Dodaj do ulubionych

Klin klinem.

IP: *.sympatico.ca 29.07.02, 01:46
Czesc! Zdarzylo mi sie juz trzeci raz w zyciu, ze nie widzialam innego wyjscia z beznadziejnej sytuacji i
zastosowalam metode "klina". Moze nie wszyscy to znaja. Krotko:
Ktos mnie potrzebuje jako dowartosciowywaczke no i chyba komus nawet milo spedza sie ze mna czas, ale z
jakichs wzgledow i po jego stronie i po moje,j nie mozna tego zwiazku nazwac udanym, bo jest np.jakas inna
kobieta, ktora odgrywa wieksza role w jego zyciu. A ja cierpie.
W ktoryms momencie, kiedy odczuwam juz za duzy bol, a jednoczesnie kreci sie kolo mnie taki nie ostatni
wielbiciel, ja strzelam sobie klina tzn wchodze nagle w jakis nienazwany zwiazek z tym drugim nie tajac, ze jest to
forma zemsty, ze cos mi sie nie uklada z tym pierwszym.
Dziwie sie troche ,ze wybrani na "klina" nie czuja sie z tego powodu obrazeni a nawet sa jakos
zaszczyceni. Moze oni tez potrzebuja kogos tylko na "part time"?.
Nazywajac po imieniu zwiazek ,w ktory wchodze daje tym samym do zrozumienia, ze zadnych powaznych
planow z mojej strony nie ma i nie przewiduje. Z drugiej strony szanujac z zasady ludzi, ktorzy mnie obdarzaja
uczuciem-jestem mila i ciepla do takiego "klina";-). Przeciez to tez czlowiek i do tego taki, ktory mnie ceni i wielbi
jakos.
A nadal gdzies w duchu porownuje tego "Klina" do tego , za ktorym jakas tesknie, ale mam przy tym jakas
satysfakcje, ze nie tylko tamten mnie oszukuje ale i ja jego. Przeciez to chore, ale dla mnie jest to latwiejsze
ambicjonalnie do zaakceptowania niz pozostanie w samotnosci z mysla, ze ktos mnie tak chcial, ale nie do konca
albo w ogole tylko potrzebowal sie mna pobawic czy wesprzec.
Nie stosowalam takich metod do mezczyzn, ktorzy byli wobec mnie lojalni.
Pozdrawiam -JolkaN
Obserwuj wątek
    • Gość: Sławek Re: Klin klinem. IP: 213.186.93.* 29.07.02, 06:35
      Podziwiamy, zazdrościmy, pozdrawiamy.
      • Gość: JolkaN Re: Klin klinem. IP: *.sympatico.ca 29.07.02, 14:14
        Gość portalu: Sławek napisał(a):

        > Podziwiamy, zazdrościmy, pozdrawiamy.

        Czuje tu ironie. Zazdroscic nie ma czego. Zapewniam. Pozdrawiam -JolkaN
    • Gość: tusiaz Re: Klin klinem. IP: *.bielsko.dialog.net.pl 29.07.02, 11:29
      Chyba masz klopoty z samą sobą.... komus trzeba zaufac......może wyolbrzymiasz problem.....,proponuje
      "zwiazać się" z miłosci i z osobą ,która będzie cię kochac...
      .Nie potrafię zrozumieć tego odwetu....i czy naprawdę za każdym jest tak samo ?I trzeba "klin -klinem"
      Proponuję przestac uciekać..
      • Gość: JolkaN Re: Klin klinem. IP: *.sympatico.ca 29.07.02, 14:40
        Gość portalu: tusiaz napisał(a):

        > Chyba masz klopoty z samą sobą.... komus trzeba zaufac......może wyolbrzymiasz
        > problem.....,proponuje
        > "zwiazać się" z miłosci i z osobą ,która będzie cię kochac...

        Oczywiscie,zze tu widze swoj problem i to paralizujcy cale moje osobiste i dorosle od dawna zycie.
        Nie moge sobie nawt wyobrazic, ze ja zwiaze sie z milosci z osoba , ktora mnie kocha. Ja tylko o tym marze.
        Jak ja zakocham sie, to tak, zeby z tego nic nie moglo wyjsc a jak mnie ktos kocha, to jakos tak dziwnie jest, ze dla
        mnie jest ten ktos np. za nisko intelektualnie itp i nijak nie widze mozliwosci odwzajemnienia.

        > .Nie potrafię zrozumieć tego odwetu....i czy naprawdę za każdym jest tak samo ?
        > I trzeba "klin -klinem"

        Nie tak za kazdym razem, bo zyje juz dlugo a naliczylam 3 razy.;-) Ale jezeli nie przeszlam przez "klin" , to szlam w
        zalamanie ;-(

        > Proponuję przestac uciekać..

        To trafne. Ja tez czuje , ze ciagle uciekam od rzeczywistosci i przede wszystkim oszukuje samaj siebie. Nie mam
        tendencji do oszukiwania mezczyzn ani w ogole ludzi.
        Pozdrawiam JolkaN
        • tusiaz Re: Klin klinem. 29.07.02, 17:53

          > Oczywiscie,zze tu widze swoj problem i to paralizujcy cale moje osobiste i doro
          > sle od dawna zycie.

          > Nie moge sobie nawt wyobrazic, ze ja zwiaze sie z milosci z osoba , ktora mnie
          > kocha. Ja tylko o tym marzę.

          Nie oczekujesz spełnienia swoich marzeń ? Nie chcesz...,czy boisz się powaznych związkow.

          > Jak ja zakocham sie, to tak, zeby z tego nic nie moglo wyjsc
          ..........,czyli robisz specjalnie cos ,czego z góry nie chcesz................

          a jak mnie ktos ko
          > cha, to jakos tak dziwnie jest
          , ze dla
          > mnie jest ten ktos np. za nisko intelektualnie itp i nijak nie widze mozliwosci
          > odwzajemnienia
          >

          Wszyscy na twojej drodze tacy "niedorobieni" ? Z niżyn intelektualnych....... Czy tylko z kims ich
          porównujesz....
          • Gość: JolkaN Re: Klin klinem. IP: *.sympatico.ca 29.07.02, 19:05
            tusiaz napisała:


            > Wszyscy na twojej drodze tacy "niedorobieni" ? Z niżyn intelektualnych....... C
            > zy tylko z kims ich
            > porównujesz....

            Moze tak jest ogolnie, ze podobaja mi sie zawsze ci, ktorym ja podobac sie nie moge. Chyba duzo za wysoko
            strzelam w swoich wyborach, niz na to sobie moge pozwolic;-). Tylko dlaczego tak wlasnie robie??
            A ten sam , ktory mi sie okropnie podobal jak byl niedostepny, to kiedy zastartowal do mnie-zaraz stracil w moich
            oczach. Czy to nie jest jakies moje poczucie nizszosci.? Tzn, ze on nie jest az taki nadzwyczajny, jezeli ja mu sie
            podobam.
            Albo...mam jakies ksiazkowe, wymarzone wzorce, ktorych w zyciu nie mozna w jednej osobie znalezc. To
            niedorosle mimo, ze jestem bardzo dorosla.
            I jakos tak jest, ze jak oceniam np. meza kolezanki, to on jest w mojej ocenie bardzo fajny ale...jak sprobuje pomyslec,
            ze to mialby byc ktos, z kim ja mialabym byc, zaraz powynajduje tyle wad, ktorych u meza kolezanki wcale nie
            widzialam.
            Pisze to i uswiadamiam sobie okropne swoje 'zakrecenie". Az wstyd mi.;-( Przestaje pisac!
            Pozdrawiam JolkaN.
            • Gość: fiona Re: Klin klinem. IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 30.07.02, 08:32
              Gość portalu: JolkaN napisał(a):

              > Moze tak jest ogolnie, ze podobaja mi sie zawsze ci, ktorym ja podobac sie
              ni
              > e moge. Chyba duzo za wysoko
              > strzelam w swoich wyborach, niz na to sobie moge pozwolic;-). Tylko dlaczego
              t
              > ak wlasnie robie??
              > A ten sam , ktory mi sie okropnie podobal jak byl niedostepny, to kiedy
              zasta
              > rtowal do mnie-zaraz stracil w moich
              > oczach. Czy to nie jest jakies moje poczucie nizszosci.? Tzn, ze on nie jest
              a
              > z taki nadzwyczajny, jezeli ja mu sie
              > podobam.
              > Albo...mam jakies ksiazkowe, wymarzone wzorce, ktorych w zyciu nie mozna w
              je
              > dnej osobie znalezc. To
              > niedorosle mimo, ze jestem bardzo dorosla.
              > I jakos tak jest, ze jak oceniam np. meza kolezanki, to on jest w mojej
              ocenie
              > bardzo fajny ale...jak sprobuje pomyslec,
              > ze to mialby byc ktos, z kim ja mialabym byc, zaraz powynajduje tyle wad,
              ktory
              > ch u meza kolezanki wcale nie
              > widzialam.
              > Pisze to i uswiadamiam sobie okropne swoje 'zakrecenie". Az wstyd mi.;-(
              Przes
              > taje pisac!
              > Pozdrawiam JolkaN.

              to podobno normalne ze "zakochanie" laczy sie z niedostepnoscia "obiektu" (tak
              pisali w "Psychologii milosci") - taka ponoc jest natura tego uczucia.
              Twoje "objawy" tez nie sa wyjatkowe - cierpie na to samo, z tym, ze ja szukam
              partnera i to ostatnio "na gwałt" (jestem przed trzydziestka) a Ty masz juz
              syna = z duzym prawdopodobienstwem jakies pozytywne doswiadczenia na niwie
              damsko-męskiej.
              dla mnie to pocieszajace, ze wiecej osob czuje podobnie, i ze nawet z wiekiem
              to nie przechodzi ;-)
              byc moze rzeczywiscie trudno jest spotkac naprawde wartosciowego faceta -
              ludzie sa zwykle przecietni - ale czy niewolno szukac? a jak szukanie sie
              znudzi to zwiazac sie z takim przecietnym i ta jego przecietnosc zaakceptowac -
              i juz jest prosciej :)
              pozdrawiam
              • Gość: OLT i znow przecietnosc ;-) IP: *.wat.sdi.tpnet.pl 01.08.02, 07:11
                Gość portalu: fiona napisała (a ja nie moglam sie powstrzymac od komentarza):


                > byc moze rzeczywiscie trudno jest spotkac naprawde wartosciowego faceta -
                > ludzie sa zwykle przecietni - ale czy niewolno szukac? a jak szukanie sie
                > znudzi to zwiazac sie z takim przecietnym i ta jego przecietnosc
                zaakceptowac -
                >
                > i juz jest prosciej :)


                ech, ludzie, przecietni (nie wnikajac juz w definicje, hihi )???
                no to moze ja mam nieprzecietne szczescie do spotykania tabunow nieprzecietnych
                ludzi...a moze kwestia tego by umiec patrzec... i nie przymierzac na sile
                kazdej nowopoznanej osoby do swych wyobrazen, wymagan itp.
                bo prawie kazdemu w ten sposob odbierasz jego racje, nie poznajac, tylko od
                razu wrzucajac w schemat.

                • Gość: fiona Re: i znow przecietnosc ;-) IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 01.08.02, 08:39
                  no, np. moja nieprzecietnosc polega na tym,ze nie umiem sie precyzyjnie
                  wyrazac, choc bym chciala
                  zaakceptowac czyjas przecietnosc =(dla mnie) dostrzec jego wyjatkowosc
                  z tym porownywaniem ludzi do wyobrazen i marzen masz OCZYWISCIE racje
                  • Gość: OLT Re: i znow przecietnosc ;-) IP: *.wat.sdi.tpnet.pl 01.08.02, 09:05
                    Gość portalu: fiona napisała:

                    > no, np. moja nieprzecietnosc polega na tym,ze nie umiem sie precyzyjnie
                    > wyrazac, choc bym chciala
                    > zaakceptowac czyjas przecietnosc =(dla mnie) dostrzec jego wyjatkowosc

                    ach, to rzeczywiscie nieco zlozona teoria ;-)

                    ale mimo wszystko, tak a priori zakladac ze ktos jednak NIE JEST
                    nieprzecietny...to chyba tez nienajlepiej, tak podcinac skrzydla ;-)))

                    pozdrawiam
                    OLT, oj przekorna dzis ;-)
    • Gość: fiona Re: Klin klinem. IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 29.07.02, 11:50
      troche to znam, ale nie mam z tym problemu, moze mniej takich "klinow" sie kolo
      mnie kreci niz kolo ciebie
      ale znam tez samotnosc - i wiesz co? ona wcale nie jest taka straszna. jest
      wtedy czas na przemyslenie i ustawienie sobie pewnych rzeczy, zastanowienie sie
      np. nad tym:
      dlaczego za wszelka cene musisz byc z kims?
      dlaczego to musi byc od razu tzw. "zwiazek", a nie np. kolezenstwo, przyjazn -
      nie mozesz z takim "klinem" poprostu pogadac? (w koncu to tez czlowiek, choc
      moze byc, ze nie bardzo atrakcyjny i tak bardzo samotny, ze cieszy go nawet
      namiastka uczucia. a moze ma w sobie cos co zasluguje na rzeczywista sympatie)
      poza tym:
      szczerosc moze zawstydzac a nawet w pewnym sensie osmieszac, ale jesli bedziesz
      z kims szczera to nie bedziesz miala poczucia ze nim manipulujesz (a to chyba
      powoduje twoj dyskomfort)
      pozdrawiam
      • Gość: JolkaN Re: Klin klinem. IP: *.sympatico.ca 29.07.02, 15:39
        Gość portalu: fiona napisał(a):

        > troche to znam, ale nie mam z tym problemu, moze mniej takich "klinow" sie kolo
        >
        > mnie kreci niz kolo ciebie

        Pewnie nie, bom ja nie mloda ;-(

        > ale znam tez samotnosc - i wiesz co? ona wcale nie jest taka straszna. jest
        > wtedy czas na przemyslenie i ustawienie sobie pewnych rzeczy, zastanowienie sie

        > np. nad tym:
        > dlaczego za wszelka cene musisz byc z kims?

        Ja bylam ostatnio przez 10 lat samotna i bylam szczesliwa, ze wreszcie nie cierpie.
        Ale.... kiedys kolezanka, jak tak chwalilam sie jej, ze taka jestem silna, zwrocila mi uwage, ze cale uczucia przelalam
        na mego doroslego syna, ktory zaczal sie ' dusic" od tego i wrecz uciekl z kraju. Oczywiscie prosze tu nie podpinac
        mesko-damskich podtekstow, bo jeszcze normalna pod tym wzgledem jestem. Bylam nadopiekuncza.
        Tak wiec przemyslalam to i przyznalam kolezance racje. Zaxzelam wiec znow patrzec jak tu swoje zycie ustawiac
        poza synem, bo juz wole zatruc zycie sobie i ...komus niz swojemu synowi;-).

        > dlaczego to musi byc od razu tzw. "zwiazek", a nie np. kolezenstwo, przyjazn -
        > nie mozesz z takim "klinem" poprostu pogadac? (w koncu to tez czlowiek, choc
        > moze byc, ze nie bardzo atrakcyjny i tak bardzo samotny, ze cieszy go nawet
        > namiastka uczucia. a moze ma w sobie cos co zasluguje na rzeczywista sympatie)
        > poza tym:
        > szczerosc moze zawstydzac a nawet w pewnym sensie osmieszac, ale jesli bedziesz
        >
        > z kims szczera to nie bedziesz miala poczucia ze nim manipulujesz (a to chyba
        > powoduje twoj dyskomfort)

