sagan2
01.07.04, 15:43
wiele osob (glownie pro-lajf, ale nie tylko) w rozmowach "aborcyjnych" stosuje
argument "dobrowolnego i odpowiedzialnego seksu" - seks jest dla ludzi
odpowiedzialnych, kazdy stisunek moze doprowadzic do poczecia... nie chcesz
miec dzieci? nie ma sprawy, nie bzykaj sie...
sama do tych osob naleze.
i teraz pytanie.
wiele osob uwaza, ze aborcja jest wielkim zlem, ze powinna byc zakazana;
wprawdzie dopuszczaja wyjatki (zagrozenie zycia matki, gwalt), ale "z ciezkim
sercem", jako wybor "mniejszego zla".
w takim razie, panowie, ktory z Was, w sytuacji, gdy nie chcecie/nie mozecie
miec dzieci (pieniadze, warunki, brak checi, klopoty zdrowotne partnergi),
zrezygnuje z seksu? ktory potraktuje powaznie swoje deklaracje i, bez zrywania
"klauzuli wiernosci malzenskiej", po prostu przestanie "uprawiac seks", aby
nie dopuscic do poczecia?
jako przyczyne takiej decyzji prosze wyobrazic sobie cos, co jestescie w
stanie zaakceptowac; nie chce zaczynac dyskusji w stylu "MOJA partnerka/zona
na pewno bedzie chciala miec dzieci ze mna", "na dzieci zawsze nasz bedzie
stac"... w wypadku takich argumentow - wyobraz sobie, ze Twoja zona/partnerka
moze umrzec lub byc ciezko chora w wyniku zajscia w ciaze.
co robisz?
oczywiscie pytam, bo mam wrazenie, ze slynne "zrezygnowanie z seksu" odnosi
sie glownie do kobiety (w koncu ona jest w ciazy...)
jesli sie myle, to bedzie to krzepiace