yggdrasill_1987
15.09.07, 23:06
info.wiara.pl/index.php?grupa=4&art=1189844551
Przedszkole nie dla ateistów?
Dziennik Łódzki/a.
Kacper Zaborowski ma pięć lat. Właśnie został najmłodszym interesantem
wiceprezydent Łodzi Hanny Zdanowskiej. Dlaczego? Bo jego rodzice nie zgadzają
się, żeby uczestniczył w lekcjach religii - pisze na pierwszej stronie
Dziennik Łódzki.
Domagają się, żeby katecheza odbywała się na początku zajęć, tak żeby mogli
przywozić chłopca później. Dyrektorka przedszkola odmawia. W sprawę
zaangażowali się radni, kuratorium oświaty, a nawet nauczycielskie związki
zawodowe.
- Nie zgadzam się na katechizację syna, niech dyrekcja umieści lekcję religii
na początku lub pod koniec zajęć - mówi ojciec 5-letniego Kacpra.
Daniel Zaborowski, tata pięcioletniego Kacperka z grupy starszaków, zażądał od
dyrekcji przedszkola nr 214 w Łodzi, aby lekcje religii odbywały się na
początku lub pod koniec dnia zajęć. Jego syn bardzo przeżył, kiedy w piątek o
godzinie 11 został wyprowadzony z sali, w której odbywała się katecheza, do
innej grupy. Dyrekcja przedszkola tłumaczy, że nie ma innego sposobu na
ułożenie planu zajęć, bo placówka jest duża, a katechetka tylko jedna.
- Nie czujemy się katolikami. Nie chcemy ulegać presji większości, ale
Kacperkowi trudno to wytłumaczyć. Marudzi, bo wolałby być ze swoimi kolegami.
Dzieci już się z niego śmieją, że nie uczestniczy w katechezie - tłumaczy
Daniel Zaborowski. Nie rozumie, dlaczego dyrekcja przedszkola wprowadziła
religię, choć nie jest to przedmiot obowiązkowy. Zwrócił się o pomoc do
Małgorzaty Niewiadomskiej-Cudak, miejskiej radnej Lewicy i Demokratów. Ta, po
zapoznaniu się ze sprawą, nie zostawiła na dyrekcji przedszkola suchej nitki.
- Chłopczyk może wpaść w depresję wywołaną szykanami! - denerwuje się
Małgorzata Niewiadomska-Cudak. - W naszym kraju ktoś "inny" wciąż, niestety,
oznacza, że jest gorszy. Działanie dyrekcji przedszkola jest niezgodne z
Konstytucją RP, która gwarantuje wolność wyznania!
Sprawą zbulwersowana jest też Jadwiga Tomaszewska, wiceprezes łódzkiego
oddziału Związku Nauczycielstwa Polskiego.
- W przyszłym tygodniu zorganizuję spotkanie z pracownikami przedszkoli, by
zorientować się, czy podobne bulwersujące sytuacje nie mają miejsca także i u
nich - zapowiada.
Żanetta Solewicz, dyrektor przedszkola nr 214, do którego chodzi Kacper, nie
chce się wypowiadać w sprawie lekcji religii. Odsyła do wydziału edukacji UMŁ.
Inni pracownicy wypowiadają się tylko nieoficjalnie. Mówią, że szkoda im
dziecka, które ma tak mało wyrozumiałych rodziców.
- Sytuacja jest patowa. Można by nie wyprowadzać chłopczyka z sali i kazać mu
bawić się obok, ale rodziców to nie zadowala. Nie chcą, by uczestniczył w
katechezie i koniec - informuje Elżbieta Woźniak, kierownik oddziału
edukacyjnej opieki wychowawczej w UMŁ. Tłumaczy, że nie da się przełożyć
religii ani na początek, ani na koniec zajęć, bo jeden katecheta nie jest w
stanie uczyć wszystkich grup przedszkolaków przed zajęciami ani po nich.
Bezradności urzędników z wydziału edukacji nie rozumie Bogdan Wojakowski,
dyrektor Wydziału Organizacji Kadr i Pragmatyki Zawodowej Nauczycieli w
łódzkim Kuratorium Oświaty.
- Będę interweniował. Co to za tłumaczenia, że uwzględnienie sytuacji Kacperka
jest niemożliwe ze względów organizacyjnych - denerwuje się dyr. Wojakowski. -
Organizację trzeba zmienić, żeby dziecko czuło się najbardziej komfortowo. Nie
przekonuje mnie, że jak tak chce większość, to jednostka ma cierpieć. To
kompletne nieporozumienie.
Jadwiga Maciejewska, psycholog dziecięcy z Łodzi, uważa, że sprawa Kacperka
jest wyjątkowo trudna. Jest przekonana, że chłopiec niepotrzebnie jest alienowany.
- Rodzice i nauczyciele powinni porozmawiać i wymienić argumenty. Wydaje się,
że rodzice chłopca trochę przesadzają, izolując go od lekcji religii. Jeśli
ktoś stanie obok drzewa, to się przecież w drzewo nie zamieni. Trzeba się
zastanowić, co jest lepsze dla dziecka. Ono jest najważniejsze - radzi Jadwiga
Maciejewska.
Wczoraj po południu Elżbieta Woźniak z UMŁ poinformowała, że dyrekcja
przedszkola postara się rozwiązać problem i rozważy zatrudnienie drugiego
katechety.
W biurze rzecznika praw dziecka Ewy Sowińskiej usłyszeliśmy, że radykalna
postawa rodziców przedszkolaka to skutek ostatniej dyskusji na temat religii i
etyki w szkole.
- Pani rzecznik bardzo popiera edukację religijną już od przedszkola - mówi
Kamil Jach z biura rzecznika praw dziecka.
- Prawa dziecka nie są przez to łamane, bo za dziecko decydują rodzice. Wydaje
się, że w tej sytuacji rodzice lepiej zrobią, jeśli zrezygnują ze swych
ambicji. To oni przez swoje zakazy wpędzają chłopca w stres - dodał rzecznik.
A Kacper? Ma tylko pięć lat. Chce spędzać czas z kolegami. I nic nie rozumie z
zajadłej dyskusji dorosłych.
====================================================================
Najbardziej wkurza mnie głupota i bezradność urzędników oraz te "przepełnione
chrześcijańską miłością" komentarze pod artykułem. Oto rodzice - ateiści
ośmielili się (!) domagać swoich konstytucyjnych praw! Co za bezczelność!
Powinni jeszcze dziękować bogu, przedszkolankom i pani katechetce, za to, że
ułatwi ich dziecku wstęp do nieba. Niech się cieszą, że nie spłonęli na
stosie! Heretycy (tfu!). Kompletnie rozbroiło mnie "rozwiązanie problemu" w
postaci zatrudnienia drugiego katechety... Albo te wyjaśnienia, że dzieciak
jednak powinien chodzić na religię, żeby nie czuł sie wyalienowany. Moim
zdaniem to kolejny dowód na to, że religia powinna wrócić do kościołów.
Pozdrawiam