Dodaj do ulubionych

Moja historia....

03.12.06, 01:05
Jestem zareczona, slub za pare miesiecy, razem wzloty i upadki,razem juz od 6
lat, mieszkamy od 3 lat razem, bardzo duzo nas laczy, znamy sie juz na
wylot. Na poczatku byla wielka romantyczna milosc, potem ucichlo i zamienilo
sie w spokojniejsza juz przyjazn i po prostu bycie bycie razem, potem juz
decyzja o malzenstwie, przeciez i tak juz razem mieszkamy.... Az do wczoraj,
poznalam kogos, to bylo jakbym spotkala kogos na kogo czeka sie cale zycie,
takiej chemii nie bylo w moim zyciu jeszcze nigdy, az przerazilo mnie jak
bylo to intensywne.Po prostu wyczulam go jak tylko wszedl, i z opanowanej 29
latki zamienilam sie nagle w zarumieniona pensionarke, drzenie serca, urywane
spojrzenia, cala magia.... To takie infantylne jak sie o tym pisze ale mysle,
ze wiecie o co chodzi.... Rozmawialismy moze tylko 10 min... Biznesowe
spotkania nie sa najlepszym miejscem na cos takiego, nie moglam skupic sie na
niczym innym. I teraz wielki dylemat, co robic, nie chce nikogo ranic, ale
chyba juz nie ma odwrotu. Bo skora do kogos, kto ma byc moim mezem nigdy nie
czulam takiej namietnosci jak do tego zupelnie obcego faceta, to cos tu jest
nie tak.... Tylko czy ze mna czy my po prostu nie powinnysmy byc razem. Czy
moze to moj wymysl, prosze chce za duzo, wiem, ze moj chlopak mnie kocha. To
bedzie moj wybor, ale zastanawiam sie czy ktos moze przezyl cos takiego.... I
czy decyzja byla ta wlasciwa....
Obserwuj wątek
    • shachar Re: Moja historia.... 03.12.06, 01:14
      sratytaty
      puknij sie switezianko_ze_wzgorza
      daj spokoj facetowi ktorego widzialas przez 10min, taka sama chemia przydarzy
      ci sie z Fabio z okladki harlekina
      i daj spokoj temu swojemu pie..watemu narzeczonemu bo on najwyrazniej cie
      nie kreci
      • aliena_ze_wzgorza Re: Moja historia.... 03.12.06, 01:21
        ok, tu juz nawet nie chodzi o tego faceta, po prostu chodzi o to, ze to bylo
        tak jakbym obudzila sie nagle z letargu, ablo jakos tak... Fabie i inne
        Hiszpany, tudziez inne poludniowce mnie zupelnie nie kreca, harlekinow nie
        czytam, generalnie zupelnie nie w tych klimatach jestem... A switezianka
        rzeczywiscie brzmi lepiej niz aliena, ale nie mialam co wymyslic innego....
        • shachar Re: Moja historia.... 03.12.06, 01:28
          wiesz co? zaaplikuj sobie 'Titanica' :))
          powaznie
          • aliena_ze_wzgorza Re: Moja historia.... 03.12.06, 01:32
            nie, nie to juz wole "Miasto Aniolow", aloe na rwazie ogladam ukochane "Dume i
            Uprzedzenie" w starej wersji, czytam "Filary ziemi" Folleta i na razie to mi
            zupelnie wystarcza....:) Czy ja naprawde brzmie tak beznadziejnie...?
            • shachar Re: Moja historia.... 03.12.06, 01:43
              puknij sie ,mowie
              jakie beznadziejnie? standardowo, jak ktos, kto chce sobie cos zabezpieczyc

              ha! albo trudno, albo nudno
              i sobie podumaj, co ci lepiej pasuje
    • ewiku obojętnie... 03.12.06, 08:11
      czy Twoje uczucia/odczucia poruszył ten czy inny facet, ważne jest, ze to
      zauważyłaś i zaczęłaś sie zastanawiać nad swoimi decyzjami...
      ale nim cokolwiek postanowisz wsłuchaj się w siebie, nie patrz na innych, na
      lojalność czy opinię, zrób to zgodnie z własnym sercem czyli patrz najpierw na
      to czego Tobie samej najpierw potrzeba do szczęścia...
      bo jeżeli kiedykolwiek podejmiesz decyzję wbrew swojemu wewnętrznemu
      przekonaniu to wcześniej czy później poczujesz się nieszczęśliwa a wtedy
      przestaniesz żyć... będziesz już tylko trwać...


      ----------------------------------------------
      Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem...
    • maureen2 Re: Moja historia.... 03.12.06, 09:52
      co robić ? wyjśc za mąż, kontynuować spotkania biznesowe, potem można się
      rozwieść
    • barrakuda1 Re: Moja historia.... 03.12.06, 10:14
      starsznie infantylnie zabrzmiało Twoje wyznanie. Dla jednego spojrzenia chcesz
      przekreslić stabilny związek. Ale dobrze zastanów się, czy zakładać rodzinę i
      czy być dalej z człowiekiem, który Cię kocha. Odpowiedz sobie na pytanie: a co
      by było gdybyś była 3 lata po ślubie i przwdopodobnie miała małe dziecko, czy
      też chwilowe zauroczenie facetem wzięłoby górę? Nigdzie, w żadnym poradniku nie
      jest napisane, że namiętność będzie trwała przez całe życie. Wydaje mi się, że
      nie dojrzałaś jeszcze do stałego związku z obrączką na palcu, a to co masz do
      tej pory traktujesz jak czas do przeczekania, taką swoistą poczekalnię, na
      lepsze czasy. Tylko uważaj, bo one mogą nigdy nie nadejść, a Ty będziesz już
      zawsze żałowała straconego, stabilnego uczucia.
      • aliena_ze_wzgorza Re: Moja historia.... 03.12.06, 11:40
        \ale ja nie chce tylko stabilnego zwiazku, wiem, ze ta poczatkowa pasja nie
        trwa wiecznie, wiem, ze co co mam teraz to duzo, ale ja chce jeszcze wiecej.
        Wiem, ze sama moge dac wiecej, wiec.... Ja po prostu chce zyc pelnia zycia....
        Coz, jezeli przyjdzie mi zyc samej... Nigdy nie bylam zalezna od nikogo, nie
        jestem "twarda baba" ale czas zawalczyc chyba o siebie...
        Nie, nigdy ten zwiazek nie byl poczekalnia, ale coz, pewnie masz racje nie
        doroslam do bycia zona, niestety...
        • ewiku Re: Moja historia.... 03.12.06, 12:31
          aliena_ze_wzgorza napisała:

          > Coz, jezeli przyjdzie mi zyc samej... Nigdy nie bylam zalezna od nikogo, nie
          > jestem "twarda baba" ale czas zawalczyc chyba o siebie...
          > Nie, nigdy ten zwiazek nie byl poczekalnia, ale coz, pewnie masz racje nie
          > doroslam do bycia zona, niestety...

          ... jesteś bardziej dojrzała ( to bardziej adekwatne słowo ) niż niejedna inna
          osoba będąca w podobnej sytuacji bo zdajesz sobie sprawę z tego, ze małżeństwo
          wymaga szczerości przede wszystkim z sobą samym a potem z partnerem, więc
          jeżeli masz choć cień wątpliwości co do swoich intencji to należy conajmniej
          dać sobie czas na przemyślenie a dopiero potem się decydować...

          bo najważniejsze w zyciu jest nie trwać a żyć w zgodzie z sobą samym i własnym
          sumieniem...powodzenia...:)))



          ----------------------------------------------
          Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem...
    • mskaiq Re: Moja historia.... 03.12.06, 10:32
      Mysle ze decyzja nalezy do Ciebie. Wedlug mnie bardzo waznym pytaniem jest czy
      kochasz Swojego chlopaka.
      Kiedys stanalem przed taka sama decyzja jaka Ty. Musialem podjac decyzje sam,
      bo tylko Ty wiesz co jest wazne i czego potrzebujesz.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • aliena_ze_wzgorza Re: Moja historia.... 03.12.06, 11:34
        dziekiuje Ci, to trudne co zrobie, ale coz... Takie jest chyba zycie....
    • list22 Re: Moja historia.... 03.12.06, 17:03
      To, o czym piszesz nie jest wcale infantylne. Taka chemia zdarza się bardzo
      rzadko. Wiele osób jej nie rozumie, bo nigdy jej nie doświadczyło i może nie
      doświadczy. Uważam, że w takiej sytuacji ryzykowne jest wychodzenie za mąż.
      Pomyśl co by było, gdybyś spotkała mężczyznę, z którym oprócz fizycznej chemii
      masz doskonałe porozumienie intelektualne, emocjonalne, duchowe,
      metafizyczne ... Z Twojego opisu widać, że Twoja reakcja była silna bo mogłaś
      wyczuwać porozumienie również na tych innych wymiarach (sam seks nie jest w
      stanie wywołać takich doznań). Wiem, o czym mówię bo dla mnie to doświadczenie
      było przekleństwem i objawieniem. Taki totalny magnetyzm. Czujesz, że
      każdy "pierwiastek" Twojego życia, doświadczeń, tego kim jesteś i czego
      pragniesz wchodzi w reakcję z każdym pierwiastkiem tego, kim jest on, tworząc
      obezwładniającą mieszankę wybuchową. To tak, jakby nagle odnazły się nie dwie
      ale dziesiątki połówek pomarańczy na każdym wymiarze waszych osobowości i
      pragnień. I nie ma już odwrotu. Jesteś "naznaczona" tym doświadczeniem do końca
      życia. Doznałaś swego rodzaju objawienia i wiesz już, że Twój dotychczasowy
      partner nie jest w stanie wywołać u Ciebie takich doznań. Co wtedy zrobisz
      zależy od Twojego poglądu na idealny związek. Niektórym wystarcza wpólne życie,
      przywiązanie, czułość i letni seks. Wolą tkwić w takim związku niż żyć samotnie
      i to jest OK. Niektórzy bezkompromisowo szukają takiego właśnie trzęsienia
      ziemi. To doświadczenie pokazało, że masz potrzeby i pragnienia, których Twój
      obecny partner nie spełnia. Jeżeli jesteś idealistką, powinnaś pewnie czekać na
      takie właśnie porozumienie licząc się z tym, że możesz już nigdy tego nie
      doświadczyć. Znam kobietę, która po podobnym doświadczeniu rozstała się ze
      swoim mężem i żyje samotnie. Stwierdziła, że nigdy nie będzie kochała swojego
      męża tak jak innego mężczyznę i że tkwienie w związku po czymś takim jest nie
      fair. Ale to skrajnie idealistyczne podejście wymagające dużej siły charakteru.
      Nie zazdroszczę. Trzymam kciuki.
      • ja_adam Może od siebie 03.12.06, 17:19
        Chemia .. mozna ja mieć, mozna ja wywołać.

        Wg mnie za wiele kobiet jej zawierza, widzi w niej magię, pewność trafnego
        wyboru. Oczywiscie ze jesli nie pojawia sie chemia trudno na siłe...

        pojawienie siechemii wskazuje ze ktos ma niezaspokojone potrzeby a nie ze osoba
        do która czujemy chemie jest, będzie księciem z bajki

        Sama kwestia porozumienia moze wynikac wylącznie z nastawienia, zaufania.

        Jestem przekonany, ze przyjaźń, szalona miłość rodzi sie w "bólach" a nie
        pojawia jak meteoryt.
        ...jak juz mowiłem uwielbiam chemię...
        • za_az Re: Może od siebie 03.12.06, 20:55
          przeżyć taką chemię chciałoby się jeszcze raz...
          wolę realność
          wolę wracać do żeczywistości...
          ..lubię myśleć co by było gdyby...
          twardo stać na ziemii...
          zdecydowanie wolę wolne związki... pozostaje furtka z którj zawsze można skożystać - to wcale nie oznacza, że trzeba za każdym razem kiedy się coś takiego wydarzy...
          ...fajnie jest pomyśleć że kogoś sie jeszcze podnieca i ...chemia i motyle...
          i nic - wrócić do realu bez kaca moralnego...
          na powiedzenie TAK przed urzędnikiem (kościelnym czy cywilnym) - w obecnych czasach nie ma przymusu - może warto sie jeszcze zastanowić - wspólnie z obecnym - "TAK" i się komplikuje wiele spraw...
          • azabelka trzeba byc odwaznym! 03.12.06, 22:55
            ..ja tez..mialam taki watek.Bylismy razem 4 lata.Stworzeni tylko dla
            siebie.Wielka milosc i takie tam..Ten drugi sprzedal mi lakier do
            paznokci.Potem przypadkowe spotkanie i dylemat,bo chemia w tym przypadku byla
            silna az do bolu.Nie spalam,tlumaczylam sobie,ze nie warto,ze jestem przeciez
            szczesliwa.Straszny okres.Wyrzuty sumienia i pragnienie czegos nowego.Nikomu
            nie zazdroszcze!Dzis wlasnie minal rok od tamtych wydarzen- wskoczylam do tego
            jeziora,ktore poczatkowo piekne i przejrzyste,pozniej...Moj chlopak mi
            wybaczyl, ja nie zaluje, bo to byla dla mnie wazna lekcja-wiem juz kogo tak
            naprawde kocham i z kim chce byc.Bo to ja wybralam,ten od lakieru byl
            cudowny,idealny,opiekunczy,dal mi wszystko..ale nie mial takiego zaglebienia w
            szyji,ktore ma moj chlopak a na ktorym ja zwyklam usypiac.Powiedzialam
            nie,dziekuje.
            Mysle,ze mimo wszystko warto.Trzeba potem zalowac,nie spac po nocach i wyzywac
            sie w myslach od idiotek.Imaginacja jak by moglo byc gdyby...-jest gorsza i
            bardziej wypala niz wyrzuty sumienia!!!Ten film juz drugi raz sie nie
            powtorzy!!!
    • azja.pl Re: Moja historia.... 03.12.06, 22:34
      Mi sie przydarzyla podobna historia.
      Po 5 latach, jedno spotkanie wywrocilo do gory nogami moje zycie.
      Probowalam to stlumic i tlumaczyc sobie, ze to chwilowe, ze moze mi minie. Ale
      nie czulam sie w porzadku wobec narzeczonego. Rozstalam sie z nim nie wiedzac
      czy z tamtej historii cos wyjdzie, ale zrozumialam, ze moj zwiazek nie byl juz
      zwiazkiem od jakiegos czasu.
      To byla najlepsza decyzja swiata. Wlasnie zostawiam tu wszystko i wyjezdzam
      zagranice do niego.
      Ale bylo mi bardzo ciezko, ale dzis wiem, ze warto bylo.
    • jagodamela Re: Moja historia.... 03.12.06, 23:02
      Ja zerwałam zaręczyny. Skrzywdziłam tym kogoś,ale inaczej nie mogłam zrobić.
      Wpływ na to miało wiele czynników,ktoś się pojawił, ale nie tylko to. Pomyśl,
      jeśli byłabyś szczęśliwa w tym związku i wszystko byłoby super to nie wierzę że
      tak od razu straciłabyś głowę.Musiało czegoś brakować, coś nie działało.
      Ponadto małżeństwo to nie obowiązek o ile jesteś odporna na naciski z zewnątrz,
      no przecież w końcu masz już swoje lata, a kiedy urodzisz, a jak to tak bez
      ślubu...
    • solaris_38 nie bedzie łatwo 04.12.06, 23:12
      tak wygląda dokładnie astrologiczny tranzyt neptuna pzrez natalną wenus

      zakochujesz sie w słupie prawdziwie głęboko i z siłą jakiej NIGDY dotąd nie znałaś

      ale to nie zmieni fakty ze jak tranzyt minie słup okaże sie słupem a ty sama
      ... no .. w najlepszym wypadku będziesz sie smiać
      w najgorszym wstydzić


      jest tez prawdopodobieństwo ze nie jest to słup ale fajny facet

      jest to prawdopodobieństwo wygranej w totolotksa

      wiec nei zachłystuj sie

      skoro to takie silne to chyba ci namiesza

      trudno ;)


      ale czasem aby pozna c słup trzeba na niego wpasc
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka