milek84
20.07.06, 00:28
Opis moich dwóch tygodni na wakacjach z Triadą. Mam nadzieję, że znajdziecie
tu użyteczne informację i aktualny program wycieczki. Wróciłem wczoraj w nocy,
więc wrażenia są świeże. Starałe się umieścić tu jak najwięcej szczegółów, ale
oczywiście mogłem o czymś zapomnieć, więc śmiało pytajcie...
DZIEŃ 1 (05.07.2006):
Wylot z Poznania o 3.20, przylot 6.10 do Monatiru (linie tunezyjskie, podawane
śniadanie (bułki, masło, dżem, babka, gruszka, kawa lub herbata)).
Pierwszy tydzień to pobyt w RESIDENCE EL KANTAOUI. W hotelu jesteśmy ok. 7.30.
Kilka słów o nim na początek: pokoje i łazienki czyste, sprzątane codziennie,
klimatyzacja działa bez zarzutu, jest ciepła woda, dużym plusem są lodówki w
pokoju, śniadania od 6.30 (bagietki, ser biały, mortadela, pomidory, dżem,
jajka, napoje), kolacje od 19.00 (mięso, ryba, ryż albo kasza, czasem
ziemniaki, sałatki, arbuz, nieraz ciasto), ogólnie jedzenie dosyć monotonne,
ale mi smakowało. Hotel ma basen (można pograć piłkę wodną), dookoła są leżaki
i parasole (za darmo, płaci się za materac). Pieniądze można wymienić w
recepcji, sejf kosztuje 1 dinara / 1 dzień, jest też bar (piwo Celta za 1.8
dinara) z telewizorem (dla mnie to było ważne, bo akurat trwały Mistrzostwa
Świata). Obsługa sympatyczna, z większością można się dogadać po angielsku.
Hotel położony jest w niewielkiej odległości od portu.
Ponieważ przylecieliśmy w środę (niektórzy byli tam już od wtorku) już o 10
mieliśmy spotkanie organizacyjne (kilka uwag o marketach, pieniądzach,
poruszaniu się po i między miastami). Zapisaliśmy się na wycieczkę TUNIS –
KARTAGINA – SIDI BU SAID (60 dinarów za osobę – wycieczka w czwartki, dla
informacji – SAFARI w Triadzie to piątek – sobota, w poniedziałki DOUGGA, jest
jeszcze CAP BON).
DZIEŃ 2:
Wycieczka fakultatywna do TUNISU. Zbiórka przed hotelem o 7.15. Na 9.00
jesteśmy w muzeum BARDO (o tej godzinie jest ono otwierane, więc nie było
jeszcze dużo ludzi). Mnie akurat nie rzuciło na kolana, chociaż mozaiki
(rzymskie, bizantyjskie) są rzeczywiście bardzo ładne. Przejazd do SIDI BOU
SAID – urocze miasteczko, w którym wszystkie budynki mają białe ściany i
niebieski drzwi i okna, możliwość wypicia kawy w restauracji, krótkie
przejście z przewodnikiem na główną ulicę, potem czas wolny, w sumie około
godziny. Przejazd do Kartaginy, a w zasadzie do Term Antoniusza – moim zdaniem
najciekawszy punkt wycieczki, a niestety czasu przeznaczono na niego trochę za
mało. W sumie jakieś 40 minut, z czego niecałe 20 to czas wolny (dinar za
zdjęcia). Przejazd na lunch do hotelu położonego przy plaży; następnie TUNIS –
dojście główną ulicą Avenue Habit Bourgiba do mediny, mijamy katedrę i łuk
triumfalny. Uliczki w medinie są wąskie, mnóstwo sklepików, w prosty sposób
można dojść do Wielkiego Meczetu (niestety za dużo nie można zobaczyć). W
Tunisie jest sporo czasu wolnego, spokojnie można przejść po medinie,
odwiedzić supermarket (w bliskim sąsiedztwie mediny) czy też pójść w drugą
stronę ulicy do ronda z zegarem. Ogólnie wycieczka udana, warto się wybrać,
chociaż można by nieco zmodyfikować jej program. Myślę, że osoby które mają
więcej odwagi i czasu mogą spróbować zrealizować ją same (dojeżdżając np.
pociągiem).
DZIEŃ 3 i DZIEŃ 6:
Odpoczynek.
DZIEŃ 4:
Początek SAFARI. Na Safari wybraliśmy się z SAHELEM (zapłaciliśmy jeszcze z
Polski przelewem, 160 dinarów za osobę, opłaty dodatkowe: 15D wielbłądy, 6D
bryczki, trzeba uwzględnić napiwki: mniej więcej 3 dinary od pary dla kierowcy
jeepa, dinar dla pana od wielbłądów, dinar dla woźnicy w bryczce i dla
gospodyni w domu berberyjskim). Zbiórka o 7.00 przed hotelem.
Po półtorej godziny jesteśmy w Kairouanie – krótka opowieść o historii Tunezji
przed minaretem Wielkiego Meczetu, spacer wokół meczetu (nie wchodzimy do
środka), przejście na cmentarz (znajdujący się przed murami) – uwagi na temat
pochówku muzułmanów.
Po kolejnych 2 godzinach jesteśmy w przydrożnym barze w Jilmie, możliwość
wypicia kawy, kupienia przekąski, dookoła nie ma nic ciekawego. Przejazd na
lunch do Gafsy (fajna restauracja, frytki, surówka, kotlet, owoce, napoje
płatne dodatkowo). Przed 15 byliśmy w Metlaoui – przesiadka do jeepów,
przejazd drogą do Chebiki – magiczne miejsce zaledwie 15km od granicy z
Algierią, piękna oaza, ładna wioska, możliwość kąpieli (miejscowe dzieci
skaczą ze skałek), krótkie przejście po górach, tak żeby wejść do wioski od
drugiej strony.
Wjazd na pustynię – przejazd odcinkiem, które kiedyś znajdował się na trasie
rajdu Paryż – Dakar, dojazd do Góry Wielbłąda wzdłuż słonego jeziora (z góry
wszystko ładnie widać), można zobaczyć miraż (nie fatamorganę – na to potrzeba
idealnych warunków). Dalej najfajniejszy odcinek trasy – wydmy, górki, piaski,
można się nieźle wytrząść, kierowcy dają z siebie wszystko. Postój na jednej z
wydm (można zrobić ładne zdjęcia), dalej zjazd do wioski z Gwiezdnych Wojen
(domki nieco zniszczone, ale i tak można poczuć klimat, Paweł (pilot) ma ze
sobą miecze, więc można się trochę pobawić; uwaga na dosyć nachalnych
sprzedawców).
Wyjazd z pustyni do miejscowości Nefta, gdzie czekają bryczki. Gdybym mógł
wybierać jeszcze raz, to zrezygnowałbym z tego punktu (strasznie pożarły nas
komary, a widoki w oazie też nie są rewelacyjne); trzy piętra roślinności (np.
arbuzy, granaty, daktyle), możliwość spróbowania i zakupu daktyli, wypalenia
fajki, wypicia soku z palmy daktylowej. Przejście na rynek do Nefty (akurat
trafiliśmy na uroczystości weselne) i krótki przejazd do hotelu (ładny, duży
basen, jedzenie w formie bufetu, bar z telewizorem).
DZIEŃ 5
Drugi dzień safari, pobudka o 4.30, śniadanie, wyjazd z hotelu o 5.30.
Przejazd przez drogę, przecinającą słone jeziorze Chott El Jerid, postój na
wschód słońca (widoki są niesamowite). W Fatnassie rezerwat form piaskowych
(takie sobie), możliwość zakupu róż pustyni, zrobienia zdjęcia z waranem albo
skorpionem (nie przynoszą go miejscowe dzieci, tylko gość, który tam
„zarządza”). Krótki postój przy miejscu, w którym wydobywa się wodę (mimo
chłodzenia wciąż jest b. ciepła).
Po dwóch godzinach jesteśmy w Douz: godzinna przejażdżka na wielbłądach po
Wielkim Ergu Wschodnim (tego trzeba spróbować!, wrażenia są niezapomniane).
Dwugodzinny przejazd do Matmaty na lunch w restauracji z Gwiezdnych Wojen
(kuskus, mięso, ten naleśnik z jajkiem (nie pamiętam nazwy), arbuz). Potem
punkt widokowy (niestety ten główny z napisem MATMATA był zajęty, ale nie było
dużej różnicy) i dom berberyjski (jeden z lepszych punktów programu, zwiedzamy
dom, w którym jak niby nigdy nic żyją sobie ludzie, gospodyni przywita was
miętową herbatą, warto zostawić jej napiwek, bo ma się wrażenie, że ona tylko
dzięki temu może jakoś żyć). Zmierzamy do El Jem (po drodze krótki postój w
Mahres) – amfiteatr robi wrażenie, jesteśmy w nim ok. 17.30 (spędzamy tam 45
minut, spokojnie można wejść na górę i przejść się po podziemiach). Już po 20
(a więc z prawie 3-godzinnym opóźnieniem jesteśmy w hotelu).
Safari jest godne polecenia, biuro Sahel też. Pozwala chociaż pewnym stopniu
poznać Tunezję, jest wiele fajnych punktów, na pewno nie będziecie się nudzić.
Jeśli macie małe dzieci i chcecie się na nie wybrać, to stanowczo odradzam
(cały nasz autokar ma podobne zdanie).
DZIEŃ 7:
Około godziny 12 zbiórka na objazd, przejazd do hotelu Justinia w Sousse. Z
nami są jeszcze tylko 4 osoby (a zatem 6 osób ma objazd w drugim tygodniu, a
reszta w pierwszym tygodniu (mają przylecieć tego dnia lubnastępnego)). Kilka
słów o hotelu Justinia, bo takiego syfu to dawno nie widziałem: na początek
wydali nam w recepcji klucz do pokoju, który był przez kogoś zamieszkany; po
dostaniu właściwego czekaliśmy godzinę aż sprzątaczki uwiną się z pokojem,
wieczorem ktoś nam wszedł do pokoju bez pukania (szybko wyszedł, więc to
pewnie sprzątaczka, ale głowy nie dam). Oczywiście k