dorkrzy13
17.06.10, 20:34
Wstęp:
Wycieczka objazdowa Tunezja + Algieria, organizator RainbowTours,
termin 3–10.06.2010 roku. Na wycieczce 17 osób (przedział wiekowy 6 –
84 lat) + pilot, p. Jacek Zalewski.
Podczas całego pobytu w Algierii towarzyszyła nam asysta - policji,
żandarmerii lub wojska. Dotyczyło to przejazdów oraz poruszania się
po zwiedzanych miejscach i miastach. Wyglądało to tak: w czasie
jazdy przed i za autokarem jechał pojazd z obstawy, który w razie
potrzeby rozganiał inne samochody na pobocza, aby nasz autokar mógł
spokojnie przejechać. W miejscach zwiedzanych panowie z tych
pojazdów chodzili niedaleko grupy pilnując, aby nam „nie
przeszkadzano”. Samochody obstawy zmieniały się przy przekraczaniu
granic wilayadów co czasami skutkowało krótkim postojem. Z obstawą
rozstawaliśmy się w hotelach – chociaż nie wiadomo czy nie byli tam
po cywilnemu .
Wszystko musiało odbywać się zgodnie z ustalonym wcześniej
protokołem. Protokół określał trasę przejazdu, postoje, noclegi,
miejsca zwiedzane, obsługę itp. Krótko mówiąc jeżeli protokół czegoś
nie przewidywał, to nie mogło się to zdarzyć.
W Algierii w autokarze, oprócz oczywiście kierowcy, było jeszcze
dwóch przedstawicieli miejscowego organizatora. Oni byli z nami cały
czas – również w hotelach. Ich zadaniem było dopilnowanie wszystkich
spraw formalnych i organizacyjnych naszego zwiedzania i noclegów.
Posiłki w czasie dnia były w restauracyjkach przy zwiedzanych
miejscach lub gdzieś po drodze. Były to miejsca, gdzie jedli również
miejscowi i to dosyć licznie, więc była gwarancja, że jedzenie jest
świeże i dobre – i takie było. Jedynie w dniu przejazdu z Tunezji do
Algierii nie było posiłku. Ponieważ w Algierii język angielski jest
zdecydowanie mniej popularny niż w Tunezji, więc przy problemach
językowych, szczególnie przy płaceniu za posiłki, pomagał p. Jacek.
Z uwagi, iż samodzielna wymiana waluty jest problematyczna,
zorganizowano to w ten sposób, że w pierwszym hotelu przekazywaliśmy
kopertę z walutą, opisaną nazwiskiem i wysokością włożonej kwoty.
Pieniądze te zostały wymienione za pośrednictwem jednego z
algierskich przedstawicieli i koperty z dinarami wróciły na koniec
kolacji do nas.
Warto tez wiedzieć, że czasami ceny w Algierii podawane są w
tysiącach centymów (czyli kwota 25 oznacza 25 000 centymów czyli 250
DZD). Często jednak cena jest podawana normalnie w dinarach.
Po przyjeździe do hotelu otrzymywało się wraz z kluczem nalepki z
numerem pokoju, do nalepienia na bagaż. Następnie bagaże były
przynoszone przez obsługę pod drzwi pokoju. Rano, przed śniadaniem
wystawiało się bagaże przed drzwi i obsługa znosiła do recepcji. To
nie zadziałało tylko w hotelu w Konstantynie – trzeba było samemu
zwozić. W pokojach była czasami przygotowana butelka z wodą
mineralną. Również do kolacji dostawaliśmy bez dopłat wodę.
Dzień 1.
Wylot z Poznania z 20 minutowym opóźnieniem, samolot w barwach
Karthago, ale załoga i numer lotu Nouvell. Lot trwał ok. 2:40, na
pokładzie nie było posiłku. Lądowanie w Monastirze i do hotelu w
Sousse docieramy ok. godz.13:30. Hotelem tranzytowym jest Hill Diar.
Dostajemy pokój w budynku głównym i po wejściu do pokoju cieszymy
się, że nie wpadliśmy na pomysł wykupienia pobytu w tym hotelu.
Pokój niezbyt czysty, brak śmietnika, pościel na poduszce pokazała,
że poprzedni użytkownicy pokoju mieli katar no i najlepsze – brak
przycisku do spuszczenia wody w toalecie. Rozwiązanie
tych „problemów” zajęło ok. 1 godziny – niejako przy okazji obsługa
postanowiła wytrzeć jeszcze jakieś plamy na suficie w łazience.
Wychodzimy na miasto coś zjeść. W bocznej uliczce znajdujemy mały
fastfood gdzie zamawiamy kanapki z shawarmą (2,5 DT/szt, cola 1 DT).
Następnie przejazd Tuk-tukiem do medyny (2 DT/osobę). Krótki spacer
i powrót do hotelu taksówką z 5 DT. W hotelu jeszcze kolacja i
zasłużony odpoczynek.
Dzień 2.
Wyjazd z hotelu o godz. 7:30. Wychodzimy z walizkami przed hotel, a
tam mała niespodzianka – stoi taki nieco większy bus, a kierowca z
obsługą hotelową ładuje walizki na bagażnik dachowy. Po chwili
pilot – p. Jacek Zalewski – wyjaśnia, że tym pojazdem jedziemy tylko
do granicy (albo do pierwszego hotelu), a dalej powinien być już
normalny autokar. Od samego początku p. Jacek daje się poznać jako
osoba bardzo kompetentna, o dużej wiedzy i chęci dzielenia się nią.
Od razu widać, że lubi to co robi.
Pierwszy przystanek, jeszcze w Tunezji, to Sbeitla z ruinami
rzymskiego miasta. Bilety wstępu w cenie wycieczki (w części
walutowej), należy tylko samodzielnie dokupić bilet na
fotografowanie (1 DT). Po zwiedzaniu (ok. 1,5 godz.) chwila
odpoczynku w kawiarni pawilonu wejściowego. Tutaj też jest czas
wypełnić formularze wjazdowe do Algierii, które wcześniej rozdał
pilot. Z przydatnych informacji – warto nauczyć się jak po francusku
pisze się nazwę wykonywanego zawodu. W razie problemów pomaga pilot.
Na granicę tunezyjsko-algierską docieramy ok. 14. Pilot zbiera
paszporty, do nich należy włożyć drugą część kartek z wjazdu do
Tunezji (wypełnianych w samolocie). W tym czasie można skorzystać z
toalety lub zakupić napoje w sklepiku. Następnie przejazd na strefę
międzygraniczną, gdzie czekał na nas nowy autokar (duży 40
miejscowy) oraz przedstawiciele algierskiego organizatora, którzy
towarzyszyli nam podczas całej wycieczki. Po dwóch godzinach od
przyjazdu na granicę wreszcie ruszyliśmy w dalsza drogę, już
oczywiście z obstawą.
Docieramy do Tebessy i rozpoczynamy zwiedzanie tego miasta.
W pierwszej kolejności pozostałości po największej w Afryce bazylice
chrześcijańskiej, a następnie spacer po starym mieście . Po Tebessie
oprowadza miejscowa przewodniczka, którą tłumaczy pilot.
Zakwaterowanie w hotelu Emir. Pokój przeciętny, jest
telewizor, jest przygotowana woda w butelce, pościel czysta, tylko
dwa ręczniki i problemy w łazience – wypadająca rura od prysznica i
niedziałająca toaleta. Ale pan przynoszący walizki pokazał nam, że
do „spuszczania wody” można użyć wężyka zainstalowanego przy misce
wc. Kolacja serwowana bardzo dobra, do kolacji za darmo woda
mineralna. Przed kolacją pilot zbiera walutę na zwiedzanie – po 80
Euro/osobę oraz koperty z waluta na wymianę. Jeszcze w autokarze
poinformował, że wystarczające na dwie osoby jest wymiana 50 Euro,
co dało 5750 dinarów algierskich (DZD).
Dzień 3.
Wyjazd z hotelu ok. 7 i przejazd do Timgadu, do którego dotarliśmy
ok. 10. Tutaj również oprowadzał nas miejscowy przewodnik, a czas
zwiedzania to ok. 2 godzin. Następnie był czas na odpoczynek i
możliwość zjedzenia obiadu w restauracji w pawilonie wejściowym.
Danie dnia to grillowany kotlecik, frytki i sałatka – za 300 DZD.
Dalsza droga w kierunku Biskry wiodła przez coraz bardziej górzysty
teren. Po drodze czekały nas jeszcze dwa postoje. Pierwszy u wylotu
Oud Abiod, gdzie można było podziwiać wąski, głęboki wąwóz. Drugim
punktem były balkony Ghoufi. To miejsce robiło niesamowite wrażenie –
na stromych ścianach opadających na dno wąwozu zostały zbudowane
domy, obecnie niezamieszkałe, praktycznie zlewające się z tłem,
niewidoczne dla wrogów. Tutaj jest możliwość zejścia na samo dno
wąwozu, oczywiście w towarzystwie ochrony – razem z robieniem zdjęć
i powrotem na górę zajmuje to ok. 30 min. Do hotelu w Biskrze
docieramy ok. 17. Obsługa wita nas mlekiem i daktylami. Pokoje
bardzo skromne, w pierwszym pokoju znowu mamy problemy z toaletą,
ale zamieniamy się z kierowcą. Tu już toaleta działa, jest
telewizor, lodówka z dwiema wodami 0,5 l, znowu dwa małe ręczniczki,
czysta pościel. Kolacja w hotelu wyśmienita – cała nasza grupa
siedziała przy jednym stole, podano nam kilka wielkich mis, w
których znajdowało się tradycyjne jedze