Dodaj do ulubionych

inny biegun.

03.03.06, 01:04
przeczytajcie ten wątek. forum prywatne, i niedostępne dla niezalogowanych,
więc przypału nie będzie.


forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16182&w=37268017
muszę przyznać, że to dla mnie trudny kęs do przełknięcia: uznać, że to jak
piszą te kobiety i jak myślą jest po prostu innością. a w związku z tym
krytyka jest nieporządana. byłaby hipokryzją.
co tam hipokryzją, po prostu buractwem.
Obserwuj wątek
    • evita_duarte A ja tego nie rozumiem 03.03.06, 04:40
      Nie krytykuje dopoki ona jest szczesliwa, ale generalizowac ze one wszystkie
      tak mysla? Zauwaz ze jedna z nich wypowiada sie jasno, ze to co robi w domu to
      nie sluzba a rownoprawna praca. Sluzba oznaczalaby ze maz jest jej szefem
      panem. Nie jest, bo nie wyplaca jej pensji i nie dostaje platnych urlopow.
      • boykotka Re: A ja tego nie rozumiem 03.03.06, 05:23
        Generalnie - problemu by ( dla nas ) nie było, gdyby gdzieś podkreślić, iż mąż
        ciężko pracując służy w ten sposób żonie. Niestety w tym przypadku trafiliśmy
        na typową cierpiętnicę - jak ja to nazywam, która ze swojego cierpiętnictwa
        robi motto życiowe, Jest OK, kiedy, jak w podanym przypadku mąż docenia to
        cierpiętnictwo, ciekawa jestwm natomiast co by ta kobieta czuła, gdyby mąż, z
        różnych względów tych ciasteczek pewnego dnia nie pochwalił ??? Trzeba być
        bardzo silnym drzewem, by takiego bluszcza na sobie utrzymać.
        • evita_duarte Re: A ja tego nie rozumiem 03.03.06, 05:40
          One tam pozniej mowia ze jest to wzajemne sluzenie sobie nawzajem. Dla mnie to
          jest jakies dorabianie sobie ideologii
          • boykotka Re: A ja tego nie rozumiem 03.03.06, 05:51
            evita_duarte napisała:

            > One tam pozniej mowia ze jest to wzajemne sluzenie sobie nawzajem. Dla mnie
            > to jest jakies dorabianie sobie ideologii

            Evita, my też dorabiamy sobie ideologię :)) Ale w tym jest cały ambaras,żeby
            dwoje chciało na raz :)) Ja np. uważam się za feministkę - prawda jest również
            taka, że na miejscu tych pań nie zagrzałabym nawet 5 minut, z różnych wzgledów.
            Byłabym fatalną żoną dla ich mężów. Cieszę się, że oni się tak dobrali.
            • monikaannaj Re: A ja tego nie rozumiem 03.03.06, 09:33
              > Evita, my też dorabiamy sobie ideologię :)) Ale w tym jest cały ambaras,żeby
              > dwoje chciało na raz :)) Ja np. uważam się za feministkę - prawda jest
              również
              > taka, że na miejscu tych pań nie zagrzałabym nawet 5 minut, z różnych
              wzgledów.
              >
              > Byłabym fatalną żoną dla ich mężów. Cieszę się, że oni się tak dobrali.

              I o to chodzi! Przeciez to wszystko jedno jak sie nazywa sytuacje
              czy "partnerstwo" czy "służenie sobie nawzajem" - najwazniejsze zeby sie kochac
              i szanowac.

              A co do ideologii, to teksty o służeniu poprzez pakowanie biednego faceta
              który musi zarabiac szmal miotając sie po kraju, brzmią dziwnie. jakie
              służenie? Normalna rzecz chyba?

              A co do płacenia za "słuzbe" - to takie pomysły maja raczej ideolozki "związkow
              partnerskich" nie?
    • dokowski Jest to subiektywna relacja zupełnie naturalnego.. 03.03.06, 10:06
      ... podziału pracy w małżeństwie. Z jego punktu widzenia wygląda to tak:

      Ona mu ufa, że przyniesie do domy wszystko co zarobi, nie ukryje przed nią
      premii, nie wyda nic w tajemnicy na dziwki czy co innego. On jest dumny z tego
      jej zaufania, dlatego największym dla niego szczęściem jest wiernie służyć jej
      i jej dzieciom i przynosić do domu wszystkie zarobione pieniądze.

      Zaufanie w małżeństwie jest czymś szczególnym, gdyż możliwe jest tylko wtedy,
      gdy jest wzajemne. Taki tekst o zaufaniu mogła napisać tylko żona, która w
      pełni ufa swojemu mężowi, który naprawdę wiernie jej służy ciężko pracując, aby
      ona mogła w komfortowych warunkach wychowywać swoje dzieci. Jest to bardzo
      piękny układ partnerski, w którym każde robi co innego i żyje inaczej, dzięki
      czemu nie mają pokusy rywalizowania czy porównywania się do siebie, tak jak nie
      można porównywać metra z kilogramem. Szanują się wzajemnie za szacunek,
      wierność i dobrą wolę
    • bitch.with.a.brain Re: inny biegun. 03.03.06, 10:08
      ważne że im jest dobrze w tego typu zwiazku,że oboje akceptują taki pdozial i sa
      z tym szczęśliwi
    • bri Re: inny biegun. 03.03.06, 10:25
      Nie rozumiem, co Cię tak razi w tym tekście. Słowo "służy"? Tworząc rodzinę
      trzeba jakoś dzielić między siebie obowiązki. W mojej rodzinie pracujemy oboje
      więc prace domowe też wykonujemy razem. Ja prasuję mu koszule on robi zakupy,
      ja myję podłogę on odkurza. Nie widzę problemu, żeby nazwać to służbą na rzecz
      naszej rodziny.

      PS. Mnie w tym "przekładzie" razi najbardziej słowo "na bierząco". Brrr...
    • triss_merigold6 Re: inny biegun. 03.03.06, 10:43
      Dla mnie to abstrakcyjna bajka. Mam kompletnie inne poglądy więc nie
      związałabym się z facetem o takiej wizji małżeństwa. Jeśli są szczęśliwe,
      spełnione, dumne z siebie to super.
    • hellaa Re: inny biegun. 03.03.06, 11:54
      Dla mnie wizja takiego podziału zajęć w rodzinie jest akceptowalna i całkiem
      przyjemna pod warunkiem, że nie będzie tu klepania w kółko o tym "służeniu" i
      hierarchizowania /kto komu służy i podlega/.
      Babka, która napisała pierwszy post, jest jakaś nawiedzona /przesadna,
      pompatyczna i nieco histeryczna/, ładniej mówiąc, sprawia wrażenie osoby
      zaburzonej.
      Reszta jest raczej do rzeczy: rozsądne kobiety, które sobie żyją w sposób
      tradycyjny ale się szanują i wymagają estymy. Po prostu typ "przedwojennych"
      pań, znających swoją wartość i wartość swojej pracy.
      Miło mi dowiadywać się, że są meżczyźni, którzy odpowiednio cenią domową pracę
      kobiet i że dobrze się takim ludziom układa. Mogą to być fajne rodziny.
      Natomiast samo pojęcie i opis cnót Niewiasty Dzielnej pochodzi ze Starego
      Testamentu - tam Niewiasta Dzielna jest całkiem feministyczna i przez to
      właśnie bardzo wychwalana!
      Jednak już w sąsiednich ksiagach znajdujemy mizoginiczne teksty, zupełnie
      sprzeczne z tym obrazem. W Starym Testamencie jest pomieszanie z popltąniem i
      mnóstwo zaleceń nie przystających do współczesności, np. akceptuje się
      wielożeństwo czy kazirodztwo... Dziwny ten, kto tamtejsze anachronizmy stosuje
      w życiu! Dziwny a wręcz niebezpieczny.. :)))

      A oto przykłady niejednolitości ST stosunku do kobiet:

      Lepsza przewrotnośc męzczyzny, niz dobrze czyniąca kobieta (Syr 42,14)

      a tu:

      Niewiastę dzielną któż znajdzie?
      Jej wartosc przewższa perły.
      Serce małżonka jej ufa
      Na zyskach mu wcale nie zbywa
      O len się stara i wełnę
      pracuje starannie rękami
      podobnie jak okręt kupiecki
      zywność sprowadza z daleka
      wstaje gdy jest jeszcze noc
      i zywność rozdziwla domowi
      a obowiazki swym sługom
      Myśli o roli - kupuje ją
      dziełam swych rąk zasadza winnicę
      przepasuje mocą swe biodra
      umacnia swoje ramiona
      Juz widzi pozytek z swej pracy
      jej lampa wśród nocy nie gaśnie
      otwiera dłoń ubogiemu
      do nędzarza wyciaga swe ręce
      sporządza sobie okrycia
      jej szaty z purpury, bisioru
      Strojem jej siła i godnośc
      do dnia przyszłego sie śmieje
      Otwiera usta z madrością
      na języku jej miłe nauki
      Powstają synowie, by uznać jej szczęście
      i mąż by ją sławić /../
      niech w bramie sławią jej czyny! (Przysł 31, 10-31)

      • lady_pretentious Re: inny biegun. 03.03.06, 12:02
        hellaa masz słuszność, że opis niewiasty dzielnej jest z pierwszych ksiąg Biblii.
        Niestety mało kto zwraca uwagę na to, że dostępna jest ona mu tylko w tłumaczeniu...

        Mam do Ciebie pytanie: gdzie w Biblii jest napisane, że kazirodztwo jest dozwolone?
        Wielożeństwo owszem jest, ale jego założenia w dzisiejszym świecie i tak
        doprowadziłyby do posiadania tylko jednej żony ponieważ kogo dzisiaj byłoby stać
        na kilka żon?? Nielicznych...
        • pufflet Re: inny biegun. 03.03.06, 12:05
          Pierwszy tekst brzmi jakby go napisała zakonnica, albo ksiazdz - oni mają taki
          sam typ metaforyki na temat małzeństwa - brakuje mi jeszcze tam słowa niewiasta
          i opatrzność i byłoby wszystko na jednym miejscu:)
        • hellaa Re: inny biegun. 03.03.06, 15:35
          Kazirodztwo jest przedstawiane jako pozytywne zjawisko w opowieści o Locie i
          jego córkach, które, z braku innych dostępnych mężczyzn, upiły ojca i spłodziły
          z nim dzieci - przez co uratowały ród od wyginięcia. Nie jest to podane
          explicite, lecz implicite - tak.
          • lady_pretentious Re: inny biegun. 04.03.06, 19:38
            hellaa napisała:

            > Kazirodztwo jest przedstawiane jako pozytywne zjawisko w opowieści o Locie i
            > jego córkach, które, z braku innych dostępnych mężczyzn, upiły ojca i spłodziły
            >
            > z nim dzieci - przez co uratowały ród od wyginięcia. Nie jest to podane
            > explicite, lecz implicite - tak

            Kazirodztwo wg prawa mojżeszowego, co możesz przeczytać w innym miejscu jest
            całkowicie zakazane. Objawem naprawdę głębokiej ignorancji jest wyrywanie zdań z
            kontekstu kiedy bierzemy się za interpretację jakiegoś tekstu.

            Chciałabym Cię przestrzec, że w swoim poście ujawniłaś bardzo podstępny, bo
            nieświadomy rodzaj nietolerancji... a dokładniej - antysemityzmu...

            napisałaś:
            "Dziwny ten, kto tamtejsze anachronizmy stosuje
            w życiu! Dziwny a wręcz niebezpieczny.. :)))"

            Otóż istnieje na świecie całkiem spora grupa ludzi na świecie, która wierzy, że
            pierwsze pięć ksiąg jest aktualne zawsze - są to religijni Żydzi.

            Ich obok przedstawicieli finansjery i bolszewików Hitler nienawidził
            najbardziej, chciał ich wytępić obwiniając ich za to, że "wynaleźli" sumienie...
            • hellaa Re: inny biegun. 05.03.06, 18:42
              Ale pojechałaś!
              Żydzi więc wynaleźli sumienie?
              Jakimże to sposobem? Zawsze wydawało mi się, że to Freud /też Żyd wprawdzie,
              ale w abstrakcji od Biblii/ sformułował pojecie superego... Właściwe
              przedstawicielom wszystkich kultur, Tak, Aborygeni też mają sumienie!
              Idąc twoim sposobem myślenie musiałabym stwierdzic, ze skoro uważasz, ze Żydzi
              je wynaleźli to wszyscy, którzy nie zetknęli się z ich spuścizną kulturowa, np.
              Indianie w Amazonii, twoim zdaniem, nie mają sumienia, a więc nie są w pełni
              ludźmi!.. Choroba jasna, czy to nie faszyzm????!!!!!
              Bardzo chętnie przeczytam Pięcioksiąg i jestem pewna, że znajdę w nim rzeczy
              dziwne /to nawet kwestia subiektywna, więc nie warto szukać uzasadnień/ i
              zalecenia niebezpieczne. Jeśli chcesz w to grać, to możemy zagrać, z tym, że
              trochę mi się nie chce po raz któryś wczytywać w ST.
              Mój skrót historii o Locie jest w miarę całościowy. Cały kontekst jest.
              Natomiast co do antysemityzmu, to po raz pierwszy ktoś mi coś takiego zarzucił
              i pozwala mi to jedynie zawołać radośnie: "O, nowe doświadczenie!" :)))
              Stawiając tego rodzaju zarzuty naprawdę niewinnym pod tym wzgledem ludziom
              dokonujesz czegoś w rodzaju etykietowania i spychasz ludzi w złą
              stronę. "Wyrywasz z kontekstu" jedno moje niepochlebne zdanie o Locie aby
              uczynić ze mnie antysemitkę. Równie dobrze z mojego pochlebnego cytatu o
              niewiastach mężnych mogłabyś wysnuć wniosek, ze jestem filosemitką!
              A kontekst życiowy jest taki, że na własnej skórze przećwiczyłam jak to jest,
              kiedy się w jakimś środowisku uchodzi za Żydówkę. Akurat mam dość semickie
              rysy, czytam Biblię i kiedyś kolega w liceum, skin, powziął podejrzenie, ze
              jestem Żydówką. Ja to potwierdziłam aby zobaczyć, co będzie. I rozniosło się!
              Ale żadnych negatywnych reakcji nie było. Wyznaczono mnie nawet do obsługi
              uroczystości związanej z uczczeniem słynnego wychowanka szkoły - właśnie Żyda,
              więc przez kilka dni pełniłam "honory domu" wobec gości z Izraela, którzy
              dobrze się przy mnie czuli, jak wnoszę. Jednak nie ma sensu tłumaczyć, ze nie
              jestem wielbłądem...
              Wiesz, jak działa negatywne etykietowanie?.. Tak, że jak komus mówisz: "Jesteś
              leniwa!" to ktoś mając coś do zrobienia automatycznie pomysli "Jestem leniwa!"
              i potwierdzi "przepowiednię".
              Jestem dość inteligentną osobą i stoczyłam wiele batalii słownych w obronie
              Żydów, właśnie walcząc z antysemityzmem. Ale kiedy przeczytałam to, co o mnie
              napisałaś, na moment się zagotowałam i pomyslałam: "Koniec! Nie będę już bronić
              Żydów przed Rydzykowcami, nie będę starać się o sprawiedliwość! Skoro i tak
              jestem antysemitką... Niech zmaga się z wredną częścią społeczeństwa ta pani,
              która uważa siebie za kogoś, kto ma prawo do ferowania wyroków w tej sprawie!"
              A zatem niniejszym postanawiam sobie, że jeśli ktoś w mojej obecności będzie
              opluwał Żydów, stłumię nigdy dotąd nie tłumiony odruch głośnego deprecjonowania
              wywodów takiego gościa. Będę cicho. Jestem nieadekwatna. Ty mnie o tym właśnie
              przekonałaś, zdemaskowałaś jako antysemitkę - więc zostań na polu walki, bo
              tylko ty jesteś poprawna i godnaś nosić sztandar..
              • lady_pretentious Re: inny biegun. 05.03.06, 23:33
                Helluuniu, spokojnie...

                Nie napisałam, że Żydzi wynaleźli sumienie, tylko, że Hitler tak napisał i
                dlatego m. in. uważał, że należy ich eksterminować (dzieci i starców też), bo
                każdy nosi w sobie tę "zarazę"...

                Spora więc część Twojego postu wynika z błędnego odczytania tego, co napisałam.

                napisałaś:
                > Bardzo chętnie przeczytam Pięcioksiąg i jestem pewna, że znajdę w nim rzeczy
                > dziwne /to nawet kwestia subiektywna, więc nie warto szukać uzasadnień/ i
                > zalecenia niebezpieczne. Jeśli chcesz w to grać, to możemy zagrać, z tym, że
                > trochę mi się nie chce po raz któryś wczytywać w ST.

                czy jesteś pewna, że chcesz nauczyć się hebrajskiego? To warunek wstępny, żeby
                przymierzać się do interpretacji Tory. Ponadto nie trzeba być wielce
                wyedukowanym, żeby wiedzieć, że interpretacja tekstu podlega regułom, a nie jest
                sprawą czysto subiektywną.

                Cóż, kiedy droga helluu piszesz: "Dziwny ten, kto tamtejsze anachronizmy stosuje
                w życiu! Dziwny a wręcz niebezpieczny." wtedy: "Stawiając tego rodzaju zarzuty
                naprawdę niewinnym pod tym wzgledem ludziom dokonujesz czegoś w rodzaju
                etykietowania i spychasz ludzi w złą stronę"

                Napisałam wyraźnie, że Twój antysemityzm jest nieświadomy, dlatego właśnie tak
                podstępny. To w ogóle nie wyklucza gościnności dla Izraelczyków i ogólnego
                filosemityzmu. Prawdę mówiąc jest to bardzo powszechne zjawisko...
                Nie obawiam się, że Żydzi stracą w Twej osobie poplecznika.
                Moją intencją nie było udowodnienie mojej rzekomej poprawności, która leży
                zupełnie poza moimi ambicjami - chciałam raczej przydać nowego wymiaru Twojej
                tolerancji, wskazując jej oczywiste niekonsekwencje.

                Nie można być tolerancyjnym i jednocześnie traktować z pobłażliwością wynikającą
                z ignorancji księgi, które inni uważają za święte. Obojętnie jak bardzo dziwne
                czy niebezpieczne Ci się wydają.
                • hellaa Re: inny biegun. 06.03.06, 08:55
                  A mnie się wydaje, że w definicji tolerancji mieści się uważanie czegoś za
                  dziwne czy nawet niebezpieczne /w subiektywnym odczuciu/ ale uszanowanie tego,
                  że ktoś to wybiera i powstrzymywanie się od prób siłowego wpajania własnych
                  przekonań. W myśl zasady: Żyj i pozwól żyć innym.
                  W praktyce przekłada sie to na przekonanie, że ja w coś nie wierzę czy wydaje
                  mi się to dziwne czy mi niemiłe, ale akceptuję fakt, że ktoś w to wierzy i ceni.
                  Tolerancja nie jest równa uwielbieniu i bezkrytyczności.
                  Nietolerancja natomiast, moim zdaniem, zaczyna się od momentu, kiedy ktoś
                  uważając cudze wartości /styl życia/ za gorsze /nie inne/ - zaczyna mieć
                  uogólniony negatywny obraz i sięga po narzędzia przymusu aby to zmienić.
                  Nie jestem ani filosemitką /mogę wymienić jakieś nie podobające mi sie rzeczy/
                  ani antysemitka /mogę wymienić liczne podobajace mi sie rzeczy związane z
                  judaizmem/. Myślę, że mam bardzo zdrową, wyważoną postawę.
                  Uważam, ze antysemityzm może być jakościowym odpowiednikiem seksizmu
                  wrogiego /"Kobiety są głupie"/ a filosemityzm... seksizmu łagodnego /"Kobiety
                  są urocze, więc traktujmy je wyrozumiale"/. Dlatego skrajności tu odrzucam.
                  A hebrajski trudny jest, nie zgłębię! :)))
    • paco_lopez Re: inny biegun. 03.03.06, 13:02
      Dla mnie kanał to jest to, ze te słuzące myśla, ze czeka je za to wielka
      nagroda. I ze musza sobie tak nakadzić i nafarmazonić, ze by byc dumnym z tego,
      że sie dzieci wychowuje i to kupe roboty z tym jest. Że tez część z nich sie
      nie boi, ze jak beda takie dobre to ich szybciej nagroda spotka, a dzieciaki
      sierotami będą. Tak tez mozna korbić.
    • illiterate Re: inny biegun. 03.03.06, 16:04
      Ejze, przeciez skoro same podkreslaja, ze zostanie w domu jest ich _swiadomym_
      wyborem i dobrze im z tym, to co w tym byloby godne krytyki?

      Moze jedynie to, ze nie odzywa sie tam zaden facet w podobnej sytuacji ;)
      • margot_may Re: inny biegun. cd.... 04.03.06, 00:00
        miałam nie krytykować...
        ale. na czym jedzie taka żona? na poczuciu dumy ze służby, a przez to jakijeś
        formie szczęścia, czy też na miłości? co sie dzieje, kiedy tak myśląca kobieta
        wyuczy się wygodnego dla niej schematu...

        kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53664,3132171.html (pewnie
        czytałyście, a jeśli nie, to nie sugerujcie się początkiem, meritum jest w kilku
        końcowych akapitach)

        boję się, takiej wizji: agresywne śpiące królewny, które z poddania się drugiej
        osobie będą robiły oręż i bedą z tego czerpać siłę.
        oto dlaczego nigdy nie należy mówić bliźniemu: służ.

        • illiterate Re: inny biegun. cd.... 04.03.06, 00:23
          A w I-cingu napisali 'miec wladze znaczy sluzyc'.
          Np dobry przelozony, dobra polityk, glowa rodziny - ktokolwiek, kto ma wladze,
          powinien po prostu sluzyc ludziom, za ktorych jest odpowiedzialny.

          Nie tak dawno mialam okazje rozmawiac z dyrektorem skandynawskiego szpitala -
          facet opowiadal, ze nasze placowki zdrowia roznia sie od ich take stosunkiem do
          sprzataczek, salowych i pielegniarek - tam traktuje sie je z takim samym
          szacunkiem, jak lekarzy (a wsrod lekarzy nie ma feudalnej struktury wazny-
          mniej wazny - niewazny). Wytlumaczyl to prosto i logicznie: szpital bez dobrej
          sprzataczki nie bedzie funkcjonowal, tak samo jak bez dobrego lekarza.

          Zmierzam do tego, ze 'sluzbe' mozna roznie rozumiec. Po prostu. I moze taka
          xianska zonka jedzie na poczuciu dumy, ktorym racjonalizuje sobie pustke
          swojego zycia, a moze po prostu jest szczesliwa, ze jej faceta stac na jej
          utrzymanie, wiec moze ona spokojnie, bez szarpaniny zajac sie np. wychowaniem
          dzieci. Co takiego upadlajacego jest niby w pieczeniu ciasteczek i prasowaniu
          koszul - jesli sie to robi swiadomie, z wyboru?

          Wbrew temu, co sie uwaza, feminizm nie polega na bezrefleksyjnym odrzuceniu
          wzorca 'kobiety domowej'. Dlaczego mialby? Jesli juz, polega na stworzeniu
          niszy dla 'domowego faceta'. Oraz - co tak samo wazne - na przywroceniu
          godnosci temu rodzajowi pracy, ktora kobiety zajmowaly sie przez tysiace lat.
          • margot_may Re: inny biegun. cd.... 04.03.06, 01:03
            no dobrze, powiedzenie "miec władzę znaczy służyć" jest prawdziwe. ale nie
            znaczy to, że prawdziwa jest jego odwrotność. to po pierwsze.
            uważam, że to powiedzenie skierowane jest do osób mających władzę, ku
            przestrodze i pamięci. służba przede wszystkim itp.
            natomiast zbyteczne jest przypominannie o służbie kobietom. z racji
            niesprawiedliwości historycznych. uważam wręcz, że nazywanie tego, co robią
            kobiety "służbą" jest brakiem wrażliwości, pospolitym olewaniem ich uczuć.
            • illiterate Re: inny biegun. cd.... 04.03.06, 01:13
              Deprecjonujac wartosc pracy domowej przyjmujesz, mam wrazenie, patriarchalna
              optyke. Przeciez po pierwsze - ta praca ma wymierna wartosc, kazdy ekonomista w
              kazdym kraju jest w stanie ja wyliczyc w lokalnej gotowce. Po drugie - przez
              tysiace lat wlasnie ten rodzaj wkladu do spoleczenstwa byl dostepny kobietom i
              obnizajac jego wartosc dokladasz kamyczek do barykady ludzi, ktorzy twierdza,
              ze 'kobiety nic dla ludzkosci nie zrobily'.

              Co do tych konkretnych sytuacji - nic chorego w tym nie widac, oprocz
              specyficznej xianskiej maniery wypowiedzi. Jakos nie mam wrazenia, ze pisaly to
              zaszczute i zahukane zapiete pod szyje dziwaczki - raczej facetki, ktore
              czerpia radosc z tego, co robia, cokolwiek robia. Jest racjonalizacja albo nie
              ma - mozna sie domyslac, a z domyslami trudno dyskutowac.
              • margot_may Re: inny biegun. cd.... 04.03.06, 01:57
                ja nie deprecjonuję pracy kobiet,

                uważam, że olewa sie uczucia kobiet nazywając ich pracę tak samo jak nazywało
                sie ją w czasach, gdy uważano, że do niczego innego się nie nadają. ja nie lubię
                takiego przypominania, wybielania. udawania, że "co było, a nie jest..." itd.

                mnie osobiście sie to nie podoba. oczywiście, nie krytykuję innych kobiet, jak
                te na owym o forum nie mają nic przeciwko słowu "służbie". a przynajmniej ich
                część nie ma. ich sprawa.

                natomiast moja krytyka samej postawy typu "służebnica" jest oparta na linku do
                artykułu w "w.o." to rozważania na temat psychologii, a że nie jestem
                psychologiem... nie dam sobie głowy uciąć, byc może moje rozważania sa
                niespójne i ogólnie nieprawdziwe... ale o tym trzeba by dopiero podyskutować.



                • illiterate Re: inny biegun. cd.... 04.03.06, 19:06
                  'Mimo, ze jest obdarzona tylkiem imponujacych rozmiarow, nigdy nie
                  pozwolilibysmy sobie ulec latwej pokusienadania jej banalnego zdrobnienia. Tak
                  wiec zamiast ochrzcic ja brutalnym mianem Amfory Etruskiej, jednoglosnie
                  zgodzilismy sie na skromniejsze i przyzwoitsze przezwisko Dupiatej' (Cortazar,
                  Opowiesci o kronopiach itd)

                  Generalnie, to ja bym byla za odczarowywaniem slow a nie wymyslaniu nowych
                  terminow. Czyli jesli 'sluzaca' sie zle kojarzy, to nie wstydliwie go unikac
                  czy zastepowac jakims dziwacznym nowotworem jezykowym, ale przeciwnie -
                  wymachiwac nim tak dlugo i z taka duma, ze stanie sie neutralne lub nawet
                  chwalebne. Jak napisalam wyzej slowo 'sluzyc' mozna rozumiec pogardliwie, a
                  mozna i z cala swiadomoscia odpowiedzialnosci i waznosci, ktora sie za nim
                  kryje.
                  • margot_may Re: inny biegun. cd.... 05.03.06, 00:31
                    > Generalnie, to ja bym byla za odczarowywaniem slow a nie wymyslaniu nowych
                    > terminow. Czyli jesli 'sluzaca' sie zle kojarzy, to nie wstydliwie go unikac
                    > czy zastepowac jakims dziwacznym nowotworem jezykowym, ale przeciwnie -
                    > wymachiwac nim tak dlugo i z taka duma, ze stanie sie neutralne lub nawet
                    > chwalebne. Jak napisalam wyzej slowo 'sluzyc' mozna rozumiec pogardliwie, a
                    > mozna i z cala swiadomoscia odpowiedzialnosci i waznosci, ktora sie za nim
                    > kryje.

                    o święci anielscy, co ty z tą pogardą? ja już jaśniej nie potrafię: porządni,
                    zwykli ludzie szanują i szanowali pracę kobiet zawsze. tylko chamy nie szanują,
                    ale o nich nie mówimy. ja mówię o skojarzeniu: jak kobieta to (automatycznie)
                    służba rodzinie, mężowi... służba=powinność. skojarzenie. rozumiesz? tak dawniej
                    było. bez alternatywy. dlatego nie lubię słowa służba. moja niechęć nie wiąże
                    się absolutnie z jakąś pogardą do wyboru drogi życiowej typu rodzina, mąż.

                    i jak już wcześniej wspominałam, uważam, że człowiek posiadający jakąś
                    wrażliwość pamiętałby o uczuciach kobiet, którym to słowo też może się źle
                    kojarzyć i nie naciskał na używanie go.



                    • illiterate Re: inny biegun. cd.... 05.03.06, 01:35
                      margot_may napisała:

                      ...
                      > o święci anielscy, co ty z tą pogardą? ja już jaśniej nie potrafię: porządni,
                      > zwykli ludzie szanują i szanowali pracę kobiet zawsze. tylko chamy nie
                      szanują,
                      > ale o nich nie mówimy.

                      O pogardzie pisalam w kontekscie znaczenia slowa - Tobie nie podoba sie
                      uzywanie go w stosunku do kobiet domowych, bo kojarzy Ci sie z brakiem szacunku.
                      Tymczasem ja uwazam, ze takie slowo powinno kojarzyc sie z duma, obojetnie od
                      tego, czy mowimy o teraz, czy o kiedys. Skoro 'nie mowimy o chamach' to
                      dlaczego mamy przejmowac ich punkt widzenia i kojarzyc slowo 'sluzaca'
                      pejoratywnie? Sorry - nie czepiam sie, naprawde nie rozumiem.

                      > ja mówię o skojarzeniu: jak kobieta to (automatycznie)
                      > służba rodzinie, mężowi... służba=powinność. skojarzenie. rozumiesz? tak
                      dawnie
                      > j
                      > było. bez alternatywy.

                      Noale teraz jest alternatywa. Jak sie zdaje mialy ja te panie z xianskiego forum
                      Jak sie sluzy z wyboru i ma sie z tego frajde i satysfakcje to skojarzenia byc
                      nie powinno, bo to sie ma nijak do 'tego, co bylo'. Wiec skad skojarzenie?

                      ...
                      > i jak już wcześniej wspominałam, uważam, że człowiek posiadający jakąś
                      > wrażliwość pamiętałby o uczuciach kobiet, którym to słowo też może się źle
                      > kojarzyć i nie naciskał na używanie go.

                      Hm, ja generalnie mam duza wrazliwosc i z urodzenia pamietam o uczuciach kobiet
                      i niniejszym naciskam, wiec uwazam inaczej.
                      ;)

                      Jeszcze raz:

                      Mozna zrobic to, co robia Afroamerykanie w USA - uzywaja pogardliwego 'nigga'
                      jak u nas uzywa sie 'ziomal', co to slowo wlasnie odczarowywuje z wieloletniej
                      pogardy. Mozna tez np wymachiwac slowem 'pedal', zeby przestalo byc wulgarne.

                      A mozna inaczej - zamiast kobiecej 'sluzby' rodzinie wymyslic jakies inne
                      slowo, nowe, a wiec neutralne. Tyle ze mi sie wydaje, ze taki zabieg przecial
                      by historie kobiet zupelnie niepotrzebnie, jakas taka zbedna amputacja. Obie
                      moje babcie byly kobietami domowymi, sluzacymi rodzinie w wyjatkowy sposob - z
                      wielka miloscia. Gdyby teraz przyplatal sie jakis cham i zaczal podwazac
                      wartosc ich pracy i kpic, uzywajac slowa 'sluzace', wzruszylabym ramionami po
                      prostu, bo wiem, ze bycie sluzaca nie przeszkadza, a czasem pomaga byc krolowa.

                      Sa dwie szkoly, i ja oczywiscie nie mam pewnosci, ktora jest obiektywnie
                      lepsza. Wybieram pierwsza - z powodu moich babc.
                      • margot_may Re: inny biegun. cd.... 05.03.06, 05:57
                        > > ja mówię o skojarzeniu: jak kobieta to (automatycznie)
                        > > służba rodzinie, mężowi... służba=powinność. skojarzenie. rozumiesz? tak
                        > dawnie
                        > > j
                        > > było. bez alternatywy.
                        >
                        > Noale teraz jest alternatywa. Jak sie zdaje mialy ja te panie z xianskiego foru
                        > m
                        > Jak sie sluzy z wyboru i ma sie z tego frajde i satysfakcje to skojarzenia byc
                        > nie powinno, bo to sie ma nijak do 'tego, co bylo'. Wiec skad skojarzenie?

                        odniosę się tylko do tego fragmentu, bo szczerze mówiąc tamto jest nie na temat.
                        chodzi o to, że ja mam to skojarzenie. mnie przeszkadza. przeszkadza mi, wiedza
                        o przeszłości. ty mówisz, że można zmienić znaczenie słowa. dla mnie chyba nigdy
                        służenie nie będzie się kojarzyło z wolnym wyborem, z brakiem przymusu
                        rezygnacji z własnych aspiracji. ale wiem, że moje odczucia sa subiektywne. i
                        dlatego posługuję sie argumentem o skojarzeniu. gdybym nie miała tego
                        skojarzenia to przecież bym się nie czepiała tego całego służenia. i nie byłoby
                        całej dyskusji.
                        jednoczesnie rozumiem, że tych kobiet nie dotyczy to skojarzenie.
                        napisałam, że gdyby ktoś posiadał wystarczającą wrażliwość to wziąłby pod uwagę
                        moje odczucia i nie używał tego słowa. tak jak ktoś, bo ja wiem, nie podstawia
                        arachnofobowi pająka przed nos.
    • margot_may Re: inny biegun. 04.03.06, 00:02
      szą te kobiety i jak myślą jest po prostu innością. a w związku z tym
      > krytyka jest nieporządana. byłaby hipokryzją.
      > co tam hipokryzją, po prostu buractwem.

      ma być: niepożądana.
    • sylwiamich Re: inny biegun. 04.03.06, 19:47


      Super. niech sobie kobieta żyje jak chce...zwłaszcza gdy razem z mężem żyja w
      jednej bajce.Alre sformułowanie: "Zajmuje sie niezbyt wzniosłymi
      sprawami."....mna tąpnęło.
      Czy wychowywanie dzieci, sprzątanie, gotowanie, pranie to te sprawy? Rozumiem że
      praca ciecia, maszynisty jest wznioślejsza.
      • kocia_noga Re: inny biegun. 05.03.06, 10:04
        sylwiamich napisała:

        >
        >
        > Super. niech sobie kobieta żyje jak chce...zwłaszcza gdy razem z mężem żyja w
        > jednej bajce.Alre sformułowanie: "Zajmuje sie niezbyt wzniosłymi
        > sprawami."....mna tąpnęło.
        > Czy wychowywanie dzieci, sprzątanie, gotowanie, pranie to te sprawy? Rozumiem
        ż
        > e
        > praca ciecia, maszynisty jest wznioślejsza.


        Prace domowe są nudne, wykonywane samotnie, otępiające prawie tak jak praca
        ciecia.Ona pisze,że sa niezbyt wzniosłe, bo skądś o tym wie.Skąd się jej wzięło
        to przekonanie o "niewzniosłości" tych prac? Czemu sobie pragnioe dorobić do
        nich uwznioślającą etykietkę służby Bogu?
    • dziewice Re: inny biegun. 04.03.06, 19:50
      super :)

      "..."
      Mnie słowo służenie nie przeszkadza. Jak myślę o służbie, to
      myślę nie o służącym, a o Jezusie, który uczniom myje nogi.
      I jak najbardziej o taką służbę chodzi. Natomiast ta praca w domu
      jakoś mi do służby (szczególnie mężowi) nie pasuje. To jest dla mnie
      praca, zadanie. Chociaż, może jakbym myślała częściej o niej jak o
      służbie, byłoby mi łatwiej ją wykonywać ;-)

      Natomiast zasada 100%100% jak najbardziej :-)
      "Ja daję swoje 100%. I interesuje mnie głównie, czy ja te 100% daję."
      Tylko czemu czasami tak trudno :(
      "..."
      • dziewice Re: inny biegun. 04.03.06, 19:51
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16182&w=37268017&a=37341813
        dziewice napisał:

        > super :)
        >
        > "..."
        > Mnie słowo służenie nie przeszkadza. Jak myślę o służbie, to
        > myślę nie o służącym, a o Jezusie, który uczniom myje nogi.
        > I jak najbardziej o taką służbę chodzi. Natomiast ta praca w domu
        > jakoś mi do służby (szczególnie mężowi) nie pasuje. To jest dla mnie
        > praca, zadanie. Chociaż, może jakbym myślała częściej o niej jak o
        > służbie, byłoby mi łatwiej ją wykonywać ;-)
        >
        > Natomiast zasada 100%100% jak najbardziej :-)
        > "Ja daję swoje 100%. I interesuje mnie głównie, czy ja te 100% daję."
        > Tylko czemu czasami tak trudno :(
        > "..."
        • niedowiarek1 Re: inny biegun. 04.03.06, 19:54
          Jeżeli ta sytuacja jednej i drugiej stronie odpowiada,to co w tym dziwnego.
          • dziewice Re: inny biegun. 04.03.06, 19:57
            wszystkie Kobiety ktore znalem, wychodzily z zalozenia ze ta JA - JA JAKO FACET,
            mam byc od zmywania w kuchni i robienia jeszcze wielu innych domowych prac na
            ktore nie mam czasu. Nie wiem, moze ja mam pecha, ale przykro mi ale nie znam
            Kobiety w wieku 20-30 lat ktora nie wrobila by w wiekszosc domowych robotek
            swojego faceta.

            niedowiarek1 napisał:

            > Jeżeli ta sytuacja jednej i drugiej stronie odpowiada,to co w tym dziwnego.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka