Dodaj do ulubionych

chaos jak porządek sa na równi potzrebne

12.09.07, 13:05
różnorodność podejścia do wody nie zmienia tego że chce sie pic
kto woli przez krzaki
komuś pokazano drogę przez niebezpieczne strome zbocza
lub kupować u pośrednika
kto pójdzie za przewodnikiem
kto sam dogodne miejsce znajdzie
cokolwiek

dobro jest jak woda

to ze sa osoby własnie pozornie sprzeczne z moimi poglądami znaczy tylko ze
mają inne drogi dochodzenia

i tu zgadzam sie z Jungiem (w archetypach) że kto wypiera pewne informacje do
podświadomosci (bo świadomość jeszcze tego nie ogarnia) musi właśnie
podświadomości pozostawić rolę mądrego przewodnika
odwołać sie zatem do intuicji religii magii a nawet estetyki

zaś z wierzącymi nie dzieli mnie pojęcie dobra - przeciwnie to mnei z nimi łączy

może w szczegółach ale nie w istocie

co do szczegółów to nawet mogę sie zgodzić ze tam gdzie konserwatywny katolik
oburzy się na moje podejście - MA RACJĘ
oczywiscie swoją ale ważną

bo właśnie w tym zgadzam sie z Jungiem i to chcę podkreślić ze nawet jeśli
sądzę że moje intelektualne podejście jest jakby wyżej
to jednak podejscia pierwotniejsze
zawierają w sobie to
co ja MUSIAŁAM UTRACIĆ
a zatem wciąż mogę być w pozycji ucznia w stosunku do nich (oni do mnie
oczywiscie też ale tylko w miarę gotowości i za taką sama jak u mnie ceną utraty
pewnych treści)

znam wielu ludzi wierzących w tym mam bliskich przyjaciół którzy sa głęboko
wierzącymi ludźmi i to mi sie w nich podoba że sa dobrzy. co więcej wiara im w
tym pomaga.
i to szanuję najbardziej na świecie

co tego żeby sie wszystkie jednostki podporządkowały to chyba to nie jest możliwe
nawet w tworach o tak wysokim stopniu integracji jak organizm - komórki
pozostają w swoim odbiorze i reakcji na świat \bardzo róznorodnych
KAżDY SłUżY INACZEJ SYSTEMOWI
CZESTO W POZORNIE SPZRECZNE SPOSOBY
nie musimy wszyscy mieć wspólnego systemu i wspólnej moralności
wystarczy wspólne PRAWO i wspólne finansowanie służb porządkowych
przywołujących do porządku tych którzy działają na system destrukcyjnie w
przypadkach przez większość uznanych jednak za szkodliwe

a świat nie JAKOŚ godzi jednak sprzeczności ale rozwija sie tylko poprzez ich
godzenie i tylko na tyle na ile zdoła sprzeczności połączyć
i zgadzam sie ze zawsze wiodącą rolę mają jednostki

:)
Obserwuj wątek
    • solaris_38 oko w oko z chaosem - szary lemur - odpowedz 12.09.07, 13:13
      jakoś nie wiem czemu mi zamiast jako odpowiedz na twoją odpowiedz w twoim
      wątku - dało mi jako osobny wątek ale to ODPOWIEDZ
      • ja_adam Re: oko w oko z chaosem - szary lemur - odpowed 12.09.07, 13:20
        widocznie w tym chaosie porządkiem jest Twój wątek on the top
        • solaris_38 Re: oko w oko z chaosem - szary lemur - odpowed 12.09.07, 13:27
          podobno na koniu przypadku jeździ wyższy porządek :) ;) (moje)
          ale żeby aż tak :) hłe hłe
      • szarylemur Re: oko w oko z chaosem - szary lemur - odpowed 12.09.07, 17:22
        wylogowalo cie z systemu,po ponownym zalogowaniu twoja odpowiedz wyskakuje jako
        nowy watek. dlaczego? to pytanie do admina

        • solaris_38 wylogowanie 14.09.07, 13:46
          wiem wiem
          ale ADAM PISZE ZE TAKIE PRZYPADKOWE WYLOGOWANIA
          według PEWNYCH TEORII mają głębsze ZNACZENIE
          • szarylemur Re: wylogowanie 16.09.07, 03:15
            o rany! to moze popelniam blad stosujac cala ta procedure ponownego logowania
            itd kiedy wywala mnie z systemu?
            wkladam kij w kolo losu, ktory nagradza mnie tak sowicie za powolnosc
            mysleniopisania?
            zartuje oczywiscie
            ale moze to moje kompleksy kaza mi tak omijac bycie on the top?
            i znow zartuje...
            ale...
            • solaris_38 Re: wylogowanie 16.09.07, 12:55
              ja sie nie wgłębiam w mechanizm anie nie przejawiam wiary ani sceptycyzmu

              po prostu wiem ze są teorie które
              OBSERWOWANIE JEST WIELKĄ PRZYGODĄ

              szczególnie że jest to trudne zachowywać świadomość znaczenia zwykle
              pomijanego tła ... i przypadku

    • szarylemur Re: chaos jak porządek sa na równi potzrebne 12.09.07, 18:47
      piszesz, ze roznowrodbnosc poedjscia do wody nie zmienia tego ze pic sie chce
      oczywiscie
      a jednak roznorodnosc pogladow na temat tego jak nalezy zdobywac upragnione
      dobro , zmienia wiele w praktycznym podejsciu do jego zdobywania.
      bardzo skrotem streszcze objawienie jakim podzielil sie ze mna ostatnio moj kumpel
      " dla egoisty jego wlasne dobro jest najwazniejsze,
      ergo - uwaza iz dla kazdego czlowieka z ktorym obcuje jego dpobro jest najwazniejsze
      jesli natomiast spotka kogos dla kogo jego dobro wcale nie ejst najwazniejsze -
      altruiste - ma go za glupca/ nienormalnego.
      altruista spotykajac ma egoiste za kogos zlego.
      dla altruisty handel wartosciami, dobrem bedzie obarzem jego systemu wartosci,
      dla egoisty podejscie altuistyczne bedzie podejrzane.
      egoista stykajac sie z kims kto oddaje swe dobra - niekoniecznie materialne - za
      darmo,skloni sie raczej ku lekcewazeniu ich wartosci niz docenieniu tego aktu
      dobrej woli. to, co dostaje za darmo bedzie malo warte skoro nauczono mnie iz za
      wszytsko musimy placic stosownie do wartosci - rzeczy za ktore nie trzeba placic
      sa malo warte.
      przepraszam za beldy i chaotycznosc :) ale musze leciec
      pozdrawiam
      • solaris_38 kumpel 14.09.07, 13:44
        " moj kumpel twierdzi że
        dla egoisty jego wlasne dobro jest najwazniejsze,
        > ergo - uwaza iz dla kazdego czlowieka z ktorym obcuje jego dpobro jest najwazni
        > ejsze
        > jesli natomiast spotka kogos dla kogo jego dobro wcale nie ejst najwazniejsze -
        > altruiste - ma go za glupca/ nienormalnego."


        częściowo zgadzam z twoim kumplem
        nie ufałabym komuś kto nie dba o swoje dobro
        w dbaniu o własne dobro nie ma nic złego

        zgadzam sie też że należy bardzo powaznei sie skupić natym co dla nas dobre
        nie zgadzam sie z nim natomiast jakoby jego dobro było najważniejsze
        choć jest to naturalne i mające pewne uzasadnienie podejście

        myślę że czas już nadszedł kiedy człowiek dojrzał do tergo aby swoje dobro
        opatrywać w dobrze całości w której wyrasta służy i która jemu służy

        ale może jeszcze nie czas .. ideowi komuniści też mieli takie fantazje i nawet
        sami im nie sprostali a co dopiero "masy"

        > altruista spotykajac ma egoiste za kogos zlego.

        ja inaczej rozumiem pojęcie altruista
        dla mnie altruista to egoista systemowy (ekologiczny czy gatunkowy)
        a egoista w potocznym znaczeniu w głębokim sensie ma nie człowieka dbającego o
        swój interes ale dbającego o ten swój interes ze szkodą dla innych
        może nawet niekoniecznie z "niesprawiedliwą" szkodą bo jak tylko dwóch może
        przezyć to .. niech walczą ?

        zgadzam się ze z reguły ludzie podejrzewają innych ze są tacy sami jak oni (i
        znów cnota samo sie nagradza, a ułomność samą siebie karze)
        czemu nie mieliby tak sobie ekstrapolować:) jakoś tzreba
        nie wyżywajmy sie na maluczkich

        raczej anlezy sie im podziw że tak mało rozumeijąc tak neiźle sobei radzą
        swoimi nieco barbarzyńskimi metodami

        " za wszytsko musimy placic stosownie do wartosci - rzeczy za ktore nie trzeba
        plcić sa malo warte."

        czemu nie ...
        lecz płaci sie także radością za ich otrzymanie :)

        kto słaby jednakże musi przyjąć strategię pasożyta złodzieja

        dobro wymaga siły

        jest wielu co sąądzą ze dobrzy choć tylko sa słabi nie mają jaj do zła a
        podziwiają go skrycie

        dobro wymaga siły

        zło zdaje sie kusić perspektywa siły lecz.. złudną (patrz Hitler... z wątku poniżej)
        • szarylemur Re: kumpel 14.09.07, 13:50
          kumpel jest ze tak powiem rozczarowanym idealista wiec moze stad ten delikatny
          cynizm :)
          dziekuje ze odpowiedzi, za pozywke do dlaszych pytan. przemysle i odpowiem
          troszke pozniej, gdyz real wzywa.
          pozdrawiam cie!
          • solaris_38 hłe hłe 15.09.07, 00:37
            tak też myślę że cynicy to rozczarowani idealiści a ponieważ idealizm zawsze
            prowadzi do rozczarowania zatem idealiści to to samo co cynicy tylko w innej
            fazie czasowej
            • szarylemur Re: hłe hłe 16.09.07, 03:25
              oczywiscie, a zywa osoba to tylko kupka popiolu, tylko w innej fazie czasowej.
              powiedz mi, solaris, tym razem rzecz taka, prosze -
              zycie sklada sie z blaskow i cieni, z radosci i cierpienia.
              dlaczego wobec radosci przyjmujesz perspektywe mrowki/ zanurzenia, a wobec
              cierpienia - perspektywe boga/ maksymalnego dystansu???
              pragmatycznie zapewne?
              po ustatystycznieniu nas dwoch otrzymamy osobowosc zrownowazona - twoj
              hurraoptymizm zniweluje moje czarnowidztwo.
              • solaris_38 Re: hłe hłe 16.09.07, 13:27
                " piszesz "dlaczego wobec radosci przyjmujesz perspektywe mrowki/ zanurzenia, a
                wobec
                > cierpienia - perspektywę boga/ maksymalnego dystansu???"

                sama wysnuwasz takie wnioski


                moje posty gdybyś je czytała BARDZO często odnoszą się do tego aby zanurzać
                sie w smutku kiedy przychodzi

                aby otwierać sie an ciepienie i jego wielkie znaczenie


                jestem przeciwniczką dystansowania sie do cierpień, uciekania i prób zapominania
                jestem przeciwniczką przyjmowania cierpień na zasadzie "co będzie to będzie"
                "taki los", czy "cóż poradzić"
                uważam że podobnie jak radość mają one sens miejsce i znaczenie które


                stoicy aby nie cierpieć woleli zrezygnować z radosci

                ja przeciwnie
                biorąc radość biorę także smutek

                nie boję sie smutku
                nie boję sie cierpieć

                cierpiałam nie mniej niż inni

                wielokrotnie pisałam o tym zarówno bezpośrednio jak i pośrednio



                zdecydowanie nie ejstem optymistką a już na pewno nie hurra (i tez nie wiem skąd
                takie interpretacje?)
                nie ejstem tez pesymistką

                pesymizm i optymizm które sie oczywiscie pojawiają w pewnych okolicznosciach
                zwiazanych z ówczesną teraźniejszoscią
                są jedynie chmurami do których nie przykładam większej wagi wiedząc ze zaraz
                będą inne z nimi sprzeczne

                a z drugiej przykładam wielka wagę bo uważam że niosą informacje która jest
                niezbędna dla mojego rozwoju

                dla MOJEGO ROZWOJU a nie dla OCENY świata czy dobry czy zły



                • szarylemur Re: hłe hłe 16.09.07, 14:23
                  solaris_38 napisała:
                  moje posty BARDZO często odnoszą się do tego aby zanurzać
                  > sie w smutku kiedy przychodzi
                  >
                  > aby otwierać sie an ciepienie i jego wielkie znaczenie
                  estem przeciwniczką dystansowania sie do cierpień, uciekania i prób zapominan
                  > ia
                  > jestem przeciwniczką przyjmowania cierpień na zasadzie "co będzie to będzie"
                  > "taki los", czy "cóż poradzić"

                  tak, byc moze, jednak mi chodzi o cos innego. chodzi mi o to, ze cierpienie
                  zawsze tlumaczysz jakims tlem, jakas wyzsza sensownoscia. uciekasz przed
                  cierpieniem jako takim, widzianym czy przezywanym jednostkowo i osobiscie.
                  dodajesz mu dodatkowy wymiar, dzieki czemu staje sie ono czyms wiecej niz tylko
                  doswiadczeniem cierpienia.
                  i nie mowie ze to zle, mysle ze to sensowne pragmatycznie.
                  mysle tylko nad tym, dlaczego radosc i zadowolenie nie domagaja sie tak
                  szerokiej perpektywy ( ponadjednostkowej ), tak glebokiego odniesienia.

                  i jeszcze jedno : jak zamierzasz sie rozwijac bez ocieniania tego czy swiat jest
                  dobry czy zly?

                  przepraszam jesli urazilo cie moje posadzenie cie o hurraoptymizm. mistyczny
                  optymizm ?
                  • solaris_38 Re: hłe hłe 16.09.07, 14:40

                    "> mysle tylko nad tym, dlaczego radosc i zadowolenie nie domagaja sie tak
                    > szerokiej perpektywy ( ponadjednostkowej ), tak glebokiego odniesienia."

                    domagają się

                    różni sie radość euforyczno konsumpcyjna od nirwany kiedy przekraczasz siebie

                    nie będę tez ukrywać ze częściej zdarza mi sie euforia niż radość bezosobowej ciszy

                    ale to cos innego

                    kiedy czuję radość osobista to jest to raczej coś jakby .. uogólnione zadowolenie
                    i to dajacy energie równocześnie ją zjada , zabiera
                    taka radość choć ekstrermalnie przyjemna także męczy

                    ktoś kto za długo by w niej przebywał (wiedza to ci od psychozy
                    maniakalno-depresyjne) naraża sie na depresję i dół
                    przypomina to wiec trochę narkotyki
                    pzred czym na szczęście chroni umiarkowana ilość przezywanej euforii przez
                    przeciętną jednostkę

                    inaczej nieco bezosobowa i bardzo subtelna radość płynąca z ciszy przebywania
                    poza umysłem






                    > i jeszcze jedno : jak zamierzasz sie rozwijac bez ocieniania tego czy swiat jes
                    > t
                    > dobry czy zly?

                    ocenianie czy świat (czy dane zachowanie) jest dobry czy zły jest ważnym
                    narzędziem i stosuje go nieustannie

                    różnica jest taka że znam ograniczenia tego narzędzia
                    nie jest ono nigdy moim bogiem
                    ma prawo sie zmieniać w miarę mojego rozwoju, wiedzy i świadomsoci

                    >
                    > przepraszam jesli urazilo cie moje posadzenie cie o hurraoptymizm. mistyczny
                    > optymizm ?

                    ja nie czuje sie optymistką
                    co więcej
                    razi mnie modna opcja pozytywnego myślenia chodź wiedz jej zalety
                    równoczsnie ogranicza ona rozwój który domaga sie prawdy bardziej niż optymizmu
                    tym bardziej hurra optymizm zdaje mi się zasadniczo nieadekwatnym do mnie
                    określeniem

                    choć pewnie i to mi sie zdarza czasem
    • krytyk2 Re: chaos jak porządek sa na równi potzrebne 12.09.07, 20:40
      solaris_38 napisała:
      to ze sa osoby własnie pozornie sprzeczne z moimi poglądami znaczy
      tylko ze
      > mają inne drogi dochodzenia

      Nie jestem tak liberalny jak Ty.Przy daleko idącej tolerancji
      na "różnośc" jestem w stanie Ci udowodnić ,ze Herr adolf Hitler mial
      te same potrzeby co ja i różni nas nieco tylko droga dojścia do
      realizacji tych potrzeb.Mówimy tu o istonych różnicach a nie o
      pierdołach ,prawda?Więc istotne róznice robią różxnicę poważną i nie
      do zaakceptowania.
      • solaris_38 Re: chaos jak porządek sa na równi potzrebne 14.09.07, 13:22
        oczywiscie ze tak...
        jak najbardziej zgadzam sie
        te różnice są niebezpieczne i groźne
        dla nich zabija sie ludzi w wojnach o celu jawnie lub ukrycie haniebnym
        dla n ich sie mów "sam tego chciał" :zasłużył sobie" ma za swoje" "nie mogę
        sobie pozwolić na" itd

        ja pisze że wszyscy dobra bo ono jako jedyne jest zyciodajne
        a we wszystkim wydaje sie tkwić podskórna żądza życia
        zwracam sie do wspólnego mianownika bo on jest

        to że jedni wypasieni łatwiej dojdą a inni spod kamienia sie zgubią po drodze
        ... tak jest
        właśnie tak jest


        ja jako Hitler i Ty mam swoją wizje jak wzmagać w sobie i swoim otoczeniu życie
        i jego moc

        w imię tej wizji może sie kiedyś spotkamy na wojnie lub choćby potyczce słownej
        inni na taką wojnę nawet nie pójdą

        jedni dojdą do dobra inni ugrzęzną zmarnieją okaleczą swoją duszę złem

        nie akceptuję wielu rzeczy
        mam ochotę z nimi walczyć i mam do tego prawo

        po prostu wciąż widzę w groźnym chytrym zabójcy kalekę

        kalekę którego być może zabiję jeśli mi zagrozi


        ale co ciekawe
        najwięcej wojen było nie o konkretne zagrożenia
        lecz o złudzenia
        wyższości władzy krzywdy rzekomą wolę boga

        ty mówisz ze róznice są duże
        ja mówię sa duże
        lecz to wciąż różnice miedzy braćmi którzy mogliby ??? budować organizm gdyby
        po POCZULI

        czujesz że jesteś częścią wielkiej cudownej żywej całości ? i bratem
        moim?
        Hitler też był bratem ale .. nie wiedział

        dlatego nie mógł wygrać
        nawet gdyby wygrał wojnę przegrałby po wielekroć bardziej
        • szarylemur Re: chaos jak porządek sa na równi potzrebne 14.09.07, 13:41
          solaris_38 napisała:
          Hitler też był bratem ale .. nie wiedział
          >
          > dlatego nie mógł wygrać
          > nawet gdyby wygrał wojnę przegrałby po wielekroć bardziej
          to juz zwrot ku metafizyce.
          teoretycznie zakladasz " rownouprawnienie " w wyborze drog do dobra.
          praktycznie zas jestes w stanie walczyc przeciw temu kto realizuje dobro inaczej
          niz ty, w sposob ciebie krzywdzacy.
          zatem - nieswiadomie stawiasz jednak swoja wizje dobra wyzej niz wizje innych
          ludzi.
          zatem, uznajesz swoja wizje za bardziej rowna niz inne, zatem przeczysz sama sobie.
          • solaris_38 Re: chaos jak porządek sa na równi potzrebne 14.09.07, 13:49

            muszę kończyć ale jeszcze to napisze

            to jest pewnego rodzaju sprzeczność ale zamierzona

            chodzi o to by umieć patrzeć na siebie z dwóch perspektyw
            z osobistej
            i z systemowej
            • szarylemur Re: chaos jak porządek sa na równi potzrebne 14.09.07, 18:35
              oki, to nastepna lektura na warsztacie bedzie antygona ...
              pozdrawiam!
              • solaris_38 Re: chaos jak porządek sa na równi potzrebne 15.09.07, 01:22
                to zalezy

                tam była z tego tragedia !

                ja nie postuluję tragedii

                raczej chodzenie po linie
                • szarylemur Re: chaos jak porządek sa na równi potzrebne 15.09.07, 01:57
                  chodzenie po linie moze skonczyc sie tragedia ;)
                  • solaris_38 Re: chaos jak porządek sa na równi potzrebne 15.09.07, 12:46
                    masz rację
                    jesli założymy że
                    śmierć sama w sobie jest tragedią
                    ale
                    jeśli ceną za ryzyko odważnego życia? to .. już nie wiem
                    • szarylemur Re: po linie 16.09.07, 03:31
                      kolejna zlota mysl mojego kupmla ( tego od egoizmu )
                      byc moze hitler oddal zydom przysluge!
                      przyspieszyl ewolucje!
                      przeciez przezyli najsilniejsi.
                      moze zydzi powinni byc mu wdzieczni za taka pomoc w doskonaleniu gatunkowym?
                      • solaris_38 Re: po linie 16.09.07, 13:42

                        rozumiem ze nie masz argumentów dla swojego kumpla
                        skoro chcesz żebym z nim poprzez ciebie dyskutowała

                        czy malaria oddaje przysługę ludziom kiedy ich zabija?
                        ewolucja wykorzystuje takie siły
                        słowo "przysługa" jednak jest lokalnym osobistym słowem
                        odnoszącym sie do jednostki i jej subiektywnie pojętej korzyści
                        użycie tego słowa jest prostą zaczepką a nie pełnym szacunkiem wnikaniem w
                        mechanizmy ewolucji
                        • szarylemur Re: po linie 16.09.07, 14:08
                          w sensie lokalnym przysluga wyswiadczona byla przez hitlera na rzecz zbiowosci
                          zydowskiej.
                          zonglujesz perspektywa, dzieki czemu wszystko zyskuje swoj wielki sens i dobry
                          cel. przynajmniej ja tak odbieram twoje posty. cieszysz sie tym, co mozesz
                          zdobyc jako jednostka, a gdy czegos osiagnac nie mozesz, blogoslawisz to jako
                          rozwiazanie lepsze z punktu widzenia spolecznosci, wyzszej koniecznosci.



                          • solaris_38 Re: po linie 16.09.07, 15:41
                            każda lokalność w jednym systemie
                            jest równocześnie poziomem ogólnym dla złożoności wyższego rzędu

                            tu nie chodzi o żonglowanie perspektywą
                            ale o równoczesne jej utrzymywanie

                            musi być jedocześnie i tak i tak
                            a nie zależnie od kontekstu i wygody

                            to ważne

                            i trudne



                            piszesz
                            "cieszysz sie tym, co mozesz
                            > zdobyc jako jednostka, a gdy czegos osiagnac nie mozesz, blogoslawisz to jako
                            > rozwiazanie lepsze z punktu widzenia spolecznosci, wyzszej koniecznosci."

                            zupełnie sie z tym nie zgadzam :)
                            widzę ze świat ma równocześnie wielokrotne poziomy i to co w jednym jest dla
                            mnie przyjemne w drugim jest moja społeczności lokalnej społeczności
                            cywilizacyjnej ogólnozyciowej ziemskiej czy kosmosu moze być inne

                            one sa jakby nieco przesunięte w swej istocie

                            pozostaje przy perspektywie osobistej która jest dla mnie zarówno pierwotna jak
                            i wciąż obowiązując wraz z jej korzesciami i negatywami
                            ale pamietam o jej względności
                            zawsze
                            nie tylko kiedy nie mogę


                            >
                            • szarylemur Re: po linie 16.09.07, 16:04
                              solaris_38 napisała:
                              widzę ze świat ma równocześnie wielokrotne poziomy i to co w jednym jest dla
                              > mnie przyjemne w drugim jest moja społeczności lokalnej społeczności
                              > cywilizacyjnej ogólnozyciowej ziemskiej czy kosmosu moze być inne
                              >
                              > one sa jakby nieco przesunięte w swej istocie
                              >
                              > pozostaje przy perspektywie osobistej która jest dla mnie zarówno pierwotna ja
                              > k
                              > i wciąż obowiązując wraz z jej korzesciami i negatywami
                              > ale pamietam o jej względności
                              > zawsze
                              > nie tylko kiedy nie mogę

                              no, dobrze :) intuicyjnie wyczuwam o co ci chodzi.
                              jestes pol - zanurzona. przezywasz i kategoryzujesz zdarzenia wg systemu
                              wlasnych korzysci i strat, jednoczesnie nie tracac z pola widzenia szerszego
                              kontekstu - wymiaru spolecznego czy ogolnoludzkiego czy moze nawet uniwersalnego.

                              zakladasz wiec zapewne ze tak czynia tez inni ludzie, i dzieki temu uda nam sie
                              stworzyc ladny organizm. to idealizm.
                              jak ma sie do mozliwosci wyboru przez nas roznych drog zdobywania dobra?
                              czy pozostaniesz liberalna w tej kwestii wiedzac iz idealizm nieuchronnie
                              prowadzi do rozczarowania?
                              czy wystarczy przyzwolenie? czy twoje przyzwolenie na wielosc sposobow
                              zdobywania dobra nie zmusi cie w koncu do walki z innymi badz z toba sama ( o
                              poszerzenie horyzontow cudzych badz wlasnych )?

                              w jaki sposob porozumiesz sie z tymi ktorzy zasadniczo stoja przeciw twoim
                              pogladom, szczegolnie jesli powoluja sie na objawienie?

                              i jeszcze apropos maluczkich, mas. demokracja czyni nas rownymi, tak wobec praw
                              jak i obowiazkow. czy nie sadzisz ze masom nalezy sie edukacja zamiast
                              indoktrynacji?
                              czy ktos zostaje maluczkim, rzadzonym i ciemnym z wlasnego wyboru czy raczej -
                              ogolnie rzecz ujmujac - z racji zaistnienia na pewnym niskim szczeblu drabiny
                              spolecznej?
                              mam nadzieje ze nie odbierasz moich postow jako napastliwe.
                              pozdrawiam
                              • szarylemur Re: po linie 16.09.07, 16:12
                                i jeszcze - wobec roznic katowych
                                jak porozumiesz sie ztymi, ktorzy roznia sie od ciebie w szczegolach ( w ktorych
                                tkwi diabel ), sczegolnie ejsli powoluja sie oni na objawienie, stawiaja swoje
                                tezy ponad dyskusja?
                                • solaris_38 Re: po linie 16.09.07, 19:59
                                  z takimi ludźmi
                                  ani ja nikt kto twierdzi co innego niż objawienie
                                  sie nie porozumie

                                  i jest to obustronna strata

                                  trudno gadać z kimś kto WIE bo ma przekaz od sił ponadnaturalnych
                                  tu fanatyk religijny niewiele sie różni od wierzącego w ufo (no ale w ufo ma dla
                                  mnie jakiś urok >>>:) )

                                  ale w śród ludzi wierzących jest może nawet większość ludzi nie fanatycznych ,
                                  raczej potrzebujących nauczyciela

                                  a dla mnie ewangelie nowego testamentu sa nauczycielem

                              • solaris_38 Re: po linie 16.09.07, 19:54
                                " > no, dobrze :) intuicyjnie wyczuwam o co ci chodzi."
                                zdaję sobie sprawę że czasem (post factum zawsze niestety) że pisze często
                                bardzo mętnie
                                nie ejstem, jednak pewna czy intuicyjnie moje mętne wywody pojmujesz

                                > jestes pol - zanurzona. przezywasz i kategoryzujesz zdarzenia wg systemu
                                > wlasnych korzysci i strat, jednoczesnie nie tracac z pola widzenia szerszego
                                > kontekstu - wymiaru spolecznego czy ogolnoludzkiego czy moze nawet uniwersalneg
                                > o.
                                >
                                > zakladasz wiec zapewne ze tak czynia tez inni ludzie,


                                DLACZEGO ?????

                                w żadnbym momencie tego nie twierdziłam że skoro ja to inni też
                                Mogłam twierdzić ze ludzie sadzą po sobie
                                Jest to bowiem to pierwotna platforma "startowa"
                                z której i ja startował
                                tak wiec nie zakładam ze tak jak ja czynią inni ludzie

                                piszesz dalej
                                " ...i dzieki temu uda nam si
                                > e
                                > stworzyc ladny organizm. to idealizm. "

                                ani nie piszę ze ładny (skąd ty bierzesz te interpretacje?)

                                ani ze sie to uda (raczej podreślam że obecność takiego organizmu (podobnie jak
                                istnienie człowieka) nie jest koniecznością
                                lecz potencjalną możliwością

                                nie jestem także idealistką
                                idealizm nei polega bowiem na tym czy się posługuje kategorią dobra ale jak sie
                                ją stosuje w życiu

                                ja stosuję w życiu moje pojęcia dobra
                                bo jest ono dla mnie kategorią praktyczną
                                a NIE umiłowaniem wymysłu mającego na celu kompensować to co miałabym odczuwać
                                jako w nim brak

                                \

                                "> jak ma sie do mozliwosci wyboru przez nas roznych drog zdobywania dobra?

                                nie wszystkie drogi choć wszystkie mają w zamierzeniu osiągniecie tego samego
                                celu - są równi skuteczne

                                jedno osiągają inni nie
                                natomiast wszyscy dażymy i nawet jeśli nie osiągamy świadomości
                                i tak uczestniczymy

                                "> czy pozostaniesz liberalna w tej kwestii wiedzac iz idealizm nieuchronnie
                                > prowadzi do rozczarowania?"

                                jakoże nie jestem idealistką
                                mniej niż innym grożą mi rozczarowania
                                choć i mnie nie omijają

                                jednak statystycznie znacznie mniej

                                > czy wystarczy przyzwolenie? czy twoje przyzwolenie na wielosc sposobow
                                > zdobywania dobra nie zmusi cie w koncu do walki z innymi badz z toba sama ( o
                                > poszerzenie horyzontow cudzych badz wlasnych )?

                                przecież pisze kobieto(nawet w tym wątku na forum) że jestem gotowa do takiej
                                konfrontacji

                                jasne ze może mnie zmusić
                                normalka

                                >
                                > w jaki sposob porozumiesz sie z tymi ktorzy zasadniczo stoja przeciw twoim
                                > pogladom, szczegolnie jesli powoluja sie na objawienie?


                                rzadko kiedy między ludźmi JEST porozumienie
                                tez pisałam o tym
                                jednak wystarczy aby porozumieć sie w kilku najważniejszych kwestiach takich jak
                                prawo


                                to nie znaczy ze nie należy dążyć do porozumienia

                                coś tam da sie osiągnąć i należy zrobić wszystko aby osiągnąć jak największe
                                porozumienie



                                "
                                > i jeszcze apropos maluczkich, mas. demokracja czyni nas rownymi, tak wobec praw
                                > jak i obowiazkow. czy nie sadzisz ze masom nalezy sie edukacja zamiast
                                > indoktrynacji?

                                a czym sie to rożni?
                                każda edukacja jest formą indoktrynacji

                                no żartuję oczywiscie
                                ale ze żdzbłem prawdy


                                > czy ktos zostaje maluczkim, rzadzonym i ciemnym z wlasnego wyboru czy raczej -
                                > ogolnie rzecz ujmujac - z racji zaistnienia na pewnym niskim szczeblu drabiny
                                > spolecznej?

                                nie mam pojęcia

                                nie jestem buddystka choć w wielu kwestiach sympatyzuję a nawet jestem zgodna z
                                buddystami wiec nie twierdzę że ktoś sam sobie mzoe wybrać los maluczkiego

                                wydaje się ze jedno ziarno pada na kamień a inne na glebę żyzną i oba kiełkują
                                jeden lepiej inny słabiej lub wcale

                                ale w każdej sytuacji należy sie im szacunek

                                > mam nadzieje ze nie odbierasz moich postow jako napastliwe.
                                > pozdrawiam

                                nie odbieram jako napastliwe ale często masm wrazenie
                                że .. nie wnikasz w istotę tego o czym (fakt że czasem mętnie) pisze

                                • szarylemur Re: po linie 16.09.07, 22:40
                                  a wiec jesli dobrze cie rozumiem to jest tak:
                                  jestes pol - zanurzona. przezywasz i kategoryzujesz zdarzenia wg systemu
                                  > wlasnych korzysci i strat, jednoczesnie nie tracac z pola widzenia szerszego
                                  > kontekstu - wymiaru spolecznego czy ogolnoludzkiego czy moze nawet uniwersalneg
                                  > o. ALE NIE TWIERDZISZ ZE INNI LUDZIE SA PODOBNI TOBIE.
                                  na jakiej zasadzie opierasz zatem swoje relacje z ludzmi? co myslisz o
                                  czlowieku spotkanym po raz pierwszy? nic? nie posiadasz uprzedzen? w jaki
                                  sposob go traktujesz? badasz? sondujesz?

                                  "piszesz dalej
                                  " ...i dzieki temu uda nam si
                                  > e
                                  > stworzyc ladny organizm. to idealizm. "

                                  ani nie piszę ze ładny (skąd ty bierzesz te interpretacje?)"

                                  ladny - sprawnie dzialajacy ku chwale czlowieka/boga/dobra/zycia/estetyki
                                  moralnej ;)

                                  nie jestes zatem idealistka, zatem kim jestes? realistka? starasz sie realizowac
                                  w zyciu zalozenie podwojnej perspektywy osobisto - systemowej, innym
                                  pozostwaiajac wolna reke, tak? czy nie?

                                  czym jest dobro wg ciebie? powiekszeniem mocy kreatywnej? najwiekszym mozliwym
                                  dodatnim bilansem w podwojnej perspektywie?

                                  na jakiej zasadzie dazylabys do porozumienia z innymi ludzmi? i co do czego
                                  mielibysmy sie porozumiec w kwestiach pozaprawnych?

                                  "każda edukacja jest formą indoktrynacji"
                                  edukacja - przygotowanie do poslugiwania sie dostepnymi zdobyczami nauki i
                                  kultury, majace na celu powiekszenie grona istot samodzielnych i tworczych
                                  indoktrynacja - tresura mentalna majaca na celu powiekszenie grona istot
                                  latwych w obsludze i produktywnych. (by lemur)
                                  dajesz " maluczkim " szacunek. to bardzo laskawe z twojej strony, ale troche to
                                  malo.

                                  co do kwestii maluczkich i buddyzmu, to juz w ogole nie rozumiem co wlasciwie
                                  piszesz i nie bede zdawac sie wiecej na swoja intuicje.
                                  pozdrawiam :)
                                  • solaris_38 dobro i zło 17.09.07, 22:07

                                    na jakiej zasadzie opierasz zatem swoje relacje z ludzmi? co myslisz o
                                    > czlowieku spotkanym po raz pierwszy? nic? nie posiadasz uprzedzen? w jaki
                                    > sposob go traktujesz? badasz? sondujesz?

                                    jak najbardziej posiadam uprzedzenia
                                    jak najbardziej moje oceny sa szybkie, powierzchowne i totalnie interesowne
                                    ale na pocxzątku
                                    to pierwsza reakcja
                                    reszta zalezy od poziomu mojej świadomości

                                    czy TO zauważę
                                    bo kiedy to widzę nie podoba mi sie to
                                    chciałabym widzieć ludzi TAKŻE z mniej osobistej perspektywy
                                    ale kiedy uda mi się zatrzymać na świadomoscią mojej automatycznej oceny (co
                                    uważam za ekstremalnie trudne)
                                    wiec kiedy mi sie to uda i kiedy mam w miarę wysoki poziom energii - potrafię
                                    tez spojrzeć Inaczej
                                    zobaczyć go okiem które mnie i jego widzi bez wyróżniania jako obiekty ludzkie
                                    z których żaden nie jest pępkiem świata ani jego śmietnikiem

                                    celowo użyłam słowa ZOBACZYĆ

                                    bo TO nie wypływa z myślenia
                                    myślenie prowadzi do sądów porównań i a nawet litości

                                    jednym słowem jesli myślę to myślę w zależności od lokalnej sytuacji
                                    kiedy Widzę (nawet nie wiem CZYM - sercem? czy duchem?)
                                    widzę tylko drobne istotki ludzkie uwikłane w ZADANIE przetrwania i rozwoju
                                    czuję ich bijące serce takie samo jak moje
                                    czuję to co nam wspólne

                                    nie myślę
                                    widzę i czuję
                                    myślenie przychodzi potem
                                    i jest tylko racjonalizacją tego co czuję

                                    co do badania to nie badam nikogo
                                    przyjmuję prawdę którą mi daje nawet jesli pragnie on sprzedać jedną ze
                                    swoich legend i mitów bądź celowych kitów

                                    wiem jednak ze my o sobie nic lub mało wiemy i i tak nie ma znaczenia jakie
                                    role gramy bo nie wiemy gdzie siła co nami porusza
                                    ani jej drgnień pozornie

                                    ja też jestem legendą a nawet kilkoma
                                    i to jakie legendy o sobie mamy tez jest ważne

                                    czy to legenda ofiary, czy mistrza czy normalnego (hłe hłe, iluż ludzi pragnie
                                    podkreślić swą normalność)

                                    z drugiej strony tam gdzie chodzi o realny interes - staram sie być czujna i
                                    sprytna i korzystnie inwestować swoją energię przyjaźń pieniądze
                                    dlatego dużo pracuję i skromnie lecz wystarczajaco zarabiam a moimi przyjaciółmi
                                    sa ludzie których "zbierałam" całe życie
                                    dobrzy wartościowi ludzie którzy są moim bogactwem

                                    co do ładnego organizmu to nieco razi mnie ta nazwa która własnie postrzegam
                                    jako nadmiernie idealistyczną
                                    poziom organizmu bowiem jest bardzo trudny
                                    większość organizmów nie przeżywa
                                    one chorują umierają
                                    choć życie trwa nadal ...
                                    czy rozumiesz co chce przekazac ?

                                    stworzenie wspólnoty z innymi osobnikami , nacjami, z innymi wreszcie
                                    organizmami - roślinami i bakteriami - SYSTEMU jest
                                    wielkim wyzwaniem które wymaga zaangażowania całej kreatywności ludzkiej
                                    a na razie jeszcze nawet nie ma poziomu świadomości co to jest WSPÓLNOTA SYSTEMU
                                    nawet wśród elity ludzkiej

                                    ku żadnej chwale tylko samego siebie
                                    żeby przetrwać w trudnym i zmieniającym się wciąż wszechświecie

                                    mam pewne wspólne cechy z idealistami ale jednak nie chcę sie z nimi utożsamiać
                                    bo krepuje mnie ich marzycielskość której we mnie za grosz ni ma

                                    mam tez wspólne cechy z realistami a jednak nadto abstrakcyjna jestem i lubię
                                    teoretyzować nawet zapominając o bieżącej rzeczywistości a to nie sa rzeczy
                                    które charakteryzują rasowego realistę
                                    :)

                                    zatem nie wiem kim jestem
                                    jestem cętkowana i pozdrawiam wszystkich plamisto pręgowanych ciapkowanych i
                                    pomieszanych ale i tych bardziej jednolitych i "rasowych " w typie

                                    a teraz dochodzimy do niezwykle ciekawych pytań które stawiasz
                                    i nad którymi muszę sie zastanowić
                                    bo oczywiscie sie nad tym zastanawiam ale rozwijam sie i te definicje sie wciąż
                                    pogłębiają
                                    oto okazja aby się stało:)


                                    pytasz:
                                    „czym jest dobro wg ciebie? powiekszeniem mocy kreatywnej? najwiekszym mozliwym
                                    > dodatnim bilansem w podwojnej perspektywie?


                                    dobro według mnie jest zasadą kreacji
                                    siłą twórczą
                                    budującą pokonującą bezwład i destrukcję
                                    zło zaś jest zasadą rozpraszania
                                    siłą destrukcji
                                    rozkładającą istniejące konstrukty

                                    obie te zasady są powiązane jak jin i jang
                                    każda się odradza w przeciwnej
                                    jabłko u szczytu dojrzałości zaczyna przejrzewać opada i gnije
                                    a zgniłe szczątki są ożywczą glebą dla rozwoju drzewa


                                    być może wiec dobro faktycznie mogłoby być najwyższym dodatnim bilansem w
                                    wielokrotnej perspektywie (ja ledwie dwie czasem widzę ale jestem pewna że jest
                                    ich wiele)


                                    co do porozumienia z ninnymi
                                    na jakiej zasadzie dazylabys do porozumienia z innymi ludzmi? i co do czego
                                    > mielibysmy sie porozumiec w kwestiach pozaprawnych?


                                    Jedynym skutecznym porozumieniem jest to
                                    oparte na interesie
                                    Musze zatem znaleźć ich interes w sprawie w której szukamy porozumienia
                                    Jeśli go nie znajdę – dlaczego mam oczekiwać że ktoś będzie chciał się ze mną
                                    porozumieć
                                    Inna sprawa ze czasem ten Interes może być bardzo pośredni
                                    ktoś może lubić być mecenasem , filantropem , mocarzem , mistrzem
                                    zaspokajać swoje instynkty macierzyńskie
                                    Kompleksy fantazje ...

                                    Porozumienie jest możliwe tylko tam gdzie JEST wspólny interes


                                    Piszesz:
                                    edukacja - przygotowanie do poslugiwania sie dostepnymi zdobyczami nauki i
                                    > kultury, majace na celu powiekszenie grona istot samodzielnych i tworczych
                                    > indoktrynacja - tresura mentalna majaca na celu powiekszenie grona istot
                                    > latwych w obsludze i produktywnych. (by lemur)

                                    ja bym się tu z znacznej meirze zgodziła i podoba mię pewna lekkośc i dowicp
                                    tych definicji ale
                                    zobacz – ona – maja w sobei jednak coś wspólnego

                                    MATRYCĘ
                                    Arbitralne przekazanie gotowej matrycy właściwego postępowania


                                    Co do zdania „dajesz " maluczkim " szacunek. to bardzo laskawe z twojej strony,
                                    ale troche to
                                    > malo.

                                    To chyba nie jestem zbyt łaskawa
                                    Szacunek wydaje mi się właściwa perspektywa nie ze względu na mój dobry nastrój
                                    ale dlatego ze to jedyna perspektywa godna innego człowieka
                                    Nawet takiego którego musze zabić bo zagraża memu życiu (hipotetycznie)
                                    Poza tym to raczej tendencja niż stan faktyczny
                                    Szacunek dla innych nie jest tak naturalny jak strach przed innymi
                                    Jesteśmy wszak drapieżnikami
                                    Jednak szacunek dla innych daje (MNIE) pewną korzystną równowagę, spokój i
                                    otwarta drogę do dobrych kontaktów
                                    Oczywiście daje jak go umiem w sobie wykreować

                                    A buddyzm pomińmy jeśli w moim wydaniu nazbyt mętne

                                    :)



        • krytyk2 Re:Do Solaris 14.09.07, 22:37
          Całe swoje zycie uczyłem sie interpretacji tego co jest.
          Dzis wiem ,ze najpierw musze nauczyc sie widzieć sprawy takimi
          jakimi są.To jest najważniejsze.Najpierw gołe fakty a potem zabawa w
          ich interpretację.
          Kiedyś uczono mnie ,ze nie ma gołych faktów.
          I teraz przyznaje racje moim nauczycielom.Faktycznie nie ma gołych
          faktów.Jest tylko naga prawda,ktorą najczęściej staramy sie czyms
          przykryć.
          Ja wiem ,ze Hitler był malym zagubionym chłopcem ,ktory snił na
          jawie swój sen o swojej wielkości.I w snie tym potrzebował
          statystów,wielu statystów.I byc może ,gdyby nie kilka drobnych
          faktow w jego zyciu,scenariusz potoczyłby sie inaczej,mniej krwawo.
          Ale tak sie nie stało .I to jest fakt.
          I z pewnością dobry psychiatra tamtych czasów mialby wiele slusznych
          powodów ,ażeby ograniczyć wolnośc Adolfa.Ale tak sie nie stalo.I to
          jest fakt.
          Lubie rzetelne interpretacje na bazie dobrze stwierdzonych faktów:)
          • solaris_38 Re:Do Solaris 15.09.07, 00:50
            w zasadzie to nie wiem o co ci chodzi ?
            z przyjemnością dowiem sie czegoś więcej
            nawet w kwestii Hitlera nie do końca rozumiem a przecież powołujesz sie na
            niego klika razy ...

            widzieć sprawy takimi jakimi sa .. hmmmm ... chyba nie wierzę że to sie da
            jednak wydaje sie że jedne interpretacji rzeczywistości sa powtarzalne i na tyle
            przewidują zachowanie owej - że według tej wiedzy można mosty budować i
            zaglądnąć wgłąb atomu

            ale to jest wiedza ścisła

            a nawet tam to co takie użyteczne i spójne za 100 lat okazuje sie śmieszna wym
            przybliżeniem ;) obecnie poznanej prawdy

            w humanistyce .. hmmm ... sprawy jeszcze sie gmatwają bardziej

            podoba mi sie stwierdzenie Lubie rzetelne interpretacje na bazie dobrze
            stwierdzonych faktów:) ale

            tez przebija się zadziwiająca pewność w stwierdzaniu faktów i wiara (bo to
            tylko wiara) w rzetelność interpretacji które nam przemawiają do serca ...

            ja też wolę (i robię to regularnie) czytać Świat nauki Wiedzę i życie lub
            publikacje naukowe a Nie nie z tej ziemi

            uznaję wiedzę wynikającą z falsyfikowanego eksperymentu a nie z wewnętrznych
            przekonań i domniemań i osobistych aksjomatów

            jednak czasem kupuję Gwiazdy mówią lub Wróżke i .. patrzę przez chwilę inaczej
            :) :) :)
            • krytyk2 Re:Do Solaris 16.09.07, 00:51
              Podoba mi sie Twoje rozróżnienie pomiedzy ścisłością wiedzy scislej
              a niescislościa wiedzy humanistycznej..;)Myśle ,ze dobry obserwator
              zachowań ludzkich ,taki np Sokrates potrafił wiecej i sensowniej
              powiedziec na temat czlowieka i jego zachowań dwa tysiące lat temu
              niz niejeden wspólczesny psycholog...
              Tym co przeszkadza nam dobrze okreslić fakt to - i tu naprawdę muszę
              sie z Toba zgodzić- klapy interpretacji i przesądów jakie nosimy w
              sobie na wiele tematów.W przekonaniu de mello czy innych
              buddystów ,że mozliwe jest wyłączenie z poznania naszych
              założen ,naszej "wiedzy",dostrzegam wiele sluszności.Możliwośc
              poznanaia prawdy nosimy w sobie i to tylko my mozemy stanąc sobie
              samym na przeszkodzie w poznaniu tej prawdy.
              Do przykladu nieszczęsnego Hitlera wracałem ,poniewaźż jest banalnym
              symbolem tego jak pozornie niewinne fobie i zboczenia u jednostek
              moga rzutować na losy milionow ludzi.To jest tak jak róznica kątowa
              tuz przy Twoim oku wynosi dwa milimetry a gdy spojrzysz pod tym
              samym kątem na oddalone od ciebie o kilometry obiekty na
              horyzxoncie, róznica ta może juz wynieśc dziesiątki kilometrów.Nadal
              twierdze ,że warto dokladnie przugladać sie różnicom.Czasem jest
              tak ,ze powierzchniowo drobna róznica zdań kryje w głębi mordercę a
              czasem odwrotnie-olbrzymi /pozornie/kontrast jest nic nie znaczącym
              dystansem człowieka ,ktoremu swobodnie mozemy powierzyc swój
              majatek i zycie.Nie ma tu reguły ,natomiast na pewno nie polegalbym
              na humanitarnym/stycznym/ zapale odnajdywania dobra wszedzie,nawet
              tam gdzie go nigdy nie było:)
              • solaris_38 kr2 16.09.07, 14:23
                "na pewno nie polegalbym
                > na humanitarnym/stycznym/ zapale odnajdywania dobra wszedzie,nawet
                > tam gdzie go nigdy nie było:) "

                szukanie dobra jest u wielu ludzi nałogiem i podnoszeniem komfortu
                i taki ma swój praktyczny sens
                wiele wrażliwych jednostek nie może żyć patrząc na triudną okrutną stronę swiata

                częściej jednak nieuprawniony optymizm bywa korzystniejszy leszy niż nieuprawiony

                w książce o szczęściu fajnie pisze ...zaraz znajdę kto
                jak to optymizm sprawia ze w ogóle ludzie podejmują działanie zamiast siedzieć w
                marazmie w domu
                nawet w sporcie jest tak że jak nawet bezpodstawnie wierzysz to zdarza sie
                zcasem CUD przypadek
                to wielka mądrość ludzkości nie zaprzepaścić mało prawdopodobnych rzeczywistych
                scenariuszy prawdopodobnej możliweosci "cudu"

                wracając do Hitlera

                piękne i mądre książki Alice Miler
                (no i oczywiscie nieświadomość zbiorowa Junga) wiele wyjaśniają w kwestii
                mechanizmów w jakich
                "pozornie niewinne fobie i zboczenia u jednostek
                > moga rzutować na losy milionow ludzi"

                podoba mi sie to co piszesz o różnicy kątowej

                i także to o tym ze pozornie małe różnice mogą kryć w swym korzeniu straszliwe
                tajemnice i potencjale możliwości zła
                a różnice pozornie duże
                nawet
                a za wroga - tak naprawdę nie dzielą ludzi co w praktyce życie wykazać w
                konkretnej sytuacji doświadczanej wykazać może
    • jan_stereo Re: chaos jak porządek sa na równi potzrebne 14.09.07, 23:39
      Chaos bpojawia sie zazwyczaj kiedy ktos nie ogarnia calosci problemu, sytuacji. Chaos nie jest nam wcale potrzebny poniewaz nie dostarcza prawie nigdy tego czego chcemy jako, ze nad chaosem nie mozna zapanowac (pomijajac juz to czy cokolwiek jest chaotyczne).
      • solaris_38 Re: chaos jak porządek sa na równi potzrebne 15.09.07, 00:56
        chaos jest przerażający
        tak jak śmierć
        i tak jak śmierć jest nam potrzebny

        destrukcja jest istotną częścią konstrukcji
        co by było gdyby (niby szczesliwie dla siebie) do dziś żyli wszyscy ludzie ????

        dobrze ze umarli

        zrobili miejsce
        dali nawóz pod nowa ewolucję

        nie jest potrzebny brak śmierci rozkładu i destrukcji

        zacytuję samą siebie
        "życie jest zmianą z ukrytym motywem przetrwania"

        ta zmiana wymaga zmagania z chaosem
        aktów twórczych aby mu sie przeciwstawić
        oraz ostatecznego mu sie poddania w imię jego przeciwieństwa czyli wyższego
        porządku

        sama oczywiscie twierdząc to
        boję sie okropnie i śmierci i chaosu i ten śmiertelny strach uważam za
        błogosławieństwo mojego życia

        !


        • jan_stereo Re: chaos jak porządek sa na równi potzrebne 15.09.07, 01:06
          solaris_38 napisała:

          > chaos jest przerażający
          > tak jak śmierć
          > i tak jak śmierć jest nam potrzebny

          Ja tylko nie wiem gdzie Ty ten chaos dostrzegasz, bo ja go nigdzie nie widze, nawet smierc nie jest chaotyczna tylko perfekcyjnie wyliczona co do ulamka sekundy. Ja wiem czy smierc jest nam potrzebna, w zasadzie to do czego, pozostania w nieswiadomosci ?

          > destrukcja jest istotną częścią konstrukcji
          > co by było gdyby (niby szczesliwie dla siebie) do dziś żyli wszyscy ludzie ???

          Co by bylo, bylo by dokladnie to co jest teraz, w chwili obecnej zyja wszyscy ludzie, zawsze zyli wszyscy ludzie, a to co z tego wynikalo jakos sie naturalnie skladalo w calosc. Nie dostrzegam tu nic nadzwyczajnego.

          > dobrze ze umarli
          > zrobili miejsce
          > dali nawóz pod nowa ewolucję

          Miejsca mamy od groma, wcale nie ma wielkiej wartosci w tym,ze pojawili sie nowi w miejsce poprzednich. Nie ma czegos takiego jak nowa ewolucja, ewolucja rozegra sie bez wzgledu czy ludzie umra czy beda zyc dlugo badz wiecznie. Ksztalt moze sie jej troche zmienic, moze ona przyspieszyc. Zawsze jednak cos sie stanie, nie ma bowiem wariantu, ze gdyby nie umarli, to bylo by zle badz brakowalo by czegos. Niczego by nie brakowalo, nigdy nie brakowalo...

          > "życie jest zmianą z ukrytym motywem przetrwania"
          > ta zmiana wymaga zmagania z chaosem

          Ja znowu zapytam, gdzie ten chaos jest ?
          • solaris_38 Re: chaos jak porządek sa na równi potzrebne 15.09.07, 01:20
            wszędzie

            w 1/2 świata

            chaos jest bowiem nieuporządkowaniem
            a śmierć rozkładająca złożone struktury życia jest stopniowym zwycięstwem chaosu

            fizyk by ci lepiej popwedział
            • jan_stereo Re: chaos jak porządek sa na równi potzrebne 15.09.07, 01:30
              solaris_38 napisała:

              > wszędzie
              >
              > w 1/2 świata
              > chaos jest bowiem nieuporządkowaniem
              > a śmierć rozkładająca złożone struktury życia jest stopniowym zwycięstwem chaos.

              Widzisz, to co Ty okreslesz nieuporzadkowaniem, chaosem,balaganem, dla mnie jest w pelnej harmonii, zupelnie spojne i w najdrobniejszym detalu zgodne z zasadami kierujacymi porzadkiem rzeczy. Nawet smierc rozkada cialo wedle konkretnego schematu, mysle, ze masz jakis taki chwilowy stan ducha i projektujesz to w ten sposob, pewnie zmieni Ci sie za jakis czas :")

              > fizyk by ci lepiej powiedział

              Fizycy sami nie sa przekonani jak to jest z tym chaosem, to takie slowo wygodne na rzeczy niewyjasnione prawami fizyki :")
              • solaris_38 Re: chaos jak porządek sa na równi potzrebne 15.09.07, 12:43
                definicja chaosu istnieje i nie jest to mętna definicja
                możesz posługiwać sie własnymi pojęciami ale lepiej odwołać się do istniejącej
                wiedzy

                to ze widzisz śmierć w wielkim porządku z ze światem to tylko dlatego że
                destrukcja JEST w wielkim porządku i nieporządku zarazem z konstrukcją
                jin jang

                bardzo podoba mi sie podejście fizyków do chaosu szczególnie lubię podejścia
                z wizją np Ilja Prigogine o strukturach dysypatywnych

                wśró naukowców zawsze sa pewne szkoły interpretacyjne czasem dotyczące spraw
                zasadniczych ale to nie znaczy aby im nie ufać
                że niby sami nie wiedzą

                i dlatego są inspirujący a ich wiedza nie jest gadaniem na forum ale zyskuje
                wymiary pragmatyczne

                • jan_stereo Re: chaos jak porządek sa na równi potzrebne 15.09.07, 13:47
                  solaris_38 napisała:

                  > definicja chaosu istnieje i nie jest to mętna definicja
                  > możesz posługiwać sie własnymi pojęciami ale lepiej odwołać się do istniejącej wiedzy


                  Oj, ja znam definicje chaosu, to nie o nia chodzi, a jedynie o jej praktyczne wystepowanie, Ty przypisalas chaos wybranym przez Ciebie lemenetom (smierci i innym) natomiast fizycy wcale tym samym obszarom chaosu nie nadaja, wrecz przeciwnie. Tak naprawde, to mamy dwie sciezki, zupelnego determinizmu oraz drogi dopuszczajacej przypadkowosc. Ja jedynie uwazam, ze naszego czlowieczego zycia przypadkowosc wcale nie dotyka, stad chcialem bys podala przyklady jego wystepowania.

                  > to ze widzisz śmierć w wielkim porządku z ze światem to tylko >dlatego że destrukcja JEST w wielkim porządku i nieporządku >zarazem z konstrukcją jin jang.

                  Akurat wcale to nie to powoduje moje postrzeganie smierci, jako ze obie energie (dla mnie jest tylko jedna, nie ma czegos takiego jak energia destruktywna, juz predzej mamy materie i anymaterie) sa jednym iwelkim porzadkiem samym w sobie,a nie tylko w calosci ich wystepowania. Co wiecej, z punktu widzenia praw fizyki, smierc czlowieka nie jest zadna destrukcja, nie ma tu chaosu, to zwykla przemiana energetyczna...


                  > bardzo podoba mi sie podejście fizyków do chaosu szczególnie lubię podejścia z wizją np Ilja Prigogine o strukturach dysypatywnych

                  Dobrze, mnie tylko ciekawi jak zaaplikowalas te teorie do naszej ludzkiej rzeczywistosci, o wymieraniu ludzi i ich narodzinach w miejsce poprzednich itd. Mysle, ze jest to Twoja wlasna interpretacja oparta na fantazji, wyobrazaniu sobie...
                  • solaris_38 może 15.09.07, 22:30

                    piszesz że znasz definicje chaosu jednak uważasz że losu ludzkiego
                    przypadkowość nie tyczy

                    cóż to jest wiara

                    i z wiara sie nie dyskutuje

                    twoje aksjomaty sa bardzo osobiste



                    • jan_stereo Re: może 16.09.07, 01:57
                      solaris_38 napisała:

                      >
                      > piszesz że znasz definicje chaosu jednak uważasz że losu ludzkiego
                      > przypadkowość nie tyczy
                      > cóż to jest wiara

                      Chaos jest slowem uzytkowym niejako, stosowanym do opisu zjawisk o bardzo wyskoim stopniu skomplikowania, na tyle duzym, ze nie jestesmy w stanie opisac takich zjawisk za pomoca 'powierzchownych' metod bez wnikania w ich szczegoly. Mowiac inaczej,wynikajaca ze stalego nakladania sie zjawisk zlozonosc, ma charakter deterministyczny, jakkolwiek obserwator postrzega ja jako rzeczywistosc chaotyczna. Nie znaczy to jednak, ze tak zwany czysty chaos (niezalezny i obiektywny) istnieje. Jesli Ty piszesz tylko o pojeciu chaosu, tak jak powyzej to ujalem (dla ulatwienia sobie nazywania pewnych zjawisk) to zgoda. Jesli jednak twierdzisz, ze istnieje chaos jako stan fizyczny (a nie jako pojecie czysto ludzkie), to tu sie nie zgadzam. I jakkolwiek to brzmi, to jestesmy w kazdym calu zdeterminowani, chociaz nie potrafimy tego determinizmu wykorzystac do przewidywania tego co ma sie stac.

                      > i z wiara sie nie dyskutuje
                      > twoje aksjomaty sa bardzo osobiste

                      Ja bym powiedzial, ze zwyczajnie zawsze daze do najnizszej/najglebszej warstwy do jakiej mozna zejsc w danym temacie, aby odrzucic wszelakie uproszczenia, powodujace (jesli bierze sie je doslownie)nieprawdziwy obraz swiata.
                      • solaris_38 Re: może 16.09.07, 14:43
                        chaos jest dla mnie pojęciem

                        NIC innego oprócz pojęć nie zna mój umysł


                        • jan_stereo Re: może 16.09.07, 14:58
                          solaris_38 napisała:

                          > chaos jest dla mnie pojęciem

                          Jesli tym pierwszym to mamy pelna zgode.

                          > NIC innego oprócz pojęć nie zna mój umysł

                          Jak to, przeciez nie wszystko to co doswiadcza umysl jest pojeciem, a czasami nawet brakuje pojec do opisania tego co poznaje umysl :")
                          • solaris_38 Re: może 16.09.07, 15:31
                            umysł operuje jedynie pojęciami a dokładnie ich mglisto-graniczną siecią
                            pojęciową (odnośnik Bernard Korzeniewski Absolut odniesienie urojone)(nie o
                            bogu ale o zmazaniu granic i konotacyjnościami rzeczy)

                            pozostałe doświadczenia których doznaje umysł leżą w podświadomości
                            lub sa wcale nie rejestrowane (nadal mogą wszak działać)

                            natomiast człowiek jako taki doświadcza takze poza umysłem wielu
                            doznań
      • szarylemur Re: chaos jak porządek sa na równi potzrebne 15.09.07, 01:51
        a czy ty ograniasz calosc problemu, sytuacji? czy ktokolwiek ogrania calosc?
        rozwiazania sa czastkowe, tymczasowe, choc potrzeba stabilnosci, funkcjonalnosci
        naklada klapki na oczy i kaze wierzyc ze znamy prawdziwa przyczyne i skutek.
        nasza wiedza o swiecie czy nas samych stopniowo sie rozrasta, takze dzieki
        rewolucjom burzacym dawny porzadek i zastepujacym go nowym. te dawne porzadki
        zdaja sie byc raz na zawsze skompromitowane, a przeciez komus kiedys - jakiemus
        spoleczenstwu, kulturze, zbiorowosci ludzkiej - sluzyly jako wykladnia porzadku
        swiata, i dzialaly.
        • solaris_38 Re: chaos jak porządek sa na równi potzrebne 15.09.07, 12:57
          nie ogarniam całości
          ale mam otwarte serce na nią i ona sie jakos tam wyłania sygnalizuje zaprasza

          dawne porządki kompromitują sie dzięki temu co równocześnie stanowiło w swoim
          czasie ich dumę i zysk
          nigdy jednak nie zaprzecza to ich wartości (sie zgadzamy )
          i na dodatek na zawsze pozostaje archetypiczną kopalnią madrosci

          ma wielki szacunek do przeszłości (perspektywa ogólna)
          ale zdarza mi sie ze MUSZĘ jako przedstawiciel nowego czasu i nowo rodzącego
          sie jak zawsze ducha wystąpić przeciwko nim

          to taka rola śmierci
          przychodzi z kosa w imię wyższego porządku ale czy zła i niemoralna ? ma swoje
          zadanie i ono ma sens
          stare i nowe ma sens

          właściwie chodzi tylko o to żeby to rodzenie sie nowego ze starego
          nieuchronne zaprzeczanie staremu zachowało jednak wzajemny szacunek po to aby
          nie było nazbyt krwawe destrukcyjne i marnujące to co nie musi być zmarnowane
          (choć trudno to oceniać bo coś MUSI być ZAMINOWANE Z ZASADY W postępie)

          lobię kiedy ktoś jak ty widzi i lubię kiedy sama widzę pozytywną rolę starego
          porządku

          tym bardziej że mam w sobie dużo buntu i rewolucji
          • szarylemur Re: chaos jak porządek sa na równi potzrebne 16.09.07, 03:54
            solaris_38 napisała:
            dawne porządki kompromitują sie dzięki temu co równocześnie stanowiło w swoim
            > czasie ich dumę i zysk
            > nigdy jednak nie zaprzecza to ich wartości (sie zgadzamy )
            ja powiem tak : niegdy jednak nie zaprzecza to ich wartosci jako PRAKTYCZNEGO
            narzedzia racjonalizacji zjawisk. natomiast istnienie martwych i zywych teorii
            czy paradygmatow - dla mnie - podwaza ich wiarygodnosc ( ! ) w ogole. to, ze cos
            sie rodzi i umiera oznacza ze jest niedoskonale, skrojone na miare czlowieka,
            przez niego wytowrzone i nieobiektywne. rewolucje np naukowe dowodza mi jedynie
            zawodnosci i znikomosci ludzkiej mocy poznania.

            a rewolucje na ogol sa krwawe, pokojowe rewolucje to raczej ewolucje.
            czy ja mam pozytywny stosunek do starego porzadku?
            ja chcialabym dialogu ze starym porzadkiem, ale o to trudno, skoro - jako
            skompromitowany stawia raczej na wiare i wiernosc tradycji niz rozumne
            argumenty. Staram sie dociec tego co w jakis sposob ostalo sie czasowi i rewolucjom.
            • solaris_38 Re: chaos jak porządek sa na równi potzrebne 16.09.07, 20:06
              hmm
              narzekasz na zawodność i znikomość ludzkiej mocy przetrwania
              jednak chętnie korzystasz z techniki komputera leków przeciwbólowych
              poddajesz sie operacjom i mieszkasz w domu chodzisz po ulicach ubierasz się i
              zawdzięczasz mnogość wielką tej ponoć marnej zdolności poznawczej

              a ja jestem jej fanką
              bałwochwalczo cenie naukę choć jestem tez miłośniczką mistyki

              co do dialogu ze starym to on jest z natury rzeczy ograniczony
              a i to niewiele możliwe jest dopiero juz z pewnego dystansu
              "wychodzący" musi niejako samodzielnie przetrwać swoje oderwanie sie od starego
              mieć własne osiągnięcia i sukcesy
              udowodnić ze poza starym porządkiem nie tylko można żyć ale nawet ze życie to
              jest LEPSZE

              ludzie bowiem zawsze pójda za szczęściem
              no chyba ze już z starzy lecz ich dzieci pójdą
              • szarylemur Re: chaos 16.09.07, 22:38
                solaris_38 napisala:
                narzekasz na zawodność i znikomość ludzkiej mocy przetrwania
                jednak chętnie korzystasz z techniki komputera leków przeciwbólowych
                poddajesz sie operacjom i mieszkasz w domu chodzisz po ulicach ubierasz się i
                zawdzięczasz mnogość wielką tej ponoć marnej zdolności poznawczej

                no, co mam odpisac na to? czy ja pisze niejasno? czy tylko mi sie tak wydaje?
                napisze zatem raz jeszcze to, co juz pisalam :
                dawne porządki kompromitują sie dzięki temu co równocześnie stanowiło w swoim
                > czasie ich dumę i zysk
                > nie zaprzecza to jednak ich wartosci jako PRAKTYCZNEGO NARZEDZIA OBSLUGI SWIATA.
                moje narzekanie dotyczy innej niz czysto praktyczna kwestia techniki -
                niezawodnosci ludzkiego umyslu jako narzedzia poznania PRAWDY ABSOLUTNEJ,
                OBIEKTYWNEJ.
                w tym sensie rewolucje np naukowe dowodza jedynie
                zawodnosci i znikomosci ludzkiej mocy poznania.
                odkrycie przemijalnosci, falsyfikowalnosci prawd w danej epoce uznanych za
                absolutne
                i swiadomosc - chocby tymczasowego - braku niezawodnego narzedzia takich prawd
                wyluskiwania, chodzi mi tu szczegolnie o sfere moralna, obala autorytety i na
                nas samych jako jednostki czy spoleczenstwa naklada koniecznosc konstruowania
                norm jakimi sie poslugujemy. wygodna wiare w obiektywna prawdziwosc serwowanych
                przez autorytety kodeksow zastepuje wiara w nieistnienie autorytetu majacego
                dostep do obiektywnej prawdy.
                wszystko podlega zmianie, tak wiec nie mozna wypowiadac sie o niczym w sposob
                absolutny.
                teoria staje sie TYMCZASOWA przykrywka na rzeczywistosc, ktora - chocby i
                tymczasowo, lecz wymyka sie poznaniu.
                bywa to dosc przerazajace, obezwladniajace kiedy stoisz przed naprawde ciezkim
                dylematem.

                • solaris_38 znów sie rozpisałam 17.09.07, 22:46
                  zareagowałam dość wąsko na twoją złożoną wypowiedz
                  i nie uwzględniłam pozostałej części wypowiedzi

                  w tej kwestii podoba mi sie podejścia Kena Wilbera i jego czterech ćwiartek z
                  których rozumiem i tak tylko trzy
                  on też najlepiej obrazuje moje poglądy

                  ale po kolei


                  nie mam pojecia czy parwda absolutna istnieje
                  ale
                  zakałdając że ejst coś takiego

                  to prawdopodobnie aby mieć jej jakieś przyblizenie
                  tzreba sie przybliżać z wielu perspektyw które w założeniach są ze sobą spzreczne

                  i tak prawdę absolutną o pewnej części świata można poznać stosując tylko
                  rygorystyczne kryteria naukowe lekceważące bardzo ważne aspekty prawdy

                  inna stronę prawy zaś można jakoś przybliżyć stosując jedynie magię religię i
                  mistykę czy poezję

                  to tak jak dualizm korpuskularno falowy
                  jak nieoznaczoność Heizenberga
                  zyskując informacje o pędzie TRACISZ informację o położeniu ( w mikorswiecie)

                  piszesz "i swiadomosc - chocby tymczasowego - braku niezawodnego narzedzia
                  takich prawd
                  > wyluskiwania, chodzi mi tu szczegolnie o sfere moralna, obala autorytety i na
                  > nas samych jako jednostki czy spoleczenstwa naklada koniecznosc konstruowania
                  > norm jakimi sie poslugujemy. wygodna wiare w obiektywna prawdziwosc serwowanych
                  > przez autorytety kodeksow zastepuje wiara w nieistnienie autorytetu majacego
                  > dostep do obiektywnej prawdy.

                  sie z tym nei zgadzam

                  autorytetów mamy w pierniki i każdy może sobie znaleźć autorytet na swoją miarę
                  i modłę
                  ja mam autorytety
                  sa nimi Ewangelie, de Mello, Castaneda i wielu mistyków
                  wciąż mogę sie od nich uczyć\

                  znam tez oosby na czyje warsztaty moge pojechac i wiem że sie czegoś nauczę


                  nigdy nie było takeigo autorytetu żeby myślący człowiek nie musiał kombinować o
                  co mu chodzi i że inni co innego twierdzą

                  przecież nie chodzi o to żeby znaleŻć tatusia który WIE
                  bo sensem istnienia człowieka jest znajdowanie odpowiedzi a nie bezmyślne
                  słuchanie guru, oczekiwanie wytycznych i przewodnictwa

                  zaś mistrzów i nauczycieli co mądre rzeczy gadają jest dużo
                  ja mam obfitość karmy duchowej


                  piszesz " wszystko podlega zmianie, tak wiec nie mozna wypowiadac sie o niczym w
                  sposob
                  > absolutny.

                  no to co ?
                  dlaczego tego pożądasz?

                  mój ułomny umysł nie ma takeigo pragnienia

                  mój umysł jest lokalny malutki i stopniowo ogarnia nieco większe perspektywy
                  co jest zresztą cudowne ..


                  dalej piszesz (trochę jak ten gość ) wygodna wiarę w obiektywna prawdziwosc
                  serwowanych
                  > przez autorytety kodeksow zastepuje wiara w nieistnienie autorytetu majacego
                  > dostep do obiektywnej prawdy."

                  jeśli wciąż masz na mysli prawdę absolutną to tak
                  sie zgadzam też
                  ale żyjemy w epoce gdzie dla mnei autorytetem prawdy cząstkowej jest nawet
                  słabo rozwiniety informatyk który posiadł wiedzę dla mnie tajemną

                  dalej :"
                  teoria staje sie TYMCZASOWA przykrywka na rzeczywistosc, ktora - chocby i
                  > tymczasowo, lecz wymyka sie poznaniu.



                  hmm .. naparwdę zawsze tak było :)
                  ludzie są kreatywni i sobie z tym radzą lepiej lub gorzej

                  i wciąż maja dylematy moralne od których nawet wiara ich nie uwalnia (a może jej
                  nawet mnoży?)

                  wciąż wraca pytania czemu tak cie to dołuje?

                  czemu zycie w którym jesteś odpowedzuialna za swoje włąsne dzrewko dobrego i
                  złego tak cie pzreraża
                  boisz sie ze nie potrafisz dobzre zyc?
                  nie ejsteś z zycia zadowolona?
                  boisz sie ze wyuktroczysz pzreciw waznym świetościom? zaniedbasz cos eażnego ?

                  jasne że tak

                  ale jak tylko to pojmiesz to będziesz korygować swe błędy bo życie jest nawigacją

                  aktywnym poszukiwaniem drogi i co zawsze twierdze podczas tej drogi należy
                  uczy ć sie jak łączyć przeciwieństwa


                  "bywa to dosc przerazajace, obezwladniajace kiedy stoisz przed naprawde ciezkim
                  > dylematem.

                  burze i wojny też sa przerażające
                  pedofilia nowotwory i aborcja mord i mięsożerność
                  to normalna ludzka perspektywa
                  podobnie jak macierzyństwo, pokój , medycyna , rodzenie, hodowanie kwiatków i
                  wegetarianizm
                  czuć od czasu do czasu ciężar , przytłoczenie, uginać się a nawet być zabitym
                  zmiażdzonym przez powódź chorobę konflikt


                  dlaczego w moralnych sprawach nie miałoby być wojen katastrof i chorób

                  dlazcego zycie miałoby być bezkonfliktową kezkolizyjna sielanką po wytyczonej
                  drodze
                  czemu to byłoby lepsze>

                  wybrałabyś TAKIE życie?
                  jak długo ?

                  czy życie w którym TY decydujesz co dla ciebie święte (a masz do dyspozycji
                  spore doświadczenie przodków i wiele mędrców) jest taka karą ?

                  dla mnie tylko kiedy boli mnie ząb czy kamienie nerkowe czy inne mnogie :) ;) ;) ;)
                  zapewne jakby była wojna i powódź też

                  ale jak nie ma to raczej pożytkuję czas na konstruktywne objawy wdzięczności
                  za życie

                  • szarylemur Re: po co mi to wszystko 18.09.07, 02:03
                    krotko na temat tego, po co mi teza o niezdolnosci czlowieka do poznania prawdy
                    i caly ten cytat z baumana. negujac zdolnosc czlowieka do poznania prawdy
                    absolutnej, usuwam grunt spod nog tym , ktorzy twierdza ze ja poznali. zyskuje
                    wolnosc od takich autorytetow.

                    pozostaja nam jedynie chwiejne, obalalne autorytety. i objawienie - laska,
                    ktorej dotychczas nie dostapilam.
                    • solaris_38 Re: po co mi to wszystko 19.09.07, 15:50
                      usuwasz grunt tym co twierdzą ze mają absolutne autorytety

                      no niby masz racje ale po co komuś usuwać grunt pod nogami ?
                      a jeśli te istoty bez tego gruntu wpadną w otchłań?

                      nie ma po co tego robić
                      1. będą oni walczyć do upadłego i niekoniecznie fair
                      2. jak wygrasz i usuniesz ten grunt to ... potem są dwie drogi
                      inni kroczący w pobliżu
                      'ze ci wdzięcznie podziękują albo umrą nie wykształciwszy alternatywnego systemu

                      daj spokój innym

                      niech maja swoje autorytety bo wiedza co robią




                      zaś każdy autorytet jest chwilowym i częściowym przewodnikiem
                      w tym sami także niekiedy możemy dodać od siebie malutką cząstkę za która podażą

                      ta chwiejnośc nie jest wada lecz cechą
                      • szarylemur Re: po co mi to wszystko 19.09.07, 16:11
                        po co? po to, aby oslabic sile ich glosu, sile nacisku. sciagnac z piedestalu.
                        najwyrazniej jest mi to potrzebne. nie lubie sytuacji bardzo znacznej
                        nierownowagi. uraz dzieciecy gra tu role. co gra role w potrzebie wspinania sie
                        na piedestal? zapewne inny uraz. im wiekszy uraz tym wyzszy piedestal. moze to
                        resentyment?
                        a jesli umra nie wyksztalciwszy alternatywnego systemu?
                        cynicznie odpowiem : no to trudno.
                        zbytnia pewnosc moze byc rownie zabojcza.
                        • solaris_38 Re: po co mi to wszystko 19.09.07, 17:07
                          ale czy oni mają jakąś silę głosu ? na mnie ich siła nie działa

                          dla mnie nie stoją na piedestale
                          jakże mogę ich stamtąd ściągnąć ?

                          fakt że z nimi walczysz wskazuje ze na ciebie działa ich siła
                          możesz wiec walczyć
                          ale możesz też już nie zaprzątać sobie nimi głowy
                          porzucć ich
                          i zająć sie czymś przynoszącym TOBIE RADOŚĆ

                  • szarylemur Re: ja tez 18.09.07, 04:40
                    solaris_38 napisala:
                    "wciąż wraca pytania czemu tak cie to dołuje?

                    czemu zycie w którym jesteś odpowedzuialna za swoje włąsne dzrewko dobrego i
                    złego tak cie pzreraża
                    boisz sie ze nie potrafisz dobzre zyc?
                    nie ejsteś z zycia zadowolona?
                    boisz sie ze wyuktroczysz pzreciw waznym świetościom? zaniedbasz cos eażnego ?

                    jasne że tak

                    ale jak tylko to pojmiesz to będziesz korygować swe błędy bo życie jest nawigacją

                    aktywnym poszukiwaniem drogi i co zawsze twierdze podczas tej drogi należy
                    uczy ć sie jak łączyć przeciwieństwa"

                    boje sie ze nie potrafie dobrze zyc
                    z zycia zadowolona bywam ale najczesciej nie jestem
                    nie boje sie wykroczyc przeciw waznym swietosciom, jestem ekspertem w tej
                    dziedzinie, a doswiadczenie podpowiada mi, ze nie zawsze warto, a czesto - ze to
                    boli, a ja nie lubie bolu.
                    skutki wczesniejszych zaniedban ciagna sie za mnie cieniem
                    dluga jest droga do domu, szczegolnie kiedy dom wysadzilo sie w powietrze, ze
                    tak to ujme.

                    niektore bledy sa juz nie do skorygowania, skutki wczesnych zaniedban i buntu to
                    nie tylko chore zeby ( po co je myc?), bole kregoslupa ( beton jest bardzo
                    wygodny ), duza wada wzroku ( nie bede nosic okularow ), brak dyplomu ( po co mi
                    ten papier? ), ale i oparcia w rodzinie ( po co mi ludzie ktorzy nie szanuja
                    mojego punktu widzenia? ). skutki hurtowego buntu przeciw niemal wszystkiemu co
                    bylo dla mnie tradycja to chora dusza we wszystko watpiaca.
                    dla ciebie moze poszukiwanie wlasnej drogi to wycieczka ku swiatlu , mnie
                    necily ciemnosci, dark side of the moon, druga strona lustra., to co zakazane.

                    moja przyjaciolka jest moim przeciwienstwem - spytalam ja kiedys jak ona zyje, w
                    jaki sposb wybiera ktoredy pojsc. ona majac cel, zaznajamia sie z wiedza tych,
                    ktorzy go osiagneli, idzie droga wskazana przez nich, a jezeli nie wyjdzie -
                    cofa sie i probuje alternatywy.
                    wychodzi na tym na pewno lepiej niz ja placzaca sie po slepych zaulkach. to
                    bardzo mile z jej strony, ze czesto mowi mi, ze sa rozne drogi, i ja tez na
                    pewno zyskalam cos, czego ona nigdy nie pozna.

                    "dlazcego zycie miałoby być bezkonfliktową kezkolizyjna sielanką po wytyczonej
                    drodze
                    czemu to byłoby lepsze>

                    wybrałabyś TAKIE życie?
                    jak długo ?"

                    tak, ja marze o sielance. moje zycie nigdy nie bylo sielanka.

                    "czy życie w którym TY decydujesz co dla ciebie święte (a masz do dyspozycji
                    spore doświadczenie przodków i wiele mędrców) jest taka karą ?"
                    mam do dyspozycji zbyt wiele, by moc wybrac. tak to widze.
                    nie posiadam intuicji.
                    czesto odbieram zycie jako kare, ostatnio nawet chcialam je scedowac na kogos,
                    kto umialby je lepiej spozytkowac :)
                    a jednak nie potrafie poddac sie czemukolwiek, czemubadz tylko po to aby juz cos
                    wybrac wreszcie. w ogole nie umiem sie poddac nikomu.przynajmniej obecnie nie
                    znajduje nikogo takiego. a ten kto byl - byl szalony. i jemu tez do konca poddac
                    sie nie moglam, sprzeciwial sie temu moj instynkt zycia.
                    a co do wojen, zebow, powodzi - to sa sytuacje ekstremalne - w takich radze
                    sobie znakomicie.gdy wszyscy wokol traca glowe, ja odzyskuje wigor i trzezwosc
                    myslenia. takie przystosowanie.
                    czasem pozytkuje czas na konstruktywne objawy wdziecznosci za dar
                    zycia.niewatpliwie jest ono ciekawe, czasem zaskakujaco przyjemne, czasem po
                    prostu kompletne. czasem dostrzegam doskonalosc mojego zycia, jakis ukryty
                    porzadek, jakis cel. ale tylko na chwile, dokladnie jak jing i jang. dokladnie
                    tak samo w druga strone.

                    co do kwestii pierwotnego stosunku wobec innych - jestem najglebiej jak moge
                    przekonana, ze wszyscy jestesmy rowni. ze potrzeby moje i czlowieka ktorego
                    spotykam sa identycznie wazne. nie jestem ani altruistka ani egoistka, dla mnie
                    oba te pojecia to uzyteczna bzdura.
                    spotykajac innego czlowieka, zakladam zatem - o ile nie wysyla jakichs
                    ewidentnych sygnalow bycia ego - lub altruista - ze postrzega te sprawe tak jak
                    ja. jest dla mnie oczywiste, ze w tej sprawie mam racje. praktycznie jednak taka
                    postawa NIE DZIALA dobrze. egoisci mylnie biora mnie za osobe, ktorej mozna
                    wejsc na glowe i zatanczyc, altruisci natomiast sprawiaja ze budzi sie we mnie
                    figlarny diabelek.
                    a jednak jest to ta moja jedyna swietosc, z ktorej nie chce,nie moge, nie uwazam
                    za stosowne zrezygnowac.
                    poza tym sa jeszcze zwierzeta, ktore uwazam za znacznie czystsze duchowo od ludzi.

                    to tyle mentalnego eksihibicjonizmu z mojej - dekonstruktywnej - strony.

                    pozdrawiam
                    • solaris_38 Re: ja tez 19.09.07, 16:14

                      pytałam : wciąż wraca pytania czemu tak cię to dołuje?
                      czemu życie w którym jesteś odpowiedzialna za swoje własne drzewko dobrego i
                      złego tak cię przeraża
                      boisz sie ze nie potrafisz dobrze żyć?
                      nie jesteś z życia zadowolona?
                      boisz sie ze wykroczysz przeciw ważnym świętościom?
                      zaniedbasz coś ważnego ? "

                      to piękny niepokój ;) ;) ;)
                      ale nie o to chodzi aby niepokojąc sie o dziecko nie kapać go ze strachu aby go
                      z kąpielą nie wylać


                      wiec nadal stawiam pytanie dlaczego tak cię to dołuje?
                      bo może złe nie jest to że tak JEST ale że ty tak trwożliwie i z lekiem reagujesz

                      "> boje sie ze nie potrafie dobrze zyc
                      > z zycia zadowolona bywam ale najczesciej nie jestem
                      > nie boje sie wykroczyc przeciw waznym swietosciom, jestem ekspertem w tej
                      > dziedzinie

                      opisujesz potem swoję błędy
                      jakże wiele ich z tobą dzielę (pozwól że nie będę wymieniać ale zdumiewająco
                      wiele :) :) ;))

                      jednak ja ty zakładasz że tylko życie wypasionych osobników bez błędów ma sens



                      >
                      > ja marze o sielance. moje zycie nigdy nie bylo sielanka.

                      tak to już jest że jak sie czegoś nie ma
                      to sie o tym marzy
                      TO jednak co owa sielanka rzekomo miała dawać jakoś ... umyka

                      i tak piękne kobiety i faceci zdolni zadbani z kasą - marnują nagminnie życie
                      na narkotyki, pracoholizm , płatny seks , nałóg komputerowy, seksoholizm,
                      nerwice , neurotyzm i podobne
                      to główni klienci psychiatrów

                      ty myślisz że na ich miejscu tak byś nie marnowała sielanki ?
                      ty być WTEDY byłą szczęśliwa ?



                      > mam do dyspozycji zbyt wiele, by moc wybrac. tak to widze.
                      > nie posiadam intuicji.

                      to eksperymentuj

                      :)

                      uczyń z tego sens swojego istnienia
                      oczywiście mam na myśli to co zawsze czyli
                      eksperyment co czyni cię szczęśliwą z rzeczy dostępnych i jak to osiągnąć


                      > czesto odbieram zycie jako kare, ostatnio nawet chcialam je scedowac na kogos,
                      > kto umialby je lepiej spozytkowac :)

                      tak tak podobieństwa sa mnogie
                      też tak miałam
                      wydawało mi siet o bardzo szlachetne
                      i chyba było
                      darmowe rozdawstwo energii

                      i może jakiś duch kosmiczny jednak wziął to życie bo .. jestem szczęśliwa




                      > spotykajac innego czlowieka, zakladam zatem - o ile nie wysyla jakichs
                      > ewidentnych sygnalow bycia ego - lub altruista - ze postrzega te sprawe tak jak
                      > ja.


                      DLACZEGO ???????

                      inni sa inni

                      tu nie ma co zakładać

                      trzeba założyć niewiedzę i poznawać na ile tam sie chce i ma ochotę

                      " egoisci mylnie biora mnie za osobe, ktorej mozna
                      > wejsc na glowe i zatanczyc, altruisci natomiast sprawiaja ze budzi sie we mnie
                      > figlarny diabelek.

                      skoro jak piszesz wybierasz buntowanie sie to chyba właściwie postępujesz

                      ale ty niby wybierasz bunt ale - taki BEZ KONSEKWENCJI

                      to może sie nie buntuj lub przyjmij bogactwo objawów
                      lub buntuj sie proporcjonalnie do swych sił

                      > a jednak jest to ta moja jedyna swietosc, z ktorej nie chce,nie moge, nie uwaza
                      > m
                      > za stosowne zrezygnowac.

                      w takim razie nie rezygnuj ale to co pisałam
                      weż tego konsekwencje
                      zaakceptuj je

                      > poza tym sa jeszcze zwierzeta, ktore uwazam za znacznie czystsze duchowo od lud
                      > zi.

                      nie sadze żeby zwierzęta były czystsze duchowo (uwielbiam zwierzęta)

                      natomiast sądzę ze ludzie w stosunku do zwierząt potrafią być czystsi w swoich
                      uczuciach
                      >

                      :)
                      • szarylemur no future, no past 19.09.07, 17:00
                        dlaczego takim lekiem napawa mnie podejcie decyzji,
                        eksperyment?

                        otoz, ostatnio bardziej niz zwykle stoje na rozdrozu i za cholere nie wiem ktora
                        droge wybrac.
                        takze lek obecnie jest nasilony. obie drogi oferuja szanse rozwoju jak i groza
                        mozliwoscia porazki.
                        kiedys bylo mi latwiej z tego wzgledu, ze bylam zdecydowanie bardziej szalona,
                        kierowalam sie glownie checia przygody. sen o sielance przykryty byl
                        entuzjastycznym pragnieniem przygod, wrazen, przekraczania granic. zycie wyplulo
                        mnie tu gdzie teraz jestem i gdzie podobalo mi sie bardzo przez dosc dlugi , jak
                        na mnie, czas. miejsce to ma wiele cech dla mnie bardzo istotnych - przede
                        wszystkim SLONCE PRZEZ CALY ROK.
                        dla przeciwwagi miejsce to dla mnie ma tez pewne cienie - bariery ktore wydaja
                        mi sie nie do przeskoczenia - jak chocby bardzo ograniczony rynek pracy.
                        podejmowanie decyzji jest moja pieta achillesowa. na ogol podejmuje je w
                        desperacji. aby uciec przed czyms, jakims zagrozeniem, aby uciec przed potworem.
                        oczywiscie jest to idiotyczny sposob radzenia sobie z zyciem. a jednak -
                        wlasnie obecnie obserwuje to u siebie - latwiej mi psychicznie dopuscic do
                        sytuacji zagrozenia, aby ograniczyc pole wyboru niz podjac wybor z uwagi na
                        zlozone uklady celow i sposobow ich osiagniecia.
                        ogladajac biegnij lola biegnij nadziwic sie nie moglam jak ta lola tak moze biec
                        i myslec. ja tak nie umiem. osiolkowi w zloby dano, w jednym owies w drugim
                        siano. jak to dalej leci? zdechl nie umiejac wybrac?
                        to co kiedys wydawalo mi sie jednoznacznie ( choc subiektywnie) lepsze,
                        bardziej pociagajace - poznanie nowego obszaru swiata, zycia, teraz juz tak
                        oczywiste nie jest.
                        po drugie dostrzegam obecnie powtarzajacy sie schemat mojego zachowania - a
                        schematow nie lubie - rzucanie, nie konczenie.
                        po trzecie wiem, ze zmiana nie wiaze sie ze zmiana miejsca, lecz z wewntrzna
                        tarnsformacja.
                        dlatego, poszukiwanie nowego raju niewygodnie dla mnie jawi sie uluda, mydelniem
                        oczu.
                        ale wciaz czekam na jakis znak, omen, wskazowke zewnetrzna ktora pomoze mi sie
                        zdecydowac. podswiadomie daze do sytuacji skrajnej.
                        wyboru drogi winnismy dokonac z uwagi na cel. ja wiem, ja wiem nawet co jest
                        moim celem, ale jestem bardzo leniwa. czesto dzialam bardzo krotkowzrocznie,
                        czym zaprzepaszczam mozliwosc osiagniecia celu nadrzednego.

                        co do sielanki - marze o niej, choc zastanowiwszy sie glebiej dochodze do
                        wniosku, ze nie wytrzymalabym takiej sytuacji.

                        co do scedowania mojego zycia na kogos innego - to tylko teoretyczna zabawa
                        pomyslem.

                        co do konsekwencji - kiedys o nich nie myslalam. kiedys odrzucalam to, co dla
                        mnie bezwartosciowe bardzo lekko. teraz doroslam troche i ta doza doroslosci
                        jest dla mnie wlasciwie ciezarem. wolnosc tworzenia troszke mnie przerasta.
                        to bedzie chyba pierwszy w zyciu dojrzaly wybor, wykorzystanie wolnosci " do ".
                        to juz nie tak jak w moich snach z hmmm, wczesnej mlodosci - przede mna czarna
                        pustka, za mna czarna pustka, goni mnie ziejacy ogniem potwor.
                        jest bardziej normalnie, ale ja dopiero wyksztalcam w sobie normalnosc.

                        pozdrawiam!
                        • solaris_38 Re: no future, no past 19.09.07, 17:13
                          ja lubię pamiętać że jak podejmuję decyzję
                          to mam plan B

                          poza tym lubię sobie wyobrazić pzred planem jak sie będą czułą kiedy sie nie uda

                          potem jeśli sie nie udaje jest dużo lepiej

                          najgorzej spaść nagle z różowego konia

                          też lubię (neistety?) skrajności i tak muszę sobie konstruować życie zeby ten
                          niewątpliwy głód zaspokajać jakoś pozytywnie

                          a to wcale nie łatwe

                          gratuluję słońca
                          to wielki plus ;) ;) :)


                          • szarylemur Re: no future, no past 19.09.07, 18:29
                            tak, slonce to podstawa. w polsce zawsze mialam depresje jezienno zimowa.
                            listopad, siodma rano, trolejbus pelen wymietych twarzy. to jest koszmar!!!
                            duza dostepnosc slonce wplywa na swiatopoglad czy osobowosc, czy nawet zbiorowa
                            nieswiadomosc. deszcz i zimno sa ewenementem, natura nie jest tak wroga
                            czlowiekowi, stad tez mniejszy postep cywilizacyjny.


        • shangri.la Re: chaos jak porządek sa na równi potzrebne 16.09.07, 07:53
          Zasada nieoznaczoności Heisenberga wykluczyła determinizm i spowodowała wiele zamieszania w wśród filozofów w swoim czasie.:)
          Ale czy jej obalenie nie jest tylko kwestią czasu?
          Znamy takie przypadki w nauce....
          Świat odkrywa przed nami swoje tajemnice powoli i jakby z rozmysłem, aby nie dawać nam do ręki zbyt wielu "zabawek".
          Wiek dwudziesty był ewnementem pod tym względem, ale przyniósł ludzkości proporcjonalną liczbę globalnych tragedii, kataklizmów i zagrożeń.
          • jan_stereo Re: chaos jak porządek sa na równi potzrebne 16.09.07, 13:48
            shangri.la napisała:

            > Zasada nieoznaczoności Heisenberga wykluczyła determinizm i >spowodowała wiele zamieszania w wśród filozofów w swoim czasie.:)

            Shaniu, znowu widze to samo :")) Zasada Heisenberga okresla ludzkie (sic) mozliwosci (urzadzen pomiarowych) odnosnie okreslania polozenia i pedu czastek. Nie mowi ona jednak, ze czastki nie maja scisle okreslonego owego pedu i polozenia, a jedynie, ze my nie mozemy zmierzyc obu tych wartosci z dowolna dokladnoscia w tej samej chwili. Nie jest ona wiec zaprzeczeniem determinizmu, a jedynie zaprzeczeniem determinowania zachowania takich czastek przez czlowieka.
            • shangri.la Re: Ucz się Jasiu:) 16.09.07, 14:40
              Przestań się wymądrzać Jasiu, chyba , że tym razem zamierzasz podważać mój dyplom wydany przez szacowną uczelnię.

              P.S. Dla humanistów ściąga
              portalwiedzy.onet.pl/68416,,,,determinizm,haslo.html
              • jan_stereo Re: Ucz się Jasiu:) 16.09.07, 14:54
                shangri.la napisała:

                > Przestań się wymądrzać Jasiu, chyba , że tym razem zamierzasz podważać >mój dyplom wydany przez szacowną uczelnię.

                To by nie bylo trudne :"))

                Mysle, ze znou mamy tu niezrozumienie sie, pytanie o jakim determinizmie Ty piszesz, a o jakim ja, rozmawialem z fizykami posiadajacymi tez dyplomy szacownych uczelni, i jedynym argumentem na chwile obecna za wolna wola u czlowieka,jest niewiadoma czy prawa fizyki stosuja sie w pelni do organizmow zywych. Ponizsza definicja tej zasady odnosi sie przeciez do ograniczonosci ludzkiego poznania, chyba ze Ciebie nauczono, ze czastka nie posiada jednoznacznego pedu i polozenia :") Naucz mnie Shania (wyjasnij), jestem bardzo uwaznym i cierpliwym uczniem, nie boje sie tez popelniac pomylek :")

                "Heisenberga zasada nieoznaczoności, fundamentalna zasada fizyki kwantowej mówiąca o tym, że iloczyn niepewności jednoczesnego poznania (!) pewnych wielkości (zwanych kanonicznie sprzężonymi w sensie formalizmu hamiltonowskiego...."
                • shangri.la Re: Ucz się Jasiu:) 16.09.07, 15:03
                  Jeśli uważnie przeczytasz mój poprzedni post , zauważysz , że zostawiłam w nim furtkę dla przyszłych odkryc naukowych, bo nie wykluczam, że zasada nieoznaczoności zostanie kiedyś obalona....a takie nadzieje mają też filozofofie-determiniści, którym powyższa zasada zburzyła ich poukładane poglądy.
                  A co do natury cząstek elemntarnych to wciaż niewiele o nich wiemy, a dualizm korpuskularno-falowy dodatkowo zaciemnia ten obraz.
                  Jednym słowem , nie ma sensu kruszyć kopie o hipotezy, bo na nich głównie opiera się nasza dzisiejsza wiedza.

                  P.S. korepetycje kosztują 30 zł/godz zegarową:)))
                  • jan_stereo Re: Ucz się Jasiu:) 16.09.07, 15:10
                    shangri.la napisała:

                    > P.S. korepetycje kosztują 30 zł/godz zegarową:)))

                    Natomiast brzdzenie z Toba przez godzine zegarowa nic nie kosztuje :") ja nie tyle chcialem korepetycji, co sprawdzic Twoje zrozumienie tego co sie nauczylas pod katem Twego nauczania,bo jak juz ktos wszystko umie, to na cholere mu nauczyciel :")

                    ps. ja wiem, ze zostawilas furtke, chcialem tylko, bys mi odpowiedziala, czy ped i polozenia dowolnej czastki istnieja jednoczesnie w danej chwili w sposob jednoznaczny (a nie, czy my potrafimy to zmierzyc w taki sposob) ?
                    • shangri.la Re: Ucz się Jasiu:) 16.09.07, 15:15
                      Właśnie w tym celu wywołałam ducha de Broglie'a (!)
                      Policz sobie pęd i położenie fali, do licha i przestań marudzić.

                      P.S. To co z tymi korepetycjami? Mam jeszcze wolną godzinkę w czwartek o 18-tej. Pasuje?:)))
                      • jan_stereo Re: Ucz się Jasiu:) 16.09.07, 15:37
                        shangri.la napisała:

                        > Właśnie w tym celu wywołałam ducha de Broglie'a (!)
                        > Policz sobie pęd i położenie fali, do licha i przestań marudzić.

                        Czy Ty rozumiesz moje pytanie ? Ja nie chce wyliczac pedu czastki i jej polozenia na podstawie pomiaru (klasycznych wzorow dla tegoz), a jedynie pytam czy bezwglednie taka czastka ma jednoznacznie okreslony (nie przez czlowieka) ped i polozenie ?

                        "Wśród wielkości fizycznych opisujących zachowanie układu atomowego można wyróżnić pary o tej własności, że niemożliwe jest równoczesne przeprowadzenie ścisłego pomiaru obu wielkości z danej pary."

                        Ty nawiazujesz do powyzszego jak rozumiem, ja nie.

                        > P.S. To co z tymi korepetycjami? Mam jeszcze wolną godzinkę w czwartek o 18-tej Pasuje?:)))

                        Ciezko mi wyliczyc czy moge byc dokladnie o 18 w doklanie podanym miejscu i czasie :")) Dziekuje jednak za propozycje psorko...
                        • shangri.la Re: Ucz się Jasiu:) 16.09.07, 15:44
                          Skoro taki mądry facet jak Heisenberg twierdzi, że wyliczyć się nie da, więc pewnie coś w tym jest:)
                          Ale zwróć uwagę, że on wcale nie mówi, że nie ma, tylko , że się nie da, czyli otwiera pole do popisu spekulacjom na których opieraja się nadzieje filozofów-deterministów.

                          P.S. Musisz się niestety określić jednoznacznie, co do dnia i godziny. Cenię punktualność i solidność:)
                          • jan_stereo Re: Ucz się Jasiu:) 16.09.07, 16:02
                            shangri.la napisała:

                            > Skoro taki mądry facet jak Heisenberg twierdzi, że wyliczyć się nie >da, więc pewnie coś w tym jest:)

                            Tak naturalnie, to nigdy (od kiedy zetknalem sie z ta zasada) nie podlegalo dla mnie watpliwosci, sek w tym, ze ja nie chce wyliczac,jesli przyjrzysz sie mojemu pytaniu.

                            > Ale zwróć uwagę, że on wcale nie mówi, że nie ma, tylko , że się nie >da, czyli otwiera pole do popisu spekulacjom na których opieraja się >nadzieje filozofów-deterministów.

                            Dokladnie do tego tez zmierzam, jako ze mozesz zawsze sobie okreslic ped albo jak zechcesz to polozenie, oznacza to ze ta czastka ma obie wartosci idealnie okreslone,niestety my tego nie potrafimy zmierzyc jednoczesnie. Konkluzja z tego jest taka, ze mimo naszego ograniczenia pomiarowego,wszystko jest perfekcyjnie na swoim miejscu, oczywiscie rozgrywa sie to poza naszym postrzeganiem.


                            > P.S. Musisz się niestety określić jednoznacznie, co do dnia i godziny. Cenię punktualność i solidność:)

                            Okreslam sie wiec jednoznacznie jak cholera, NIE, jednak bardzo dziekuje i doceniam taka mozliwosc, to taka 'furtka na przyszlosc' :")))
                            • shangri.la Re: Ucz się Jasiu:) 16.09.07, 16:09
                              Chyba Złota Rybka zaczęła działać , bo jakbyś nagle dostał olśnienia!:)))
                              Konsensus miedzy nami połowiczy, bo Ty najwyrażniej zakładasz, że owe wyliczenie jest kwestią czasu, ja mówię , że nie wiem.

                              P.S. A swojego "nie" pożałujesz i na nic Ci "furtki", bo ja mam zwyczaj palić mosty:)
                              • jan_stereo Re: Ucz się Jasiu:) 16.09.07, 16:14
                                shangri.la napisała:

                                > P.S. A swojego "nie" pożałujesz i na nic Ci "furtki", bo ja mam zwyczaj palić mosty:)

                                Za dobrze to o Tobie nie swiadczy (to jakas Twoja perwersja ?), ja mostow nigdy nie pale na cholere mialbym to robic ?

                                ps. jak trzeba bedzie i ochota najdzie to czlowiek i wplaw poplynie :"))
                                • shangri.la Re: Ucz się Jasiu:) 16.09.07, 16:19
                                  Może i perwersja, ale dzięki niej nikomu nie udało się zranić mnie dwukrotnie. Chyba jednak instynkt samozachowawczy...:)
                                  • jan_stereo Re: Ucz się Jasiu:) 16.09.07, 16:21
                                    shangri.la napisała:

                                    > Może i perwersja, ale dzięki niej nikomu nie udało się zranić mnie dwukrotnie. Chyba jednak instynkt samozachowawczy...:)

                                    O czym Ty piszesz, gdzies Cie zranilem w ktoryms miejscu chocby jednokrotnie ? Co wiecej, wedle logiki, aby kogos zranic nalezy wpierw przejsc ten most :"))

    • krytyk2 Re: chaos jak porządek sa na równi potzrebne 17.09.07, 09:42
      > i tu zgadzam sie z Jungiem (w archetypach) że kto wypiera pewne
      informacje do
      > podświadomosci (bo świadomość jeszcze tego nie ogarnia) musi
      właśnie
      > podświadomości pozostawić rolę mądrego przewodnika
      > odwołać sie zatem do intuicji religii magii a nawet estetyki

      Myśle ,ze ktoś ,kto jest na tyle nierozsądny ,żeby wypierać pewne
      informacje do podświadomości,nie bedzie na tyle madry ,żeby wtornie
      pobierać je z tych xrodeł o ktorych wspominasz.
      Wyparcie nie jest zadnym rozwiązaniem ,ono jest ugruntowaniem
      jednostki w błędzie ,w podązaniu w niewlasciwym kierunku.
      Nie wierzę,ażeby całą te trudna robote uswiadamiania lub/i/
      prowadzenia czlowieka przez zycie przejęła sztuka czy
      religia.Mogloby tak byc gdyby kazdy czlowiwek mial swojego
      osobistego rzecznika w tych dziedzinach,znajacego go na wylot...

      Nastepnym problemem jest to ,czy fakt ,ze kazdy odpowiada calym
      swoim zyciem za swoje "wyparcia",nie daje do myslenia,ze zatem i
      całośc społeczna ,będąca suma tych nieszczęśliwych istnień,sama nie
      będzie tooczyc sie w kierunku niewiadomym a byc może zgubnym.
      Kto pomysli o interesie całości ,jesli ludzie sa na tyle nierozsadni
      żeby nie myslec o interesie wlasnym?!
      • szarylemur Re: chaos jak porządek sa na równi potzrebne 17.09.07, 13:33
        krytyk2 napisał:
        Myśle ,ze ktoś ,kto jest na tyle nierozsądny ,żeby wypierać pewne
        > informacje do podświadomości,nie bedzie na tyle madry ,żeby wtornie
        > pobierać je z tych xrodeł o ktorych wspominasz.
        > Wyparcie nie jest zadnym rozwiązaniem ,ono jest ugruntowaniem
        > jednostki w błędzie ,w podązaniu w niewlasciwym kierunku.
        > Nie wierzę,ażeby całą te trudna robote uswiadamiania lub/i/
        > prowadzenia czlowieka przez zycie przejęła sztuka czy
        > religia.Mogloby tak byc gdyby kazdy czlowiwek mial swojego
        > osobistego rzecznika w tych dziedzinach,znajacego go na wylot...

        mysle, ze do pobierania wskazowek z podswiadomosci zadna madrosc nie jest
        potrzebna. wystarczy wiara. mysle ze czlowiek taki zadowoli sie kategoriami
        aniola i diabla szepczacych do uszka i moze dzialac tak sprawnie jak
        nieprzejednanie.
        wyparcie do nieswiadomosci uniemozliwia natomiast glebszy dialog.
        • jan_stereo Re: chaos jak porządek sa na równi potzrebne 17.09.07, 15:54
          szarylemur napisała:

          > mysle, ze do pobierania wskazowek z podswiadomosci zadna madrosc
          >nie jest potrzebna. wystarczy wiara. mysle ze czlowiek taki
          >zadowoli sie kategoriami aniola i diabla szepczacych do uszka i
          >moze dzialac tak sprawnie jak nieprzejednanie.

          Lemurze, tu nie chodzi o to, czy madrosc jest potrzebna do wybrania
          danych tresci z podswiadomosci, tylko o to, ze osoba, ktora skieruje
          dane informacje do podswiadomosci, automatycznie straci z nimi (tymi
          konkretnymi) swiadomy kontakt. Jakakolwiek wiedza znajdujaca sie w
          podswiadomosci, jest ciezko sterowalna stad jej wartosc traci na
          sile. Natomiast sam przeplyw informacji z tego obszaru podswiadomego
          do swiadomosci zawsze sie jakos odbywa, najczesciej w sposob na
          ktory nasz wplyw jest dosc powierzchowny i nie ma tu znaczenia czy
          wierzymy, mamy kontakt z aniolami badz diablem, ani czy jestesmy
          madrzy badz glupi...
          • szarylemur Re: chaos jak porządek sa na równi potzrebne 17.09.07, 18:17
            okej, w takim razie wiara rowniez jest zbedna. podwiadomosc bedzie narzucac nam
            tresci wczesniej wyparte. wobec tego, jako ze niewielu stac - chocby
            psychicznie- na "swojego
            osobistego rzecznika w dziedzinach religii i sztuki ',znajacego go na wylot..."
            bedziemy powielac schemat. ( czy cos w tym stylu )
            • shangri.la Re: chaos jak porządek sa na równi potzrebne 17.09.07, 21:12
              A może wiara jest "zakodowana" w podświadomości?:)
              • jan_stereo Swiadomosc to przeszla Podswiadomosc 18.09.07, 11:27
                shangri.la napisała:

                > A może wiara jest "zakodowana" w podświadomości?:)

                Tak naprawde, jakby sie zaglebic w ten temat, to wyjdzie, ze to co
                swiadomie uznajemy/odczuwamy jako 'wlasnie' podejmowana decyzje,jest
                decyzja podjeta w podswiadomosci. Wynika to stad, ze w tej ostatniej
                rodzi sie mysl i z pewnym (ulamki sekundy) opoznieniem trafia do
                swiadomosci. Stad wlasnie uwazam,ze nie ma czegos takiego jak wolna
                wola :")) Zatem jesli spychamy pewne fakty do podswiadomosci oznacza
                to tak naprawde, ze sama podswiadomosc te fakty odrzuca i z nich
                rezygnuje.
                • shangri.la Re: Przekornie:) 19.09.07, 15:54
                  A może wolna wola to właśnie podświadomość?
                  Własna wiedza zakodowana na "dysku twardym" plus iskra boża.....?:)
                  • jan_stereo Re: Przekornie:) 19.09.07, 17:01
                    shangri.la napisała:

                    > A może wolna wola to właśnie podświadomość?

                    Pierwsze slysze by nieswiadome 'sterowanie' swoja wola mozna bylo
                    zakwalifikowac do wolnej woli, jest to niejako w sprzecznosci z jej
                    idea.

                    > Własna wiedza zakodowana na "dysku twardym" plus iskra boża.....?:)

                    A od kiedy to iskra boza wynika z naszej woli aby traktowac ja jako
                    nasza ?
                    • shangri.la Re: Przekornie:) 19.09.07, 17:05
                      Napisałam "nasze doświadczenie plus iskra boża"....dwie niezależnosci istniejące obok siebie(?)
                      Poza tym, decyzje podejmujemy świadomie, a więc nie tylko na skutek działania podświadomosci.....rodzi sie idea , następuje jej filtracja przez rozum, sumienie.....
                      • jan_stereo Re: Przekornie:) 19.09.07, 17:13
                        shangri.la napisała:

                        > Napisałam "nasze doświadczenie plus iskra boża"....dwie
                        >niezależnosci istniejące obok siebie(?)

                        ominalem nasze doswiadczenie bo nie budzi to we mnie watpliwosci,ale
                        juz iskra boza,nie jest nasza iskra, nie kreuje wiec wolnej woli u
                        czlowieka, a jedynie ja umniejsza jesli ta istnieje.

                        > Poza tym, decyzje podejmujemy świadomie, a więc nie tylko na
                        >skutek działania podświadomosci.....rodzi sie idea , następuje jej
                        >filtracja przez rozum, sumienie.....

                        Nie chialbym tu Cie dolowac,ale swiadomie to my tylko rejestrujemy
                        decyzje stworzone w podswiadomosci, zadnej decyzji nie podejmujemy
                        wiec swiadomie,mimo przeswiadczenia o panowaniu nad naszymi
                        poczynaniami...
                        Jak myslisz skad sie u Ciebie biora negatywne/pozytywne emocje,Ty
                        jestes ich autorka czy podswiadomosc ?
                        Tak samo jest i z pozostalymi myslami/dzialaniami/reakcjami...

                        • shangri.la Re: Przekornie:) 19.09.07, 20:59
                          Ominąłeś "iskrę bożą" bo jest w niej pierwiastek boski, czyli w Twoim mniemaniu nieracjonalny?:)
                          A może to właśnie intuicja? Głos Twojego osobistego Anioła Stróża?:)
                          Na marginesie, biedny ten Twój Anioł....;(
                          A może "iskra boża" nie wyklucza wolnej woli, a wzbogaca ją w boski pierwiastek wszechwiedzy wszechrzeczy?

                          Nie zgadzam się z Twoją koncepcja decyzyjnej podświadomości i wybacz, ten pomysł brzmi trochę humorystycznie......:)
                          Owszem, czasami działamy w tzw afekcie , czasem reagujemy mechanicznie, ale nie bez racjonalnej refleksji nad własnymi poczynaniami i ich ewentualnymi konsekwencjami.

                          Skąd się biorą emocje? Z bodźców zewnętrznych. Jako przedstawiciele jednego gatunku reagujemy dość atawistycznie standartowo na takie wydarzenia jak narodziny czy śmierć.
                          Oczywiście bywają też sytuacje bardziej złożne , wręcz niejednoznaczne i tu decyduje nasza indywidualność, może i podświadomość również....
                          • jan_stereo Re: Przekornie:) 19.09.07, 21:27
                            shangri.la napisała:

                            > Ominąłeś "iskrę bożą" bo jest w niej pierwiastek boski, czyli w Twoim mniemaniu nieracjonalny?:)
                            > A może to właśnie intuicja? Głos Twojego osobistego Anioła Stróża?:)
                            > Na marginesie, biedny ten Twój Anioł....;(
                            > A może "iskra boża" nie wyklucza wolnej woli, a wzbogaca ją w boski pierwiastek wszechwiedzy wszechrzeczy?


                            Nie, nie nie :")) Najzwyczajniej w swiecie, iskra boza jest iskra boza, nie nasza, a trudno mi sobie wyobrazic wolna wole oparta/zalezna o osoby drugie/trzecie. To tak jakbym Ci podsuwal mysli, a Ty bys mowila ze iskra jankowa jest czescia Twej wolnej woli.

                            > Nie zgadzam się z Twoją koncepcja decyzyjnej podświadomości i wybacz, ten pomysł brzmi trochę humorystycznie......:)

                            Jak sie dobrze nad nim pomeczysz, to przestanie Ci sie chciec smiac, chyba ze tego nie zrozumiesz, a juz o poczuciu nie wspominam, to jest troche wbrew naturze wiec sie nie przejmuj jesli ostatecznie pozostanie czyms dziwacznym dla Cie.

                            > Owszem, czasami działamy w tzw afekcie , czasem reagujemy >mechanicznie, ale nie bez racjonalnej refleksji nad własnymi >poczynaniami i ich ewentualnymi konsekwencjami.

                            Racjonalna refleksja, jest tak samo wytworem dzialan podswiadomosci jak wszystko inne...

                            > Skąd się biorą emocje? Z bodźców zewnętrznych. Jako przedstawiciele >jednego gatunku reagujemy dość atawistycznie standartowo na takie >wydarzenia jak narodziny czy śmierć.

                            Zrobimy tak, zastanow sie gleboko, dlaczego na pewne zdarzenia reagujesz negatywnymi emocjami, a na inne pozytywnymi, czy potrafilabys zachowywac sie odwrotnie. Jesli nie, to zastanwo sie dlaczego, skoro to Ty nadajesz ksztalt i miejsce emocjom, zgodnie z wolna wola...
                            • shangri.la Re: Przekornie:) 19.09.07, 21:34
                              Ale mącisz......!
                              Czasem jesteś jak niesforny chłopczyk, który koniecznie musi coś spsocić, ech....
                              A nie pomyślałeś , że Twoja czarna, paskudna duszyczka w całości należy do Bozi?
                              No i zrobiło się humorystycznie, nieprawdaż?:)))

                              P.S. Nie śmieję się na pogrzebach i nie płacze na balach, a Ty?;)
                              • jan_stereo Re: Przekornie:) 19.09.07, 21:51
                                shangri.la napisała:

                                > A nie pomyślałeś , że Twoja czarna, paskudna duszyczka w całości należy do Bozi


                                Widac to Bozia ma paskudna duszyczke :")

                                > P.S. Nie śmieję się na pogrzebach i nie płacze na balach, a Ty?;)

                                Na pogrzeby nie chodze, raz bylem i razem z kolezanka,ktorej zmarl tat sie rozesmialismy podczas zwyczajowych usciskow (ale to takie wyczulone poczucie humoru nasze bylo), choc na balach tez nie placze, ale odnosnie czego to bylo ?
                                • shangri.la Re: Przekornie:) 19.09.07, 21:54
                                  Nie....duszczkę spaskudziłeś sobie sam;(

                                  P.S.To był komentarz Twojej propozycji reagowania niedekwatnie do sytuacji:)
                                  • jan_stereo Re: Przekornie:) 19.09.07, 22:02
                                    shangri.la napisała:

                                    > Nie....duszczkę spaskudziłeś sobie sam;(

                                    Naprawde, a ja bylem przekonany ze to Ty ja p[askudzisz namietnie, bo ja nie mam takiego jej postrzegania...

                                    > P.S.To był komentarz Twojej propozycji reagowania niedekwatnie do sytuacji:)

                                    No to powiedz mi teraz, jako ze masz wolna wole, czy potrafila bys sie czuc uradowana na pogrzebie, a smutna na fajnym balu, albo jeszcze inaczej czy w momencie odczuwania danych emocji to Ty ustalasz ich charakter czy tez juz takie do Ciebie naplywaja same ?
                                    • shangri.la Re: Przekornie:) 19.09.07, 22:09
                                      Odpowiedz brzmi nie.
                                      Na pogrzeby wrogów nie chodzę, bo to by była perwersja.
                                      Na fajnym balu mogłabym być smutna, gdybym nie miała z kim tańczyć, ale to sie nie zdarza:)
                                      Pisałam już, że bywają sytuacje skomplikowane i niejednoznaczne z sposobie odbioru. To, co kogoś bawi, mnie może smucić i wówczas jest to moja INDYWIDUALNOŚĆ, kiedy do głosu dochodza własne doświadczenia, przeżycia zakodowane niekoniecznie w podśwaidomości, bo całkiem na wierzchu i bolesne.
                                      Ale to chyba niezwykle rzadkie zjawiska....

                                      P.S. Dostałeś?
                                      • jan_stereo Re: Przekornie:) 19.09.07, 22:14
                                        Daruj nastepujace slowa, ale Ty kompletnie nie lapiesz tych tresci ktore do Ciebie pisze (wiecej rozumowej wybrazni Shani, to samo bylo z zasada nieoznaczonosci, odpowiadalas mi na wlasne mysli, nie na moje), przeczytaj jeszcze raz moje pytanie, zobacz co mi odpisalas, jak nie zauwazysz ze pytam zupelnie o co innego, to uznajmy te wymiane zdan za skonczona :"))
                                        • shangri.la Re: Przekornie:) 19.09.07, 22:21
                                          Aha, stary mechanizm obronny...;(
                                          Tyle razy to przerabialiśmy! Mógłbyś być choć trochę oryginalny...o kulturze osobistej nie wpomnę.
                                          No dobra, za wysoko ustawiam poprzeczki, rozumiem....:(
                                          • jan_stereo Re: Przekornie:) 19.09.07, 22:27
                                            shangri.la napisała:

                                            > Aha, stary mechanizm obronny...;(
                                            > Tyle razy to przerabialiśmy! Mógłbyś być choć trochę oryginalny...o kulturze osobistej nie wpomnę.

                                            Ja zwyczajnie przerabialem juz ten temat z roznymi ludzmi, i z doswiadczenia wiem, ze jesli ktos odpisuje mi tak jak Ty teraz, to zajmuje to niesamowicie duzo czasu naprowadzenie go na wlasciwy tor i poczucie tematu. Ja zwyczajnie nie dysponuje teraz takowym zapalem ani czasem do tlumaczenia tego, nic wiecej, zadne tam kultury osobiste, bez paniki, Shanka :")

                                            > No dobra, za wysoko ustawiam poprzeczki, rozumiem....:(

                                            Nic nie rozumiesz i w tym problem, a z poprzeczkami to uwazaj, strasznie niebezpieczny zawod ta gimnastyczka :"))
                                            • shangri.la Re: Przekornie:) 19.09.07, 22:32
                                              jan_stereo napisał:
                                              trasznie niebez
                                              > pieczny zawod ta gimnastyczka :"))

                                              Powiedz to swoim osobistym, uhm.....

                                              P.S. Jeden z byłych premierów twierdził, że prawdziwego mężczynę poznać po tym ,jak kończy.....Ty kończysz zawsze tak samo i wyjątkowo fatalnie;(
                                              • jan_stereo Re: Przekornie:) 19.09.07, 22:37
                                                shangri.la napisała:

                                                > Powiedz to swoim osobistym, uhm.....


                                                Owszem, mowie..

                                                > P.S. Jeden z byłych premierów twierdził, że prawdziwego mężczynę poznać po tym,jak kończy.....Ty kończysz zawsze tak samo i wyjątkowo fatalnie;(


                                                Nie sadze abym zaczal w inny sposob niz ten w jaki koncze, a co jest wtym zakonczeniu fatalnego to nie wiem, mozesz to rozwinac ?
                                                • shangri.la Re: Przekornie:) 19.09.07, 22:39
                                                  Mogę, ale chce mi się spać......aaaa
                                                  Będziesz musiał znów czekać z niecierpliwościa;)))
                            • szarylemur zupelnie powaznie 20.09.07, 01:50
                              no, dobrze
                              to moze ktos mi tutaj wyjasni w jakim sensie i czy w ogole zmiana, transformacja
                              osobowosci jest mozliwa. skoro jakoby nie posiadamy wolnej woli i nasza
                              swiadomosc jedynie przechwytuje nasze podswiadome reakcje na zdarzenia, i to ona
                              ma moc decyzyjna, to w jaki sposob mozna wyjasnic zmiane zachodzaca w reagowaniu
                              na te same zdarzenia przez tego samego czlowieka w roznych okresach zycia? w
                              jaki sposob dokonuje sie nawrocenie? choc to moze zle pytanie, bo juz slysze o
                              krzakach, golebicach i innych takich. w jaki zatem sposob dziala chocby
                              resocjalizacja? w jaki sposob dokonuje sie prania mozgu? leczenia alkoholika?

                              wiec tak, przypuscmy ze nasze pierwsze reakcje na jakis tam bodziec beda
                              pochodzic od podswiadomosci, nastepnie zostana zarejestrowane przez swiadomosc.
                              moge smiac sie na pogrzebie, moge plakac na balu.dlaczego? czy dlatego ze
                              wypieram moje podswiadome reakcje emocjonalne na te zjawiska i zastepuje je ?
                              ale czym? czyms co wydaje mi sie - mi - czyli komu - ktorej warstwie mnie ? -
                              bardziej odpowiednie dla mnie czy dla spoleczenstwa np? i czy taka decyzje mozna
                              nazwac wynikla z wolnej woli? a jesli nie, to z czego? z moich nieswiadomych
                              schematow rowniez?
                              dlaczego moge zmienic sie tak, ze w pewnym momencie jeden schemat bedzie
                              zastapiony innym? czy nie moge sie tak zmienic? czy zawsze bedzie to oparte o
                              mechanizm wyparcia pierwotnego schematu? to znaczy - bodziec - reakcja pierwotna
                              podswiadomosci - zaistnienie jej w swiadomosci - wyparcie jako nieporzadana
                              spowrotem w nieswiadomosc - zastapienie inna reakcja?
                              ???
                              • jan_stereo Re: zupelnie powaznie 20.09.07, 11:12
                                szarylemur napisała:

                                > no, dobrze
                                > to moze ktos mi tutaj wyjasni w jakim sensie i czy w ogole zmiana,
                                >transformacja osobowosci jest mozliwa. skoro jakoby nie posiadamy
                                >wolnej woli i nasza swiadomosc jedynie przechwytuje nasze
                                >podswiadome reakcje na zdarzenia, i to ona ma moc decyzyjna, to w
                                >jaki sposob mozna wyjasnic zmiane zachodzaca w reagowaniu
                                > na te same zdarzenia przez tego samego czlowieka w roznych
                                okresach zycia?

                                Transformacja osobowosci nie ma nic wspolnego z wolna wola,
                                podswiadomosc (mozg najzwyczajniej) zarowno jest odbiorca danych
                                zewnetrznych (na ktore reaguje) jak I centrum/zrodlem reakcji na to
                                co sie dzieje/dzialo w naszym otoczeniu. Powiedzmy, ze to jak z
                                drzewem, nie ma ono wolnej woli, kiedy jest mlode bedzie w reakcji
                                na wiatr sie mocno wyginalo,kiedy bedzie ‘dorosle’ stawi opro temu
                                samemu wiatrowi, a kiedy sie zestarzeje ten sam wiatr je zlamie. W
                                miejsce wiatru prosze wstawic sobie dowolne zdarzenia, a w miejsce
                                drzewa nasz mozg, tyle ze z duzo wiekszym asortymentem zmiennych niz
                                te 3 mlodosc/dojrzalosc I starosc.

                                w
                                > jaki sposob dokonuje sie nawrocenie? choc to moze zle pytanie, bo
                                >juz slysze o krzakach, golebicach i innych takich. w jaki zatem
                                >sposob dziala chocby resocjalizacja? w jaki sposob dokonuje sie
                                >prania mozgu? leczenia alkoholika?

                                To jest taki sam proces jak regulowanie/rozregulowanie silnika
                                samochodu, tak tez mozna modelowac mozg z zewnatrz. Nie wiem co
                                powoduje u Ciebie zastanowienie w powyzszym, czy to ze przyjelas, ze
                                powinnismy z racji braku wolnej woli, zawsze reagowac tak samo ?
                                Jesli tak, to powiem tylko, ze to zupelnie nie ma takich konotacji.

                                > wiec tak, przypuscmy ze nasze pierwsze reakcje na jakis tam
                                >bodziec bedapochodzic od podswiadomosci, nastepnie zostana
                                >zarejestrowane przez swiadomosc.moge smiac sie na pogrzebie, moge
                                >plakac na balu.dlaczego? czy dlatego ze wypieram moje podswiadome
                                >reakcje emocjonalne na te zjawiska i zastepuje je ?
                                > ale czym? czyms co wydaje mi sie - mi - czyli komu - ktorej
                                >warstwie mnie ? - bardziej odpowiednie dla mnie czy dla
                                >spoleczenstwa np? i czy taka decyzje mozna nazwac wynikla z wolnej
                                >woli? a jesli nie, to z czego? z moich nieswiadomych schematow
                                >rowniez?


                                W zasadzie to pytanie powinno brzmiec, dlaczego poczulas to co
                                poczulas I czy mialas wyjscie, znaczy sie wplyw na to jakie emocje
                                sie u Ciebie wytworzyly, odpowiedz zawsze bedzie ta sama, ze zadnego
                                wplywu nie mielismy,jako ze kiedy odbieramy cos swiadomie zawsze
                                jest juz po fakcie. To tak jak pojsc do kina na film, I w momencie
                                ogladania (doswiadczania swiadomosci) go zastanowic sie czy mozna
                                jeszcze zmienic to co ogladamy. Za pozno, to jest juz wyrezyserowane
                                (podswiadomosc). I jeszcze jedno, to co podswiadome nie musi byc w
                                kazdym calu I przypadku schematyczne,moze wrecz dokonywac sie
                                zupelnie wyjatkowo I niepowtarzalnie.

                                > dlaczego moge zmienic sie tak, ze w pewnym momencie jeden schemat
                                >bedzie zastapiony innym? czy nie moge sie tak zmienic? czy zawsze
                                >bedzie to oparte o mechanizm wyparcia pierwotnego schematu? to
                                >znaczy - bodziec - reakcja pierwotna podswiadomosci - zaistnienie
                                >jej w swiadomosci - wyparcie jako nieporzadana spowrotem w
                                >nieswiadomosc - zastapienie inna reakcja?
                                > ???


                                To co Ty nazywasz ‘wyparciem jako nieporzadane’ to tez sie rozgrywa
                                juz na poziomie podswiadomym, w zasadzie wszystko sie tam wlasnie
                                rozgrywa I nastepnie pojawia na naszym ekranie swiadomosci wraz z
                                emocjami towarzyszacymi, wlacznie z tymi ktore daja nam poczucie
                                dokonywania wyboru, wolnej woli.
                                • szarylemur Re: zupelnie powaznie 20.09.07, 16:16
                                  niechetnie przyznam, ze nie rozumiem twojego wywodu.
                                  mialam kiedys na zajeciach ten temat i bardzo mnie zainteresowal, niestety nie
                                  pamietam odnosnie jakiej lektury to wszystko bylo.
                                  jesli mozesz, przypomnij mi.
                                  albo sprobuj wyjasnic temat w inny sposob - rozwijajac temat " dlaczego mimo
                                  braku wolnej woli mozemy zmieniac reakcje i na jakiej zasadzie?"
                                • szarylemur Re: zupelnie powaznie 20.09.07, 17:27
                                  chodzilo mi o to na jakiej zasadzie mozliwe jest abym zanegowala moje pierwsze
                                  odczucia i postapila wbrew sobie, ze tak powiem. cos wywola we mnie smutek,
                                  zlosc a mimo to nie bede reagowac adekwatnie do nich, wybiore raczej reakcje
                                  ktora wyda mi sie bardziej stosowna.
                                  byc moze takie pytania swiadcza o moim niezrozumieniu tematu, ale zeby moc cos
                                  zrozumiec potrzebuje o to zapytac. nie moge ocenic czy masz racje czy nie skoro
                                  nie rozumiem o co ci chodzi.
                                  • jan_stereo Re: zupelnie powaznie 20.09.07, 18:27
                                    szarylemur napisała:

                                    > chodzilo mi o to na jakiej zasadzie mozliwe jest abym zanegowala
                                    >moje pierwsze odczucia i postapila wbrew sobie, ze tak powiem. cos
                                    >wywola we mnie smutek,zlosc a mimo to nie bede reagowac adekwatnie
                                    >do nich,wybiore raczej reakcje ktora wyda mi sie bardziej stosowna.

                                    Rozumiem Twoje watpliwosci. Odpowiedz bedzie bardzo jasna,
                                    najzwyczajniej w swiecie nie mozesz w zaden sposob wplynac na
                                    powyzsze, nie mozesz postapic inaczej niz postepujesz. Brak wolnej
                                    woli objawia sie wlasnie tym, ze rozwiazanie,ktore 'wybierasz' jest
                                    jedynym jakie mozesz realnie wybrac, odczucia ktorych doswiadczasz
                                    sa jedynymi jakie w danym czasie moglas realnie zaznac itd. Innymi
                                    slowy, gdyby istniala wolna wola, i mozna bylo cofnac czas i
                                    pozwolic powiedzmy Hiterowi (badz komukolwiek) przezyc swe zycie na
                                    nowo, byloby ono dokladnie takie samo w kazdym szczegole, tak jak i
                                    wszystkich innych ludzi. Ogolnie podchodzac do zagadnienia, mamy w
                                    zasadzie tylko dwie opcje odnosnie tego jak funkcjonuje nasz
                                    wszechswiat, w tym i my sami:

                                    1. Jest on (wszechswiat) zupelnie zdeterminowany (co wyklucza wolna
                                    wole)
                                    2. Posiada elementy przypadku (co tez wyklucza wolna wole)

                                    jako ze nie ma innych opcji, nie ma miejsca na wolna wole nawet w
                                    teorii...

                                    > byc moze takie pytania swiadcza o moim niezrozumieniu tematu, ale
                                    >zeby moc cos zrozumiec potrzebuje o to zapytac. nie moge ocenic czy
                                    >masz racje czy nie skoronie rozumiem o co ci chodzi.

                                    To ja w pierwszej chwili nie wylowilem o co dokladnie pytasz...
                                    • shangri.la Re: Następna herezja!;( 20.09.07, 18:45
                                      A tyle żeśmy się z Moną nastukały w klawiaturki!:(((
                                    • szarylemur Re: zupelnie powaznie 21.09.07, 16:55
                                      juz mialam przyznac ci racje,ale...
                                      opierasz swoje tezy na eksperymencie libeta. jadnak sam libet nie neguje
                                      mozliwosci istnienia wolnej woli - oczywiscie nie chodzi o wole absoltnie wolna
                                      lecz mozliwosc wyboru osoby bedacej produktem wplywow bilogiczno - srodowiskowych!
                                      uwaza on podobno, ze wolnosc naszej woli zauwazyc mozna w momencie powstrzymania
                                      sie od dzialania, reakcji.
                                      w jakis sposob dokonujemy wyboru tego, co uczynimy. ty twierdzisz ze wybor ten
                                      dokonuje sie na poziomie nieswiadomym. nawet jesli tak, to wola moze miec wplyw
                                      na realizacje - lub jej brak - danego zamierzenia.
                                      dalej, z eksperymentami bywa tak, ze na ogol udowadniaja to, co chcemy
                                      udowodnic, a ich wyniki pozostawiaja pole do popisu naszym ( podswiadomym? )
                                      zdolnosciom interpretacyjnym.
                                      i tak, kiedy ty wysnuwasz z dosw libeta wnioski o nieistnieniu wolnej woli, o
                                      tym ze decyzjazapada n poziomie podswiadomym, inni w oparciu o to samo dosw
                                      twierdza, ze nie ejst uprawnione przenoszenie wynikow z dosw na temat procesu
                                      decyzji motorycznych na pole wyzszej abstrakcji.
                                      wnioski z dosw samego libeta sa podobno takie:Consciousness is not a high level
                                      authority that gives orders to subordinated instances. Instead, its main role is
                                      a selective one: make a decision between the bulk of possibilities that are
                                      proposed by unconscious processes.
                                      oznacza to, ze swiadomosc wybiera pomiedzy roznymi opcjami podsuwanymi przez
                                      nieswiadomosc.

                                      przeprszam za chaotycznosc wypowiedzi.
                                      • shangri.la Re: zupelnie powaznie 21.09.07, 18:13
                                        szarylemur napisała:
                                        przeprszam za chaotycznosc wypowiedzi.

                                        A ja dziekuję za jej przejrzystość. Wreszcie wiem, za co Jan S. spłonie na stosie:)
                                        • szarylemur Re: zupelnie powaznie 21.09.07, 18:24
                                          uwaga na feniksa
                                          • shangri.la Re: zupelnie powaznie 21.09.07, 18:27
                                            szarylemur napisała:

                                            > uwaga na feniksa

                                            Ale ja serdecznie mu tego życzę.
                                            Może będzie sympatyczniejszy....?:)
                                      • jan_stereo Re: zupelnie powaznie 21.09.07, 21:44
                                        szarylemur napisała:

                                        > juz mialam przyznac ci racje,ale...
                                        > opierasz swoje tezy na eksperymencie libeta. jadnak sam libet nie
                                        neguje mozliwosci istnienia wolnej woli - oczywiscie nie chodzi o
                                        wole absoltnie wolna lecz mozliwosc wyboru osoby bedacej produktem
                                        wplywow bilogiczno - srodowiskowych!
                                        > uwaza on podobno, ze wolnosc naszej woli zauwazyc mozna w momencie
                                        powstrzymania sie od dzialania, reakcji.\


                                        Ja zupelnie nie opieram sie na badaniach Libeta, sa one mi wrecz
                                        obce. W momencie powstrzymania sie od dzialania,reakcji, wcale nie
                                        pojawia sie nasza wolna wola, jest to zwyczajny zdeterminowany w
                                        pelni odruch. To, ze mamy rozterki, ze walczymy ze swymi
                                        zachciankami, ze popelniamy samobojstwa, to nie jest wolna wola, a
                                        zwyczajnie niebanalnosc nieublaganych praw fizyki,jakichkolwiek praw.
                                        Jestem gotow wykazac bardzo bezposrednio, ze kazdy odruch ktory Ty
                                        traktujesz za przsejaw wolnej woli, nie pochodzi od Ciebie.
                                        Ja moglbym smialo w tym temacie zapomniec o temacie swiadomosci i
                                        podswiadomosci, bo one zupelnie nia maja nic wspolnego z brakiem
                                        wolnej woli.


                                        ps. do Shangrilli, znajdz sobie lepiej jakiegos swiniaka na grila
                                        Shan grilo, zamiast palic ludzi na stosach :"))
                                        • szarylemur Re: zupelnie powaznie 22.09.07, 01:18
                                          skoro mozesz wykazac to wykaz.
                                        • szarylemur Re: zupelnie powaznie 22.09.07, 03:39
                                          okej, pobieznie zapoznawszy sie z tematem w innym ujeciu, mniej wiecej jestem w
                                          stanie przewidziec twoja argumentacje.
                                          skoro wszystko w przyrodzie jest zdeterminowane, a czlowiek jest czescia
                                          przyrody, zatem podlega on prawu przyczynowosci tak samo jak kazdy inny twor
                                          naturalny. nie ma miejsca na wolna wole, zadna reakcja nie jest aktem swiadomego
                                          wyboru a jedynie odpowiedzia uwarunkowana biologiczno - srodowiskowym,
                                          skomplikowanym systemem, zbiorem, suma lub wypadkowa przeszlych doswiadczen czy
                                          wplywow.
                                          mozna oczywiscie pokusic sie, jak tom clark, o redefinicje pojecia " wolna wola
                                          " i podmiotem wolnej woli nazwac osobe jako korelat przeszlych wplywow ,
                                          dzialajaca bez zewnetrznego przymusu w postaci grozby, wymuszenia badz choroby.
                                          taka redefinicja bedzie nawet calkiem uzyteczna z punktu widzenia prawa. ale
                                          tylko tyle chyba.
                                          po co sama demontuje swoj teatrzyk?
                                          moglabym przeciez poczekac az ty to zrobisz - ale to zaboli :( moja proznosc :(
                                          moglabym odwolac sie chocby do sw tomasza i jego boskiego planu o ogolnym
                                          zarysie, gdzie jest miejsce na wolna wole - ale to sprzeczne z moim pojmowaniem
                                          argumentowania i z moimi przekonaniami. to zreszta kolejna akrobatyczna redefinicja.
                                          moge zatem tylko uswiadomic sobie te kilka przyczyn i dzialac wedle kierunku
                                          wyznaczonego przez nie ( i inne )
                                          no, moge jeszcze na chama czepic sie tego :
                                          "Wynika to stad, ze w tej ostatniej
                                          rodzi sie mysl i z pewnym (ulamki sekundy) opoznieniem trafia do
                                          swiadomosci. Stad wlasnie uwazam,ze nie ma czegos takiego jak wolna
                                          wola :")) "
                                          jesli nie jest to odnosnik do badan libeta - pozostawiajacych spore pole do
                                          interpretacji - to co jest to?
                                          nie powiem, ze od tego zaczales cala dyskusje, ale przewinal sie ten watek.
                                          co zdeterminowalo cie aby porzucic odniesienia do podswiadomosci ? w jaki sposob
                                          moglbys go dokonac?
                                          tylko ten kto jest swiadom wszytskich uwarunkowan nan odcisnietych bedzie w
                                          stanie dokonac wyboru swiadomego? czy tez nie? czy zostanie on podjety mimo
                                          wszystko wczesniej niz dotrze w pole swiadomosci? a moze na tym polega bycie "
                                          przebudzonym"?

                                          pozdrawiam :)
                                          • krytyk2 Re: zupelnie powaznie 23.09.07, 15:40
                                            Wszystkie te argumenty o determinizmie są mi znane i zrozumiałe.
                                            Więc wydaje mi sie ,że ostatczne rozstrzygnięcie problemu istnienia
                                            wolnej woli kryje sie w odpowiedzi na pytanie ,czy nasza m y s l
                                            jest tak samo/w sensie przyczynowo-skutkowym ,organiczno-
                                            fizykalnym/zdeterminowana jak wszelkie inne zjawiska przyrodnicze.
                                            Ale -uprzedzam już argument Janka-nie chodzi mi o chemiczne reakcje
                                            w mózgu;)
                                            Chodzi mi raczej o to ,ze poznanie rzeczywistości,jej obróbka ,maja
                                            nieiwele wspolnego z determinizmem i że w związku z tym umysł
                                            poznajacy moze teoretycznie w nieskonczonośc udoskonalać swoja
                                            wiedzę w danym temacie.I potem jest tak ,że ten ,co poswięcił mase
                                            czasu i wysilku intelektualnej obróbce rzeczywistości/ktora w tym
                                            czasie na niego w zaden fizykalny sposób nie oddzialywala/np niech
                                            to będzie planowanie wycieczki w Himalaje w moim mieezkaniu w
                                            krakowie.ok?/dokona innych /mysle ze trafniejszych wyborów/niz
                                            ten,kto do takiej wycieczki przygotowal sie pobieznie ,bez
                                            dostatecznej wiedzy.Jasne jest ,ze problem wolnej woli i
                                            determinizmu przesuwa sie tu na teren tzw doświadczeń i wiedzy.I tak
                                            czy uprawnione jest powiedzenie ,że moja wiedza determinuje moje
                                            decyzje i co wtedy znaczy "determinuje" w tym zdaniu?
                                            Przeciez planowanie tej wyprawy oznacza dokonanie dziesiątkow
                                            rozwidlen pytań rrozstrzygniecia -"tak" lub "nie"...
                                            Czy preferencje ,np kierowanie sie zasada bezpieczeństwa w gorach,
                                            to jest furtka dla determinizmu?Czy wartości "determinują" moja
                                            postawe w takim samym sensie jak czyni spadająca z dachu
                                            dachówka ,przed ktora gwaltownie uchylam glowę?
                                            Jaki jest sens slowa determinacja,gdy porownujemy tak rózne jego
                                            zastosowania?
                                            • szarylemur Re: zupelnie powaznie 23.09.07, 18:05
                                              krytyku! :)
                                              czy nasza mysl jest tak samo przyczynowo uwarunkowana jak reszta zjawisk
                                              naturalnych?
                                              jesli przyjmiemy, ze nasza mysl to nic innego jak paralela procesow mozgowych,
                                              to tak, bo niby czemu nie?
                                              mysle, ze tylko trudnosc jaka sprawia przedstawienie sobie nas jako procesow
                                              materialnych, moze czynic nas sklonnymi do innych odpowiedzi na to pytanie.
                                              piszesz, ze umysl moze w nieksonczonosc ( teoretycznie ) udoskonalac swa wiedze
                                              w zakresie poznania rzeczywistosci. a jednoczesnie ze niewiele ma to wspolnego z
                                              determinizmem. jak to? czy logika nie ejst oparta wlasnie o relacje przyczyna -
                                              skutek, i czy poznanie - ludzkie poznanie racjonalne - nie opiera sie na tak
                                              ujetej logice?czy uprawnione jest orzeczenie, ze moja wiedza determinuje moje
                                              decyzje. uwazam ze jest. choc nie tylko twoja wiedza ale i NIEWIEDZA je
                                              determinuje. i co znaczy determinuje w tym zdaniu?
                                              znaczy ze dokonujesz wyborow w oparciu o analize i synteze dostepnych ci
                                              informacji, danych, pochodzacych z twoich wlasnych przezyc, i tresci wpojonych.
                                              to wszytsko, bedzie moim zdaniem tworzyc rame dla twojej percepcji, dla twoich
                                              sadow i podsuwac ci kolejne schematy rozwiazan problemow.

                                              to tak pobieznie, moj mozg dopiero sie rozgrzewa, a na dodatek musze juz wyjsc.
                                              pozdrawiam!
                                              • krytyk2 Re: zupelnie powaznie 23.09.07, 20:16
                                                o tę paralelę to kłocili sie filozofowie przez całe stulecie:)
                                                powstał nawet kierunek filozoficzny nazwany paralelizmem.
                                                Widzisz ,to co my zakladamy jako sprawe banalną,np wlasnie
                                                paralelnośc róznych procesów,wcale banalne nie jest.bo nie jest
                                                banalna sama zdolnośc uswiadamiania sobie czegokolwiek,odbijania
                                                rzeczywistości ,poznanwania jej,analizoweania.Ja tutaj widzialbym
                                                podstawowoa granice pomiedzy przyczynowością np w sensie fizykalnym
                                                a sprawczościa w sensie ludzkim.Złudne jest to ,ze oba swiaty mozna
                                                sobie przyporządkować jedno-jednoznacznie i stąd wyciagamy pochopny
                                                wniosek ,ze maja one tę samą naturę.Tymczasem wg mnie tak nie jest.
                                                Powstrzymanie sie od decyzji,powstrzymanie sie od regowania ,bez
                                                podania -nawet sobie samemu -żadnego istotnego powodu-czym to jest
                                                jak nie przejawem wolności właśnie?
                                                Czy wyobrażasz sobie kule ,ktora toczy sie po równi pochyłej i
                                                nagle "zastanawia się " czy toczyć sie dalej?Dalczego puszczamy tak
                                                łatwo mysl o tej nakladalności dwóch róznych światów - duchowego i
                                                materialnego?
                                                • jan_stereo Re: zupelnie powaznie 23.09.07, 20:47
                                                  krytyk2 napisał:



                                                  > Powstrzymanie sie od decyzji,powstrzymanie sie od regowania ,bez
                                                  > podania -nawet sobie samemu -żadnego istotnego powodu-czym to jest
                                                  > jak nie przejawem wolności właśnie?

                                                  Widze, ze to bardzo trudne jest do wyobrazenia, jako ze stoi niejako w sprzecznosci z nasza intuicja, tym co czujemy (bo przeciez ja naprawde czuje,ze mam wolna wole, choc rozumujac wiem znakomicie, ze jej nie mam). Mozesz wykonywac dowolne ruchy (bez podania sobie przyczyny) to sa takie same zdeterminowane ruchy, jak podczas pisania wierszy,placzu, popelniania samobojstwa, reakcji bezwarunkowych. Zeby to zabrzmialo dziwniej, dodam, ze jesli Bog istnieje, to on rowniez nie ma wolnej woli, co najwyzej ma doskonala swiadomosc(ktorej,doskonalej, my nigdy nie zdobedziemy, jest to fizycznie niemozliwe) jej nieposiadania.
                                                  > Czy wyobrażasz sobie kule ,ktora toczy sie po równi pochyłej i
                                                  > nagle "zastanawia się " czy toczyć sie dalej?Dalczego puszczamy tak
                                                  > łatwo mysl o tej nakladalności dwóch róznych światów - duchowego i
                                                  > materialnego?
                                                  • krytyk2 Re: zupelnie powaznie 23.09.07, 21:53
                                                    tym co mnie determinuje jest to że żyję.nie moge żyjąc przestać
                                                    mysleć ,śnić,interpretować,pamietać...zostalem powolany do zycia
                                                    jako czlowiek...
                                                    jak daleko sięgne pamiecią zawsze widzialem swiat ,okreslalem
                                                    go,nazywalem zjawiska, przedmioty,rzeczy ,ludzi..
                                                    m u s z ę żyć-jesli chce zyc
                                                    m u s z ę wybierać,jesli juz zyję
                                                    Jak widzisz podlegam pewnym koniecznościom,ale najpiękniejszą chwilą
                                                    na świecie jest uswiadomienie sobie ,ze tak naprawdę z milionów
                                                    rzeczy na swiecie do zrobienia nic nie muszę zrobić.Nawet jesli mi
                                                    sie tylko zdaje ,ze to moje "ja" podejmuje decyzje a nie zapadaja
                                                    one w nieznanym mi srodowisku i momencie,jest to miłe..:)
                                                  • jan_stereo Re: zupelnie powaznie 23.09.07, 22:00
                                                    krytyk2 napisał:

                                                    > Jak widzisz podlegam pewnym koniecznościom,ale najpiękniejszą chwilą
                                                    > na świecie jest uswiadomienie sobie ,ze tak naprawdę z milionów
                                                    > rzeczy na swiecie do zrobienia nic nie muszę zrobić.Nawet jesli mi
                                                    > sie tylko zdaje ,ze to moje "ja" podejmuje decyzje a nie zapadaja
                                                    > one w nieznanym mi srodowisku i momencie,jest to miłe..:)

                                                    Tak, naturalnie, to jest swego rodzaju dar pozwalajacy przelknac te niemila mysl, a najprawdopodobniej majacy chronic przed jej pojawieniem sie w naszej swiadomosci. Ja tez mam z tego przyjemnosc, nawet jesli jest ona calkowicie zdeterminowana, to wciaz nie przestaje byc przyjemna :")
                                          • jan_stereo Re: zupelnie powaznie 23.09.07, 20:30
                                            Jasiek:

                                            "Wynika to stad, ze w tej ostatniej rodzi sie mysl i z pewnym (ulamki sekundy) opoznieniem trafia do swiadomosci. Stad wlasnie uwazam,ze nie ma czegos takiego jak wolnawola :")) "

                                            szarylemur napisała:

                                            jesli nie jest to odnosnik do badan libeta - pozostawiajacych spore pole do interpretacji - to co jest to?

                                            Moje napredce sklecone zdanie, nie znam czegokolwiek z dzialanosci Libeta w tym temacie, jesli jednak tak piszesz to Ci wierze :")

                                            >nie powiem, ze od tego zaczales cala dyskusje, ale przewinal sie >ten watek.

                                            Oj, te dyskusje mozna zaczac na dziesiatki sposobow, szczerze powiedziawszy wejscie w temat swiadomosci i podswiadomosci, to juz zbedne gry ze szczegolami.

                                            >co zdeterminowalo cie aby porzucic odniesienia do podswiadomosci ? >w jaki sposobmoglbys go dokonac?

                                            Widzisz, dla mnie to dosc brutalnie proste. Majac wiare, ze wszechswiatem rzadza prawa (jakiekolwiek), to zonacza, ze nie ma zadnej czastki we wszechswiecie,ktora by tym prawom nie byla podlegla. Jako, ze nasze mysli,ich konstrukcja, wszystko dzialania, skladaja sie z czastek podleglych tym prawom, to dalej tlumaczyc juz nie musze. Z drugiej strony, determinizm wcale nie jest tu potrzebny by wykazac, ze nie ma wolnej woli, w sytuacji wystepowania przypadku (czyli takich dzialan czastek,ktore nie podlegaja prawom jakimkolwiek) sytuacja jest w zasadzie ta sama.

                                            >tylko ten kto jest swiadom wszytskich uwarunkowan nan odcisnietych >bedzie w stanie dokonac wyboru swiadomego? czy tez nie? czy >zostanie on podjety mimo wszystko wczesniej niz dotrze w pole >swiadomosci? a moze na tym polega bycie "przebudzonym"?

                                            Nie ma zadnego znaczenia, czy ogarniamy wszystko czy prawie, nic, roznica jest tu bowiem taka tylkl, ze mozemy byc bardzije badz mniej swiadomi swego zdeterminowania, braku wolnej woli.
                                            Powiem Ci cos idacego jeszcze dalej niz te rozwazania na wolna wola, ja najzwyczajniej nie potrafie sobie wyobrazic warunkow,ktore moglyby realnie zaistniec, i ktore to pozwolily by choc w teorii zrealizowac cos takiego jak wolna wola. Ten zwrot jest w rzeczy samej dla mnie czyms sprzecznym samym w sobie, to jak powiedziec, ze by cos istnialo i nieistnialo w tym samym czasie.
                                            • szarylemur brak wyobrazni nie jest dowodem 24.09.07, 02:24
                                              jan_stereo napisał:
                                              Moje napredce sklecone zdanie, nie znam czegokolwiek z dzialanosci Libeta w tym
                                              > temacie, jesli jednak tak piszesz to Ci wierze :")
                                              jak mozesz przywolywac tezy, o ktorych pochodzeniu nie masz pojecia?
                                              to smierdzi propaganda. i wiesz, ja cie nie prosilam zebys mi wierzyl, o ile
                                              pamietam. jesli chcesz dociekac prawdy, dyskutowac powazanie, to przygotuj sie
                                              do tego odpowiednio.
                                              Majac wiare, ze wszechswiatem rzadz
                                              > a prawa (jakiekolwiek), to zonacza, ze nie ma zadnej czastki we wszechswiecie,k
                                              > tora by tym prawom nie byla podlegla.
                                              jestem czlowiekiem malej wiary, zatem nadal bede watpic w twoje dowody ;(
                                              mozna powiedziec : na tyle na ile wiemy, na ile pozwala nam mniemac obecny stan
                                              nauki i jej osiagniecia, a nie - majac wiare! to zenujace - dla mnie .
                                              to, ze ty nie potrafisz sobie wyobrazic swiata rzadzacego sie innymi prawami, to
                                              jeszcze nie oznacza ze swiat taki nie istnieje.
                                              istnialo wielu ludzi - i istnieje nadal - ktorzy umieli zbudowac niebywale
                                              finezyjne teorie laczace np, determinizm i wolna wole.
                                              brak wyobrazni jana stereo nie jest wystarczajacym dowodem przeciw istnieniu
                                              wolnej woli ...

                                              • jan_stereo Re: brak wyobrazni nie jest dowodem 24.09.07, 11:29
                                                szarylemur napisała:

                                                > jak mozesz przywolywac tezy, o ktorych pochodzeniu nie masz
                                                >pojecia? to smierdzi propaganda. i wiesz, ja cie nie prosilam zebys
                                                >mi wierzyl, o ile pamietam. jesli chcesz dociekac prawdy,
                                                >dyskutowac powazanie, to przygotuj sie do tego odpowiednio.

                                                Chyba sie tu nie zrozumielismy, ja nie przywoluje tez
                                                kogokolwiek,jako ze ja to moje wlasne zdanie, a to ze Tobie
                                                skojarzylo sie z Libetem, a gdziez tu moja wina, ze masz takie
                                                skojarzenia ? Zatem pytam,jaka propaganda jest samodzielne myslenie
                                                i pisanie o tym ?

                                                > jestem czlowiekiem malej wiary, zatem nadal bede watpic w twoje
                                                >dowody ;( mozna powiedziec : na tyle na ile wiemy, na ile pozwala
                                                >nam mniemac obecny stan nauki i jej osiagniecia, a nie - majac
                                                >wiare! to zenujace - dla mnie .

                                                Co jest zenujace ? Nie ma przeciez zadnych dowodow na wolna wole, a
                                                jak dotad to wiecej swiadczy o tym, ze jej zwyczajnie nie ma.

                                                > to, ze ty nie potrafisz sobie wyobrazic swiata rzadzacego sie
                                                >innymi prawami, to jeszcze nie oznacza ze swiat taki nie istnieje.

                                                Blad, nie potrafie sobie wyobrazic swiata rzadzacego PRAWAMI, ktore
                                                by zezwalaly na istnienie wolnej woli,jako ze prawa (jakiekolwiek by
                                                nie byly) z definicji swej istoty wykluczaja wolna wole.

                                                > istnialo wielu ludzi - i istnieje nadal - ktorzy umieli zbudowac
                                                >niebywale finezyjne teorie laczace np, determinizm i wolna wole.
                                                > brak wyobrazni jana stereo nie jest wystarczajacym dowodem przeciw
                                                >istnieniu wolnej woli ...

                                                Ja mam coraz wieksze wrazenie, ze to brak wyobrazni ale wlasnie u
                                                tych ludzi pozwolil im budowac takie sprzeczne z soba teorie i nie
                                                jestem tu wcale osamotniony, chociaz nie mam na mysli ludzi z tego
                                                forum.
                                                • szarylemur Re: brak wyobrazni nie jest dowodem 24.09.07, 14:06
                                                  1. twierdzisz, ze teza o pierwotnosci mysli wobec pojawienia sie jej w
                                                  swiadomosci, jest twoim wlasnym zdaniem? to bardzo ciekawe! chyle czola,
                                                  gratuluje!;)

                                                  2.no, wlasnie : PRAWDOPODOBNIE WOLNA WOLA NIE ISTNIEJE, tylko tyle mozesz
                                                  powiedziec nie odwolujac sie do wiary.

                                                  3. taki swiat mozliwy jest jesli przyjmiemy rozdzial materii i ducha. jesli
                                                  nawet nie jest mozliwe wcisniecie w te koncepcje czlowieka, mozna zawsze mowic o
                                                  bogu jako przyczynie bez przyczyny. trzeba tylko
                                                  troche wiary i fantazji.;) inna sfera gdzie prawa logiki zdaja sie nie
                                                  funkcjnowac w sposob " normalny " jest dziedzina snow.

                                                  4. uwazam, ze to nie brak wyobrazni pozwolil ludziom budowac teorie nieoparte o
                                                  logike, lecz pragnienie sensu,pragnienie transcendencji, metafizyki.
                                                  niepogodzenie sie ze swa skonczonoscia.
                                                  • jan_stereo Re: brak wyobrazni nie jest dowodem 24.09.07, 15:55
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > 1. twierdzisz, ze teza o pierwotnosci mysli wobec pojawienia sie
                                                    >jej w swiadomosci, jest twoim wlasnym zdaniem? to bardzo ciekawe!
                                                    >chyle czola,gratuluje!;)

                                                    Widze ze szydzisz, jednakze wszystko co tu pisze, to moje wlasne
                                                    zdania i podejscie do tematu, bo to sprawia mi najwieksza
                                                    przyjemnosc...gdybym mial sie tu wymieniac (z mojej strony
                                                    przynajmniej, bo lubie dostawac teksty od innych pod rozwage)
                                                    ksiazkowymi cytatami, to prawie na pewno (znajac siebie) stracilbym
                                                    zapal :)


                                                    > 3. taki swiat mozliwy jest jesli przyjmiemy rozdzial materii i
                                                    >ducha. jesli nawet nie jest mozliwe wcisniecie w te koncepcje
                                                    >czlowieka, mozna zawsze mowic o bogu jako przyczynie bez przyczyny.
                                                    >trzeba tylko troche wiary i fantazji.;) inna sfera gdzie prawa
                                                    >logiki zdaja sie nie funkcjnowac w sposob " normalny " jest
                                                    >dziedzina snow.

                                                    Rozwazalem taki swiat jak wyzej opisujesz juz kiedys:")) problem w
                                                    tym, iz rodzi sie tu kolejne pytanie, wedle jakich praw 'zachowuje'
                                                    sie DUCH (fantazjujac ze istnieje) i wszystko sprowadza sie do tego
                                                    samego, PRAW :"))
                                                    Co do snow, owszem, wydaja sie byc one oderwane od rzeczywistosci
                                                    pozasennej (w duzej mierze), co nie przeszkadza by sie trzymaly
                                                    mocno RZECZYWISTOSCI wyzszej, obejmujacej obie wspomniane (senna i
                                                    pozasenna).
                                                    > 4. uwazam, ze to nie brak wyobrazni pozwolil ludziom budowac
                                                    >teorie nieoparte o logike, lecz pragnienie sensu,pragnienie
                                                    >transcendencji, metafizyki.niepogodzenie sie ze swa skonczonoscia.

                                                    A to sie moge zgodzic,jednakze to niewystarczajaca wyobraznia
                                                    pozwola im zyc z tymi teoriami w zgodzie.
                                                  • szarylemur Re: brak wyobrazni nie jest dowodem 24.09.07, 18:43
                                                    no, topsze, raz jeszcze zatem :
                                                    1.jak dotarles do odkrycia, ze pojawienie sie mysli w swiadomosci jest wtorne
                                                    wobec zaistanienia jej w mozgu?
                                                    2. wedle jakich praw funcjonuje hipotetyczny duch? mozna by powiedziec - po
                                                    prostu innych, nie do pojecia dla ludzkiej racjonalnosci. mozna by powiedziec ze
                                                    istnieje pewna rownoleglosc w swiecie, tak ze jest on w jakims stopniu
                                                    wyjasnialny i ogarnialny (?) moca ludzkiego rozumu, a jednak obiektywnie dziala
                                                    w zupelnie inny sposob, bezprawny lub taki, ktory jest poza pojeciem czlowieka.
                                                    bog moze byc przyczyna wszystkich przyczyn sam przyczyny nie posiadajac. nie
                                                    musi sie nawet stosowac do praw ustanowionych przez siebie. moze byc chaosem.

                                                    co do snow - rzadza sie one swoista logika, ale w czym szukasz podstaw dla tej
                                                    logiki? co to jest wyzsza rzeczywistosc? i jeszcze raz zapytam : jesli sen i
                                                    rzeczywistosc to nic wiecej niz procesy biochemiczne to jaka jest roznica miedzy
                                                    nimi? czy mozesz nazwac ktores z nich bardziej rzeczywistym od drugiego?

                                                    pozdrawiam
                                                  • jan_stereo Re: brak wyobrazni nie jest dowodem 24.09.07, 21:14
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > no, topsze, raz jeszcze zatem :
                                                    > 1.jak dotarles do odkrycia, ze pojawienie sie mysli w swiadomosci >jest wtorne wobec zaistanienia jej w mozgu?

                                                    Wydaje mi sie to wrecz oczywiste, ale zeby nie bylo, to podam swoj tok rozumowania (jeden z kilku). Mam swiadomosc swoich dzialan, upodoban, jako skonczonych i gotowych produktow, jednak nie mam swiadomosci ich kreacji/poczatku, wnioskuje zatem, ze powstaja poza moja swiadomoscia i logicznym jest dla mnie tez,ze nastepuje to odpowiednio wczesniej....

                                                    > 2. wedle jakich praw funcjonuje hipotetyczny duch? mozna by >powiedziec - poprostu innych, nie do pojecia dla ludzkiej >racjonalnosci.

                                                    Wcale nie ma tu znaczenia czy te prawa sa do pojecia dla kogokolwiek, nawet dla boga, to jest wrecz marginalne zagednienie odnosnie rozpatrywania wolnej woli. Jako, ze mamy prawa, oznacza to, ze wszystko nastepuje wedle tych praw wlasnie, a wolna wola nie moze byc podlegla zadnym prawom, inaczej nie jest juz wolna, ale zalezna w 100% wlasnie od ich ksztaltu.

                                                    >mozna by powiedziec ze istnieje pewna rownoleglosc w swiecie, tak >ze jest on w jakims stopniu wyjasnialny i ogarnialny (?) moca >ludzkiego rozumu, a jednak obiektywnie dziala
                                                    > w zupelnie inny sposob, bezprawny lub taki, ktory jest poza >pojeciem czlowieka.

                                                    Co masz na mysli piszac ze dziala w sposob 'bezprawny' ? I co to zaokreslenie, ze 'obiektywnie dziala w zupelnie inny sposob' ?
                                                    Chyba, ze chcesz mi zwyczajnie powiedziec, ze nazywajac wszechswiat po ludzku zawsze popelniamy 'blad' ?

                                                    > bog moze byc przyczyna wszystkich przyczyn sam przyczyny nie >posiadajac. nie musi sie nawet stosowac do praw ustanowionych przez >siebie. moze byc chaosem.

                                                    Tak, owszem, moze byc i tak, tyle tylko, ze to niczego nie zmienia w istocie wolnej woli jako, ze chaos jest takim samym jej zaprzeczeniem jak owe prawa..Jak sobie wyobrazasz wolna wole, ktora nie byla by podlegla bogu, jako, ze wszystko co oparte jest o chaos nie podlega zadnym prawom i jest zupelnie niezdeterminowane czymkolwiek jak i nieprzewidywalne. Mozna tu mowic o zupelnej wolnosci (w sensie niezaleznosci od praw),ale juz nie o woli.

                                                    > co do snow - rzadza sie one swoista logika, ale w czym szukasz >podstaw dla tej logiki?

                                                    W strukturze i funkcjonowaniu mozgu w ktorym te sny zachodza, a przynajmniej w najwiekszym stopniu tam wlasnie.

                                                    >co to jest wyzsza rzeczywistosc? i jeszcze raz zapytam : jesli sen >i rzeczywistosc to nic wiecej niz procesy biochemiczne to jaka jest >roznica miedzy nimi? czy mozesz nazwac ktores z nich bardziej >rzeczywistym od drugiego?

                                                    Wyzsza rzeczywistosc, to zwyczajnie stopien spojrzenia, mozna patrzec z punku spiacego badz obudzonego umyslu,ale moze patrzec tez jak na funkcjonujacy umysl w roznych fazach. Mam propozycje, zamiast rzeczywistosc (jako stan umyslowy) uzywajmy slowa 'jawa', dosc latwo sie pogubic o ktora chodzi. Mysli na jawie i we snie sa tak samo rzeczywiste w sensie emocjonalnym. Zasadnicza roznica miedzy nimi jest taka, ze rzeczywistosc senna jest zwyczajnie ulotna/niestabilna i brak jej ciaglosci w czasie w porownaniu do rzeczywistosci na jawie. Nie jestem pewien na jakim poziomie te roznice chcesz rozwazac...bo roznic miedzy nimi jest cala masa.

                                                    Hej
                                                  • szarylemur Re: brak wyobrazni nie jest dowodem 26.09.07, 17:48
                                                    piszesz: "Mam swiadomosc swoich dzialan, upodoban, jako skonczonych i gotowych
                                                    produktow, jednak nie mam swiadomosci ich kreacji/poczatku, wnioskuje zatem, ze
                                                    powstaja poza moja swiadomoscia i logicznym jest dla mnie tez,ze nastepuje to
                                                    odpowiednio wczesniej...."
                                                    ja natomiast mam swiadomosc mozliwosci wybrania np. dwoch opcji dzialania. i
                                                    choc, mam wrazenie ze te opcje moga byc produktami roznych uwarunkowan, to
                                                    jednak hipotetycznie stoje na rozdrozu i nie cisnie mi sie do glowy zadne
                                                    rozwiazanie. albo inaczej - wlasnie ze cisna mi sie do glowy rozne rozwiazania
                                                    ale wole nie podejmowac decyzji. dlaczego? czy nie podejmowanie decyzji jest
                                                    rowniez decyzja? prawdopodobnie tak.
                                                    spotkalam sie z takim ujeciem tematu :"wybory dokonywane są nieświadomie i
                                                    dopiero gdy zostaną dokonane „dla nas”, zostajemy o tym poinformowani i w tym
                                                    momencie przykładamy na nich swoją pieczęć zatwierdzającą."

                                                    z powyzszego cytatu wynika, jak dla mnie, ze swiadomosc jest tym organem, ktory
                                                    dokonuje wyboru pomiedzy rozwiazaniami prezentowanymi przez " nieswiadomosc".
                                                    wybor ten jednak rowniez czyms uwarunkowany, tak wiec nie pozostaje mi juz nic
                                                    innego, jak PRZYZNAC CI RACJE:)
                                                    nie mamy wolnej woli. jestem sprawca, wykonawca moich czynow, lecz nie jestem
                                                    ich wolnym autorem.

                                                    przejde teraz do konsekwencji etycznych powyzszej HIPOTEZY
                                                    skoro nie posiadamy wiedzy absolutnej o swiecie, i z racji niedoskonalosci
                                                    naszych mocy poznawczych, tymczasowo lub w ogole posiasc jej nie potrafimy,
                                                    mozemy spokojnie obalic wszelkie autorytety przypisujace sobie miano absolutnych
                                                    i okreslic dziedzine etyki jako domene subiektywnosci ludzkiej. moralnosc staje
                                                    sie kwestia wielopoziomowej umowy spolecznej.

                                                    mozemy zatem okreslic dany czyn jako dobry/zly z uwagi na system wartosciowania
                                                    specyficzny dla danej jednostki czy grupy. trudno mowic o tym co absolutnie
                                                    dobre i zle, skoro podzial na dobre i zle dokonuje sie z uwagi na jakas
                                                    subiektywnosc, nawet jesli jest to subiektywnosc wyzszego rzedu.
                                                    mozemy nazwac dana osobe dobra lub zla, porownujac ja z naszymi idealami, normami.
                                                    mozemy karac lub nagradzac osoby jako sprawcow czynow dobrych lub zlych. takie
                                                    postawienie sprawy jest uzyteczne ze wzgledow edukacyjnych, pedagogicznych,
                                                    normatywnych(?).
                                                    jesli jednak nie mamy wolnej woli, nie jestesmy autorami naszych czynow, to
                                                    odpada mozliwosc identyfikowania czynu wylacznie z jego sprawca. negujac
                                                    istnienie wolnej woli, odbieramy czlowiekowi jego zaslugi i winy. nawet jesli
                                                    ktos zasluguje na podziw czy pogarde, nagrode lub kare, to tylko z powodow
                                                    praktycznych. czlowiek sam w sobie, a raczej czlowiek jako wypadkowa przeszlych
                                                    wplywow i biologicznych uwarunkowan, pozbawiony dowolnosci sadzenia, dzialania,
                                                    wymyka sie ocenie moralnej. sadzic kogos to tak jakby sadzic to wszystko co
                                                    doprowadzilo go do konkretnego czynu. jest to niewykonalne i wlasciwie
                                                    bezsensowne, gdyz oznaczaloby bezustanne cofanie sie ku praprzyczynie...
                                                    czyn mozna ocenic, sprawce osadzic i ukarac/ nagrodzic, autora czynu nie sposob
                                                    odnalezc.

                                                    do innych czesci twojego postu odniose sie moze kiedy indziej :)

                                                    pozdrawiam
                                        • krytyk2 Re: zupelnie powaznie 23.09.07, 16:00
                                          wlasnie sobie uswiadomiłem ,ze to o czym piszesz najbardziej
                                          odpowiada sytuacji ,kiedy to podswiadomśc/w postaci impulsów/ma nad
                                          nami i naszymi decyzjami władzę.
                                          Zupełnie inaczej sprawa sie ma w przypadku w p ł y w u s e n s u
                                          naszych wyobrażeń na nasze decyzje.A sens to juz jest sprawa nie
                                          materii ale ducha.więc ,uogolniajac mozna powiedzieć ,ze decyzje
                                          ludzkie oparte na maksymalnie uświadomionych sensach maja charakter
                                          prawdziwie metafizyczny...
                                          Jest jeszcze cos ,co warto wziąc pod uwage.Od czasow Webera przyjęlo
                                          sie uzywać zasady racjonalności do interpretacji ludzkich
                                          zachowan.Wszystkie jest fajnie dopóki ,dopóty ludzie zechca sie
                                          racjonalnie zachowywać.Nieracjonalnośc ,ktora gwaltownie wkrada sie
                                          w dotychczas racjonalne zachowanie to nastepny alement do analizy
                                          dla zwolennika determinizmu ludzkich zachowań..:)
                                          • jan_stereo Re: zupelnie powaznie 23.09.07, 20:42
                                            krytyk2 napisał:

                                            > wlasnie sobie uswiadomiłem ,ze to o czym piszesz najbardziej
                                            > odpowiada sytuacji ,kiedy to podswiadomśc/w postaci impulsów/ma nad
                                            > nami i naszymi decyzjami władzę.

                                            Przyznam sie Krytyku, ze czuje sie coraz bardziej samotny w tym postrzeganiu rozwazanej tu sytuacji. Powiem tak, ja uwazam, ze nie dla tego jestesmy zdeterminowani, poniewaz rzadzi nasza swiadomoscia podswiadomosc, ale dlatego, ze nawet podswiadomosc juz jest od 'dawna' zdeterminowana swa realna budowa.

                                            > Zupełnie inaczej sprawa sie ma w przypadku w p ł y w u s e n s u
                                            > naszych wyobrażeń na nasze decyzje.A sens to juz jest sprawa nie
                                            > materii ale ducha.więc ,uogolniajac mozna powiedzieć ,ze decyzje
                                            > ludzkie oparte na maksymalnie uświadomionych sensach maja charakter
                                            > prawdziwie metafizyczny...

                                            Widzisz, to ze nasze mysli potrafia obrazowac/kreowac obrazy/idee,ktore sa abstrakcyjne, nie oznacza to ze caly ten proces jest czysto fizyczny. Owa metafizycznosc/duchowosc, powinna byc w cudzyslowie, jako ze zawsze jest to reakcja fizycznego mozgu na obrazy ktore wygenerowal,ktore sa 'zapisane' w nim rowniez w czysto fizycznej formie. Metafizycznosc prawdziwa, realna, bylaby takim tworem,ktory nie skladalby sie z czegokolwiek (czaste, atomow, czegos co podlega zasadom,tego co podlega przypadkowi itp.),a jednoczesnie ow 'pusty' twor wplywal by na nasz fizyczny umysl (poczynania,reakcje,mysli) i robilby to tak, ze nie korzystalby z zadnych zasad (zasady z zalozenia wykluczaja wolna wole) i przypadku (tez wyklucza). I tu sie przyznam, ze nie mam pojecia wedle czego funkcjonowala by taka metafizyczna istota.

                                            > Jest jeszcze cos ,co warto wziąc pod uwage.Od czasow Webera >przyjęlo sie uzywać zasady racjonalności do interpretacji ludzkich
                                            > zachowan.Wszystkie jest fajnie dopóki ,dopóty ludzie zechca sie
                                            > racjonalnie zachowywać.Nieracjonalnośc ,ktora gwaltownie wkrada sie
                                            > w dotychczas racjonalne zachowanie to nastepny alement do analizy
                                            > dla zwolennika determinizmu ludzkich zachowań..:)

                                            I tu Cie pwenie zaskocze, swym twardym podejsciem, ale 'nieracjonalnosc' ludzkich zachowan jest dla mnie rownie czystym przykladam determinizmu (jako, ze wynika z niego) jak sama racjonalnosc postepowania czlowieczego.
                                            • krytyk2 Re: zupelnie powaznie 23.09.07, 21:07
                                              jan_stereo napisał:
                                              Widzisz, to ze nasze mysli potrafia obrazowac/kreowac
                                              obrazy/idee,ktore sa abstrakcyjne, nie oznacza to ze caly ten proces
                                              jest czysto fizyczny. Owa metafizycznosc/duchowosc, powinna byc w
                                              cudzyslowie, jako ze zawsze jest to reakcja fizycznego mozgu na
                                              obrazy ktore wygenerowal,ktore sa 'zapisane' w nim rowniez w czysto
                                              fizycznej formie. Metafizycznosc prawdziwa, realna, bylaby takim
                                              tworem,ktory nie skladalby sie z czegokolwiek (czaste, atomow,
                                              czegos co podlega zasadom,tego co podlega przypadkowi itp.),a
                                              jednoczesnie ow 'pusty' twor wplywal by na nasz fizyczny umysl
                                              (poczynania,reakcje,mysli) i robilby to tak, ze nie korzystalby z
                                              zadnych zasad (zasady z zalozenia wykluczaja wolna wole) i przypadku
                                              (tez wyklucza). I tu sie przyznam, ze nie mam pojecia wedle czego
                                              funkcjonowala by taka metafizyczna istota.

                                              Piszesz tak ,jakbys mial naukowe dowody na to ,ze w kazdym impulsie
                                              elektrycznym pomiedzysnaptycznym dałoby sie rozpoznac ,stwierdzić i
                                              odczytac dokładnie to,o czym ten mózg w danym momencie "mysli".W
                                              swoich rozważanich poslugujesz sie ideą paralelności czasowej
                                              pewnych zjawisk-tych w mózgu i tych w swiadomości,ale dostrzeżenie
                                              paraleli to jeszcze nie jest podanie dowodu.
                                              Nie widze żadnego/poza potoczna intuicją/powodu ,ażeby utożsamaić
                                              świat idei z jakimiś bliżej niezdefiniowanymi nawet miejscami w
                                              mózgu.
                                              Nawet to nieszczęsne poj podswiadomości zaczęło być przez nas
                                              ostatnio banalizowane.Często może zauwazyłes,że w snach
                                              rzeczywistośc jest nienaturalna.Czas może płynąc w odwrotnym
                                              kierunku,nasi rodzice moga przybierać postać naszych
                                              dzieci,itd.Uważasz,że takie zjawiska zasluguja na zwykle
                                              stwierdzenie ,że sny sa absurdalne?A moze należałoby przyznac
                                              ontlogiczną autonomię tworom pod nazwą symbole,sensy,znaczenia?
                                              Wydaje ci sie np ,że nie jestes twórca pewnych pomysłow?A jesli ci
                                              się wydaje ,że jesteś -to tylko ci sie to wydaje ,czy też faktycznie
                                              stworzyłes cos,czego przedtem nie było?Jak to nazwiesz ?Czy nie jest
                                              to przwejaw Twojej wolnej woli?
                                              Czym jest dla ciebie sztuka ?
                                              Czym jest dla Ciebie sformułowanie przez Eisteina teorii względności?
                                              Czy ona lezala na ulicy i Eistein sie tylko o nią potknął?
                                              • jan_stereo Re: zupelnie powaznie 23.09.07, 21:36
                                                krytyk2 napisał:


                                                > Piszesz tak ,jakbys mial naukowe dowody na to ,ze w kazdym impulsie
                                                > elektrycznym pomiedzysnaptycznym dałoby sie rozpoznac ,stwierdzić i
                                                > odczytac dokładnie to,o czym ten mózg w danym momencie "mysli".

                                                Mam fajny (choc juz wysluzony) pomysl dla Ciebie na sprawdzeni jak to rozumiesz. Powiedzmy ze cofamy sie w czasie o kilkanascie minut (wraz ze swiadomoscia tego co sie stalo, masz zatem swiadomosc/podswiadomosc z przed tych kilkunastu minut), do momentu w ktorym zaczynasz pisac mi odpowiedz na moj post. Myslisz, ze napisalbys cos innego, czy tez dokladnie toczka w toczke to co napisales. W zaleznosci co odpowiesz bedziemy szli dalej.



                                                > Nie widze żadnego/poza potoczna intuicją/powodu ,ażeby utożsamaić
                                                > świat idei z jakimiś bliżej niezdefiniowanymi nawet miejscami w
                                                > mózgu.

                                                A czym jest mozg, jak nie realnie istniejacym tworem, zbudowanym z czastek ? Jest jakis dowod, ze istnieje czesc mozgu niepodlegla prawom fizyki (a zatem niepodlegla czemukolwiek ?)? Choc faktem jest, ze nie udowodniono, ze prawa fizyki stosuja sie do organizmow zywych,ale co za roznica ? Uwazasz, ze istnieja jakies prawa (inne niz fizyki) majace zastosowanie dla nas ludzi ? Czy prawa moge zezwalac istnieniu wolnej woli ? No nie.

                                                > Nawet to nieszczęsne poj podswiadomości zaczęło być przez nas
                                                > ostatnio banalizowane.Często może zauwazyłes,że w snach
                                                > rzeczywistośc jest nienaturalna.Czas może płynąc w odwrotnym
                                                > kierunku,nasi rodzice moga przybierać postać naszych
                                                > dzieci,itd.Uważasz,że takie zjawiska zasluguja na zwykle
                                                > stwierdzenie ,że sny sa absurdalne?A moze należałoby przyznac
                                                > ontlogiczną autonomię tworom pod nazwą symbole,sensy,znaczenia?

                                                Przeciez te sensy, znaczenia to czysta fizycznosc, my ja tylko tak nazywamy 'duchowa', bo skryta w naszych myslach jest,ktore sa przeciez fizyczne w 100%.

                                                > Wydaje ci sie np ,że nie jestes twórca pewnych pomysłow?A jesli ci
                                                > się wydaje ,że jesteś -to tylko ci sie to wydaje ,czy też faktycznie
                                                > stworzyłes cos,czego przedtem nie było?Jak to nazwiesz ?Czy nie >jest to przwejaw Twojej wolnej woli?

                                                Powiedzmy tak, czy uruchamiajac na komputzerze dana symulacje,ktorej wynikiem jest jakis model (nie ma znaczenia co), czy ten komputer ma tym samym wolna wole,poniewaz wyprodukowal ow wynik ? A mogl tego nie zrobic, no nie mogl...Tak samo jest z ludzmi,zwierzetami, wszystkim co istnieje...

                                                > Czym jest dla ciebie sztuka ?

                                                Sztuka jest zwyczajnie obrazem naszych mysli, bedacych obrazem naszego mozgu (wraz z jego historia, czysto fizyczna informacja) w danej sytuacji (jako ze reagujemy z otoczeniem non stop). Sztuka naturalnie wydaje sie byc duchowa i wolna od fizycznosc, nieokielznana zasadami,jednak jest takim samym produktem jak wydrukowany bilet przez maszyne biletowa na stacji kolejowej. Jedynie wielokroc bardziej skomplikowana, tak bardzo, ze wrecz niepowtarzalna w swej zlozonosci, i to czyni jak unikatowa,owza niepowtarzalnosc.

                                                > Czym jest dla Ciebie sformułowanie przez Eisteina teorii względności?

                                                On w zasadzie w chwili powstania wszechswiata byl juz ze swoim odkryciem w kolejce historii ISTNIENIA, sam proces formolowania (jakkolwiek, powtorze sie, niewiarygodnie skomplikowany, ale jednak w niczym nie odbiegajacy od dzialania komputera w swym zdeterminowaniu).

                                                > Czy ona lezala na ulicy i Eistein sie tylko o nią potknął?

                                                No nie, jego mozg/umysl kierowany swa struktura i wlasciwosciami, a takze otoczeniem, innymi umyslami, zyciem, informacja..itd.itp. wlasnie do tego odkrycia doszedl. Nie bylo to jednak efektem wolnej woli, a 'najzwyklejszego' procesu jaki zachodzi caly czas w odniesieniu do kazdej czastki (i ich kombinacji) we wszechswiecie. Einstein to zwyczajnie zbior takich czastek, nieogarniety dla umyslu ludzkiego,ale dla ISTNIENIA jeden z najprostszych,podstawowych, najnaturalniejszych, podleglych prawom,jak nam komputer.

                                                ps. ja wielokrotnie (99% czasu)zapominam o tym, ze nie mam wolnej woli i czuje dokladnie tak jak Ty,ale wiem ze to zwykle zludzenie wynikle z tego, ze nie mam swiadomosci wszystkiego co sie dzieje (elektornow,praw...)
                                                Nawet moja swiadomosc tego odkrycia braku wolnej woli, jest czystym efektem determiniowania.
                                                • krytyk2 Re: zupelnie powaznie 23.09.07, 22:31
                                                  > Mam fajny (choc juz wysluzony) pomysl dla Ciebie na sprawdzeni jak
                                                  to rozumiesz
                                                  > . Powiedzmy ze cofamy sie w czasie o kilkanascie minut (wraz ze
                                                  swiadomoscia te
                                                  > go co sie stalo, masz zatem swiadomosc/podswiadomosc z przed tych
                                                  kilkunastu mi
                                                  > nut), do momentu w ktorym zaczynasz pisac mi odpowiedz na moj
                                                  post. Myslisz, ze
                                                  > napisalbys cos innego, czy tez dokladnie toczka w toczke to co
                                                  napisales. W za
                                                  > leznosci co odpowiesz bedziemy szli dalej.

                                                  Jestem uczciwy więc powiem Ci ,że napisałbym dokładnie to samo.Ale
                                                  powiem ci dlaczego:determinacja pod tytulem podjecie decyzji
                                                  oznacza ,że po procesie decyzyjnym/intelektualnym/w y b i e r a m
                                                  dokładnie tę a nie inną formułę odpoweidzi pisanej dla ciebie.Ona mi
                                                  sie wydaje najbardziej rozsadna na gruncie mojej wiedzy.Czas plynie
                                                  i wiem ,ze czekasz na te odpowiedx gdzies tam w swiecie ,więc musze
                                                  sie na cos zdecydować.Owo "muszę" nie oznacza braku wolnej woli.Ono
                                                  wynika z czasowości świata i tego ,ze mam jakies preferencje
                                                  intelektualne.Nie jest mozliwe ,żebym niczego nie wybral ,niczego
                                                  nie pomyslal-nawet jak bym Ci nic nie odpisał.Ta przewijaca sie
                                                  wwszedzie koniecznośc nie jest jedank dowodem na brak wolnej woli.

                                                  > A czym jest mozg, jak nie realnie istniejacym tworem, zbudowanym z
                                                  czastek ? Je
                                                  > st jakis dowod, ze istnieje czesc mozgu niepodlegla prawom fizyki
                                                  (a zatem niep
                                                  > odlegla czemukolwiek ?)? Choc faktem jest, ze nie udowodniono, ze
                                                  prawa fizyki
                                                  > stosuja sie do organizmow zywych,ale co za roznica ? Uwazasz, ze
                                                  istnieja jakie
                                                  > s prawa (inne niz fizyki) majace zastosowanie dla nas ludzi ? Czy
                                                  prawa moge ze
                                                  > zwalac istnieniu wolnej woli ? No nie

                                                  Powiem tak:jesli przykładasz urządzenie pomiarowe do okreslonej
                                                  częsci mózgu/załóżmy że masz tak dokladne urzadzenie pomiarowe
                                                  jakiego jeszcze nikt nie stworzył.../i to urządzenie ma swoje
                                                  koncowki na wszystkich tych miliardach połączeń synaptycznych ,to
                                                  nadal bede twierdzil,ze na podstawie odczytu wielkosci fizycznych
                                                  zaistnialych na tych koncowkach nie uda Ci sie odtworzyć prostej
                                                  mysli ,ktora blakala się po mojej glowie np "Kocham Joasię,ktora ma
                                                  szare oczy i piękny usmiech"

                                                  > Powiedzmy tak, czy uruchamiajac na komputzerze dana
                                                  symulacje,ktorej wynikiem j
                                                  > est jakis model (nie ma znaczenia co), czy ten komputer ma tym
                                                  samym wolna wole
                                                  > ,poniewaz wyprodukowal ow wynik ? A mogl tego nie zrobic, no nie
                                                  mogl...Tak sam
                                                  > o jest z ludzmi,zwierzetami, wszystkim co istnieje...
                                                  >

                                                  Z tą analogią do komputera to troche przesadziłeś..:)Jesteśmy chyba
                                                  troche bardziej skomplikowanym urządzeniem.Na dzien dzisiejszy
                                                  komputer jest sprawny tam ,gdzie znajduja zastosowanie czynności
                                                  algorytnmiczne wramach jednego modelu.to ,co cechuje umysl ludzki to
                                                  czerpanie w jedym procesie zastanawiania się nad rozwiazaniem
                                                  jednego problemu z wielu wykluczajacych sie czaseem metodologii.Po
                                                  prostu czasem sie zniechęcasz jedna sciezka i wstepujesz na zupelnie
                                                  inna ,ktora wlasnie doprowadza cie do genialnego pomyslu..

                                                  Janku,chcesz najpierw azebym uwierzyl ,ze nielogicznośc /podszepty
                                                  podswiadomości..;)/sa wynikiem prostej determinacji a za chwile
                                                  porownujesz umysl czlowieka do komputera ,w ktorym na nielogicznośc
                                                  nie ma przeciez miejsca:)
                                                  • jan_stereo Re: zupelnie powaznie 24.09.07, 11:58
                                                    Krytyk:

                                                    Jestem uczciwy więc powiem Ci ,że napisałbym dokładnie to samo.Ale
                                                    powiem ci dlaczego:determinacja pod tytulem podjecie decyzji
                                                    oznacza ,że po procesie decyzyjnym/intelektualnym/w y b i e r a m
                                                    dokładnie tę a nie inną formułę odpoweidzi pisanej dla ciebie.Ona mi
                                                    sie wydaje najbardziej rozsadna na gruncie mojej wiedzy.Czas plynie
                                                    i wiem ,ze czekasz na te odpowiedx gdzies tam w swiecie ,więc musze
                                                    sie na cos zdecydować.Owo "muszę" nie oznacza braku wolnej woli.Ono
                                                    wynika z czasowości świata i tego ,ze mam jakies preferencje
                                                    intelektualne.Nie jest mozliwe ,żebym niczego nie wybral ,niczego
                                                    nie pomyslal-nawet jak bym Ci nic nie odpisał.Ta przewijaca sie
                                                    wwszedzie koniecznośc nie jest jedank dowodem na brak wolnej woli.


                                                    Janek:

                                                    Najciekawsze, ze ja sie zgadzam z tym co piszesz powyzej, dla mnie
                                                    jednak, to jest juz etap pozniejszy (dokonany), to bardziej efekt
                                                    niz podejmowana decyzja w czasie rzeczywistym, ja sie pytam o to co
                                                    stalo sie wczesniej. Mianowicie, zanim napisales dane slowo, co
                                                    spowodowalo, ze wybrales to a nie inne, podobnie ze zdaniami,
                                                    odczuciami, nie powiesz przeciez, ze w momencie pisania do mnie
                                                    samodzielnie tworzysz swe mysli z atomow I mozesz sklecic dowolne
                                                    zdania tym sposobem. TY jestes poza tym procesem, informowany
                                                    jedynie o jego wynikach, pojawiaja Ci sie w glowie gotowe
                                                    zdania,ktora nastepnie moga zostac odrzucone, zmienione badz
                                                    akceptowane,ale to nie TY dokonujesz tych czynnosci jako, ze nie
                                                    masz nawet swiadomosci tychze w momencie ich powstawania, tak samo
                                                    jak nie masz swiadomosci procesow biologicznych w swym organizmie na
                                                    ich najnizszych poziomach…

                                                    Krytyk:

                                                    Powiem tak:jesli przykładasz urządzenie pomiarowe do okreslonej
                                                    częsci mózgu/załóżmy że masz tak dokladne urzadzenie pomiarowe
                                                    jakiego jeszcze nikt nie stworzył.../i to urządzenie ma swoje
                                                    koncowki na wszystkich tych miliardach połączeń synaptycznych ,to
                                                    nadal bede twierdzil,ze na podstawie odczytu wielkosci fizycznych
                                                    zaistnialych na tych koncowkach nie uda Ci sie odtworzyć prostej
                                                    mysli ,ktora blakala się po mojej glowie np "Kocham Joasię,ktora ma
                                                    szare oczy i piękny usmiech".

                                                    Janek:

                                                    A to mnie ciekawi, dlaczego uwazasz, ze to powyzsze zdanie nie
                                                    jest ‘najzwyklejszym’ tworem fizycznym ?
                                                    W tym powyzszym przykladzie, nie tylko urzadzenie pomiarowe
                                                    musialoby byc niemal nieskonczenie informatywne w swym ogarnieciu
                                                    wszystkich danych,ale rowniez urzadzenie odtwarzajace te dane takim
                                                    musialo by byc, Tworzac niejako na chwile kompletny stan umyslu
                                                    Krytyka2, niemalze posiadac swiadomosc Krytyka2 w momencie
                                                    wyswietlania tegoz pomiaru. To bylby najczystszy klon Ciebie, ow
                                                    doskonaly wynik pomiaru. Ja tak to widze.

                                                    Krytyk:

                                                    Z tą analogią do komputera to troche przesadziłeś..:)Jesteśmy chyba
                                                    troche bardziej skomplikowanym urządzeniem.Na dzien dzisiejszy
                                                    komputer jest sprawny tam ,gdzie znajduja zastosowanie czynności
                                                    algorytnmiczne wramach jednego modelu.to ,co cechuje umysl ludzki to
                                                    czerpanie w jedym procesie zastanawiania się nad rozwiazaniem
                                                    jednego problemu z wielu wykluczajacych sie czaseem metodologii.Po
                                                    prostu czasem sie zniechęcasz jedna sciezka i wstepujesz na zupelnie
                                                    inna ,ktora wlasnie doprowadza cie do genialnego pomyslu..

                                                    Janek:

                                                    Nieporownywalem naszej zlozonosci ze zlozonoscia komputera, a
                                                    jedynie nieuchronnosc procesow wykonywanych przez computer z
                                                    nieuchronnoscia naszych mysli,jakkolwiek wyrafinowanych.
                                                    A zastanawiales sie dlaczego sie zniechecasz, co to powoduje, czy Ty
                                                    wykreowales to zniechecenie, czy tez ono sie pojawilo ‘nagle’ ? To
                                                    jest istota tego o czym pisze, toostatnie zdanie.

                                                    Krytyk:

                                                    Janku,chcesz najpierw azebym uwierzyl ,ze nielogicznośc /podszepty
                                                    podswiadomości..;)/sa wynikiem prostej determinacji a za chwile
                                                    porownujesz umysl czlowieka do komputera ,w ktorym na nielogicznośc
                                                    nie ma przeciez miejsca:)

                                                    Janek:

                                                    Jak powyzej napisalem, porownanie z komputerem bylo na innej
                                                    plaszczyznie, natomiast wszelaka nielogicznosc jest tylko pozorna,
                                                    jako ze nie ma rzeczy nielogicznych juz predzej niewyjasnione,
                                                    niewytlumaczone.
                                              • szarylemur Re: zupelnie powaznie 24.09.07, 04:54
                                                krytyk2 napisal:
                                                "Nawet to nieszczęsne poj podswiadomości zaczęło być przez nas
                                                ostatnio banalizowane.Często może zauwazyłes,że w snach
                                                rzeczywistośc jest nienaturalna.Czas może płynąc w odwrotnym
                                                kierunku,nasi rodzice moga przybierać postać naszych
                                                dzieci,itd.Uważasz,że takie zjawiska zasluguja na zwykle
                                                stwierdzenie ,że sny sa absurdalne?A moze należałoby przyznac
                                                ontlogiczną autonomię tworom pod nazwą symbole,sensy,znaczenia?"

                                                to bardzo ciekawe pytanie! jaki status ontologiczny maja symbole, sny?
                                                przeprowadzono badania, ktore pokazuja ze w mozgu czlowieka sniacego o drzewie,
                                                uaktywnia sie ten sam obszar mozgu, ktory jest aktywny gdy widzi on drzewo na
                                                jawie.
                                                w takim razie, kiedy sniacy widzi syrene, hydre badz diabla mozg zachowuje tak
                                                samo jak gdyby odbieral to wrazenie z rzeczywistosci zewnetrznej. jaka jest
                                                budowa takiej sennej mary?
                                                czy oba te wrazenia sa tylko wynikiem procesow biochemicznych?
                                                czym zatem sie roznia? czy ktores jest mniej a ktores bardziej realne?
                                                • krytyk2 Re: zupelnie powaznie 24.09.07, 08:51
                                                  szarylemur napisała:

                                                  > to bardzo ciekawe pytanie! jaki status ontologiczny maja symbole,
                                                  sny?
                                                  > przeprowadzono badania, ktore pokazuja ze w mozgu czlowieka
                                                  sniacego o drzewie
                                                  > ,
                                                  > uaktywnia sie ten sam obszar mozgu, ktory jest aktywny gdy widzi
                                                  on drzewo na
                                                  > jawie.

                                                  Właśnie sny sa dowodem na to ,że nasz odbiór rzeczywistosci nie jest
                                                  prostym lustrzanym odbieiem.Ale podkresalnie,ze w okreslonych
                                                  miejscach mózgu znajduje sie wyobrażenie drzewa to woda na młyn
                                                  tych ,ktorzy nie chcą widzieć w swiadomości niczego metafizycznego.
                                                  I chyba nie o to by tu chodziło.Podleganie wszystkiego co istnieje
                                                  prawom logiki nie jest jeszcze dowowodem na to ,ze
                                                  poszczególne "rodzaje" istnienia/np duch i materia/sa ze soba
                                                  jednolite ontologicznie.
                                                  Wracajaąc do specyfiki ontologicznej symboli i znaczeń:Dopiero
                                                  zrozumienie znaczenia danego symbolu może spowodować
                                                  jego "działanie" w naszej /pod/swiadomości.Przy założeniu ,ze
                                                  ostatecznym "rozjasniaczem"znaczeniowym jest związwek konkretnego
                                                  słówa z jakims desygnatem przedmiotowym w rzeczywistości
                                                  zewnętrznej,mamy olbrzymi problem z całym mnóstwem tych pojęc ,ktore
                                                  takowego zakotwiczenia przedmiotowego nie mają.Można nawet
                                                  powiedziec ,ze w wiekszości naszej aktywności umysłowej operujemy
                                                  w abstrakcyjnej rzeczywistości relacyjnej/tj relacji pomiedzy
                                                  abstrakcyjnymi pojęciami/i to one wzbudzaja nasze emocje,stanowia
                                                  podstawę do podjecia decyzji,itd.
                                                  Wydaje mi sie ,ze naukowcy nigdy nie znajda konkretnego miejsca dla
                                                  idei drzewa ,gdyż nawet najprostsze spostrzezenie jest
                                                  niewyobrazalnie skomplikowana struktura relacji powiązań
                                                  znaczeniowych.w naszym mozgu/vel systemie nerwowym/dokonują się w
                                                  kazdej sekundzie poza naszą swiadomościa tysiące operacji syntezy i
                                                  analizy znaczeniowej.do swiadomości dociera końcowy efekt tych
                                                  analiz,i dopiero na tych efektach przychodzi nam pracować..
      • solaris_38 Re: chaos jak porządek sa na równi potzrebne 17.09.07, 23:03

        "> Myśle ,ze ktoś ,kto jest na tyle nierozsądny ,żeby wypierać pewne
        > informacje do podświadomości,nie bedzie na tyle madry ,żeby wtornie
        > pobierać je z tych xrodeł o ktorych wspominasz."

        to nie tak
        ten kto nie ma dość rozsądku aby sie nim powodowac MUSI powodować sie
        podświadomością
        chodzi o to ze ona nie taka głupia jak sie zdaje
        że w jej archetypach jest niesmaowita madrość

        ja załóżmy mając dość rozsądku odkrywam kawałek nieświadomości i Rozumiem
        rozumem coś i to mn ą kieruje
        a ktoś kto jeszcze tego nie rozwinął ma inny mechanizm przewodni

        i kiedy ja uwazam go za gorszy ale tak naparwdę nie mam racji bo on ma swoja
        mądrość
        co więcej ja nadal mogę uznać że tam wciąż jest dla mnie coś ważnego czego nie
        wolno mi lekceważyć


        "Nie wierzę,ażeby całą te trudna robote uswiadamiania lub/i/
        > prowadzenia czlowieka przez życie przejęła sztuka czy
        > religia

        one nie są do uświadamiania
        ale do kierowania - tak ale DOPÓKI umysł nie dojrzeje aby przejąc te funkcje
        a umysł dojrzewa bardzo wolno i po kawałeczku

        i rośnie na starym
        żywi sie starym

        w religii i magii sa niezwykle ważne święte rzeczy z których umysł zawsze może
        czerpać nawet jesli zechce być tylko archeologiem ( a może byc aktywnym
        uczestnikiem)


        "całośc społeczna ,będąca suma tych nieszczęśliwych istnień,sama nie
        > będzie tooczyc sie w kierunku niewiadomym a byc może zgubnym.

        ależ tak JEST

        ona sie toczy w kierunku niewiadomym (dla nas?) być może zgubnym
        wszak doświadczenie uczy że gwiazdy, cywilizacje i osobniki itd powstają i giną

        zachwyćmy sie więc tym mgnieniem którego doświadczamy po miliardach latach
        NIE_BYCIA i tuż pzred kolejnymi eonami tegoż (zresztą jak kto wierzy w życie
        pozagrobowe lub wędrówkę istnień to tu coś sobie innego musi wykombinować..
        buddysci fajnie kombinują ... )


        "Kto pomysli o interesie całości ,jesli ludzie sa na tyle nierozsadni
        > żeby nie myslec o interesie wlasnym?!"

        ano mało kto ale
        to jest dopiero w trakcie stawania się !
        sa projekty ekologiczne jakieś normy chroniące wody

        i bardzo mi sie ten tekścik spodobał twój końcowy :) :) :)
        bowiem (też?) myślę ze o interesie wspólnym może myśleć dopiero ten kto
        zrozumiał na czym polega JEGO własny interes

        • solaris_38 to do krytyka było :) nt 17.09.07, 23:03
          • solaris_38 jeszcze o wypieraniu słów kilka 17.09.07, 23:07
            to najczęściej nie jest tak ze coś jest świadome
            i ktoś to dopiero wypiera (choć i tak bywa przynajmniej na pograniczu)

            częściej to jest tak ze coś jest nieświadome i nie może sie urodzić bo jest
            wypierane
            nie odbierasz porodu

            nie jesteś gotowy na to dziecko
            • krytyk2 Re: jeszcze o wypieraniu słów kilka 18.09.07, 12:20
              Nie mam teraz czasu ale sam prblem zarysowany przez Ciebie i Janka
              stereo jest b ciekawy.na pewno do niego wrocę.Teraz tylko powienm,ze
              pojecie podswiadomości jest bardzo pjemne,stalo sie juz slowem
              języka potocznego i zawiera w sobie wiele podpojęc ,z ktorych każde
              znaczy niemal co innego.w dyskusjach kazdy z nas ma swoje "typy"
              tego pojecia na mysli ,stąd wiele nieporozumień,bo przy lepszym
              zdefiniowniu zgodzilibysmy sie wzajemnie pewnie na większośc
              wniosków partnera rozmowy..:)
        • krytyk2 Re: chaos jak porządek sa na równi potzrebne 18.09.07, 12:03
          > to nie tak
          > ten kto nie ma dość rozsądku aby sie nim powodowac MUSI powodować
          sie
          > podświadomością
          > chodzi o to ze ona nie taka głupia jak sie zdaje
          > że w jej archetypach jest niesmaowita madrość

          To prawda,ze w archetypach kryje sie niesamowita mądrośc.wystarczy
          zanalaizowac porzadnie chocby jeden swoj albo czyjś sen.Ale nie o to
          w tym wszystkim chodzi.
          W psychoanalizie zarysowaly sie dwa nurty/jest to moj podzial
          roboczy dla naszej rozmowy/-nurt terapeutyczno-pragmatyczny i nurt
          teoretyczno -filozoficzny.Oba te nurty reprezentowal jeszcze w
          zalązkowej -co prawda- postaci sam Freud.Potem ścisłe badania
          terapeutyczne kontynuowała Horney a scieżką teoretyczna poszli np
          Fromm czy Jung.Nie podważam prawdziwości tez Junga,ale w roboczej
          postacvi na temat podswiadomości możey mowic jedynie u Horney,bo to
          ona w swoim gabinecie leczyla ludzi z nerwicy i to ona zajęła sie n
          e g a t y w n y m i konsekwencjami spychania pewnych rzeczy do
          podswiadomości.W swoim poprzednipoście mialem na mysli własnie te
          konsekwencje.Neurotykom wcale nie jest po drodze kontakt z ich
          podswiadomością,a pewne sygnaly ,ktore ona każdemu z nich wysyła
          znieksztalcane sa na wszystkie mozliwe sposoby -po to tylko, azeby
          prawda o nich samych nie ujrzała dla nich światła dziennego.
          Nie kazdy czlowiek potrafi i jest w stanie skorzystać z tej wielkiej
          skarbnicy jaka stanowią archetypy zbiorowe i symbole.

          Co do ludzi znerwicowanych:ewidentnie nie realizuja sie
          zyciowo ,maja pogorszony nastrój,wykonują niepotrzebnie masę
          czynności kompulsywnych,ktorych skutecznośc w sensie samorealizacji
          jest zerowa.nie wierze takze ,że bez incydentalnego przebudzenia
          duchowego lub pomocy lekarskiej/psychologicznej/sa w stanie w
          jakikolwiek sposób dojrzeć i wybic sie na wolność...

          Duzo optymizmu w sobie masz i zachwytu nad zjawiskiem zwanym zycie:)
          • solaris_38 ponura i zbuntowana 19.09.07, 16:29
            Nie jestem psychologiem ani tym bardziej praktykiem. Może teoretykiem amatorem?

            Jung fascynuje mnie ze względu na swoją teorię która mi rozszerza horyzonty
            Hornejkę mało znam
            Od 25 lat leży na półce w kolejce i wciąż ktoś ją wyprzedza

            Wiem ze ludzie cierpią wypierając rzeczywistość
            Moje cierpienia i niedobory także z tego wynikają
            Tyle ze ja przyjęłam że radość mojego życia ma polegać na POZNAWANIU
            Bo to mnie kręci

            Skoro życie jest wycieczką to ja chcę mieć ciekawą wycieczkę
            Niekoniecznie po luksusowych dzielnicach choć po nich też
            Slumsy mają w sobie dziką intensywną energie którą uwielbiam nie mniej niż
            pachnącą ciasteczkami i mlekiem mamy

            chce tez powiedzieć ze ja sie tego NAUCZYŁAM

            z urodzenia byłam ponura i zbuntowana i zaniedbująca ważne sprawy
            • shangri.la Re: ponura i zbuntowana 19.09.07, 16:31
              solaris_38 napisała:
              Skoro życie jest wycieczką to ja chcę mieć ciekawą wycieczkę
              > Niekoniecznie po luksusowych dzielnicach choć po nich też
              > Slumsy mają w sobie dziką intensywną energie którą uwielbiam nie mniej niż
              > pachnącą ciasteczkami i mlekiem mamy
              >

              To ja chętnie odstąpię Ci swoje:))))
              Będziesz miała wycieczkę co się patrzy!
              • solaris_38 Re: ponura i zbuntowana 19.09.07, 17:15
                chętnie poznałabym wycieczkę twojego życia
                choć w pewien sposób ją Trochę znam
                bo znam .. Ciebie
                która jesteś jej wynikiem współautorem i przyczyna
                • jan_stereo Re: ponura i zbuntowana 19.09.07, 17:19
                  solaris_38 napisała:

                  > chętnie poznałabym wycieczkę twojego życia
                  > choć w pewien sposób ją Trochę znam
                  > bo znam .. Ciebie
                  > która jesteś jej wynikiem współautorem i przyczyna

                  Nie masz czasem wrazenia, ze do tego samego miejsca w zyciu mozna
                  dojsc zupelnie roznymi sciezkami,mam na mysli to, ze ryzykownie jest
                  stwierdzic, ze zna sie czyjas droge po tym jak ten ktos sie
                  przedstawia/zachowuje itp..
                  • solaris_38 Re: ponura i zbuntowana 19.09.07, 19:27

                    dlatego pisze w pewien sposób

                    bo coś jednak można powiedzieć

                    coś istotnego
                  • shangri.la Re: To nie tak, Janie S, hihhiihihi 19.09.07, 21:17
                    Wiedza jaką Solaris posiadła na mój temat jest niezwykle głęboka, obiektywna, kompletna, no i oczywiście aktualna,ponieważ pochodzi wprost z Wampirolandii i okolicznych bagien forumowych...;)))))
                    • solaris_38 Shan 20.09.07, 10:48

                      od dawna bardzo negatywnie odbierasz moje posty
                      a ja zgodnie z POP`em muszę uznać że w swoim zafiksowaniu powinnaś być dla mnie
                      nauczycielem i wskazówką i lustrem

                      co zatem wskazują mi twoje tak silne reakcje
                      hmmm


                      jestem groźna
                      wampiryczna
                      deprecjonuję

                      i myślę
                      czy wypieram że taka podświadomie jestem
                      (bądź podświadomie chcę sie taką jawić)

                      będę o tym myśleć
                      i czuć

                      a tobie Sha tylko powiem
                      że przynajmniej świadomie nie mam złych zamiarów

                      mogłabyś to wyczytać z wszystkich moich postów gdybyś kontaktowała sie z moja
                      pozytywną stroną
                      uporczywie prowokujesz mnie do zastanowienie się nad moją ciemną nieznaną stroną



            • krytyk2 już nie jesteś..:) 20.09.07, 10:11
              solaris_38 napisała:/.../

              no ..może troche ..przekorna:)
              cały mój wywód mial na celu powiedzenie tylko jednej rzeczy:nie ma
              prostego przxełożenia pomiedzy mądrościa i zdrowiem psychicznym
              kryjącym sie w zbiorowej podswiadomości a zdrowiem i mądrością
              poszczególnych jednostek.Nie ma wspanialego mechanizmu
              samonaprawiającego ani zbiorowośc ani jednostki.Jest tylko memento w
              postaci głosu sumienia ,w postaci wstrząsających snów,w postaci
              złego samopoczucia..
              Potrzebna jest wiedza,jak sie zmieniać ale potrzebna jest też chęć
              tych zmian,a może raczej-świadomośc konieczności tych
              zmian.Tak ,chyba najbardziej świadomość.
              A i to często nie wystarcza,bo potrzebna jest wizja pocieszajaca i
              wzmacniająca w czasie marszu.I olbrzymia wola ,i konsekwencja w
              widzeniu i robieniu tylko rzeczy waznych..
              Wielu narzeka ,ze cos jest nie tak z ich zyciem,wielu czuje sie
              zagubionym,wielu juz prawie chwyta o co chodzi i co myusieliby
              zrobić,sa juz o krok...Ale, w koncu ,dalej trwaja w somnabulicznym
              snie i dalej tylko biadolą.
              Potrzebny jest wstrząs.Najlepiej tragedia osobista.Ona pozwala
              otworzyc oczy i zrumieć ,ze ta droga prowadzi donikąd
              • solaris_38 pewnie bywam choć zasadniczo nie jestem :) ;) ;) 20.09.07, 10:33

                nic nie chce sie zmieniać samo :)

                ja tez najpierw chciałam zmieniać świat
                to świat był niewłaściwy

                może i miałam rację w( sensie że niewłaściwy znaczy nie-optymalny
                z widocznymi dla mnie i według mnei unikalnymi elementami destrukcji)
                ale tylko w jakimś sensie

                bo szczęście dopiero przyniosło mi kiedy dałam ludziom spokój i zajęłam sie
                transformacją mojego uczestnictwa w rzeczywistosci

                poza tym głęboko wierzę ze żeby być szczęśliwym trzeba tego bardzo chcieć i
                wysilać być może codziennie swoją inteligencję i wrażliwość


                co więcej to zawsze jest teraźniejszość
                może jutro załamię się bo coś będzie dla mnie za trudne
                nie wiem :)

                ale wiem ze szczęście nie jest czymś co sie ma na zawsze


                ciesze sie bo w ogrodzie do którego mnie wpuszczono (bądź sama weszłam ? ciekawe
                czemu takiego sformułowania użyłam ...)
                nie ma wojny
                że mam możliwość wyboru
                mogę odejść od miejsc i ludzi dla mnie niekorzystnych i być tam gdzie to co daję
                jest potrzebne a to czego potrzebuję jest mi ofiarowane

                i dlatego ma nadzieję być zadowoloną babcią co będzie mieć palce pomalowane na
                zielono
              • szarylemur Re: już nie jesteś..:) 20.09.07, 16:24
                dorzuce tylko swoje trzy grosze :)
                czasem i tragedia nie wiele pomaga.
                • krytyk2 Re: już nie jesteś..:) 20.09.07, 19:03
                  szarylemur napisała:

                  > dorzuce tylko swoje trzy grosze :)
                  > czasem i tragedia nie wiele pomaga.

                  tak ,też tak uważam ,więc w sumie odsetek tych ,ktorzy potrafią
                  uleczyc samych siebie jest naprawdę niewielki.To prawie jak
                  powołanie:)
    • mona.blue Re: do solaris 19.09.07, 21:56
      solaris,

      Tak czytam tę dyskusję i niestety zupełnie jej nie rozumiem.
      Czy to są takie rozważania metafizyczne, czy masz jakiś konkretny
      problem?
      • shangri.la Re: do Mony:) 19.09.07, 22:01
        Jeśli chodzi o wymianę zdań z Janem S. to wszytko znów sprowadza się do Jego braku wiary:(
        Staram się jak mogę, ale chyba pójdę spać, bo katechumen niezmiernie oporny, do jutra go nie nawrócę:)
        • mona.blue Re: do Shangri 19.09.07, 22:06
          Co do Jana i Ciebie to się kapuję, gorzej z solaris i szarym lemurem.

          Nie trać wiary w katechumena, jak zdążyłam rzucić okiem, to solaris
          (a może szary_lemur) napisała, że ma wiarę :) W każdym razie szuka :)
          • shangri.la Re: do Mony:) 19.09.07, 22:36
            Fajnie , ze chociaż Ty kapujesz , bo on właśnie stwierdził, że ja nic a nic....:)))
            Przyznaję, że ja też nie czytam wszystkich autorów postów:)
            Katechumen szuka? Na razie to szuka tzw "szpargi" a może....kto go tam wie?:)
            Pozdrawiam dobranockowo:)
            • mona.blue Re: do Shangri 19.09.07, 22:40
              Ja również :)
            • mona.blue Re: do Mony:) 19.09.07, 22:42
              Moim zdaniem szuka, bo czasem się dopytuje :)

              Ja również pozdrawiam.

              mona
      • szarylemur Re: do solaris 20.09.07, 01:35
        nie, solaris przypadkiem, a moze z powodu wyzszej nieuswiadomionej koniecznosci,
        a moze po prostu z powodu pewnych niedopracowan w systemie logowania, pisala
        odpowiedz na mojego posta w temacie " oko w oko z chaosem ". i tak sie rozroslo
        i przeistoczylo troche. pozytywnie, z mojego punktu widzenia.
        • mona.blue Re: do szarylemur - dzieki :) 20.09.07, 08:43
        • solaris_38 Szara :) 20.09.07, 10:55
          ja tez mam wrażenie ze stało sie coś dobrego w nas
          choć nasze poglądy sie nie zmieniły
      • solaris_38 w skrócie 20.09.07, 10:54
        polemizuję z Lemurką, w kwestii czy Bauman jest inspirujący w swych wypowedziach
        dotyczących autorytetu
        dla mnie nie
        gdyż odbieram go jako nazbyt mętnego i pesymistycznego

        Lemurka ciekawie polemizuje i dlatego ten wątek

        • solaris_38 to do Mony odp :) nt 20.09.07, 10:56
          • mona.blue Re: do solaris - dzięki :) 21.09.07, 07:43
        • szarylemur Re: w skrócie 21.09.07, 00:03
          dla mnie buman jest inspirujacy, z powodow osobistych. ja potrzebuje oslabic
          sile zewnetrznych autorytetow, ustawic je na nizszym, nie - absolutnym poziomie,
          po to aby uslyszec wlasny glos.
          bardzo podoba mi sie rowniez pierwszy ze szkicow nt typow osobowsci ponowoczesnej.
          to, co dla ciebie, solaris, jest pesymistyczne, dla mnie jest raczej zrodlem
          nadziei. co do metnosci - dla mnie trudne do przelkniecia sa nauki scisle.

          dziekuje ci za bardzo ciekawy dla mnie dialog!
          pozdrawiam serdecznie!
          • mona.blue Re: w skrócie 21.09.07, 07:46
            szarylemur napisała:

            > dla mnie buman jest inspirujacy, z powodow osobistych. ja >
            potrzebuje oslabic
            > sile zewnetrznych autorytetow, ustawic je na nizszym, nie - >
            absolutnym poziomie
            > po to aby uslyszec wlasny glos.

            Dzięki, podoba mi się ta teza :)
            • szarylemur Re: w skrócie 21.09.07, 15:59
              jaka teza?

              :)
          • shangri.la Re: w skrócie 21.09.07, 16:18
            Uważaj Lemurku, abyś nie wylała przysłowoiowego dziecka z kąpielą i usiłując osłabić siłę autorytetów, nie pozbyła się ich na amen.
            Autorytety są jak drogowskazy, pod warunkiem że są AUTORYTETAMI:)

            A swoją drogą, ciekawe czy to Twoje ćwiczenie własne, czy też praca domowa "zapodana" przez jakiegoś terapeutę?
            • szarylemur Re: w skrócie 21.09.07, 16:33
              autorytety sa jak drogowskazy pod warunkiem ze sa autorytetami.
              coz, trudno sie nie zgodzic tak niewyspanej osobie jak ja dzisiaj :)
              chodzi o to, aby mi dopuscic wielosc drog, wielosc drogowskazow. najwyzszy
              drogowskaz nie musi wskazywac najlepszej drogi, ze tak rzuce.

              co do prac domowych i terapeutow. musze cie rozczarowac, shangri.la.
              to moje wlasne eksperymenty, odkad siegam pamiecia taka bylam dociekliwo -
              obrazoburcza. na pewno wiaze sie z to sytuacja mojego domu, ktory przypominal
              pole bitwy autorytetow, gdzie obie strony prowadzily przeciw sobie a wobec mnie
              walke o rzad dusz, a kazda z nich miala tak cienie jak blaski.

              • shangri.la Re: w skrócie 21.09.07, 16:47
                Nie czuję się rozczarowana, wręcz mile zaskoczona:)
                Doceniam Twoją pracę nad sobą , ale chciałam się upewnić , czy jest prowadzona pod kontrolą "autorytetu":)
                Wzrastałaś w domu autorytetów? Takich przez duże A?:)
                Wobec tego , miałaś chyba szczęście.....
                • szarylemur Re: w skrócie 21.09.07, 17:02
                  nie , moja praca nad soba nie ejst prowadzona pod kontrola autorytetu.
                  nie mam kasy na autorytet. nie ma tu darmowego psychologa, szkoda bo lubie
                  rozlozyc sie na kozetce :)))
                  wzrastalam w domu autorytetow? no, w jakims sensie tak. w subiektywnym poczuciu
                  moich rodzicow na pewno byli oni autorytetami, tk absolutnymi, ze nijak pogodzic
                  sie nie chcieli. i tak beznadziejnymi, ze wrecz proszacymi sie o to, aby je obalic.
                  mialam wielkie szczescie uczestniczyc w wojnie domowej. nie lada gratka.
                  pozdrawiam, ide zaczerpnac tlenu :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka