Gość: JolkaN
IP: *.sympatico.ca
29.07.02, 01:46
Czesc! Zdarzylo mi sie juz trzeci raz w zyciu, ze nie widzialam innego wyjscia z beznadziejnej sytuacji i
zastosowalam metode "klina". Moze nie wszyscy to znaja. Krotko:
Ktos mnie potrzebuje jako dowartosciowywaczke no i chyba komus nawet milo spedza sie ze mna czas, ale z
jakichs wzgledow i po jego stronie i po moje,j nie mozna tego zwiazku nazwac udanym, bo jest np.jakas inna
kobieta, ktora odgrywa wieksza role w jego zyciu. A ja cierpie.
W ktoryms momencie, kiedy odczuwam juz za duzy bol, a jednoczesnie kreci sie kolo mnie taki nie ostatni
wielbiciel, ja strzelam sobie klina tzn wchodze nagle w jakis nienazwany zwiazek z tym drugim nie tajac, ze jest to
forma zemsty, ze cos mi sie nie uklada z tym pierwszym.
Dziwie sie troche ,ze wybrani na "klina" nie czuja sie z tego powodu obrazeni a nawet sa jakos
zaszczyceni. Moze oni tez potrzebuja kogos tylko na "part time"?.
Nazywajac po imieniu zwiazek ,w ktory wchodze daje tym samym do zrozumienia, ze zadnych powaznych
planow z mojej strony nie ma i nie przewiduje. Z drugiej strony szanujac z zasady ludzi, ktorzy mnie obdarzaja
uczuciem-jestem mila i ciepla do takiego "klina";-). Przeciez to tez czlowiek i do tego taki, ktory mnie ceni i wielbi
jakos.
A nadal gdzies w duchu porownuje tego "Klina" do tego , za ktorym jakas tesknie, ale mam przy tym jakas
satysfakcje, ze nie tylko tamten mnie oszukuje ale i ja jego. Przeciez to chore, ale dla mnie jest to latwiejsze
ambicjonalnie do zaakceptowania niz pozostanie w samotnosci z mysla, ze ktos mnie tak chcial, ale nie do konca
albo w ogole tylko potrzebowal sie mna pobawic czy wesprzec.
Nie stosowalam takich metod do mezczyzn, ktorzy byli wobec mnie lojalni.
Pozdrawiam -JolkaN