        Tu troszeczke wyjasnie. Ja nie manipuluje nikim. To ja bywam raczej manipulowana, bo jestem zbyt szczera.
        A przyjazn z mezczyznami, to cos, co kocham i mam wielu takich przyjaciol. To mi ulatwia bycie w samotnosci ale to
        znow jest uszukiwanie siebie. Bo przeciez tak naprawde mimo to jestem sama.
        Problemem jest wejscie w zwiazek realny a mesko-damski. To dla mnie jest chyba niemozliwe. I moze stad te "kliny"
        w reakcji na moje podeptane uczucia a skierowane tam, gdzie nie mogly byc i tak zrealizowane.
        A "klin" jest kims mesko-damskim ale wie, ze nie ma z mojej strony zobowiazan. I to prawdopodobnie moj strach przed
        wejsciem w realny, trwaly zwiazek powoduje ucieczki w takie rozwiazania. Taki "klin" moze miec i wady, bo ja sie na
        stale na niego nie decyduje a te same wady u kandydata na stale-przekreslalyby jego szanse.
        Ale "nababrana" jestem. Ale to tylko w tym wzgledzie i to tylko ja cierpie z tego powodu. Nikogo nie oszukuje, bo
        mezczyzn uprzedzam, ze takie pobabranie jest we mnie i , ze nie moge z tym sobie poradzic. Czasami mysle, ze to
        gdzies z dziecinstwa mam zakodowane, ze mozna zle trafic i...cale zycie nie umiec z tego uciec ;-(
        Pozdrawiam JolkaN
    • Gość: Pom Re: Klin klinem. IP: 2.4.STABLE* 29.07.02, 12:35
      Naprawdę samotność jest o niebo lepsza. Daje dystans i zrozumienie dla samej
      siebie. polecam. Też sie jej panicznie bałam i robiłam wszystko, wskakiwałam z
      jednego w drugi - oczywiście z opłakanym rezultatem. Byciesamą nie jest
      sposobem na życie ale sposobem na dowiedzenie się, czego tak naprawde w zyciu
      oczekujeszod partnera. Spróbuj.
      Ta chęć zemsty poprzez wejście w niesatysfakcjonujacy związek jest objawem
      Twoich wewnętrznych problemów. Zastanów sie jakich i warto nad tym popracować.

      pozdrawiam
      • Gość: JolkaN Re: Klin klinem. IP: *.sympatico.ca 29.07.02, 16:09
        Gość portalu: Pom napisał(a):

        > Naprawdę samotność jest o niebo lepsza. Daje dystans i zrozumienie dla samej
        > siebie. polecam.
        We wczesniejszym poscie wyjasnilam, ze to byly tylko pozory , ze potrafie byc sama. Nie umiem! Jakos ciagle
        potrzebuje byc dla kogos , przeze mnie wybranego i wowczas mam sile przestawic Palac Kultury;-)

        >Też sie jej panicznie bałam i robiłam wszystko, wskakiwałam z
        > jednego w drugi - oczywiście z opłakanym rezultatem. Byciesamą nie jest
        > sposobem na życie ale sposobem na dowiedzenie się, czego tak naprawde w zyciu
        > oczekujeszod partnera. Spróbuj
        > Ta chęć zemsty poprzez wejście w niesatysfakcjonujacy związek jest objawem
        > Twoich wewnętrznych problemów. Zastanów sie jakich i warto nad tym popracować.

        Dzieki Ci za zyczliwe rady . Troche wiecej komentarza wrzucilam w poprzednim poscie.
        Ja to juz staram sie przerabiac od dosc dawna (duzo tez czytam o tym) ale ciagle wracam w te same koleiny.
        Juz duzo rozumiem z tych mechanizmow ale... ciagle nie mam sily na pozostanie sama , bez wyznaczenia sobie celu
        moich mysli , marzen ( mezczyzny , zwykle o malym prawdopodobienstwie urealnienia pelnego zwiazku).
        I to wcale nie sa dla mnie wsporniki psychiczne, bo raczej ja jestem pomocna dla nich. Ale...oni musza istniec, zebym
        ja miala sile na w miare normalne dzialania.. Inaczej odzywaja sie nerwice itd.
        Pozdrawiam -pobabrana w zyciu osobistym ale dosc mocno stojaca na nogach w innych dziedzinach zycia-jJolkaN

    • Gość: Pom Re: Klin klinem. IP: 2.4.STABLE* 29.07.02, 12:40
      Naprawdę samotność jest o niebo lepsza. Daje dystans i zrozumienie dla samej
      siebie. polecam. Też sie jej panicznie bałam i robiłam wszystko, wskakiwałam z
      jednego w drugi - oczywiście z opłakanym rezultatem. Byciesamą nie jest
      sposobem na życie ale sposobem na dowiedzenie się, czego tak naprawde w zyciu
      oczekujeszod partnera. Spróbuj.
      Ta chęć zemsty poprzez wejście w niesatysfakcjonujacy związek jest objawem
      Twoich wewnętrznych problemów. Zastanów sie jakich i warto nad tym popracować.

      pozdrawiam
    • wredna2 Re: Klin klinem. 29.07.02, 19:18
      Mila JolkoN ...znasz bajke o Anastazji?
    • maritsa Re: Klin klinem. 31.07.02, 22:04
      echhh... jak juz chciałas koniecznie "klin klinem" (chociaż to głupie) to
      mogłas chociaż udawać, ze ten drugi, nowy, jest na serio, zamiast nie kryć się
      z tym, ze to forma zemsty. Twoje dotychczasowe zachowanie nie obchodzi
      obiektów "klina", bo widzą, że to nie ten nowy jest tym, na kim ci zależy.
      Ostrze trafia w ciebie. Nawet głupie rzeczy można robic z głową...:)) A tak na
      marginesie, jak facet jest nieuczciwy, to odwróć się na pięcie i po prostu idz
      sobie. Zastanów się, czy ci "ostatni wielbiciele" nie cierpią z tego powodu, że
      zostali przez ciebie wykorzystani dla zemsty.
      • Gość: JolkaN Re: Klin klinem. IP: *.sympatico.ca 02.08.02, 23:25
        maritsa napisała:

        > echhh... jak juz chciałas koniecznie "klin klinem" (chociaż to głupie) to
        > mogłas chociaż udawać, ze ten drugi, nowy, jest na serio, zamiast nie kryć się
        > z tym, ze to forma zemsty.

        A ja mysle, że to byłoby nieuczciwe jakbym oszukiwała ;-(. Tym bardziej,ze przez przypadek dowiedziałam sie, ze ten
        "klin" tez ma takie same lęki przed wchodzeniem w związki , jak ja. W ten sposób oboje wiemy, żze to tylko chwilowe i
        sie nie boimy. Ale czy to dorosle....mysle, ze nie.

        > Twoje dotychczasowe zachowanie nie obchodzi
        > obiektów "klina", bo widzą, że to nie ten nowy jest tym, na kim ci zależy.
        > Ostrze trafia w ciebie. Nawet głupie rzeczy można robic z głową...:))

        A czy to takie straszne, jeżeli głupie rzeczy robi się z pełną swiadomoscia, ze ...są po prostu głupie ;-))). Mnie
        czasami cieszy,ze jeszcze potrafię zrobic głupote z pelną swiadomoscia. Przez wiekszosc zycia słyszałam,ze byłam
        za mądra ...jak na kobietę. A po prostu sytuacja zyciowa tego ode mnie wymagała. Ja wcale nie jestem feministką.

        >A tak na marginesie, jak facet jest nieuczciwy, to odwróć się na pięcie i po prostu idz
        > sobie. Zastanów się, czy ci "ostatni wielbiciele" nie cierpią z tego powodu, że
        >
        > zostali przez ciebie wykorzystani dla zemsty.

        Ja też byłam do czegos wykorzystana . I nawet nie wiem do czego. A "klin" , jak jest tego swiadomy, nie powinien
        cierpiec, bo więcej wie o swojej sytuacji, niz niejeden łudzący się a i tak w efekcie nic nie osiągający.
        Nie traktujcie moich wypowiedzi zbyt serio, bo...serio, to już ja się nacierpiałam a z Wami tylko chcę ot tak
        podyskutować nie siląc się na zaimponowanie. Co myslę, to piszę.
        Pozdrówka JolkaN
    • Gość: ro-bot Re: Klin klinem. IP: *.csiro.au / *.hba.marine.csiro.au 01.08.02, 02:27
      bylem kiedys klinem i klinowanym, w obu przypadkach byly to Jolki.
      uwaga! ten typ tak ma...
      • Gość: JolkaN Re: Klin klinem. IP: *.sympatico.ca 02.08.02, 23:28
        Gość portalu: ro-bot napisał(a):

        > bylem kiedys klinem i klinowanym, w obu przypadkach byly to Jolki.
        > uwaga! ten typ tak ma...

        No i czy tak zle było? W której sytuacji lepiej, bo rozumiem,ze obie się podobnie skonczyły;-)
        A czy wiążzesz to z imieniem Jolka? Czy tylko z typem JolkaN?
        Pozdrowka JolkaN
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka