Dodaj do ulubionych

jak zrozumiec faceta (troche o seksie)

    • Gość: Joanna Re: Co napisal NOE??? IP: *.nuph.us.edu.pl 22.06.01, 11:49
      Czy ktos moglby spojrzec nieco powyzej i przeczytac
      co napisal NOE?
      Po przeczytaniu tego poczulam sie tak jakby ktos mnie
      oblal zimna woda - moj maz tez czesto mowi, ze trzeba
      sie cieszyc z tego co sie ma... Niby prawda, ale czuje
      w tym jakas maske dla ludzkiej bezradnosci - po co
      szukac lepszej pracy, walczyc o byt, o jakis status
      spoleczny i materialny kiedy mozna siasc przed
      telewizorem w starym ubraniu i cieszyc sie z tego, co
      sie ma???
      Po co sie wysilac, dbac o malzenstwo, wciaz na nowo
      zdobywac zone, kiedy akt zawarcia malzenstwa lezy
      w szufladzie juz pare lat? Tez mozna sie cieszyc z tego
      co sie ma nie zauwazajac co najmniej miernej jakosci
      takiego zwiazku...
      Jesli do tego moj maz jest taki jak NOE i uwaza, ze ja
      tez powinnam cieszyc sie z tego co mam i ze powinnam
      sie obawiac, ze to strace - to jedyna rada jest
      otworzenie mu oczu i uswiadomienie, ze tak naprawde
      to co mam niewiele jest dla mnie warte i strata bylaby
      rownie niewielka...
      Dla osob, ktore nie czytaly tego wszystkiego co
      poprzednio napisalam mam tylko taka informacje, ze maz
      zrobil sie bardzo mily odkad kazalam mu spac na osobnym
      lozku - moze zrobi sie jeszcze milszy jak zrozumie,
      ze nie jest jedynym facetem na swiecie i ze ja wcale
      nie naleze do biednych, szarych myszek.
      Nie wiem czy dotarlam do istoty problemu, ale jestem
      ciekawa co zobaczylabym pod ta skorupa gdyby udalo mi
      sie obalic to jego (moim zdaniem falszywe) wyobrazenie,
      ze nalezy sie cieszyc tym co sie ma?
      Przeciez my kobiety wcale nie chcemy cieszyc sie
      sflaczalymi mezami kiedy gdzies w glebi serca kazda
      chcialaby miec swojego prywatnego Casanove!!!
      I nic nie tracimy dokonujac takiej zamiany - to wrecz
      czysty zysk...
      Nie namawiam tu nikogo do zycia w ciaglej walce, do
      bycia wiecznym zdobywca, do stawiania czola wiecznym
      wyzwaniom - chce tylko powiedziec, ze lubie czasami
      dolaczyc cos nowego do swojego fizyczno-emocjonalnego
      terytorium, lubie wywalic stamtad cos zuzytego...
      Jesli natomiast metoda na zycie mojego meza jest
      siedzenie na kupie smieci i cieszenie sie, ze ich
      jeszcze wiatr nie rozwial to albo bedzie musial te
      smiecie wywalic i zdobyc na ich miejsce cos
      wartosciowszego, albo ja odejde do kogos podobnego
      do mnie...I nie musze juz, teraz, natychmiast pakowac
      swoich czy jego walizek - moze wystarczy mu to
      uswiadomic, powiedziec wprost zeby zaczal zyc ze
      swiadomoscia, ze trzymajac sie tak kurczowo opcji
      'ciesz sie z tego co masz' jest na najlepszej drodze
      zeby wszystko stracic.
      Nie wiem czy obudzi w nim to glos 'pilnuj swego, walcz
      o to jak lew i zdobywaj co sie da', ale sprobowac nie
      zaszkodzi.
    • Gość: Facet Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: 193.0.110.* 28.06.01, 15:53
      Moim zdaniem powinnaś znaleźć sobie kochanka. Mąż nie musi wiedzieć. Powodzenia
      w poszukiwaniach.
      • Gość: gadula Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.ym1.on.wave.home.com 28.06.01, 16:01
        ty, odwal sie!
        ona juz znalazla.
        • Gość: Malwina Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.abo.wanadoo.fr 28.06.01, 16:08
          No, wiesz ! jak ty do faceta mowisz ?!
          Malwina (oburzona !)
          • Gość: gadula Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.ym1.on.wave.home.com 28.06.01, 16:18
            zartowalem! ;)
            • Gość: kama... ...weź kochanka... IP: 212.182.110.* 28.06.01, 17:35
              świerzego, młodego. Najlepiej brać w czasie pełni, wtedy ma największe
              właściwości terapeutyczne. I walnij się nim w łep. TO SĄ ROZWIĄZANIA
              KRÓTKOFALOWE. I prowadzą na manowce, poniekąd. Aśko, weź lepiej już dogdorat,
              bo odejdziesz z mgr. jak ja. Historie, te się lubią powtarzać. I nie daj się
              wrobić samolubnym genom w potomstwo, bo tytuły odlecą w przyszłe żywoty.
              Kama tylko mgr.
              • Gość: gadula Re: ...weź kochanka... IP: *.ym1.on.wave.home.com 28.06.01, 18:52
                beeeeeeeee...
                tylko pół jabłka adama...
                beeeeeeeee...
                • Gość: kama ... gadule IP: 212.182.110.* 28.06.01, 20:13
                  dla pół główków pół jabłka aż natto
                  • Gość: gadula Re: gadule IP: *.ym1.on.wave.home.com 28.06.01, 20:20
                    a to zes mi dowalila!
                    beeeee...
                  • Gość: gadula Re: gadule IP: *.ym1.on.wave.home.com 28.06.01, 20:26
                    mam nadzieje, ze nie jestes psychologiem...
                    beeeee....
                    • Gość: kama ... gadule, co pisze wnerwiające HAIKU IP: 212.182.110.* 29.06.01, 09:07
                      Jak się prowokuje, to trzeba się liczyć z reakcją. Ale pomyśl sobie, Dzielny
                      Gaduło, że kopniak przez Internet nie boli, a może ratujesz Ludzkość
                      rozładowując moje frustracje.
                      Psa nie mam, nikogo przez życie nie holuję. Choć jako starą, doświadczoną babę
                      niepokoją mnie odgłosy zgoła zoofilne jakie od dłuższego czasu wydajesz.
                      Trzymaj się (na odległość kopnięcia) ciepło. I buźka dla reszty - to ze strachu
                      przed kopniakiem Malwinki.
                      Czy u Was też cholerne, samotne lato???
                      • Gość: Magda Re: HAIKU IP: *.abo.wanadoo.fr 29.06.01, 09:27
                        ( co to jest Haiku? !)

                        Lato gorace, tak gorace ze nie masz pojecia, jak zwykle zreszta, prawdziwe pieklo, do tropikow
                        niedaleko, a samotnosc tak jak i zima - JEST.
                        • Gość: kama... HAIKU JEST..... IP: 212.182.110.* 29.06.01, 14:37
                          ...formą wiersza, która powstała w Japonii, lubili z niej korzystac Mistrzowie
                          Zen. " maksymalna zwiezłość a za razem filozoficzność sprawiają, że małe haiku
                          działa silnie na czytającego i stopniowo zajmuje dużo miejsca w jego wyobraźni"
                          -tyle Czesiek Miłosz.
                          A oto haiku w jego tłumaczeniu:
                          Krople rosy
                          Czym lepiej obmyć
                          Pył świata?
                          Basho

                          Różę kwitnącą
                          Koło drogi
                          Zjadł mój koń.
                          Basho

                          Pchły, wszy,
                          Mój koń szczający
                          Obok mojej poduszki.
                          Basho

                          Dzieci,
                          Nie róbcie nic złego pchle,
                          Też ma dzieci.
                          Issa
                          Coś zróbcie z tym dialogiem, bo mi wpadłpod monitor i nie chcą się pojawiać
                          nowe wypowiedzi.
                          Kama blondynka komputerowa
                      • Gość: gadula Re: gadule, co pisze wnerwiające HAIKU IP: *.ym1.on.wave.home.com 29.06.01, 12:50
                        co za trafna diagnoza!
                        szczegolne z Malwina - mysle, ze od psychologa.
                        zal mi cie.
                    • Gość: Joanna Re: gadule IP: 155.158.103.* 29.06.01, 10:12
                      Oj,Gadula - gdybys ty w lozku byl tak mocny jak w tym
                      glupim gadaniu... oj, mialaby z ciebie niejedna
                      ucieche, a tak...
                      • Gość: gadula Re: gadule IP: *.ym1.on.wave.home.com 29.06.01, 12:53
                        Gość portalu: Joanna napisał(a):

                        &#62 Oj,Gadula - gdybys ty w lozku byl tak mocny jak w tym
                        &#62 glupim gadaniu... oj, mialaby z ciebie niejedna
                        &#62 ucieche, a tak...

                        czy musisz mnie kompromitować?
                        miej litość!

                        • Gość: Joanna Re: gadule IP: *.nuph.us.edu.pl 29.06.01, 13:25
                          No coz, jesli okazalam sie bezlitosna to przepraszam...
                          A swoja droga moglbys nam zademonstrowac swoje talenty
                          w jakiejs innej dziedzinie niz gadulstwo (wybor zalezy
                          od ciebie, z niczym sie nie narzucam)...
                          • Gość: gadula Re: gadule IP: *.ym1.on.wave.home.com 29.06.01, 14:38
                            dlaczego o to pytasz?
                            jak wcześniej zauważyłaś, nie mam za wiele do zaoferowania.
                            A wiec nie mam powodów do przyciągania samiczek.
                            • Gość: Joanna Re: gadule IP: *.nuph.us.edu.pl 29.06.01, 15:23
                              Tu juz nie rozumiem o czym mowimy - rozgadales sie tak
                              bardzo na obu moich watkach, ze az mnie watek rozmowy
                              umknal...
                              • Gość: gadula pierwszy krok w chmurach IP: *.ym1.on.wave.home.com 29.06.01, 15:33
                                co chcesz abym ci zatytowal: milosza a moze bosego?
                                ...intelektualna masturbacja sie zaczela.
                                enjoy.
                                • Gość: kama Re: pierwszy krok w chmurach IP: 212.182.110.* 29.06.01, 18:25
                                  ożesz Ty, to ja chcę połaskotac Cię w ego, a Ty mi
                                  wbrew robisz ?! Gaduło, pó(u)chu marny.....
                                  • Gość: gadula Re: pierwszy krok w chmurach IP: *.ym1.on.wave.home.com 02.07.01, 23:42
                                    ok.
                                    zgwałcę cię, jeśli chcesz.
        • Gość: Joanna Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: 155.158.103.* 29.06.01, 10:01
          Gość portalu: gadula napisał(a):

          &#62 ty, odwal sie!
          &#62 ona juz znalazla.

          Jak to znalazlam??? Ciagle szukam. A ty nie badz taki
          zazdrosny - masz ochote to wsiadaj w samolot i lec sie
          ze mna zabawic!!!!!
      • Gość: Joanna Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: 155.158.103.* 29.06.01, 09:54
        Kochanka juz szukam, szkoda ze na razie tylko na innym
        forum, ale nadchodza wakacje, wezme sobie urlop,
        pojde sie opalac lezac golym tylkiem w strone Slonca
        - moze ktos zauwazy ze sie od mojej pupy swiatlo
        odbija w trawie...
        • Gość: Joanna Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: 155.158.103.* 29.06.01, 09:58
          To powyzsze bylo do Faceta
          • Gość: XXX DLA WSZYSTKICH IP: *.statsbiblioteket.dk 30.06.01, 13:59
            PRZESTANCIE SIE WYZYWAC NA TYM FORUM I WALIC TRZY PO
            TRZY PARA PIETNASCIE, no to nie klamstwo, ale po to
            wlasnie sa takie fora, to widac po tresci listow! Wiec
            przestance wypisywac palniete wypowiedzi, ale ja i tak
            was nie pogonie bo to przez net... get a fuckin
            life!!!!
    • Gość: jaro Nie popędzajcie Joanny IP: 172.30.23.* / 195.117.127.* 03.07.01, 08:19
      O ile zmam kobiety, to kobieta jeśli pyta o radę, to
      przyjmuje i wysłuchuje całą masę opinii, domaga się o
      jeszcze, tak, że dla faceta wygląda to jakby chciała
      przerzucić ciężar decyzjii na kogoś innego. Nie mniej
      jednak po jakimś czasie, nawet nieco dłuższym
      podejmuje soją własną, taką jaka jej odpowiada.
      Określiłbym, że dzieje się to dlatego, że szuka nie
      tylko rady, ale i motywacji. Zaś jej decyzja jest
      zwykle na taką miarę motywacji jaką w sobie aktualnie
      odnajduje. Dopiero po tej pierwszej motywacja się
      nieco umacnia i dojrzewa następna, bardziej odważna.
      Proces nie jest szybki i agresywny, wymaga zaufania ze
      strony otoczenia. Powodzenia :o)
      • Gość: Joanna Re: Jaro ma racje IP: *.nuph.us.edu.pl 03.07.01, 09:48
        W tym co piszesz jest duzo prawdy - kobieta lubi miec
        duzo czasu do namyslu, a jednoczesnie nie lubi gdy
        ktos ja przymusza do zastosowania jakiegos tam
        'jedynego, najlepszego rozwiazania'. W koncu najlatwiej
        podjac pochopna decyzje, a jesli okaze sie zla - znow
        trzeba szukac kolejnego rozwiazania, itd...
        • Gość: jaro Re: Jaro ma racje IP: 172.30.23.* / *.zgrudna.kghm.com.pl 03.07.01, 11:19
          Myślę, że jest to raczej rachunek spodziewanych zysków i strat, w tym tych
          emocjonalnych. Ja jestem raczej raptus, i o ile kobiety ze mną wytrzymują, to
          bardziej dlatego, że dam się lubić. ogólnie uważam, że faceci to są do siebie
          strasznie podobni w swoich wadach, tylko niektórzy z nich są lepiej wychowani.
          Poza tym ciężko być facetem, to ciągła walka o miejsce w grupie. Jeśli ktoś
          poczuje się przegrany, to go zadepczą. Moje miejsce wyznacza pensja, fachowość,
          autorytet oparty na stosunkach towarzyskich. W tej kolejności. Gdybym spadł
          gdzieś na niższy stopień drabiny, to odbiłoby się na moim postrzeganiu siebie.
          Pytanie, kiedy przestałbym walczyc?... A tak mało zależy od moich osobistych
          zdolności, tak wiele od grupy, straszne, bo musze umieć walczyć i wygrywać
          choć "bochaterowie są zmęczeni". Dobrze, że mi to wychodzi, a jak by nie
          wychoddziło to co?...
          • Gość: Joanna Re: do Jaro IP: *.nuph.us.edu.pl 03.07.01, 12:13
            Gdyby nie wychodzilo... to nie wiem co by bylo.
            Moj maz nigdy zadnych sukcesow nie odniosl, nigdy go
            do tego nie przymuszalam, wrecz nigdy nie potrzebowalam
            czyichs wygranych i widocznie on zrozumial,ze nic nie
            potrzeba robic zeby uszczesliwic kobiete...
            A to wcale nie tak - potrzebuje mezczyzny, a nie jego
            dokonan, ale jednak go potrzebuje...
            • Gość: Malwina Re: zycie mezczyzn... IP: 193.250.48.* 03.07.01, 13:18
              jest nielatwe. Nie zazdroszcze (choc sobie tez nie zazdroszcze, ale przynajmniej plaza wolnosci do
              podbicia roztacza sie PRZEDE mna) - chcesz czy nie jestes ofiara wychowania w spoleczenstwie -
              mezczyzna musi sie wykazac, byc kims, imponowac - stolarz ale doskonaly, moze byc mechanik ale
              ma ciagle dazyc do ..., obojetnie z jakiego poziomu startuje, jego przeznaczeniem w society jest drapac
              sie i drapac po drabinie. Do tego trzeba trzymac" klase" - nie okazywac slabosci i wrazliwosci (choc
              zmienia sie to w relacjach prywatnych z kobietami np), byc "mezczyzna" - tak jakby istniala mozliwosc
              bycia czym innym, czy ja zadaje sobie obsesyjne pytanie: czy jestem kobieta ? nie, to jasne.
              Mezczyzni maja tez biedne zycie seksualne - tyle pragnien i obowiazkow trzeba spelnic !

              To wszystko nie daje im mozliwosci zastanowienia sie nad soba. Ale poniewaz kazdy medal ma dwie
              strony : skrzywdzic to oni sie nie daja i umieja jak nikt sprawic sobie przyjemnosc ! (bawiac sie kolejka
              elektryczna)
              Cdn (moze)
            • Gość: babolub Re: o joanny IP: 212.191.70.* 03.07.01, 17:03
              Joanno ! Masz takie wspaniale teksty ! Jestes
              publicystka czy pania psycholog ? Czytam i podziwiam .
              Ale to o mezu , to chyba jakas prowokacja , na ktora
              wszyscy daja sie nabierac ? Pozdrawiam .
              • Gość: Joanna Re: Niestety - prawda. Do baboluba IP: *.nuph.us.edu.pl 04.07.01, 09:15
                Nie jestem ani publicystka, ani pania psycholog
                -zajmuje sie fizyka... a to o mezu to niestety szczera
                prawda. W koncu jak ktos mi nie wierzy to wcale nie
                musi tu zagladac.
                • Gość: Malwina Re: Niestety - prawda. IP: *.abo.wanadoo.fr 04.07.01, 14:10
                  Bum bum bam bam tra ta tra, Aska znow sie przejechala po powyzszej osobie, coz przyzwyczajamy
                  sie powoli ;)

                  Nikt na nic sie nie daje nabrac - wszyscy akceptuja zasady gry , po prostu
            • Gość: jaro Re: Jaro do Joanny IP: 172.30.23.* / *.zgrudna.kghm.com.pl 05.07.01, 06:26
              Kac mi przeszedł, lekka pesyma też, walczę dalej, Ty też się trzymaj!
    • Gość: Anna Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.katowice.supermedia.pl 04.07.01, 14:42
      Witaj Joanno,
      Bardzo podoba mi się styl twoich wypowiedzi. Przeczytałam wszystkie (prawie)
      komentarze i pozwolisz dodam swój. Chciałabym cię jakoś wesprzeć. Właściwie
      parę dobrych rad przeczytałam w stosunku do Twojej sytuacji i jestem pewna że
      je już przemyślałaś. Ja również wiele wyciągnełam z tych wypowiedzi, bo choć
      nie mamy podobnej sytuacji wydaje mi się że podobne osobowości- ja jestem
      trochę bardziej niecierpliwa:).Z pewnością poradzisz sobie bez tzw.
      psychologów. Właśnie stałam przed decyzją czy rozpocząć wreszcie studia
      psychologiczne i teraz jestem pewna że nie. Dzięki tej dyskusji. Ja też
      pracuję, prowadzę dom, zarabiam więcej od mojego faceta, który czasem ale tylko
      czasem przypomina twojego. Fakt ,że mamy odmienne potrzeby seksualne i on żywi
      niechęć do filozoficznych dysput "o bogu i ojczyźnie".. ale bardzo się kochamy.
      Jeszcze.Co chciałabym ci powiedzieć? Myślę że nie ma facetów doskonałych. I
      wydaje mi się że ten brązowooki z autobusu to czemu nie.... Odwagi.W najgorszym
      wypadku szybko cię spławi..co masz do stracenia?
      Ja również w czasach liceum kochałam się intensywnie w pewnym brązowookim
      wysokim mężczyźnie. Ale gdy tylko na mnie patrzył udawałam że nic ale to nic
      mnie nie obchodzi. Poznałam go w sobotę na urodzinach kumpla. (A to oni się
      znają?) ale z bliska stwierdziłam że mi przeszło. chociaż pewnie chciałabym to
      sprawdzić dogłębnie gdyby mi się nie układało z moim facetem.
      jeżeli nic nie da się z Twoim mężem zrobić..a zastanów się porządnie czy to że
      teraz jest miły ma szanse poważnie rozciągnąć się w czasie...to pogadaj z
      brązowookim. To niełatwe wiem..ale jesteś zdesperowana, jak nie jesteś to
      wyobraź sobie. I myślę że najważniejsze to to żeby facet był DOBRY. Żeby się o
      ciebie troszczył i ci pomagał. Jestem z moim facetem od 2 lat, mieszkamy razem
      bez ślubu i mam okazję dobrze mu się przyjrzeć.Zanim powiem TAK. Ani ja ani on
      nie jesteśmy bez wad, ale mimo że jeśli chodzi o materialny wkład daję więcej
      nie odczuwam dyskomfortu. On daje mi czułość, miłość, akceptację, potrafi o tym
      mówić czasem nawet jak go nie pytam, pierze (fatalnie ale jednak) zmyje
      naczynie i zadeklaruje się że posprząta. Tacy faceci istnieją wierz mi. Jak są
      bezrobotni to łąpią doły ale np. zajmują się domem- i to nie z wielką łaską.
      Czy twój mąż ma /miał jakiś swój własny kodeks honorowy? czy on ci odpowiada?
      Moja przyjaciółka nie mogła wyjść z toksycznego związku trwała w nim ponad
      cztery lata chociaż ją obrażał, poniżał i wcale nie byli małżeństwem, nawet się
      na to nie zanosiło. Przez te wszystkie lata wiedziała że nie jest to facet dla
      niej. Wynajdywała różne ważne powody dla których nie może z nim teraz zerwać. A
      chodziło o materialne zaplecze i zwykły lęk przed samotnością.
      Pewnie trwałaby w tym do dzisiaj gdyby nie spotkała innego mężczyzny. On dał
      jej siłę potrzebną żeby to skończyć. Tobie też życzę powodzenia
      Obojętnie co postanowisz, Losy świata w Twoich rękach...
      • Gość: Malwina Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.abo.wanadoo.fr 04.07.01, 14:57
        wszystko to ladnie pieknie ale powiedzcie mi dlaczego DLACZEGO musicie z lap jednego w lapy
        drugiego wpasc ? Tyle zmarnowanych lat, z powodu obaw, niesprecyzowanej osobowosci,
        niepewnosci, a co powie mamusia tatusi spoleczenstwo papiez i sasiadka ? W dalszym ciagu ratuje
        ksiaze z bajki, rycerz na rumaku, alez wy ryzyko podejmujecie , dziewczyny!
        • Gość: Joanna Re: do Malwiny IP: *.nuph.us.edu.pl 04.07.01, 15:06
          Dlaczego? Mala, slodka tajemnica...
        • Gość: Anna Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.katowice.supermedia.pl 04.07.01, 15:12
          Nie trzeba wpadać zaraz w łapy innego, to nawet niewskazane..ale w niektórych
          przypadkach konieczne. Po poważnym rozstaniu z mężczyzną zawsze potrzeba
          samotności zależy to jednak od osoby. Wydaje mi się że Joanna ( z tego co
          przeczytałam) ma dość sprecyzowaną osobowość i wie czego chce. Tak więc każdą
          radę przefiltruję przez sito swojej osobowości i będzie wiedzieć czy jej ona
          odpowiada .eśli chce innego mężczyzny to go sobie znajdzie, niezależnie od
          forum...a kto wie może z jego pomocą?
          • Gość: Joanna Re: Znowu do Anny IP: *.nuph.us.edu.pl 04.07.01, 15:42
            Ciekawe czego sie dowiesz o mnie jesli zacytuje tu
            jeden ze swych wierszy ( a dowiedziec mozna sie wiele
            jesli jest sie przede wszystkim czlowiekiem)...
            .........

            Czym jest moja milosc? Mysla, snem, marzeniem,
            niezwykla przygoda, prawdy odkrywaniem,
            najdelikatniejszym serca uderzeniem,
            tesknota bez granic i poszukiwaniem...

            Czym jest moja milosc? Radoscia spotkania,
            najczulszym dotykiem, spojrzeniem, usmiechem,
            kazda lza samotna i bolem rozstania,
            setka barwnych wspomnien, glosu twego echem...

            ..........

            Chcialabym zrobic cos w rodzaju psychozabawy - skoro
            twierdzisz, ze mam sprecyzowana osobowosc - wymien
            10 cech mojego charakteru - jesli nie masz nic
            przeciwko temu. Jak mi sie cos nie spodoba to obiecuje,
            ze nie bede sie zloscic ani obrazac!!!
            Jak trafisz 7 to na psychologa nadajesz sie o wiele
            bardziej niz niektorzy z dotychczasowych 'doradcow'
            na forum i etatowych psychologow w przychodniach.
            • Gość: Anna Re: Znowu do Joanny IP: *.katowice.supermedia.pl 04.07.01, 16:21


              &#62
              &#62 Czym jest moja milosc? Mysla, snem, marzeniem,
              &#62 niezwykla przygoda, prawdy odkrywaniem,
              &#62 najdelikatniejszym serca uderzeniem,
              &#62 tesknota bez granic i poszukiwaniem...
              &#62
              &#62 Czym jest moja milosc? Radoscia spotkania,
              &#62 najczulszym dotykiem, spojrzeniem, usmiechem,
              &#62 kazda lza samotna i bolem rozstania,
              &#62 setka barwnych wspomnien, glosu twego echem...
              &#62
              &#62 ..........
              Jeśli kochasz to całą sobą, aż po ból...
              czujesz radość w dawaniu potrafisz zauważać drobne i urokliwe
              szczegóły..troskliwie je pielęgnujesz wiedząc, że
              to twoja ostoja i ucieczka kiedy jest źle
              Lubisz tęsknić choć to oznacza cierpienie ale jak wzbogaca..
              Znasz miłość wiesz co to ból rozstania..jesteś człowiekiem...

              &#62 Chcialabym zrobic cos w rodzaju psychozabawy - skoro
              &#62 twierdzisz, ze mam sprecyzowana osobowosc - wymien
              &#62 10 cech mojego charakteru - jesli nie masz nic
              &#62 przeciwko temu. Jak mi sie cos nie spodoba to obiecuje,
              &#62 ze nie bede sie zloscic ani obrazac!!!
              &#62 Jak trafisz 7 to na psychologa nadajesz sie o wiele
              &#62 bardziej niz niektorzy z dotychczasowych 'doradcow'
              &#62 na forum i etatowych psychologow w przychodniach.

              Nie mam już ambicji żeby być psychologiem..
              Dziesięć cech twojego charakteru hm ...
              Na początek wyjaśnię...Sprecyzowana osobowość to taka, która
              zna siebie i rozróżnia swoje stany emocjonalne oraz potrafi je analizować.
              Tak to rozumiem. Twoje cechy charakteru?
              Wydaje mi się że masz jak gdyby podwójną osobowość. Jesteś otwarta a jednocześnie
              bardzo skryta. Nie boisz się mówić o swoich uczuciach i ufać ludziom, bo wiesz że
              tak naprawdę to ufasz tylko sobie a oni i tak nie są w stanie cię skrzywdzić.
              Jesteś niezależna i zaradna a jednocześnie potrzebujesz opieki i czułości takiej
              jak w dzieciństwie. Znasz swoje możliwości i wiesz czego możesz oczekiwać od
              innych, pewnie "zjadłaś" niejedną psychologiczną książkę. Jesteś odważna , cenisz
              życie ale nie raz już pragnęłaś śmierci- jednocześnie wiesz że nie jesteś sobie w
              stanie tego zrobić. Masz swój wewnętrzny świat, możesz porozmawiać z każdym
              szanujesz prawo do odmiennego zdania, jesteś tolerancyjna ale nie na wszystko.
              ponieważ zwykle rozważnie podejmujesz decyzje i wypowiadasz opinie masz skłonność
              do niezauważania swoich błędów. Lubisz się doskonalić duchowo.
              Nie wiem czy to dziesięć ... Może to efekt przeniesienia, kto wie?

              Też ci coś napiszę zanim wyjdę z pracy:

              W starych szkieletach butów
              Znajduję czasem
              Złamane serca liści
              I to jest jakby
              przepaść
              otwierała się pod stopą
              Stoję jeszcze tak wysoko
              a wkoło nic
              i myślę wtedy
              że liście lecą wolno
              Więc jeśli spadnę
              Będę jak liść
              bosa

              do jutra Joanno


              • Gość: Joanna Re: Znowu do Anny IP: *.nuph.us.edu.pl 05.07.01, 10:08
                Moje gratulacje!!! Calkiem dobrze poszla ci ta
                psychoanaliza. Tylko ta 'podwojna osobowosc' mnie
                zdziwila, ja wcale siebie 'podwojnie' nie odbieram,
                wole to nazywac 'dziki krzew', bo mi sie ta osobowosc
                bujnie rozrosla we wszystkich mozliwych kierunkach,
                ktore pozornie wydaja sie sprzeczne...
                Jedno male sprostowanie - wlasne bledy dostrzegam...
                niestety piec lat po fakcie ( co chyba generalnie jest
                rzeczywiscie bez znaczenia dla sprawy).
                Zerknij, co napisal Babolub - co ty o tym myslisz???
                • Gość: Anna Re: Znowu do Joanny - Babolub IP: *.katowice.supermedia.pl 05.07.01, 10:55
                  ja tam nie mam cierpliwości wyczytywać tego typu bredni...
                  Ten facet to zakompleksiony relikt epoki lodowcowej..aż dziw że takim jeszcze
                  udaje się przetrwać i siać podobne brednie o dziecku wypełniającym pustkę...
                  Takim jak on bliskie są poglądy Arystotelesa, który twierdził, że jak kobieta
                  nie urodzi dziecka to jej macica wędruje po organiźmie powodując histerię i
                  inne nieszczęścia. Może na fizyce to on się zna, probuje pewnie intensywnie
                  zrozumieć jak to się udaje babie.. ale gdzie mu tam do prawdziwej
                  kobiety.Ponieważ nie stać go nawet na odrobinę szacunku zostają mu tylko
                  żałosne próby udowodnienia jego rzekomej wyższości. Po co się takimi
                  przejmować? Trzeba współczuć babie, która naiwnie mu uwierzy i będzie chciała
                  go zaspokoić. Kobieta nawt na takiego nie popatrzy.
                  • Gość: Malwina Re: Znowu do Joanny - Babolub IP: *.abo.wanadoo.fr 05.07.01, 12:11
                    lepiej podsumowac nie mozna :)
              • Gość: Anna ??? IP: *.katowice.supermedia.pl 05.07.01, 10:42
                Może jestem niecierpliwa...
                Podobno ciekawość to jedyny powód usprawiedliwiający pytania
                A ja jestem ciekawa reakcji na moją pseudoanalizę :)
                godz.16.20 jakoś tak...wczoraj
      • Gość: Joanna Re: Do Anny IP: *.nuph.us.edu.pl 04.07.01, 15:04
        Widze, ze mowimy tym samym jezykiem...
        Co do mojego meza - chyba nic sie nie da z tym zrobic.
        A poniewaz ani nie chce sie ze mna rozwiesc (gdzie on
        druga glupia znajdzie), ani nic nie chce zmieniac
        wiec jak tak dalej pojdzie to we wlasciwym czasie
        pozostanie mi powolac sie na 'calkowity rozpad pozycia
        malzenskiego' przed sadem...I bron Boze wyprowadzac sie
        - gotow jeszcze mi udowodnic, ze ja zawinilam, bo go
        porzucilam... mimo, ze problemy zaczely sie duzo
        wczesniej. Kochanek brazowo- czy niebieskooki moze
        byc, byle w tajemnicy przed mezem bo tez moglby to
        wykorzystac...
        Jemu po prostu nie uda sie byc mezem nie angazujac sie
        w malzenstwo, a on wlasnie robi wszystko, zeby tego
        zaangazowania uniknac -nie wazne czy to autentyczna
        cecha osobowosci czy neurotyczna...
        I przyznaje sie do jednego malego klamstewka - caly
        czas udawalam, ze nic a nic nie znam sie na
        psychologii, ale to nie moze byc prawda skoro
        'wypsnelo' mi sie pewne sformulowanie...
        • Gość: Anna Re: Do Joanny IP: *.katowice.supermedia.pl 04.07.01, 15:32
          Każdy z nas zna psychologię na własny użytek. Miałam kiedyś ambicję w pomaganiu
          innym, później pomyślałam że to dość rozwijający kierunek. Ale nzawsze
          wiedziałam że najlepszym psychologiem jest samo życie. Bez testów - jakkolwiek
          by one ciekawe nie były, bez teorii w sumie nie wyczerpujących tematu itp. Wolę
          dyskusję z człowiekiem Ale takim co naprawdę ma coś do powiedzenia, bez
          stanowiska terapeuta- guru- i ja - biedna nie wie co ze swoim życiem zrobić.
          Mimo to psycholodzy są potrzebni...szkoda że tych prawdziwych jest tak mało.
          Joanno, fajna z ciebie kobieta, cieszę się że tu się opisałaś, bo mogłam cie
          troszeczkę poznać. Podziwiam odwagę i cierpliwość.
          też pracuję w Katowicach, mieszkam w Gliwicach. Nie jest to tak daleko . Nie
          wiem jak w twojej pracy zapatrują się na rozmowy telefoniczne, ale jeśli
          potrzebujesz kiedyś z kimś pogadać to możemy pogadać na priv.
          Nifrodel@wp.pl.
          A co do twojego faceta to jak ty z nim wytrzymujesz w weekendy?
          • Gość: babolub Re: Do Joanny IP: 212.191.70.* 04.07.01, 17:18
            Zawsze mialem dobre zdanie o fizykach . Stad wnioskuje
            , ze gorujesz nad mezem rowniez intelektualnie . Przy
            tylu twoich talentach i zaletach oraz niesamowitej
            energii a moze i zdrowiu - nic dziwnego ze z meza
            zrobil sie impotent . A jesli do tego cierpi na migreny
            albo depresje to sprawa jeszcze trudniejsza. Mezczyzna
            musi miec poczucie przewagi , chocby w czymkolwiek -
            nawet w gwizdaniu na palcach :-))) . Ale dziecka
            jeszcze nie macie ? Dziecko by Ci zajelo czas ,
            zaangazowalo emocjonalnie i odwrocilo uwage od seksu .
            Rozwod to bardzo zle rozwiazanie : podzial mieszkania ,
            majatku , stresy -stanowczo odradzam . A przy okazji -w
            jakiej dziedzinie fizyki pracujesz? Pozdrawiam.
            • Gość: Malwina Re: wtracam sie... IP: *.abo.wanadoo.fr 05.07.01, 09:06
              ...ale to dla dobra wszystkich pan ! Nigdy, przenigdy, dziecko nie scementuje kulawego zwiazku !
              wprost przeciwnie- jest jak papierek lakmusowy !
              A w ogole co to za pomysly szalone plodzic dziecko aby sie zajac ! co to za przedmiotowe traktowanie
              czlowieka ! (bo, wyobraz sobie, dziecko JEST CZLOWIEKIEM, a nie maskotka!)
              I to jest kryminal kryminalow swoje problemy skladac na jego barki i oczekiwac pocieszenia !
              To rodzice sa tym patykiem po ktorym roslina pnie sie w gore, a nie odwrotnie !

              Najlepsza matka to kobieta ktora potrafi byc szczesliwa i zrownowazona...bez dziecka.
              • Gość: Basia Re: do Joanny IP: 192.168.5.* / *.interecho.com 11.07.01, 23:25
                Tak sobie sledze ten watek od jakiegos czasu i w koncu odwazylam sie cos
                napisac.Na pewno masz racje w temacie dziecka-nic dobrego z tego nie
                wyjdzie.Jezeli chodzi o Twoje malzenstwo,to z tego co piszesz wynika,ze nie ma
                sensu glowy sobie nim zawracac.Tak naprawde uwazam,ze dawno z niego
                zrezygnowalas (i brak seksu nie jest jedyna przyczyna) po co sie
                zameczasz.Skoro jest problem z rozwoden/rozstaniem nie rob tego ale tez nie
                zajmuj sie juz martwym zwiazkiem.Trupa nie da sie reanimowac.ZYJ WLASNYM
                ZYCIEM.To znaczy rob to co robilabys gdybys byla sama.Jesli jest taka mozliwosc
                to znajdz innego mezczyzne,a w kazdym razie nie zamykaj sie na taka
                mozliwosc.Nie sadze,zebys cos do meza czula oprocz swego rodzaju litosci (moze
                nawet pogardy).Moze z czasem on tez zrozumie pewne rzeczy i sytuacja sie jakos
                wyklaruje w jedna lub w druga strone.Nic innego nie przychodzi mi do
                glowy.Mysle,ze ten watek byl tylko pretekstem,bo tak naprawde zdecydowalas,ze
                ten zwiazek jest bez sensu.Ja w kazdym razie na podstawie tego co napisalas nie
                wyobrazam sobie,zeby Twoj maz mogl zrobic cos co spowodowaloby zmiane Twojego
                stosunku do niego Pozdrawiam i zycze szczescia :-)
            • Gość: Joanna Re: Do Baboluba IP: *.nuph.us.edu.pl 05.07.01, 09:53
              Czlowieku, chyba nie przeczytales wszystkich tych
              postow bo rzeczywiscie zrobilo sie tego o wiele za
              duzo...
              Razem z mezem niczego sie nie dorobilismy, bo uczelnia
              placi mi niewiele, a dodatkowo moj maz rzadko miewa
              jakas prace - nie mamy mieszkania, samochodu, zadnych
              oszczednosci - zeby kupic sobie nowe ubranie, buty itd
              czesto musze lapac rozne 'fuchy' ktorych po prostu
              nienawidze, nie mamy dzieci - nic nie mamy o co
              moglibysmy sie klocic i walczyc ze soba.
              Widze, ze dla ciebie miejsce kobiety jest przy garach
              i pieluchach. OK - podam ci moj numer ROR i przysylaj
              na niego pieniadze co miesiac to urodze dziecko, bo
              z cala pewnoscia moj maz na nie nie zarobi.
              A poza tym - lepiej juz zapisac sie na kurs tanca, zeby
              odwracac od czegokolwiek uwage... A tak przy okazji
              -czy ty sugerujesz, ze kobieta nie ma prawa do zycia
              seksualnego? Twoim zdaniem jestem wlasnoscia meza?
              Tak odebralam twoja wypowiedz i w takim wypadku szkoda
              czasu na dyskusje - my sie po prostu nie dogadamy
              ( czuje wstret do meskich szowinistow).
              Czyli radzisz mi gnic w zwiazku bez milosci,
              partnerstwa, seksu - ty chyba zartujesz...
              • Gość: babolub Re: Do Joanny IP: 212.191.70.* 05.07.01, 15:57
                W takim razie watek powinien byc inaczej zatytulowany
                .A moze masz za wielkie potrzeby jak na mozliwosci
                swojego meza ?. Wracajmy wiec na watek poliandrii. Czy
                nie lepiej miec wielu panow? Gdybys mieszkala w Lodzi
                chetnie bylbym jednym z nich :-))). I wplacalbym tez na
                ROR umowiona kwote . Pozdrawiam,.
                • Gość: Joanna Re: Do Baboluba IP: *.nuph.us.edu.pl 05.07.01, 16:22
                  O, przepraszam - prostytucja to ja sie nie zajmuje!
                  (Jesli dobrze zrozumialam twoja aluzje)
                  I nie zakladaj, ze chcialabym sie z toba kochac, czy
                  chocby nawet spotykac gdybym mieszkala w Lodzi.
                  Zebys nawet zostal jedynym facetem na swiecie -
                  wolalabym zrobic sobie dobrze kijem niz skorzystac z
                  twoich uslug - reprezentujesz niewlasciwy poziom,
                  czlowieku. Ja potrzebuje faceta/facetow z klasa
                  a nie pierwszego lepszego z ulicy.
                  • Gość: babolub Re: Do Joanny IP: 212.191.70.* 05.07.01, 16:39
                    Malzenstwo bywa czesto ukryta forma prostytucji .
                    Odsylam do ksiazki K. Deschnera "Krzyz panski z
                    Kosciolem " . Nie dziwie sie mezowi , jesli do niego
                    odnosisz sie podobnie jak do mnie. Za kilka lat przy
                    takiej postawie bedziesz pisac w watkach " Szukam
                    milosci a dostaje tylko seks ". Zycze powodzenia .
                    • Gość: Joanna Re: Do Baboluba IP: *.nuph.us.edu.pl 06.07.01, 09:40
                      Nikt cie do tego watku nie zapraszal i publicznie
                      oswiadczam, ze nie bede z toba dyskutowac - nigdy
                      wiecej ani slowem nie skomentuje tego co tu czy
                      gdziekolwiek na tym forum wypisujesz. Pogadaj do
                      lusterka jak ci to przyniesie ulge.
                      • Gość: Janek Do Joanny IP: *.ipartners.pl 12.07.01, 12:41
                        Joanno
                        Mój list wkręcił się w okolice 7.06. więc spójrz tam. Jest tam kilka
                        skondensowanych uwag, które co prawda wiele może nie wnoszą, ale zawsze jest to
                        jakaś dodatkowa męska opinia.
                        Ten twój mąż to jednak idiota.
    • bracken Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) 13.07.01, 15:09
      Cześć Joanno!

      Przeczytałem wiele Twoich wypowiedzi i chciałbym wyrazić tylko swoje zdanie
      (jako facet). Wydaje mi się, że jesteś tkwi w Tobie wiele romantyzmu, który
      niestety w konfrontacji z rzeczywistością (męska logika i te sprawy...) nigdy
      się nie sprawdzi, sam jestem romantykiem i doświadczam tego na własnej skórze.
      Faceci z reguły są mało domyślni, myślą logicznie i analitycznie i mają raczej
      słabe zdolności do empatii.
      W Twoim przypadku Twój mąż sprawia wrażenie kogoś komu nie zależy na Tobie,
      pewnie jest mu "dobrze" i nie ma potrzeby okazywania swoich uczuć. Nie znam go
      i nie chcę go oceniać, ale sądzę, iż nie znajdziesz zaspokojenia swoich potrzeb
      przy takim mężczyźnie. Kobieta potrzebuje czułości, a przed wszystkim
      zrozumienia drugiej osoby, chęci "wygadania" się. Nawet jeśli facet nie lubi
      tego, nie ma czasu, to przynajmniej ze względu na uczucie, które powinno go
      łączyć z Tobą, powinien wyzbyć się swojego egoizmu i zająć się Tobą.

      Rozmowa jest kluczem w związku, jeśli ona nie skutkuje to coś jest nie tak.
      Należy umieć się dogadywać, w przeciwnym wypadku wszystko jest tylko kwestią
      czasu i tego jak długo potrafimy się oszukiwać...

      Pozdrawiam,
      Bartek
    • Gość: marcin Dlaczego to wszystko tak sie zmienia??? IP: *.*.*.* 13.07.01, 16:35
      Wlasnie nudzac sie w pracy znalazlem to forum, poczytalem pare rozmow (ta mnie
      najbardziej zaintrygowala - niestety zaraz ide do domu i nie przeczytam
      wszystkiego) i jestem w szoku. Nie zalozylem jeszcze rodziny ale marzy mi sie
      rzecz jasna taki filmowy standard, choc bynajmniej nie jestem pozbawiony
      zludzen ze zawsze jest milo i przyjemnie i wiem ze trzeba wiele trudu wlozyc
      aby wspolne zycie sie ukladalo. Ale nie potrafie zrozumiec jak to sie dzieje,
      ze ludzie 3 lata po slubie, a czasem nawet wczesniej staja sie sobie zupelnie
      obcy??? Wszyscy udaja, a potem wychodzi z nich prawdziwa natura? Jak Joanno i
      inne drogie mezatki to wygladalo przed zalozeniem obraczek?
      Jestem troche zdolowany i boje sie ze mnie tez cos takiego spotka...
      Pozdrawiam wszystkich.
    • Gość: Meg Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 13.07.01, 20:48
      Witam Cie Joasiu!
      Mozemy podac sobie rece...tyle ze moja historia potoczyla sie znacznie
      dalej...pojawil sie ktos trzeci i mysle o rozstaniu. Z jednej strony bardzo
      tego pragne z drugiej nie potafie zostawic meza-sietotki. Pragne dziecka jak
      nigdy dotad od jakiegos miesiaca i wiem, ze ten trzeci tez tego pragnie.
      Zakochalam sie, ale to trwa juz ponad rok...Nie wiem co dalej, jestem
      nieszczesliwa i zestresowana...przeciez 3 lata temu szalelismy za soba, a
      dzis??? chetnie porozmawiam na privie...
      Pozdrawiam,
      Magda
      • Gość: Janek Do Meg IP: *.ipartners.pl 14.07.01, 11:11
        Czy ty Meg przypadkiem nie chcesz być z tym drugim "tylko" i wyłącznie, aby
        mieć dziecko? Zegar biologiczny tyka... Czy gdyby Twój mąż dał Ci dziecko
        zostałabyś z Nim?
        Może na osobę, która chce dać Ci dziecko tylko przelewasz to, co czułaś do męża?
        A może twój mąż stał się "sierotką" bo Ty się od Niego odsuwasz i On to czuje?
        Załóżmy, że twój mąż nadal Cię kocha. Wiesz jak faceta zostawia ukochana
        kobieta (ponoć szaleliście za sobą) to wyglada i zachowuje się później jak
        siedem nieszczęść. Sama zobaczysz.
        Przychodzi mi jeszcze jedna myśl. Szaleliście za sobą, ale zabrakło Wam czegoś
        więcej. fascynacja się wypaliła, pozostała jakaś frustracja, którą trudno
        zrozumieć, a która ciągle się przydarza w różnych związkach.
        Przepraszam, że zadaję pytania i nie udzielam odpowiedzi, sama na nie
        odpowiedz. Może ten list jest trochę niespójny, ale miłość też nie ma nic
        wspólnego z logiką.
        Pozdrowienia
        • Gość: Joanna Re: Do Meg, Janka i nie tylko... IP: *.nuph.us.edu.pl 16.07.01, 10:20
          Najpierw kilka slow do Janka - jesli Meg twierdzi, ze
          jej maz jest sierotka, to zapewne taki jest w istocie
          i tyle samo z cala pewnoscia moge powiedziec o wlasnym.
          Taki typ osobowosci i nie ma po co dzielic wlosa na
          czworo... A co mi powiecie jesli ja wyznam, ze sama
          jestem bliska zakochania w kims trzecim a ciagle na
          dziecko nie czuje sie gotowa i na pewno nie chodzi mi
          o "samca" do rozrodu??? Po prostu zaczynam jakby rodzic
          sie na nowo i nie moge tego zatrzymac...
          Co bylo przed slubem - narzeczony nosil zawsze biale
          spodnie i wyprasowana koszule, kupowal mi czerwone
          roze, a teraz chodzi niechlujnie ubrany i rozlicza mnie
          z kazdej zlotowki, zwlaszcza tej ktorej sam nie
          zarobil. I tu nie chodzi o zadna empatie, jak ktos
          powyzej zasugerowal - no przeciez mowie tak wprost,
          scisle i logicznie ze bardziej wprost sie juz nie da.
          Tu chodzi o zaniedbanie swojej atrakcyjnosci, swojej
          osobowosci, swojego zycia, malzenstwa o przespanie
          jakiejs swojej szansy. Wypowiada sie tu wielu mezczyzn
          wiec zapytam - czy gdybyscie mieli zone, ktora przed
          slubem byla calkiem normalna, atrakcyjna kobieta,
          a po slubie przestala dbac o siebie, interesowac sie
          seksem i w ogole interesowac sie czymkolwiek oprocz
          lezenia przed telewizorem, ktora stala sie osoba
          zupelnie bez zycia, to jak sami zastosowalibyscie
          swoje rady w praktyce? Co wy byscie zrobili?
          Nie mowcie mnie, Meg czy komukolwiek co my mamy zrobic.
          Powiedzcie jak wy byscie zachowali sie na naszym
          miejscu, jak by sie wam podobalo takie zachowanie
          zyciowej partnerki, jakie uczucia by w was
          wzbudzala???
          Czy bylibyscie zachwyceni taka postawa wlasnej kobiety.
          Jak wy byscie ratowali ten zwiazek, co zrobilibyscie
          sami?
          I nie pogniewam sie na nikogo, kto odpowie, ze nie
          wytrzymalby z taka baba... Dziwicie sie, ze z tego
          typu facetem ja nie umiem wytrzymac?
          • Gość: Janek Do Joanny IP: *.ipartners.pl 16.07.01, 15:33
            Joanno, gdybym nie miał dzieci to bym wolał się rozstać. Poprosiłbym ją, aby
            poswięciła mi czas na poważną rozmowę, a potem bym powiedział co mi się nie
            podoba i że zamierzam zrobić tak i tak jeśli nic z sobą nie zrobi.
            Ale gdyby były dzieci: to bym nie chciał za nic w świecie, aby związek się
            rozstał, ale za wszelką cenę chciałbym go ratować.
            Jakimi środkami? Wszystko zależy od tego jaka ta moja żona byłaby.
            • Gość: Joanna Re: Do Janka IP: *.nuph.us.edu.pl 17.07.01, 09:43
              No widzisz - ja takich rozmow przeprowadzilam z mezem
              o wiele za duzo. I powiedzialam mu, ze jesli sie nie
              zmieni to samo zycie popchnie mnie do szukania milosci
              gdzie indziej. Za kazdym razem obiecywal poprawe
              - ciagle, az do znudzenia te same obietnice... ale nic
              konkretnego nie zrobil. I co? I wlasnie zaczynam czuc
              jak mnie zycie popycha...
          • Gość: Meg Re: Do Joanny IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 16.07.01, 21:24
            Joanna! Masz calkowita racje...Ja zawsze ciagnelam mojego meza za uszy, to na
            impreze, to na weekend, choc na poczatku znajomosci wykazywal troche
            inicjatywy. Ale ja juz poprostu nie mam sily, nie chce mi sie poprostu...On
            woli wysiadywac przed komputerem, zadnych znajomych, zadnego zycia
            towarzyskiego... Juz nawet sie smieje, ze jego zona to komputer, a jak odejde
            to nawet nie zauwazy... zeby jeszcze to wysiadywanie do czegos prowadzilo,
            czytaj zapewnialo bezpieczenstwo finansowe. Ale to jest wieczny relaks! Juz
            szlag mnie trafia jak przylatuję do domu z wywieszonym ozorem, gary wychodza z
            kuchni, smieci pelazja po kuchni a lodowa pusta a moj najdrozszy zabija mnie
            stwierdzeniem - zjadlbym cos... Bez wyobrazni, egoista! Ja zasuwam na 2 etaty w
            pracy plus jeden w domu, a tu masz takiego goscia hotelowego. I jeszcze nie
            potrafi bezpieczenstwa zapewnic. A zawod ma ponoc jeden z najlepszych w kraju -
            informatyk! To chyba przegiecie...No tak, ale jak wszyscy dookola powtarzaja
            mu, ze ma obrotna i zaradna zone...to po co sie bedzie wysilal... A do tego ta
            nuda, marazm, wieczne zmeczenie i brak pomyslu na zycie...zero czulosci, tylko
            obowiazek seksu z mojej strony... Nie dalam sie, jestem twarda, choc czasami
            mam ochote uciec i zapomniec, ze to kiedys byl moj obiekt pozadania...
            Dlatego zaczelam miec swoje zycie, poczatkowo zawodowe, a potem przerodzilo sie
            w pol prywatne i ... No wlasnie zaczelam szukac tego, czego nie mialam w
            domu... Trafilam...mecze sie, czuje sie jak miedzy mlotem a kowadlem...do tego
            zaczyna szalec instynkt macierzynski, nie tylko u mnie...u mojego
            Przyjaciela...Ale nasze zycia nie sa wolne, czyste...Jesli zdecydujemy sie,sama
            nie wiem, to czeka nas przewrocenie swiata do gory nogami...czy dam rade, a
            moze ratowac co sie da???
            Podrawiam Cie Joasiu!
            • Gość: Basia Re: Do Joanny i Meg IP: 192.168.5.* / *.interecho.com 16.07.01, 22:11
              Nie zastanawiaj sie Meg.Jesli kochasz i chcesz miec dziecko,a w dodatku
              istnieje mozliwosc aby swoje marzenia zrealizowac - ZROB TO! To piekne,ze masz
              szanse ulozyc sobie zycie. Twoj scenariusz to wlasnie to,o czym pisalam
              wczesniej do Joanny.W sytuacji takiej jaka zaistniala w Waszych malzenstwach
              trzeba znalezc WLASNA droge i nie ogladac sie na meza,ktory nie potrafi nic z
              siebie dac.Joanno,jesli zajmiesz sie soba i swoim zyciem moze wszystko sie
              ulozy.Znajdziesz kogos kogo pokochasz z wzajemnoscia albo zrealizujesz sie w
              jakiejs innej dziedzinie (praca,zycie towarzyskie,hobby czy cokolwiek innego)
              Nie masz dzieci,wiec tak naprawde nie krzywdzisz nikogo (maz krzywdzi sam
              siebie swoim postepowaniem).Kazdy ma prawo do szczescia,a zyje sie tylko raz...
              Mam nadzieje,ze wszystko sie ulozy i Tobie Joanno i Tobie Meg. Pozdrawiam :-)))
              • Gość: Joanna Re: Do Basi i Meg IP: *.nuph.us.edu.pl 17.07.01, 09:54
                No, coz - moj maz zachowuje sie praktycznie tak samo
                jak maz Meg, z ta roznica, ze nie jest informatykiem
                i nie mamy w domu komputera... A pracy na dwa etaty
                nie wytrzymalam fizycznie - jak wpadnie jakies
                pojedyncze zlecenie to biore, ale zeby tak na stale,
                to niestety dziekuje... Nie tylko mojemu mezowi
                "cos sie od zycia nalezy" - mnie chyba tez.
                W sumie to mam juz dosyc bycia dla faceta "zapleczem
                socjalnym", zwlaszcza dla faceta ktory nie umie
                tego docenic.
                • Gość: Janek Re: Do Basi i Meg IP: *.ipartners.pl 17.07.01, 10:14
                  Dziewczyny zacznijcie to co rozpoczęła Joanna pisząc w którymś z listów.
                  Stopniowe odchodzenie: na początek spanie oddzielne. Odseparowując sie
                  stopniowo i głośno o tym mówiąc, zmusicie ich do zajęcia stanowiska. jeśli nie,
                  odejdźcie od nich. Wtedy jak Was stracą to dopiero docenią. Nie będzie wtedy
                  nikogo w łóżku, nie będzie obiadku itd. Moze to im da do myślenia.
                  Lepiej być samej niż na siłę razem zkimś, kto tego nie docenia.
                  Jej, ale mi łatwo to przyszło powiedzieć. Mam nadzieję, że Ci Wasi mężowie
                  wreszcie się obudzą i zaczną coś robić. W końcu cos Was kiedyś łączyło.
                • Gość: Max Re: Do Basi i Meg i innych Kobiet IP: *.radio.com.pl 02.08.01, 12:42
                  Droga Joanno, szanowne Panie,
                  Czytając opisy tych wszystkich facetów (Waszych mężów), ich skłonności do BB,
                  DŚ, komputera, TV połączone z pozorną impotencją, to trochę tak jak bym czytał
                  opis samego siebie. Tak, tak, macie teraz niepowtarzalną okazję usłyszeć głos
                  drugiej strony. Mam nadzieję, że to co napiszę pozwoli Wam nie tyle zrozumieć
                  takich osobników, co podjąć właściwą decyzję.
                  Cała kwestia jest na tyle złożona, że jestem przekonany, że sami zainteresowani
                  nie do końca (o ile w ogóle) zdają sobie sprawę z przyczyn takiego, a nie
                  innego zachowania. Źródeł poszukiwałbym, w zachowaniu rodziców - zastanówcie
                  się na ile Syn (a Wasz mąż) jest podobny do swojego ojca. Ta prosta (wręcz
                  banalna) reguła nie zawsze jest skuteczna, ale na moim przykładzie widzę, że
                  powoli staję się lustrzanym odbiciem zachowań mojego ojca. Co gorsza często
                  nieświadomie. Zapytacie jak to możliwe? To taka swoista schizofrenia (wybór
                  staje sie coraz prostszy) - z jednej strony świadomie krytykuję postępowanie
                  mojego ojca wobec mojej matki, a z drugiej strony kopiuję to we własnym domu.
                  Dlaczego? Na to pytanie powinien odpowiedzieć psycholog, ale sądzę, że ma to
                  związek z pewnymi archetypami i wierzeniami wpojonymi w dzieciństwie (--&#62
                  paternalizm). Często zastanawiam się jak to działa - kontroluję przebieg
                  sytuacji pomiędzy mną a partnerką i staram się uniknąć błędów ojców, ale
                  przychodzi taki moment, kiedy albo nie wiem jak mam się zachować, albo ze
                  względu na niechęć okazywania uczuć (to takie "męskie" - sic!) idę na łatwiznę
                  i kopiuję. Czasami powód jest jeszcze inny - samoukaranie (no teraz, to już nie
                  zostawiam Wam wyboru) - robiąc krzywdę najbliższej osobie robię ją sobie. Po
                  co? Żeby ukarać się za coś złego zrobionego tejże najbliższej. To oczywiście
                  absurd, ale niestety wcielony w życie. Częstym powodem autokarania może być
                  jakiś błąd, który w istocie nie jest wielki, ale narusza nasze poczucie
                  nieomylności, genialności etc. - "jak to ja tego nie przewidziałem, JA???,
                  Przecież jestem mężczyzną!!!” No i w tym momencie zaczyna się spirala.
                  Mam wrażenie, że się za bardzo rozpisałem, dlatego teraz przerwę i poczekam na
                  Wasze ewentualne reakcje (oby), a jeśli zechcecie, to podzielę się z Wami
                  dalszymi przemyśleniami (w końcu nie wyszedłem poza dzieciństwo).
                  Pozdrawiam Wszystkich, a szczególnie Kobiety zmagające się z tym ciężkim
                  odłamem męskiej rasy.
                  • Gość: alicja Re: Do Basi i Meg i innych Kobiet IP: *.3miasto.net 02.08.01, 13:47
                    Historia Joanny i Meg to troche i moja własna ( trochę, bo u mnie to chłopak a nie mąż chociaż
                    jestemy po 30-tce więc wkrótce?? ) . No i własnie mam wątpliwosci do tego co wkrótce, i na co ten
                    zwiazek zamienić, a Wasze listy tylko moje wątpliwosci pogłębiły. Zas co do listu Maxa to
                    poszukiwanie przyczyny w rodzinie w moim przypadku jest pełną odpowiedzią ( moj partner to wypisz
                    wymaluj jego ojciec ). No tak ale u niego w rodzinie wszystko gra ( ojciec tworzy z matką dosć dobry
                    zwiazek) a ponieważ ja mam trochę z kolei charakter podobny do jego matki ( szybka, dobrze
                    zorganizowana, zaradna , b.impulsywna, itp) to teraz wydaje mi się , że może to się ułozy dobrze,
                    może należy tak sie dobierać ( na zasadzie przeciwieństw), no ale z drugiej strony, mówie mam
                    wątpliwosci , szczególnie denerwuje mnie jego przesadzona oszczędnosć. Oboje zarabiamy raczej
                    dobrze więc liczenie sie z każdą dosłownie zlotówką ( nie można kupić swieżej kapusty kiszonej bo
                    1 kg kosztuje 4,00 zł ( i zaznaczam , że chodzi tu o zakup ok. 30dkg - to tylko jeden z przykładów -
                    moglabym ich mnożyć na pęczki). Poza tym większosc cech męża Joanny i Meg pasują też do
                    mojego partnera . No własnie i co tu zrobić?
                    • Gość: Meg do Alicji IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 03.08.01, 10:41
                      Jestem zdesperowana, zmeczona zyciem...a wlasciwie zyciem za
                      dwojga...zalatwianiem spraw, zarabianiem, troszczeniem sie o wszystko,
                      organizowaniem czasu wolnego i nie tylko, domem, zakupami... Ja przez 3 lata
                      malzenstwa jestem wszystkim...bo ja potrafie, bo mi to tak dobrze idzie... Mam
                      dosyc! Tez chce miec chwile slabosci...mam 27 lat, pragne spokojnego
                      macierzynstwa przy boku odpowiedzialnego, ciekawego czlowieka, ktory bedzie
                      mnie kochal i czasami wyreczy z tych "niemeskich" spraw...a w chwilach slabosci
                      zrozumie, przytuli i POROZMAWIA! To sie chyba nazywa partnerstwo...
                      Chyba nie dam rady tak dalej tkwic...bo od roku doluje, mam coraz wiecej
                      zmarszczek i zaczynam byc zrzedliwa i nieatrakcyjna.Musze byc pewna, ze chce
                      rozstania i zdobyc sie na ten krok, bo moj "silny mezczyzna" chyba sie na niego
                      nie odwazy...bo jemu jest przeciez dobrze...to ja wymyslam...
                      Wytrwalosci zycze Tobie Alicjo, sobie i innym kobietom!
                    • Gość: Z Re: Nowe spojrzenie IP: 192.168.0.* / 213.77.42.* 03.08.01, 18:47
                      udało mi się przeczytać wszystko co powyżej. Uff. Ale to dla tego, że jest tego
                      sporo. Mam pytanie do Joanny (jeśli jeszcze tu zaglada) i innych kobiet.
                      Dlaczego nie uczycie sie na wlasnych bledach?!! Znam osobiscie kobiety ktore
                      byly w identycznych sytuacjach. Upadek zrozumienia, porozumienia, ciagle ataki
                      itd., postanowily zerwac i po jakims czasie znow to samo, tylko z kims innym.
                      Czy te bajki o facecie romantycznym, z ktorym mozna pojsc do kina, teatru,
                      wieczorem obejrzec zachod slonca nad jeziorem, szalonym, ktory po 12 godz.
                      pracy wsiadzie w samochod aby przejechac 500km, aby opowiedziec o swoich
                      uczuciach zeby zaraz potem wracac z powrotem, takim ktory posprzata, ugotuje,
                      przytuli, wyslucha i na pewno pomoze, nie sa tylko przygotowane na potrzeby
                      chwili? Przyjzyjcie sie same sobie i odpowiedzcie na pytanie. Czy kiedy
                      wybieralyscie faceta, znalazlyscie u niego wszystko to co góry? Czy tez było to
                      na zasadzie, a z tym sie pogodze, tego go naucze, tu jest lepszy, tu jest
                      gorszy itp.?!
                      Nie bronie tu absolutnie gosci takich jak mąż Joanny. Osobiście gdyby
                      nie "organa ścigania", to ...(mam na oku dwóch takich delikwentów).
                      Ale wśród całej tej "korespondencji" pojawia się wątek dosyć istotny i
                      rzeczywisty. Kobiety mające taki problem, nie chcą radykalnej zmiany. Nie chcą
                      załatwić takiej sytuacji do końca. Czekają aż stanie się cud. Sytuacja staje
                      się z miesiąca na miesiąc gorsza, nadchodzi pewien dzień kiedy po jakiś
                      gwałtownych przejściach nagle oboje zaczynają się starać, jest niby wszystko
                      super, decydują się na dziecko (albo samo tak wychodzi, bo z racji b. rzadkich
                      stosunków czegoś zapominają), a później jest jeszcze gorzej bo on ma wszystko
                      gdzieś, nie może znieść wrzasku dziecka, Ona musi pracować i zajmować się
                      dzieckiem i jeszcze nim (skąd Wy Kobiety bierzecie tyle sił!!!!?). Cóż więcej
                      na ten temat. Prawdziwy dramat. Ale wcześniejsze i późniejsze próby
                      przetłumaczenia nie dają żadnego rezultatu. Macie racje, sytuacje odwrotne,
                      kiedy to facet jest "panią domu" i posługaczką zdarzają się niezmiernie rzadko
                      i szkoda na nie tutaj klawiszy.
                      Postuluję: Spojrzyjcie na siebie jeszcze raz, tym razem oceńcie własną wartość
                      i spytajcie się same, czy warto dalej się poniżać - to nie on Was poniża, nie
                      to Wy mu na to pozwalacie! Są sytuacje, kiedy chcecie czasami być poniżone
                      (tego nigdy nie zrozumiem), czy warto tracić zdrowie, nerwy, życie - przecież
                      ono ucieka nam coraz szybciej.
                      Wiem że w tym co napisałem jest dużo goryczy, ale codziennie jestem świadkiem
                      wojny pomiędzy dwojgiem ludzi, którzy są ze sobą dla ..? Sexu chyba, bo nie
                      rozmawiają ze sobą tylko się kłócą, cierpi na tym tylko dziecko, odsyłane od
                      mamy do taty. Co prawda (ponieważ moja przyjaciółka po każdej większej kłótni
                      musi się wypłakać w słuchawkę) wreszcie przyznała się przed samą sobą ( a to
                      najtrudniejsze!), że jest z nim tylko dlatego, że sama nie utrzymałaby dziecka
                      i siebie, ale tym bardziej sytuacja zrobiła się bez wyjścia.
                      Dlatego proponuję dla Was kobiet trochę męskiej logiki:
                      1. Co chcę osiągnąć w życiu.
                      2. Z kim (ideał do łóżka czy do partnerstwa)
                      3. Na jakie kompromisy jestem w stanie pójść
                      4. Czy na prawdę tego chcę!
                      Ponieważ i u facetów myślenie logiczne wyłącza się w pewnych sytuacjach, kidy
                      górę biorą hormony, wiem że nie jest to proste, może wręcz niemożliwe, ale
                      spróbować warto.

                      Do Joanny: Nie było Cię tutaj przez dwa tygodnie, nie wiem czy jeszcze mogę coś
                      Ci podpowiedzieć, ale jeśli oceniasz, że niewiele może zmienić się na lepsze,
                      to zrób radykalny zwrot, bo "choroba" Twego męża jest nieuleczalna i wcześniej
                      czy później będą nawroty.

                      Z

                      • Gość: jaro Re: Nowe spojrzenie IP: 172.30.23.* / 62.87.254.* 04.08.01, 06:45
                        No.. tylko ja jadę 177 a nie 500km... Ale poważnie, Znam te sprawy z
                        obserwacji, sam mam awersje do sprzątania, oglądam TV, ale to nie o to chodzi.
                        Zanim zdecydowałem się zaufać swojej Pani, wyobraziłem sobie na ile może ona
                        się zmienić na minus. Zanalizowałem, na ile to możliwe, charakter i
                        temperament, zaryzykowałem dopiero, kiedy mimo to zaufania nie straciłem, jeśli
                        nawet nie do niej, to do jej charakteru. Określiłem punkty zapalne i możliwości
                        ich rozwiązywania. Myślę, że gdyby zrobić to waszym drugim połowom zanim
                        zdecydowałyście się mu zaufać, to pojawiłyby się ostre czerwone światełka...
                        Zazwyczaj zdarza się tak, że zmiany na plus są mało realne, zwykle zwyciężają
                        przyzwyczajenia. Ważne jest, na ile ta drugo osoba chce walczyć o związek, a
                        nie o swoje przyzwyczajenia. My jesteśmy strasznie uparci, i o ile sprawia to
                        na codzień masę kłopotów, to na dłuższą metę uparliśmy się na siebie wbrew
                        przeciwnościom. Gdybym nie czuł w niej tego oparcia, to na nic zdałyby się
                        nawet moje wzdychy i achy. Nie zdecydowałbym się zaufać, tak jak to wiele razy
                        w życiu bywało. A że wszystko może się kiedyś rozkitłasić, no trudno to też
                        ryzyko, ale daje nam 70-80% szans (50% to "rzut monetą"), w realiach życia
                        warto na to ruszyć tyłkiem. Na 69% i mniej, lepiej dać sobie spokój, choćby nie
                        wiem jak atrakcyjny był obiekt.
                        • Gość: Renka wyjedz i zostaw ten pierdolnik w diably, ew zaplanuj to na 2 lata IP: *.sympatico.ca 06.08.01, 10:17
                          Joanno,twoja sytuacja jest bardzo smutna.Nie majac praktycznie nic, bo te pare
                          gratow i pokoje w hotelu to faktycznie nic, szarpiesz sie jak ryba w
                          sieci.Uwierzylas w swoja genialnosc, wiec robisz doktorat.Czy w celu wyjechania
                          na Zachod? Bo w Polsce jakie to ma znaczenie? 50 zl wiecej,wiekszy dystans
                          miedzy toba,mezem i rodzina? Wiesz, na Zachod wyjezdzaja "niecytate i
                          niepisate", jezdza pieknymi samochodami i studiuja co im sie podoba.Maja
                          facetow na talerzu, wystarczy jeden telefon.Nie sa zadnymi prostytutkami. To sa
                          wolne, niezalezne , mlode kobiety, w miare atrakcyjne.Tam, w Polsce ten model
                          nie przechodzi. Za duzo ciemniactwa i zabobonow.Po przeczytaniu tych wszystkich
                          postow zrobilo mi sie naprawde niedobrze. Ze tez ludziska (ty i twoj maz) w
                          takiej zgniliznie sie potrafia jeszcze klocic!
                  • Gość: Joanna Re: Do Maxa, Z, Meg i wszystkich zainteresowanych IP: *.nuph.us.edu.pl 11.08.01, 13:25
                    Ja wiem, ze dawno mnie tu nie bylo, ale zrobilam sobie
                    wakacje. To co pisze Max z jednej strony mnie bardzo
                    dziwi i w ogole wydaje mi sie, ze trzeba naprawde umiec
                    komplikowac sobie zycie zeby tak postepowac, ale z
                    drugiej strony cos w tym jest. Przeraza mnie tylko to,
                    ze ogromna wiekszosc facetow to takie skomplikowane
                    osoby ktore po to by poczuc sie lepiej musza krzywdzic
                    siebie i innych. Max - czuje, ze ty jeden masz 100%
                    racji. Powaznie. Jesli jeszcze tu zagladasz to odezwij
                    sie...
                    Z - tobie odpowiem wprost dlaczego kobiety takie jak
                    ja wytrzymuja jeszcze z takimi facetami - nauczono nas
                    w dziecinstwie, ze musimy byc silne i samowystarczalne,
                    ze jak nie ma "chlopa" w poblizu to trzeba sie zlapac
                    za gwozdzie, mlotek, gips i farbe, a jak cos nie
                    wychodzi, wali sie i pali to jest to nasza wylaczna
                    wina. Wychowano nas praktycznie na mezczyzn i ciagle
                    nam sie wydaje, ze powinnysmy wziac na siebie
                    odpowiedzialnosc za partnera, ratowac go z kazdej
                    opresji, poswiecac sie w nieskonczonosc. Nam sie
                    wydaje, ze jesli opuscimy tych facetow to wyrzadzimy
                    im krzywde, po nocach nie daje nam spac widmo glodnego
                    i zabiedzonego meza, ktory sam nie potrafi sobie
                    w zyciu poradzic...
                    A poza tym - nie podoba mi sie ton twojej wypowiedzi.
                    Jak masz zastrzezenia co do osobowosci mojej, Meg, czy
                    jeszcze kogos to nie zglaszaj do nas reklamacji o te
                    cechy ktore wyrobiono nam dawno, dawno temu w
                    dziecinstwie. Przez dlugie lata to byla moja
                    rzeczywistosc - ja mialam byc silna i mialam sobie
                    radzic sama ze swoimi problemami. Problemy mnie
                    przerosly, tamta rzeczywistosc okazala sie falszywa
                    i co - mam teraz meza wyrzucic z domu i jeszcze kopnac
                    go w d... zeby szybciej lecial? Probuje po prostu
                    jeszcze odczekac, probuje sie dogadac, probuje byc
                    czlowiekiem.
                    W najgorszym wypadku moja kolejna rzeczywistosc sie
                    rozleci i naucze sie, ze byc czlowiekiem nie warto.
    • Gość: <<. Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.inowroclaw.sdi.tpnet.pl 09.08.01, 00:50
      Joanna,

      1.MARNUJESZ SIE!!!!!!!!!!!
      2.widac ze w tobie pelno zycia,a w tym facecie to przepraszam,kisiel jakis....
      3.niesamowite,ale jak kilka innych kobiet przeraza mnie mysl,ze mnie moze
      spotkac to samo...
      4.powodzenia !!!!!
      • Gość: Z Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: 192.168.0.* / 213.77.42.* 13.08.01, 12:29
        Joanno
        Próbowałem dotrzeć do tego co pozwala ludziom przetrwać najtrudniejsze chwile.
        Ja to nazywam partnerstwo. Miłość można odmieniać na wiele sposobów, lecz czy
        zdajemy sobie sprawę, kiedy miłość przeradza się w przyzwyczajenie?
        Natomiast partnerstwo wg. mnie oznacza dojrzałość do bycia razem, to nie bierze
        się z zauroczenia, lecz z cech charakteru. Są tacy, którzy powołują się na
        podobieństwa m-dzy ludzmi i zwierzętami, lecz nie widzą, że jeśli zwierzaczki
        trwają w jakimś związku, wychowują młode, to następuje zdecydowany podział ról.
        U Ciebie tego nie dało się zauważyć. Z Twojej wypowiedzi wynikało jasno, że to
        TY holujesz ten związek i tylko Tobie tak naprawdę zależy na ratowaniu go.
        Oczywiście drugiej połowie też zależy, ale raczej tylko na utrzymaniu stanu
        istniejącego. Daleki jestem od dawania rad, ponieważ każda sytuacja jest
        absolutnie różna, lecz z drugiej strony w tym celu się tu pojawiłaś.
        Moim skromnym zdaniem, jeśli jesteś w stanie sprawić by i jemu zaczęło naprawdę
        zależeć, to wspólne takie przejścia powodują wzmocnienie związku. Natomiast
        jeśli będzie to tylko pozorna poprawa, to tak jak ze starym materacem: uchodzi
        z niego powietrze, więc dopompowujemy, ale za jakiś czas znów nie ma powietrza.
        Prawdą jest że należałoby znaleźć dziurę i ją załatać, po pierwsze nie każdego
        na to stać, po drugie ilość dziur może nie umożliwiać naprawy. To tyle o
        materacu.
        Joanno - mam taki charakter, że nie czuję zawiści do ludzi, śpiewając w
        przedszkolu piosenkę "niech zawsze będzie słońce" (po rosyjsku oczywiście),
        nauczyłem się by życzyć każdemu jak najlepiej. Zgłosiłaś się tu z problemem,
        wiele osób udzielało Ci różnych rad, każdy ma inny punkt widzenia na Twoje
        problemy. Zdajemy sobie sprawę, że najlepiej to Ty widzisz wszystko, ale Twoje
        pojawienie się tutaj było spowodowane chyba utratą ostrości spojrzenia.
        Postanowiłem odezwać się, ponieważ obserwuję bardzo podobną sytuację od ponad 3
        lat. Moja przyjaciółka (prawdziwa przyjaźń i tylko tyle) zbyt często
        zrozpaczona dzwoni do mnie po pomoc, której i tak często nie słucha. Natomiast
        bardzo dużo daje jej kontakt z osobą która ją rozumie (nie zawsze jej
        posunięcia), z kimś komu można się zwierzyć. Twoja sytuacja wskazuje na to iż
        jesteś zupełnie sama. Rozumiem potrzebę porozumienia z kimś komu można się
        zwierzyć, natomiast jest mi obce Twoje szybkie dystansowanie się do osób
        starających się nawiązać z Tobą kontakt. Pomyśl sobie jak wiele osób na tym
        konkretnym temacie jest tu tylko dla Ciebie, jak wiele osób próbuje Cię
        wesprzeć, są i tacy którzy się naigrawają i tacy, którzy boją się odezwać.
        Ja też jestem z Tobą - nie trzymam kciuków za Ciebie, bo nie mógłbym wtedy
        pracować, ale pozdrawiam i życzę postępów.
    • Gość: Pegy Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.dip.t-dialin.net 13.08.01, 23:58
      Czytalam sobie dzisiaj wypowiedzi na forum i trafilam na te dyskusje. Co za
      dziwny zbieg okolicznosci, mialam podobne problemy z moim mezem! Jestem
      mezatka od siedmiu lat i nasze problemy byly przed kilkoma latami bardzo
      podobne. Jak czytam niektore wypowiedzi, szczegolnie panow to chce mi sie
      naprawde smiac. wiekszosc pynow nie moze zupelnie wczuc sie w te problematyke.
      Porady typu zdradz go itp. sa naprawde smieszne. Do czego ma to doprowadzic, do
      zbudowania jeszcze wiekszej granicy miedzy dwojgiem ludzi. Po kilku latach
      malzenstwa nie wierze z nagly cud, w zmiany poprzez presje. Joanna, znajdujecie
      sie w sytuacji, gdzie nie pomoga po prostu rozmowy, klotnie, prosmy o zmiane.
      te problemy beda nadal trwaly i tak ich nie rozwiazecie. jezeli naprawde zalezy
      Ci na tym zwiazku, to pozostaje trzy rozwiazaia: idzcie do poradni malzenskiej
      albo znajdzie kogos wiarygodnego (neutralnego), kto jak sedzia rozstrzygnie ten
      spor, albo rozstancie sie na pewien czas. Rozstanie nie musi onzaczac konca
      zwiazku, recz przeciwnie moze oznaczac poczatek, obioje potrzebujecie czasu na
      przemyslenie tych wszystkich problemow. Nie kaz mu szukac jakiegos psychologa,
      idzcie razem do poradni malzenskiej. Jezeli twoj maz nie bedzie chcial, to
      zaproponuj mu rozstanie. jezeli mu naprawde zalezy na tym zwiazku to sie
      zgodzi. Nie tocz dalszych walk, to nie ma sensu! Sami nie wyjdziecie z tej
      sytuacji, ciaglymi klotniami doprowadzisz tylko do powstania wrogich uczuc i
      zniszczenia waszego zwiazku, a przy tym ponizasz sie ciaglym urzadzaniem
      wymowek. jestes mloda, jest jeszcze czas na ratownie tego zwiazku. Zycze
      powodzenia. Pegy
      • Gość: Max Do Joanny IP: *.radio.com.pl 16.08.01, 11:18
        Dziękuję za opinie. To, że mam rację wcale mnie nie pociesza. Choć jestem
        bardzo wdzięczny Tobie Joanno i temu forum, bo dzięki Wam &#8222;wypowiedziałem&#8221; coś,
        co dręczy mnie już od wielu lat. Wreszcie udało mi się to nazwać (to trochę jak
        w AA &#8222;Jestem Max, mam 27 lat, jestem zagubionym męskim palantem&#8221;). Jest to dla
        mnie bardzo ważne i mam głęboką nadzieję, że po tym pierwszym, jakże trudnym,
        uda mi się uczynić następny krok &#8211; znaleźć rozwiązanie.

        Joanno, Twoja ostatnia wypowiedź to kwintesencja problemu &#8211; wychowanie. Nie
        chcę się zagłębiać w psychologiczno-genetyczne aspekty różnic pomiędzy
        kobietami, a mężczyznami, ale ta zmiana w wychowaniu, jaka dokonała się przez
        ostatnie kilka dziesięcioleci, wywróciła do góry nogami cały porządek świata.
        Ty masz być odpowiedzialna za dom, dziecko i część Waszych dochodów, Ja muszę
        się pogodzić z dominującą rolą kobiety w życiu, choć &#8222;natura&#8221; podpowiada mi, że
        to ja powinienem być najważniejszy. Jednak nie jestem. Dlaczego? Bo mam gorsze
        wykształcenie, mniej zarabiam niż moja kobieta etc. Dlaczego? Bo Ona jest
        lepsza ode mnie. Czasem czuję się jak obiekt doświadczalny, na którym studenci
        ćwiczą wywoływanie &#8221;wrodzonej bezradności&#8221;, jeśli wiesz, co mam na myśli. I
        wierz mi, że tu wcale nie chodzi, o usprawiedliwianie się, rozczulanie,
        leczenie kompleksów lub męski szowinizm (tak uroczo przedstawiony w jednym z
        ostatnich odcinków Ally McBeal). Taka jest prawda. Cóż, myślę że najważniejsza
        jest świadomość problemu. I może rozwiązaniem powinna być rozmowa o
        odpowiedzialności, zakresie praw i obowiązków, konsekwencjach. Do tego niestety
        trzeba bardzo dużo woli i miłości wzajemnej.

        Joanno, ja w odróżnieniu, od innych tu obecnych, daleki jestem od udzielania Ci
        jakichś rad i mówienia jedynie słusznym głosem. Pamiętaj, to Twoje życie i nikt
        nie powinien go układać za Ciebie (wiem, że to banalne, ale tak jest).

        Pozdrawiam Cię i Was Wszystkich, a szczególnie Wszystkie
        Max

        PS. Przepraszam, za te osobiste, trochę chaotyczne wynurzenia, dużo łatwiej
        jest dzielić się z kimś swoimi problemami w &#8222;cztery oczy&#8221;. Odpisz proszę, bo
        bardzo chciałbym znać Twoje zdanie na ww. temat.
        • Gość: Joanna Re: Do Maxa IP: *.nuph.us.edu.pl 04.09.01, 12:32
          Gość portalu: Max napisał(a):


          &#62 Ty masz być odpowiedzialna za dom, dziecko i część
          Waszych dochodów, Ja muszę
          &#62 się pogodzić z dominującą rolą kobiety w życiu, choć
          ,,natura" podpo
          &#62 wiada mi, że
          &#62 to ja powinienem być najważniejszy. Jednak nie jestem.
          Dlaczego? Bo mam gorsze
          &#62 wykształcenie, mniej zarabiam niż moja kobieta etc.
          Dlaczego? Bo Ona jest
          &#62 lepsza ode mnie.
          Taka jest prawda. Cóż, myślę że najważniejsza
          &#62 jest świadomość problemu. I może rozwiązaniem powinna
          być rozmowa o
          &#62 odpowiedzialności, zakresie praw i obowiązków,
          konsekwencjach. Do tego niestety
          &#62 trzeba bardzo dużo woli i miłości wzajemnej.


          Widze, ze jednak mezczyzni to w gruncie rzeczy biedne,
          zakompleksione dzieci - wybacz to sformulowanie.
          Z cala pewnoscia wiekszosc kobiet nie chce "dominowac"
          w scislym sensie tego slowa nad mezczyzna - kazda z nas
          jest postawiona przed przyziemna koniecznoscia jedzenia,
          ubrania sie w cos, posiadania dachu nad glowa. Jesli
          mezczyzna jej tego nie zapewnia i wrecz nawet nie probuje
          nic robic w tej sprawie to ma ona chyba tylko trzy
          wyjscia: zdobyc to wszystko wlasnorecznie, wrocic do
          mamusi i wyplakac sie w jej kolnierz lub tez odejsc do
          innego mezczyzny ktory jej to zapewni. Ja osobiscie do
          mamusi nie mam po co wracac, innego faceta ktory da mi
          darmowy wikt i opierunek tez nie znam - pozostaje radzic
          sobie jakos z zyciem. I w tej sytuacji mezczyzna, ktory
          naprawde jest mezczyzna zamiast plakac, ze to "ona jest
          lepsza" powinien chyba wziac sprawy we wlasne rece
          i powiedziec "ja tez potrafie". Ale najlatwiej zamknac
          sie we wlasnej skorupie i w poczuciu ogromnej kleski
          i tepic rzekomo dominujaca babe. No bo i pewnie - jesli
          ona jest wredna i dominujaca to moze jemu uda sie uniknac
          bolesnej konfrontacji z prawda - ze to on jest kompletnym
          nieudacznikiem, ktory nie potrafi wywiazac sie ze swoich
          obowiazkow wobec zony czy rodziny. Aczkolwiek zwalenie
          odpowiedzialnosci na druga osobe jest rozwiazaniem
          najprostszym to chyba do niczego nie prowadzi.
          Latwo to sprawdzic, jak przypuszczam. Zalozmy, ze
          zrezygnuje ze studiow doktoranckich tracac tym samym
          takze prawo do hotelu asystenckiego,nie podejme tez
          zadnej pracy stajac sie osoba zdana na laske meza - juz
          nie bylabym "lepsza" od niego, czy "dominujaca".
          I myslisz, ze w tej sytuacji on wezmie na siebie pelna
          odpowiedzialnosc za zapewnienie nam srodkow do zycia i
          dachu nad glowa? Jak na moj gust to gotow bylby wtedy
          umknac do swojej mamusi i chociaz ja nie bylabym juz
          "dominujaca" to ciagle winilby mnie, no bo przeciez
          okazalam sie "slaba", "niezaradna zyciowo" czy cos w tym
          stylu.
          Obalilam chyba zatem teorie gloszaca iz wine za to, ze
          niektorzy faceci sa tacy zalezni i bezradni ponosza
          ich kobiety. Nawet gdyby wybrali inne partnerki,
          zostaliby starymi kawalerami czy wstapili do klasztoru
          nie byliby ani o wlos bardziej zaradni. No ale od czasow
          Adama i Ewy zawsze winna byla kobieta...
    • Gość: wiewiór do Joanny IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 19.08.01, 21:48
      Jest taka piosenka Lecha Janerki "Bez kolacji". Znajdziesz ją np. na płycie "Co
      lepsze kawałki" - tam jest odpowiedź...

      Jak już do niej dotrzesz i posłuchasz to napisz jak Ci się podobała.
    • Gość: Domana Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.chello.pl 23.08.01, 07:43
      Joanno! Ty masz zamknięte oczy, a ja Ci je teraz otworzę. Twój mąż Cię nie
      kocha, a ożenił się z Tobą, aby mieć Cię pod ręką kiedy mu przyjdzie ochota na
      seks. Spakuj walizki i idż na drugi koniec świata bo tam czeka na Ciebie ktoś,
      kto bedzie Cię traktował jak człowieka, a nie jak rzecz którą się chowa do
      szuflady i wyciąga się ją kiedy jest potrzebna. Odejdż od niego, ale bądż
      ostrożna z wyborem na przyszłość, bo mężczyżni przed ślubem potrafią się nieżle
      maskować.
      • Gość: volny do joanny Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 23.08.01, 09:18
        Gość portalu: Domana napisał(a):

        &#62 Joanno! Ty masz zamknięte oczy, a ja Ci je teraz
        otworzę. Twój mąż Cię nie
        &#62 kocha, a ożenił się z Tobą, aby mieć Cię pod ręką kiedy
        mu przyjdzie ochota na
        &#62 seks. Spakuj walizki i idż na drugi koniec świata bo
        tam czeka na Ciebie ktoś,
        &#62 kto bedzie Cię traktował jak człowieka, a nie jak rzecz
        którą się chowa do
        &#62 szuflady i wyciąga się ją kiedy jest potrzebna. Odejdż
        od niego, ale bądż
        &#62 ostrożna z wyborem na przyszłość, bo mężczyżni przed
        ślubem potrafią się nieżle
        &#62
        &#62 maskować.


        Rany boskie jaka rada - glowa boli.
        Joanno wiem ze myslisz jak to wszystko polaczyc razem
        dlatego napisalas na tym bordzie. Co niektorzy pisza do
        Ciebie zeby tylko cos napisac. Tak dla jaj. Inni z
        pozycji wyroczni ja to wiem na pewno. Jak wyzej
        wymieniona Domana. Jakie ona ma prawo wypowiadac sie jak
        wyrocznia w sprawie Twojego zycia. Ano nie ma zadnego.
        Ja jestem po slubie 24 lata. Jestem bardzo szczeliwy.
        Ale pamietam jedno bardzo dobrze nasza decyzja byla
        wspolna. Nikt nikogo nie ciagnol do slubu.
        Mysle ze jezeli Twoj slub nie byl jak to sie dawniej
        mowilo "intercyza" czy cos takiego.
        Ty i Twoj maz mieliscie jakies marzenia i wyobrazenia jak
        to bedzie dalej. Ze bedzie dobrze no bo po co brac slub
        i zawracas sobie glowe. Wroc sama do tych chwil
        przypomnij sobie jak to bylo. Bez zlosci co jest teraz
        tylko jak bys cofnela film zycia. Jak by tylko widz ktory
        z ciekawoscia patrzy na jakis interesujacy film. Wtedy
        jak to zrobisz przypmnij sobie tylko te chwile z przlosci
        co wtedu czulas. Postaraj sobie przypomniec jak wtedy
        odczuwal to Twoj nowy maz. Jak myslisz co pamietasz co
        wtedy on czul. Co mowil o czym marzyl.
        JOANNA TYLKO TY WIESZ I MOZE TWOJ TERAZNIEJSZY MAZ CO
        JEST DLA WAS NAJLEPRZE.
        Chesz byc dalej szczesliwa tak zakladam bo po co bys tu
        pisala. TYLKO w Twojej glowie jest odpowiedz.
        Kto na bordzie wie o Tobie tyle co Ty wiesz. Nikt !!!!
        Okres jakiego charakteru jest Twoj maz sa glowne cztery
        typy osobowosci
        1. Choleryk ..........
        2. Melancholik........
        3. Sangwinik..........
        4. Flegmatyk..........

        Ja tego nigdy nie bralem pod uwage dopiero jak przytalem
        ksiazke pod tytulem OSOBOWOSC PLUS.
        bardzo kocham moja zone, ale nigdy nie rozumialem czasami
        jej pewnych zachowan czywiscie zawsze sie dogalismy bo
        ona jest czlowiek aniol umie sie gogadac ze wszystkimi.
        Byl to to dla mnie jak grom z jasnego nieba - wspaniala
        ksizka.

        Na nasz slub nie bylo zgody naszych rodzicow. Moich i
        zony takze. Ale jstesmy razem ponad 25 lat.
        Dopiero po 18 latch czytajac inna wspaniala ksizke w oka
        mgnieniu zrozumaialem dlaczego moja Mama i Tatus tak
        postepowali. Ale w szegolnosci moja mama. Czasami trzeba
        wrocic wrocic do zachowania naszych babc o ile jest to
        mozliwe porozmawac z nimi jak to bylo wtedy.
        Twoj maz moze byc wspanialym czlowiekiem, ale
        podswiadomie wynosl z domu pewne zachowania. Pewnie nawet
        o nich nie wie. To samo TY.
        Tylko szczera analiza moze wam dac odpowiedz.
        Na koncu zapytam czy Ty dokladnie wiesz co czuje Twoj moz
        obecnie. A moze to plaszczyk obronny jego osobowosci.
        Do jakiej grupy bys go zaliczyla. Zapytaj go do jakiewj
        grupy on siebie zalicza.
        Kup ta ksiazke tam sa wspaniale przyklady oraz test aby
        sie zorientowac do ktorej grupy my nalezymy.
        Wtedy latwiej jest zrozumiec samego siebie oraz dlaczego
        inne osoby zachowuja sie tak a nie inaczej.

        Zrob wszystko zeby znales nic porozumiena a nie podzialu.
        Dlaczego sa wojny na swiecie? Bo ludzie nikt nie chce
        ustapic. Po opdanieciu emocji mozna napisac sobie roznice
        ktore nas dziela oraz co nas laczy.

        I znales droge zeby spotkac sie
    • Gość: Domana Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.chello.pl 23.08.01, 07:57
      A jeśli kiedyś za Tobą zapłacze to wiedz, że będzie płakał za rzeczą a nie za
      człowiekiem.
    • Gość: Domana Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.chello.pl 23.08.01, 10:39
      Jeśli pan Witold jest taki wierzący, to dlaczego uczestniczył w kursie metody
      sillvy? Joanno! Jeśli chcesz iść do kościoła to idż, ale przeczytaj wpierw
      listy św.Pawła. Poczujesz wtedy że jesteś kimś gorszym od mężczyzny i pogodzisz
      się ze swoim losem, albo uznasz że jesteś człowiekiem i ułożysz sobie życie na
      nowo.
      • Gość: volny Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 23.08.01, 11:12
        Dlatego ze wiedza to przeciwienstwo do ciemnoty
        bo ty donana ani nie wiesz co to jest wiiara a tym bardziej nie wiesz czego dotycza kursy silvy.
        a po dugie jakie ty masz prawo podsumowywac czyjes przekonania i czyjes zycie.
        Zostaw Janne w spokoju. Slodka idotko bo tylko tak mozna cie nazwac.
        Niecierpie tak wscibskich BAB JAK TY ktore wylewaja swoje zalosci na innych bo im sie w zyciu sie nie uklada.
        To twoja wina. Ale podejcie takich jak ty to mozna tylko porownac do tonacego okretu.
        Zal ci ze sama toniesz to szukasz ludzi do towarzystwa !!!!!!!!!!
        Razem przyjmnej tonac. Ach jak czytam twoje zjadkiwe wypowiedzi to mi sie zygac chce.
        Gdzie znajdziesz u mnie ze chce napisac ze Kobeita jest czyms gorszym od mezczyzny.
        Zapytaj o to moja zone. Ale po co ona sie brzydzi takimi jak ty.
        Czasami zlyszalem ze kobieta kobiecie moze wyrzadzic wieksza krzywde niz mezczyzna mezczyznie.
        Zawsze sie zastanawialem czy to jest mozliwe.
        NO i co ty jestes tego przykadem.

        Witold


        Gość portalu: Domana napisał(a):

        &#62 Jeśli pan Witold jest taki wierzący, to dlaczego uczestniczył w kursie metody
        &#62 sillvy? Joanno! Jeśli chcesz iść do kościoła to idż, ale przeczytaj wpierw
        &#62 listy św.Pawła. Poczujesz wtedy że jesteś kimś gorszym od mężczyzny i pogodzisz
        &#62
        &#62 się ze swoim losem, albo uznasz że jesteś człowiekiem i ułożysz sobie życie na
        &#62 nowo.

        • Gość: renka Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.sympatico.ca 15.09.01, 07:28
          Mialam juz sie wiecej nie odezwac w tym idiotycznym watku bez przyszlosci, tzn
          bez rozwiazania, ale nie wytrzymalam. Joanna , ty robisz doktorat z
          psychologii ? Tak krecisz i krecisz, to ci nie odpowiada, tamto tez nie jest
          wyjsciem. Chodzi chyba o taka zabawe w kotka i myszke.Wciaz jestes kotkiem , na
          myszke nie wygladasz.Poniewaz twoj maz wyglada na myszke, zabawa bedzie trwala
          w nieskonczonosc!
          A ten VOLNY to dopiero nawiedzony guru.Wszystko wie , co i jak, nawet, ze jego
          zona jest szczesliwa! A skad to wiesz, kochanie(VOLNY)? Z tego, ze ci sniadanka
          i obiadki gotuje? I udaje ze jej dobrze z toba? Skad ty wiesz VOLNY , co jest w
          jej sercu, duszy, czy sumieniu?
      • Gość: Panna Joanna IP: *.bresa.com.pl 23.08.01, 14:26
        Do licha, nie dałam rady wszystkiego przeczytać - w końcu jestem w pracy, a to
        ponad 300 całkiem długich wypowiedzi!

        Na początek: Joanno, jak już wypisujesz na ogolnodostepnych forum takie
        szczegóły łącznie z podaniem danych umożliwiajacych zidentyfikowanie Ciebie, a
        co za tym idzie, Twojego męża, to jesteś już skończona w tym związku. Po
        pierwsze, jest to objaw strasznej desperacji, po drugie, zrobiłaś już z męża
        wystarczające pośmiewisko, zrób mu jeszcze tę uprzejmość i się z nim rozstań.
        Cokolwiek by się nie stało, takie publiczne pranie brudów, bleeee...
        Nie jestem ZA Twoim mężem, miałam podobne problemy (stąd mam awersję do TV),
        ale, heh, "przekroczyłaś granice dobrego smaku" to jest delikatne określenie.
        Zeszmaciłaś do reszty już i tak rozpadający się związek, więc przestań robić
        publiczne tortury, a dokonaj w końcu egzekucji. Podejmij DECYZJĘ. Nie potepiam
        Cię absolutnie, w pewnym sensie rozumiem, ale wydaje mi się, że TERAZ nie masz
        już odwrotu....

        Dwa: Zaskoczyła mnie Joanny i Unreala taka kompletna nieznajomość podstaw
        psychologii...

        W tej chwili nie mam czasu, ale jeszcze coś dopiszę późnej

        Pozdrawiam wszystkich:)
    • Gość: Tadeusz Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.ippt.gov.pl 14.09.01, 09:45
      Joasiu! Spróbujcie coś zrobić razem - kupić działkę, zbudować łódkę, itp. My w
      chwili ślubu wyrzuciliśmy telewizor - cudowna sprawa - wieczory i noce są
      bardzo ciekawe. Poza wszystkim, stwórz sytuacje w których Twój ślubny będzie
      mógł się okazać zwycięzcą - i nagradzaj go.
      Myślę, że żaden z tych ruchów nie jest kluczowy, ale suma działań napewno tak.
      Powodzenia!
  • Gość: gad Re:Gadzinka - nie obraz sie !!! IP: *.ym1.on.wave.home.com 22.06.01, 00:00
    ten twój żakiet i ta kąpiel działają strasznie na moja przysadkę.
    czy mogla bys zaczekac 5 minut?
    • Gość: Joanna Re:Gadzinka - nie obraz sie !!! IP: *.nuph.us.edu.pl 22.06.01, 00:00
      Jeszcze przeciez nic nie robie - to byly dopiero
      plany na wieczor...Ostatecznie wszystko moze sie
      jeszcze zmienic, moge zamiast na spacer isc do
      dentysty, zamiast do wanny - po zakupy, zamiast
      zdradzac meza - isc na wieczorna msze...
      Niezbadane sa losy ludzkie a moje - w szczegolnosci...
      • Gość: gad Re:Gadzinka - nie obraz sie !!! IP: *.ym1.on.wave.home.com 22.06.01, 00:00
        czy ty wiesz, czego chcesz!!!
        popsułaś mi humor.
      • Gość: gad Re:Gadzinka - nie obraz sie !!! IP: *.ym1.on.wave.home.com 22.06.01, 00:00
        Beatko..?
      • Gość: gad Re:Gadzinka - nie obraz sie !!! IP: *.ym1.on.wave.home.com 25.06.01, 00:00
        Jest jedna bardzo ważna kwestia, na która powinnaś zwrócić uwagę. W psychologii
        nie ma ścisłej definicji normalnego zwiazku. Tak długo ja obie strony są
        zadowolone ze swojego związku ten związek jest uważany za normalny. Jeżeli
        mówimy o problemach to tylko wtedy, gdy ten układ zostaje zachwiany i jedna ze
        stron czuje się poszkodowana. Wygląda to tak, ze ta osoby traci poczucie
        bezpieczeństwa manifestując to poprzez żale, awantury a w końcowej fazie
        agresje. Każdy z nas kształtuje swoja wiedze o otaczającym nas środowisku
        poprzez obserwacje tego środowiska z punku widzenia pożyteczne lub nie, co nam
        pomaga w zachowaniu naszego poczucia bezpieczeństwa. Pierwsze nasze obserwacje
        wynikają z opieki rodziców nad nami. Opieka ta dostarcza nam tegoż poczucia
        bezpieczeństwa, które ma wpływ na kształtowanie się tzw. głębokich wzorców, do
        których odwołujemy się w chwili, gdy wszystkie racjonalne metody zawodzą w
        rozwiązaniu naszego problemu. Forma nacisku to nic innego jak odmiana agresji,
        która w końcowej fazie wywołuje lek i utratę bezpieczeństwa. I tak osoba, która
        stosuje agresje przechodzi z obszaru doświadczeń pozytywnych w obszar
        doświadczeń negatywnych dla osoby, na która ta agresja jest skierowana.
        Pozostaje nam tylko zastanowić się nad pożądanym efektem osoby, która używa
        agresji oraz reakcji osoby, na która ta agresja jest skierowana. Ano chcesz
        kasanowe, namiętnego kochanka, który by Cię kochał tymczasem w zamian za Twoja
        agresje otrzymujesz rezultat odwrotny. Choć pierwsza reakcja Twojego partnera
        może Ci się wydawać pozytywna to jednak efekt uzyskany jest podyktowany lekiem,
        który pochodzi z obszaru doświadczeń negatywnych. Jeżeli będziesz kontynuowała
        tego typu metody to według mnie pewnego dnia będziesz miała jednego wroga
        więcej. Chociaż ktoś o skłonnościach masochistycznych byłby dobrym rozwiązaniem
        na Twoje problemy. Nie widzę nic złego w takim rozwiązaniu. Ważne jest to, aby
        obie strony były zadowolone.

        Jesteś mi dłużna kąpiel z dużą ilością piany i olejkami pachnącymi.
        • Gość: Joanna Re:Gadzinka - nie obraz sie !!! IP: *.nuph.us.edu.pl 26.06.01, 00:00
          Co do kapieli - nie ma sprawy!!! To znaczy - pod
          warunkiem, ze w tej wannie nie uslysze ani slowa o
          psychologii, bo juz nie mam sily tego sluchac...
          Co do reszty - zaczynam miec tego powoli w nosie.
          Czlowieku (czy tez Gadzie)- przy tym co mi sie dzisiaj
          snilo to nawet Casanova wysiada, czuje sie zupelnie jak
          pijana, bo chyba moje wlasne endorfiny tak mnie
          zamroczly...
          Let mi fly, let me go, let me love you...
          CHYBA BREDZE!!! Ale na pocieszenie powiem, ze to z
          jednej piosenki pt.''Is it love?''.
          • Gość: gad_ula Re:Gadzinka - nie obraz sie !!! IP: *.ym1.on.wave.home.com 26.06.01, 00:00
            Dziekuje.

            Gad_ula! :)
  • Gość: gad Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.ym1.on.wave.home.com 22.06.01, 00:00
    ja tez jestem szczęśliwy, ze nie jestem facetem.
  • Gość: isa Re: Co napisal NOE??? IP: 217.228.217.* 22.06.01, 00:00
    Joanno, calkowicie zgadzam sie z Toba.A moze on zazdrosci Ci Twych sukcesow.Nie
    marnuj swego zycia, nie spalaj sie bez sensu. Zostaw go i zacznij od nowa.
    Pozdrawiam
  • Gość: a psik Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: 192.168.1.* / *.zrpa.com 22.06.01, 00:00
    Jak Boga kocham kobieta aniol.
    • Gość: a psik Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: 192.168.1.* / *.zrpa.com 22.06.01, 00:00
      Zeby nie bylo niejasnosci powyzsza wypowiedż dotyczy Joanny.

      Przeciez Joanna to bostwo o ktorej kazdy facet marzy - bez wad i skaz, a jej
      maz to szkoda słow - zakała,obrzydlistwo, nierób, niechluj i prawdopodobnie
      wyglada jak gnom albo obrzydliwy złośliwy, upierdliwy skrzat. Przez cały
      miesiąc chodzi w tych samych majtkach dopóki biedna Joanna nie każe mu ich
      zdjąć i mu ich nie wypierze. Ślini się jak śpi - prawdopodobie na ciało Joanny
      bo jako pantofel jest do niej przytulony w czasie snu - ale nie teraz, bo
      Joanna go wyrzuciła na inne łóżko gdzie pochlipuje po nocach, bo boi sie duchów
      (może mu zabrała też misia przytulankę ? ) obrzydliwie chrapie, dłubie w nosie,
      puszcza bąki - i takie coś jeszcze po świecie chodzi ????????!!!!!!!!!!!!!!!
      - Boze widzisz taką niesprawiedliwość i nic nie robisz ? zgroza.....br br br.
      No ale bohaterska Joanna ma plan. Weżmie swojego pieska na spacer i mu pokaże :
      jak się piesek będzie żle zachowywał to sobie go wymieni na tych co to uganiają
      sie za Joanną, bo oni przez cały czas krążą wokół niej jak sępy i tylko czekają
      aż Ona podejmie ten krok...... i gdzie tu cholera jest miejsce na miłość ?
      W każdym bądż razie ja jej tu nie widzę.
      • gadula Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) 22.06.01, 00:00
        nie masz poczucia humoru.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka