siegfriedswaelderin
02.03.06, 10:20
"Za formę gwałtu, stanowiącego naruszenie podstawowych praw kobiety, uznać należy również podejmowanie przez małżonka seksualnego współżycia z żoną, nie będącą w dyspozycji, wbrew jej woli.
(...)
Kobieta ma prawo bronić się przed napastnikiem. Żeby się od niego skutecznie uwolnić i jemu się przeciwstawić, może ona, w celu samoobrony, posunąć się w razie konieczności aż do zabójstwa agresora. Nie dając wewnętrznego przyzwolenia, wolno jej też pozostać zewnętrznie bierną, gdyby próba samoobrony miała stanowić tym większe zagrożenie dla życia lub zdrowia.
Kobieta, zaatakowana i zmuszana do stosunków cielesnych, ma prawo bronić za pomocą godziwych środków samej siebie i swej poniżanej godności, a także wolno jej zapobiegać skutkom gwałtu, w tym także poczęciu dziecka np. przez wypłukiwanie nasienia.
Zgodnie z opinią autorów również żona, poddana presji męża, ma takie prawo, gdy znajduje się w trudnej sytuacji osobistej lub życiowej, jest np. chora, ma już liczne potomstwo, w domu brakuje środków do życia.
Gdy jednak następstwem gwałtu jest poczęcie dziecka, to jego życie musi być od samego początku otoczone troską i szacunkiem. Przerwanie ciąży byłoby bezpośrednim atakiem na życie dziecka, pogwałceniem jego podstawowego prawa. Poczęte wbrew woli matki dziecko, choćby nie miało stanowić źródła radości, nie musi też stanowić powodu do lęku. Powinno być przyjęte po urodzeniu z macierzyńską miłością, a może i rodzinną miłością, gdy zgwałconą została mężatka. Do takiej miłości ma ono uzasadnione prawo. Jednakże jest moralnie dopuszczalne, aby dziecko takie zostało po urodzeniu oddane komu innemu."
Ech, ta katolicka moralność. Rozwodów nie uznają, ale męża zabic można...