pani_dziuba
16.08.08, 12:27
lekko wpisalam temat, ale kwestia jest dla mnie wazna i wcale nie smieszna
jestesmy z moim chlopakiem para od 7 lat, nie mieszkamy razem, dawno temu
skonczylismy studia i pojawil sie temat malzenstwa
on mowi, ze czuje sie osaczony przeze mnie, ja sie czuje fatalnie, bo po tylu
latach spodziewalabym sie czegos konkretnego i kolo sie zamyka
wczoraj rozmawialismy, on powiedzial, ze sie boi przyszlosci, boi sie
doroslosci, czuje strach przez nieznanym., przed mieszkaniem ze mna, przed
bowiazkami itd
do tej pory nie mieszkalismy ze soba ze wzgledu na rozne formalne kwestie, a
wynajac cos? no coz, pewnie niektorzy stwierdza, ze skoro sie ludzie kochaja
to bez wzgledu na to gdzie, ale wazne, ze ze soba :)
no u nas to pozostawalo w swerze rozmow: ja, ze chcialabym z nim zamieszkac,
jego, ze juz niedlugo- a okazalo sie, ze po prostu boi sie tesknoty za rodzina itd
on mowi, ze chce ze mna spedzic reszte zycia, ze jestem jedyna kobieta, z
ktora chce miec dzieci i zyc- i wierze mu
ale jednoczesnie boi sie slubu, nie jest gotowy i najchetniej to pobralby sie
za 2 lata / nie wiem dlaczego akurat wtedy :)/
ja tez sie boje, oboje mamy nie do konca ciekawa sytuacje rodzinna i historie,
wiec nasze obawy sa sluszne, oboje nadajemy sie na terapie, zeby zwalczyc te
leki i obawy
ja mam schizy, ze nie bede mogla zajsc w ciaze / bo bede po 30stce :) wiem,
ciemnogrod, ale to jest podswiadoma mysl :)/, ze beda problemy
po wczorajszym powiedzial, ze w tym roku chce ze mna zamieszkac i sie mi
oswiadczyc, bo nie chce mnie stracic, a o slubie pomyslimy na spokojnie
im dluzej sie nad tym zastanawiam tym wieksza niechec czuje, tym bardziej sie
wkurzam, ze sie zwiazalam z dzieciakiem / chociaz rozumiem jego obawy i leki/
zmeczona jestem tym wszystkim, niech mnie ktos pocieszy :)