mis_alas_mi_alma
01.10.02, 20:24
Wiele razy na ten temat myslalam. Nie lubie cierpienia, bolu, nikt tego nie
lubi. Ale czesto sie tak dzieje w zyciu ze to przykre rzeczy, ktore nam sie
przytrafiaja rozwiaja nas duchowo, uwrazliwiaja na innych, pozwalaja spojrzec
z innej perspektywy, dzieki nim zaczynamy zyc glebiej. Czesto ludzie po
ciezkich chorobach odnajduja sens zycia, choc nie wszyscy. Smierc bliskiej
osoby otwiera nas na inny obszar doznan, czesto po ogromnym bolu przychodzi
wyciszenie, spokoj wewnetrzny i choc nigdy nie bedzie juz jak danwiej to
jednak jestesmy bogatsi o te doznania. I teraz teza: czy czlowiek jest w
stanie rozwinac sie duchowo nie cierpiac? Lub dla kontrastu: czy czlowiek,
ktoremu ogolnie wiekszosc rzeczy sie w zyciu udaje, przechodzi je bez
wiekszych nieszczesc jest w stanie byc wrazliwym, refleksyjnym, tolerancyjnym
czyli ogolnie otwartym duchowo czlowiekiem?