tom.machine
23.01.06, 19:00
Gdy tak idę w tłumie i widzę szczęśliwe pary to przychodzi coś jakby zawiść,
ale bardziej smutek i straszny brak czegoś. Mam zasady i one są moim
przekleństwem i darem jednocześnie. Doradzacie mi abym się dostosował, bo
świata nie zmienię, zszedł na ziemię. No i macie racje tylko ta prawda, którą
mi mówicie o mnie jest tak bardzo niewygodna, gdy czegoś się nie potrafi
przeskoczyć. W dużej mierze moja złość a wręcz wściekłość i te obraźliwe
słowa wynikały właśnie z tego, że nie chcę wierzyć w waszą prawdę. Mam wybrać
sobie kobietę, która dorównywałaby moim marzeniom tylko ten wybór się zawęża
z dnia na dzień. To, co sobie wymarzyłem staje się utopią nie do spełnienia.
Własne zasady zaciskają pętle na mnie samym czuje się coraz bardziej
zagoniony w kozi róg i odreagowuje złością spowodowaną bezsilnością.
Przychodzą krzywe spojrzenia na innych i ta narastająca złośliwość dobitnie
wyrażona aby wbić się w głowę kogokolwiek jak to u Łysiaka. Wiele razy
mówiłem, że najbardziej boli prawda i tak jest. Tak trudno mi przyznać, że
macie rację w wielu sprawach a im bardziej ktoś mi tą prawdę powie w twarz
tym większą niechęć do niego czuje. To moja wina.
Próbowałem wmówić sobie i wam, że robiłem coś dla żartu, aby zmanipulować
wszystkich, ale kogo ja oszukuje, tylko siebie. W samotności sfrustrowany
mężczyzna wymyśla różne głupoty jak wprowadzenie systemu wartości wprost z
islamu. Przeczę sam sobie, bo gdzie tu moja zasada życia "Nie ulegać izmom".
Kiedyś wmawiałem sobie, że mam jeszcze czas i znajdę tą, którą sobie
wymarzyłem albo żadną a latka lecą i coraz bardziej zdaje sobie sprawę ze
swojego błędnego myślenia. Jeszcze się bronie, choć wiem, że niepotrzebnie.
No niestety powiedziałem tu wiele głupstw, które nie pozwolą mi już rozmawiać
z wami tak jak chciałbym, bo pozostaną jak kula u nogi. Mam kompleksy i nie
potrafię zwyciężyć oporów. Kto słaby odpada? Myślałem, że wymyślenie sobie
chamskiej i złośliwej tożsamości nastawionej tylko przeciw i schowaniu się za
nią będzie dobrą zabawą a zobaczyłem tylko swe lustro.
Wymarzyłem sobie swój ideał. Kobietę ciepłą, opiekuńczą, rodzinną, która
doceniłaby z kolei moją opiekę, ale też ciekawą świata z wieloma pasjami.
Dzisiejszy świat zawęża obszar wyboru a to wywołuje frustruje. Złe słowa
cisną się w myślach. Tracę przyjaciół, bo wszyscy odpuszczają, dostosowują
się a ja wciąż jak buntownik bez powodu zawieszony w czasie przeszłym.
Tomek