodzi o to, by na siłę udawać, bo to prowadzi do
          jeszcze wiekszego rozdarcia, do dalszej utraty poczucia włąsnej wartości.
          Chodzi o to, by zrozumieć "w sobie i dla siebie" ze to dobra droga. I po prostu
          nią pójść. Na poczatku trzeba sobie co chwilę przypominać, ze nie dam sie
          wdeptać, nawet samej sobie, wyprostuje plecy (to ważne!) podniosę głowę i nie
          dam się! Bo tego potrzebuja moje dzieci, moja rodzina a najbardziej - ja!
          Być moze inni uznają za lepsze zalewanie sie łzami ku przerażeniu dzieci,
          zaniedbanie siebie i domu, branie "na litość". Ale ta metoda słabo się
          sprawdza...
          • arnick_a Re: Jak rozmawiać?? 18.05.05, 22:42
            Mój post traktuje o pewnej formie manipulacji czy też próbie odegrania się na
            facecie lub odbudowania nadszarpniętego poczucia wlasnej wartości. Motywacje do
            opisanych przez Ciebie zachowań mogą być bardzo różne. Nie zamierzałam
            polemizować, lecz rozszerzyć podjętą przez Ciebie myśl, z którą nie sposób się
            nie zgodzić.
            Arni
    • skiba_wsk do bettinaj - terapeuta 18.05.05, 13:49
      www.pocoapoco.wroc.pl/
      Magdalena Andrzejewska, ul. Piastowska 45/1 Wrocław
      m.andrzejewska@pocoapoco.wroc.pl pocoapoco@pocoapoco.wroc.pl
      tel. (71) 79 75 776; M.Andrzejewska 602 242 233

      Kwalifikacje zawodowe:
      M.Andrzejewska - psychiatra, mgr psychologii, wieloletnie doświadczenie w pracy
      z dziećmi, młodzieżą i dorosłymi w ramach pracy na Oddziale Psychiatrii Dzieci
      i Młodzieży;

      i jeszcze godne polecenia Gabinety psychoterapii Anima, podwale chyba 62 kolo
      banku bre to budynek dawnego slowa polskiego wejscie do oficyny trzeba przejsc
      kolo restauracji i po schodach do gory - gabinety 09 i chyba 10
      • bettinaj do skiba_wsk 18.05.05, 14:03
        dziekuję serdecznie
        a może znasz jakieś gabinety refundowane przez NFZ??
        • skiba_wsk Re: do skiba_wsk 18.05.05, 14:18
          niestety, tu moge jedynie polecic panorame firm albo ksiazke telefoniczna
        • drugastrona4 do bettinaj 19.05.05, 13:40
          A może Ci pomoże lektura?
          Mnie (nam) pomogła. Chociaz tylko ja czytałem.
          Oczywiście trzeba mieć chęć zrozumienia genezy problemu, no i jakoś przejść do
          czynów.

          proponuje:
          autor: Miroslav Plzak "Strategia i taktyka w miłości"
          Wiedza Powszechna 1973
          (stare i trudno sie czyta ale po tej lekturze zaczyna sie rozumiec postępowania)

          autor: Barbara De Angelis "Sekrety mężczyzn"
          Książnica chyba 2000
          (jak rozumieć męskie zachowania - jest też pozycja dla mężczyzn "Sekrety kobiet")

          Napisane przez zawodowych psychoterapeutów (przez co nie zawsze daja się czytać
          jak powieść) i daja dużo do myślenia.
          U Ciebie problemem bedzie pewnie nakłonić męża do przeczytania czegokolwiek ale
          "podsuń" mu "Sekrety kobiet" (dla mężczyzn) a sama przeczytaj też 2 pozostałe.
          Jest też wiele innych i może wystarczy na początek udać się do biblioteki.
    • michalchochola Re: Jak rozmawiać?? 18.05.05, 15:26
      To rzeczywiście trudne pytanie.. ja mam podobny problem z rodzicami. Ukrywalem
      wiele lat pewien fakt- i teraz wyszlo to na jaw. Mam mnostwo problemow. I
      rozmawiac nadal sie nie da- wszystko od razu idzie w kierunku "huków"
    • jadwigamarciniak Re: Jak rozmawiać?? 18.05.05, 19:15
      Musisz..no właśnie znowu to słowo" musisz", ale niech tam...sie zastanowić
      czego oczekujesz od zycia od partnera i od siebie. Z tego co czytam to widze,ze
      jestes w impasie zupełnym. Spokojnie postaraj sie porozmawiac z mężem o
      problemach. powtazam ..spokojnie, wysłuchaj go - to tez człowiek- może on
      ucieka z domu bo ma dosyc twoich nieustannych zalów i pretensji. Ja cie
      rozumiem, ale pamietaj ..to jest facet i cię nie musi rozumieć. On nie wie,ze
      cie głowa boli, ze jestes zmęczona, że nie masz ochoty na sex z przyczyn jak
      wyzej. To jest facet i staraj się mysleć "facetem". Spokój..i jeszcze raz
      spokój. Mówię ci to działa. Ja wypróbowałam to nie raz. pozdrowienia
      • arnick_a Re: Jak rozmawiać?? 18.05.05, 22:53
        jadwigamarciniak napisała:

        > Ja cie
        > rozumiem, ale pamietaj ..to jest facet i cię nie musi rozumieć.
        > On nie wie,ze
        > cie głowa boli, ze jestes zmęczona, że nie masz ochoty na sex z przyczyn jak
        > wyzej.
        Trudno zrozumieć drugiego człowieka i rzadko się to udaje, natomiast przyjąć do
        wiadomości komunikat sformułowany w znanym języku nie stanowi trudności tak dla
        kobiety jak i dla mężczyzny. Pan stworzenia nie stoi intelektualnie poniżej
        swojej poddanki.
        > To jest facet i staraj się mysleć "facetem".
        Proponujesz obarczenie trudem ratowania związku wyłącznie kobietę. Wyjdą z tego
        nici. Prędzej czy poźniej dojdzie do głosu poczucie krzywdy u zabiegającej
        strony. Wcześniej ktoś już o tym wspominał.
        Spokój..i jeszcze raz
        > spokój.
        A tak!
        Arni

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka