Dodaj do ulubionych

Relacja z objazdu Tunezja Algieria RainbowTours

17.06.10, 20:34
Wstęp:
Wycieczka objazdowa Tunezja + Algieria, organizator RainbowTours,
termin 3–10.06.2010 roku. Na wycieczce 17 osób (przedział wiekowy 6 –
84 lat) + pilot, p. Jacek Zalewski.
Podczas całego pobytu w Algierii towarzyszyła nam asysta - policji,
żandarmerii lub wojska. Dotyczyło to przejazdów oraz poruszania się
po zwiedzanych miejscach i miastach. Wyglądało to tak: w czasie
jazdy przed i za autokarem jechał pojazd z obstawy, który w razie
potrzeby rozganiał inne samochody na pobocza, aby nasz autokar mógł
spokojnie przejechać. W miejscach zwiedzanych panowie z tych
pojazdów chodzili niedaleko grupy pilnując, aby nam „nie
przeszkadzano”. Samochody obstawy zmieniały się przy przekraczaniu
granic wilayadów co czasami skutkowało krótkim postojem. Z obstawą
rozstawaliśmy się w hotelach – chociaż nie wiadomo czy nie byli tam
po cywilnemu .
Wszystko musiało odbywać się zgodnie z ustalonym wcześniej
protokołem. Protokół określał trasę przejazdu, postoje, noclegi,
miejsca zwiedzane, obsługę itp. Krótko mówiąc jeżeli protokół czegoś
nie przewidywał, to nie mogło się to zdarzyć.
W Algierii w autokarze, oprócz oczywiście kierowcy, było jeszcze
dwóch przedstawicieli miejscowego organizatora. Oni byli z nami cały
czas – również w hotelach. Ich zadaniem było dopilnowanie wszystkich
spraw formalnych i organizacyjnych naszego zwiedzania i noclegów.
Posiłki w czasie dnia były w restauracyjkach przy zwiedzanych
miejscach lub gdzieś po drodze. Były to miejsca, gdzie jedli również
miejscowi i to dosyć licznie, więc była gwarancja, że jedzenie jest
świeże i dobre – i takie było. Jedynie w dniu przejazdu z Tunezji do
Algierii nie było posiłku. Ponieważ w Algierii język angielski jest
zdecydowanie mniej popularny niż w Tunezji, więc przy problemach
językowych, szczególnie przy płaceniu za posiłki, pomagał p. Jacek.
Z uwagi, iż samodzielna wymiana waluty jest problematyczna,
zorganizowano to w ten sposób, że w pierwszym hotelu przekazywaliśmy
kopertę z walutą, opisaną nazwiskiem i wysokością włożonej kwoty.
Pieniądze te zostały wymienione za pośrednictwem jednego z
algierskich przedstawicieli i koperty z dinarami wróciły na koniec
kolacji do nas.
Warto tez wiedzieć, że czasami ceny w Algierii podawane są w
tysiącach centymów (czyli kwota 25 oznacza 25 000 centymów czyli 250
DZD). Często jednak cena jest podawana normalnie w dinarach.
Po przyjeździe do hotelu otrzymywało się wraz z kluczem nalepki z
numerem pokoju, do nalepienia na bagaż. Następnie bagaże były
przynoszone przez obsługę pod drzwi pokoju. Rano, przed śniadaniem
wystawiało się bagaże przed drzwi i obsługa znosiła do recepcji. To
nie zadziałało tylko w hotelu w Konstantynie – trzeba było samemu
zwozić. W pokojach była czasami przygotowana butelka z wodą
mineralną. Również do kolacji dostawaliśmy bez dopłat wodę.


Dzień 1.
Wylot z Poznania z 20 minutowym opóźnieniem, samolot w barwach
Karthago, ale załoga i numer lotu Nouvell. Lot trwał ok. 2:40, na
pokładzie nie było posiłku. Lądowanie w Monastirze i do hotelu w
Sousse docieramy ok. godz.13:30. Hotelem tranzytowym jest Hill Diar.
Dostajemy pokój w budynku głównym i po wejściu do pokoju cieszymy
się, że nie wpadliśmy na pomysł wykupienia pobytu w tym hotelu.
Pokój niezbyt czysty, brak śmietnika, pościel na poduszce pokazała,
że poprzedni użytkownicy pokoju mieli katar no i najlepsze – brak
przycisku do spuszczenia wody w toalecie. Rozwiązanie
tych „problemów” zajęło ok. 1 godziny – niejako przy okazji obsługa
postanowiła wytrzeć jeszcze jakieś plamy na suficie w łazience.
Wychodzimy na miasto coś zjeść. W bocznej uliczce znajdujemy mały
fastfood gdzie zamawiamy kanapki z shawarmą (2,5 DT/szt, cola 1 DT).
Następnie przejazd Tuk-tukiem do medyny (2 DT/osobę). Krótki spacer
i powrót do hotelu taksówką z 5 DT. W hotelu jeszcze kolacja i
zasłużony odpoczynek.
Dzień 2.
Wyjazd z hotelu o godz. 7:30. Wychodzimy z walizkami przed hotel, a
tam mała niespodzianka – stoi taki nieco większy bus, a kierowca z
obsługą hotelową ładuje walizki na bagażnik dachowy. Po chwili
pilot – p. Jacek Zalewski – wyjaśnia, że tym pojazdem jedziemy tylko
do granicy (albo do pierwszego hotelu), a dalej powinien być już
normalny autokar. Od samego początku p. Jacek daje się poznać jako
osoba bardzo kompetentna, o dużej wiedzy i chęci dzielenia się nią.
Od razu widać, że lubi to co robi.
Pierwszy przystanek, jeszcze w Tunezji, to Sbeitla z ruinami
rzymskiego miasta. Bilety wstępu w cenie wycieczki (w części
walutowej), należy tylko samodzielnie dokupić bilet na
fotografowanie (1 DT). Po zwiedzaniu (ok. 1,5 godz.) chwila
odpoczynku w kawiarni pawilonu wejściowego. Tutaj też jest czas
wypełnić formularze wjazdowe do Algierii, które wcześniej rozdał
pilot. Z przydatnych informacji – warto nauczyć się jak po francusku
pisze się nazwę wykonywanego zawodu. W razie problemów pomaga pilot.
Na granicę tunezyjsko-algierską docieramy ok. 14. Pilot zbiera
paszporty, do nich należy włożyć drugą część kartek z wjazdu do
Tunezji (wypełnianych w samolocie). W tym czasie można skorzystać z
toalety lub zakupić napoje w sklepiku. Następnie przejazd na strefę
międzygraniczną, gdzie czekał na nas nowy autokar (duży 40
miejscowy) oraz przedstawiciele algierskiego organizatora, którzy
towarzyszyli nam podczas całej wycieczki. Po dwóch godzinach od
przyjazdu na granicę wreszcie ruszyliśmy w dalsza drogę, już
oczywiście z obstawą.
Docieramy do Tebessy i rozpoczynamy zwiedzanie tego miasta.
W pierwszej kolejności pozostałości po największej w Afryce bazylice
chrześcijańskiej, a następnie spacer po starym mieście . Po Tebessie
oprowadza miejscowa przewodniczka, którą tłumaczy pilot.
Zakwaterowanie w hotelu Emir. Pokój przeciętny, jest
telewizor, jest przygotowana woda w butelce, pościel czysta, tylko
dwa ręczniki i problemy w łazience – wypadająca rura od prysznica i
niedziałająca toaleta. Ale pan przynoszący walizki pokazał nam, że
do „spuszczania wody” można użyć wężyka zainstalowanego przy misce
wc.  Kolacja serwowana bardzo dobra, do kolacji za darmo woda
mineralna. Przed kolacją pilot zbiera walutę na zwiedzanie – po 80
Euro/osobę oraz koperty z waluta na wymianę. Jeszcze w autokarze
poinformował, że wystarczające na dwie osoby jest wymiana 50 Euro,
co dało 5750 dinarów algierskich (DZD).

Dzień 3.
Wyjazd z hotelu ok. 7 i przejazd do Timgadu, do którego dotarliśmy
ok. 10. Tutaj również oprowadzał nas miejscowy przewodnik, a czas
zwiedzania to ok. 2 godzin. Następnie był czas na odpoczynek i
możliwość zjedzenia obiadu w restauracji w pawilonie wejściowym.
Danie dnia to grillowany kotlecik, frytki i sałatka – za 300 DZD.
Dalsza droga w kierunku Biskry wiodła przez coraz bardziej górzysty
teren. Po drodze czekały nas jeszcze dwa postoje. Pierwszy u wylotu
Oud Abiod, gdzie można było podziwiać wąski, głęboki wąwóz. Drugim
punktem były balkony Ghoufi. To miejsce robiło niesamowite wrażenie –
na stromych ścianach opadających na dno wąwozu zostały zbudowane
domy, obecnie niezamieszkałe, praktycznie zlewające się z tłem,
niewidoczne dla wrogów. Tutaj jest możliwość zejścia na samo dno
wąwozu, oczywiście w towarzystwie ochrony – razem z robieniem zdjęć
i powrotem na górę zajmuje to ok. 30 min. Do hotelu w Biskrze
docieramy ok. 17. Obsługa wita nas mlekiem i daktylami. Pokoje
bardzo skromne, w pierwszym pokoju znowu mamy problemy z toaletą,
ale zamieniamy się z kierowcą. Tu już toaleta działa, jest
telewizor, lodówka z dwiema wodami 0,5 l, znowu dwa małe ręczniczki,
czysta pościel. Kolacja w hotelu wyśmienita – cała nasza grupa
siedziała przy jednym stole, podano nam kilka wielkich mis, w
których znajdowało się tradycyjne jedze
Obserwuj wątek
    • dorkrzy13 Relacja z objazdu Tunezja Algieria RainbowTou 17.06.10, 20:35

      Dzień 4.
      Wczesny wyjazd – o godz. 6:30 i przejazd do miejsca gdzie znajduje
      się rzymski most. Chwila na robienie zdjęć i przejazd na północ. Po
      drodze obiad w mijanej wiosce. Tu musimy chwilę zaczekać, bo nie ma
      wolnych miejsc – pora obiadowa dla miejscowych. Tutaj grillowanie
      mięsko kosztuje 200 DZD. Pilot poleca miejscowy specjał - sałatkę w
      cenie 60 DZD. Po południu przejeżdżamy przez pasmo górskiego. Robi
      ogromne wrażenie zarówno wysokość gór, jak i trzy tunele, przez
      które przejeżdżamy, o łącznej długości ok. 10 km. Po drugiej stronie
      gór, przed wyjazdem na wybrzeże, krótki postój przy wystawionej
      ceramice – można tu kupić pamiątki (np. gliniane butelki z
      regionalnym motywem 250 DZD). Następnie przyjazd do Bejali do hotelu
      Chrea, ale na początek tylko po to, aby się przesiąść do małego
      autobusu, którym mogliśmy wjechać na wąskie i strome drogi parku
      Gouraya. Tu zatrzymujemy się w dwóch miejscach – doskonałym pkt.
      widokowym, zawieszonym nad stromymi skalnymi ścianami. Roztacza się
      tam piękny widok na morze oraz port i miasto Bejala. Następnie
      zjeżdżamy do miejsca gdzie na wolności żyją małpki magoty.
      Kolejnym punktem programu było krótkie zwiedzanie starego miasta. I
      tu doszło to pewnego nieporozumienia, które pokazuje jak to jest z
      samodzielnym chodzeniem w Algierii. Pilot ogłosił pół godzinny czas
      wolny – jak dowiedzieliśmy się później - mając na myśli poruszanie
      się po placu na którym byliśmy i jego okolicy. My i jeszcze cztery
      osoby zrozumieliśmy czas wolny jako pół godzinny spacer w dowolnym
      kierunku, więc wybraliśmy się na promenadę nad portem. Po chwili
      dołączyli do nas algierscy opiekunowie, więc wydawało się, że
      wszystko jest w porządku. Ale po chwili pojawiła się policja z
      wielkimi pretensjami do „naszych” Algierczyków i skończył się czas
      wolny… Protokół nie przewidywał po prostu takiego zachowania
      turystów. Na szczęcie nikt nikogo nie aresztował  . Przed dotarciem
      do hotelu zatrzymaliśmy się jeszcze przy sklepiku „monopolowym”,
      gdzie można było zaopatrzyć się w wino i piwo (w poprzednich dwóch
      miastach obowiązywała prohibicja). Obok był też kiosk z kartkami i
      znaczkami pocztowymi (jeden znaczek do Polski 40 DZD)
      Hotel bardzo ładny, pokoje nieduże, ale przyjemne, wszystko działało
      bez zarzutu, a kolacja serwowana wyśmienita. Miła obsługa, która
      próbowała nauczyć się kilku polskich słówek.

      Dzień 5
      Wyjazd ok. 7 i po trzech godzinach docieramy do Djemili – kolejnego
      miasta rzymskiego na naszej trasie. Tutaj również oprowadzał
      miejscowy przewodnik. Zwiedzanie rozpoczęło się od muzeum (piękne
      mozaiki, zakaz fotografowania), a potem spacer po ruinkach – w sumie
      ok. 2,5 godz. A po zwiedzaniu obiad (zestaw standardowy –
      grillowanie mięso, frytki i sałatka - 300 DZD). Ok. 17 przyjazd do
      Konstantyny i zwiedzanie miasta. Najpierw krótkie wyjście na most
      Mellah Slimane, a następnie przejazd do Pomnika Śmierci (poświęcony
      ofiarom wojen), skąd rozpościera się wspaniały widok na miasto i
      wąwozy. Stąd przeszliśmy przez most Sidi M’Cid, a następnie przez
      miasto do hotelu Panoramic. Rainbow dotychczas korzystał z hotelu
      Cirta – hotel w stylu kolonialnym, ale tym razem odbywała się tam
      jakaś konferencja, więc musieli znaleźć inny hotel. Hotel Panoramic
      niezbyt ładny, trochę brudny, w łazience już przygotowane naczynie
      do spuszczania wody (gdyby nie działała spłuczka), jedzenie takie
      sobie. Wieczorem pilot zaproponował dla chętnych wyjście na sziszę
      do kawiarni z tarasem widokowym nad jednym z placów miasta.

      Dzień 6.
      Z hotelu wyjeżdżamy o 8:30 i w pierwszej kolejności jedziemy na
      zwiedzanie meczetu Emir Abdelkader. Jest to duży i nowoczesny
      meczet. Panie podczas zwiedzania otrzymują płaszcze i chusty i
      jeżeli dobrze te ubrania założą – można o pomoc poprosić
      Algierczyków – to będą wyglądać dość … oryginalnie. Po zwiedzaniu
      meczetu wyjazd do Annaby. Tym razem obiad w restauracji przy drodze –
      np. szaszłyki w bułce i cola za 250 DZD. Ok. 13 docieramy do Annaby
      i rozpoczynamy zwiedzanie muzeum Hippony – mozaiki, figurki,
      przedmioty codziennego użytku (w muzeum zakaz fotografowania). Stąd
      przejazd przez miasto, drogą nad morzem do dwóch pkt. widokowych:
      jeden na miasto, a drugi na strome ściany opadające do morza.
      Kolejnym punktem był … czas wolny w Annabie. Przez 1,5 godziny
      można było chodzić dowolnie (za wyjątkiem dzielnicy portowej).
      Najlepiej było podzielić się na małe grupki a każda grupka, w
      zależności od liczby osób, dostawała jednego lub dwóch opiekunów,
      którzy towarzyszyli w spacerze. Czas ten można spędzić na głównym
      deptaku, gdzie znajdują się kawiarenki a dookoła sklepiki. Można też
      zagłębić się w uliczki i dotrzeć do krytego targu – świeże owoce i
      tanie daktyle. W Annabie można też kupić wino i piwo. Jest to tez
      ostatnie miejsce gdzie można wydać pieniądze (można jeszcze zostawić
      trochę do wydania w hotelu). Nam zostało jeszcze ok. 2000 DZD (na
      dwie osoby). Przykładowe ceny: daktyle w pudełku 1 kg: 400 DZD,
      płyta CD: 100 DZD, szalik reprezentacji Algierii: 200 DZD, wino
      algierskie: 450 – 550 DZD. Ceny są ustalone.
      Z centrum Annaby czekał nas przejazd – a właściwie wjazd na wysokie
      wzgórze, do dzielnicy Seraidi, gdzie znajduje się hotel Mountazah.
      Tu mieliśmy ciekawa przygodę – w baku było zbyt mało paliwa i kiedy
      autobus wjeżdżał dosyć stromo to zamiast paliwa zassało trochę
      powietrza no i autobus stanął. Od razu nasza obstawa znalazła się na
      drodze z karabinami w rękach. Całe zamieszanie trwało ok. 0,5
      godziny, ale kierowcy udało się uruchomić autobus i dotarliśmy do
      hotelu. Hotel niezbyt nowy, ale zbudowany na wzór kazby, usytuowany
      na szczycie wzgórza. Widoki niesamowite, pokoje duże i czyste,
      jedzenie dobre. Wino do kolacji – 900 DZD/butelka, piwo algierskie
      150 DZD. W hotelu jest basen oraz dyskoteka, do niej lepiej iść po
      23, wejście za darmo, piwo 150 algierskie, 350 zachodnie…. i
      generalnie niewiele się dzieje.

      Dzień 7.
      Wyjazd o 8:30. Jedziemy na zwiedzanie bazyliki św. Augustyna. W
      bazylice pilot nie może oprowadzać, opowiada więc o bazylice przed
      wejściem – wewnątrz są napisy w języku angielskim. U podnóża wzgórza
      oglądamy jeszcze mały teatr rzymski i do autokaru. Niestety,
      czekamy ok. 1,5 godziny na dalszą podróż bo wynikły jakieś problemy
      z papierami (znowu dał o sobie znać protokół). Ostatecznie
      wyjeżdżamy w stronę granicy ok. 11:30. Na granicy jesteśmy przed 14,
      przekraczanie granicy 1,5 godziny. Za Tabarką postój na posiłek –
      duża kanapka z eskalopkami 2,5 DT. Następnie dłuuuugi przejazd do
      Sousse – w hotelu jesteśmy po 20. Tym razem otrzymujemy pokój w
      bungalowach – o niebo lepszy niż ten, na który trafiliśmy przed
      objazdem w budynku głównym. Dowiadujemy się, że wylot następnego
      dnia mamy przełożony z 5 rano na 14:30 – będzie można się wyspać.
      Ale przed snem udajemy się jeszcze podziwiać nocne życie Sousse.

      Dzień 8
      Bardzo późne śniadanie i krótki spacer do najbliższego
      sklepu (duży sklep spożywczo-przemysłowy z pamiątkami znajduje się
      ok. 300 m na lewo od wyjścia z hotelu na główną ulicę). Potem już
      tylko chwila odpoczynku, pakowanie i transfer na lotnisko. Po
      odprawie bagażowo – paszportowej okazało się, że nasz samolot ma 2,5
      godziny opóźnienia. Na szczęście na lotnisku w Monastyrze rozwinęła
      się „drobna gastronomia”, więc mając perspektywę przedłużonego
      powrotu korzystamy z tego dobrodziejstwa. Ceny – pizza 9-10 DT,
      kanapka 6-7 DT. Wylot o 17, podczas lotu dosyć silne turbulencje. W
      Poznaniu lądujemy ok. 21 czasu polskiego.
    • dorkrzy13 Zdjęcia z objazdu Tunezja Algieria RainbowTou 17.06.10, 21:55
      Galeria zdjęć:
      fotoforum.gazeta.pl/72,2,687,113043613.html
      • Gość: edzia Re: Zdjęcia z objazdu Tunezja Algieria RainbowTou IP: 212.244.241.* 18.06.10, 08:52
        Twoją relację przeczytałam jednym tchem. Od pewnego czasu zastanawiam się nad
        tym wyjazdem. Twoja relacja upewniła mnie w tym , że warto jechać. Algieria jest
        cudowna i szkoda , że tak mało udostępniana dla turystów. Wspaniałe zdjęcia i w
        ogóle wszystko wspaniałe.Dzięki dorkrzy 13.
        Powiedz mi , tak po chłopsku jakim całkowitym kosztem zamknęła się ta objazdówka
        u Ciebie. Dzięki jeszcze raz.
        Pozdrawiam.
        • jaarekl Re: Zdjęcia z objazdu Tunezja Algieria RainbowTou 18.06.10, 08:58
          Dziękuję za bardzo interesujący opis i świetne zdjęcia. Fajnie
          rozpocząć dzień od przeczytania tak wyczerpującego sprawozdania,
          dodatkowo mając świadomość, że za 4 tygodnie zobaczy się te
          wszystkie cuda ;-))).
          Pozdrawiam
          Jarek
          • nehti Re: Zdjęcia z objazdu Tunezja Algieria RainbowTou 18.06.10, 10:04
            Ja również dziękuję. Mając podstawową wiedzę dzięki Twojemu opisowi
            będzie nam łatwiej tam się poruszać. Zdjecia piękne. Już nie mogę
            się doczekać :-)).
            Miłego dnia
            E.
            • dorkrzy13 do jaarekl i nehti 18.06.10, 17:35
              Miło nam, że relacja się podobała i znaleźliście przydatne
              informacje :).
              Jeżeli będziecie mieli jeszcze jakieś pytania, to chętnie odpowiemy.
              Jeżeli coś nam się przypomni - to dopiszemy.

              Mamy też nadzieję, że po powrocie opiszecie jak Wam się podobała
              Algieria.
              Pozdrawiamy!
        • dorkrzy13 na temat kosztów - do edzi 18.06.10, 17:29
          Żeby zupełnie rozwiać jakiekolwiek wątpliwości - potwierdzamy: WARTO
          JECHAĆ :)
          A co do kosztów... Nasze wydatki oprócz kwoty za wycieczkę
          zapłaconej w biurze to (kwoty na 2 osoby):
          - 160E - opłata w walucie płatna pilotowi,
          - 50E - wymiana na 5750 DZD - pod koniec wydawane "na siłę",
          - 50 DT wyciągnięte z bankomatu w Tunezji - po przeliczeniu przez
          bank - 118,51 zł
    • dorkrzy13 drobne uzupełnienie 20.06.10, 19:27
      1. W naszym opisie nie wkleiło się ostatnie zdanie z dnia 3 odnośnie
      kolacji w Biskrze, więc poprawiamy:
      Kolacja w hotelu wyśmienita – cała nasza grupa siedziała przy jednym
      stole, podano nam kilka wielkich mis, w których znajdowało się
      tradycyjne jedzenie Berberów – kawałki kurczaka z warzywami położone
      na „cieście naleśnikowym” – było tego tak dużo, że nie dało się
      wszystkiego zjeść.
      2. Nie pisalismy jeszcze o śniadaiach: na całym objeździe są "mocno"
      kontynentalne - słodkie bułeczki, dżemik, czasem jogurt, bagietka i
      jajko; czasem podawane bez zastosowania talerzy :). Do picia tylko
      kawa - trudno im zrozumieć że ktoś może chcieć rano herbatę.
      3. Toalety na trasie... może lepiej byłoby nie pisać ;)
      Bezpłatne, 99% "na Małysza", czasami skorzystanie wymagało dużej
      determinacji. Przed wejściem należy zaopatrzyć się w papier
      toaletowy, przydatne są także środki antybakteryjne do rąk (np. typu
      carex) - w przypadku gdy po wyjściu brakuje wody.
      • mazah Re: drobne uzupełnienie 21.06.10, 15:27
        Witam wszystkich a w szczególności Krzysia i Dorotę(dorkrzy13) Naszych nowych
        przyjaciół poznanych podczas wycieczki Róża Pustyni.Jako że Wasza relacja z
        wycieczki jest rewelacyjna i wyczerpująca, pozostało nam tylko dołączyć trochę
        dodatkowych zdjęć Bo fotek nigdy za wiele.Nie odzwierciedlają one w całości
        piękna Algierii Ale pomogą choć trochę uzmysłowić turystom jeżdżącym po całym
        świecie że Algieria to kraj który warto odwiedzić.
        Pozdrawiamy
        Maciek i Ewa
        fotoforum.gazeta.pl/u/mazah.html
        P.S. W wolnej chwili postaramy się wrzucać po parę nowych zdjęć
      • nehti Re: drobne uzupełnienie 22.06.10, 08:00
        Czy dla dzieci też była kawa? Nie podawano żadnego soku na śniadanie?
        • mazah Re: drobne uzupełnienie 22.06.10, 13:01
          Nie, do śniadania były także soki w kartonikach lub napój z tzw.
          automatu(koncentrat+ woda)
          • nehti drobne uzupełnienie 10.08.10, 11:16
            Na początku chciałabym jeszcze raz podziękować dorkrzy13 za bardzo
            szczegółową i wiarygodną relację. Nie chciałabym powielać tego co
            już zostało napisane, dlatego skupię się na różnicach oraz na
            własnych spostrzeżeniach i odczuciach.
            Nasza objazdówka zaczynała się 16.07.2010 i kończyła 22.07.2010
            roku. Było 24 uczestników w tym dwoje nastolatków 12 i 16 lat.
            Pilotem był również p. Jacek Zalewski.
            Wylot z Wrocławia o godzinie 1.10. W samolocie siedzieli już
            poznaniacy, bo to lot z międzylądowaniem. Samolot linii tunezyjskich
            Nouvelair. Bardzo komfortowy, nowy, dużo miejsca. Lot bez
            turbulencji. Wylądowaliśmy w Monastirze o 3.55 czasu lokalnego (
            przestawialiśmy zegarki o godzinę do tyłu).
            Pierwszy nocleg w hotelu 3* Hill Diar. Pokój czysty z ręcznikami i
            działającą klimatyzacją. Pilota od klimatyzacji miał pokojowy (od
            koleżanek za włączenie klimatyzacji zażądał 4 euro). Wzięliśmy tylko
            kąpiel i zdrzemnęliśmy się przed śniadaniem. Zbiórka o godz. 7.30
            Faktycznie w pierwszym dniu nie było obiadu dlatego też warto mieć
            coś ze sobą do jedzenia. Można było kupić sobie picie i jakieś
            ciastka w Sbeitli. Ponieważ wcześniej nie mieliśmy możliwości
            wymiany euro na tunezyjskie dinary, właściciel kafejki zgodził się
            na zapłatę w euro lub dolarach.
            Z granicy ruszamy o godzinie 16.45, staliśmy na niej 2 godziny i 45
            minut.
            Wymiana waluty na dinary algierskie przebiegała dokładnie tak jak
            napisał Krzysztof.
            Pan Jacek zaproponował żeby wymienić po 30 euro na osobę na drobne
            wydatki i obiady (w naszym przypadku było to 90 euro czyli około 11
            000 dinarów). Na koniec okazało się, że zostało nam 4 000 dinarów.
            Nie chcieliśmy tych pieniędzy wydawać na siłę. Pan Jacek zamienił
            bez problemów na euro.
            80 euro na bilety wstępu i inne koszty.
            Późnym popołudniem docieramy do Tebessy, po której oprowadza nas
            miejscowa przewodniczka. Piękne miasto otoczone murami obronnymi z
            epoki bizantyjskiej. Stare miasto zaczęliśmy zwiedzać przechodząc
            pod łukiem Karakalli. W centrum domy zbudowane na styl francuski.
            Główna aleja miała kiedyś palmy, kamienne ławki i bajkowe latarnie.
            Niestety wszystko jest zniszczone i zaniedbane. Wszędzie śmieci, w
            każdej dziurze w każdej najmniejszej szparze. Szkoda, bo widać, że
            kiedyś miasto musiało być perełką architektoniczną. Wśród tubylców
            wzbudziliśmy małą sensację. Od razu odczuwa się, że rzadko widzą
            turystów. Zaczepia nas miejscowy policjant i pyta po polsku : „jak
            podobać Tebessa?” . My robimy zdjęcia zabytkom, oni robią zdjęcia
            nam :-))
            Hotel Emir. Fasada bardzo ładna. Pokój skromny, ale czysta pościel,
            działająca klimatyzacja, telewizor, działające wszystkie urządzenia
            w łazience. Woda w butelkach. Brak jednego ręcznika. Na szczęście
            mieliśmy ze sobą własne ręczniki. Kolacja pyszna. Zupa „siorba” na
            wywarze z mięsa baraniego z dużą ilością kolendry i sokiem z
            cytryny. Drugie danie to doskonale przyprawiona jagnięcina gotowana
            na parze. I niespodzianka, oprócz wody do kolacji są podawane napoje
            (niepłatne).
            Śniadanie bardzo skromne bułeczki, dżem, masło, kawa
            W kolejnym dniu zmierzamy do Biskrii. Czas umila nam pan Bogdan. Ma
            ogromną wiedzę na temat pierwszych chrześcijan w Afryce. Uzupełnia
            informacje przekazywane przez pana Jacka. Po drodze zwiedzamy
            balkony Ghoufi. Niezwykle klimatyczne miejsce. Zwłaszcza na tle
            ołowianych chmur (po drodze dopadła nas ulewa).
            • nehti drobne uzupełnienie 10.08.10, 11:20
              Przyjechaliśmy do hotelu o godzinie 20.00. Kolacja wspaniała. Danie
              berberyjskie, takie jak na zdjęciu Krzysztofa . Nie tylko ładnie
              wyglądało, ale też bardzo smakowało.
              Biskra mówią, że to wrota pustyni, bardziej pasuje „wrota do
              piekła”. Temperatura w słońcu 60 st. C. Gdy wysiedliśmy z
              klimatyzowanego autobusu momentalnie utworzyła się warstewka potu na
              ciele. Miasto po kawałeczku wydziera pustyni teren pod nowe budynki.
              Natura jednak nie daje za wygraną. Te ołowiane chmury przyniosły
              pustynną burzę. Wyszłam przed hotel żeby zrobić zdjęcia i miałam
              problem z powrotem. Coś niesamowitego. Całą noc potężnie wiało.
              Wiatr wciskał się nawet do pokoju, a wydawałoby się, że okna są
              szczelne. Rano ujrzeliśmy doszczętnie zniszczone drzwi na werandę.
              Następny przystanek to Bejaia. Miasto portowe położone w przepięknym
              miejscu. I tu widać ogromne wpływy francuskie w architekturze.
              Urocze, wąskie uliczki. Cudowny widok na port. Niestety większość
              budynków nie jest wykorzystana zgodnie ze swoim przeznaczeniem i
              niszczeje……Tutaj też można dostrzec wśród pań większą swobodę w
              ubiorze. Jest więcej kobiet ubranych po europejsku. Na plaży widać
              panie w bikini.
              Park Gouraya zaskakuje nie tylko pięknem, ale też niezwykłym
              spokojem. Z oddali słychać tylko szum fal. Na stromych klifach żyją
              małpki magoty. Nie boją się ludzi, chętnie biorą z ręki przysmaki.
              Ku uciesze dzieci piją wodę prosto z butelek ;-))
              Niestety mamy obsuwę czasową. W tym dniu nie tylko musieliśmy
              zrezygnować z obiadu, ale również nasz spacer po mieście jest bardzo
              krótki, pospieszny i niestety już w ciemnościach.
              W hotelu jesteśmy o godzinie 21.00. Jesteśmy tak zmęczeni, że nawet
              nie bardzo chce nam się jeść….pomimo tego, że nasz ostatni posiłek
              był o 7.00 rano. Nie zawsze wszystko wychodzi zgodnie z planem, tak
              jak w katalogu jest napisane. Dlatego warto mieć przy sobie jakieś
              ciastka czy coś innego do przegryzienia.
              Rano śniadanie na werandzie hotelu ze wspaniałym widokiem na miasto.
              Dojeżdżamy do Djemili. Miasto założone przez cesarza rzymskiego w
              ówczesnych czasach nazywane Cuicul. Są to najlepiej zachowane ruiny
              miasta rzymskiego w Afryce Północnej. Odrestaurowane baptysterium
              pozwala wyobrazić sobie jak w pierwszych latach chrześcijaństwa
              odbywał się chrzest. Również bardzo dobrze zachowały się mozaiki,
              które można obejrzeć w muzeum. Przechadzając się po muzeum przyszła
              mi do głowy pewna myśl, że były one chyba pierwowzorami dzisiejszych
              dywanów, tak bardzo je przypominały. A niektóre były tak misterne,
              że wyglądały jak obrazy.
              Jedziemy do Konstantyny położonej nad wąwozem. Wspaniałe rzymskie
              mosty łączą obie części miasta. Jest też współczesna kolejka linowa
              przewożąca mieszkańców z dzielnicy żydowskiej do centrum miasta.
              Niestety nie mieliśmy czasu na zwiedzanie miasta. Po drodze zdarzył
              się wypadek samochodowy z naszym udziałem. Na szczęście nikomu nic
              się nie stało. Na moście mieliśmy 15 min na zrobienie zdjęć. Ludzie
              tutaj są bardzo otwarci i mili. Podszedł do nas młody algierczyk (
              pewnie myślał, że zwiedzamy miasto samodzielnie). Opowiedział po
              angielsku o rzymskich łaźniach na dnie wąwozu. Nie chciałam mu
              przerywać, widziałam, że jest dumny ze swojego miasta, zrobił to
              bezinteresownie :-)) Pewnie jakiś student. Podobnie było pod hotelem
              Cirta. Spotkaliśmy Tuarega z najdalszego południa kraju. Podszedł do
              nas przywitał się. Miał niezwykły strój regionalny. To nie był
              materiał to raczej przypominało cieniutką wyprawioną skórę, w dotyku
              bardzo delikatną i mięciutką. Okazało się że pracuje w turystyce i
              przyjechał na północ zwiedzać swój kraj. Sympatyczny chłopak,
              pozwolił zrobić sobie zdjęcia :-)
              Hotel Cirta to wspaniała kolonialna rezydencja. Jeden z
              najpiękniejszych hoteli w całej Algierii. Po przekroczeniu progu
              człowiek cofa się w czasie o sto lat. Można rzec do epoki
              wiktoriańskiej. Stare epokowe meble. Ściany i podłogi wyłożone
              kafelkami. Kryształowe żyrandole. W sali jadalnej na kolumnach
              wspiera się kasetonowy sufit. Do pokoju zawiozła nas staroświecka
              winda, jaką widziałam tylko na filmach. Pokój niewiele różnił się od
              reszty hotelu. Staroświeckie drewniane łóżka, rzeźbione szafy.
              Jedynie łazienka była bardziej „nowoczesna”, może z lat 70-tych?
              Wrażenie niezwykłe. Brakowało długiej balowej sukni i gorsetu ;-))
              Z Konstantyny wyruszamy do Annaby. Po drodze zwiedzamy meczet Emir
              Abdelkader. Wybudowany ze składek zebranych przez Algierczyków. Ich
              duma narodowa. Później zwiedzamy ruiny miasta i muzeum Hippony.
              Kustosz jest tak uradowany naszym przybyciem ( rzadko ma przyjemność
              oprowadzać wycieczki), że bardzo gorliwie i z niezwykłą pasją
              opowiada nam o poszczególnych eksponatach :-))
              • nehti drobne uzupełnienie 10.08.10, 11:22
                Później jedziemy do centrum Annaby. Mamy przerwę na zrobienie
                zakupów i kupienie pamiątek. Niestety w tym miejscu naprawdę nie ma
                możliwości kupienia czegoś oryginalnego, czegoś lokalnego.
                Sama „chińszczyzna”. Niestety nie byliśmy na punktach widokowych.
                Nie zdążyliśmy :-(
                Jedziemy do hotelu zbudowanego na szczycie góry. Tak jak wspomniał
                Krzysztof niezbyt nowy, ale położony w cudownym miejscu. Z balkonu
                mieliśmy widok na góry i morze :-)) Ponoć w tym hotelu spędzają swój
                wolny czas najważniejsi ludzie tego kraju. Trafiliśmy na
                inscenizację beduińskiego wesela. Na tarasie rozłożony namiot.
                Muzyka, tańce tubylców z bronią, kolorowo ubrana panna młoda.
                Późnym wieczorem sporą grupą wybraliśmy się do dyskoteki. Bawiliśmy
                się świetnie, grała orkiestra i śpiewał solista. Ich muzyka od razu
                porywała do tańca. To był już nasz ostatni wieczór, pożegnalny.
                Następną noc mieliśmy spędzić w hotelu Hill Diar.
                Jeszcze zwiedzamy Bazylikę Św. Augustyna.
                Na granicy byliśmy o 13.00 i postój ponad dwie godziny. W hotelu
                byliśmy po godzinie 21.00.
                Algieria jest pięknym krajem. Jeszcze takim dziewiczym, nie
                zdeptanym przez turystów. Ma wspaniałe zabytki, te starożytne i te
                bardziej współczesne dziewiętnastowieczne wybudowane przez
                kolonialistów. Teraz już rozumiem dlaczego Francuzi tu urodzeni nie
                chcieli opuścić tego miejsca i tak bardzo tęsknią.
                Niestety Algierczycy są specyficznym narodem i cała wycieczka miała
                małe niedociągnięcia. Czasami trzeba było mieć dużo cierpliwości i
                wyrozumiałości. Pan Jacek starał się z jednej strony zadowolić
                tutejsze władze a także robił wszystko żeby i turyści byli
                usatysfakcjonowani. Zaczął się okres letni. Ogromne korki w miastach
                turystycznych opóźniały nasz przejazd. Sama policja też nieraz
                opóźniała nasz wyjazd z hotelu. Nie zawsze udało nam się zrealizować
                wszystkie punkty programu.
                Nie widziałam tam biedy takiej jak w Egipcie. Ludzie w miarę dobrze
                ubrani. Bardzo duża liczba nowych samochodów. Bum budowlany.
                Wszędzie rozpoczęte budowle całych dzielnic mieszkaniowych. Budowa
                nowych autostrad (tym zajęli się Chińczycy i Niemcy).
                Algierskie jedzenie jest pyszne. Grillowanie eskalopki czy ryba,
                dobrze przyprawiona baranina to poezja :-)) Koniecznie spróbujcie
                siorbę. Bardzo smakowały mi baranie kiełbaski w ostrym sosie
                pomidorowym z dodatkiem harissy. Mają tu też wspaniałe pieczywo (bez
                ulepszaczy i spulchniaczy), podawane do każdego posiłku. Piwo i wino
                niczego sobie, chociaż nie jestem wyrafinowaną smakoszką.
                Podsumowując cieszę się, że miałam możliwość bycia w tym kraju i
                posmakowania tego klimatu. Chciałabym podkreślić, że wszystko co tu
                napisałam to moje prywatne spostrzeżenia. Jeśli ktoś z mojej
                wycieczki chciałby coś dodać lub mnie poprawić, zapraszam.
                Pozdrawiam też wszystkich.
                Ela
                • dorkrzy13 Re: drobne uzupełnienie 11.08.10, 20:54
                  Dziękujemy Elu za Twoje spostrzeżenia i wrażenia z wycieczki do
                  Algierii. Bardzo ciekawi byliśmy jak inni odbiorą ten kraj i ludzi w
                  nim mieszkających. Szkoda tylko że na tej wycieczce widzi się
                  jedynie małą część Algierii (północno-wschodnią), w której jeszcze
                  jest wiele ciekawych miejsc do zobaczenia, zwłaszcza na południu.
                  Ale może to na innej wycieczce - my tam chętnie powrócilibyśmy.
                  Pozdrawiamy
                • Gość: aniaiola Re: drobne uzupełnienie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.10, 22:26
                  Elu, czy to Ty? Przeczytałam Twoje wspomnienia z Algerii i poczułam się jakbyśmy
                  znowu spotkały się w Tunezji (jeśli to Ty, a jeśli nie to znaczy, że to ktoś z
                  tej samej wycieczki :). Pozdrawiamy Ania i Ola
                  • nehti Re: drobne uzupełnienie 18.08.10, 07:41
                    Ania z Tunezji? Jeśli piłyśmy razem drinki robione przez Gruzina pod
                    kolor naszych kreacji i jadłyśmy wspólnie "pyszną kolację" w
                    restauracji włoskiej to znaczy, że to ja ;-). Miałaś wysłać do mnie
                    maila, cały czas czekam.
                    • Gość: Stefan Re: drobne uzupełnienie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.08.10, 11:03
                      Ania?, Ela? Pamietacie mnie?

                      Siedziałem często przy sąsiednim stoliku.
                      • Gość: jadzia Re: drobne uzupełnienie IP: 81.219.243.* 18.08.10, 11:24
                        a mnie?! miałam walizkę i siedziałam tak trochę po lewej:))
                    • Gość: aniaiola Re: drobne uzupełnienie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.08.10, 11:47
                      Elu, nie przez Gruzina tylko Armeńczyka :)
                      Ale ładny numer, że Cię tu namierzyłam! Maila wysłałam, nawet kilka zdjęć
                      załączyłam. Jeśli nie dostałaś, spróbuje wysłać jeszcze raz. Pozdrawiam całą
                      Rodzinkę
                      • nehti Re: drobne uzupełnienie 24.08.10, 08:54
                        Ponieważ jest to forum tunezyjskie dodam jeszcze, że drugi tydzień
                        moich wakacji spędziłam z rodziną w Tunezji w hotelu Houda Beach
                        Club. Znajduje się on między Sousse i Monastirem. Opisałam go tu:
                        forum.gazeta.pl/forum/w,22878,43573261,43573261,Houda_Beach_Golf_Club.html
                        • nehti Re: drobne uzupełnienie 27.08.10, 10:16
                          Warto znać też kilka słów w języku algierskim. Atmosfera robi się od
                          razu milsza gdy mówimy:

                          salam alejkum - dzien dobry
                          masalama - dowidzenia
                          smehejli - przepraszam
                          saha - dziekuję

                          i kilka słów tunezyjskich:

                          aslema - witam, dzień dobry
                          beslema - dowidzenia
                          la - nie
                          ej - tak
                          kadasz - ile
                          • piautre1 algieria i nie tylko 28.07.11, 22:38
                            maghrebinietylko.blogspot.com/
                            zapraszam na bloga o Maghrebie, o wszystkich krajach północnej afryki, a zwłaszcza o tych najrzadziej odwiedzanych- Algierii i Libii
    • piautre1 voyage sentimentale 12.08.10, 11:04
      cudownie
      az lza sie w oku kreci
      mieszkalem w algierii przez 6 lat ( z tego przez 3 w Annabie) i
      dzieki rainbow chyba tam w przyszlym roku powroce
      ale mam kilka pytan
      - jaka droga jechaliscie z djamiliiy do konstantyny? podejrzewam ,ze
      po prostu najszybsza czyli glowna droga idaca na setif. jesli tak to
      szkoda po pod samym nosem jest NAJPIEKNIEJSZA droga w algierii-
      corniche Tichi- Jijel prowadzaca nad samym morzem.
      - czy w Rouffi dziala wciaz handel? - ongis za stare ubrania, buty
      etc mozna bylo dostac wspaniale dywany dywaniki narzuty makatki. bo
      bieda, tak zreszta jak w calym rejonie gor Aures, jest ogromna.
      - wyczytalem ze wieczorem w czasie wolnym mozna wypuscic sie na
      zwiedzanie miasta (cour?). jak?? z seraidi? chyba ze kolejka linowa
      (chyba jeszcze dziala). nieopodal (warto namowic przewodnika) jest
      wspanialy stadion- duma algierczykow- autorstwa polaka- Jerzego
      Wojnarowicza.
      pozdrawiam wszystkich nostalgicznie
      pi autre
      • nehti Re: voyage sentimentale 13.08.10, 11:27
        piautre1 napisał:
        > cudownie
        > az lza sie w oku kreci
        > mieszkalem w algierii przez 6 lat ( z tego przez 3 w Annabie) i
        > dzieki rainbow chyba tam w przyszlym roku powroce

        Zachęcam ;-) Towarzyszył nam starszy pan, który przebywał przez
        dłuższy czas w Algierii 20 lat temu. Miło było patrzeć na jego
        wzruszenie, dla niego to również była sentymentalna podróż :-))


        >jaka droga jechaliscie z djamiliiy do konstantyny?

        Z Djamili do Konstantyny jechaliśmy przez Setif. Niestety plan
        mięliśmy bardzo napięty i nie było czasu na drogę wzdłuż morza.


        >czy w Rouffi dziala wciaz handel? - ongis za stare ubrania, buty
        > etc mozna bylo dostac wspaniale dywany dywaniki narzuty makatki.
        bo bieda, tak zreszta jak w calym rejonie gor Aures, jest ogromna.

        Faktycznie ludność berberyjska jest bardzo biedna. Ich gospodarstwa
        i domy mieszkalne są wyjątkowo skromne. W Rhoufi, w miejscu naszego
        postoju były dwa sklepiki w jednym z nich wisiały makatki i narzuty
        i małe dywaniki, ale mnie bardziej zainteresowała ceramika. Kupiłam
        tam miseczkę za dinary, nie miałam przy sobie starych ubrań ;-)).

        > - wyczytalem ze wieczorem w czasie wolnym mozna wypuscic sie na
        > zwiedzanie miasta (cour?). jak?? z seraidi? chyba ze kolejka
        linowa (chyba jeszcze dziala).

        W Katalogu jest wprawdzie napisane o wieczornym spacerze po
        Promenadzie Rewolucji ( niestety ten punkt programu nie został
        zrealizowany). Czas wolny mieliśmy tylko po południu po przyjeździe
        do centrum Annaby ( około 1,5 godziny) na zrobienie zakupów. Tak jak
        napisał Krzysztof mieliśmy eskortę. Naszą trójkę pilnowało dwóch
        tajniaków z bronią pod pachą i krótkofalówkami ;-)). Trudno mi
        powiedzieć czy kolejka linowa w Seraidi nadal działa, ponieważ w
        momencie gdy koło niej przejeżdżaliśmy nie widziałam żadnego ruchu..
        Ponoć jej budowniczymi byli Polacy emigranci. Założyli firmę w
        Szwajcarii i na początku zajmowali się budową przekładni i innych
        kół zębatych używanych w stomatologii, później zaryzykowali i
        przerzucili się na większą skalę czyli budowę kolejek linowych
        (zasłyszane od przewodnika).

        >nieopodal (warto namowic przewodnika) jest wspanialy stadion- duma
        algierczykow- autorstwa polaka- Jerzego Wojnarowicza.

        Niestety nie było szans na zmianę programu wycieczki. Tutaj
        decydowała policja i wojsko gdzie jedziemy i gdzie się
        zatrzymujemy :-)

        Serdecznie pozdrawiam
        Ela
    • gonzo44 z mieszanymi uczuciami 17.08.10, 22:00
      czytałem relację - barwną. jednak egzotyka, egzotyką, ale jakoś nie
      rajcowałaby mnie podróż w eskorcie mniej lub bardziej dyskretnej,
      atmosferze turystycznych enklaw, odrębych światów turysty i
      tubylców, fałszywie odgrywających role na tzw. wieczorach
      regionalnych. pamiętam lata 70-te, 80-te w PRL, piosenkę o Jolce
      co "z autobsem 40-tu arabów zdradziła" - wystarczy. kto piosenkę
      pamięta wie o co chodzi.

      dlatego nie pojadę póki co do: 1)Korei Płn. 2)na Kubę 3) Algerii 4)
      Egiptu 5)Innych tp. Kolejność nieprzypadkowa, uporządkowane zgodnie
      z malejącym poczuciem dyskomfortu psychicznego, który powinien
      odczuwać turysta - no chyba, że młody, albo piosenek nie pamięta.

      dlatego też nigdy nie pojechałem do Rosji (Moskwy), ostatnio się
      waham.

      pojadę, jak kraje te znormalnieją - poczekam. jeżeli się nie
      doczekam, to też żaden problem. jest tyle wolnych miejsc i krajów.
      • kokosz11.1 Re: z mieszanymi uczuciami 18.08.10, 06:07
        Co za uczta dla mnie. W Algierii dokladnie w Annabie pracowalam
        przez 7 miesiecy w roku 1986. Odzyly moje wspaniale wspomnienia. Nie
        bylo mozna tam kupic nic wysokoprocentowego, wiec zeby nie zachorowac
        na cholere lub amebe jezdzilismy do ALGIERU do apteki po spirytys
        lekarski i tak sie odkazalismy.
        Szkoda, ze nie dane bylo wam pojechac na poludnie na pustynie,
        co za cuda np.Ghardaia.

        • nehti Re: kokosz11.1 18.08.10, 07:49
          W Annabie nadal panuje prohibicja. W hotelu można kupić wino i
          piwo,nie wiem czy również coś mocniejszego. Annaba w tej chwili jest
          ogromnym placem budowlanym, na którym królują Niemcy. Wiele firm
          niemieckich stawia nowe domy mieszkalne.
      • nehti Re: gonzo44 18.08.10, 08:07
        gonzo44 napisał:
        > pojadę, jak kraje te znormalnieją - poczekam

        Jak ten kraj znormalnieje to już nie będzie taki egzotyczny i
        dziki ;-)). Wolałam go zwiedzić z rodziną teraz kiedy nie zadeptał
        go jeszcze tabun turystów. Kiedy otwierały się przed nami najlepsze
        hotele w kraju (bardzo się starali ugościć nas jak najlepiej). Kiedy
        ludzie są normalni, spontaniczni nieraz zaskoczeni naszym widokiem i
        uśmiechnięci, rozmowni, nie nachalni. Kiedy nie zostali
        jeszcze "rozwydrzeni" przez turystów dolarami i euro. Enklawa nie
        została jeszcze stworzona, bo turystów jest tak mało, że to wszystko
        jest jeszcze takie niedopięte na ostatni guzik, trochę spontaniczne,
        niedopracowane. Czuliśmy się świetnie wśród tych ludzi.
        Przez tydzień czasu nie spotkaliśmy tam ani jednej grupy turystów.
        Inscenizacja wesela nie była zorganizowana dla nas tylko dla gości
        hotelu czyli Algierczyków , my przyjechaliśmy w trakcie jej trwania
        to był po prostu przypadek, że "załapaliśmy się" na połowę programu.
        Prawdziwe wesele mogliśmy podziwiać w hotelu w Biskrze.
        Pozdrawiam
        E.
    • Gość: faysal your life in chek ?? IP: 41.107.28.* 18.08.10, 20:30
      ku... u spend your life in chek toilet round algera and world?
      • piautre1 Re: your life in chek ?? 19.08.10, 09:54
        tu me fais rire, jeune homme
        nie wyjezdzaj z takimi tekstami
        popisuj sie gdzie indziej
        toalety mozesz sobie zwiedzać na innych forach
        a co inni robią- it's not your bloody business

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka