Dodaj do ulubionych

Tych co odchodzą zatłuc!

IP: *.man.axelspringer.com.pl 08.08.02, 19:29
Tak...ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską...nawet jeśli po
ślubie zacznie ci się wydawać, że masz na mnie monopol, licencję, że masz
mnie na własność, nawet jeśli zaczniesz mną pomiatać, traktować gorzej niż
psa, nawet jeśli staniesz się zrzędliwą babą, nawet jeśli wyjdzie z ciebie
najgorszy potwór, nawet jeśli przestaniesz mnie zauważać i traktować jak
powietrze, nawet jeśli z twoich ust usłyszę "nienawidzę cię" i stek obelg,
nawet jeśli...
Obserwuj wątek
    • kwieto Re: Tych co odchodzą zatłuc! 08.08.02, 23:11
      O, ale to nie oni pierwsi zerwali przysiege malzenska. Pierwsi zerwali Ci o
      ktorych piszesz:
      "nawet jeśli po ślubie zacznie ci się wydawać, że masz na mnie monopol,
      licencję, że masz mnie na własność, nawet jeśli zaczniesz mną pomiatać,
      traktować gorzej niż psa, nawet jeśli staniesz się zrzędliwą babą, nawet jeśli
      wyjdzie z ciebie najgorszy potwór, nawet jeśli przestaniesz mnie zauważać i
      traktować jak powietrze, nawet jeśli z twoich ust usłyszę "nienawidzę cię" i
      stek obelg, nawet jeśli..."
      Bo przede wszystkim slubowali MILOSC. Czy milosc to traktowanie jak psa, bycie
      najgorszym potworem, traktowanie jak powietrze i obelgi pod adresem "kochanej"
      osoby? Wiec to oni pierwsi zerwali przysiege malzenska, osoba ktora od kogos
      takiego odchodzi, sankcjonuje tylko to, co stalo sie o wiele wczesniej
      • iwa.ja Re: Tych co odchodzą zatłuc! 08.08.02, 23:16
        Dokładnie tak, Kwieto. Zawsze będę zdania, że odejście lub zdrada jest wtórna
        w relacji do czegoś, co się wcześniej popsuło.
        (ale błyskiem przejechałeś przez Wawę). Dobrej nocy i dziękuję za wszystko.
        • Gość: Melba Re: Tych co odchodzą zatłuc! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 08.08.02, 23:31
          Boże, jesteśmy uzależnieni.
          • iwa.ja Re: Tych co odchodzą zatłuc! 08.08.02, 23:32
            hihihi, chyba tak. Ale to nie temat tego wątku. Aha, napisałam, gdzie trzeba.
    • Gość: oak Re: Tych co odchodzą zatłuc! IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 09.08.02, 12:17
      ...eeee no przecież Cię nie zdradziła... jesteś winien, ukrzyżują Cię, a ja
      bedę podawał im gwoździe.
      Po za tym wszyscy tak mówią ... liczy się jednak tylko to co widać na zewnątrz.
      A sam wiesz co widać ..... kogóż to obchodzi dlaczego ....
      • Gość: dodo Re: Tych co odchodzą zatłuc! IP: 209.226.65.* 09.08.02, 14:29
        a moj dziadek jak sobie podpil to zawsze wygadywal takie rozne "madrosci",
        ktore babcie denerwowaly zdecydowanie bardziej niz zapach ognistej wody.
        dziadek bowiem byl zdania, ze malzenstwo to zycie w zoo tyle, ze na poczatku ma
        sie do czynienia z kotkami, pieskami, misiaczkami, ptaszkami i kroliczkami zeby
        po latach trafic w towarzystwo swin, bydlakow, starych krow, wrednych malp
        i calej reszty zwierzecego chamstwa. i on, ten moj dziadek, wyrazal zawsze
        zdziwienie jak to sie stalo, ze z puszystego kroliczka moja babcia zamienila
        sie w zlosliwa i podstepna tygrysice.
        moze to jest a propos tego watku mimo, ze nie ma mowy o opuszczaniu zoo... ;-)
        • nieto Re: Tych co odchodzą zatłuc! 09.08.02, 17:50
          Sorry ale stary osioł ten Twoj Dziadek , dodo ;)
          • Gość: dodo Re: Tych co odchodzą zatłuc! IP: 209.226.65.* 09.08.02, 18:25
            nieto napisała:

            > Sorry ale stary osioł ten Twoj Dziadek , dodo ;)

            i ponadto od dawien juz dawna gryzie trawe od spodu...
            tak koncza wszystkie zwierzatka - i te milusie, i te paskudne ;-)
    • Gość: kasia28 Re: Tych co odchodzą zatłuc! IP: 80.51.254.* 09.08.02, 19:46
      Bo najidiotyczniejsza część przysięgi małżeńskiej to przysieganie miłości do
      grobowej deski. Tego nie da się dotrzymać, bo nie my rzadzimy naszymi
      uczuciami ale one nami. Nie mamy wpływu na to czy kogoś kochamy jeszcze czy
      już nie. Sens ma przysięga wierności, szacunku, bycia na dobre i na złe, bo
      to, nawet nie kochając, jesteśmy w stanie dotrzymać (jeśli chcemy oczywiście).
      Miłość zawsze gdzieś tam się kończy albo zmienia oblicze, a wzajemny szacunek
      i przyjażń mogą trwać do śmierci, stąd radziłabym skoncentrować się bardzziej
      na tych aspektach przysięgi.
      W świetle powyższego słowa założyciela wątku świadczą o niedotrzymaniu
      obietnicy wzajemnego szacunku i właściwie to jest klęska małżeństwa. Bo bez
      miłości można żyć, ale bez szacunku nie da rady.

      Kasia
      • kamfora Miłość... 09.08.02, 21:18
        Gość portalu: kasia28 napisał(a):

        > Bo najidiotyczniejsza część przysięgi małżeńskiej to przysieganie miłości do
        > grobowej deski. Tego nie da się dotrzymać, bo nie my rzadzimy naszymi
        > uczuciami ale one nami. Nie mamy wpływu na to czy kogoś kochamy jeszcze czy
        > już nie.

        Miłość "do grobowej deski" to przysięga chrzescijan. A w świetle wiary miłość
        nie jest "uczuciem" jedynie.
        Miłość to przykazanie. Kochaj bliźniego swego jak siebie samego.
        I jedynie w tym aspekcie taka przysięga ma sens.
        Dlatego połączone zostały w jedno zdanie miłość, wierność i uczciwość małżeńska.
        Tak mi się zdaje...:-))))
        • hookean Re: Miłość... 09.08.02, 21:32
          kamfora napisała:

          > Miłość "do grobowej deski" to przysięga chrzescijan. A w świetle wiary miłość
          > nie jest "uczuciem" jedynie.
          > Miłość to przykazanie. Kochaj bliźniego swego jak siebie samego.
          > I jedynie w tym aspekcie taka przysięga ma sens.
          > Dlatego połączone zostały w jedno zdanie miłość, wierność i uczciwość
          >małżeńska.

          W tym co piszesz, jest pewien brak konsekwencji. Stwierdzając, że owa miłość
          wobec małzonki/małżonka jest tą samą miłością, co wobec każdego innego
          bliźniego swego.Nierozumiem zatem, dlaczego nie składamy takiej przysięgi "po
          grobowa deskę" wobec wszystkich bliźnich. Czyżby jednak ten poślubiany bliźni
          miał być jednak obdarowywany inną, większa miłością, bo jesli nie, to owa
          przysięga jest zbedna i nielogiczna.

          P.
          • kamfora Re: Miłość... 09.08.02, 22:10
            hookean napisał:
            > W tym co piszesz, jest pewien brak konsekwencji. Stwierdzając, że owa
            miłość
            > wobec małzonki/małżonka jest tą samą miłością, co wobec każdego innego
            > bliźniego swego.Nierozumiem zatem, dlaczego nie składamy takiej przysięgi
            "po
            > grobowa deskę" wobec wszystkich bliźnich. Czyżby jednak ten poślubiany
            bliźni
            > miał być jednak obdarowywany inną, większa miłością, bo jesli nie, to owa
            > przysięga jest zbedna i nielogiczna.

            W czym widzisz ten brak konsekwencji?
            Miłość jest chyba faktycznie ta sama. Ale poniewaz nie będziesz z kazdym
            innym tak blisko - nie musisz składać jakichś deklaracji - wystarczy,
            jezeli akceptujesz zasady.
            Teoretycznie więc niepotrzebna byłaby ta przysięga, gdyby to dotyczyło
            jedynie miłości. Ale tam jest również przysięga wierności, przysięga
            uczciwości,
            ORAZ ŻE CIĘ NIE OPUSZCZE aż do smierci. W zdrowiu i w chorobie.
            Wydaje mi się, że bunt przeciwko tym słowom jest dlatego, że tego
            wszystkiego
            można dotrzymać.Taki paradoks...:-)
            No, przecież nie ma przymusu - tu wszystko jest na zasadzie: "jeśli
            chcesz"...
            Na tym polega wolność. :-)
            • hookean Re: Miłość... 09.08.02, 22:17
              Pytanie moje jest takie, czy "nieuczciwość" i " niewierność" są grzechem ?

              P.
              • kamfora Re: Miłość... 09.08.02, 22:39
                hookean napisał:

                > Pytanie moje jest takie, czy "nieuczciwość" i " niewierność" są grzechem ?

                Mnie pytasz? :-))

                Czy coś jest, czy nie jest grzechem - każdy odpowiada sobie sam.
                Według własnego sumienia.
                • hookean Re: Miłość... 09.08.02, 22:47
                  kamfora napisała:

                  > Czy coś jest, czy nie jest grzechem - każdy odpowiada sobie sam.
                  > Według własnego sumienia.

                  Zatem jaki sens ma to całe przysięganie, skoro my sami ostatecznie ustalamy czy
                  złamanie tych obiecanych komuś rzeczy jest złe czy nie, wynika ze jednak te
                  przysięgi to czysta paplanina, która nadaje pseudo powagi ślubom.

                  P.
                  ;-)
                  • kamfora Re: Miłość... 09.08.02, 23:33
                    hookean napisał:

                    > Zatem jaki sens ma to całe przysięganie, skoro my sami ostatecznie ustalamy
                    czy
                    >
                    > złamanie tych obiecanych komuś rzeczy jest złe czy nie, wynika ze jednak te
                    > przysięgi to czysta paplanina, która nadaje pseudo powagi ślubom.

                    Mylisz dwie rzeczy: relację Bóg - człowiek
                    i relację człowiek - człowiek
                    Grzech - to coś, co występuje tylko w relacji pierwszej.

                    Przysięgę małżeńską składa się wybranej osobie "w obliczu Boga, w obecności
                    świadków". I...ze względu na ludzką słabość, w celu "dodania powagi" ;-) też.
                    • kamfora dopisek 09.08.02, 23:37

                      Bo tak naprawdę, według Ewangelii, mowa ludzka powinna być
                      tak - tak, a nie - nie.
                      Wszystko inne - niepotrzebne...
                      To po co te pieczątki, wzory podpisów, świadkowie, poręczenia...
                      Hmmm...
                    • hookean Re: Miłość... 09.08.02, 23:58
                      kamfora napisała:

                      > Mylisz dwie rzeczy: relację Bóg - człowiek
                      > i relację człowiek - człowiek
                      > Grzech - to coś, co występuje tylko w relacji pierwszej.

                      A to zastanawiające, znaczy to bowiem, ze zdradzając swoją małżonkę nie obrażam
                      jej właśnie tylko Boga i co więcej, czyżby relacje człowiek-człowiek nie były
                      generalnie podstawą grzechu, tylko relacje człowiek-Bóg, jak to mi
                      rozróżniasz.Myślałem, że bezwzględnie dobro drugiego człowieka jest
                      równoznaczne z dobrem dla Boga,a Ty sugerujesz, ze to nie to samo, czyzby
                      przykładowo zabójstwo człowieka mogło być dobre dla Boga, jesli to rozróżnienie
                      ma mieć jakikolwiek sens ?

                      P.
                      • kamfora Re: Miłość... 10.08.02, 00:19
                        hookean napisał:

                        > A to zastanawiające, znaczy to bowiem, ze zdradzając swoją małżonkę nie
                        obrażam
                        >
                        > jej właśnie tylko Boga

                        Właściwie, to Boga nie można "obrazić", chyba, ze jestes dzieckiem i musisz mieć
                        jakoś wytłumaczone "na miarę" :-)
                        Powtarzam, że mylisz różne rzeczy. Twoja relacja z Bogiem jest Twoja i tylko
                        Twoja. W jaki sposób Bóg będzie Cię "rozliczał" z Twoich relacji z małżonką?
                        Nie wiem. Twoje sumienie powinno Ci to podpowiedzieć.:-))

                        i co więcej, czyżby relacje człowiek-człowiek nie były
                        > generalnie podstawą grzechu, tylko relacje człowiek-Bóg, jak to mi
                        > rozróżniasz.

                        Dobrze powiedziane: Podstawa grzechu.


                        Myślałem, że bezwzględnie dobro drugiego człowieka jest
                        > równoznaczne z dobrem dla Boga,a Ty sugerujesz, ze to nie to samo, czyzby
                        > przykładowo zabójstwo człowieka mogło być dobre dla Boga, jesli to
                        rozróżnienie
                        >
                        > ma mieć jakikolwiek sens ?

                        Właściwie co chcesz udowodnić?
                        Jeżeli wierzysz w Boga i jesteś na dodatek chrzescijaninem,
                        to wiesz,że grzech jest to
                        "świadome przekroczenie przykazań" danym ludziom przez Boga.
                        Dlatego jest to relacja Bóg - człowiek.
                        • hookean Re: Miłość... 10.08.02, 00:47
                          Chcę powiedzieć, ze grzech absolutnie nie wynika z relacji Bóg-człowiek,
                          ponieważ został ustalony przez Boga w oparciu, ale o relacje człowiek-człowiek
                          (prawie wszystkie przykazania boskie odnoszą się do człowieka, jak można np.
                          zabić Boga, albo pożądać żonę Boga swego itd.),które sa tu kluczowe.Człowiek
                          nie moze zgrzeszyc wobec Boga bez istnienia innych ludzi, stad nielogicznym
                          jest to rozróżnienie Twoje, a tym samym i cała ta przysięga.

                          P.
                          • kamfora Re: Miłość... 10.08.02, 01:15
                            hookean napisał:

                            > Chcę powiedzieć, ze grzech absolutnie nie wynika z relacji Bóg-człowiek,
                            > ponieważ został ustalony przez Boga w oparciu, ale o relacje człowiek-człowiek
                            > (prawie wszystkie przykazania boskie odnoszą się do człowieka, jak można np.
                            > zabić Boga, albo pożądać żonę Boga swego itd.),które sa tu kluczowe.Człowiek
                            > nie moze zgrzeszyc wobec Boga bez istnienia innych ludzi, stad nielogicznym
                            > jest to rozróżnienie Twoje, a tym samym i cała ta przysięga.

                            Ach, bo wiesz...logika u mnie inna była...pewnie trochę wczesniej niż Ty do
                            szkół chodziłam :-)))
                            • hookean Do snu... 10.08.02, 01:24
                              Pal licho logikę, dobrej nocy Ci zyczę i jest to najbardziej logiczne życzenie
                              na obecną chwilę ;-)))))))))

                              P.
        • trzcina Wola 09.08.02, 21:40
          kamfora napisała:

          > Miłość "do grobowej deski" to przysięga chrzescijan. A w świetle wiary
          miłość
          > nie jest "uczuciem" jedynie.
          > Miłość to przykazanie.

          W tym samym świetle miłość to akt woli. Zakochanie nie jest od woli zależne,
          miłość może być. "Chcę" kochać, a nie - "chce mi się"...
          I kiedy przychodzi czas, kiedy "nie chce mi/nam się", kiedy wręcz sądzę, że
          już po miłości, można go przetrwać.
          Znam niewiele - bo trzy - takie, wiekowe już małżeństwa, które dzięki tej
          przysiędze przetrwały rozmaite, czasem wieloletnie kryzysy i ocaliły miłość,
          przeniosły ja przez czas dla miłości niedobry. Jest czego pozazdrościć -
          prosto bardzo rzec ujmując, osiągnęli jakość nieporównywalną z czymkolwiek, co
          dane mi było między ludźmi widzieć:))

          pozdrawiam
          t.
          • Gość: inka_s Re: Wola IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 09.08.02, 21:51
            trzcina napisała:
            > W tym samym świetle miłość to akt woli. Zakochanie nie jest od woli zależne,
            > miłość może być. "Chcę" kochać, a nie - "chce mi się"...

            Czasem zakochanie to też akt woli...
            Pamiętam jak byłam bardzo młoda (ech ta głupota!) i postanowiłam poszukać
            obiektu do zakochania... Znalazłam - Bogu dzięki że to była miłość (czy raczej
            zakochanie) nieodwzajemniona bo nieźle by mnie okaleczyła emocjonalnie, tak,
            tak.
            A miłość?...
            Trzeba mieć ja w sobie - i obdarowywać nia innych. Trudno żyć w związku w
            ciągłych fajerwerkach wzniosłych uczuć. Miłość nie jest nam dana ot tak, jeśli
            się świadomie nad nią nie pracuje - to nic z tego.
            Spójrzcie na miłość rodzicielską. To tez nie jest dane wszystkim. Ile osób swą
            miłość do dziecka pojmuje jako "on_spełni_moje_ambicje" albo "ja_wiem
            _lepiej_czego _ci_trzeba_do_szczęścia".... I jaki to ma związek z miłością?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka