Gość: barbinator
IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl
06.03.04, 16:43
... pozwalam sobie wkleić fragment wywiadu z dzisiejszej Wyborczej.
To prawdziwy rodzynek w zakalcowatym cieście naszej prasy. Nie wiem kiedy
ostatni raz zdarzyło mi się czytać tekst w którym powazna, szanowana osoba
publiczna, nie mająca przy tym związków z feminizmem i nie kojarzona jakoś
szczególnie ze "sprawami kobiet" mówiła o tychże sprawach w sposób jasny,
przekonujący, otwartym tekstem - bez puszczania oka do "szanownych kolegów
konserwatystów" czy strony kościelnej. To chyba jakiś prezent "dla naszych
kochanych pań z okazji ich święta"... kiedyś za komuny obdarowywali nas
zwiędłym goździkiem i talonami na rajstopy, teraz raz do roku w marcu dadzą
jakiś uczciwy artykuł ;))
-------------------
- Nikt przy zdrowych zmysłach nie może chcieć kontynuowania sytuacji z czasów
PRL-u, gdy aborcja była zastępczym środkiem antykoncepcyjnym. Jednak faktem
jest również to, że problematyka prawna aborcji w Polsce ma złą historię.
Uchwała aborcyjna Trybunału Konstytucyjnego, podjęta zbyt pospiesznie, bez
należnej debaty, jako swoisty dar przed wizytą Papieża, naderwała autorytet
Trybunału. Przyjęcie przez Sejm rygorystycznej ustawy również nie było
poprzedzone rzetelną, pełną debatą. Nikt dziś nie przypomina, że dopełnieniem
ustawy aborcyjnej miało być wychowanie seksualne równoważące kategoryczność
zapisów. Koncesje na rzecz planowania rodziny i edukacji seksualnej nie
zostały zrealizowane. Na ten temat panuje cisza, a ludzie, nawet z lewicy,
którzy starają się tym zajmować, są traktowani przez własną stronę jak jakiś
dziwoląg.
- Lewica, prawica, centrum, ale co tu można zaproponować?
- Każda partia, która chce penalizacji aborcji, będzie wiarygodna jedynie
wtedy, gdy będzie mówiła nie tylko o karach dla lekarzy i kobiet, lecz
również o wprowadzeniu jakichś mechanizmów odpowiedzialności mężczyzn za akt
seksualny i za poczęcie. Może powinniśmy być świadkami i uczestnikami debaty
politycznej, jak skutecznie karać mężczyzn, którzy porzucają kobiety z
dziećmi? Facet robi dziecko i znika, zaś kobieta - jeśli dokona aborcji, bo
boi się nowej sytuacji, jednoosobowej odpowiedzialności - jest napiętnowana,
a lekarz może iść do więzienia.
To w gruncie rzeczy nie różni się zbytnio od tej formy dominacji nad
kobietami, jaka panuje w krajach muzułmańskich. Dopóki nie będzie równej
odpowiedzialności obu płci za poczęcie, póty dostępność aborcji ma logiczne
uzasadnienie. Kobieta bowiem ponosi naturalne konsekwencje aktu seksualnego,
mądre prawo powinno nałożyć i skutecznie egzekwować sztuczne konsekwencje
wobec mężczyzn.
- Przecież alimenciarze siedzą w przepełnionych więzieniach...
- Wiem, że wszyscy publicyści i politycy podają alimenciarzy jako przykład
ludzi, którzy niepotrzebnie siedzą. Mnie to akurat oburza, bo uważam
uchylanie się od płacenia alimentów - i w ogóle od opieki nad dzieckiem - za
jedno z najcięższych przestępstw przeciw zaufaniu, które jest podstawą więzi
międzyludzkich. I chciałbym usłyszeć od polityków, co chcą z tym zrobić,
zanim zagrożą kobiecie karą za aborcję. Zwłaszcza chciałbym to usłyszeć od
polityków z partii opowiadających się za restrykcyjną ustawą aborcyjną. Są to
ci sami ludzie, którzy opowiadali się za karą śmierci i przeciw
konstytucyjnemu zakazowi tortur; nie zdziwiłoby mnie więc, gdyby na przykład
zaproponowali karę kastracji dla alimenciarzy. Ja bym się z tym kłócił, ale
wiedziałbym, że oni rzeczywiście poważnie traktują ten problem.
A oni milczą. Milczą nawet wtedy, gdy lewicowy rząd likwiduje fundusz
alimentacyjny. To też zresztą odbyło się bez debaty politycznej.
Debata o aborcji mogłaby być przyczynkiem do rzetelnej debaty na temat
równości płci. To jest w moim przekonaniu bodaj najważniejszy problem
współczesnego świata. Jeśli między cywilizacją liberalną a światem
fundamentalizmu istnieje jakiś rzeczywisty konflikt, to prócz sporu o ropę
dotyczy on właśnie równości kobiet i mężczyzn.
Nie twierdzę, że mamy od razu stać się liberalnym krajem Zachodu, a nawet, że
kiedykolwiek mamy przyjąć zachodnie rozwiązania, ale oczekuję od polityków
poważnej rozmowy, czy Polska zapisuje się do fundamentalistycznego świata, a
może - czy kiedykolwiek z niego wyszła. A u nas każdy pomysł w tej dziedzinie
jest natychmiast ośmieszany.
(*Wiktor Osiatyński jest członkiem Komitetu Nauk Politycznych PAN oraz
profesorem Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego w Budapeszcie; wykłada również
na uniwersytetach w Sienie oraz stanu Connecticut w USA)