Dodaj do ulubionych

"Sukcesy" feministycznego raju :-)))))))))

05.09.05, 18:57
O szwedzkich "sukcesach" równouprawnienia:

serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,2898560.html

I wypowiedź pałnomocnicy Środy - jak zwykle "setki lat zapóźniej" :-)))

serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,2900381.html
Obserwuj wątek
    • baltazarus Re: "Sukcesy" feministycznego raju :-))))))))) 05.09.05, 20:20
      Natury nie da się oszukać. Jeśli w czasie trwania terroru równouprawnienia
      sytuacja szwedzkich kobiet wygląda jak wygląda to co by było gdyby wprowadzić
      wolny rynek i sprawiedliwe zasady?
      • tad9 Re: "Sukcesy" feministycznego raju :-))))))))) 05.09.05, 20:21
        baltazarus napisał:

        > Natury nie da się oszukać. Jeśli w czasie trwania terroru równouprawnienia
        > sytuacja szwedzkich kobiet wygląda jak wygląda to co by było gdyby wprowadzić
        > wolny rynek i sprawiedliwe zasady?

        Aż strach pomyśleć - nie zmieniło by się wiele?
        • baltazarus Re: "Sukcesy" feministycznego raju :-))))))))) 05.09.05, 20:52
          Byłoby po prostu normalnie...
      • abaddon_696 Re: "Sukcesy" feministycznego raju :-))))))))) 06.09.05, 00:44
        > Natury nie da się oszukać. Jeśli w czasie trwania terroru równouprawnienia
        > sytuacja szwedzkich kobiet wygląda jak wygląda to co by było gdyby wprowadzić
        > wolny rynek i sprawiedliwe zasady?

        Większość pracodawców to mężczyźni a większość mężczyzn to seksiści, więc
        byłoby w sumie dziwne, gdyby kobiety miały takie same osiągnięcia jak mężczyźni
        w pracy. Funkcja pracodawcy jest z założenia opresyjna, więc tu nawet najlepsza
        polityka równouprawnienia nie pomoże...
        • micra funkcja pracodawcy 06.09.05, 09:23
          tak całkiem na marginesie: funkcja pracodawcy wcale nie jest opresyjna.
          Pracodawca daje pracę i za jej wykonanie płaci pieniądze. Opresji można się
          spodziewać od prześladowcy, nie od pracodawcy.

          Jeżeli pracodawca zmienia się w prześladowcę to należy zweryfikować swoją umowę
          o pracę i ew. spotkać się przed sądem.

          Tyle.
          • baltazarus Re: funkcja pracodawcy 06.09.05, 09:26
            Jeśli sądzisz, że socjalista jest to w stanie zrozumieć to jesteś w błędzie.
            • micra Re: funkcja pracodawcy 06.09.05, 09:34
              nie mniej jednak kiedyś może to zrozumie, każdy ma prawo błądzić. Powtarzając to
              aż do znudzenia może dać to kiedyś efekt. Liczę na to.
          • abaddon_696 Re: funkcja pracodawcy 06.09.05, 15:19
            > tak całkiem na marginesie: funkcja pracodawcy wcale nie jest opresyjna.
            > Pracodawca daje pracę i za jej wykonanie płaci pieniądze.

            Tyle że te pieniądze zawsze są mniej warte od wykonanej pracy - pracodawca musi
            czerpać z pracownika zysk. Siłą rzeczy, im niższe płace tym tym większy zysk -
            dlatego firmy tak chętnie uciekają z Europy do Azji, zwłaszcza Chin. Z drugiej
            strony, większe zyski są też wtedy, gdy pracownik pracuje jak najwięcej.
            Dlatego 40-godzinny tydzień pracy to utopia w naszym państwie. Reasumując,
            uważam, że dążenia pracodawcy i pracownika są zawsze ze sobą sprzeczne i
            opresja jest czymś nieuniknionym, zwłaszcza przy słabo działającym prawie:
            wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,55670,2895667.html
            Opresji można się
            > spodziewać od prześladowcy, nie od pracodawcy.

            Naprawdę uważasz, że pracodawca nie może być prześladowcą?
            Pozdrawiam
            • micra Re: funkcja pracodawcy 06.09.05, 16:03
              > Tyle że te pieniądze zawsze są mniej warte od wykonanej pracy
              masz prawo zatrudnić pracowników i płacić im więcej niż wytwarzają. Twoja wola.

              > - pracodawca musi czerpać z pracownika zysk.
              nie, pracodawca nie musi czerpać z pracownika zysk. Jedynym celem pracodawcy
              (prywatnego) jest zarobienie pieniędzy, a to jakimi drogami do tego dojdzie to
              już jego prywatna sprawa. Może oczywiście postawić sobie za cel pomoc ludziom i
              wtedy będzie jechał na zysku = 0 lub poniżej 0, ew. oscylującym blisko 0. Wolna
              wola.

              > Dlatego 40-godzinny tydzień pracy to utopia w naszym państwie. Reasumując,
              > uważam, że dążenia pracodawcy i pracownika są zawsze ze sobą sprzeczne
              Bo mają inne cele. Pracownik przychodzi do pracy i wychodzi z pracy. Pracodawca
              często poświęca 80 i więcej godzin w tygodniu na pracę. Praca na swoim to
              wolność pracy bez ograniczeń. Praca pracownika powyżej ustalonego limitu bez
              wynagrodzenia jest czymś nagannym.

              Znam jeszcze ciekawszą historię niż ta z linku, może ludzie nie pracują w
              oparach acetonu, ale wożą taczki z ziemią od rana do nocy tudzież sprzedają
              hot-dogi za... 200 zł miesięcznie. Nie zmyślam.

              Ale to niczego nie zmienia. Jeżeli się na to godzą to co obchodzi to inspekcję
              pracy? Prześladowca to ktoś, kto Cię siłą zmusza do czegoś, nachodzi Cię i grozi
              Ci czymś. Prześladowcą jest sutener siłą wymuszający posłuch i zmuszający do
              pracy stadko dziewczyn. Jeżeli jednak one się na to godzą to ich wolny wybór.

              Tak długo, jak długo zatrudnienie ludzi będzie nie opłacalne, tak długo będą
              takie paranoje. Niestety, za "pomoc najuboższym" trzeba płacić. Z jednej strony
              ludzie są zapatrzeni na Niemców, że płacą takie piękne pieniądze bezrobotnym, a
              z drugiej strony nie widzą, że mamy za duże długi na takie rozdawnictwo no i
              Niemcom to też wychodzi bokiem.

              Reasumując: tak, pracodawca może być prześladowcą, o ile zmusza pracownika do
              czegoś, na co on nie chce się zgodzić i robi to pod przymusem. Jeżeli ma
              możliwość odejścia z pracy powinien to zrobić.

              Jestem naiwny? Być może, ale bawienie się w dochodzenie przed sądem, czy
              pracodawca krzyczy na ludzi, czy ich psychicznie przymusza do pracy jest
              dziecinadą. Jeżeli ktoś sądzi, że prowadzenie firmy jest dziecinnie proste,
              tylko szef się o coś czepia - niech spróbuje sam (założy firmę, zdobędzie rynek,
              zatrudni ludzi i utrzyma firmę).

              Jak znikną przeszkody dla pracodawców to ludzie znajdą zatrudnienie, ew. założą
              firmy o ile będzie to prostsze niż teraz.

              Nie jestem zimnym bezdusznym człowiekiem, ale męczą mnie już te starania ochrony
              najuboższych przez zabieranie innym pieniędzy. Nie widzę powodu, by zgadzać się
              na rozdawanie górnikom, kolejarzom, rolnikom, bo dlaczego nie pomóc
              przedsiębiorcom, sprzedawcom w sklepach albo miłującym swój fach poetom?
            • darr.darek zdajesz sobie sprawę z używania "argumentów"Marksa 06.09.05, 18:15
              abaddon_696 napisał:
              >Tyle że te pieniądze zawsze są mniej warte od wykonanej pracy - pracodawca musi
              >czerpać z pracownika zysk. Siłą rzeczy, im niższe płace tym tym większy zysk -
              >(..) Reasumując,
              > uważam, że dążenia pracodawcy i pracownika są zawsze ze sobą sprzeczne i
              > opresja jest czymś nieuniknionym, zwłaszcza przy słabo działającym prawie:

              Prezentujesz głupawe spojrzenie komunistów posiłkujacych się marksizmem
              (żałosna dziś teza o "sprzeczności miedzy kapitałem i pracą").
              Analogiczna "sprzeczność" występuje między piekarzem a konsumentem chleba. Ten
              piekarz zawsze może narzekać, że otrzymane od konsumenta chleba pieniądze nie
              są warte pracy włożonej w wypieczenie chleba (no bo, czymże jest dziś
              2,50złotych wynagrodzenia za tak potrzebny do życia chleb, od konsumenta
              zarabiajacego 3000zł i wydającego miesięcznie 900zł na raty za jakieś
              nowiutkie "jeździkółko"). I DZIŚ takie przeświadczenie nosi w sobie wielu
              piekarzy na silnie konkurencyjnych rynkach.
              Oczywiście patrząc szerzej, można przytoczyć sytuację z konsumentem chleba
              narzekającym na zbyt wysoką cenę chleba od piekarza-zdziercy. Tak właśnie może
              patrzeć na analogiczny temat ceny pracy najemnej polski przedsiebiorca-piekarz,
              który sam nie opływając w dostatki musi do własnego sklepiku z pieczywem
              otwartego po drugiej stronie Odry zatrudnić sprzedawcę za "chorrendalną" cenę
              conajmniej 5000zł/m-c z narzutami.

              P.S. Komuniści i inni lewicowcy to tylko nieuki, którzy nie zrozumieli
              zależności kapitalizmu i swą niewiedzę uczynili cnotą.

              • ggigus widzisz Darku 06.09.05, 18:23
                czy tego chesz, czy nie, o Marksie ciagle ucza na uniwersytetach. sprzecznosc
                kapital/kapitalista jest dzisiaj doskonale widoczna. Bardziej niz kiedykolwiek.
                ale dla osoby, ktora widzi Maksa poprzez komune, PZPR tlumaczenie pow. to strta
                czasu, obawiam sie.
                • darr.darek Re: widzisz Giguś 06.09.05, 18:40
                  ggigus napisała:
                  >czy tego chesz, czy nie, o Marksie ciagle ucza na uniwersytetach.

                  Na dobrych kierunkach uniwersyteckich nie wykładają marksizmu jako podstaw do
                  przyswojenia. A na "uniwersytetach uczą" różnych bzdur. A'propos -
                  specjalistami na jakie stanowiska stają się absowlencji kierunku
                  studiów "gender" ?

                  >sprzecznosc kapital/kapitalista jest dzisiaj doskonale widoczna. Bardziej niz
                  >kiedykolwiek.

                  Tzn. gdzie jest widoczna ? Czy w przykładzie przedsiębiorcy z USA lub
                  Niemczech, posiadającego najnowocześniejsze maszyny szwalnicze, który musiał
                  zamknąć produkcję, bo jedynym czynnikiem przegrywania z konkurencją była
                  konieczność opłacenia pracownika najemnego 40 razy drożej niż u chińskiego
                  konkurenta ?

                  >ale dla osoby, ktora widzi Maksa poprzez komune, PZPR tlumaczenie pow. to strta
                  >czasu, obawiam sie.

                  Obawiam się, że przede wszystkim nie znasz podstawowej tezy z "dzieła"
                  Marksa ""Kapitał". I obawiam się, że nie rozumiejąc ani podstaw ideologicznych
                  komunizmu ani zależności kapitalizmu nie będziesz chciała wnosić tej dyskusji
                  poza nic nie wnoszącymi ogólnikami, jak powyżej.
                  • wasza_bogini Re: widzisz Giguś 06.09.05, 19:07
                    na stanowiska pani prezes;)
              • abaddon_696 Re: zdajesz sobie sprawę z używania "argumentów"M 07.09.05, 18:04
                > P.S. Komuniści i inni lewicowcy to tylko nieuki, którzy nie zrozumieli
                > zależności kapitalizmu i swą niewiedzę uczynili cnotą.

                No widzisz - a Ty nawet nie zrozumiałeś tego, co napisałem, sądząc po Twoim
                komentarzu do mojego postu.
                No chyba, że udowodnisz mi, że ucieczka zachodniego kapitału do Chin to tylko
                irracjonalne wybryki.
        • muszek0 wstecz ! 06.09.05, 09:25
          a dlaczego większość pracodawców to mężczyźni?
          bo pan bóg jest seksistą i przede wszystkim mężczyzn uczynił pracodawcami.
    • zly_wilk Re: "Sukcesy" feministycznego raju :-))))))))) 05.09.05, 20:57
      Szwedzi powoli odkrywają to, co my na tym forum pisaliśmy już kilka lat temu...

      Pozdrawiam -
      • wasza_bogini a Ty dalej jestes na poziomie Arabstwa. 06.09.05, 14:22

    • abaddon_696 Niczego nie udowodniłeś. 06.09.05, 00:40
      Przypominam, że w skali 1 do 7 (dotyczącej równouprawnienia kobiet) Szwecja
      osiągnęła wynik 5,5. Jest to najlepszy wynik na świecie, ale nadal jest wiele
      do zrobienia.
      Szczerze mówiąc, dopóki istnieją tradycyjne rodziny, pełne równouprawnienie
      będzie niemożliwe.
      • krystyna.r Re: Niczego nie udowodniłeś. 06.09.05, 07:04
        > Szczerze mówiąc, dopóki istnieją tradycyjne rodziny, pełne równouprawnienie
        > będzie niemożliwe.

        Co złego jest w tradycyjnych rodzinach i dlaczego chcesz je zniszczyć?

        Ja właśnie robię karierę, ale niedługo zamierzam całkowicie całkowicie zmienić
        swoje priorytety zyciowe, zakopać się w pieluszki i oddać się w ramiona męża.
        Po prostu bardzo pragnę mieć dziecko, a matka na pół etatu to żadna matka.
        Dlatego do pracy wrócę dopiero jak małego/małą wyslę do przedszkola, ale nie na
        kierownicze stanowisko, gdyż nie chcę być już dyspozycyjna 24h/dobę jak to ma
        miejsce teraz, no chyba, że mąż nie będzie w stanie utrzymać rodziny...

        Bardzo chciałabym mieć właśnie tradycyjną rodzinę.
        • zly_wilk fałszywa świadomość 06.09.05, 09:11
          krystyna.r napisała:

          > niedługo zamierzam całkowicie całkowicie zmienić
          > swoje priorytety zyciowe, zakopać się w pieluszki i oddać się w ramiona męża.
          > Po prostu bardzo pragnę mieć dziecko, a matka na pół etatu to żadna matka.

          W języku feministycznej nowomowy nazywa się to, że masz fałszywą świadomość.
          Instynkt macierzyński jest wymysłem opresyjnego patriarchatu, który traktuje
          kobiety jak samice rozpłodowe. Na szczęscie feministki uszczęśliwią Cię nawet
          wbrew Twojej woli, likwidując tradycyjne rodziny. ;-)

          Pozdrawiam -
      • micra Re: Niczego nie udowodniłeś. 06.09.05, 09:28
        Nasi (mojej żony i moi) Przyjaciele pracują w branży farmaceutycznej. Są
        dyspozycyjni, oboje ok. 33 lat. Ona powiedziała dosyć. Woli siedzieć z dziećmi,
        oprócz tego że zaoszczędzą (opiekunki, droższe przedszkola, pomoc domowa) to
        przede wszystkim dzieci będą znać matkę, a On też na tym skorzysta. Ona pomoże
        mu będąc w domu (On nie spędza czasu z piwem na kanapie).

        Gdyby Ona zarabiała więcej, a On mniej to zamieniliby się rolami.

        Dlaczego nie pozwolić ludziom na wolny wybór co chcą robić? Dlaczego ktoś ma
        rządzić zachowaniami ludzi, które nikomu nie robią krzywdy?
        • lolyta Re: Niczego nie udowodniłeś. 06.09.05, 17:58
          > Gdyby Ona zarabiała więcej, a On mniej to zamieniliby się rolami.

          Ale statystycznie rzecz biorac to raczej ON bedzie wiecej zarabiac.

          > Dlaczego nie pozwolić ludziom na wolny wybór co chcą robić?

          Tak dlugo, jak dlugo statystycznei ON bedzie wiecej zarabiac, nie ma mowy o
          wolnym wyborze. Wyzsze zarobki mezczyzn - sa wlasnie jeden z czynnikow
          hamujacych wolny wybor.
          • Gość: trevik Re: Niczego nie udowodniłeś. IP: *.dip.t-dialin.net 06.09.05, 18:30
            > Tak dlugo, jak dlugo statystycznei ON bedzie wiecej zarabiac, nie ma mowy o
            > wolnym wyborze. Wyzsze zarobki mezczyzn - sa wlasnie jeden z czynnikow
            > hamujacych wolny wybor.

            Wolny wybor to moze byc tylko i wylacznie na poziomie osobniczym a nie
            statystycznym. Tak mi sie pomyslalo, ze przy wyrownaniu wszystkich
            statystycznych parametrow zarobkow ogolu kobiet i mezczyzn (czyli znikna
            jakiekolwiek korelacje miedzy zarobkami, plcia czy branza - inaczej prosto nie
            da sie rozwiazac tego probleu) to bedzie statystycznie przypadac polowa wolnego
            wyboru na kobiete; srednio w co drugim przypadku bedzie ona zarabiac mniej od
            meza i wolnego wyboru miec nie bedzie. Jedyne wiec rozwiazanie w kwestii wolnego
            wyboru dla kazdej kobiety (bo czemu dyskryminowac te mniej zarabiajace) to
            ustawowy wymog wyzszego zarobku kobiety niz jej partnera. Wtedy osiagniemy brak
            w ten sposob definiowanej dyskryminacji kobiet w kontekscie wolnego wyboru.

            A teraz koniec jaj i przechodzimy do zycia...
            W zyciu otoz jest tak, ze inne sa priorytety ("statystycznie" - to chyba jasne)
            kobiet i mezczyzn, inne oczekiwania, zadania oraz mozliwosci (te obiektywne a
            nie wynik dzialania mitologicznego partiarchatu ograniczajacego wirtualnie
            jakies wolne wybory, ktore BTW same w sobie w oderwaniu od rzeczywistosci sa
            pojeciem nieco absurdalnym) itd. itp. i to wszystko sie bedzie skladalo na to,
            ze to kobieta zostanie najczesciej w tej sytuacji w domu. A w finale uzycie tego
            ostatniego jako argumentu istnienia plciowej dyskryminacji moze byc uznane
            wylacznie za manipulacje,

            Gruss, T.
    • Gość: szwedka proponuje wyjazd do arabii saudyjskiej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.09.05, 08:12
      tam kobieta realizuje sie w sposob naturalny.
    • micra nizsza placa 06.09.05, 09:46
      Aż do znudzenia duża część osób powtarza, że kobiety otrzymują niższe pensje na
      tych samych stanowiskach za te same umiejętności i ten sam nakład pracy.

      Ludzie wypowiadający takie teorie chyba nie biorą jednego pod uwagę (mówię o
      sektorze prywatnym, w tym o dużych firmach): jeżeli kobiety są rzeczywiście
      "tańsze" to z jakiego powodu pracodawca zatrudnia jakiegokolwiek mężczyznę?
      Przecież to się kupy nie trzyma. Jeżeli są cięcia na wszystkim, oszczędza się
      nie dokładając do samochodu gaśnicy, a do roweru oświetlenia, to przecież
      zwyczajnym idiotyzmem jest zatrudnianie jakiegokolwiek mężczyzny. Przecież o
      kobiety pracodawcy powinni się bić. Czy gdzieś popełniam jakiś błąd myślowy?

      Ponadto nadal mówi się o płacy średniej (z całego społeczeństwa) nie biorąc pod
      uwagę, że kobiety nie garną się do zawodów od lat okupowanych przez mężczyzn
      (lub też nawet nie wolno im ich wykonywać). Zaraz dowiem się, że kobiety chętnie
      służyłyby w wojsku, kładły asfalt, rąbały chodnik w kopalni albo zostały
      spawaczami w stoczni. Ok, jeżeli będą te same wymagania to nie widzę problemu.
      Bo przecież zatrudniając 4 nowych pracowników nie chcę, by mieli wydajność
      (możliwosci) o 30-50% mniejszą od pozostałych pracowników.
      • zlotyrybek Instynkt ... potrzeba .... życie 06.09.05, 10:54
        Mężczyźni są nieco inaczej skonstruowani. Mój mąż nie miał głebokiej, ogromnej,
        wszechogarniającej potrzeby urodzenia dziecka - to chyba naturalne, bo faceci
        nie rodzą dzieci - i nawet wielki ruch feministyczny tego nie zmieni. A ja
        owszem - miałam tę wszechogarniającą potrzebę urodzenia dzieci. On zarabiał a
        ja spędzałam w domu z maleństwami najpiękniejsze chwile życia. Teraz dzieci są
        nastolatkami, ja pracuję ( zresztą odkąd poszły do przedszkola) - sama buduję
        świat wokół siebie - najpierw byłam pracownikiem teraz jestem pracodawcą. Robię
        to co kocham, bo dla mnie praca to również hobby. Pieniądze rzeczywiście nie są
        tak ważne - to mój mąż piął się po szczeblach kariery, gdy ja gotowałam kaszki -
        ja mu to umożliwiłam, a on mnie umożliwił bycie matką. Ale na te kaszki trzeba
        było zarobić. Przepraszam wszystkie feministki - ale serdecznie i głęboko
        współczuję kobietom, które wracaj do pracy po 3 misiącach macierzyńskiego - dla
        mnie to chore. Oczywiście zdarzają się sytuacje życiowe ( samotna matka,
        bezrobocie etc.) ale - do cholery - człowiek może decydować kiedy się
        rozmnaża ! A jak ma mózg w innym miejscu - to trudno. Potem taka jedna z drugą
        twierdzi, że jak urodziła dziecko to jej stopa życiowa spadła... Dziecko ma się
        ze wszystkimi konsekwencjami - również z tym faktem, że albo kariera albo
        dziecko. Mój mąż nie chodził na zwolnienia, bo dziecko chorowało. A nawet jak
        raz poszedł to i tak umierałam w pracy i martwiłam się jak mój maluch się
        czuje. Rzeczywiście chyba to ja jestem nienormalna, ale to ja CHCĘ być w domu z
        chorym dzieckiem. Ja CHCĘ zarabiać mniej, ale móc w każdej chwili wsiąść w
        samochód i być w domu, jak coś się dzieje. To ja NIE CHCĘ wyjeżdżać zagranicę
        na delegację - wolę moje dzieci. Kochane feministki, chyba nie wymagacie, żeby
        ktoś mi płacił za takie upodobania ?? A dlaczgo pracodawca ma mi płacić więcej
        niż mojemu koledze, który siedzi u klientów do 21.00 i "buduje relacje", kiedy
        ja już jestem w domku ?

        Pozdrawiam cieplutko

        Nienormalna.
        • spinelli "albo kariera albo dziecko" 06.09.05, 16:27
          Zlotyrybku, skad przekonanie, ze wszystkie Polki robia KARIERE? I skad przekonanie, ze wszystkie Polki
          maja wybor? I skad przekonanie, ze po wieloletniej opiece nad dzieckiem bedzie na wszystkie Polki
          czekac praca?

          > A jak ma mózg w innym miejscu - to trudno<

          Czy tylko kobiety maja mozgi w innym miejscu?

          >Mój mąż nie chodził na zwolnienia, bo dziecko chorowało. A nawet jak
          > raz poszedł to i tak umierałam w pracy i martwiłam się jak mój maluch się czuje.<

          To przykre, ze nie masz zaufania do swojego meza, nie sprawdza sie jako ojciec?

          >sama buduję świat wokół siebie<
          Zycze szerszego horyzontu w tym nowym swiecie

          Spinelli
          • zlotyrybek Re: "albo kariera albo dziecko" 06.09.05, 16:44
            "Zlotyrybku, skad przekonanie, ze wszystkie Polki robia KARIERE? I skad przekona
            nie, ze wszystkie Polki maja wybor? "

            Droga Spinelli - proponuję również czytać teksty w nawiasie - a czytanie ze
            zrozumieniem to też pożądana cecha...

            "I skad przekonanie, ze po wieloletniej opiece nad dzieckiem bedzina wszystkie
            Polki czekac praca?"

            A skąd to pytanie ???? Wnioskujesz z mojej wypowiedzi, że "po wieloletniej..."
            i "wszystkie" ? No to nieźle - nieważne co piszą tylko co czytają.....


            "Czy tylko kobiety maja mozgi w innym miejscu? "

            Często mają - wydaje im się, że dziecko to taka zabaweczka- 3 miesiące i do
            kąta, do babci, do .....

            "Mój mąż nie chodził na zwolnienia, bo dziecko chorowało. A nawet jak
            raz poszedł to i tak umierałam w pracy i martwiłam się jak mój maluch sięczuje.

            To przykre, ze nie masz zaufania do swojego meza, nie sprawdza sie jako ojciec?"

            To nie kwestia zaufania tylko MOJEJ potrzeby bycia z chorym dzieckiem - wybacz,
            ale wnioski przez Ciebie wyciągane są co najmniej ZADZIWIAJĄCE.

            "Zycze szerszego horyzontu w tym nowym swiecie" - jest wystarczająco szeroki,
            żeby zauważyć inny świat niż feministyczny - jedyny słuszny. A jest w nim
            miejsce i na dziecko i na karierę - TYLKO PO KOLEI a nie ZAMIAST albo co
            gorsza - ze szkodą dla tego pierwszego.

            I tak wyciągniesz sobie swoje wnioski....... bo masz pewnie szerszy horyzont ...
            • zly_wilk ucałowania dla Złotyrybka 06.09.05, 17:51
              Miło znów Cię tu spotkać!
              Cieszę się, że założyłaś firmę i pracujesz na swoim. Gratulacje!
              :-)
              Pozdrawiam -
              • zlotyrybek Re: ucałowania dla Złotyrybka 07.09.05, 08:29
                Witaj Drogi Bardzo Zły Wilku,
                Miło mi również Cię czytać. To prawda - dawno mnie nie było. Wkurzyłąm mnie ta
                piiiiii korporacja i sobie poszłam.
                Śpię jak dziecko, choć problemy są, ale nieco inne :):)

                Buziaczki
              • marcypanna to straszne... 07.09.05, 09:05
                zly_wilk napisał:

                > Miło znów Cię tu spotkać!
                > Cieszę się, że założyłaś firmę i pracujesz na swoim. Gratulacje!
                > :-)
                > Pozdrawiam -


                Rany, Wilku... Po tobie bym się tego nie spodziewała. Całujesz się z nie-
                kobietą????
                Patriarchat musi upaść skoro już do tego doszło:)))
            • spinelli Re: "albo kariera albo dziecko" 06.09.05, 17:53
              > Droga Spinelli - proponuję również czytać teksty w nawiasie<

              Zlotyrybku, jesli masz na mysli te nawiasy?:>> ( samotna matka, bezrobocie etc.) << to tym gorzej.
              Zamkniecie w nawiasie i sprowadzenie do paru slow tak poteznych zjawisk zakrawa na ignorancje.
              Co zreszta i tak kwitujesz obrazajacym: "ale - do cholery - człowiek może decydować kiedy się
              rozmnaża !" Powiedz to kobiecie z trojgiem dzieci pozostawionej przez meza, albo powiedz to
              kobietom w regionach masowego bezrobocia. A ty z uporem powtarzasz o tej "karierze".
              Ja mam na mysli kobiety, ktore nie maja luksusu "kariery", oddaja dzieci do zlobka czy przedszkola
              i zasuwaja na zmiany w fabryce u pracodawcy wyzyskiwacza bo nie bylo co do garnka wlozyc. To mam
              na mysli mowiac o szerszych horyzontach, zeby bylo w nich miejsce nie tylko na TWOJA sprawnie
              dzialajaca rodzine i TWOJA kariere ale takze dla tych ktorzy tego lukusu nie posiadaja.

              Spinelli

              ps. O ile pamietam to moje pokolenie (lata 60-te) masowo ladowalo w zlobkach. Ale wtedy nikt tego nie
              zwalal na feministki
              • zlotyrybek Re: "albo kariera albo dziecko" 07.09.05, 08:27
                Droga Spinelli,

                Nawias nie oznacza ignorowanie tematu, ale jego ZASYGNALIZOWANIE.
                Oczywiście masz rację - sytuacje życiowe się zdarzają wszędzie.
                Ale nie zapominajmy, że dyskusja ta toczy się na temat porównania
                szweckiego "raju" - jego porażki/sukcesu i polskich warunków. W artykule zaś
                głownie jest o tym, że "raj" nie wypalił. Opiera się to twierdzenie na
                liczbach - dotyczących głownie tzw. kariery. Zarobki, zarobki, zarobki.
                Szkoda - to prawda- że nie ma w nim słowa o tym, że w Szwecji troszkę inaczej
                wygląda pomoc samotnej matce niż w Polsce. Inaczej też wygląda wsparcie
                Państwa, gdy rodzi się np. dziecko z wadą fizyczną - w Polsce to nikogo nie
                interesuje, a tam gmina dostosuje mieszkanie dla takiego dziecka.
                NIemniej - NIE O TYM ta dyskusja. Dyskusja jest o KARIERZE.
                Chyba, że to ja czegoś nie rozumiem...


                P.S Kobiety w rejonach bezrobocia też mogą kontrolować kiedy "się rozmnażają" -
                i znów nawias nie świadczący o ignorowaniu tematu - (chyba, że pijący mąż
                bierze kiedy chce)

                Wracając do tematu.
                Niedalej jak wczoraj rozmawiałam ( a to nie pierwsza taka rozmowa, ale TYPOWA
                rozmowa) z dziewczyną w ciąży. Rodzi w lutym. Oczywiście wraca do pracy po 4
                miesiącach - BO KARIERA, KREDYT, JESTEM MŁODA NIE BĘDĘ SIEDZIEĆ W DOMU, MUSZE
                ZMIENIĆ SAMOCHÓD..... To mnie wkurza do białości. Po co mieć dziecko z takim
                nastawieniem? Gdzie podziały się PRIORYTETY ?
                • kocia_noga Re: "albo kariera albo dziecko" 07.09.05, 15:31
                  zlotyrybek napisał:

                  > Niedalej jak wczoraj rozmawiałam ( a to nie pierwsza taka rozmowa, ale TYPOWA
                  > rozmowa) z dziewczyną w ciąży. Rodzi w lutym. Oczywiście wraca do pracy po 4
                  > miesiącach - BO KARIERA, KREDYT, JESTEM MŁODA NIE BĘDĘ SIEDZIEĆ W DOMU, MUSZE
                  > ZMIENIĆ SAMOCHÓD..... To mnie wkurza do białości. Po co mieć dziecko z takim
                  > nastawieniem? Gdzie podziały się PRIORYTETY ?


                  Czyje priorytety?
        • wasza_bogini a ja mam chcice 06.09.05, 18:29
          na kase, na szmal, na dobre wino, na pyszne maliny, na jacuzzie, na mieszkanie
          z tarasem, na buty na szpilkach ze zlotym czubkiem i chce, zeby to wszytsko
          bylo moje, moje,moje, mOOOOOOOOOOOOOOOOOOOJJJJJJJJJJJJEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE.

          ps. tez zalozylam firme i nie musze sie martwic, ze jakis cep mnie zwolni bo
          jestem w ciazy, co oczywiscie panowie w ramach dbania o kobieca nature by
          zrobili.

          aihaha.
        • marcypanna Rybko, mam tylko to jedno życzenie... 06.09.05, 19:07
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=212&w=28693551
      • Gość: gotlama Re: nizsza placa IP: *.proxynet.local / *.167.broadband2.iol.cz 06.09.05, 16:13
        W Krakowie za "bicie się" o zatrudnienie kobiety pracodawczyni została w sądzie
        ukarana (za dyskryminację mężczyzn)
        Więc ostrożnie z uogólnieniami.
        • micra Re: nizsza placa 06.09.05, 16:20
          Hmm, wydaje mi się, że pomysły parytetowe lub antydyskryminacyjne to pomysł
          feministek(ów). Nie czułbym się pokrzywdzony przychodząc do firmy w poszukiwaniu
          pracy, gdybym usłyszał "nie, poszukujemy pań". Ot, taka wola zatrudniającego(ej).

          Dlatego też odważyłem się na aż takie zagalopowanie.
          • Gość: gotlama Re: nizsza placa IP: *.proxynet.local / *.167.broadband2.iol.cz 06.09.05, 17:02
            Przychodząc do jednej firmy - nie będziesz się czuł pokrzywdzony , do drugiej -
            żaden problem, ale przychodząc do kolejnej - na pewno byś się zdenerwował
            słysząc,że nie chcą cię zatrudnić "bo mężczyźni nie mają wymaganej do takich
            prac cierpliwości".
            Bez ŻADNEGO sprawdzania jaka jest TWOJA cierpliwość.

            Jestem wrogiem parytetów.
            Ja nie chcę by zatrudniano mnie ponieważ jestem kobietą.
            Wystarczy mi jeśli moje umiejętności i referencje nie będą oglądane przez
            pryzmat "no, owszem ma wykształcenie techniczne,uczelnia -owszem też może być,
            ale przecież kobiety nie mają drygu do techniki"

            Nie chcę by płacono mi lepiej niż mężczyźnie wykonującemu taką samą pracę.
            Albo tyle samo za za mniej pracy.
            Nie zaczynajmy tu kolejnej dyskusji na temat "takiej samej pracy", bo byłam w
            tej sytuacji - ja zbierałam "laurki", a koledzy - wyższe pensje.
            Było - minęło. Choć jak sobie tamte czasy przypomnę, to zęby się same
            zaciskają.:/


            • micra Re: nizsza placa 06.09.05, 17:14
              No to rewelacyjnie, jesteśmy wrogami parytetów. Mnie też może by to wkurzało,
              gdybym usłyszał to po raz n-ty, ale zgadzam się - nie regulujmy tego ustawowo.

              O tyle i tylko tyle mi chodziło. Wątek dotyczy feministycznego raju, a wybacz,
              takie są skutki parytetów i odgórnego sterowania, że zaczyna to wyglądać
              śmiesznie i strasznie.
              • wasza_bogini Re: nizsza placa 06.09.05, 17:21
                przepraszam jakie sa te skutki?
                • micra Re: nizsza placa 06.09.05, 17:34
                  Skutki są następujące:
                  - ktoś za mnie decyduje, kogo mam zatrudnić (jeżeli jestem pracodawcą);
                  - ktoś decyduje za mnie, ile mam umieścić przedstawicieli różnych grup (np.
                  płci) na liście partii (tu zakładam że nazywam się Lepper);
                  - ktoś decyduje ile mam komu płacić;
                  - ktoś zamierza zdecydować kto ma się opiekować moim dzieckiem (ja albo żona)(o
                  ile mieszkałbym w Szwecji);
                  - ktoś zdecyduje ...

                  Są to skutki ustalania parytetów i "definiowania równouprawnienia".
                  • wasza_bogini Re: nizsza placa 06.09.05, 17:48
                    rozumiem, ze idealem dla Ciebie jest zatrudnianiem samych facetow z pensja
                    ponizej 700 zl, tudziez model chinski. exodus mlodych ludzi do europy
                    zachodniej, gdzie prawa sa przestrzegane uwazasz za fanaberie.

                    ps. jesli jestes glupi, to ktos za Ciebie zdecyduje albo poda Cie do sadu
                    pracy.
                    • Gość: micra Re: nizsza placa IP: *.pronet.lublin.pl 06.09.05, 23:34
                      (no i chyba utraciłem konto, a właściwie kontakt z nim)
                      a czy gdziekolwiek coś takiego napisałem, że ideałem jest zatrudnianie samych
                      facetów, coś wspominałem o pensji? Masz problemy z rozumieniem tekstu?
                      • Gość: w_b Re: nizsza placa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.09.05, 23:38
                        nie, nie mam problemow ze zrozumieniem tekstu.
                        • micra Re: nizsza placa 07.09.05, 00:30
                          tak możemy sobie dyskutować do rana, nie ma sensu.
              • Gość: gotlama Re: nizsza placa IP: *.proxynet.local / *.167.broadband2.iol.cz 06.09.05, 18:34
                I tylko o to ci chodziło. Podchwyciłeś okrzyk "precz z parytetem" i wiooo...
                Wrócimy do rozmów o parytecie, gdy po raz n-ty wyczujesz podczas rozmów że ktoś
                cię nie chce zatrudnić, bo wg niego "mężczyzni się w tej pracy nie sprawdzają".

                Jestem wrogiem parytetów, ale nie z takich "liberalnych" powodów jak ty.
                Dla mnie upokarzająca była by świadomość, że stanowisko zawdzięczam parytetowi,
                a nie temu,że byłam najlepsza z osób ubiegających się o pracę.





                • Gość: micra Re: nizsza placa IP: *.pronet.lublin.pl 07.09.05, 00:15
                  Nie, nie wrócimy do takich rozmów, bo nie widzę powodu by mnie inaczej
                  traktowano z powodu bycia mężczyzną, że coś mi się należy. Nie będę maszerował
                  do pracy, w której mężczyźni się nie sprawdzają.

                  No to zastanów się, jak czułby się mężczyzna wiedząc, że nie został przyjęty, bo
                  być może za mało było kobiet i musieli przyjąć kobietę, nie jego? Co tu mają do
                  rzeczy poglądy liberalne? Widzisz coś niesprawiedliwego w tym, że pracodawca
                  podejmuje decyzję kogo zatrudnić? Nie może mieć kaprysu zatrudniania samych
                  kobiet? Przecież to jego biznes i jego sprawa.

                  Odstawmy na bok liberalne powody i pomyślmy co by się stało gdyby były parytety
                  i przyszliby kobieta i mężczyzna do pracy do szkoły. Oboje po tej samej szkole,
                  oboje bez doświadczenia. Kto zostałby zatrudniony? Mężczyzna. Dlaczego? Nie, nie
                  dlatego, że jest zdolniejszy, nie dlatego, że ma większe doświadczenie, ale z
                  powodu bycia mężczyzną. Czy to nie jest właśnie dyskryminacja? Co poczułyby
                  kobiety przygotowujące się do zawodu nauczyciela wiedząc, że przez najbliższe
                  kilka lat będą mieć problem, bo szkoły przyjmą do pracy więcej mężczyzn. Czy to
                  nie byłaby dyskryminacja?

                  Nie wiem, czy czegoś głupiego nie plotę, idę spać.
        • Gość: trevik Re: nizsza placa IP: *.dip.t-dialin.net 06.09.05, 18:38
          Tak - bo jakiemus facetowi przyszlo do glowy wyegzekwowanie prawa nakazujacego
          brak dyskryminacji plciowej, ktore BTW bylo ukladane do egzekwowania "rownosci"
          w zupelnie odwrotnym kierunku. A kadrowa (bo to stanowisko miala kobieta
          ukarana, wlascicielem AFAIK nie byla) zostala ukarana w zasadzie nie za plciowa
          dyskryminacje, ale za wlasna glupote podajac plec jako uzasadnienie, zamiast
          rzucic ogolnikowo: "nie spelnia pan naszych wymagan", co zapewniloby jej swiety
          spokoj.

          Uzycie jednak tego argumentu traktuje jako lekko nieadekwatne do podstawionego
          problemu - jedni sie pytaja, dlaczego nikt nie zarabia na rzekomo ewidentnym
          ekonomicznym arbitrazu (bo tak sie ten mechanizm zdajsie nazywa) a ktos
          odpowiada: "nie moze, bo to bylaby plciowa dyskryminacja" (BTW tych, co
          zarabiaja wiecej, przez te, ktore zarabiaja mniej ;-)

          Gruss, T.
          • Gość: gotlama Re: nizsza placa IP: *.proxynet.local / *.167.broadband2.iol.cz 06.09.05, 19:20
            Uwagę o "dyskryminacji mężczyzny" rzuciłam ot tak sobie, ale jeszcze do niej
            wrócimy. Co do zręczności owej kadrowej - nadmierna szczerość jej zaszkodziła.

            Pytasz dlaczego nikt nie zarabia?
            Nie wiemy czy nikt nie zarabia ;)
            Może postawmy pytanie: Dlaczego kobiety odnoszą wrażenie że są dyskryminowane
            przy podejmowaniu zatrudnienia, choć mają mniejsze wymagania płacowe przy tej
            samej efektywności pracy?
            Nie będę robić wykładu na temat arbitrażu, bo pewnie jesteś lepszy w tej
            dziedzinie niż ja, więc sam wiesz, czy np. ktoś chcący efektywnie grać na
            giełdzie, może się kierować wyłącznie swoimi uprzedzeniami, czy stara się
            rozeznać sytuację na podstawie dostępnych danych.
            Przykład tej pani nie był "od rzeczy" - ona nie sprawdziła czy zatrudnienie
            mężczyzny może przynieść większy lub taki sam zysk, jak zatrudnienie jakiejś
            kandydatki. NIE bo NIE bo mężczyzna się NIE NADAJE.
            Dlaczego mamy zakładać, biorąc pod uwagę powszechne uprzedzenia co
            do "predyspozycji" kobiet, że nie są przy ich zatrudnianiu podejmowane równie
            nieracjonalne decyzje?
            • Gość: trevik Re: nizsza placa IP: *.dip.t-dialin.net 06.09.05, 21:36
              > Co do zręczności owej kadrowej - nadmierna szczerość jej zaszkodziła.

              Jak zwal, tak zwal. W chwili gdy masz kolo siebie prawo ustawione "politycznie"
              a nie zdroworozsadkowo to taka szczerosc to IMHO glupota a przynajmniej
              nieznajomosc realiow. Powiedzmy, ze to na razie nieistotne.

              > Może postawmy pytanie: Dlaczego kobiety odnoszą wrażenie że są dyskryminowane
              > przy podejmowaniu zatrudnienia, choć mają mniejsze wymagania płacowe przy tej
              > samej efektywności pracy?

              No wlasnie sam nie wiem - moze Ty to wytlumaczysz, bo jestes kobieta? Wiesz.. ja
              to widze tak, ze jesli jest dwoch: jeden, ktory zarabia wiecej i drugi, ktory
              zarabia mniej to ten lepiej zarabiajacy uwaza, ze zarabia slusznie wiecej a ten
              mniej zarabiajacy uwaza, ze jest dyskryminowany. I to nie tylko o plciowa
              dyskryminacje tutaj chodzi, po prostu srednio kobiety zarabiaja z wielu powodow
              (czesto bardzo racjonalnych) mniej niz mezczyzni i tak to pozniej "wychodzi".

              A jeszcze ciekawszym jest to, dlaczego niektore kobiety, ktore zarabiaja
              odpowiednio wysoko i bardzo wysoko stoja rowniez uwazaja, ze jako kobietom bylo
              im trudniej sie dostac odpowiednio wysoko (np. taka Madeline Albright, jak
              kiedys czytalem).

              > Dlaczego mamy zakładać, biorąc pod uwagę powszechne uprzedzenia co
              > do "predyspozycji" kobiet, że nie są przy ich zatrudnianiu podejmowane równie
              > nieracjonalne decyzje?

              Sprawa jest prosta. Gdybysmy mogli przeswietlic kazdego kandydata na wylot i nie
              musiec sugerowac sie niczym, przewidziec jego wydajnosc (a do tego mielibysmy do
              czynienia z ludzmi absolutnie przewidywalnymi i uczciwymi, ze na taki oksymoron
              sobie pozwole), predko te problemy z rzeczywistymi kwalifikacjami bylyby
              rozwiazane. Niestety tak rozowo nie jest a testowanie kandydatow to jednak koszt
              (kazdy ktory sie nie nada w wielu branzach oznacza strate) w zwiazku z czym
              pracodawcy posluguja sie pewnymi schematami w zatrudnianiu, mniej lub bardziej
              optymalnymi, niejako minimalizujac ryzyko. Stad tez roznice "na wejsciu",

              Gruss, T.
              • kocia_noga Re: nizsza placa 06.09.05, 21:45
                Gość portalu: trevik napisał(a):

                > > Co do zręczności owej kadrowej - nadmierna szczerość jej zaszkodziła.
                >
                > Jak zwal, tak zwal. W chwili gdy masz kolo siebie prawo
                ustawione "politycznie"
                > a nie zdroworozsadkowo to taka szczerosc to IMHO glupota a przynajmniej
                > nieznajomosc realiow. Powiedzmy, ze to na razie nieistotne.
                >
                > > Może postawmy pytanie: Dlaczego kobiety odnoszą wrażenie że są dyskrymino
                > wane
                > > przy podejmowaniu zatrudnienia, choć mają mniejsze wymagania płacowe przy
                > tej
                > > samej efektywności pracy?
                >
                > No wlasnie sam nie wiem - moze Ty to wytlumaczysz, bo jestes kobieta? Wiesz..
                j
                > a
                > to widze tak, ze jesli jest dwoch: jeden, ktory zarabia wiecej i drugi, ktory
                > zarabia mniej to ten lepiej zarabiajacy uwaza, ze zarabia slusznie wiecej a
                ten
                > mniej zarabiajacy uwaza, ze jest dyskryminowany. I to nie tylko o plciowa
                > dyskryminacje tutaj chodzi, po prostu srednio kobiety zarabiaja z wielu
                powodow
                > (czesto bardzo racjonalnych) mniej niz mezczyzni i tak to pozniej "wychodzi".
                >
                > A jeszcze ciekawszym jest to, dlaczego niektore kobiety, ktore zarabiaja
                > odpowiednio wysoko i bardzo wysoko stoja rowniez uwazaja, ze jako kobietom
                bylo
                > im trudniej sie dostac odpowiednio wysoko (np. taka Madeline Albright, jak
                > kiedys czytalem).
                >
                > > Dlaczego mamy zakładać, biorąc pod uwagę powszechne uprzedzenia co
                > > do "predyspozycji" kobiet, że nie są przy ich zatrudnianiu podejmowane ró
                > wnie
                > > nieracjonalne decyzje?
                >
                > Sprawa jest prosta. Gdybysmy mogli przeswietlic kazdego kandydata na wylot i
                ni
                > e
                > musiec sugerowac sie niczym, przewidziec jego wydajnosc (a do tego mielibysmy
                d
                > o
                > czynienia z ludzmi absolutnie przewidywalnymi i uczciwymi, ze na taki
                oksymoron
                > sobie pozwole), predko te problemy z rzeczywistymi kwalifikacjami bylyby
                > rozwiazane. Niestety tak rozowo nie jest a testowanie kandydatow to jednak
                kosz
                > t
                > (kazdy ktory sie nie nada w wielu branzach oznacza strate) w zwiazku z czym
                > pracodawcy posluguja sie pewnymi schematami w zatrudnianiu, mniej lub bardziej
                > optymalnymi, niejako minimalizujac ryzyko. Stad tez roznice "na wejsciu",
                >
                > Gruss, T.



                Wiesz co , treviku , twoje argumenty pzrypominaja mi pewną znajoma .Ma ona
                wujka biskupa. Nie może się ona nadziwić ,że znajomi opowiadają , jak trudno im
                z tym czy owym (służba zdrowia) , a jej , gdzie się nie uda, wszyscy pomagaja ,
                nie robią trudności , udaje jej się załatwić w gminie i w urzedzie...
                • trevik Re: nizsza placa 07.09.05, 12:42
                  Ale ja tak sie składa nie mam wujka biskupa. Chyba, ze moj k****s tak mi w zyciu
                  pomaga a ja nie potrafie sie nadziwic? Mniejsza. Poza tym, ze kogos przypominam
                  zadnego innego uzasadnienia na to narzekanie o dyskryminacji, niz to, ktore
                  podalem nie zobaczylem (a IMHO podalem mozliwie najprostrze z mozliwych i
                  stosowalne nie tylko w tej relacji a jak wiadomo najprostsze wyjasnienia
                  prostych spraw sa czesto tymi najbardziej wlasciwymi).

                  Gruss, T.
                  • kocia_noga Re: nizsza placa 07.09.05, 15:35
                    trevik napisał:

                    > Ale ja tak sie składa nie mam wujka biskupa. Chyba, ze moj k****s tak mi w
                    zyci
                    > u
                    > pomaga a ja nie potrafie sie nadziwic? Mniejsza. Poza tym, ze kogos
                    przypominam
                    > zadnego innego uzasadnienia na to narzekanie o dyskryminacji, niz to, ktore
                    > podalem nie zobaczylem (a IMHO podalem mozliwie najprostrze z mozliwych i
                    > stosowalne nie tylko w tej relacji a jak wiadomo najprostsze wyjasnienia
                    > prostych spraw sa czesto tymi najbardziej wlasciwymi).
                    >
                    > Gruss, T.


                    Zasugerowałam ci , że mozna niedostrzegać pewnych realiów , zwłaszcza gdy
                    dzięki nim dobrze się żyje.
                    • Gość: trevik Re: nizsza placa IP: *.dip.t-dialin.net 07.09.05, 17:37
                      > Zasugerowałam ci , że mozna niedostrzegać pewnych realiów , zwłaszcza gdy
                      > dzięki nim dobrze się żyje.

                      Zgadza sie, mozna, ale dalej nie jest to uzasadnieniem, dla tego przypadku -
                      musialabys mi naprawde udowodnic, ze przez swoja pozycje (jak tego nie brac)
                      tego nie widze, abym dal sie w tym wzgledzie przekonac, za to widze cos innego
                      (poczucie krzywdy, ze zarabia sie mniej od drugiego i tlumaczenie, ze ktos sie
                      na mnie uwzial - normalka, czy nie?)

                      Gruss, T.
                      • kocia_noga Re: nizsza placa 07.09.05, 19:05
                        Gość portalu: trevik napisał(a):

                        > musialabys mi naprawde udowodnic, ze przez swoja pozycje (jak tego nie brac)
                        > tego nie widze,

                        :))) dowcipny jesteś.
                        Ani udowadniac , ani uzasadniac nie mam ochoty , w przeciwieństwie do ciebie,
                        bo ty mówisz tu cały czas mniej więcej to: źle widzicie rzeczywistośc , ja
                        widzę ją dobrze.Czytałam tu już tyle dyskusji i zaobserwowałam , że zmiany
                        widzenia u niektórych ludzi nie ma sensu się spodziewać nawet po najlepszym
                        uzasadnieniu i udokumentowaniu racji .Jeśli więc ciebie to pasjonuje, pisz
                        dalej , że TY widzisz lepiej , znasz się na naszych doświadczeniach lepiej ,
                        wyciągasz wnioski z naszego życia lepiej itd itp. Bez rewanżu.

                        • Gość: tut turu [...] IP: *.praganet.pl 07.09.05, 19:15
                          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                        • trevik Re: nizsza placa 08.09.05, 12:02
                          Nie znam sie na doswiadczeniach lepiej - podalem moim zdaniem racjonalne
                          wytlumaczenie, z ktorym nikomu nawet nie przyszla ochota polemizowac. To w takim
                          razie wyjasnij mi dlaczego pewne sprawy mam "brac na slowo" bez krzty
                          uzasadnienia? Czy Ty tez tak podeszlabys do problemu? Powiedzialbym, ze jestem
                          dyskryminowany, bo mam takie doswiadczenia a Ty uwierzylabys? Dlaczego nie
                          uwierzylabys? Bo przeszkadzalyby pewnie w tym wzgledzie stereotypy? Bez
                          przesady. Mozemy tutaj dyskutowac, ale pewne stwierdzenia sa raczej manipulacja
                          i proba ustawianiem mnie w sytuacji, w ktorej _z gory_ nie mam nawet mozliwosci
                          wyrazania na konkretny temat krytyki - troche to nie po krasnoludzku.

                          Gruss, T.
                          • kocia_noga Re: nizsza placa 08.09.05, 12:24
                            trevik napisał:

                            > Nie znam sie na doswiadczeniach lepiej - podalem moim zdaniem racjonalne
                            > wytlumaczenie, z ktorym nikomu nawet nie przyszla ochota polemizowac. To w
                            taki
                            > m
                            > razie wyjasnij mi dlaczego pewne sprawy mam "brac na slowo" bez krzty
                            > uzasadnienia? Czy Ty tez tak podeszlabys do problemu? Powiedzialbym, ze jestem
                            > dyskryminowany, bo mam takie doswiadczenia a Ty uwierzylabys? Dlaczego nie
                            > uwierzylabys? Bo przeszkadzalyby pewnie w tym wzgledzie stereotypy? Bez
                            > przesady. Mozemy tutaj dyskutowac, ale pewne stwierdzenia sa raczej
                            manipulacja
                            > i proba ustawianiem mnie w sytuacji, w ktorej _z gory_ nie mam nawet
                            mozliwosci
                            > wyrazania na konkretny temat krytyki - troche to nie po krasnoludzku.
                            >
                            > Gruss, T.


                            Sęk w tym , treviku , że kiedy się tobie ( i nie tylko tobie , innym
                            antyfeministom również) podaje argumenty , ilustrując je przykładami albo
                            dokonując analiz na podstawie faktów , albo;
                            nieprzyjmujesz do wiadomości
                            przyjmujesz na chwile a potem szybciutko wypierasz
                            nie dajesz wiary
                            powołujesz się na SWOJE doświadczenia i swój ogląd , ze swojej
                            pozycji .Oczywiste jest , że widzenie świata z twojej peryspektywy jest inne
                            niż z mojej czy w ogóle innych ludzi - to truizm , ale jeszcze jest coś
                            ponadto.Ja to tłumaczę tak , że poglądy , które człowiek uważa za korzystne i
                            sprawdzone , maja tendencję nie zmieniać się , dopóki życie jakos ich mocno
                            nie podwazy .Czasem dokonuje się to przez osobiste klęski czy złe
                            doświadczenia, czasem wystarczy tylko dostrzec je u innych ludzi .
                            Kobiety które uważają że istnieje dyskryminacja ze względu na płeć nabrały
                            takiego przekonania na podstawie własnych doświadczeń i obserwacji innych
                            ludzi - w szkołach tego nie uczą .
                            Sam uważasz się z jednej strony za wygranego gościa , który sobie radzi i nie
                            skamle o trudnościach , a z drugiej strony za ofiarę lepszego traktowania
                            kobiet podczas rozwodu .Jak trzeba, dyskryminacji nie ma , jak trzeba -
                            znajdzie się . Feministki z reguły nie opierają swojego przekonania o
                            dyskryminacji na podstawie jedynie osobistych doświadczeń, a postawa , że każdy
                            może odnieść sukces, jak tylko zechce , pomimo że wiele feministek świetnie w
                            życiu prosperuje - jest rzadkością .
                            • trevik Re: nizsza placa 08.09.05, 13:09
                              > Sęk w tym , treviku , że kiedy się tobie ( i nie tylko tobie , innym
                              > antyfeministom również) podaje argumenty , ilustrując je przykładami albo
                              > dokonując analiz na podstawie faktów , albo;
                              > nieprzyjmujesz do wiadomości
                              > przyjmujesz na chwile a potem szybciutko wypierasz
                              > nie dajesz wiary

                              Jesli sa to rzeczowo udokumentowane fakty to daje wiare - dlaczego nie?

                              > Kobiety które uważają że istnieje dyskryminacja ze względu na płeć nabrały
                              > takiego przekonania na podstawie własnych doświadczeń i obserwacji innych
                              > ludzi - w szkołach tego nie uczą .

                              Nie calkiem - a Gender Studies (czy Women Studies)?
                              Osmiele sie twierdzic, ze wiele kobiet ma doswiadczenia z dyskryminacja wlasnie
                              poprzez takie, czy inne wypowiedzi innych kobiet, ktore mowia o dyskryminacji
                              (tez czesto nie o wlasnych doswiadczeniach). Jednak odpowiednio zonglujac
                              przykladami mozna dowolnie kreowac rzeczywistosc, wiec osad nabrany z mediow
                              jako-taki jest malo wartosciowy, jesli w mediach nie ma rowniez nic na temat
                              ilosci przypadkow, powszechnosci, dokumentowania pewnych procederow itd. Nie
                              kazde twierdzenie, ktore glosza feministki z gory skreslam - moze zauwazylas to?
                              Krytyka nie oznacza, ze nie mam zamiaru z taka, czy inna teza sie zgodzic.

                              > a z drugiej strony za ofiarę lepszego traktowania
                              > kobiet podczas rozwodu

                              A gdzie to napisalem? Nie uwazam sie za ofiare lepszego traktowania kobiet
                              podczas rozwodu (chocby dla tego, ze jestem kawalerem), co najwyzej krytykuje
                              obecna sytuacje obyczajowo-prawna jako czynnik, ktory jest dla ludzi, czy
                              panstwa posrednio, czy bezposrednio niesprzyjajacy. Kiedys jeden numer Spiegla
                              (tygodnik +/- polityka, czyli raporty rzeczowe, wnioski brac przynajmniej przez
                              dwa) byl temu problemowi poswiecony - prawo rodzinne samo w sobie nie jest
                              problemem, jesli funkcjonuje w jakis realiach, gorzej, jak realia sie zmienily a
                              prawo zostalo w miejscu.

                              > Jak trzeba, dyskryminacji nie ma , jak trzeba -
                              > znajdzie się .

                              Dyskryminacja zalezy od tego, jak ja zdefiniujemy. Jesli zdefiniuje kryteriami
                              lewicowymi, to jak najbardziej moge Tobie podac mase przykladow, jesli
                              obiektywnymi (nierownosc w prawie) to zostaje tak jak juz pare razy napisalem
                              tylko kilka mniejszych bzdur w sensie dyskryminacji kobiet i dwie powazne
                              dyskryminacje mezczyzn (wiek emerytalny i sluzba wojskowa), jesli natomiast doda
                              sie odrobine rozsadku i znajomosc realiow, to dyskryminacji w prawie tak duzej,
                              ze warto z nia walczyc praktycznie nie bedzie wcale. Lewicowe feministki (czyli
                              wszystkie najglosniejsze w Polsce i nie tylko) krytykuje na mniej wiecej
                              podobnym poziomie, co cala reszte lewicy - po prostu poglady sa dla mnie
                              absurdalne i tyle. Moja krytyta tyczy konkretnych "cech": braku ideowej
                              konsekwencji (hipokrytow jakos nie lubie na pierwszym miejscu), absrudalnosci
                              pogladow (egalitaryzm za wszelka cene), braku panstwowo-gospodarczego rozsadku i
                              umiejetnosci przewidywania skutkow i tak krytykuje cala lewice.

                              > a postawa , że każdy
                              > może odnieść sukces, jak tylko zechce , pomimo że wiele feministek świetnie w
                              > życiu prosperuje - jest rzadkością .

                              Nie - nie kazdy moze odniesc absolutny i bezwgledny sukces w takiej mierze, jak
                              to sie powszechnie widzi (kariera, pieniadze itd.). I nikt nie proponuje w tym
                              wzgledzie rozwiazan. Ale prawie kazdy moze efektywnie pracowac na swoj los i sie
                              w tym swiecie rozwijac ekonomicznie i osobowoscia, jesli tylko chce - z
                              receptami "kasowymi" na poprawe losu pewnych grup sie nie zgadzam, bo sa wg.
                              mnie zle (danie kasy jeszcze nikomu rzeczywiscie nie pomoglo w trwalej zmianie
                              sytuacji zyciowej - chyba, zeby to byby nieziemskie pieniadze): opieke lepiej
                              ograniczyc tylko do tych, ktorzy jej naprawde potrzebuja (inwalidzi, ulomni).

                              Gruss, T.
                              • kocia_noga Re: nizsza placa 08.09.05, 15:27
                                trevik napisał:

                                na podstawie własnych doświadczeń i obserwacji innych
                                > > ludzi - w szkołach tego nie uczą .
                                >
                                > Nie calkiem - a Gender Studies (czy Women Studies)?

                                Ewidentnie żartujesz sobie.Gender Studies sa dla dorosłych ludzi.


                                > > a z drugiej strony za ofiarę lepszego traktowania
                                > > kobiet podczas rozwodu
                                >
                                > A gdzie to napisalem? Nie uwazam sie za ofiare lepszego traktowania kobiet
                                > podczas rozwodu (chocby dla tego, ze jestem kawalerem),


                                To pewnie cię pomyliłam ze złym wilkiem.Fakt, że był okres, kiedy z uporem
                                wklejałes link do stronki ojców uważających się za pokrzywdzonych - może
                                dlatego nabrałam przekonania, że jesteś jednym z nich.


                                >
                                > Dyskryminacja zalezy od tego, jak ja zdefiniujemy. Jesli zdefiniuje kryteriami
                                > lewicowymi, to jak najbardziej moge Tobie podac mase przykladow, jesli
                                > obiektywnymi (nierownosc w prawie) to zostaje tak jak juz pare razy napisalem
                                > tylko kilka mniejszych bzdur w sensie dyskryminacji kobiet

                                Nieściganie gwałciciela z urzędu uznajesz za mniejszą bzdurę ? Dlaczego?


                                i> ,
                                >
                                • trevik Re: nizsza placa 08.09.05, 16:44
                                  > Nieściganie gwałciciela z urzędu uznajesz za mniejszą bzdurę ? Dlaczego?

                                  Dlatego, ze tutaj nie ma konsensusu miedzy samymi kobietami, czy lepiej go
                                  scigac z urzedu, czy nie. To postepowanie bynajmniej nie wynika z checi
                                  dyskryminowania kobiet a z przyjetego zalozenia, ze bardziej istotne jest dla
                                  ofiary unikniecie dalszych cierpien niz skazanie przestepcy za wszelka cene.
                                  Jest to po prostu takie zalozenie - w chwili dyskusji nad zmiana tego przepisu
                                  od razu pojawia sie glosy _kobiet_ za i przeciw, bo to naprawde indywidualna
                                  sprawa, co kto na ten temat mysli. Sam wolalbym, aby bylo postepowanie z urzedu,
                                  ale tez mam trudno na ten temat odpowiedziec, bo konfrontacji na sali sadowej
                                  miedzy ofiara a gwalcicielem sie nie uniknie (i uniknac jej najczesciej nie
                                  mozna, bo z drugiej strony trzeba pamietac, zeby jak najbardziej ograniczyc
                                  mozliwosci wsadzania niewinnych, co podobno jest fundamentem naszego prawa i
                                  samo zgloszenie przestepstwa nie moze sie konczyc wyrokiem bez konfrontacji
                                  stron w tak sliskiej sprawie).

                                  Gruss, T.
              • gotlama Re:uprzedzenia a zarabianie na arbitrażu 07.09.05, 18:06
                Treviku - usiłuję w miarę moich skromnych możliwości wytłumaczyć ci, jak moim
                zdaniem, powszechne stereotypy blokują możliwość zarabiania na tym, co nazwałeś
                arbitrażem.

                Kierowanie się uprzedzeniami JEST NIERACJONALNE.

                Owszem, gdybyśmy mieli wiarygodne dane statystyczne mówiące o tym, że kobiety
                mają np. więcej dni absencji w pracy niż mężczyźni, albo że np. mężczyźni
                gorzej radzą sobie z określonym zadaniem, a zatrudniamy DUŻO osób na typowe
                stanowiska gdzie albo jest wymagana dyspozycyjność, albo ważniejsza jest
                cierpliwość,to można się tymi statystykami kierować w preferowaniu określonej
                płci - średnio statystycznie "wygramy" na takim sposobie zatrudniania. (o ile
                nasze dane były POPRAWNE)
                Jednak jeśli zatrudniamy tylko kilka osób na stanowiska o specyficznych
                wymaganiach, nie możemy się kierować zasadą "średnio statystycznie" zamiast
                dokładnego sprawdzania predyspozycji i referencji, bo okaże się że zamiast
                pani, która nie opuści ani jednego dnia w pracy i będzie rewelacyjnym
                logistykiem, zatrudnisz sobie birbanta który będzie patrzył, jak tu na wolne
                prysnąć, nie bardzo potrafiąc nawet dostawę pizzy do domu zorganizować, a co
                dopiero kierować przepływem .( zanim go zwolnisz i zatrudnisz następną
                osobę,będziesz miał firmę "na pół gwizdka")

                Klasycznym przykładem zatrudnienia wg "płci" była obsługa zestawiania połączeń
                w pierwszych centralach telefonicznych - pierwotnie "męska" obsada szybko
                została zwolniona i zatrudniono wyłącznie panie.
                Ciekawa jestem czy pensje zostały takie same ;D

                Człowiek przewidywalny i uczciwy to wg. ciebie oksymoron?
                Oj powiało mi cynizmem.
                Tzn co? Jak człowiek - to w najmniejszym nawet stopniu nieprzewidywalny i ani
                trochę uczciwy?
                Czy też sprzeczność widzisz między przewidywalny a uczciwy?
                Jak to z tymi oksymoronami jest u Ciebie ;) ?
                Dla mnie oksymoron to:
                "Trewik - zwolennik ultrafeminizmu" ;)

                Co do mniejszych zarobków: czyżbym zapomniała napisać że nie chodzi mi
                o "średnio statystycznie" niższe zarobki, a o zarobki DOKŁADNIE za taką samą a
                czasem nawet efektywniejszą pracę?
                (A DOKŁADNIE TAKIE przykłady znam)

                Zjawisko tzw. "szklanego sufitu" też zostało już parokrotnie omówione.
                Jest to trochę mechanizm samonapędzający się.
                Dlaczego kobiety nie awansują na wysokie stanowiska - bo większość osób na
                wysokich stanowiskach uważa, że skoro na tym szczeblu jest tak mało kobiet - to
                widocznie "się nie nadają" (niekoniecznie z powodu braku kompetencji - np.
                sprawa umawiania spotkań biznesowych w nocnych klubach ;)
                A karty - stanowiska rozdaje "góra"

                W Szwecji aktywizacja zawodowa kobiet jest i będzie niska - jeśli życie nie
                zmusza do stania wyłącznie na własnych nogach, to czemu nie wybrać wyłącznie
                domowego zacisza, bez sprawdzania czy ta druga opcja nie jest ciekawsza?
                Tym bardziej,że mimo całej "politycznej poprawności" jest to "społecznie
                poprawne" - czyli generalnie jest akceptacja dla takiej postawy.

                W Polsce - przy praktycznym braku zabezpieczeń dla "kobiety udomowionej"
                która "znudziła się" panu mężowi a ich dzieci "znudziły się" panu ojcu, tylko
                bardzo naiwne panienki zrezygnują z wykształcenia i próby odnalezienia się na
                rynku pracy. Zresztą nawet zakładając,że partner jest kryształowym człowiekiem,
                to nieszczęścia chodzą po ludziach - może zachorować,zginąć w wypadku.
                I co wtedy? Ubezpieczenia? - nie każdy jest tak przezorny i nie każdego stać na
                odpowiednio wysokie ubezpieczenie dla rodziny. Jałmużna - "renta sieroca"?
                Tak więc u nas panie będą próbowały swoich sił na rynku pracy, będą się do tego
                solidnie przygotowywać. Proszę zwrócić uwagę na to że w Polsce kobiet na
                kierowniczych stanowiskach jest procentowo więcej niż w Szwecji.
                Paradoksalnie brak ciepłej kołderki zabezpieczenia podziałał bardziej
                mobilizująco.
                (A jak się raz zasmakuje samodzielności, to można z niej rezygnować tylko dla
                prawdziwego mężczyzny, a nie takiego, który uważa że wystarczy powydziwiać
                na "głupie baby którym jakiegoś równouprawnienia się zachciało" by już
                być "prawdziwym" ;)

                Przebiły się głównie te panie które miały świadomość,że aby zaistnieć
                na "męskim" stanowisku muszą być danej dziedzinie lepsze od męskiej konkurencji.
                A skoro są lepsze to lepsze efekty są za te same albo mniejsze pieniądze.
                Nie pachnie tu początkami arbitrażu ;) o którym wspomniałeś ?

                Uff, ale się rozgadałam ;)
                Pozdrowienia.



    • Gość: Bleman Re: "Sukcesy" feministycznego raju :-))))))))) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.09.05, 14:08
      Ahh to uszczesliwianie ludzi na sile.Ciekawe keidy szweda wyjdzie bokiem ten
      socjalizm ? ;-)

      P.S.
      Czy feministki ,socjalisci itd. nie moga zrozumiec ,ze tylko liberalizm i brak
      wkraczania panstwa na grunt rodziny, rynku , wolnosci slowa moze zagwarantowac
      szczescie szeroko pojetej "jednostce" ;-).

      Europejscy socjalisci pluja np. na USA, ale to w USA moga sobie zyc wedlog
      wlasnych zasad Mormoni, Amisze czy jaki kolwiek inne grupy religijne/kulturowe.

      W europie jest zwyczaj równania wszystkich do laickiego, poprawnego politycznie
      ,socjalisty. To jest chore i Europa za to kiedys zaplaci wysoka cene.
      • abaddon_696 Re: "Sukcesy" feministycznego raju :-))))))))) 06.09.05, 15:41
        > Czy feministki ,socjalisci itd. nie moga zrozumiec ,ze tylko liberalizm i brak
        > wkraczania panstwa na grunt rodziny, rynku , wolnosci slowa moze zagwarantowac
        > szczescie szeroko pojetej "jednostce" ;-).

        Jeżeli tą "szeroką pojętą jednostką" jest biały biznesmen, to masz rację:)))
        Pozdrawiam
        • Gość: wb Re: "Sukcesy" feministycznego raju :-))))))))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.09.05, 16:55
          psychoalcohilic, dodajmy:)
        • Gość: Bleman Re: "Sukcesy" feministycznego raju :-))))))))) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.09.05, 20:02
          Wyobraz sobie ,ze mogles sie urodzic bialym biznesmenem ;-)
      • ziemiomorze Re: "Sukcesy" feministycznego raju :-))))))))) 06.09.05, 20:18
        Gość portalu: Bleman napisał(a):

        .
        > Czy feministki ,socjalisci itd. nie moga zrozumiec ,ze tylko liberalizm i brak
        > wkraczania panstwa na grunt rodziny, rynku , wolnosci slowa moze zagwarantowac
        > szczescie szeroko pojetej "jednostce" ;-).

        Powiedz to 600 tysiacom bezdomnych mezczyzn, kobiet i dzieci w USA,
        • Gość: Bleman Re: "Sukcesy" feministycznego raju :-))))))))) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.09.05, 20:55
          OK.
          Na jaki adres wyslac list ;-) ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka