wichrowe_wzgorza
10.05.09, 01:16
Bywam ostatnio w szpitalu. Czasem życie nas tam zaprowadza. Do miejsca, w
którym strach osiąga chyba swój szczyt, dlatego tak o nim nie chcemy pamiętać.
Pani Irenka, niesamowicie wesoła Gaduła, niziutka... W imię cukrzycy straciła
wzrok, a ostatnio nogę. Czeka na swoich bliskich, na córkę, syna... I wciąż
jest smutna. Córka - Wielka Pani znajduje może 3 minuty w tygodniu na
posiedzenie przy matce, syn nie zaszczycił jej w ogóle. Kiedy dostała 3
pampersy od mojej matki, która skulała się do szpitalnego sklepiku, z
kroplówka na stojaku, odzyskała ochotę do życia.
Jaka była szczęśliwa, gdy karmiłam ją i podawałam herbatę, taka prosta, zwykła
wdzięczność. Takie - dobrze, ze jesteś. Nie, że ja, każdy prosty gest jest
dla Niej przejawem miłości... I każdy człowiek, który zwróci się do Niej jak
do osoby.
A dziś była taka smutna. I uświadomiłam sobie, że dobrze jest przemijać w
miłości najbliższych, choć wcale niełatwo, to jednak przecież inaczej niż jak
niepotrzebny nikomu Ktoś.