Gość: k
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
07.01.05, 23:54
Ostatnio media doniosły o ciekawym szczególe dotyczącym prywatyzacji
PZU. Chodzi o zachowanie byłej minister skarbu A. Kameli Sowińskiej, która w
trakcie negocjacji wielomiliardowego kotraktu popłakała się. W związku z tym
nasuwa się pytanie jak wiele (statystycznie) kobiet w chwili napięcia traci
nerwy. Płacz może być skuteczny w przypadku kochającego mężczyzny ale czy nie
jest żenujące kiedy stosuje sie go w negocjacjach poważnego kontraktu. Ten
przypadek nie dotyczy przecież rozchwianej emocjonalnie nastolatki ale
dojrzałej pani profesor i minister, która sprawia raczej wrażenie osoby
oschłej. Z moich obserwacji wynika, że wiele kobiet zachowuje sie tak jak by
nie mogły opanować swojej emocjonalności. Czy nie jest to jeden z argumentów
wyjaśniających mniejsze reprezentację kobiet np w polityce. Płaczliwych osób
nie traktuje sie poważnie więc nie mają one szans osiągnąć ważnych stanowisk w
polityce czy biznesie gdzie liczy sie twardość i zdecydowanie (nawet na pokaz).
Badań na ten temat chyba nie ma. Moje wnioski co do powszechności tego
zjawiska u kobiet wynikaja z własnych obserwacji. Myśle, że większość z was
zauważa to również we własnym otoczeniu.
Nie twierdzę, że feministki z tego forum są płaczliwe, myśle że są twarde,
nawet bardzo ;)
Pozdrawiam