kociak40
05.08.07, 23:58
Dowiedziałem się od znajomego o ciekawym przypadku. Powtarzam to co
usłyszałem. Znajomy mieszka na Ursynowie w 4 pietrowym bloku bez wind.
W sąsiedniej klatce, tam gdzie on mieszka, na 4 piętrze mieszkało starsze
samotne (bezdzietne) małżeństwo. On był od dawna chory, coś z kręgosłupem,
pochylony, poruszający się o lasce, rzadko wychodzący z mieszkania (4 piętro,
windy nie ma). Dwa lata temu, umarła mu żona i został bez opieki (niby jakieś
kobiety z PCK, od czsu, do czasu, mu pomagały w zakupach). W ubiegłym roku,
pojechał do Częstochowy i przywiózł w samochodzie, na tylnym siedzeniu,
ogromną figurę NMP, którą poswiecił. Ma mieszkanie 2 pokojowe i w mniejszym
pokoju ustawił tą figurę, jakoś urządził odpowiednio ten pokój i zaczęły do
niego schodzić się okoliczne dewotki (tam blisko nie ma koscioła) aby
pomodlić się do tej poswieconej figury przybyłej prosto z Częstochowy. On nie
wpuszcza wszystkich, tylko wybrane osoby, takie, które zobowiązują się robić
mu zakupy i przynosić w baniaku wodę oligoceńską na herbatę. Pieniądze na
zakupy daje, nie może tylko sam chodzić więc potrzebuje w tym zakresie pomocy.
Jak mówił mi znajomy, tyle tych dewotek się do niego schodzi na te modlitwy
do tej figury, że ma zrobione wszystkie zakupy jakich potrzebuje, wiecej,
nawet mieszkanie mu sprzatają i piorą. Rozwiązał sobie wszystkie trudności z
zaopatrzeniem. Chcesz sie pomodlić - kup jutro swieże bułki i mleko! Chcesz
litanię zmówić - upierz koszulę! Jakieś "godzinki" modlitewne - zmyj talerze!
Jestem pełen podziwu dla tego pomysłu (o ile to prawda), sądzę, że sam sie
nie modli, pewno nie jest wierzący. Mężczyzna w takim starszym wieku, jak mu
umrze żona, jest bezradny, nie wie nawet jak pierze się koszule, w jakim
proszku, gdzie zrobić zakupy, co jeść, jak to ugotować itd. Tylko umrzeć, a
tak, siedzi sobie przed telewizorem, tam obok modlitwy żarliwe odchodzą i ma
pożytek z tego, może zyc dalej.