kamfora
13.11.02, 20:51
Powiedzmy, że facetowi imieniem Roger, podoba się kobieta, nazwijmy ją
Elaine. Zaprasza ją do kina; ona się zgadza; spędzają razem miły
wieczór. Kilka dni później proponuje jej obiad w restauracji i znów
oboje są zadowoleni. Zaczynają się spotykać regularnie i żadne z nich
nie widuje się z nikim innym. Aż któregoś wieczoru w samochodzie, Elaine
zauważa:
- A wiesz, że dziś mija dokładnie sześć miesięcy odkąd się spotykamy?
W samochodzie zapada cisza. Dla Elaine wydaje się ona strasznie głośna...
Dziewczyna myśli: "Kurcze, może nie powinnam była tego mówić. Może on
nie czuje się dobrze w naszym związku. Może sądzi, że próbuję na nim
wymusić jakieś zobowiązania, których on nie chce, albo na które nie jest
jeszcze gotowy."
A Roger myśli: "O rany. Sześć miesięcy."
Elaine myśli: "Ale zaraz, ja sama nie jestem pewna, czy chcę takiego
związku. Czasami chciałabym mieć więcej przestrzeni, więcej czasu, żebym
mogła przemyśleć, co chcę dalej zrobić z tym związkiem. Czy ja naprawdę
chcę, żebyśmy posuwali się dalej...? W zasadzie... do czego my dążymy?
Czy tylko będziemy się nadal spotykać na tym poziomie intymności? Czy
może zmierzamy ku małżeństwu? Ku dzieciom? Ku spędzeniu ze sobą całego
życia? Czy ja jestem już na to gotowa? Czy ja go właściwie w ogóle znam?"
Roger: "czyli... to był... zobaczmy... czerwiec, kiedy zaczęliśmy się
umawiać, zaraz po tym, jak odebrałem ten samochód, a to znaczy...
spójrzmy na licznik... Cholera, już dawno powinienem zmienić olej!"
Elaine: "Jest zmartwiony. Widzę to po jego minie. Może to jest zupełnie
inaczej? Może on oczekuje czegoś więcej - większej intymności, większego
zaangażowania... Może on wyczuł - jeszcze zanim sama to sobie
uświadomiłam - moją rezerwę. Tak, to musi być to. To dlatego on tak
niechętnie mówi o swoich uczuciach. Boi się odrzucenia..."
Roger: "I muszą jeszcze raz sprawdzić pasek klinowy. Cokolwiek te
bałwany z warsztatu mówią, on nadal nie działa dobrze. I niech nie
próbują tego zwalać na mrozy. Jakie mrozy? Jest 8 stopni, a ten silnik
brzmi jak stara śmieciarka! I jeszcze zapłaciłem tym niekompetentnym
złodziejom 600$!"
Elaine: "Jest zły. Nie winię go. Też bym była na jego miejscu. Czuję się
taka winna, każąc mu przez to przechodzić, ale nic nie poradzę na to, co
czuję. Po prostu nie jestem pewna..."
Roger: "Pewnie powiedzą, że gwarancja jest tylko na 90 dni. To właśnie
powiedzą, szczury!"
Elaine: "Może jestem po prostu idealistką, czekającą na rycerza na
białym koniu, kiedy siedzę obok wspaniałego mężczyzny, mężczyzny, z
którym lubię być, na którym naprawdę mi zależy, któremu chyba także
zależy na mnie. Mężczyzny, który cierpi z powodu mojej egoistycznej,
dziecinnej, romantycznej fantazji."
Roger: "Gwarancja! Ja im dam gwarancję! Powiem, żeby ją sobie wsadzili w..."
- Roger - odzywa się Elaine.
- Co? - pyta Roger, wyrwany niespodziewanie z zamyślenia.
- Proszę, nie dręcz się tak - kontynuuje Elaine, a jej oczy zaczynają
napełniać się łzami - Może nigdy nie powinnam... Czuję się tak...
(załamuje się i zaczyna szlochać)
- Co? - dopytuje się Roger.
- Jestem taka głupia... Wiem, że nie ma rycerza. Naprawdę wiem. To
głupie. Nie ma rycerza i nie ma konia.
- Nie ma konia? - pyta nieco zdezorientowany Roger
- Myślisz, że jestem głupia, prawda? - pyta Elaine.
- Nie! - odpowiada Roger, szczęśliwy, że wreszcie zna prawidłową odpowiedź.
- Ja tylko... Ja tylko po prostu... Potrzebuję trochę czasu...
(następuje 15-sekundowa cisza, podczas której Roger, myśląc najszybciej
jak potrafi, próbuje znaleźć bezpieczną odpowiedź. W końcu trafia na
jedną, która wydaje mu się niezła)
- Tak - mówi.
Elaine, głęboko wzruszona, dotyka jego dłoni.
- Och, Roger, naprawdę tak czujesz? - pyta.
- Jak? - odpowiada pytaniem Roger.
- No, o tym czasie... - wyjaśnia Elaine.
- Och... Tak.
Elaine odwraca się ku niemu i patrzy mu głęboko w oczy, sprawiając, że
Roger zaczyna się czuć bardzo nieswojo i obawiać, co też ona może teraz
powiedzieć, zwłaszcza, jeśli to dotyczy konia. W końcu Elaine przemawia:
- Dziękuję ci, Roger.
- To ja dziękuję - odpowiada
Potem odwozi ją do domu, gdzie rozdarta, umęczona dusza chlipie
w poduszkę aż do świtu, podczas gdy Roger wraca do siebie, otwiera
paczkę chipsów, włącza telewizor i natychmiast pochłania go powtórka
meczu tenisowego między dwoma Czechami, o których nigdy wcześniej nie
słyszał. Cichy głosik w jego głowie podpowiada mu, że w samochodzie
wydarzyło się dziś coś ważnego, ale Roger jest pewny, że nigdy nie
zrozumie, co, więc stwierdza, że lepiej wcale o tym nie myśleć (tę samą
taktykę stosuje w stosunku do głodu na świecie).
Następnego dnia Elaine zadzwoni do swej najbliższej
przyjaciółki, może do dwóch i przez sześć godzin będą omawiać tę
sytuację. Drobiazgowo zanalizują wszystko, co ona powiedziała i
wszystko, co on powiedział, po raz pierwszy, drugi i n-ty, interpretując
każde słowo, każdą minę i każdy gest, szukając niuansów znaczeń,
rozważając każdą możliwość... Będą o tym dyskutować, przez tygodnie,
może przez miesiące, nie osiągając żadnej konkluzji, ale także wcale się
tym nie nudząc.
W tym samym czasie, Roger, grając w golfa ze wspólnym
przyjacielem jego i Elaine, zatrzyma się na chwilę przed uderzeniem,
zastanowi i zapyta:
- Norman, nie wiesz, czy Elaine kiedyś miała konia?