Gość: nat
IP: *.torun.cvx.ppp.tpnet.pl
14.01.02, 15:10
Przekroczyłam szybkość. Jest taki odcinek wyjazdowy z pewnego miasta, gdzie
można było jeździć z prędkością do 80 km/h. Teraz już nie można... podobno
znaków już nie ma... przyznaje się, nie widziałam ich... ale jadąc po lewym
pasie i wymijając ciężarówki mogłam ich po prostu nie widzieć.
Nie oceniłam błędnie sytuacji. Warunki na drodze pozwalały na jazdę 100 km/h.
Droga dwupasmowa, tzw. pas zieleni, zero ruchu. Na około lasek, pole, jakiś
domek w oddali.
"Pan Władza" zaprosił mnie do radiowozu. Poinformował o wysokości mandatu.
Powiedziałam mu, że nie będę w stanie zapłacić go, gdyż nie zarabiam, studiuję.
Na co PW powiedział mi: "Samochód jest zapisany na panią, więc niech mi pani
bajek o tym, jaka pani biedna nie opowiada" .
Przestałam prosić. Ale teraz wróciłam do domu i płaczę jak głupia... nie stać
mnie na zapłacenie 200 złotych cholernego mandatu. Nie ma też możliwości
odpracowania na komisariacie.
I co teraz? Płacić czy nie? (Co za pytanie, przecież nie mam za co...)
Wiecie, na pewno istnieją policjanci, którzy są ok. Ale ja trafiłam na skur----
na, który czerpał niewymowną przyjemność z udupienia mnie. Na pewno jest takich
więcej. Czy można na nich składać skargi???
Uważajcie na wyjazdówce z Włocławka na Gdańsk. Tam już nie jest 80.