Mam duży problem. Moja córa ma 2lata i 8 miesięcy, a tutaj jakis czas temu zaczęły mi pękćc brodawki, podobnie jak to sie zdarza przy źle ssącym/źle przystawianym noworodku. Właściwie nie wiem , czy to ona tak mi zmasakrowała piersi, czy powód jest inny. Zaczęło się, kiedy miała parę takich dni, że bardzo czesto się budziła i długo nie chciała puścic piersi, a ssala intensywnie i jakos tak własnie bolesnie. Ale mam jeszcze teorię, że to może byc grzybica brodawek, bo na początku maja brałam antybiotyk, ospamox, na anginę. Na obu brodawkach, od góry, mam poziome peknięcia, boli bardzo. Jak nie karmię cały dzień (co w niektore dni jest już normą, nawet jak jestem w domu, Mała nie prosi) -i dam piersim odpocząć, to robią sie male strupki. Ale jak wiadomo, po paru karmieniach wieczorem i nad ranem, stan piersi znów jest opłakany.
Kilka razy odmówiłam Małej piersi w ciągu dnia i widzę, że jesli nie jest bardzo zmęczona, to akceptuje to, a nawet mówiła z poważną miną, ze cycuś jest chory i że to ona go pogryzła (sama to wymyśliła, ja mówiłam tylko że mnie boli i jest chory) - w sumie nie wiem , co mam mówić, żeby ją nie wpędzić w poczucie winy

. a z drugiej strony wczoraj w ciągu dnia nie zniosła mojej odmowy i była awantura

Poradźcie co robić z piersiami i jak to tłumaczyć dziecku, (a może nie odmawiać, czy to ma sens?)
Aha i najlepsze życzenia dla Was w Dniu Matki, dzięki za to forum