Gość: netizen
IP: *.crowley.pl
12.08.04, 21:10
Jeśli Szczukę, Dunin i Dogomalik uznać za reprezentatywne dla elity nurtu
feministycznego w tym kraju to sorry, ale nie wróżę mu oszałamiających
sukcesów. Zwłaszcza dwie pierwsze panie. Na czym bowiem koncentruje się walka
np. Duninowej z zastanym, samczym status quo? Jest to sączenie jadu: jaki ten
świat beznadziejny i jakim chciałabym go widzieć. Felietony w swej treści
raczej nie porażają głębią intelektualną, chociaż czasem zdarzy się i pod tym
względem jakiś cymes: takie to prawa statystyki. Ale nie w ich jakości rzecz.
Ilekroć czytam coś takiego zastanawiam się, do kogo autorka traktuje swe
słowa. DO uświadomionych, wyemancypowanych kobiet? Może, ale one widzą już
nierówność szans. Do zahukanych Matek Polek wychowujących gromadkę dzieci wg
wskazówek Radyja? Pewnie ją oleją. Jest spora grupa kobiet pośrodku, dla
której obserwacje Dunin może i wydadzą się odkrywcze, ale nie wierzę by
rozczeniowa postawa autorki skłoniła je do jakiegoś konstruktywnego
działania.
Może się myle, ale wg mnie sprawie "promocji" a raczej motywacji kobiet
znacznie lepiej służą materiały takie jak ten o upartych, przebojowych
Rosjankach (WO, gdzieś miesiąc temu). Było o laskach biorących sprawy we
własne ręce po to, by w Moskwie skutecznie realizować własne american (?)
dreams. W biznesie. W materiale dużo zdjęć, wszystkie bohaterki zniewalająco
atrakcyjne, co tylko potęgowało wrażenie, jakie całość robiła na czytelniku.
Dzieliłem się wrażeniami z kilkoma kolegami. Wszyscy byliśmy pod wrażeniem
siły, uporu, skuteczności i... urody tych kobiet. Każdy z nas spotkał już
jednak podobne panie na swej drodze, w pracy, na uczelni, wśród znajomych.
Wbrew rozpowszechnionemu stereotypowi, kobieta skutecznie sprawdzająca się w
roli kojarzonej z facetami budzi w nich częściej mieszaninę podziwu i strachu
niż wrogość. A gdy doda do tego skuteczny seksapil, to prze do celu niczym
walec parowy. Dla feminizmu robi w ten sposób naprawdę wiele, z czego
najważniejszym dokonaniem jest przyzwyczajanie do siebie męskiej części
otoczenia.
A co ma do zaoferowania Dunin poza wiecznymi pretensjami do całego świata?
Raczej niewiele. Swoimi refleksjami z lektury jej artykułów dzielę się
często z kumplami. Nasze odczucia są zgodne i typowe: od jawnej pogardy i
lekceważenia po litość dla autorki. Koszmarny, antykobiecy image wzbudza
wesołość lub obojętność. Roszczeniowa postawa nie zyskuje ani uznania, ani
szacunku.
A przecież można inaczej. Więcej działania, mniej formy. Kariera w biznesie,
nauce, polityce. Promocja kobiet z własnego otoczenia z sugestią, by same
robiły to samo, znalazłszy się wysoko. Słowem ewolucja systemu, nie
rewolucja. Ta druga zżeara zwykle własne dzieci. Mam wrażenie, że w przypadku
co hałaśliwszych feministek jest to niestety prawda. A one, zatopione we
własnym sosie, nawet tego nie widzą.
PS. Powodzenia w walce o równouprawnienie. Wbrew pozorom jestem za.