Była zona

IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 14.05.03, 16:10
to jest tragedia.Nie jestem w stanie znieśc dziecka z popzredniego
małżęństwa mojego męża.Chłopak jest bardzo podobny do matki.Staram sie,ale
nie moge.Złapałam sie natym,ze wymyslam jakieś histore,żeby ten kontakt
utrudnic.Ona najchetniej zostawiłaby go nam na zawsze.A wychowuje go
strasznie.ja nie moge nic powiedziec,mąz nie chce się za bardzo wtrącać...to
dziecko ciaglęopowiada o nowych wujkach...ludzie..Tu nie moze jakby wam sie
wydawać mogło o lodach wspólnych,albo o prentach..często wychodzi na noc,bo
jak mowi musi sobie ułozyc zycie i nam to dziecko podrzuca.Mąz mowi,ze kncu
jak nigdzie nie wychodzimy ,to co nam szkodzi..?
NI ew iem gdybym wiedział,ze tak to bedzie wygladac,żadałabym bardzo
określonegookreslenia godzin,no jak chce niech pzrychodzi ,ale ciagle na
noc..matko.Powiedziałam męzowi złośliwie ,że moze niech ona opłaty pobieraza
te nocne wyjscia i bedzie miała na opiekunke.Ona ma rodziców i czasem
mogłaby dziecko tam zostawić,ale ona twierdzi ,ze jest dorosłłłłłłą i nie
bezdie obciążac rozdićów..Mąż płąci wysokie alimenty i daje jak tylko może
na dziecjko.Normalnie.Po dwoch latach małżęństwa mam dość.JEMu to sie też
nie podoba ,ale mowi,ze dziecka szkoda.Ale jak patrze na to dziecko,a on
jest strasznie do niej podobny..to corzaz częściej jest mi
niedobrze..wymyslam różne sposoby,zeby wyjśc z domu.aWyć mi się chce.
    • myslewiecjestem Re: Była zona 14.05.03, 16:20
      Musisz przejsc przez ten bol. Nikt inny tylko Ty jestes architektem tej
      sytuacji. Mam wrazenie, ze jak rzucisz to wszystko, to sytuacja o podobnym
      potencjale dogoni Cie wczesniej czy pozniej.
      Pozdrawiam.
    • Gość: Kazik Re: Była zona IP: *.chello.pl 14.05.03, 16:26
      Staraj się ,żeby dziecko było bardziej podobne do Ciebie (ubieraj je podobnie,
      niech używa Twoich perfum...). Wtedy problem zniknie.

      A z tytułu wnioskuję, że to nie 2-letnie dziecię a ciągła obecność exżony w
      Twoim życiu tak Ciebie drażni.
      No cóż pogadaj z mężem raz jeszcze

      ale przecież i tak nigdzie nie wychodzicie więc może jednak....
      • Gość: nela Re: Była zona IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 14.05.03, 16:35
        Dziecko ma siedem lat.Njagorsze jest to ,zetak siępanoszy,mąz mowi,zebym
        odpuściła,bo ona tak juz jest..,nie wiem może jestem zazdrosna o nia,nie..no
        nie..Ja mam wrazenie,ze ona jak przystan traktuje nasz dom.Bo dziecko ma
        prwo..ciekawe..ja też..kurcze nie ma pzryzwoitości..a co jest najciekawsze?
        ludzie on sie ożenił znia,ale to nie ejst jego dziecko,on je uznał,poznali sie
        jak była w trzecim miesiącu ciązy..
        Ja nie wiem..ale to wszytsko nie ejst normalne.
        • Gość: mikawi Re: Była zona IP: *.crowley.pl 14.05.03, 16:44
          nelu, faktycznie, ja tez myslę że problem tkwi w ciągłej obecności byłej żony w
          waszym życiu. Porozmawiaj z mężem, powiedz, że byłoby dobrze aby jej wizyty
          (jesli juz muszą być) byly wcześniej ustalane, że chcesz czuć sie dobrze w
          swoim domu a ciągłe niezapowiedziane wizyty byłej z dzieckiem nie pozwalaja na
          to, że tez oczekujesz prywatności we własnym domu. Ja rozumiem, że dziecko ma
          prawo do nieograniczonych kontaktów z ojcem, ale czasem tez możecie miec
          zaplanowany wspólny wieczór tylko we dwoje i taka nagła wizyta byłej jest
          conajmniej nie na miejscu.
          A jeśli chodzi o to czy to dziecko twojego męża czy nie - myślę że nie tobie o
          tym roztrząsać, skoro je uznał, skoro chce je wychowywac, skoro je kocha - to
          jak najbardziej jest jego ojcem niezaleznie od tego czyje geny nosi mały.
          Myślę że powinniście po prostu porozmawiać i mąż powinien ustalić z byłą pewne
          zasady.
      • Gość: Kaziowa Re: Była zona IP: 209.234.166.* 14.05.03, 16:40
        Nigdy nie zrozumiem tych panien które wybierają
        faceta 'po przejściach' odcinajac się jednocześnie od
        ich przeszłości /czyt. przejść/.To dziecko to składowa
        tego na co się zdecydowałaś dwa lata temu i tej
        oczywistości nic nie jest w stanie zmienić.
        Ono jest jego dzieckiem bez względu na stan stosunków
        i uczuć do matki dziecka. Dobrze że matka wysyła je do
        ojca kiedy sama wychodzi /bez z naczenia czy idzie wtedy
        w 'tango' czy do kościoła/.Dziecko po to ma ojca by mógł
        zapewnić mu bezpieczeństwo i dawał oparcie gdy ścieżka
        życia wspina się pod górkę a tobie nic do tego, możesz
        je lubić lub nie to bez znaczenia i nie dziecka to
        problem, wiedziałaś że twój mąż jest ojcem kiedy
        decydowałaś się na ślub z nim , wzięłaś więc go
        z całym dobrodziejstwem inwentarza.
        pozdr.
    • Gość: meee bez uśmiechu! ! IP: *.MAN.atcom.net.pl 14.05.03, 16:35
      a mnie to dżaźni!
      Kobieto, wzięłaś goscia z 'odzysku', z dzieckiem. To jest tak, ze niesie sie w
      związku ten krzyż razem, a dzieciak i tak jest rozbity, i sytuacja ta bedzie z
      nim do konca życia; może tez byc, ze bedzie miał taki wizerunek rodziny wlasnej
      i powtórzy schemat. moze byc i jeszcze gorzej...
      dziecko to obowiązek i odpowiedzialnosc, a to że tak sie ułożyły losy jego
      rodziny i trafił pod twoje 'skrzydła' , to nie jego wina...
      dorośnij! ten dzieciak jest z pewnością bardziej zagubiony od Ciebie...


      • Gość: nela Re: ! IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 14.05.03, 16:40
        wiesz co..nie zycze Ci spotakc takiej osoby,ja wiem na co się decydowałam,ale
        jakies normy obowiązuja..Mnie dziecko nie pzreszkadza tylko sopsob,a tego nie
        można za chiny zmienic,zeby nas nie traktowała jako całodowbowej opieki.Ona ma
        taka prace wiesz 3 godz dziennie,i twierdzi,ze jej od życia cos sie nalezy.Ja
        rozumiem,ale może choc uprzedzać ,a nie ciagle jej cos wyopada..a potem się
        pzredłuża..
        • Gość: Biedronka14 Do Nelly IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 14.05.03, 17:35
          Nela, ten chlopak to przeciez osoba, a nie 'cos' tam co przypomina Ci byla zone
          Twojego meza. To jest zarowno 'czesc' jego, ktorego kochasz. Unies sie poza
          stan zazdrosci, bo nie jestes niczym zagrozona. W tym wszystkim, tak naprawde
          to jedynie ten biedny dzieciak jest pokrzywdzony, rozbita rodzina, traktowanie
          go przez wlasnych rodzicow jak sprzet przezucany z kata w kat, brak stabilnosci
          i swiadomosci milosci bezwarunkowej. Dlaczego nie moglabys go traktowac jak
          swojego?, rozwinac z nim jakas forme przyjazni? Jestem pewna, ze ten dzieciak
          bardzo potrzebuje Twojej akceptacji. Po co niszczyc, jak mozna tworzyc piekne
          uczucie?
          • Gość: nela Re: Do Nelly IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 14.05.03, 17:46
            bo ona go pzreciw mnie nastawia,jest złosliwa...wiesz np ja jestem blondynka,
            aon na mnie patrzy i mowi ,a mam mowi ,ze wszyskie blondynki sa głupie,albo
            to ,ze jakby mamusia chciała to mogąłby wrócić do tatusia..było dziecku
            tłumaczone..to jest głupie,ona poniosął jakąs porażke ,bo może myslaął,ze po
            rozwodzie on bedzie na kazde jej zawołąnie.ja jestem zupełnie inna niz ona.Jej
            teorie wyłaszane pzryprawiają o ból głowy....ale pzrecież jest dziecko..ja
            nie jestem potworem.ale widziecie tu myslicie pewnym schematem ,ze jak dziecko
            po rozowdzie ,biedna matka,ale ona nie jest biedna...ona jest straszna i
            nciaga wszytskich ...

          • saana Nelly 14.05.03, 18:48
            i faktycznie glupia jestes jak blondynka dziecko ma racje!!!
            Idz do psychologa niech Ci poradzi jak sie odnalezc w takiej sytuacji. Chyba
            fajnie ,ze maz sie poczuwa w koncu to jego dziecko nie???
            samo sie nie urodzilo.
            A zostawione dziecko zawsze bedzie przeciwko Tobie. Nawet w glupich filmach
            pokazuja ile pracy zajmuje zanim dziecko polubi nowa partnerke swojego Ojca.
            dziecko jest bardziej szczere niz dorosly a to do tego co Ona jemu mowi, moze
            Twoj maz powinien porozmawiac z nia na temat wychowania i tego zeby dziecku
            oszczedzila dziecinstwo.
            Ale czasem dzieci same wymyslaja, dla tego dziecka to Mama jest najpiekniejsza
            najmadrzejsza i i wcale nie jest dziwne ze nie chce przyjac do wiadomosci ze ta
            Mama poniosla jakas kleske. A Ty jestes wrogiem i zachowujac sie tak stajesz
            sie nim bardziej.
            Lepiej przefarbuj sobie wlosy.
            I koniecznie znajdz dobrego psychologa nawet jezeli bedzie drogi. To prawie
            rozkaz!!!!Wczuj sie troche w to dziecko z matka kopnieta i z druga kobieta
            zimna (ta zimna to Ty). Gdzie ma miec troche ciepla.
            • Gość: Alla Re: Nelly IP: *.a2000.nl 15.05.03, 09:09
              Wiesz saana, przegielas z "dobrymi" radami. Wymyslanie Nelly do glupich
              blondynek - tyle potrafisz. Poza tym nic nie rozumiesz. Jasne, ze Nelly powinna
              sie dac terroryzowac bylej zonie swojego meza i jej dziecku, ktore jej wymysla.
              Jasne, ze to Nelly powinna kochac nieznosnego bachora podrzucanego jak kukulcze
              jajo miloscia bezwzgledna. A gdzie to dziecko ma "kochajaca" matke?
              To wlasna matka naraza dzieciaka na emocjonalne problemy podrzucajac je bez
              ograniczen przybranemu ojcu i macosze, zatruwajac go przy tym negatywnymi
              myslami na temat nowej rodziny swojego przybranego ojca, a dziecko tym
              negatywizmem potem promieniuje uniemozliwiajac normalny kontakt z macocha. To
              wlasna matka kaze dzieciakowi ublizac macosze i czyni je narzedziem zemsty na
              nowej kobiecie swojego bylego meza. Pewnie chce wrocic do meza, a jezeli nie
              moze, chce rozsadzic ten zwiazek od srodka wysylajac tam piata kolumne w
              postaci dzieciaka. Wyjatkowo wredna baba i jeszcze posluguje sie wlasnym
              dzieckiem jak przedmiotem, narzedziem, rzecza. Wstretne.

              Najbardziej ucieszyloby te byla zone, gdyby Nelly wykonczona sytuacja sobie
              poszla. Nelly, masz racje, postaraj sie ograniczyc widzenia twojego meza z
              dzieciakiem dopoty, dopoki bedzie on narzedziem zemsty w rekach wlasnej matki.
              Nie pozwol sobie robic na glowe i rozwalac swoj zwiazek. Porozmawiaj z mezem i
              ustal strategie. Sa granice i ty musisz je wytyczyc.

              • alfika Re: Nelly 15.05.03, 10:04
                Gość portalu: Alla napisał(a):

                > Wiesz saana, przegielas z "dobrymi" radami. Wymyslanie Nelly do glupich
                > blondynek - tyle potrafisz. Poza tym nic nie rozumiesz. Jasne, ze Nelly
                powinna
                >
                > sie dac terroryzowac bylej zonie swojego meza i jej dziecku, ktore jej
                wymysla.
                >
                > Jasne, ze to Nelly powinna kochac nieznosnego bachora podrzucanego jak
                kukulcze
                >
                > jajo miloscia bezwzgledna. A gdzie to dziecko ma "kochajaca" matke?



                Allu, to dziecko nie ma kochającej matki, o ile dobrze rozumiem.
                Druga żona ojca może, choć obowiązku nie ma, starać się zobaczyć w dziecku
                dziecko (nie piątą kolumnę (?!) czy portret matki) i je po prostu polubić.
                Choćby dlatego, że jej mąż zdecydował się na bycie ojcem tego właśnie dziecka.



                > Nelly, masz racje, postaraj sie ograniczyc widzenia twojego meza z
                > dzieciakiem dopoty, dopoki bedzie on narzedziem zemsty w rekach wlasnej
                matki.
                > Nie pozwol sobie robic na glowe i rozwalac swoj zwiazek. Porozmawiaj z mezem
                i
                > ustal strategie. Sa granice i ty musisz je wytyczyc.
                >



                Acha, to ja ojciec przestanie zajmować się dzieckiem, to już matka nie będzie
                dziecka szczuła???
                Po prostu kiedyś to dziecko ojcu nie daruje, że je zostawił. O ile jego ojciec
                daruje to neli.

                Zwykle dorosłe kobiety radzą sobie z tekstami 7-letnich dzieci. Zwykle
                wystarczy zapytać: a ty jak myślisz? Że jestem głupia, bo mam jasne włosy?

                To nie jest łatwa sytuacja, ale nie tylko dla neli i może nie należy myśleć
                tylko o sobie, ale i o zagubieniu dziecka? I przy okazji uczuciach męża do
                dziecka?
                • Gość: Alla Re: Nelly IP: *.a2000.nl 15.05.03, 10:48

                  O ile rozumiem najwiekszym problemem nelly nie jest obecnosc dziecka w ogole,
                  ale czestotliwosc wizyt, nonszalancja matki w podrzucaniu dziecka na noc,
                  nieliczenie sie z potrzebami drugiej strony, szczucie.
                  Zdrowiej byloby dla wszystkich, gdyby dziecko przestano wykorzystywac w
                  rozgrywkach miedzy doroslymi. A nawet gdyby nelly pokochala to dziecko, zyskala
                  jego zaufanie i milosc - to tez bedzie tragedia. Bo dziecko bedzie wtedy
                  zupelnie rozdarte - z jednej strony wlasna matka, jest jaka jest, ale to zawsze
                  matka i jest dla dziecka najwazniejsza, nawet mimo tego, ze przeciaga dziecko
                  na swoja strone i pluje jadem na nowa zone bylego meza, a z drugiej strony
                  macocha, dobra i kochajaca, przy ktorej wlasna matka moze okazac sie kontrastem
                  nie do przetrawienia. Latwo przedobrzyc i zaczac przeciagac dziecko na swoja
                  strone. Kiedy dziecko przekona sie, ze macocha to aniol kobieta, a jego matka
                  na nia zemsci, to bedzie nieszczesliwe, bo zobaczy cale oszustwo tej sytuacji,
                  cala gre w ktorej jest pionkiem, straci zaufanie do wlasnej matki i poczuje, ze
                  nie jest kochane. Coz moze byc gorsze dla dziecka niz poczucie, ze nie jest
                  kochane ani wazne?
                  Sytuacja jest bardziej skomplikowana niz sie obroncom praw dziecka wydaje.


                  • alfika Re: Nelly 15.05.03, 11:03
                    Gość portalu: Alla napisał(a):

                    >
                    > O ile rozumiem najwiekszym problemem nelly nie jest obecnosc dziecka w ogole,
                    > ale czestotliwosc wizyt, nonszalancja matki w podrzucaniu dziecka na noc,
                    > nieliczenie sie z potrzebami drugiej strony, szczucie.
                    > Zdrowiej byloby dla wszystkich, gdyby dziecko przestano wykorzystywac w
                    > rozgrywkach miedzy doroslymi. A nawet gdyby nelly pokochala to dziecko,
                    zyskala
                    >
                    > jego zaufanie i milosc - to tez bedzie tragedia. Bo dziecko bedzie wtedy
                    > zupelnie rozdarte - z jednej strony wlasna matka, jest jaka jest, ale to
                    zawsze
                    >
                    > matka i jest dla dziecka najwazniejsza, nawet mimo tego, ze przeciaga dziecko
                    > na swoja strone i pluje jadem na nowa zone bylego meza, a z drugiej strony
                    > macocha, dobra i kochajaca, przy ktorej wlasna matka moze okazac sie
                    kontrastem
                    >
                    > nie do przetrawienia. Latwo przedobrzyc i zaczac przeciagac dziecko na swoja
                    > strone. Kiedy dziecko przekona sie, ze macocha to aniol kobieta, a jego matka
                    > na nia zemsci, to bedzie nieszczesliwe, bo zobaczy cale oszustwo tej
                    sytuacji,
                    > cala gre w ktorej jest pionkiem, straci zaufanie do wlasnej matki i poczuje,
                    ze
                    >
                    > nie jest kochane. Coz moze byc gorsze dla dziecka niz poczucie, ze nie jest
                    > kochane ani wazne?
                    > Sytuacja jest bardziej skomplikowana niz sie obroncom praw dziecka wydaje.
                    >
                    >


                    Nie wiem, co się w tej sytuacji wydaje obrońcom praw dziecka.
                    Lepiej dziecko odrzucić niż okazać uczucie, bo a nuż będzie się czuło zagubione?
                    Nie wiem, czy wiesz co piszesz.
                    Gorsze dla dziecka jest poczucie, że nie jest ważne dla nikogo i nie jest warte
                    niczyjej miłości.
                    Mój biologiczny ojciec zachowywał się tak jak matka tego malucha, a przy tym
                    mój prawdziwy ojciec traktował mnie tak, że mieliśmy ze sobą lepszy kontakt niż
                    nawet z mamą. Wyszłam bez większego szwanku.
                    Dorosłe dzieci rypią prawdę w oczy, niestety. Czy to mamusi, czy to tatusiowi,
                    czy to macosze.
                    Po prostu nie masz racji.
                    Pozdrawiam.
              • Gość: Aga Re: Alla IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 16.05.03, 21:56
                To nie jest zaden przybrany ojciec , tylko ojciec. Nie wierz w zadne pierdoly
                typu: to nie jego dziecko. Nela oklamuje sama siebie i nas przy okazji. Co to
                znaczy ze matka podrzuca dziecko bez ograniczen??? Slyszalas co miala na ten
                temat do powiedzenia matka? Nie , no wlasnie moze to bez ograniczen to jest
                raz na dwa tygodnie albo i to nie. Zreszta matka zajmuje sie tym dzieckiem na
                codzien a nie jeden czy dwa wieczory w miesiacu. Nie pisz bzdur jak to byla
                zona czyha na biedaczke Nele aby ja wykonczyc, bo inaczej nie probowalaby
                ulozyc sobie zycia z kims innym. "Piata kolumna w postaci dzieciaka" ????
                Dlaczego uzywasz takich slow ? Myslisz podobnie jak Nela ze swiat obraca sie
                tylko wokol niej. Dziecko ma swoje prawo widywania ojca i Nela ma tu najmniej
                do tego.
                • Gość: Alla Re: Alla IP: *.a2000.nl 18.05.03, 09:15
                  Czy jestes jasnowidzem? Dlaczego zarzucasz Neli klamstwo?
                  Piszesz jakbys sama wiedziala wszystko lepiej. Dopisalas sobie wlasna teorie do
                  relacji Neli, bo sama przeciez wiesz lepiej jak to jest. A dlaczego nie moze
                  byc tak jak pisze Nela? W zyciu zdarzaja sie rozne sytuacje, nie tylko jeden
                  znany ci dobrze schemat.
                  Widze, ze nalezysz do ludzi, ktorzy sami urabiaja rzeczywistosc do wlasnych
                  wyobrazen i wierza w nia gleboko. Zakrawa to na paranoje.

                  • Gość: Aga Re: Alla IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 22.05.03, 02:08
                    Dobrze to okreslilas : relacja Neli. No wlasnie to jest wedlug ciebie ta
                    realna sytuacja? Zastanow sie nad swoim brakiem krytycznego myslenia. Bo to
                    jest napewno paranoja myslec tak labilnie , bezkrytycznie i jednostronnie. To
                    ty sobie urabiasz obraz "wspanialej Neli" . Gdzie go wyczytalas? W pierwszym
                    poscie? Przeciez z niego wlasnie wylania sie obraz okropnej , bezwzglednej
                    jedzy.
      • Gość: jola Re: ! IP: *.dip.t-dialin.net 16.05.03, 15:41
        Calkowicie popieram wypowiedz mee.Kobieto,gdzie Twoja wrazliwosc?Zagubiony
        dzieciak i wredna macocha.Powielasz schematy z bajek o niedobrych macochach?
        pomyslalas,co on czuje?Zgroza!!!
    • neutralny_nick Re: Była zona 14.05.03, 19:09
      wiesz co , byłam kiedys z człowiek który miał syna z poprzedniego małżeństwa. Bardzo wzruszało mnie to jak on go
      bardzo kocha i zawsze zachęcałam go do jak najczęstszych kotaktów. Moje nastawienie było bardzo pozytywne bo
      to w końcu dziecko mojego ukochanego. To był bardzo mądry chłopak. Miło ich wspominam i myśle że jego syna tez
      kochałam na swój sposób. Zdystansuj się i spojrz na tego małego człowieka który ma swojego tate, jest jeszcze małe
      i potrzebuje go i jego miłości. To jest część twojego kochanego faceta. Krew z jego krwi. Spróbuj zmienic swoje
      podejscie do tego dziecka bo unieszczesliwisz siebie, męża i dziecko
      • Gość: Biedronka14 Nelly ! IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 14.05.03, 19:57
        Nela, tak sobie wlasnie pomyslalam, ze jezeli ta babke nie stac na sojusz z
        Toba, moze ty powinnas z nia porozmawiac, jako pierwsza wyciagnac reke i
        delikatnie sprobowac zalagodzic sytuacje. Wiem, ze bedzie to trudne dla Ciebie
        jak i zarowno dla niej. Nie wiem czy bylas powodem rozpadu ich zwiazku, jezeli
        tak, to faktycznie ta babka ma prawo czuc sie pokrzywdzona. Mimo wszystko,
        wyzadzona dla niej krzywda nie powinna usprawiedliwac jej zachowania: uzywania
        dzieciaka jako broni. Radze zrobic to dla dobra malego i wlasnego spokoju.
        Jezeli nie stac was bedzie na spotkanie, napisz list, lub wyslij e-mail.
        Czasami warto zgryzc w sobie dume.

        Powodzenia - S.
    • Gość: Aga Re: Co czuje to biedne dziecko? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 16.05.03, 21:42
      Probuje sobie wyobrazic zycie tego biednego dzieciaka i dochodze do wniosku ze
      nikt z nas nie moze do konca wiedziec jak czuje sie dziecko nienawidzone przez
      swoja macoche za to tylko ze istnieje i ze jest podobne do matki. Ojciec
      siedzi jak mysz pod miotla , wysluchuje gledzenia swojej partnerki i tylko
      kiwa glowa na znak ze sie z nia niby zgadza a jego poprzednie zycie lacznie z
      jego wlasnym synem to syf. Ty chyba tez musialas latac nocami na te randki
      inaczej bys dzisiaj mieszkala sama i nie miala powyzszego problemu ?( Czy
      myslalas o pobieraniu oplaty za swoje randki jak to radzisz tamtej kobiecie?)
      Byla zona twojego faceta jest wolna i moze latac na randki , a ty nie. Dlatego
      siedz w domu, pilnuj dzieciaka i ciesz sie ze to jego matka wziela na siebie
      glowny ciezar wychowywania dziecka, a nie ojciec .
      • Gość: Olga Re: Co czuje to biedne dziecko? IP: *.w193-253.abo.wanadoo.fr 16.05.03, 23:04
        I niech sie jeszcze cieszy, ze dziecko jest przyprowadzane
        do niej.Bo na przyklad matka moglaby poprosic ojca dziecka
        zeby przyszedl do niej i zaopiekowal sie malym jak jej nie
        bedzie.
        • siona Re: Co czuje to biedne dziecko? 17.05.03, 10:58
          Witam :)

          Mam znajomą (obecnie około 40-letnia kobieta), której rodzice rozwiedli się,
          gdy była w podstawówce. Matka jej (chyba trochę ten typ co ex Twojego męża)
          całe dnie spędzała poza domem, w domu się nudziła. Moja znajoma też starała się
          jak najwięcej czasu spędzać nie w domu, obiady mama wykupywała jej gdzieś w
          stołówkach, a Ona prawie całe dnie spędzała w biblotece, nie chciała wracać do
          pustego domu. I to w niej cały czas tkwi, ten żal do mamy o to, że nie chciała
          być w domu ze swoim dzieckiem.
          Ojciec tej mojej znajomej ożenił się drugi raz i jest szczęśliwy w drugim
          małżeństwie, często ta moja znajoma do nich przychodziła, kilka razy do nich
          uciekła i teraz niedawno mi powiedziała, że taką prawdziwą przyjaciółką i
          osobą, do której może się zawsze zwrócić z problemami jest druga żona jej ojca.

          Dziecko nie jest niczemu winne, że ma taką a nie inna matkę ... nie jest Ci
          szkoda tego dziecka ??, przecież ono jest na pewno bardzo samotne mając mamę,
          która nie chce z nim być ...

          Pozdrawiam
      • Gość: Alla Re: Co czuje to biedne dziecko? IP: *.a2000.nl 18.05.03, 09:25
        Czemu ludzie pchaja sie na sile tam gdzie ich nie chca? Czy ta matka nie ma
        honoru? Dziecka nie chca w rodzinie ojca, to po co na sile prowadzac tam
        dzieciaka i narazac go na stresy i odrzucenie? Tylko po to zeby mialo kontakt z
        ojcem? Skoro macocha nie lubi dzieciaka, to po co matka go tam na sile ciagnie?
        Musi miec w tym jakis cel, bo inaczej dobro dziecka byloby dla niej
        najwazniejsze. Pewnie to dziecko czuje napieta atmosfere i wcale nie cieszy sie
        na te wizyty. Kontakty z ojcem moze przeciez zalatwiac na tysiac innych
        sposobow: zapraszac ojca do siebie, niech dziecko idzie z ojcem do kina czy na
        karuzele.
        Zdarza sie, ze macocha nie lubi pasierba, co nie znaczy ze trzeba ja za to
        odsadzac od czci i wiary. Nic na sile.
        • Gość: aiszka4 Re: Co czuje to biedne dziecko? IP: srv1:* / 192.168.1.* 18.05.03, 09:42
          Droga Allu,
          nie jestem niczyją macochą, ale miałam tę wątpliwą przyjemność mieć macochę.
          Nie twierdzę, że wszystkie są złe, ale moja nie sprawdziła się w roli matki
          absolutnie.
          W omawianym na forum przypaku winni są wszyscy - matka, ojciec i jego nowa
          żona tylko nie dziecko.
          Niestety, przeważnie dorośli nie umieją się zachować odpowiednio w takich
          sytuacjach. Matka mści się na byłym mężu, ojciec chce mieć święty spokój, a
          nowa żona chce się cieszyć swoim małżeństwem bez dodatkowego balastu, jakim
          jest dziecko z porzedniego związku. Ale przecież po rozwodzie facet nie
          przestał być ojcem i druga zona powinna się z tym liczyć. Nawet gdyby dziecko
          przebywało u nich w domu przez 24h, 7 dni w tygodniu. Kwestia tylko, żeby to
          po ludzku załatwić, a nie wyżywać się na niewinnym 7-miolatku. Nawet jeśli ma
          trudny charakter. Szkoda tylko, że autorka wątku gdzieś zniknęła i nie podjęła
          rzeczowej dyskusji, bo może moglibyśmy jej jakoś pomóc.
          • Gość: kama Re: Co czuje to biedne dziecko? IP: 213.77.44.* 18.05.03, 16:27
            Gość portalu: aiszka4 napisał(a):

            Ale przecież po rozwodzie facet nie
            > przestał być ojcem i druga zona powinna się z tym liczyć. Nawet gdyby dziecko
            > przebywało u nich w domu przez 24h, 7 dni w tygodniu. Kwestia tylko, żeby to
            > po ludzku załatwić, a nie wyżywać się na niewinnym 7-miolatku. Nawet jeśli ma
            > trudny charakter.

            jesli tak wyglada sytuacja ze matka podrzuca dziecko jak mebel kiedy chce , a
            Nel czuje sie wykorzystywana i szantazowana przez nia i uczucie niecheci
            przenosi na dziecko, a maz kladzie uszy po sobie - i wszystko odbija sie w
            efekcie na dziecku
            a moze po prostu wniesc sprawe o stala opieke nad dzieckiem? albo pokazac matce
            taka perspektywe? przynajmniej alimenty zostana w domu ;)) a dziecko bedzie
            duzo bardziej do zaakceptowania
            • Gość: nela Re: Co czuje to biedne dziecko? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 18.05.03, 20:04
              wiecie co dzięki za pomoc.. i wysłuchanie...my zawsze myslimy o dzieciach ,ze
              sa fajne..nie sa..Czy myslicie ,ze jestem jedzą nieczułą,i maltreruje
              dziecko.Fakt ,że tzreba pzrestać mysleć schematami...,bo zycie łamie
              schematy.Matka, a matka często zostaje kobieta,ktora nie ma instynktu...i tak
              jest w tym wypadku..tu nie ma mowy o jakiejśc delikatności..jest okazja to
              tzreba ja wykorzystac ,takie jest myślenie,o ona najchetniej by dziecko
              podzruciała nam na satłe..a potem by mowiła,jak jest biedna,ze nie moze
              sięwidywąc z dzieckiem..,bo np wyjechała na wakacje...kto wie, czy ne
              powinnisny sie pstarać o opieke,ale wtenczas nie mogłaby sie obnosić ze swoim
              nieszczęsciem.Nie byłam powodem rozpadu małżeństwa.Mąż nie jest zadnym
              pantoflarzem,tylko sam nie chce nikogo skrzywdzic..
              • Gość: wacek Re: Co czuje to biedne dziecko? IP: *.proxy.aol.com 18.05.03, 21:35
                a ja mysle ze komus brak tutaj zdecydowania. Ewidentnie mamusia, nie posiadajaca
                pewnych granic moralnych, czyli zachowujaca sie destrukcyjnie, usiljue calym
                swoim przyrodzonym sprytem zniszczyc zycie malzenskie swojemu eks, ktory, jako
                ze dobrotliwy, przepraszam za wyrazenie, baran, nie potrafi stanowczo okreslic,
                razem ze swoja obecna zona, pewnych granic wizyt, jak tez sposobu wychowywania
                dziecka przez mamusie. Jesli dziecko przyznane jest matce, to matka powinna je
                wychowywac, a dziecko wizytowac tatusia. Bardzo wygodnie do tego manipulowac,
                kiedy wiadomo ze ludzie sa domatorami i nigdzie nie wychodza, ale to nie znaczy
                ze nie chca byc ze soba sam na sam, albo miec czas na robienie tego co lubia. W
                tym wypadku trzeba "zmusic" mamusie do opiekowania sie dzieckiem, przyjmujac na
                siebie to zewnetrzne pietno pozornych krzywdzicieli niewiniatka, i jesli okaze
                sie ze mamusia w ogole przestanie zajmowac sie dzieckiem, zebrac dowody i
                odebrac jej prawa rodzicielskie. Albo uciekaj od takiego 'dobrotliwego' gamonia,
                ktory nie potrafi stworzyc Nowej rodziny. Na co on placi te alimenty, na
                puszczalstwo swojej eks? Wiesz czym to pachnie? Przy najblizszej kryzysowej
                sytuacji miedzy Toba a nim, bo na pewno do takiej dojdzie w takim chorym
                ukladzie, on pojdzie sie wyzalic do niej, a Ty bedziesz Jedyna winna czarownica.
                Ona zniszczy wam uklad, jego przygarnie na chwile, potem znowu bedzie sie
                puszczac, on znowu odejdzie szukajac Nowej Opiekunki do opiekowania sie nim,
                potrzebami jego eks, i tym nieszczesnym owocem zalosnych przytulen,
                zdezorientowanym kto jest kim i po co, wychowujacym sie samopas (a widze ze
                tatus dba o samowychowywanie sie takiego dzidziusia, pozwalajac mu na wszystko.
                Znam, znam takie teorie - dziecko wie lepiej jak sie wychowywac), nie majacym
                zadnego trwalego autorytetu, dzieki ktoremu wyksztalciloby w sobie jakas
                samokontrole nad instynktami w przyszlosci. Rozumiem wspolczujace rozumowanie,
                ale poddaje pod rozwage troche inny punkt widzenia, rowniez oparty na
                doswiadczeniu.
                Mam nadzieje ze sie myle. Scenariuszow mozna snuc nieskonczono
              • Gość: aiszka4 Nela IP: 217.8.186.* 22.05.03, 10:05
                Gość portalu: nela napisał(a):

                > wiecie co dzięki za pomoc.. i wysłuchanie...my zawsze myslimy o dzieciach ,ze
                > sa fajne..nie sa..


                Dzieci są fajne. A jeśli z czasem się zmieniają, to możemy winić tylko siebie -
                tych, którzy je wychowujemy.

                Czy myslicie ,ze jestem jedzą nieczułą,i maltreruje
                > dziecko.

                O to cytaty z Ciebie:
                Nie mogę znieść dziecka
                Jak na nie patrzę, robi mi się niedobrze.
                Bez komentarza...



                Mąż nie jest zadnym
                > pantoflarzem,tylko sam nie chce nikogo skrzywdzic..


                Ale przez jego działania, a raczej ich brak, już cierpią conajmniej dwie osoby.
                Ty - bo nie akceptujesz takiego układu i masz poczucie krzywdy. Dziecko, bo na
                pewno odczuwa, jak na nie reagujesz. A jego agresja, arogancja - to tylko
                bezradność dziecka.
                Sama tak się zachowywałam, kiedy moja macocha dawała mi odczuć, że nienawidzi
                mnie tylko dlatego, że jestem dzieckiem byłej żony.
                Dziś sama jestem matką i wiem, jak trudno jest zachować spokój, być zawsze
                cierpliwą i opanowaną. Tobie pewnie jeszcze trudniej, bo to nie Twoje dziecko.
                Ale nadal twierdzę, że to nie jego wina, że jest takie, jak piszesz.
                Myślę, że sama dostrzegasz, że trzeba coś zmienić, ustalić zasady. Minęło parę
                dni, może już zaszły jakieś zmiany?
    • Gość: Aga A moze to jest wspaniala matka, tylko zla macocha? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 22.05.03, 02:02
      Czy uwazacie ze w momencie rozwodu ojciec przestaje byc ojcem??? To zupelnie
      nie do wiary jak niektorzy z was probuja pisac ze dziecko to tylko
      odpowiedzialnosc ciazaca na matce. Bzdura i jeszcze raz bzdura. To jego
      (przepraszam za brzydkie slowo) ale zas... obowiazek, a nie laska opiekowac
      sie swoim dzieckiem. Tak naprawde to my nic nie wiemy jaka matka jest ta
      kobieta.Moze ona jest wspaniala matka, samotna i wychodzaca powiedzmy dwa
      wieczory w miesiace na spotkanie z kims ( rowniez ma prawo urzadzic sobie
      zycie). Wiemy ze to wlasnie ona ponosi glowny ciezar i odpowiedzialnosc za
      wychowanie dziecka, a ojciec urzadzil sie na nowo i jego nastepna partnerka
      chcialaby aby nagle stal sie bezdzietnym kawalerem. Dlaczego tak beznadziejnie
      bezkrytycznie przyjmujecie opinie o tej kobiecie z ust jej konkurentki ?
      Przeciez pierwszy post autorki watku jest pelen jadu, zazdrosci i nienawisci
      nie tylko w stosunku do zony faceta ale rowniez w stosunku do niewinnego
      dziecka.
      • naturella Wystąp 22.05.03, 14:17
        Kto z osób, które wypowiadały się w tym wątku jest z mężczyzną, który ma
        dziecko?
        • puchaczowa69 Re: Wystąp 22.05.03, 15:49
          Ja wprawdzie do tej pory się nie odzywałam, ale ja jestem z facetem, który ma
          dziecko. Konkretnie dwoje. W tej chwili jedno ma 17, drugie 14 lat. Poczytałam
          tak sobie ten wątek i czułam niesmak momentami. Wszyscy krzyczą o tym, jaki to
          biedne dziecko jest nieszczęśliwe i zagubione. Guzik prawda. Ten dzieciak nigdy
          nie miał normalnej rodziny i nie ma pojęcia o tym, co znaczą normalne, zdrowe
          stosunki rodzinne. Odniosłam wrażenie, że on świetnie bawi się zaistniałą
          sytuacją. Och, oczywiście zaraz posypią mi się gromy na glowę, jaka to ja
          jestem wredna suka, jędza i w ogóle. Ale to nie jest tak, że druga żona ma
          obowiązek zakochać się nieprzytomnie w dzieciach swego męża i znosić wszystko
          cierpliwie tylko dlatego, że to są dzieci. I to jego dzieci. Córka mojego męża
          nie znosiła mnie serdecznie, w przeciwieństwie do swego brata, który polubił
          mnie bardzo i z wzajemnością od pierwszego wejrzenia. On była skrajnie
          złośliwa, niegrzeczna, wiecznie naburmuszona, wręcz agresywna. Trzaskała
          drzwiami, włączała muzykę na cały regulator, pyrgała po stole talerzami mówiąc,
          że takiego gówna jadła nie będzie. Wobec ojca prezentowała postawę
          roszczeniową: tata, daj, bo ja potrzebuję, bo ja chcę, bo ja muszę itd. Jej
          zachowanie z jednej strony doprowadzało mnie do szału, z drugiej piekielnie
          bolało. Nie zabiegałam o jej względy, nie starałam się w żaden sposób kupić jej
          sympatii. Starałam się traktować ją jak młodszą siostrę i chciałam, aby po
          prostu traktowała mnie z życzliwą, chłodną uprzejmością, tak jak jej mama,
          była żona Grzegorza. Nie dało się. Długo nie moglam dociec, o co tak naprawdę
          jej chodzi, bo do rozwodu doszło akurat z winy z jej matki: poznała kogoś,
          zakochała się, postanowili być razem, wyszła za niego, nawet dziecko mają i są
          naprawdę szczęśliwi. Nie sądzę też, aby mówiła córce o mnie coś niekorzystnego,
          bo to raczej nie ten typ kobiety. Tak samo ja nigdy nie mówiłam niczego o niej,
          ot tak sobie współegzystujemy na tym świecie, nie wadząc sobie nawzajem. Tak
          że nie potrafiłam zrozumieć, o co tej dziewczynie chodzi. Ale jedno mnie
          zaintrygowało: przychodziła coraz częściej, mimo że mąż był w pracy. Nie
          odzywała się, a jak już się odezwała, to słyszałam coś przykrego. Krytykowała
          mój kolor włosów, uczesanie, ubrania, wyśmiewała muzykę, której słucham i
          książki, które czytam. Raz nawet usłyszałam, że ona potrafiłaby lepiej zadbać o
          tatę niż ja. Słuchajcie, to był koszmar. Ja rozumiem- nastolatka, bunt,
          rozżalenie po rozwodzie rodziców, ale czy to usprawiedliwa zwyczajne chamstwo?!
          Raz walnęła brata książką w glowę, bo przyniósł mi żonkile (wie, że bardzo je
          lubię i widział, że mąż często mi je daje). Jak ja miałam zareagować? To
          przecież nie moje dzieci, nie moją rzeczą jest je wychowywać. Nie, nie
          krzyczałam, nie moralizowałam, po prostu przestalam ją zauważać. Nie podawałam
          jej obiadu pod nos, nie pytałam, czy czegoś się napije. Kiedyś przyłapła nas z
          mężem, jak całujemy się i przytulamy przed telewizorem. Wtedy dopiero się
          zaczęło. Wrzeszczała, że to obrzydliwe, jak on może dotykać kogoś takiego jak
          ja, jak w ogóle mógł się ze mną ożenić, kiedy ma obowiązek zajmować się
          dziećmi, jak śmiał się ożenić, jak śmiał się ożenić. Wyła tak chyba kwadrans,
          obłędnie powtarzając to swoje jak śmiał się ożenić. Grzegorz nie wytrzymał,
          kiedy rzuciła we mnie komórką wrzeszcząc, że mnie nienawidzi i jestem zwykła
          kurwa (cytuję 15-latkę). Pierwszy raz w życiu widziałam go w takim stanie;
          chciał jej zwyczajnie przylać. Ale we mnie też coś wtedy pękło i... odciągnęłam
          go. Siedziałam przy niej całą noc i słuchałam, jak trzęsie się od płaczu. Miała
          do mnie żal,że zabrałam jej ojca, a przecież on ma obowiązek poświęcić
          się dzieciom. Babcia zawsze to powtarza (mama jej matki). No i wyszło. Nie, nie
          tłumaczylam jej, że ludzie mają prawo do szczęścia. Powiedziałam jej tylko, że
          kocham jej ojca i że kiedyś to wszystko zrozumie. Chyba zrozumiała. Sama się
          zakochała, czasem przychodzi na babskie zwierzenia i takie tam. Dorosła,
          okrzepła, chyba mnie lubi; w każdym razie lubi moje obiady.
          A jak moja opowieść ma się do wątku Nelly? Ano tak, moje drogie panie, że co
          byście nie mówiły i nie pisały, nie można pozwalać dziecku na wszystko tylko
          dlatego że jest dzieckiem męża z pierwszego związku i należy się z nim
          obchodzić jak z jajkiem, bo pewnie rozwód rodziców je pokaleczył.
          Niekoniecznie. I na pewno nie jest tak, że dzieciak ma rządzić życiem dorosłych
          i od jego humoru bądź złośliwości zależy czyjeś normalne funkcjonowanie. A na
          pewno nie do macochy należy wychowywanie takiego dziecka - od tego jest ojciec
          i matka. Więc przestańcie truć dziewczynie, że jest jędzą i egoistką! Ja przez
          to wszystko przeszłam i wiem, że jeśli dzieciak jest złośliwy, nie ma na niego
          rady. Można liczyć na cud, a ja miałam to szczęście, że cud się zdarzył. Czego
          i Nelly życzę.
          • Gość: mikawi Re: Wystąp IP: *.crowley.pl 22.05.03, 16:40
            dziękuję za każde słowo, które tu napisałaś
          • Gość: aiszka4 Puchaczowa-mądra sowa:) IP: 217.8.186.* 22.05.03, 17:38
            puchaczowa69 napisała:

            > Ja wprawdzie do tej pory się nie odzywałam, ale ja jestem z facetem, który ma
            dziecko. Konkretnie dwoje. W tej chwili jedno ma 17, drugie 14 lat. Poczytałam
            tak sobie ten wątek i czułam niesmak momentami. Wszyscy krzyczą o tym, jaki to
            biedne dziecko jest nieszczęśliwe i zagubione. Guzik prawda. Ten dzieciak nigdy
            nie miał normalnej rodziny i nie ma pojęcia o tym, co znaczą normalne, zdrowe
            > stosunki rodzinne.


            A czy to wina tego dzieciaka?

            > Odniosłam wrażenie, że on świetnie bawi się zaistniałą
            sytuacją.

            Nella pisała, że on ma 6 czy 7 lat. Nie wierzę, że w tym wieku można być już
            tak zepsutym. A nawet jeśli - to sam się nie zepsuł:(


            > Ale to nie jest tak, że druga żona ma obowiązek zakochać się nieprzytomnie w
            dzieciach swego męża


            i vice versa


            > i znosić wszystko cierpliwie tylko dlatego, że to są dzieci. I to jego
            dzieci.

            Nikt nie mówi, że Nella ma znosić wszystko. Nikt tego nie musi, nawet w
            stosunku do rodzonych dzieci. Ale dziecko nie przychodzi do domu ojca samo,
            tylko jest przyprowadzane przez matkę. Dorośli powinni sami ustalić zasady. A
            jedyne, co się "robi", to niedobrze na widok dziecka. To przykre.



            Córka mojego męża
            > nie znosiła mnie serdecznie, w przeciwieństwie do swego brata, który polubił
            > mnie bardzo i z wzajemnością od pierwszego wejrzenia. On była skrajnie
            > złośliwa, niegrzeczna, wiecznie naburmuszona, wręcz agresywna. Trzaskała
            > drzwiami, włączała muzykę na cały regulator, pyrgała po stole talerzami
            mówiąc, że takiego gówna jadła nie będzie. Wobec ojca prezentowała postawę
            > roszczeniową: tata, daj, bo ja potrzebuję, bo ja chcę, bo ja muszę itd.


            Myślisz, że już się taka urodziła? Czy może nabyła pewne zachowania,
            nieumiejętność radzenia sobie z sytuacją w układzie, w jakim się znalazła?


            Jej
            > zachowanie z jednej strony doprowadzało mnie do szału, z drugiej piekielnie
            > bolało. Nie zabiegałam o jej względy, nie starałam się w żaden sposób kupić
            jej sympatii. Starałam się traktować ją jak młodszą siostrę i chciałam, aby po
            > prostu traktowała mnie z życzliwą, chłodną uprzejmością, tak jak jej mama,
            > była żona Grzegorza. Nie dało się. Długo nie moglam dociec, o co tak naprawdę
            > jej chodzi, (...)


            > Siedziałam przy niej całą noc i słuchałam, jak trzęsie się od płaczu. Miała
            > do mnie żal,że zabrałam jej ojca, a przecież on ma obowiązek poświęcić
            > się dzieciom. Babcia zawsze to powtarza (mama jej matki). No i wyszło.


            Czyli jednak ktoś z dorosłych się przyczynił.
            Agresywne zachowanie, nawet nie sprowokowane, to często krzyk rozpaczy. Ty
            umiałaś przesiedzieć całą noc i wysłuchać tej dziewczyny - dziecka jeszcze.
            Może ona bardziej potrzebowała takiej postawy, niż traktowania, jak młodszą
            siostrę? Stanęłaś na wysokości zadania, czego moja macocha nigdy nie zrobiła:(
            Ja właśnie najbardziej nie znosiłam, jak chciała ze mnie zrobić swoją młodszą
            siostrę, przyjaciółkę, powiernicę swoich problemów.




            > A jak moja opowieść ma się do wątku Nelly? Ano tak, moje drogie panie, że co
            > byście nie mówiły i nie pisały, nie można pozwalać dziecku na wszystko tylko
            > dlatego że jest dzieckiem męża z pierwszego związku i należy się z nim
            > obchodzić jak z jajkiem, bo pewnie rozwód rodziców je pokaleczył.

            A ja uważam, że w przypadku Nelly to jej mąż nie powinien obchodzić się jak z
            jajkiem, ze swoją byłą żoną. Obecna żona i dziecko mają prawo do szczęścia i
            poczucia bezpieczeństwa, "byłą" nie powinien się aż tak bardzo przejmować.



            > Ja przez to wszystko przeszłam i wiem, że jeśli dzieciak jest złośliwy, nie
            ma na niego rady.

            Pokaż mi dziecko złośliwe od urodzenia. To jest cecha nabyta od otoczenia... w
            tym również od dorosłych, z którymi się przebywa.



            > Można liczyć na cud, a ja miałam to szczęście, że cud się zdarzył. Czego
            i Nelly życzę.

            To nie był żaden cud. Po prostu w tym jednym momencie zareagowałaś intuicyjnie
            (to nie jest zarzut) i to pomogło. Odniosłaś się do dziewczyny, jak do
            zagubionego dziecka, a nie jak do wroga.
            A ja odnoszę wrażenie, że to mogłoby pomóc również Nelly. Nie traktować
            dziecka, jak konkurencji, która zabiera czas i miłość jej męża. Nie traktować
            jego zachowania, jak wymierzonego przeciw jej osobie. Ona nie musi kochać tego
            dziecka, ale ono nie będzie nawet dla niej miłe, jeśli jego ktoś tego nie
            nauczy. Na matkę raczej liczyć nie można, a jeśli Nelly, tak jak pisała, będzie
            dążyć do ograniczenia kontaktów dziecka z ojcem, to nie nauczy się tego od
            nikogo. To z matką należałoby się "rozprawić", nie z dzieckiem.

            Nelly nie jest jędzą, która się znęca nad kimkolwiek. Tam są trzy osoby dorosłe
            i jedno dziecko. I nadal będę po stronie dziecka (przypominam, że to nie
            zbuntowany nastolatek, siejący zniszczenie w domowej zastawie:)).
            Więc niech ci dorośli, w tym również Nelly, załatwią to między sobą raz, a
            dobrze.
            Pani Puchaczowa-
            Sama jesteś przykładem, że można się przełamać, wyciągnąć rękę wtedy, kiedy
            włściwie chciałoby się dać w twarz( zastanawiałaś się kiedyś, co by było,
            gdybyś wtedy nie odciągnęła męża, gdyby wtedy uderzył córkę?). Za to Cię
            podziwiam i szanuję. Ale to nie o mój szacunek przecież chodzi. Myślę, że
            najbardziej cieszy Cię szacunek córki Twojego męża. Bo przecież nie
            przychodziłaby na babskie ploty i zwierzenia, gdyby tak nie było:o))
            Życzę Nelly, żeby kiedyś miała okazję zawiązać krawat temu chłopcu, kiedy
            będzie szedł na swoją pierwszą randkę.
            Tylko czy teraz chodzi się na randki w krawacie?;) Ja może niedzisiejsza jestem
            i to, co piszę też się może nie nadaje:(

            Mądrości życzę, wszystkim rodzicom.
            "Dziecko jest jak walizka, co do niej włożysz, to za jakiś czas wyjmiesz."
            Często sobie to powtarzam, kiedy zaczynam myśleć, że moje dzieci działają
            przeciwko mnie.

          • Gość: maja Re: Wystąp IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 22.05.03, 17:42
            Dziecku w każdym wieku po rozwodzie wali się świat. Pisanie,że "ten dzieciak
            nigdy nie miał normalnej rodziny i nie ma pojęcia o tym, co znaczą normalne,
            zdrowe stosunki rodzinne. Odniosłam wrażenie, że on świetnie bawi się
            zaistniałą sytuacją" to poważne nadużycie. Co możesz wiedzieć o tym, co czuje
            takie dziecko ? Jak możesz dawać takim dzieciom etykietki "złośliwe"? Jak można
            tak lekceważąco mówić o uczuciach innych ludzi, nawet, jeśli to są dzieci a
            szczególnie jeśli to właśnie one. W takich sytuacjach to one wlaśnie są na
            absolutnie przegranej pozycji. Wloką potem z soba całe życie ciężar klęski.
            Może się zdarzyć, że mądra matka, ojciec, albo ktokolwiek da im prawo do
            przeżywania bólu, do złości, rozpaczy, bezsilności. Pomoże im przeżyć żałobę i
            wyjść do świata. Ale to jest proces i trzeba madrych ludzi, aby potrafili, nie
            dając sie wpuścic w wyrzuty sumienia, przejść dziecku na drugą stronę.
            Siedmiolatek jest w absolutnej bezsilnosci, zależności, może żyć w strachu,że
            utraci też uczucie drugiego z rodziców, ma absolutnie zachwiane poczucie
            bezpieczeństwa. Żyje w strachu oddawany w tą i z powrotem. Potrzebuje
            nieustannego poczucia, że jest kochany bezwarunkowo. Dzieci bez miłości giną
            dla świata i gubią póżniej na drodze życia swoje dzieci.
          • Gość: Aga Niechciane i nikomu niepotrzebne dzieci Puchaczowa IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 22.05.03, 20:35
            Jak widac na podstawie twojej historii nawet 15 letnie dzieci nie moga sie tak
            latwo pozbierac po rozstaniu rodzicow, a co dopiero 7 letnie. Jest jednak
            zasadnicza roznica miedzy 7 a 15 letnim dzieckiem. Inaczej sie z nimi rozmawia
            i innych rzeczy wymaga, w inny sposob te dzieci wyrazaja swoja frustracje.
            Mama tej dziewczyny ulozyla sobie zycie na nowo jak piszesz. Nowy
            maz ,dziecko, zupelnie inna, nowa rodzina. Ojciec tak samo. A gdzie miejsce
            dla tych dzieci? Wszedzie niepotrzebne, wszedzie niechciane, jak przyslowiowe
            5 kolo u wozu. Z tego co piszesz twoja postawa i postawa Neli to dwie krancowo
            rozne podejscia( nie wyzywalas bylej zony meza od najgorszych,nie krytykowalas
            jej, nie widac abys nienawidzila tych dzieci, wrecz przeciwnie). Dlaczego wiec
            utozsamiasz sie tak bardzo z autorka watku???? Nadal podtrzymuje swoja opinie,
            ze Neli zdanie na temat bylej zony faceta jest stronnicze i byc moze dalekie
            od prawdy. Mysle, ze gdyby wypowiedziala sie tu rowniez byla zona to bylibysmy
            troszke blizej tej prawdy. Tak czy inaczej pierwszy post Neli swiadczy o niej,
            a nie o bylej zonie czy tymbardziej 7 letnim dziecku, zle.
            • puchaczowa69 Re: Niechciane i nikomu niepotrzebne dzieci Pucha 23.05.03, 11:03
              Chwileczkę, jakie nigdzie niechciane i niekochane? Dzieci mojego męża na pewno
              nie były przez nikogo traktowane jako piąte koło u wozu. Ja miałam jak
              najlepsze chęci, może nie najlepiej uzewnętrzniane, ale z drugiej strony z
              Jerzykiem (młodszym synem) nie było problemów ani u nas, ani u byłej mojego
              męża. A Nika sprawiała mu problemy. I co najdziwniejsze, nie miała pretensji do
              matki o ponowne zamążpójście i urodzenie dziecka (bardzo kocha tę małą),
              ojczyma też lubi. Wrogami numer jeden staliśmy się za to ja i Grzegorz.
              Sytuacja nabrzmiewała, nabrzmiewała, aż pękła. Z Jerzykiem nigdy nie było
              takich historii, a przecież teoretycznie jako młodszy powinien z całej tej
              sytuacji wyjść gorzej niż starsza siostra. Tylko że kiedy ich rodzice się
              rozchodzili, dzieci zostały dokładnie poinformowane, dlaczego tak się dzieje.
              Powiedziano im wyraźnie, że prócz tego, że rodzice przestają być małżeństwem,
              że już razem nie bedą mieszkać, nic innego właściwie się nie zmieni. Dzieci
              miały świadmość, że matka jak najszybiej po otrzymaniu rozwodu wyjdzie za mąż
              za swego partnera. Jestem dla niego pełna podziwu, że tak dobrze wywiązuje się
              z nowych obowiązków wobec rodziny i dzieci swej żony, tym bardziej że jest od
              Izy 4 lata młodszy. I tam nie było problemu, problem powstał w chwili, kiedy
              Grzegorz postanowił ożenić się ze mną. Nika od samego początku była źle
              nastawiona i robiła wszystko, aby skutecznie obrzydzić mi siebie. Ale też to
              fakt, że zawsze była mi bliska, choć potrafiła przywalić. To świetna
              dziewczyna. Bardzo ładna, z charakterem, ambitna, uzdolniona muzycznie, ciekawa
              świata, mnóstwo czyta i tu wreszcie mam z nią wspólny język, bo ja jestem molem
              ksiażkowym. Wierzcie mi, że gdyby ktoś próbował zrobić jej krzywdę, to
              sukinkota bym zamordowała ze szczególnym okrucieństewm. Ale to nie o to tu
              chodzi. Ktoś mi zarzucił, że za bardzo bronię Neli. Będę bronić jej nadal.
              Widocznie nie jest gotowa na dziecko. Poza tym zrozumcie - naprawdę ciężko jest
              zaakceptować cudze dziecko, zwłaszcza takie, które nie spełnia naszych
              oczekiwań. Ja może byłam doroślejsza, bardziej sceptyczna i nie nastawiona
              idealistycznie, nie spodziewałam się żadnych cudów zarówno ze strony Jerzyka,
              jak i Niki. Założyłam sobie na początek pewnien plan minimum, że dobrze byłoby,
              gdyby mnie choć życzliwie ignorowały. Bardzo si cieszę, że jest inaczej. Ale
              Nela może nie mieć takiego nastawienia. Poza tym ma ten dyskomfort, że matka
              dziecka jest stale obecna w jej życiu, mnie to omięło. Ma ten dyskomfort, że
              matka dziecka jej nie lubi, skoro mówi dziecku, że jeśli Nela to blondynka, to
              na pewno jest głupia. Tutaj wszyscy jakoś tak stronniczo biorą stronę matki od
              razu zakładając, że to Nela, jako macocha, ponosi winę za te chore układy. Bo
              dziecko ma 7 lat i niczemu nie jest winne. Zostało źle wychowane, to nie ulega
              kwestii, ale to nie Nela je źle wychowała i nie Nela powinna naprawiać błędy
              wychowawcze popełnione przez rodziców malca. Poza tym ktoś tam jeszcze się
              oburzał, że napisałam, iż dzieciak nie zna normalnego domu i ta sytuacja wcale
              aż tak boleśnie go nie dotknęła. Nela pisze, że jest mężatką od dwóch lat, więc
              pewnie kiedy jej mąż się rozwodził, dziecko miało 4-5 lat. Wcześniej pewnie
              rodzice już ze sobą nie mieszkali, tak że naprawdę dziecko nie znało nprmalnego
              domu. Owszem, dobrze byłoby to naprawić, ale to naprawdę nie jest obowiązek
              Neli. Wcale się nie dziwię, że czuje się chora, kiedy musi gościć malca, który
              nieustannie jej dogryza. Z pewnością powinna porozmawiać o tym z mężem. Bo
              jakkolwiek trudno matce chłopca odmowić prawa do ułożenia sobie życia, tak musi
              ona wziąć pod uwagę, że Nela jest dla niej obcą osobą i nie ma prawa robić
              sobie z niej darmowej niańki. To tyle ode mnie. Mam jednak gorącą prośbę: niech
              naprawdę piszą osoby, które mają doświadczenia ze związku z mężczyzną bądź
              kobietą z dziećmi. Moralizować i idealizować jest bardzo łatwo, gorzej, kiedy
              człowiek znajdzie się w takim związku. Na takie rzeczy nie ma po prostu
              recepty.
              • Gość: Kaga Re: Niechciane i nikomu niepotrzebne dzieci Pucha IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 23.05.03, 11:56
                Moj maz ma corke (troche ponad 12 lat) z pierwszego malzenstwa i wiem, jak
                trudno odnalezc sie w takiej sytuacji. Tym bardziej, jesli kontakty utrudniane
                sa przez ex, ktora z kolei nie pozwala na odwiedziny corki w nowym domu ojca i
                na kazdym kroku zieje nienawiscia do bylego meza i jego drugiej zony. W pewnym
                momencie wyczerpuje sie cierpliwosc i dobre checi, pojawia sie rozdraznienie,
                bezsilnosc, w koncu zlosc. Dziecko meza oczekuje od jego zony niejednokrotnie
                takiego samego zachowania, z jakim spotyka sie ze strony ojca: zachwytow,
                pewnej uleglosci (spowodowanej niekiedy irracjonalnym poczuciem winy ojca wobec
                dziecka), spelniania wszelkich zachcianek. Kiedy tego nie otrzymuje - tragedia
                gotowa. Ale przeciez nie na tym polega prawdziwa milosc, wychowanie i zycie w
                normalnej, zdrowej, szanujacej sie rodzinie To, co napisala w swoich postach
                puchaczowa, to prawda. Chodzi mianowicie o to, ze dziecko w malzenstwie, w
                ktorym nie ukladalo sie dobrze, nie wie tak naprawde, co oznacza taka
                prawdziwa, zgodna, kochajaca sie rodzina. Czy naprawde uwazacie, ze dziecko
                jest tak "glupie", ze nie zauwaza chlodu pomiedzy rodzicami, roznicy w
                rozmowach z dzieckiem i rodzicow miedzy soba? Pierwsze sa pelne milosci,
                drugie - jak zgrzyt noza po szkle. Moze globalnie dziecko chce miec oboje
                rodzicow (to naturalne), ale nie czuje sie wcale dobrze w obecnosci obojga na
                codzien. Woli osobne kontakty z matka i osobno z ojcem. Dlatego szokiem moze
                byc nagle pojawienie sie w zyciu tego dziecka prawdziwej, drugiej rodziny
                ktoregos z rodzicow. I to chyba ta roznica jakosciowa wplywa na zachowanie
                dziecka, na jego zal, ze skoro ojciec (czy matka) sa zdolni do stworzenia
                udanego zwiazku, do dlaczego nie udalo sie to w tej pierwszej rodzinie. Od
                taktu i klasy rodzicow zalezy, jak to dziecku wytlumacza i jak sie zachowaja.
                Moze byc jak w przypadku nell - skoro druga rodzina jest tak idealna, to niech
                bierze jeszcze jednego dzieciaka. Albo bunt dzieciaka, jak u puchaczowej.
                jest jeszcze jeden aspekt tej sprawy, zapomniany przez dziweczyny rzucajace
                gromy na tatusiow i ich drugie rodziny, ktorzy "nie chca opiekowac sie
                dzieckiem". To wcale nie tak. Jest jednak taka instytucja jak sad, ktora z
                jakichs przyczyn w 98 procentach opieke nad dzieckiem powierza matce, ojcu
                natomiast ustala alimenty. Moj maz chcial odwrocic sytuacje, oczywiscie bez
                skutku. Spotkal sie za to z potokiem blota plynacym z ust byle, ze "do burdelu
                dziecka nie odda" (sorry za brutalnosc, ale to jedna z najlzejszych inwektyw).
                Nie fair (choc wygodnie) jest wiec brac alimenty i nie sprawowac nad dzieckiem
                opieki.
                Puchaczowa, dzieki za Twoje posty.
                • Gość: aiszka4 Kaga i inni małżonkowie ludzi po rozwodzie IP: 217.8.186.* 23.05.03, 12:22
                  Ale dorośli nie mają prawa obwiniać dziecka, za to, że reaguje na sytuację, tak
                  jak reaguje. I największym świństwem jest przenoszenie negatywnych emocji
                  skierowanych do kogos poza zasięgiem, na dziecko, które jest obok. I nie ważne,
                  czy ma 4, 7 czy 15 lat, nie ważne czy jest chłopcem, czy nastolatką.
                  Matka, zazdrosna, że były mąż ułożył sobie życie, podjudza syna przeciw nowej
                  żonie.
                  A nowa żona, wkurzona na byłą, że ta dezorganizuje jej życie z nowym mężem,
                  przenosi gniew na dziecko.

                  Drogie macochy i ojczymowie, drodzy kolejni małżonkowie naszych rodziców!!!
                  Nie musicie nas kochać, tak jak my nie musimy Was akceptować. Ale chociaż
                  próbujcie nas zrozumieć - nam jest trudniej niż Wam. Dla nas to jest prawdziwa
                  tragedia, a to Wy jesteście dorośli. My nie wybieraliśmy sobie rodziców
                  rozwodników, a Wy, wiążąc się z takimi, bieżecie nie tylko mężów czy żony, ale
                  również nas - ich dzieci. Czy Wam się to podoba, czy nie. A jeśli się nie
                  podoba, to nie wińcie za to dzieci i nie odgrywajcie się na nas.
                  Widziały gały, co brały, że się brutalnie wyrażę.
                  I to by było na tyle.
                  • Gość: aiszka4 Miało być Aga :)) IP: 217.8.186.* 23.05.03, 12:23
                    • Gość: Aga Pomylilas osoby Aiszka.... IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 23.05.03, 21:35
                      Nigdy nie bylam ani nie jestem macocha. Nigdy sie nie rozwodzilam. Zawsze
                      stalam tu po stronie dzieci z rodzin rozbitych . Przeczytaj jeszcze raz
                      uwaznie moje wypowiedzi, bo to co piszesz do mnie nie ma najmniejszego sensu.
                      Chyba pomylilas mnie z kims innym.Pozdrawiam
                      • Gość: aiszka4 rzeczywiście... IP: srv1:* / 192.168.1.* / *.pl 11.06.03, 20:39
                        pomyliłam. Miało być Kaga, tak jak w pierwotnym poście. Za pomyłkę
                        przepraszam, to co pisałam, było skierowane do Kagi, nie Agi.
              • Gość: aiszka4 Re: Niechciane i nikomu niepotrzebne dzieci Pucha IP: 217.8.186.* 23.05.03, 11:57
                A opinia kogoś, kto był dzieckiem w takim związku, jest warta Twojej uwagi?
                Mam nadzieję, że znalazłas moment, żeby przeczytać mój wczorajszy post.

                Matka tego chłopca rodząc go, nie musiała brać pod uwagę możliwości, że kiedyś
                rozwiedzie się z mężem. A Nelly, wiążąc się z facetem, który miał żonę i ma
                dziecko, powinna wziąć pod uwagę, że może się to wiązać z wieloma problemami.
                I nie chodzi mi o to, żeby bronić byłej żony, czy oskarżać Nelly. Tylko
                strasznie mnie wkurza, że z całej tej trójki każdy myśli tylko o sobie:
                matka podrzuca syna jak kukułcze jajo, bo chce się dobrze bawić
                ojciec kładzie uszy po sobie, bo chce mieć święty spokój
                a Nelly wrogość do byłej żony przenosi na dziecko, bo tak jest łatwiej, bo ono
                się nie obroni. A jak będzie próbować, to zawsze można mu przylać i poskarżyć
                się ojcu, jakiego krnąbrnego i niewychowanego bachora ma ( z autopsji).

                Mam nadzieję, że Nelly jeszcze tego nie zrobiła, ale nawet przebywanie z kimś,
                komu robi się na nasz widok niedobrze, jest wystarczającą udręką (również z
                autopsji, bo ja też jestem bardzo podobna do mojej matki).
                I nikt mi nie wmówi, nikt nie jest w stanie mnie przekonać, że to była moja
                wina, że moja macocha miała złe samopoczucie, tak samo jak Nelly obwinia tamto
                dziecko.
                • puchaczowa69 Re: Niechciane i nikomu niepotrzebne dzieci Pucha 23.05.03, 13:53
                  Aiszka, nikt Cię nie obwinia o to, że macocha miała złe nastroje tylko dlatego,
                  że jesteś podobna do matki. Ja też jestem dzieckiem rozwodowym i naprawdę
                  podziwiam moich rodziców za to, że potrafili być na tyle uczciwi, że się
                  rozstali, oszczędzając mnie i siostrze chłodu i lodu jaki między nimi panował i
                  choćby nie wiem jak się starali, nie wychodziło im ukrycie faktu, że między
                  nimi zwyczajnie się nie układa. Rozstali się, kiedy ja miałam 12 lat, a moja
                  siostra nieco ponad rok. Ja nie miałam do nich żalu, nie mam go do dziś. Do
                  głowy mi nie przychodziło, żeby wyprawaić jakieś brewerie typu chamskie odzywki
                  do matki lub ojca, histerie, płacz i szantażowanie. Fakt, że żadne z moich
                  rodziców nie założyło nowej rodziny, ale jakieś incydentalne znajomości im się
                  trafiały. Nie patrzyłam na przyjaciółki ojca jak na potencjalne zagrożenie
                  swojej pozycji w jego sercu. Mamę wręcz namawiałam, żeby ponownie wyszła za
                  mąż. Nie chciała i nie chce - jej sprawa. Dziś mój ojciec mieszka daleko, mama
                  i siostra też są w innym mieście, ale wszyscy nadal spotykamy się w
                  Wigilię przy jednym stole. Nie ma wzajemnego dogryzania i złośliwości. Ja bym
                  po prostu nigdy nie odważyła się na wtrącanie się do życia moich rodziców -
                  ludzi w końcu dorosłych, doświadczonych. Nie potrafię naprawdę zrozumieć, jak
                  dziecko może żądać od dorosłych, aby ułożyli sobie życie wedle jego widzimisię.
                  Czy rodzice po prostu nie uczą dziś tego swoich dzieci? Przecież naprawdę można
                  normalnie żyć - wystarczy jedynie odrobina dobrej woli ze wszystkich stron.
                  Zgoda, może u Neli tego nie ma, może Twoja macocha, Aiszka, też tej dobrej woli
                  nie miała. Ale proszę po raz kolejny, nie demonizujcie tej dziewczyny (mówię o
                  Neli), bo teraz na niej skrupiają się wszystkie błędy wychowawcze popełnione
                  przez rodziców dziecka. Nie wiem, które z rodziców ponosi za nie większą
                  odpowiedzialność. Ale skoro sąd przyznał matce opiekę nad synem, to jednak ona
                  powinna włożyć w jego wychowanie gros wysiłku. To, co pisze Nela o tej
                  kobiecie, wcale nie wydaje mi się takie nieprawdopodobne. Zachowuje się
                  lekkomyślnie, podrzucając syna bez uprzedzenia mężowi i jego nowej żonie.
                  Dlaczego nie weźmiecie pod uwagę, że dziecko może być rzeczywiście rozwydrzone
                  i mama nie wpoiła mu zasad elementarnej uprzejmości? Co ma zrobić Nela? Wlać
                  małemu? To najgorsze, co mogłaby zrobić. Nie odzywać się? Brak reakcji z jej
                  strony może jedynie pogłębić kryzys. Zacząć gadki wychowawcze? Usłyszy od
                  matki, żeby przestała wtrącać się w wychowanie jej dziecka albo matka zrobi
                  ojcu gigantyczną awanturę, że pozwala obcej kobiecie wtrącać się w życie jej
                  syna. Prawie wszyscy tu gremialnie potępiacie Nelę, wytykacie jej brak serca i
                  egozim. Żadne z was nie pomyślało o tym, że być może mit złej macochy został
                  stworzony przez naburmuszone dziecko? Żadnemu z was nie przyszło do głowy, że
                  mogą być dzieci, do których nie sposób dotrzeć i w końcu człowiek albo macha
                  ręką, albo zaczyna odpłacać pięknym za nadobne? Pewnie, macocha jest
                  człowiekiem dorosłym, powinna być mądrzejsza i dojrzalsza. Ale wierzcie mi, ja
                  byłam blisko machnięcia ręką na Nikę. Wiem, jak dziecko potrafi dokuczyć swoim
                  zachowaniem, jak bardzo potrafi boleć odrzucenie z jego strony i złośliwości
                  które albo samo wymyśla, albo bezmyślnie powtarza po kimś dorosłym. Poza tym
                  nie rozumiem, na jakiej podstawie został wysnuty wniosek, że ojciec dziecka
                  unika tematu, bo chce mieć swięty spokój. Nela napisała, że mąż też jest
                  zmęczony tym, że była żona nieustannie dezorganizuje mu życie nieuprzedzonym
                  podrzucaniem syna, usprawiedliwiając się faktem, że jest młoda i musi ułożyć
                  sobie życie. Jej prawo, ale nie kosztem życia osobistego innych. Są opiekunki.
                  Poza tym ojciec malca na pewno (i Nela też) nie mieliby nic przeciw jego
                  wizytom, gdyby byli uprzedzani. Sąd przyznał prawo do opieki matce, więc
                  powinna się nim zająć, a nie traktować jak kukułcze jajo. Macierzyństwo nakłada
                  też obowiązki, nie tylko przywileje. Ja nie wiem, co doradzić Neli, ale na
                  pewno powinna porozmawiać z byłą żoną swego męża. Powinna jej przede wszystkim
                  wyraźnie powiedzieć, że musi wytłumaczyć swemu dziecku, iż pewne zachowania są
                  niedopuszczalne. Bez względu na to, ile lat ma dziecko, na pewne zachowania po
                  prostu nie można mu pozwalać. Tutaj chyba nie zaprzeczycie?
                  • Gość: aiszka4 DZIECKO NIE JEST WINNE!!!!!!!! IP: 217.8.186.* 23.05.03, 15:44
                    Rozmowa z byłą żoną - tak.
                    Ustalenie zasad przyprowadzania dziecka do ojca - tak.
                    Ograniczenie kontaktów ojca z synem (Nelly pisała, że chce o to poprosić męża) -
                    nie tędy droga.

                    A jeśli chodzi męża, w którymś poście Nelly pisała, że chciała, żeby mąż coś z
                    tym zrobił, ale "on nie chce nikogo skrzywdzić". A przecież krzywda się dzieje
                    i Nelly i dziecku.


                    Ty nie pomyślałaś, żeby się źle zachowywać. Może byłaś inaczej wychowywana,
                    może nie czułaś zagrożenia ze strony chwilowych związków.
                    A ja się zachowywałam często bardzo źle. Na śniadanie miałam uszczypliwe
                    komentarze do mojego wyglądu, na obiad pretensje do całej mojej rodziny, na
                    kolację obelgi pod moim i mojej mamy adresem. I wtedy miałam wyrzuty, że nie
                    powinnam się źle odnosić do starszych. Dzis sama jestem mamą i zdaję sobie
                    sprawę, że agresja moich dzieci, to tylko reakcja. Akcja była może wczoraj,
                    może tydzień temu. I jest to wina zachowania mojego, męża, innych dorosłych,
                    których dziecko obserwuje. Ale na pewno nie wina dziecka.
                    Tak więc o złe zachowanie chłopca, Nelly może obwiniać jego matkę (przede
                    wszystkim), również ojca, że nic z tym nie robi.
                    Tylko skoro matka ciągle podrzuca dziecko do Nelly, a sama ciągle zajmuje się
                    tylko sobą, to ciekawe kogo tak naprawdę obserwuje i naśladuje to dziecko?

                    A jeśli już coś radzić, to może wizytę rodziców (obojga) z dzieckiem u
                    psychologa. Bo jeśli Nelly będzie się tylko robiło niedobrze na widok chłopca,
                    to w końcu zwymiotuje.
                    • Gość: nela Re: DZIECKO NIE JEST WINNE!!!!!!!! IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 23.05.03, 17:38
                      nie wiem co mam powiedziec..ja chciałam porozmawiac z Beata,powiedziała,ze ja
                      jej nie interesuje,bo ona tu tylko dziecko pzryprowadza..ajeszce
                      oswiadczyła ,ze blizej nas jest lepsza szkoła dla dziecka i po porostu po
                      szkole bedziemy odbierać.zaczęłam się smiać...i poeizdiałam na powaznie ,ze
                      się nie zgadzam.A ona powiedziała,ze to juz jej nie interesuje.Więc załamana w
                      jednym momencie chciałam sie spakowac i wyjśc.Ale wiecie co...dzieki
                      Wam..zrobiłam rzecz niewiarygodna.Zapytałam czy dziecko w takin razie moze u
                      nas byc pzrez tydzień a u niej na sobote i niedziele...zatkało ja.Mąz
                      popatrzył się na mnie jak na kosmitke...mamy dwa pokoje i zapytałam małego czy
                      chce miec tu swoj pokoj.Tylko ja miałam siłe mowic.weszłam do sypialni i
                      zaczełam palnowąc z małym pzrestawianie mebli od razu...hmmm...myślę,ze
                      takiego obrotu sparwy nikt się nei spodziewał nawet ja.Rycze teraz ,bo to było
                      dwie godziny temu.Nikt potem nie powiedział słowa.Ona szybko wyszła ,bo
                      powiedziała ,ze się spieszy,dziecko zapytało się czy bezdie miało komputer w
                      pokoju.Powiedziałam,ze to Tata decyduje,wiec tata powiedział,ze nie ma
                      sparwy.I nie wiem jak to się skończy.Mnie ogarnął wielki spokoj i teraz
                      włąściwie jest mi wszytsko jedno.
                      • puchaczowa69 Re: DZIECKO NIE JEST WINNE!!!!!!!! 23.05.03, 17:57
                        Gratuluję odwagi
                      • Gość: aiszka4 Brawo Nelly IP: srv1:* / 192.168.1.* 23.05.03, 18:24
                        Naprawdę fajnie się zachowałaś. Myślę, że to pierwszy krok do ułożenia sobie
                        poprawnych stosunków z tym chłopcem. Bo "byłą" nie musisz się przejmować,
                        jeśli nie będzie wchodzić z butami w Twoje życie.
                        Małego też nie musisz lubić i chołubić, przynajmniej nie od razu. Ale jeśli
                        jego obecność w Waszym domu nie będzie już dla Ciebie taka przykra, to on też
                        to odczuje i może zacznie się zachowywać choćby z chłodną uprzejmością. A
                        nawet jeśli nie, to przecież ojciec może wyznaczyć granice i normy, których
                        jego syn ma przestrzegać, kiedy przebywa w Waszym domu.
                        I wiesz, trochę mnie zirytowały Twoje pierwsze posty, ale gdzieś w głębi
                        czułam, że skoro nie odpowiadasz na wszystkie zarzuty i nawet obelgi, to
                        pewnie czytasz i zastanawiasz się.
                        I niech Ci to nie będzie obojętne. Bo skoro poczułaś ulgę, to może następnym
                        razem odczujesz więcej pozytywnych emocji.
                        A czy w końcu mały zostaje na weekend? Bo jeśli tak, to życzę wszystkiego
                        dobrego i dużo cierpliwości.
                        I nie zrażaj się, jeśli od razu nie będzie dobrze.
                        Powodzenia i trzymam kciuki.
                        A może będziesz chciała nam napisać, jak było w weekend?
    • Gość: Aga Walka na oczach dziecka... IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 23.05.03, 22:00
      Mysle ze twoje postepowanie wynikalo bardziej z desperacji niz z odwagi i bylo
      raczej forma walki z byla zona oraz mezem ,niz przemyslana , powazna decyzja.
      Z tego co napisalas widac ze dorosli przepychaja sobie dziecko i prowadza
      otwarta walke o to kto sie nim zajmie, w jego obecnosci. To potworne. A tak
      naprawde to nigdy nam nie napisalas jaki ustalony udzial w wychowywaniu syna
      ma twoj maz???? Powazna , wiazaca decyzja , ze dziecko bedzie mieszkac u was w
      tygodniu powinna zapasc po dyskusji wszystkich zainteresowanych stron i
      dopiero wowczas powinna byc przekazana we wlasciwej formie chlopcu. Mysle, ze
      dzisiaj czujesz sie jakby twoj swiat sie zawalil , bo ty w tym swiecie nie
      widzialas chlopca, ale kto wie moze to poczatek pewnego ladu i wbrew pozorom
      to co dzisiaj wydaje ci sie takie okropne, obroci sie tobie , mezowi i dziecku
      na dobre. Musisz tylko troche poszerzyc psychicznie ten swoj idealny swiat o
      syna meza i kto wie moze wszyscy poczujecie sie szczesliwi. Byla zona nie
      bedzie miala powodu aby was odwiedzac bez uprzedzenia. Ustalcie razem w trojke
      zasady postepowania wzgledem dziecka i trzymajcie sie tego . Pozdrawiam i
      zycze powodzenia.
      • Gość: wacek Re: Walka na oczach dziecka... IP: *.proxy.aol.com 23.05.03, 22:43
        tez tak o tym myslalem, ze taka decyzje to trzeba podejmowac wspolnie, bo
        samotna walka bez meza moze sie obrocic przeciwko Tobie. Staraj sie madrze
        spokojnie, wspolnie decydowac, ustalac granice i kompromisy, tak zeby bylo jak
        najmniej szkod. Jesli mozecie dziecku dac milosc, stabilizacje, zarowno
        psychiczna, jak i materialna, to swietnie, a mamusia niech bierze dziecko na
        wizyty, jesli tak jej to odpowiada, ale nie daj jej zagladac Ci do garow, w
        swoim domu masz prawo byc soba, kazdy musi miec swoje miejsce, musisz walczyc o
        te granice, ale razem z mezem. Jesli bedziesz pewna swojego miejsca w tym domu i
        w tym zwiazku, to nawet porownania z mamusia bedziesz traktowac bardziej
        poblazliwie, a najlepiej obracac w zart. Mamusia jest mamusia, a ja jestem soba.
        I juz uczysz dziecko tolerancji. I basta.
        Pozdrawiam i zycze
    • Gość: Aga Puchaczowa IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 23.05.03, 22:32
      Mysle droga Puchaczowa ze ani ty ani Nela nie macie wylacznosci na pisanie o
      relacjach miedzy rodzicami, macochami, ojczymami a dziecmi . Znacie tylko
      jeden kat widzenia, a sa jeszcze inne niemniej wazne od waszego. Skoro wiec
      chcecie same byc wysluchane to musicie rowniez wysluchac innych opinii niz
      tylko te kore wam pasuja. Dlaczego zakladasz ze ci ktorzy maja odmienne
      zdanie niz ty nigdy nie mieli do czynienia z taka sytuacja jak wyzej opisana
      przez Nele? Dzieci twojego meza byly dokladnie tym piatym kolem u wozu. Ja tu
      nikogo z was nie posadzam o zle ich traktowanie, ale fakt pozostaje faktem, ze
      one wyskoczyly z ukladu ( nie ze swojej winy)rodzinnego. Ich rodzina sie
      rozpadla w jej miejsce powstaly dwie nowe w ktorych one musialy z mozolem
      znalezc swoje miejsce. I jak widac to byl trudny proces , bo przeciez macocha,
      czy ojczym nie maja bezwarunkowej milosci do tych dzieci tak jak rodzic
      naturalny( dobry rodzic). Twoja pasierbica miala nadzieje ze chociaz ojciec
      sie nia zajmie i ona bedzie dla niego najwazniejsza. Okazalo sie ze nie jest
      najwazniejsza, bo pojawilas sie ty. Dlatego traktowala cie jak konkurentke do
      serca ojca. Chlopiec nie mial z tym az takiego problemu bo reprezentuje
      odmienna plec niz ty . Nie stanowilas dla niego wiec takiej konkurencji.
      Przyjal postawe pogodzenia sie z sytuacja bez walki. A dziewczyna stoczyla
      walke ktora zakonczyla widzac ze nic jej nie da. Pogodzila sie wreszcie z tym
      ze nie znikniesz. Mysle ze od samego poczatku nie miala osobiscie nic
      przeciwko tobie jako osobie lecz przeciwko konkurentce do serca ojca. Sadze ze
      troche podobnie zachowywala sie Nela. Walczyla o ten swoj zamkniety idealny
      swiat, ale ostatecznie zrozumiala ze tej walki wygrac nie moze, ze konkurencja
      w postaci syna meza nie zniknie i trzeba sie z tym stanem pogodzic albo
      odejsc.
      • Gość: nela Re: Puchaczowa IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 11.06.03, 19:42
        niestety.to nie jest zycie.Rozwod niestety.Tym razem sie nie udało.Zycie
        zamieniło sie w koszmar.Myslę,ze zrobiłam nieodpowiedzialnie wychodząc za mąz
        za faceta z przeszłościa.Nim to zrobiłam powinnam poznac jego zonę.
        • Gość: aiszka4 Nela IP: srv1:* / 192.168.1.* / *.pl 11.06.03, 20:37
          Aż tak źle?:( Myślałam, że jednak Ci się uda.
          Chłopiec miał u Was jakiś czas pomieszkać, sądziłam, że to pomoże w
          normalizacji stosunków. Bardzo mi przykro. A co na to Twój mąż, czy decyzję
          podjęliście wspólnie, czy też po prostu miałaś dość tego układu i byłej żony,
          która nie chciała przyjąć do wiadomości, że jest "byłą".
          • Gość: nela Re: Nela IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 11.06.03, 22:07
            no wyglądało dobrze,tak myślałam.Ale ona chciała decydowac o wszytskim skoro
            dziecko jej dziecko ma tu mieszkać-my mielismy wszytsko finansować,ale nikt
            nie mogł zabierac głosu,bo jej dziecko To chore.Wszytsko chore.Tu nie ma
            zadnego lekarstwa.Mąz mowił- ja nie wiem ,ale on jest pod jakims magicznym
            wpływem tej kobiety.Nie wiem jak długo bezde sie z tego leczyc.On też mnie
            nawet nie zatryzmywał.Rozwalone zycie całej piatki.Myslę,ze
            najlepiej ,gdtbyśmy się nigdy nie widzieli.Nawet mąz z dzieckiem , i znia i
            dziecko z nia też nie.Pogmatwane ,cięzkie,beznadziejne i bez wyjścia
            to.Myślę,ze nie wolno zadawać się z ludxmi z pzreszłościa po rozwodach.Nie
            udawajmy..to nie jest normalne zycie ,nawet jeśli sa poprawne
            stosunki.Psychicznie jestem wrakiem
            • Gość: aiszka4 Re: Nela IP: srv1:* / 192.168.1.* 11.06.03, 22:19
              Przekonałam się na własnej skórze, że wiążąc się z kimś, bierze się nie tylko
              samą osobę, ale również jej przeszłość.
              Życzę Ci, żebyś się pozbierała i spotkała kogoś, kogo przeszłość nie będzie
              miała wpływu na Wasz związek.
              Pozdrawiam,
              aiszka
              • Gość: weronika Re: Nela IP: 150.9.0.* 11.06.03, 22:29
                współczuje ci Nela. Niestety fakt jest faktem ze z ludzmi po przejsciach może być trudno. Maja byłe żóny dzieci i to
                wszystko na pewnonie pomaga tylko przeszkadza. Przykro mi że nie wytrzymaliscie tej próby
    • ginger_beer Artykuł na temat 12.06.03, 12:48
      Nie wiem, czy to komuś pomoże, ale w "Polityce" był
      ciekawy artykuł związany z tym tematem. Oto link:

      polityka.onet.pl/162,1121346,1,0,2403-2003-22,artykul.html
Pełna wersja