Dodaj do ulubionych

starsi lektorzy

27.11.14, 22:46
Witajcie,

czy nie boicie się przyszłości? Pod względem zawodowym:). Jestem lektorką, mam działalność, mam stałych uczniów, nie narzekam na brak wolnego czasu. Pracuję dla siebie, niezależnie od szkół językowych. Jednak czasem mam wrażenie, że uczenie to domena młodych ludzi, nie widuję często lektorów np. po 40. Póki co taki zawód bardzo mi odpowiada, ale nie mam jeszcze dzieci, czasem dojeżdżam na zajęcia. Myślicie, że z uczenia da się wyżyć długofalowo? Mam na mysli uczenie jako jedyne źródło dochodu. Boję się, że np. za 5, 10 lat dobra passa się skończy a ja nie mam innego doswiadczenia niz uczenie i tlumaczenie.
Takie czarne mysli mnie naszły:).
Obserwuj wątek
    • claratrueba Re: starsi lektorzy 28.11.14, 05:19
      Mam 47.
      O przyszłość się nie boję- uczę już dzieci swoich dawnych uczniów, a i wnuk się zdarzył. Zaletą bycia ET w starszym wieku jest rozpoznawalność na rynku-coś jak Volkswagen Golf. Ludzie chcą płacić za doświadczenie, znają wyniki moich uczniów, którzy byli dziećmi ich znajomych, ich krewnymi, lub sami byli ich znajomymi. Łańcuszek marketingu szeptanego jest o wiele skuteczniejszy niż jakakolwiek reklama, ogłaszanie się jest niepotrzebne. Nie ma konieczności rywalizowania stawką. Ludzie, którzy zgłaszają się do "nauczyciela z renomą i doświadczeniem" to są ludzie, którzy chcą mieć "tego nauczyciela" a nie "lekcje". którzy wiedzą, że "stary nauczyciel" ma albo fizycznie ogromną ilość materiałów, albo ma ogromną wiedzę "gdzie co jest". To powoduje nie tylko możliwość trzymania się swojej stawki ale i posiadanie klientów rozumniejszych.
      Nie widujesz często nauczycieli po 40, bo jesteśmy pokoleniem obowiązkowego rosyjskiego w szkole, pokoleniem, które nie miało dostępu do prywatnych nauczycieli angielskiego- było ich bardzo mało, ceny nie dla przeciętnego zjadacza chleba. Filologię studiowali bardzo nieliczni, była tylko na uniwersytetach.
      Co tłumaczy dlaczego mając lat 47 mam za sobą 29 lat uczenia. Z kilku uczniów na studiach wyrabiałam więcej niż moja matka na dwa etaty.
      Czego trzeba się bać?
      1. Kłopotów z głosem. To jest problem, trzeba dbać by nie nadwerężać- z wiekiem staję się osoba coraz bardziej milczącą w towarzystwie, krzyk na meczach odpada, nie śpiewam (zresztą efekt z czasem coraz gorszy był i tak).
      2. Stetryczenia- niedostrzegania ewolucji języka. Trzymanie się tylko starych metod, które nie są dobre dla obecnej młodzieży- coraz mniej podatnej na np. tłumaczenie teoretyczne, coraz łatwiej uczącej się na przykładach lub przedstawieniu graficznym lub per analogia. Niedostrzegania zmian w wymaganiach egzaminacyjnych- trzeba znaleźć złoty środek między nauczeniem języka a nauczeniem "zdawania" takiego, który zapewni dobry efekt- bo to jest podstawowe (bo widoczne) kryterium oceny skuteczności nauczyciela.
      3. zamknięcia w jakiejś grupie uczniów- problem demografii. Jeszcze niedawno uczyłam tylko licealistów i dorosłych. Ich znajomi, znajomi rodziców, znajomi znajomych zapewniali więcej klientów niż mogłam przyjąć. Teraz, gdybym nie przyjęła wcześniej gimnazjalistów byłoby cienko- w licea wchodzi ujemny przyrost naturalny. Dorośli to już pokolenie w dużej licznie znające język (6 miejsce na świecie!)
      4. last but not least- w sumie najważniejsze- wtórego analfabetyzmu językowego.Tę część języka, której nie musimy używać na lekcjach trzeba pielęgnować w inny sposób- czytać, słuchać, oglądać filmy. Przyłapanie przez ucznia na nieznajomości czegoś tam raz czy dwa nie jest problemem, ale kilkakrotnie podważa wiarygodność i rujnuje reputację. To nie jest tylko nasz problem - w każdym zawodzie wiedza nieużywana zanika ale w naszym jest to bardzo widoczne. Np. zwierzył mi się mój ginekolog, że nie mógł rozmawiać z własnym synem (studentem medycyny) o jakichś kościach. "Odmóżdzyłem się", co skomentowałam, że "taka udupiająca specjalizacja" ale żadna z jego pacjentek nie będzie miała świadomości co pan doktor od studiów zapomniał. A uczeń może taką świadomość szybko zyskać.
      Ja popadłam w czarnowidztwo jakieś 15 lat temu (jak to w okolicy 30tki- taki wiek w którym Majakowski w łeb sobie strzelił), znalazłam zajęcie, które miało być alternatywa rozłączną dla uczenia. Nie jest. Za bardzo lubię uczyć, za bardzo lubię młodzież i zbyt dobre to pieniądze, łatwiej, przyjemniej zarobione.
      • pinezka.777 Re: starsi lektorzy 28.11.14, 07:43
        Miewam podobne lęki. Po długim "researchu" pt. "gdzie są koledzy z branży po 40ce" doszłam do dwóch wniosków - otóż nie widuję lektorów po 40 w szkołach językowych, ponieważ są oni zbyt rozsądni, aby pracować dla pośrednika po kilkanaście godzin dziennie za żenujące stawki (mając często dzieci do utrzymania, kredyty) i działają wyłącznie na własną rękę (stąd ich nie widać). Reszta znajomych się przebranżowiła w trakcie.
        Co do strachu odnośnie doswiadczenia "tylko" w nauczaniu. Przeciez nei jestes tylko nauczycielem, prowadzisz firmę. Mikro, ale jednak. Zdobywasz więc doświadczenie w wielu praktycznych aspektach, takich jak customer service, sprzedaż, administracja, prawo (dla mnie tworzenie umów to była dobra lekcja:) i inne. Rozwijasz też silną motywację do realizacji zadań. Nie wiem, jak to się ma w starciu z job interview w korporacji, ale nabyte umiejętności są bezcenne. Każdy, kto prowadząc swoją mini-szkołę językową jest w stanie utrzymać ją na rynku i płacić co miesiąc ZUS w tym kraju zasługuję na minutę oklasków :)
    • baba67 Re: starsi lektorzy 28.11.14, 12:10
      Mam wrazenie ze rodzice zawsze beda woleli starsze lektorki .Zadbana pani ok 60 tki z doswiadczeniem ponad 20 letnim to stara sprawdzona firma.Studentka jest zwykle zatrudniana nie ze wzglesu a wiek tylko nizsza stawke Sami studenci nie maja zaufania do studentow jesli chodzi o powazne braki-wiem bo nieraz slyszalam.
      Jesli chodzi o uczenie doroslych-mam latka na nicku a uczniow naprawde i tuz po studiach i moich rowiesnikow a zdarzaja sie starsi.To jest kwestia osobowosci a nie wieku.
      • lubiebarszcz Re: starsi lektorzy 28.11.14, 14:07
        Dziękuję za odpowiedzi, bardzo mnie one podniosły na duchu:).
      • anglofil Re: starsi lektorzy 28.11.14, 16:39
        Czekaj babo67 to ty jesteś rocznikiem 67 tak?
        • baba67 Re: starsi lektorzy 28.11.14, 19:00
          No jeszcze nie mam 60-tki:-)
      • claratrueba Re: starsi lektorzy 28.11.14, 17:13
        Również kwestia bardzo prozaiczna- nawet bardzo zadbana pani w pewnym wieku nie zajdzie w ciążę. Dlatego wybierają mnie osoby poszukujące nauczyciela od gimnazjum po maturę najlepiej i dla starszego i młodszego dziecka, które w międzyczasie dołączy.
        Z kolei w przypadku uczenia dorosłych, lektor młodszy od ucznia często ma problem. Szczególnie w przypadku różnicy płci. To bywają trudni uczniowie, często lekceważący, odwołujący - szczególnie ci z przyzwyczajeni do tego, że to ich polecenia ktoś wykonuje, ktoś stara się przypodobać im.Tu wiek i doświadczenie są dużymi atutami.
    • engteacherka Re: starsi lektorzy 28.11.14, 18:11
      Ja też uważam, że wiek jest atutem i będzie w przyszłości wielu starszych lektorów. Ale pamiętam jedną z wywiadówek mojego syna, na której wychowawczyni ostrzegała przed korepetycjami u studentów i nauczycieli na emeryturze i lektorów niepracujących w szkole, którzy ogólnie mówiąc w/g niej ,,nie są w temacie'' egzaminów, podstawy prog. itp
      • claratrueba Re: starsi lektorzy 29.11.14, 06:30
        ostrz
        > egała przed korepetycjami u studentów i nauczycieli na emeryturze i lektorów ni
        > epracujących w szkole,

        Zapewne pracujące w szkole koleżanki anglistki były jej bardzo wdzięczne.
        Być w temacie egzaminów i podstawy programowej w dobie swobodnego dostępu do stron CKE, MEN, arkuszy testowych itd., repetytoriów uwzględniających kolejne zmiany to nie jest problem dla kogokolwiek w miarę rozgarniętego.
        czasem to jest problem dla nauczycieli szkolnych, którym nie chce się pewnych rzeczy robić bo przecież i tak korepetytor to za nich odwali a dobry wynik ucznia pójdzie na ich konto. Przykład: moi gimnazjaliści klasa III- ani jednego listeningu, ani jednej wypowiedzi pisemnej typu mail do kolegi (nie chce się sprawdzać pewnie). Po prostu tłuczenie podręcznika+ ćwiczenia. Oczywiście, klasa zda świetnie, korepetycje mają wszyscy a nauczycielka zostanie pochwalona jak wspaniale zdali. Maturzyści- niewiele lepiej.
        Co mnie, oczywiście bardzo cieszy bo daje nam pracę.
        • lubiebarszcz Re: starsi lektorzy 29.11.14, 09:05
          Też tak uważam - jeśli się chce to nie jest problem być na bieżąco. Moja maturzystka np. również nie miała żadnych listeningów, dopiero 3 miesiące przed maturą pani się obudziła i coś zaczęła robić. Jak pytałam co robili w szkole na angielskim to np. słyszałam, ze pani całą godzinę czytała oceny, w sensie co komu 'wychodzi' na semestr:P. OCzywiście absolutnie nie generalizuję bo ja np. nigdy nie chodziłam na prywatny angielski i trafialam na kompetentnych nauczycieli.
        • ponurra_kurra Re: starsi lektorzy 06.12.14, 09:42
          Być w temacie egzaminów i podstawy programowej w dobie swobodnego dostępu do st
          > ron CKE, MEN, arkuszy testowych itd., repetytoriów uwzględniających kolejne zm
          > iany to nie jest problem dla kogokolwiek w miarę rozgarniętego.

          I tak i nie. Jeśli chodzi o sam schemat arkusza, to problemu żadnego nie ma, ale jeśli chodzi o sprawdzanie prac pisemnych, zwłaszcza matur rozszerzonych, to już problem może się pojawić. Sorry, ale dopiero po pierwszym majowym doświadczeniu w sprawdzaniu matur pisemnych lata świetlne temu, mogłam powiedzieć, że mam jakieś tam faktyczne rozeznanie JAK to się faktycznie robi. Wcześniej można to sprawdzać kierując się kryteriami, ale jednak jest to wciąż nieco intuicyjne. W tym roku format matury się zmienia i problem pojawia się na nowo, ponieważ nikt tak do końca nie wie (nawet po obecnych szkoleniach) jak sprawdzać formy pisemne. Więc skąd nauczyciel/korepetytor nie będący aktywnym egzaminatorem ma to u licha wiedzieć?
          Z drugiej strony, takie "naganianie" przez nauczycielkę na korepetycje tylko do nauczycieli szkolnych jest nieco poniżej pewnego poziomu...
          • claratrueba Re: starsi lektorzy 07.12.14, 07:12
            Nie wydaje mi się, żeby kwestia "konieczności nauczenia ucznia pisanie pod sprawdzanie" miała jakiekolwiek znaczenie dla dobrze przygotowanego ucznia ( w tym zaznajomionego z formą egzaminu).
            W każdym razie, choć nigdy ani nie uczestniczyłam w żadnym szkoleniu, choć nigdy nie sprawdzałam nowych matur (stare- tak, ale ale wówczas nikt sprawdzającemu nie narzucał "Instrukcji") jakoś żaden z moich uczniów "rozszerzonych" (ok. 80%) nie miał problemu z wynikiem pow. 85%
            Oczywiście, przydaje się pewne rozeznanie "klucza" ale przy dostępności arkuszy z oficjalnymi wynikami to po iluś tam latach bez większego problemu można wydedukować, co jest "jedyna słuszną wiedzą w/g CKE". Zmiany są problemem, ale akurat na to dokładnie tak samo uskarżają się nauczyciele szkolni.
            Są nauczyciele prywatni, którzy do matury rozszerzonej nie potrafią przygotować ignorując wymagania egzaminacyjne - "jak będzie dobrze znał język to zda". Co czasem wynika ze zwykłego zarozumialstwa, a czasem z przekonania, że robienie testów to strata czasu. To błąd.
            Ale to weryfikuje rynek, gdzie wyniki dotychczasowych uczniów ET są bardzo istotnym kryterium, a dla wielu osób- jedynym kryterium wyboru nauczyciela prywatnego jeśli uczeń myśli o kierunku gdzie wynik matury z angielskiego ma duże znaczenie dla jego przyszłości.
            Natomiast co do "naganiania" klientów koleżance- niewielu rodziców, którym zależy by dziecko posiadło znajomość języka ulega temu argumentowi. Ludzie, którzy skłonni są płacić za lekcje prywatne to są ludzie raczej światli i takie "naganiactwo" jest dla nich przejrzyste. Mają też świadomość, że dla wielu nauczycieli z etatem lekcje prywatne to "fucha" a nie podstawa utrzymania i nie zawsze przykładają się do nich- bo koleżanki i tak "nagonią" nawet jak wyniki nędzne, co oczywiście zwali się na nieuctwo uczniów.
    • kocica27 Re: starsi lektorzy 26.03.15, 12:01
      Ja się boję o przyszłość - lektorzy kojarzą się z ludźmi młodymi, więc póki jestem młoda, to tu pasuję, ale za kilka lat.... mogę się zdziwić.
      Dodatkowo coraz więcej ludzi zaczyna uczyć się angielskiego bardzo wcześnie i z każdym rokiem zgłaszają się bardziej zaawansowani. Kiedyś poziom B2 to było coś, teraz ten poziom ma co drugi uczeń, a nauczanie od zera to ewenement. Kogo ja będę uczyć, jeśli nie uczę dzieci? Dorośli, jak już dorosną, to będą umieli więcej niż ja :) Z dziećmi się nie dogaduję, nie umiem ich uczyć i nie będę się do tego zmuszała. Nie chcę robić czegoś wbrew sobie.
      Uczę jeszcze hiszpańskiego - myślałam, że to może być jakieś wyjście, ale ja mam 95% angielskiego i 5% hiszpańskiego. Czyli niewiele to zmienia. Trochę dziwne, bo wszyscy znają angielski, lektorów wszędzie pełno, a i tak każdy ma ręce pełne roboty. Na razie....
      Po cichu liczę na to, że w mojej okolicy stanę się po latach taką "królową angielskiego" jak niektóre z Was - będą chodzić całe rodziny, a ja będą sprawdzoną firmą:-)
      • pinezka.777 Re: starsi lektorzy 26.03.15, 14:51
        tak, jak napisałaś w innym poście na tym forum-jako lektor DG rozwiajsz się do pewnego poziomu, później trzeba albo ruszyć dalej, albo....? Bylam teraz chora tydzień. Bardzo chora, a mimo to większość zajęc prowadzić musiałam, bo odwolanie ich to wielka strata finansowa. I choć to wiedziałam wcześniej, teraz objawiło się jaskrawo - mogę stracić głos,zajśc w ciążę, zwyczajnie mieć dosyć zasuwania po kilkanaście godzin, bo jak długo tak można, i co wtedy? Dojrzałam do myśli, że czas na zatrudnienie kogoś, czas na kursy na większą skalę. Inaczej jeden niefortunny wypadek może pozbawić mnie dochodów z DG do końca życia. Więc królowanie to jedno, ale chyab warto się zabezpieczyć w jakiś sposób i pozwolić innym zarabiać na siebie...
        • kocica27 Re: starsi lektorzy 26.03.15, 17:43
          Ja już nie raz byłam chora i mimo to prowadziłam lekcje, bo inaczej byłyby duże straty. Chociaż zdarzyło się i tak, że musiałam odwołać, bo nie byłam w stanie nawet usiąść...
          Urlopy dopasowuję do uczniów, świętować "muszę" 3 tygodnie - tydzień przed, w trakcie i po...
          W ubiegłym roku robiliśmy remont generalny - wszystko na raty, bo przecież odbywają się lekcje i głośne prace musiały odbywać się gdy nie było zajęć, a w weekendy podłogi. Ciąży sobie w ogóle nie wyobrażam. Tzn. ciąża to jeszcze spoko, ale potem, urlop macierzyński itd... Dobrze, że już mam jednego bobasa:)
          Zasuwam niekiedy po kilkanaście godzin - głównie przez przekładaczy, bo staram się mieć 8h dziennie, ale przez przekładanie czasem mam 10h jednego dnia, a innego 5h.
          Takie uroki lektorowania....
          Doszłam już do tego, by podwyższyć ceny i mieć mniej uczniów za więcej - czyli już teraz nie oram, ale więcej z tego/siebie nie "wycisnę". Zatrudnienie kogoś - myślę i nic wymyśleć nie mogę.... jeszcze dla mnie za wcześnie, ale wiem, że to w zasadzie jedyna droga. Uczenie samo w sobie wydaje mi się prostsze. A zdobywanie klienta - sprawa znacznie bardziej skomplikowana.
          Zastanawiam się natomiast nad inną działalnością dodatkową, jakiś handel internetowy czy coś...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka