ilyanna
09.12.05, 15:02
Jestem feministką od zawsze. Ostatnio spotkała mnie śmieszna sytuacja.
Usłyszałam pytanie: jak możesz być feministką i nosić szpilki? i spódnicę???
i mieć makijaż??? Myślałam, że z wrażenia usiądę. Gdyby feminizm sprowadzał
się do noszenia, czy też nienoszenia spódnic i szpilek ja wyjeżdżam na
Księżyc:) Nigdy nie uważałam, że bycie feministką obliguje mnie do jakiegoś
stylu w ubiorze, że zabrania mi noszenia takich czy innych ubrań. Chciałabym
tym postem coś przekazać tym, którzy feminizm widzą przez pryzmat
nieogolonych nóg czy palonych staników. Otóż noszę szpilki, i to wysokie, bo
na 10 cm- BO LUBIĘ. Noszę spódnicę i maluję się- BO LUBIĘ. Nie dlatego, bo mi
każe mój facet. Jakby mi kazał, to by ze mną nie był:) Feministki to grupa
zróżnicowana- są umalowane i bez makijażu, wydepilowane i te, które tego nie
lubią. To nie zakon, żebyśmy wszystkie wyglądały tak samo. Szpilki nie
zamykają mi ust jako feministce- są szczegółem, nie symbolem. Załamuję ręce,
jak słyszę to zdumienie- jak to? feminstka w szpilkach? Co o tym sądzicie?