Dodaj do ulubionych

Lekcje probne a kasa

11.01.13, 21:33
Jak jest u Was? Czy lekcje probne sa bezplatne? A jesli nie czy wyraznie zaznaczacie (w ogloszeniu lub bezposredniej korespondencji) ze nie sa?
Ostatnio jakos zaniechalam konsekwentnego zaznaczania czego przyszlo mi pozalowac bo panna mi wymaszerowala z lekcji bez placenia pozostawiajac mnie oslupiala wobec takiego tupetu.
Cholera mnie trzesie ale bardziej na siebie tym bardziej ze mam full i ta panna nie byla mi do szczescia potrzebna tyle tylko ze brzmiala sensownie i kulturalnie(moze dlatego nie zaznaczylam).
Pisze bo moze tu jacys poczatkujacy lektorzy zagladaja.Zawsze zaznaczajcie, zeby taka cwana gapa nie rznela glupa i nie zrobila sobie castingu Waszym kosztem.
Obserwuj wątek
    • chocoladette Re: Lekcje probne a kasa 11.01.13, 23:02
      Ja nie zaznaczam, w życiu nie zrobiłabym w domu lekcji próbnej za darmo.
      • chinwag Re: Lekcje probne a kasa 12.01.13, 09:05
        Lekcja próbna?

        Czy chodzi o możliwość daną potencjalnemu uczniowi (a więc pracodawcy) by ocenił i podjął decyzję, czy to nam chce zlecić nauczanie swej osoby?
        Czy mu się spodobamy, czy też nie?
        No to taka darmowa próbna lekcja jest naturalna moim zdaniem, skoro ma nas związać na dłużej i powodować skutki finansowe będące wielokrotnością takiej pojedynczej stawki.
        I to nam być może bardziej zależy, no bo uczeń "chce spróbować", tzn ma więcej możliwości.

        Jeśli natomiast chodzi o to, by zrobić casting na ucznia, przetestować, czy godzien tego, bym ja go uczył, to niechaj buli tak samo, jak za inne lekcje, "przecież nie on mi, a ja jemu łaskę robię".;)

        Nie przypominam sobie, bym był proszonym o taką pokazową lekcję. Gdybym teraz zaczynał pracę i miał właśnie pokazać co oferuję, to oczywiście zrobiłbym to za darmo.
        Skoro to mnie zależy na zdobyciu tego zlecenia, skoro ma mi się zlecić ileś tam lekcji, za ileś tam złotych, to naturalnym jest, że ktoś nie chce kupować kota w worku.

        Zdarza mi się - w przypadku nowych uczniów, głównie przygotowujących się do egzaminów wszelkiej maści - czuć potrzebę spotkania, by ocenić/oszacować/przewidywać naszą ewentualną pracę, wtedy taka godzinka mi schodzi na 20-30 minutowej "lekcji", rozmowie, "wywiadzie środowiskowym" itp.
        Wtedy określam co jest do zrobienia, w jakim czasie, z jaką częstotliwością, za ile itd.
        Takie spotkanie nie wiąże się z zobowiązaniem do uiszczania jakichś opłat.

        Natomiast pozostałe przypadki to kontakt od osób, które chcą zdecydowanie pobierać lekcje, pojawia się tylko pytanie o aktualna stawkę.

        Gdybym się ogłaszał, to bym wyraźnie to zastrzegł, że zapraszam na próbne spotkanie.

        @Babo, nie miej złego samopoczucia.

        Skoro jesteś FULL, to znaczy, że i tak byś tej osoby na lekcje nie wzięła.

        Pobierając kasę za tę lekcję, miałabyś wyrzuty sumienia, że naciągnęłaś jedynie kogoś wiedząc, że to pieniądz w błoto z punktu widzenia tej dziewczyny.

        Pozdrawiam:)







        • baba67 Re: Lekcje probne a kasa 12.01.13, 09:29
          Zle mnie zrozumiales-nigdy nie umowilabym sie z kims wiedzac z gory ze takiej osoby nie chce? nie moge uczyc-to przeciez nieuczciwe.
          Powodowana telepaniem cholery zle sie wyrazilam-pewne ogloszenia sa w necie latami. W tej chwili mam wystarczajaca liczbe uczniow nawet z gorka wiec sie aktywnie nie oglaszam. Panna mnie namierzyla z jakiegos przedpotowego portalu i to co napisala zachecilo mnie do zaproszenia jej na lekcje probna. Nigdy nigdzie nie pisalam ze lekcja probna jest za darmo.taka interpretacja po prostu byla na reke.
          Ale masz racje ze bym jej nie wziela-ktos kto jest nierzetelny w sprawach finansowych moze mi wywinac jeszcze gorszy numer milusio z usmiechem, w bialych rekawiczkach.
          Rozumiem osoby ktore takich lekcji udzielaja, ale sa to na ogol 20-30 min spotkania a ja sie wyraznie umowilam na cala lekcje.
          Mnie takie spotkania nie pasuja bo widac nie jestem dosc doswiaczona zeby w tak krotkim czasie dowiedziec sie czego trzeba.
          • englove Re: Lekcje probne a kasa 12.01.13, 10:10
            baba67 napisała:
            Panna mnie namierzyla z jakiegos przedpotowego portalu i to c
            > o napisala zachecilo mnie do zaproszenia jej na lekcje probna.

            To w końcu zaprosiłaś ją na lekcje próbną czy nie. Może to po prostu wina niedogadania się, a nie próba naciągnięcia Cię. Ja w swojej długiej już działalności nie spotkałam się ze złymi intencjami ze strony uczniów. Nie oferuję nigdy lekcji próbnej, czasami krótkie spotkanie celem zdiagnozowania poziomu. Takie ok. 30 min konwersacje, które mam już od lat przygotowane, więc nie ponoszę żadnych kosztów takiego spotkania.

            Jeżeli natomiast firma jest zainteresowana współpracą ze mną (bez pośrednictwa szkoły językowej) bardzo często zdarza się że proszą o lekcję próbną. Najczęściej jest to casting, o czym mnie informują.
            • anglofil Re: Lekcje probne a kasa 12.01.13, 10:49
              Miałam taki przypadek, że ktoś z firmy zapytał czy możemy się spotkać, obgadać, i ja to potraktowałam jak lekcję, potem okazało się, że on nie. Dziwne, bo to ja tam przyszłam. Wyszłam nieco hmm... zdziwiona ale nic nie powiedziałam po czym zeżarłam czekoladę zszokowana swoją głupotą i brakiem asertywności. Moim zdaniem to wina niedogadania się, mogłam zaznaczyć ' naturalnie, możemy umówić się na pierwszą lekcję'żeby zaznaczyć że to lekcja a nie spotkanie ... towarzyskie. Wg. mnie uczeń z konwersacji po angielsku zawsze coś wynosi (choćby feedback o swoim poziomie) i nie są to pieniądze w błoto nawet jakby się nie zdecydował. Nie słyszałam żeby np. psychologowie oferowali 'próbne spotkanie' choć sytuacja taka sama - wiele spotkań, spora konkurencja, trzeba się dopasować..... Mi się zdarzyło, czułam się jak frajer, teraz wiem, że trzeba na to zwracać uwagę i zawsze jak ktoś mówi o spotkaniu organizacyjnym to zaznaczam, że 'pouczymy się' i się uczymy, bo dla mnie konwersacja po ang. z poprawianiem blędów, prośbą aby uczeń podał przykłady, sparafrazoał etc. to nauka. Z tamtą osobą układa się za to ok, płaci z góry, lekcje się odbywają regularnie, więc jakoś przełknęłam. Nie mam wielu uczniów więc wiecie. A tak bez wycieczek osobistych to śmieszne, że jak tylko baba coś napisze to chinwag zrobi staranną analizę semantyczno - logiczną, może na kawę powinniście się umówić, bo coś tu wyraźnie iskrzy:)
              • engteacherka Re: Lekcje probne a kasa 12.01.13, 11:17
                Ja nie przeprowadzam darmowych lekcji próbnych. Staram się przepytać co do poziomu juz podczas zapisu. Kiedy nie jestem pewna co do poziomu i oczekiwań, proponuję 20 min. spotkanie. Czegoś takiego jak castingi na lektorów/nauczycieli raczej w moim mieście nie istnieją. Jeśli sie z uczniem nie dogadam, rozwiązujemy współpracę po kilku lekcjach (teoretycznie, bo takiego przypadku nie miałam). Do pierwszej lekcji przygotowuję się staranniej, mam coś łatwiejszego i coś trudniejszego w zanadrzu, żeby lekcja nie poszła na marne w razie niedostosowania poziomu.
                • baba67 Re: Lekcje probne a kasa 12.01.13, 11:34
                  U mnie to glownie konwersacja-lubie te forme aqe prawda jest taka ze tluczenie cwiczonka z Murphiego (co musze robic z dziecmi i mlodzieza) meczy mnie mniej.To co oferuje na pierwszej lekcji jest wartosciowe dla ucznia i dlatego lekcja probna za darmo to albo poczatki kariery albo naprawde dobra stawka.
              • baba67 Re: Lekcje probne a kasa 12.01.13, 11:29
                Chinwag taki jest, to nie jest zwiazane z moja osoba, zreszta daleko mieszkamy:-)
                Moze nie mam racji z tym cwaniakowanie,mam watpliwosci wiec napisalam,tu tyle osob i tyle opinii ze mozna sie czegos dowiedziec.
                • chinwag Re: Lekcje probne a kasa 13.01.13, 22:43
                  > Chinwag taki jest, to nie jest zwiazane z moja osoba, zreszta daleko mieszkamy:
                  > -)

                  Chinwag tak ma, że pisze to co myśli, uczciwie.
                  Chinwag tak też ma, że nawet jeśli pisze coś, co brzmi jak krytyka, to nie robi tego, bo kogos nie lubi, czy chce dopiec albo inna analize przeprowadzić.
                  Chinwag pisze to, bo ... zawsze pisze to co myśli.

                  Daleko? Ile kilometrów? Może jednak ta kawa warta wycieczki ;)

                  > Moze nie mam racji z tym cwaniakowanie,mam watpliwosci wiec napisalam,tu tyle o
                  > sob i tyle opinii ze mozna sie czegos dowiedziec.

                  Dlaczego cwaniakowanie? nie nazywałbym tak tych wątpliwości.

                  Pozdrawiam:)
                  • baba67 Re: Lekcje probne a kasa 14.01.13, 13:50
                    No wlasnie-to w Tobie cenie.
                    Mialam watpliwosci z tym cwaniakowaniem wiec napisalam.Przekonaliscie mnie ze dziewczyna zle zrozumiala-ok- chce ze mna pracowac, wiec ja biore.
                    A co do bezplatnych lekcji probnych to zawsze bylam przeciw tyle ze niepotrzebnie uzywalam tego okreslenia.
                    Mysle ze jednak zostawie te OPCJE 20 min spotkan informacyjnych, ludzie sa zajeci w wiekszosci i tak nie beda sobie glowy zawracac.
              • chinwag Re: Lekcje probne a kasa 13.01.13, 22:37
                > A tak bez wycieczek osobistych to śmieszne
                > , że jak tylko baba coś napisze to chinwag zrobi staranną analizę semantyczno -
                > logiczną, może na kawę powinniście się umówić, bo coś tu wyraźnie iskrzy:)

                Myślę, że pomimo zastrzeżenia to jest wycieczka osobista.

                I to Ty raczej czynisz analizę ... ;)

                > zawsze jak ktoś mówi o spotkaniu organizacyjnym to zaznaczam, że 'pouczymy się
                > ' i się uczymy, bo dla mnie konwersacja po ang. z poprawianiem blędów, prośbą a
                > by uczeń podał przykłady, sparafrazoał etc. to nauka.

                Miałaś okazje kiedykolwiek zaprowadzić własne dziecko na zajęcia "na próbę"? Płaciłaś?

                Czy odbyłaś kiedyś jazdę próbna samochodem, który miałaś w zamyśle kupić?
                Czy płaciłaś za paliwo chociaż?

                Moim zdaniem nalezy pamiętać, że nie mówimy o jednorazowej usłudze a la obcięcie włosów, gdzie wchodzimy do licencjonowane salonu i po prostu zlecamy usługę.

                Takie spotkanie ma być początkiem długoterminowej umowy, zobowiązującej do poniesienia znacznie większych kosztów niż stawka za jedna godzinę pracy.

                To nie kosztuje wiele wysiłku, ani czasu, bo przecież nie ma potrzeby odbywania ich po kilka godzin tygodniowo.
                Nie zawsze musi być tak, że ktoś dzwoni bo wie czego po nas oczekiwać i jest zdeterminowany, że chce tych lekcji z nami, na naszych warunkach.






            • baba67 Re: Lekcje probne a kasa 12.01.13, 11:25
              No wlasnie-trafilas w sedno mojej wypowiedzi. czy lekcja PROBNA znaczy BEZPLATNA?
              Bo dla wiekszosci osob chetnych do nauki z ktorymi sie zetknelam-wcale nie.I to nie dlatego ze o tym napisalam(czasami nie pisalam bo zapomnialam).
              Moze powinnam powrocic do wersji "spotkania organizacyjnego" ktorego nie lubie bo nic mi nie daje w sensie pojecia o poziomie ucznia(no bo taka kutwa zeby zalowac tych 20 min nie jestem).
              Firmy to firmy-jest casting ale sa to tez interesujace stawki.Od razu wiadomo na jakiej zasadzie.
              W moim odczuciu co ta panna zrobila to cwaniakowanie i jestem ciekawa Waszego zdania.
          • chinwag Re: Lekcje probne a kasa 13.01.13, 22:30
            > Zle mnie zrozumiales

            OK. Teraz rozumiem myślę dobrze:)

            > Mnie takie spotkania nie pasuja bo widac nie jestem dosc doswiaczona zeby w tak
            > krotkim czasie dowiedziec sie czego trzeba.

            By dokładniej to wiedzieć i ja potrzebuję więcej czasu, pamiętając i o tym, że "nowe potrzeby" lub "modyfikacja tych ustalonych" może pojawić się praktycznie w każdej chwili.
            Jednak potencjalnego maturzystę dość trafnie można określić w zakresie punktu startowego, czyli posiadanych umiejętności, czy tzw. braków w stosunkowo krótkim czasie.
            Późniejsza weryfikacja wstępnej "diagnozy" nie stanowi rewolucji.

            > Powodowana telepaniem cholery zle sie wyrazilam-pewne ogloszenia sa w necie lat
            > ami. W tej chwili mam wystarczajaca liczbe uczniow nawet z gorka wiec sie aktyw
            > nie nie oglaszam. Panna mnie namierzyla z jakiegos przedpotowego portalu i to c
            > o napisala zachecilo mnie do zaproszenia jej na lekcje probna. Nigdy nigdzie ni
            > e pisalam ze lekcja probna jest za darmo.taka interpretacja po prostu byla na r
            > eke.

            Moim zdaniem powinnas podjąć "męską decyzję" i zdecydować sie na jedna z dwóch opcji:

            1. Nie ma próbnych lekcji za darmo. Twój czas kosztuje zawsze, bez względu na charakter spotkania. I wyraźnie to zaznaczaj w ogłoszeniach i/lub rozmowie.

            2. Jeśli masz czas i bierzesz pod uwagę "wzięcie" kolejnego ucznia, to wpisujesz w swoje koszty taki czas, dając tym ludziom możliwość poznania i usłyszenia jak widzisz ich umiejętności, jak wyobrażałabyś sobie zajęcia, co możesz i za ile zaoferować.
            I nie pobierasz za taka godzinę opłaty.
            Mówisz sobie, że te np. 45-60 minut to inwestycja, która nie musi być trafiona.

            Osobiście doradzałbym opcję drugą.
            Tobie korona z głowy nie spadnie, potencjalny uczeń nie zyskuje nic mając możliwość odbycia jednej lekcji.
            Przecież nikt normalny nie umawia się co chwila z kolejnymi nauczycielami licząc na to, że dzięki "próbnym lekcjom" czegoś nauczy się "za darmo.
            Analogicznie, szkoły językowe nie zmuszają do przeprowadzania lekcji próbnych potencjalnym lektorom, by zaoszczędzić na kosztach kursu.




    • testman Re: Lekcje probne a kasa 12.01.13, 11:57
      Wygląda mi to na problem natury terminologicznej.

      "Lekcję próbną" mógłbym przygotować dla jakiejś szkoły językowej, która chciała mi dać kilka kursów. Rozumiem, że w większej instytucji istnieją różnej maści modele oceny metodycznej lektorów. I ważne, żeby zarządzający szkołą zobaczył, że umiem mówić po angielsku i zorganizować lekcję.

      W przypadku zajęć indywidualnych nie mówiłbym o "lekcji próbnej", ale właśnie o "spotkaniu organizacyjnym" lub "zapoznawczym". Bez zapoznania się z uczniem, jego poziomem i potrzebami, nie mogę nauczyć go niczego sensownego. Wiec takie spotkanie - wg mnie - powinno być darmowe. Ale nie byłoby pełną/standardową lekcją.

      Za każde kolejne spotkanie, uczeń płaci normalną stawkę. Jeśli metoda/podejście do nauczania, zawsze możemy wynegocjować zmianę formatu zajęć w przyszłości lub nawet rozstać się w przyjaźni po pewnym czasie.

      Jeszcze komentarz na boku: z całym szacunkiem dla uczniów, większość i tak nie potrafi ocenić, czy uczę dobrze czy źle. Wielu funkcjonuje na poziomie "podoba mi się" lub "nie podoba mi się". Praca korepetytora (z dorosłymi) jest trochę podobna do pracy fryzjera. Nawet jak się ma świetne umiejętności (nauczania/strzyżenia), to uczniowi efekt końcowy może się nie podobać.
      • baba67 Re: Lekcje probne a kasa 12.01.13, 12:03
        Dzieki testman, chyba powroce do spotkania organizacyjnego jako alternatywy zeby byla jasnosc-wtedy przed spotkaniem ustalamy forme zajec i na korztstne dla siebie interpretacje nie ma miejsca.
      • amused.to.death Re: Lekcje probne a kasa 12.01.13, 13:32
        > W przypadku zajęć indywidualnych nie mówiłbym o "lekcji próbnej", ale właśnie o
        > "spotkaniu organizacyjnym" lub "zapoznawczym". Bez zapoznania się z uczniem, j
        > ego poziomem i potrzebami, nie mogę nauczyć go niczego sensownego. Wiec takie s
        > potkanie - wg mnie - powinno być darmowe. Ale nie byłoby pełną/standardową lekc
        > ją.

        zgadzam się w 100%

        > Jeszcze komentarz na boku: z całym szacunkiem dla uczniów, większość i tak nie
        > potrafi ocenić, czy uczę dobrze czy źle. Wielu funkcjonuje na poziomie "podoba
        > mi się" lub "nie podoba mi się". Praca korepetytora (z dorosłymi) jest trochę p
        > odobna do pracy fryzjera. Nawet jak się ma świetne umiejętności (nauczania/strz
        > yżenia), to uczniowi efekt końcowy może się nie podobać.

        i tu tak samo się zgadzam.

        I jestem zdania, że nastąpiło nieporozumienie. Ja też słysząc 'lekcja próbna' pomyślałabym o darmowej. Jeśli miałaby być płatna to po prostu 'lekcja'.
        Ucząc kogoś nigdy nie robiłam 'lekcji próbnej' - spotkanie organizacyjne, jeśli ktoś chce, jak najbardziej - 20 min. wystarczyło zawsze.
        Sama chodząc do kogoś na korepetycje też nigdy nie miałam lekcji próbnej - ale wtedy dokładnie ustalałam przez maila/telefon czego oczekuję.
        Z kolei w szkołach językowych byłam ze dwa razy na lekcjach próbnych - zawsze były gratis.
        • baba67 Re: Lekcje probne a kasa 12.01.13, 15:26
          Sluszna uwaga, bede wystrzegac sie tego okreslenia jak diabel swieconej wody. U mnie lekcja probna jest tak rozumiana, ze sie po niej dana osoba deklaruje czy wspolpracujemy dalej czy nie. Co oznacza ze bez zadnych niezrecznych sytuacji typu ktos sie umawia za tydzien i albo odwoluje i sie pozniej nie odzywa albo po prostu sluch o nim ginie.Po lekcji daje 2 dni na potwierdzenie nastepnej lekcji.Nie ma szopek teatrzykow itp klimatow.
    • nighthrill Re: Lekcje probne a kasa 12.01.13, 22:58
      Ja się z darmowymi próbnymi nie ogłaszam - a widuję "promocyjne" ogłoszenia innych nauczycieli typu pierwsza lekcja gratis lub pierwsza lekcja 10zł i tak dalej.
      Kiedy ktoś dzwoni, rozmawiamy o poziomie i ustalamy termin. Wtedy pytam - czy umawiamy się od razu na zajęcia 60 minutowe czy 90 minutowe? Mówię co będziemy robić i od razu zaznaczam, że bierzemy się do roboty.
      Miałam kilka osób, które wpadły na 20-30 minut, by rozwiązać placement test i umówić się co do współpracy. Te spotkania były bezpłatne, ale nie wiem czy dały one tym uczniom wiedzę o tym jak prowadzę lekcję - to raczej mnie dały informację o ich poziomie. Żeby zobaczyć jak uczę, musieliby odbyć ze mną jedno-dwa spotkania. A to nie jest bezpłatne, zwłaszcza, jeśli mam kawał dojechać ( a w tym roku szkolnym mam tylko dojazdy).

      Miałam kilka razy sytuacje castingowe - ktoś dzwonił i mówił, że bierze pierwsze lekcje u kilku osób, żeby się zorientować co mu odpowiada, albo matka zaznaczała, że córka musi wybrać i polubić akurat mnie z grona kilku umówionych osób, żebyśmy nawiązały współpracę. Oczywiście zgadzałam się, ale te lekcje były pełnowymiarowe i w całości płatne.
      Czy idąc jeden raz do dentysty, fryzjera, psychologa nie płacimy, "bo chcemy się tylko zorientować"? Nawet jeśli więcej się tam nie wybierzemy, to pierwsza usługa jest płatna.

      Jeden raz doświadczyłam takiej sytuacji jak baba - poszłam do kobiety, która miała dwóch synów, 8 i 10 lat, do przetestowania. Przygotowałam ćwiczenia, zabawy, zadania, żeby sprawdzić ich poziom i żeby się nie nudzili. Byłam wtedy studentką i brałam kwoty śmieszne, chyba 18zł za 45-minutowe zajęcia. Odsiedziałam z każdym tyle samo, czyli półtorej godziny. I nie zapłaciła mi, mówiąc, gdy wychodziłam "dziś to tak promocyjnie" :/
      • baba67 Re: Lekcje probne a kasa 12.01.13, 23:07
        Wspolczuje ci, musialas sie czuc koszmarnie, czy pozniej uczylas te dzieci?
        mnie po 5 min zabawy z dziecmi zaczynala bolec glowa.
        • nighthrill Re: Lekcje probne a kasa 12.01.13, 23:13
          Tak, uczyłam kilka lat, do tej pory podobno mnie wspominają - ale już nie mieszkam w tamtym mieście.

          Teraz już nie uczę dzieci, ostatnie miałam chyba w 2006 roku ( mówię o dzieciach podstawówkowych). Tam wybrałam, wolę starszą młodzież, dorosłych i wyższe poziomy. Parę dni temu dzwoniła pewna pani i była strasznie zdziwiona, że nie wezmę jej 9-letniej córki. Wolę poczekać na inne zlecenia, bo pojawiają się wciąż nowe ( chyba wiele osób zaczyna się uczyć od stycznia), a nie robić coś, do czego nie mam serca.
          • samaira Re: Lekcje probne a kasa 13.01.13, 15:57
            Takie sytuacje mogą się zdarzyć każdemu - często ludzie rozumieją LEKCJA PRÓBNA = LEKCJA BEZPŁATNA. Dla tego ja nie lubię tego okreslenia, nie używam. Kiedy potencjalni uczniowie pytają o lekcję próbną, odpowiadam, że najpierw organizuję WSTĘPNE SPOTKANIE (ok 20 min) które jest bezpłatne. Potem idą normalne lekcje.
    • aga.p.p Re: Lekcje probne a kasa 14.01.13, 14:10
      Następnym razem się nie trzęś, tylko zanim panna się podniesie z krzesła, poproś o zapłatę. Niestety, jeśli już jesteśmy na swoim, to swojego musimy pilnować. A ludzie pewnie myślą, że lekcja próbna jest bezpłatna, bo do takiego myślenia przyzwyczaiły ich szkoły językowe. Zaraz zaczniemy dostawać telefony od klientów żądających bezpłatnych konwersacji, lekcji wyrównawczych i dostępu do prywatnej biblioteczki:)

      W dawnych czasach moje próbne były bezpłatne, pod warunkiem, że uczeń decydował się na dalszą naukę. Wyglądało to tak, że za pierwszą lekcję płacił, ale w drugim miesiącu dostawał jedną lekcję gratis. Teraz nie widzę powodu, żeby za pierwszą lekcję nie płacić, nawet jeśli jest to tylko lekcja organizacyjno-orientująca. Przecież i tak muszę się do takiego spotkania przygotować.
      • baba67 Re: Lekcje probne a kasa 14.01.13, 14:26
        Nastepnym razem przedstawie opcje jasno i wyraznie.Za surowo panne ocenilam, sama tez nie jestem bez winy.Slyszalam o licealistach ktorzy przychodzili na bezplatne lekcje probne niby z zamiarem przygotowania do matury a tak naprawde zeby im nauczyciel pomogl pisac wypracowanie albo przygotowal do testu.Podejrzewam ze obskakiwali tak kilka osob w czasie roku szkolnego...
        • chinwag Re: Lekcje probne a kasa 16.01.13, 13:06
          >No wlasnie-to w Tobie cenie.

          Cieszę się, że nie postrzegasz mych komentarzy jako "wbijania szpili", bo naprawde w nich nic takiego nie ma:)

          >> Nastepnym razem przedstawie opcje jasno i wyraznie.Za surowo panne ocenilam, sa
          > ma tez nie jestem bez winy

          I o to głównie chodzi. Mnie zdarza się, że spotykając się z potencjalnym uczniem (a sa to osoby z polecenia, zdeterminowane i zdecydowane, jedynie nie wiadomo czego im potrzeba i w jakim wymiarze godzin) rodzic jest przygotowany, by stosowne koszty ponieść i jest nawet zaskoczony, że jej nie pobieram.
          No ale mam takie zasady.
          Spotkanie w celu określenia poziomu na podstawie werbalnie przeprowadzonych szybkich zadań oraz "wywiadu" wystarcza mi do postawienia wstępnej diagnozy i określenia planu pracy. Nie kosztuje mnie to żadnego wysiłku, a jedynie czas.

          Gdybym zakładał, że zdecydowanie podejmujemy współpracę bez zdobycia pewnej wiedzy i uzgodnienia warunków (ale po okresleniu potrzeb) ryzykowałbym zawód, bo np. jednak przyjęty system pracy okazał sie niewystarczający, albo dochodzi do zmiany syatemu pracy, a więc i wysokości kosztów.
          To ryzyko dotyczy niewielkiej grupy, to fakt, ale wolę nawet kilkanaście godzin rocznie przepracować za darmo niż choćby raz "wpaść w pułapkę" wić sie jak piskorz próbując wytłumaczyć błąd nie "tracąc twarzy".

          >Slyszalam o licealistach ktorzy przychodzili na bezp
          > latne lekcje probne niby z zamiarem przygotowania do matury a tak naprawde zeby
          > im nauczyciel pomogl pisac wypracowanie albo przygotowal do testu.Podejrzewam
          > ze obskakiwali tak kilka osob w czasie roku szkolnego...

          Właśnie pisałem o takich przypadkach, które uważam za niemożliwe. A jesli sa możliwe;) to z pewnością z winy lektora.

          Przecież jeśli dzwoni do mnie potencjalny uczeń, to niczego nie ustalę ani nie umówię choćby pierwszego spotkania bez rozmowy z rodzicem.

          Jeśli rodzic jest zamieszany w taki "numer" z markowaniem chęci do nawiązania współpracy i umawianiem się jedynie w celu odrobienia zadania, to wyraźnie reaguję: "masz zadanie? Tym razem ci nie pomogę, bo spotykamy się po to, by określić Twoje potrzeby, zaplanować pracę, a nie by odrabiać prace domową. Nawet zupełnie nie wiesz jak zrobić to Ci podpowiem - tu następuje 2 minutowe wytłumaczenie polecenia i wskazówki naprowadzające - a jeśli nawet ci ten homework nie wyjdzie, to nie ma znaczenia, przecież te 25 razy wcześniej musiałeś sobie radzić sam, więc i ten 26 przeżyjesz"... i wracamy do tego, co moim zdaniem musimy zrobić, jeśli mamy nawiązać współpracę.






          • baba67 Re: Lekcje probne a kasa 16.01.13, 13:21
            To byly przypadki zdarzajace sie chyba poczatkujacym lektorom,studentom ktorzy nie czuja potrzeby kontaktowania sie z rodzicami(nie wszyscy studenci oczywiscie) bo sami sie dopiero ze smyczy urwali i uwazaja ze maturzysta to czlowiek dorosly.Slyszalam taka historyjke od jednego maturzysty o wlasnym koledze. Z tego co wiem lektor sie dal nabrac czesciowo tj czesc zdan zrobili razem.
          • nighthrill Re: Lekcje probne a kasa 16.01.13, 21:11
            Co do tego "nierobienia" tego, co by uczeń akurat chciał - wiem, że uczeń nie jest dla nas partnerem do dyskusji o tym, co się powinno zrobić i czego nauczyć, bo to my mamy to wiedzieć, a uczniowi nie można dać wybrzydzać i przebierać w zagadnieniach ( bo potem się trafiają takie typy, jak jeden mój uczeń, który na początku twierdził, że się nie ma co uczyć Present Perfect, bo "rzadko się używa"),ale jednak jesteśmy pewnego rodzaju rzemieślnikami i trochę musimy realizować to, czego uczniowie chcą...
            Wkurza mnie, gdy uczeń na kolejną lekcję, którą mam przygotowaną przynosi nagle mail do ciotki Zosi do Kanady do przetłumaczenia albo nagle musi mieć napisane CV ( z trudnej inżynieryjnej np. dziedziny, a nie uprzedza mnie o tym, żebym miała szansę przejrzeć słownictwo). Po prostu wielu uczniów uważa, że jesteśmy "do wszystkiego". Denerwuje mnie to, ale nie wiem jak w sposób asertywny odmawiać, no bo jak? Ktoś potrzebuje na jutro CV, a ja powiem "nie, nie zrobimy tego, bo mam na dziś inne zagadnienia?".
            Trafiają się też przypadki beznadziejne w swym cwaniactwie - osoby dające "do sprawdzenia" tekst czy wypracowanie na inne zajęcia ( do szkoły czy na studia), które to "sprawdzenie"opiera się na poprawie prawie każdego zdania, a wykonuję je poza lekcją, więc poświęcam prywatny czas - jeszcze nikt nigdy nie zaproponował mi za to zapłaty jak za zlecone dodatkowo tłumaczenie, no bo jestem przecież jego nauczycielką i mam w takich rzeczach pomagać :/ Zdarzali się rodzice, którzy pół lekcji dziecka zajmowali jakimiś swoimi dokumentami ( bez wcześniejszego uprzedzenia). Szczytem była panna, która takie "sprawdzenie" tekstów zadanych na studia zagraniczne chciała zlecić mi trzy miesiące po zakończeniu naszej współpracy i oczekiwała, że to będzie za darmo, bo kiedyś ją uczyłam...
            Ludzie są straszni.
      • chinwag Re: Lekcje probne a kasa 16.01.13, 13:12
        > W dawnych czasach moje próbne były bezpłatne, pod warunkiem, że uczeń decydował
        > się na dalszą naukę. Wyglądało to tak, że za pierwszą lekcję płacił, ale w dru
        > gim miesiącu dostawał jedną lekcję gratis.

        Całkiem sensowny system, zabezpiecza przed cwaniakami, jeśli damy sie nabrać i pozwolimy "zatańczyć, jak nam zagrają".

        >Teraz nie widzę powodu, żeby za pier
        > wszą lekcję nie płacić, nawet jeśli jest to tylko lekcja organizacyjno-orientuj
        > ąca. Przecież i tak muszę się do takiego spotkania przygotować.

        Wzorem, czyli analogicznie do sposobu poziomowania uczniów droga testową, nie widze powodu, by do każdej takiej lekcji przygotowywać się specjalnie.
        Przecież tak jak placement test można ułożyć w 2-3 wersjach, tak i takie krótkie zadania poziomujące w formie werbalnej można mieć gotowe, a i doświadczenie robi swoje, więc niczego dziwnego nie widzę w tym, że ktoś jest w stanie siadając do np. 20-minutowej rozmowy wyposażony w trochę materiałów wizualnych w formie elektronicznej, czy choćby w gazetę, która chwycił chwilę wcześniej, przeprowadzić całkiem trafnie - jak na mozliwości jednorazowego spotkania oczywiście - ocenę umiejętności ucznia.

        Tak więc, nie demonizowałbym poniesionego wysiłku, jeśli mielibyśmy się Bóg wie ja przygotowywać do takich spotkań, to ile czasu nam potrzeba do przygotowania się do tych kilku/kilkunastu lekcji dziennie? ;)
    • poziomka001 Re: Lekcje probne a kasa 16.01.13, 19:26

      Nigdy nie udzielam bezpłatnych próbnych lekcji.
      Tak samo jak mechanik nie naprawia mi bezpłatnie próbnie samochodu, stomatolog nie plombuje mi bezpłatnie zęba (a przecież mógłby mi nie przypaść do gustu), lekarz nie udziela mi darmowej porady, a hydraulik nie naprawia próbnie kranu. W ogóle nie wiem skąd się wziął ten pomysł. Rozumiem że rynek trudny, castingi, dumpingi i te sprawy, ale z jakiej racji mam całą godzinę robić za darmo i dodatkowo ma to oceniać ktoś, kto się na mojej pracy nie zna. Zakładam że gdyby się znał, to by się sam świetnie nauczył i nie potrzebował do tego mojej pomocy.

      Co innego spotkanie zapoznawczo-organizacyjne. Takowe jak najbardziej przeprowadzam, ale zajmuje mi to zazwyczaj 15- 20 minut, max. pół godziny, jak się zagadam. Tyle czasu moim zdaniem wystarcza na szybkie poznanie się, ocenę poziomu i dogadanie szczegółów.

      A tak w ogóle, to szkoda nerwów babo :) Wszyscy uczymy się na własnych błędach i przeoczeniach, a przynajmniej teraz już nigdy nie zapomnisz powiedzieć potencjalnemu klientowi, że darmowe usługi to gdzie indziej. ;)
      • baba67 Re: Lekcje probne a kasa 16.01.13, 21:48
        No nie zapomne:-)
        A casting wygralam. Panna bedzie przyjezdzac bladym switem z drugiego konca miasta stolecznego(mnie nie przeszkadza, wczesnie wstaje). Jest to jakis komplement.
        • chinwag Re: Lekcje probne a kasa 17.01.13, 06:59
          > A casting wygralam.

          No aplauz i wiwatowanie tłumów;)
        • poziomka001 Re: Lekcje probne a kasa 17.01.13, 15:31
          > No nie zapomne:-)
          > A casting wygralam.

          Gratulacje :)
      • chinwag Re: Lekcje probne a kasa 17.01.13, 07:03
        > Tak samo jak mechanik nie naprawia mi bezpłatnie próbnie samochodu, stomatolog
        > nie plombuje mi bezpłatnie zęba (a przecież mógłby mi nie przypaść do gustu), l
        > ekarz nie udziela mi darmowej porady, a hydraulik nie naprawia próbnie kranu.

        Ale praktycznie każdy z nich poświęci za darmo czas na określenie planu działania, oszacowanie kosztów itp.

        > ogóle nie wiem skąd się wziął ten pomysł. Rozumiem że rynek trudny, castingi,

        Dlatego ten casting na korepetytora to jako raczej dowcip należy potraktować,

        bo faktycznie, to chyba chodzi o to:

        > Co innego spotkanie zapoznawczo-organizacyjne.


        • baba67 Re: Lekcje probne a kasa 17.01.13, 08:36
          Totez ja ten casting tak traktuje.
          I musze przyznac ze szanuje ludzi ktorzy zanim podejma decyzje o wspolpracy probuja lekcji z kilkoma lektorami uczciwie mnie o tym informujac z pytaniem do kiedy maja sie zadeklarowac.
          Tym bardziej ze pod wplywem tego co tu przeczytalam,wlasnych przemyslen oraz prosperity kasuje od doroslych za miesiac z gory na rachunek a lekcje sa odliczane tylko w wypadku choroby.
          I jestem super zadowolona bo juz kilkoro luzaczkow i slomianych zapalow zniechecilam.To jest bardzo skuteczny odstraszacz dla ludzi ktorych lektor ze spora grupka wytrwalych uczniow chcialby uniknac.
        • poziomka001 Re: Lekcje probne a kasa 17.01.13, 15:38

          > Ale praktycznie każdy z nich poświęci za darmo czas na określenie planu działan
          > ia, oszacowanie kosztów itp.

          > Dlatego ten casting na korepetytora to jako raczej dowcip należy potraktować,
          >
          > bo faktycznie, to chyba chodzi o to:
          >
          > > Co innego spotkanie zapoznawczo-organizacyjne.

          Toteż ja właśnie poświęcam te 15-20 minut na oszacowanie kosztów i określenie planu działania, ale w tym czasie NIE UCZĘ. Najwyżej zadaję kilka/kilkanaście pytań kontrolnych celem zdiagnozowania poziomu i wręczam placement test do zrobienia w domu i odesłania mi odpowiedzi mailem. Więc jeszcze poświęcam potem jakieś 3-5 minut na sprawdzenie :) oczywiście o ile delikwent się zdecyduje i zadeklaruje uczęszczać na nauki u mnie.
          I taka usługa jest u mnie gratis :D

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka