angksiazki
15.12.07, 09:37
Postanowiłam opisać tutaj kilka ciekawych spotkań z "najwyżej
płatnymi nauczycielami angielskiego". Parę miesięcy temu
postanowiłam znaleźć Native na konwersacje - czasami potrzebny jest
taki, który rozstrzygnie niektóre wątpliwości. Spotkałam się z
kilkoma z nich póki trafiłam na Tego Jedynego :-) Oto kilka
przykładów:
DAN
W ogłoszeniu napisał, że anglik a zależało mi właśnie na British
English, więc przyszłam na zajęcia. Dan od razu zauważył, że dobrze
mówię :-) Ale JA o nim nie mogłabym tego powiedzieć. To znaczy mówił
biegle i chyba bez błędów, ALE NIE MIAŁ Brytyjskiego akcentu!!!
Spytałam go jak to możliwe, on powiedział, że trele morele, długo
pracował za granicą, ale ja myślę, że Brytyjczyk nigdy nie straci
swojej tej jakże specyficznej intonacji. Według mnie ściemnia i jest
polakiem/czechem/rosjaninem, który mieszkał i nauczył się, ale
oszukuje naiwniaków. Co do prowadzenia lekcji - polegały one na
omawianiu trudnych i nudnych artykułów z inetu. Facet nie wiedział,
co robić dalej, do tego mówił bardzo cicho, szybko i niewyraźnie
(może bał się, że go przyłapię na błędzie. Po 2 lekcjach
podziękowałam. 40zł/60min.
ROBERT.
Miał brytyjski akcent :-) Ale jego konwersacje wyglądały dość
specyficznie.Polegały one na czytaniu z książki, bowiem Robert nie
pofatygował się nawet zrobić ksero, więc zaglądał mi przez ramię, co
nie było przyjemnie. Robert powiedział ze owe ćwiczenie miało służyć
poprawieniu wymowy, ale poprawiał mnie tylko wtedy, kiedy ze
zmęczenia czytałam ON zamiast FOR i itd. Po 40 minutach czytania
wzbuntowałam się. Powiedziałam ze już boli mnie gardło od czytania.
Myślałam, że zaraz wreszcie spyta mnie, o czym przeczytałam. Ale
nie, Robert wziął książkę w swoje ręce i zaczął czytać sam!!!! I tak
czytał do końca lekcji. No comment. 60zł/60min!!!!!!!!
JACK
Okazał się kanadyjczykiem, trafiłam do niego przypadkowo. Za
pierwszą lekcję zapłaciłam 100zł(!!!) A co na niej było: przez 30min
opowiadał o sobie, o swoim doświadczeniu, jaki ON jest uczony a
kiedy próbowałam wstawiaćswoje komentarze (w końcu to moje
konwersacje i mam prawo) to prosił mnie dać mu skończyć. Następne 30
min opowiadał jak biedą wyglądać lekcje, jak on będzie rozliczać
moje postępy. Lekcje miały się składać z gramatyki, czytania, nauki
słówek i mówienia. Kiedy powiedziałam, że interesuje mnie tylko to
ostatnie, powiedział, że bez gramatyki niczego nie uda się (na Boga,
ja jestem anglistką). Później jeszcze skrytykował kilka rzeczy w
mojej wymowie, (bo był to Br.Eng). Po prostu horror. Na koniec nie
mogłam się wstrzymać i powiedziałam, że bardzo bym chciała
przychodzić do niego i spytałam czy wystawia faktury. Jack zbladł i
powiedział, że są to lekcje prywatne i faktur/rachunków nie
wystawia. 50zł/45min.!!!
IAN
Bardzo Ciekawy facet, anglik, ciekawy rozmówca, prowadzi
działalność, wszystko dobrze, tylko ciężko się do niego zapisać, ale
ja odbyłam parę lekcji. Minusami są brak terminów i cena. Bez
faktury 70zł/60min albo z fakturą 85zł/60min. But damn he is worth
it. Chodziłabym do Iana, gdybym nie trafiła na Jeffa.
JEFF
Bardzo sympatyczny anglik, kiedy do niego weszłam, zaczęliśmy gadać
i buzia mi się nie zamykała. Może służyć pomocą mailowo - jeszcze
nie skorzystałam, ale zawsze można na niego liczyć. Wspomaga różnymi
materiałami, ma kupę podręczników, artykułów. Ma dobry akcent :-)
zł/60min.
Jestem ciekawa waszych doświadczeń z Native i ogólnie, co myślicie o
nich.