Morderstwo w Intercity - kryminał

23.04.06, 16:34
Mamy dziś Światowy Dzień Książki, wypada to uczcić, a co można zrobić
lepszego, niż coś napisać? Była tu już próba napisania opowiadania
psychologicznego (Wigilia feministki), była próba dramatu, teraz proponuję -
klasyczny kryminał. Zasada pisania - jak w przypadku "Wigilii feministki",
podaję początek - resztę ciągnie kto chce. Tym razem początek będzie mocniej
rozbudowany. Zaczynajmy - ku chwale literatury!


Morderstwo w Intercity

Inspektor Kowalik stał w odsuniętych drzwiach przedziału. Na karku czuł ciepły
oddech aspirant Jakubczyk. Kowalik zlustrował przywykłym do niezwykłych
widoków okiem wnętrze przedziału. Trup siedział przy oknie. Przed nim, na
rozłożonym kolejowym stoliku, stała plastikowa miseczka wypełniona jajkami.
Jajko tkwiło też w martwej dłoni denata. W powietrzu unosił się lekki zapach
migdałów.
Arszenik ... - mruknął Kowalik - i przesunął wzrokiem po twarzach reszty
pasażerów. Siedzieli lekko speszeni. Tęga, atrakcyja brunetka, brzydka
czterdziestolatka w okularach, wymuskany młodzieniec i starszy, dostojnie
wyglądający siwowłosy mężczyzna z wąsami.
Dziwne - pomyślał Kowalik - skądś znam te twarze. Proszę o dokumenty -
powiedział głośno. Wszyscy podali mu z pośpiechem dowody osobiste.
Anna Sobecka, Kazimiera Szczuka, Robert Biedroń, Jerzy Robert Nowak - Kowalik
odczytał kolejno nazwiska.
Kto poczęstował denata jajkiem! - zapytał nagle. Chciał wywołać efekt
zaskoczenia. I udało mu się.
Nikt! - krzyknęła czterdziestolatka - to znaczy ... sam się poczęstował!
Tak się złożyło - wtrącił się młodzieniec - że wszyscy mieliśmy
jajka...pisanki po Wielkanocy...Obraliśmy, włożyli do miseczki, każdy mógł się
częstować... Ten ... denat... wziął jako pierwszy i....
Tak było! - potwierdziła brunetka, siwowłosy mężczyzna także energicznie kiwał
głową.
Rozumiem - powiedział Kowalik.
Inspektorze - szepnęła nagle aspirant Jakubczyk - to jajko w ręce, to nie jest
zwykłe jajko...To jest jako kacze ...
O cholera! - syknął Kowalik - Zobaczymy czy denat ma dokumenty - powiedział -
Jego twarz wydaje mi się znajoma...
Przeciskając się między nagami pasażerów, podszedł do nieboszczyka i zanurzył
dłoń w kieszeni jego marynarki
......
    • zlotoslanos Re: 23.04.06, 18:57
      Kowalik zanurzył po tylu latach już bez obrzydzenia rękę w kieszeni marynarki
      nowego denata. " Znów nie obejrzę z żoną odcinka Tańców z Gwiazdami, znów nici
      z obiecanego sexu a z nią przecież możliwe jest to tylko w weekend , obrazi się
      i nie da " pomyślał wkurzony wyjmując starą zniszczoną legitymację, podszedł z
      nią na mocno rozstawionych nogach jak marynarz na chybotliwym statku do okna
      gdzie jaśniej i odczytał - Tad Dziewięć. " Kurde pamiętam go kiedyś wystawił
      swe dokumenty na aukcji, mimo sporego zainteresowania i wielu kupców zerwaj
      ją, może to jest przyczyną jego śmierci? "....... tymczasem
      • zlotoslanos Re: 23.04.06, 19:31
        .... tymczasem cisza aż dzwoniła w uszach a w tej ciszy nagle rozległ się
        przeraźliwy dźwięk - to ręka denata z trzaskiem odwiesiła się nagle pod wpływem
        dotykania przez Kowalika i jajo kacze z impetem poturlało się po podłodze
        pod siedzenia. Kowalik nie zdążył jeszcze pomyśleć co się dzieje a już
        współpodróżni denata rzucili się na kolana w poszukiwaniu jaja. " Oho coś tu
        śmierdzi i to bynajmniej nie jajo " - pomyślał zadowolony komisarz. Sprawa
        drgnęła, może uda mu się przekonać żonkę na szybki numerek.
        • niedowiarek1 Re: 23.04.06, 20:13
          Przygoda mimo swojego wieku zaczął mysleć.Czemu kacze jajo? To musi być jakaś
          łamigłówka.Nie czekając aż sie to nieszczesne jajo znajdzie zapytał
          obecnych.Czy ktoś nie zauwazył jak denat jadł jajko niespodziankę?Na to pytanie
          nikt nie odpowiedział.Już wiedział że tak szybko ta sprawa się nie
          rozwikła.Malutkie kawałeczki po opakowaniu Kinder Niespodzianka uświadomiły mu
          jedno.Szybki numerek z zonka oddalił sie coraz bardziej.
          • tom.machine Re: 23.04.06, 20:53
            Podniósł z podłogi zabawkę z jajka. Malutki ludzik schodzący po drabince. O
            rety zawsze taką właśnie niespodziankę chciał mieć. Usiadł skrzyżowawszy nogi
            po turecku na podlodze i umiescił chłopka na szczycie drabinki po czym puścił.
            Plastikowy ludzik schodził szybko w dół wykorzystując prawa mechaniki.
            Uśmiechnął się do siebie i spuszczał ludzika co chwilę w dół. Stracił ochotę na
            szybki numerek z żonką. Oblizał wargi jezorem i sru chłopek znowu schodził po
            drabince. Ale super!
            • zlotoslanos Re: 23.04.06, 21:34
              Komisarz Kowalik z domu Przygoda , wrócił myślami do czasów swej młodości, oj
              drzewiej nie wiodło mu się najlepiej, gdyby prezydent pozytywnie ustosunkował
              się do jego prośby :
              img221.imageshack.us/img221/9923/listdoprezydenta9us.jpg
              nie przyjeliby go potem do policji, nie zostałby komisarzem , nie siedziałby
              teraz z tym ludzikiem w ręku za to migdaliłby się do swej żony. Zerknął na
              zegarek - no tak Tańce z Gwiazdami zakończone z sexu nici.
              • tgmen Re: 24.04.06, 00:29
                ...z sexu nici.

                Z zadumy wyrwał go nieśmiały głos tęgiej atrakcyjnej pięćdziesięciopięciolatki spod okna.

                - Panie Generale - zaczęła łkając - Skoro Pan już poznał nazwisko denata...to jest Ojca Dyrektora (dla przyjaciół Tada), nie będę ukrywać prawdziwego powodu naszej tu obecności...Ale muszę zacząć od początku.

                Komisarz Kowalik delikatnie skinął na aspirant Jakubczyk aby przygotowała się do notowania, po czym wcisnął się między okularnicę a tęgą Panią przy oknie, podając uprzednio swoją chusteczkę do nosa… - Proszę mówić, słucham.

                - Panie Generale! Jestem Sobecka. Anna Sobecka. Z wykształcenia jestem chemikiem i stąd uważam, że pornografią jest publiczne pokazywanie miejsc intymnych. Ale oczywiście mniejsza o to…. Jak już mówiłam jestem chemikiem więc naturalnie jestem też Instruktorem Naturalnego Planowania Rodziny wg metody prof. J. Rotzera. I tu zaczyna się cała historia.
                Po otrzymaniu doniesień o wywrotowej działalności „pewnych kręgów” – tu wymownie spojrzała na okularnicę i fircyka – poczułam naturalną konieczność, można powiedzieć narodowy obowiązek podjęcia walki z zalewającą nas falą demagogii, wie Pan- serwowaną przez tych…bezbożników!!!...Wsparta początkowo przez Ojca Tada miałam dotrzeć z pewnym tajnym projektem do samych BLIŹNIAKÓW:
                Projekt zakładał przeprowadzenie cyklu prelekcji uświadamiających kwestie Prawdziwych i Słusznych Metod Planowania Rodziny. Początkowo miałyby to być warsztaty twórcze, gdzie Ja razem z moim mężem- żołnierzem, mieliśmy pokazywać Praktyczne Metody Planowania.
                Niestety, mąż mój poinformował mnie że aczkolwiek rzeczywiście jest żołnierzem, to jest już jednak w stanie permanentnego spoczynku i raczej na praktykę w jego wykonaniu nie można liczyć…Za namową jednak Ojca Tada w jego rolę postanowił się wcielić tu obecny kolega Jurek, z którym wiąż mnie wieloletnia przyjaźń i którego aktywności jestem pewna….

                Pan Jerzy w czasie opowieści nerwowo przytakiwał głową, pozostała dwójka natomiast, ciągle usiłowała pod siedzeniami, najdyskretniej jak to tylko możliwe, wymacać jajo, które wytoczyło się z rąk denata…

                - … Zatem plan nasz zakładał przedzieranie się z tajnym planem, który ukryliśmy w trójkę w KACZYM JAJU….- kontynuowała Anna Sobecka

                Na hasło „KACZE JAJO” okularnica i fircyk nagle zesztywnieli i jak gdyby nigdy nic wrócili do czujnego przewracania stronic swoich magazynów…

                - Ojciec Tad nas ostrzegał, że już w Toruniu będziemy obserwowani. Nie przypuszczaliśmy jednak, że wrogi element posłuży się aż takim podstępem…Otóż Tu obecni Bandyci, Panie Generale, pod przykrywką świętowania Wesołego Alleluja, bo niby czemu ja mam nie wierzyć takim miłym katolikom, zgodziliśmy się połączyć nasze Jajka w tym oto koszyczku wielkanocnym i z radością podzielić się jeszcze ciepłymi przecież wspomnieniami z Wielkanocy…A oni Panie Generale, zrobili to tylko po to, aby wykraść nam KACZE JAJO, podsuwając za to takie same, ale bez planu i z zatrutą skorupką!!!!!!! Wiem o czym mówię! Przecież jestem Chemikiem z wykształcenia i uważam że pornografia to publiczne poka….

                - Tak, tak, Proszę Pani. To już wiemy. Czy zatem uważa Pani, że te tu młode osoby winne są śmierci Ojca Tada?- Komisarz zawiesił głos i w przedziale nastała pełna trwogi cisza….

                …Tymczasem z Wagonu Restauracyjnego WARS do przedziału wróciła brakująca osoba….
                • zlotoslanos Re: 24.04.06, 20:02
                  Drzwi rozsunęły się z trzaskiem :
                  - Kawa, herbata, sok - kobieta o zmęczonej twarzy zapytała beznamiętnym
                  głosem , trzymając oburącz podręczny wózek z akcesoriami do poczęstunku.
                  Kowalik poprawił się na siedzeniu wdzięczny kobiecie o zmęczonej twarzy, że
                  przerywa tym samym słowopotok Sobeckiej. Tylko on wiedział jak miał serdecznie
                  już dość tych kolejnych debilnych trupów. Co to kogo obchodzi czemu zszedł z
                  tego świata. Jednego do gara mniej, pokropić , klepnąć w cztery litery łopatą i
                  spoko. Ale nie, sraty pierdaty, protokoły zdarzeń, konstrukcje wydarzeń,
                  miliony godzin przesłuchań Sobeckopodobnych. Kowalik byłby się uśmiechnął do
                  kobiety ze zmęczoną twarzą i byłby zagaił :
                  - Dla mnie kawusia byle mocna - i już miał mrugnąć okiem ale... zauważył,że
                  kobieta od metalowego wózeczka szykuje się do foto denata swym podręcznym
                  Siemensem.
                  - Proszę stąd wyjść - wrzasnął Kowalik przeskakując nogi obecnych i starając
                  się wypchnąć fotoamatorkę.
                  - Proszę natychmiast stąd wyjść, młooooooooooooooody pooooooosiłki!!- krzyknął
                  w przestrzeń korytarza, przez moment uzmysławiając sobie,że głodny jest i nie
                  miałby nic przeciwko porządnemu obiadowi.
                  - Ale pan przestanie, niech pan puści, co pan robi - zaczęła szamotać się z
                  Kowalikiem kobieta o zmęczonej twarzy.
                  - Oskarżę pana o przemoc fizyczną i molestowanie, niech mnie pan nie dotyka w
                  moje biodroooo, zasrana glino - przestała panować nad sobą gdy Kowalik objął ją
                  w pas oburącz i usiłował wynieść z przedziału .
                  - Aaaaaaaaa wygrałaaaaaam licytację na legitymację tego dupka, zerwał ją bez
                  podania przyczyny, daaaaaj pan zrobić fotoooooo zasrana glinoooooooooooooo jego
                  mordyyyyyyyyyyyy.
                  - Daaaaaaaaaaaaaaj - echem niósł się jej głos a współpasażerowie denata
                  spojrzeli po sobie przejmująco aczkolwiek z zachowaniem kamiennych, pokerowych
                  min.
                  • zlotoslanos Re: 24.04.06, 20:12
                    Bo gra toczyła się o wielką stawkę, stawkę większą niż życie, co było widać na
                    załączonym obrazku jak ulał z siniejącej już twarzy denata, który wnioskując po
                    powierzchowności miał tę grę już głęboko gdzieś.
                    • illiterate Re: 25.04.06, 18:18
                      ...mial te gre juz gleboko gdzies.

                      Rosnace napiecie przerwal dziwny dzwiek. Pasazerowie zaczeli z niepokojem
                      rozgladac sie wokol siebie. Skad dobiegal ten charkot dzikiego zwierzerza?

                      - To on! krzyknela Kazia. - On! - i zadowolona z efektu oraz faktu, ze uwaga
                      obecnych skupila sie na niej, dramatycznym gestem wskazala denata.
                      Denat drgal, a dziwny dzwiek dobiegal wlasnie z jego gardla.
                      -Kochany! Bedziesz zyl! - Elegancki mlodzieniec podniosl sie z siedzenia i
                      kleknal nad domniemanym trupem. Zanim ktokolwiek - a tymbardziej dziwnie
                      nieobecny Kowalik - zdolal go powstrzymac, wpil sie w usta charczacego Tada i
                      pocalowal namietnie. Tad podrgal jeszcze chwile, poczym wyplul kawalek jaja i,
                      nagle oprzytomnialy, zapatrzyl sie milosnie w oczy pochylajacego sie nad nim
                      chlopaka.

                      Inspektor Kowalik poweselal. Perspektywa figli z zona jednak nie byla tak
                      odlegla! Tylko - zaraz, zaraz - myslal - czy odkurzacz aby na pewno dziala i
                      czy kupilem to pol kilo gipsu? Bo gips zdaje sie wyszedl, a bez odkurzacza i
                      gipsu to zadna zabawa... Hm, jesli to nie wypali, moze zona zgodzi sie na
                      paprotke i kota sąsiadów? - kombinowal goraczkowo. Z marzen wyrwalo go gromkie
                      pukanie do drzwi przedzialu. Niemozliwe - pomyslal - dalbym sobie glowe uciac,
                      ze za drzwiami tloczylo sie siedmiu krasnoludkow...
                      • tgmen Re: 25.04.06, 21:24
                        ...tymczasem oczom inspektora ukazała się postać mężczyzny:

                        - Chrust, świerzo zbierany- czy mają Państwo ochotę na świeży chrust? - zapytał mężczyzna?

                        - A gdzie Panie taki piękny chruścik można zebrać...- zapytał starszy, dostojnie
                        wyglądający siwowłosy mężczyzna z wąsami.

                        - Och, ja to precyzyjnie nie wiem. Kobita mi moja nazbierała. Teraz sprzedaję a za zarobione pieniądze kinkieciki prawie nowiutkie zamówione już mamy w kastoramie...

                        Posłanka Anna Sobecka aż mlaskała z podziwu i zachwytu podczas gdy Okularnica w średnim wieku aż pieniła się ze złości.....

                        • tom.machine A jakże by inaczej. Interludium 25.04.06, 21:40
                          Drzwi do przediału otworzyły się z piskiem. W nich ukazał się stary dobry
                          Rewolwerowiec ale jakiś inny, odmieniony. Uśmiechał się i obejmował przemiłą
                          brunetkę. Kolty gdzieś zgubione, szklane oko stało się naturalne, nowy
                          kapelusz, nowe buty skórzane a ostrogi dzwoniły o podłogę.
                          Miny wszystkich zrzedły bo spodziewali się ponownej strzelaniny i Biedronia
                          podążającego za swym obiektem pożądania. Nic z tego. Rewolwerowiec tylko się
                          uśmiechnął serdecznie, zasalutował dwoma palcami unosząc rondo kapelusza i
                          wyszedł ze swoją księzniczką drugimi drzwiami.
                          A za nimi spotkał Foruma101 ale co z tego wynikło w następnym Interludium.
                          Tymczasem chwila przerwy w intrydze skończyła się i opowiadanie weszło na swój
                          właściwy tor...
                          • tgmen Re: A jakże by inaczej. Interludium 25.04.06, 21:47
                            > właściwy tor...

                            Niestety "właściwy tor" okazał się nie do końca właściwy. Starsza Zwrotnicowa- Wiesława Pakość z 3,5 promila we krwi nie do końca przestawiła swoje "narzędzie pracy". Zwrotnica zatrzymała sie w połowę drogi...

                            Pociąg złapał jakąś taką niepopisaną chubotność...i z impetem wgłąb runął z nasypu.

                            W naszym przedziale zakotłowało się...

                          • zlotoslanos Re: A jakże by inaczej. Interludium 25.04.06, 21:50
                            Chwila przerwy trwała zbyt długo. Za Rewolwerowcem pozostał tylko odgłos jego
                            nowo podzelowanych butów a w pamięci niepokojący czerwony kolor korali jego
                            towarzyszki. Sobeckiej rozkręciły się loki ze zdziwienia i sterczały teraz jak
                            kępa chrustu, wyprostowane zęby okularnicy w średnim wieku poskręcały się
                            natomiast nader niepokojąco. A Kowalikowi odbiło się zbukiem. Zerknął na Tada
                            Dziewięć z obrzydzeniem : jak on to zmartwychwstanie wielkanocne wytłumaczy w
                            protokole ech ciężki jest żywot ludzi na stanowisku....
                        • illiterate Re: 25.04.06, 21:50
                          -Chrust-srust - zachuczal nieuprzejmie donosny glos gdzies na wysokosci kolan
                          siedzacych. - Panie, co pan tu glowe ludziom jakimis patykami zawracasz, kiedy
                          tu jest powazna sprawa... milosna... - glos zmiekl. Oczy pasazerow skierowaly
                          sie na wlasciciela glosu, bardzo nieduzego osobnika w uroczym czerwonym stroju
                          i takiejz czapeczce, ktory z luboscia przygladal sie splecionym w uscisku i
                          zupelnie zajetych soba mezczyznom.

                          - Chlopaki! Wy czekacie na korytarzu, bo tu miejsca nie ma, i jak sie zrobi
                          tlok, to znowu bedzie ze krasnoludki zrobily - krzyknal w kierunku korytarza.
                          No... - przecisnal sie do konca miedzy nogami stojacych, wdrapal sie na
                          skladany stoliczek kolo okna, sapnal i poprawil pas z klamra na wystajacym
                          brzuszku. No, to jak bedzie z tymi tutaj? Moze pani mi powie? I skierowal
                          oskarzycielski paluch w kierunku mocno zacukanej poslanki, ktora raptem
                          przestala mlaskac, a poczela przelykac nerwowo sline.

                          -Pani sie teraz zastanowi, a ja jedno powiem - zarzadzil poczym popatrzyl
                          bystro na Kowalika i wycedzil, mruzac groznie oczy - zadne tam 'krasnoludki', i
                          zadni tam - antycypuje! - 'czerwoni'. Jestesmy 'vertically challenged', mlotku.
                          A poglady polityczne nie maja tu zadnego znaczenia, bo to (glos znowu zmiekl)
                          sprawa sercowa...
                          • totalna_apokalipsa Re: 25.04.06, 23:00
                            Kowalik wyciągnał chustke, przetarł czoło i westchął..."Szlag by to wszystko
                            trafił " - pomyslał na przydechu a potem zebrał się w sobie:
                            -Cholera jasna , wynosić mi sie z przedziału, raz!!! Już , bo was wykopię z
                            buciora w tyłek, hołoto niewychowana , wyjazd!Na korytarz ! won, czerwoni, nei
                            czerwoni, karły , i co by tam jeszcze wyyyyyyjaaaaaazd!

                            Czerwoni popatzryli po sobie niepewnie, wzruszyli ramionami i wyszli z
                            przedziału, pukając się w czoło Kowalik zauważył , ze każdy z nichmiał na
                            plecach czerwonej sportowej bluzy napis "Cyrk Iwanowa" .

                            "No własnie, cyrk " - pomyslał, a potem skinął na aspirant Jakubczyk
                            - Wyjmij no sprzęt i ustaw łącznosć- zadysponował

                            Po chwili na składanym stoliku pojawił się lekko poklejony i odrapany laptop, a
                            sprawne palce aspirant Jakubczyk pogmeray po klawiszach i wszyscy zobaczyli
                            wizytówkę Billa Gatesa w postaci zawieszajacej się wiecznie cholery Windows 98
                            na ekranie, który to dla Kowalika był synonimem luksusu, dobrobytu i krainy
                            miodem i mlekim płynacej Dzordzo Dabliu Buszolandii

                            - Sprawdż go – wysyczał Kowalik

                            Aspirant Jakubczyk znowu pogmerała po klawiszach i ustaliła tajemniczą stronę :

                            - Co mam na niej wpisać ? – Zapytała wdziecznie
                            - No jak to co? – Kowalik był Zniecierpliwony – Tad9 , pzrecież, Tad 9 i mów mi
                            jakie są dane , raz! Wpisuj!

                            www.uw-team.org/index.php?id=nick/nick
                            • roraima Re: 25.04.06, 23:15
                              Aspirant śpiesznie zastukala paznokciami w opływową klawiarę. Cholera. Zawiesił
                              się. Ponowila probę, i jeszcze raz i jeszcze. Co jest? pomyślala zmieszana,
                              przecież zwykle olewam, ze patrzy mi na ręce...ze zlościa powoli wbiła te cztery
                              zlowieszcze znaki. Na prożno. Wciąz złośliwie znikaly z monitora zanim zdązyla
                              je zatrzymać kursorem. Jakiś zimny dreszcz przebiegl jej po plecach.
                              -nie da się - wyjakała - nie da się go sprawdzić!
                              • totalna_apokalipsa Re: 25.04.06, 23:28
                                - Cholera- pomyslał Kowalik - to musi byc jakaś głębsza afera, tester nicków
                                opracowany przez CBŚ go nie chwyta, jest utajniony

                                Popatrzył półprzytomnym wzrokiem na Tada9, który z zielonym kolorem twarzy
                                odzyskiwał powoli przytomność i dochodził do siebie krztusząc sie i charachajac
                                w zdziękiem na stojące obok jajka...

                                I nagle, nagle Kowalik poczuł sie jak zalewa go zimy pot Iwanow, Iwanow, cyrk
                                Iwanow ...Tak , już to gdzieś słyszał, tylko gdzie? No gdzie...To nei był cyrk
                                rosyjski, leciał w pamieci jak przez wyszukiwarkę stron w wersji
                                niezawieszjacego sie Billa Kowalik Gatesa II, udoskonalonej i o neibo lepszej
                                niż wersja jego wujka zza oceanu...Iwe, iwa, iwo, Iwanow - białoruska szajka
                                podszywajaca się pod cyrk.

                                - cholera - wrzasnał na cvały głos - to są szpiedzu z Białorusi!
                                Wypadł na korytarz., ale po szerwonych nei został nawet ślad...
                                • roraima Re: 25.04.06, 23:34
                                  cisza panująca na korytarzu zaczynala powoli dzialać mu na nerwy. Miał wrażenie,
                                  ze sprzysięgly się przeciwko niemu wszystkie siły z grawitacją wlacznie. W
                                  skrajnej furii pokręcił glową jakby sam sobie przeczył i wysyczał patrząc na
                                  Aspirant i na wciąż nie do konca ten tego Tada
                                  -Ja was...ja was...
                                  • totalna_apokalipsa Re: 25.04.06, 23:44
                                    I zapewne stałoby się cos strasznego, gdyby nagle spod ściany nie rozległ sie
                                    lekko sepleniacy głos brunetki w czerwonych okularach, która zaczynała sie
                                    Kowalikowi nawet podobać. przynajmniej z nim rozmawiała, albo starala sie, co
                                    odróżniało ja od reszty przedziału, zajętego reanimacją udławionego Tada9.

                                    - Ja wiem, o kogo ci chodzi , to znaczy , o kogo panu inspektorrowi chodzi...
                                    No ci, czerwoni, ci mali, z tego Iwanowa, ja wiem, kto ich nasłał...Maria
                                    Janion pisała o tym kiedyś, gdyż przysnił się jej duch Słowackiego i opowiadał
                                    o tym, ze niebezpieczeństwo nadciąga ze wschodu ze strony jakiegoś Lukasza,
                                    Łukaszowa, Łukasze..no nie pamietam . Ale Słowackiemu można wierzyć,
                                    przewidział Jana Pawła II w wierszu
                                    ( tu Sobecka upadła na kolana i zaczeła głośno modlić sie za dusze Wielkiego
                                    Polaka świątego )- a Kazimiera ciagneła niezrazona:
                                    - No wiec przewidział JPII, przewidzial LSD, więc i tego tam przewidział,
                                    zaraz tego poszukam ...
                                    I Kazimeira wycviągneła gigantyczną czarną torbę pełną papierzysk:
                                    - Zarraz, zarraz
                                    • totalna_apokalipsa Re: 25.04.06, 23:49
                                      - No mam! Nasze kólko feministyczne zrobiło taką wizualizacje snu pani
                                      profesor i tak to mneij wiecej wygląda, inspektorze. Tak tak, Slowacki lubil
                                      koszmary, wiec prosze sie nei pzrerazić .

                                      Kazimiera wyciągneła przenośny odtwarzacz diviksów i podetkneła pod nos
                                      Kowalika a nastepnie nakazała mu kliknąć na film drązcymi dłońmi.
                                      szymon.onet.pl/1122595,2,filmy.html
                                      • illiterate Re: 26.04.06, 12:06
                                        Hm, tak - wasaty facet w sukni, rzucanie miesem, tak... Po obejrzeniu filmiku
                                        inspektor blyskawicznie pograzyl sie w monologu wewnetrznym, tak przeciez
                                        zgodnym z regulami gatunku. Nie zwazajac na coraz glosniejsze modly poslanki,
                                        ktora z kleczek przygladala sie calujacej sie parze mezczyzn z - dalby sie za
                                        to pokroic! - rosnaca fascynacja, Kowalik zdecydowal: musi dzialac. Inaczej
                                        nici z przyjemnosci z zona... kot i paprotka? A moze... moze duze tekturowe
                                        pudlo, remontowa taśma maskujaca i... i... o! Tak! I krasnal ogrodowy... Tfu,
                                        do diabla, jaki krasnal?!!

                                        Z niespokojnych marzen wyrwalo Kowalika mocne pukanie w kolano. - Ej! Ej,
                                        czlowieku! Kowalik spojrzal w dol - Tad siedzial, juz calkiem przytomny na
                                        podlodze, czule podtrzymywany przez swojego chlopaka. - Jaka zona, czlowieku?!
                                        Jaki kot i paprotka, pudlo czy krasnal?! Meska milosc, czlowieku... wszyscy
                                        jestesmy co najmniej biseksualni...
                                        • tgmen Re: 26.04.06, 12:47
                                          ,...co najmniej biseksualni...

                                          Nagły, potężny cios ponownie sprowadził Tada do pozycji leżącej.

                                          - Milczeć!!!- krzyknął Kowalik ale gdzieś w głowie głos rozsądku skarcił go: "Brutalnością nieuniknionego nie zmienisz...pogódź się ze swoją podświadomością...kieruj sie sercem...nie sterotypami. Końcówki nie muszą być kompatybilne...
                                          Liczy się uczucie, emocje, pasja!!!"

                                          Instpektor osunął się na podłoge i skrył twarz w swych mocnych, spracowanych policyjnych dłoniach. Wszyscy pasażerowie już wiedzieli, że oto w głowie Kowalika dzieje się prawdziwa walka żywiołów...
                            • niedowiarek1 Re: 25.04.06, 23:16
                              Nie zdążył nawet napisać jednej litery.K
                              • niedowiarek1 Re: 25.04.06, 23:31
                                Kiedy rozległ się donośny głos.Piwo,piwo komu mocne tanie piwo.Osobnikowi który
                                proponował ten trunek na widok inspektora głos zamarł.O żesz w mordę ale
                                niefart.(nawet w pociągu spotykam te gline)Co to jest? Wydarł się
                                inspektor.Burdel,piwiarnia ,czy miejsce przestępstwa.Jakubczyk zarekwirować
                                natychmiast cały zapas browaru.Przeliczyć i zabezpieczyc.
                                • zlotoslanos Re: 26.04.06, 18:06
                                  Facet z piwem chcąc zyskać na czasie z przytupem zaintonował mocnym trzecim
                                  głosem :
                                  - Czerwoneeeeeee koraleeeee, czerwone niczym winooooo, czerwoneee koraleeee,
                                  czerwona jarzębiiiiiina i łzy wszyyyyystkich dzieeewczyn, które mógłbym
                                  kooochać - Sobecka poprawiła namiętnie swe wyprostowane na chrust loczki, co
                                  oni z tym czerwonym czerwone okulary, czerwone korale, czerwony nasz krawat
                                  przewodniczący wie co w trawie piszczy - uśmiechnęła się pod wąsem . Gdy nagle
                                  facetowi z piwem głos zamarł w pół słowa gdyż nagle dostał od Kowalika w pysk.
                                  - Milczeć ty psi ryju!!!! Zapomniałeś jak się garuje? Gwint ci się naprawił,żeś
                                  taki cwany????
                                  • zlotoslanos Re: 26.04.06, 18:19
                                    Facet nagle zauważył siedzącego w kucki Tada :
                                    - Siema ziomuś kopa lat, Dziewiona moja kochana daj pyska, żeś mi pomógł zjeść
                                    grypsa a tego się brachu nie zapomina oj nie. Co ci te sku..ele zrobili dam
                                    cynk kloszardom dworcowym i ich rodzone mamuśki nie poznają, no co?
                                    Facet pochylił się nad Tadem siedzącym w kucki a Tad zwany inaczej Dziewiona
                                    zrobił minę jak zbity pies spaniel , ryj jak mrówkojad i wydukał :
                                    - Jajo.
                                    - Ja ciem jajo - i rozpłakał się pocierając piąstkami swe śliczne spłowiałe od
                                    starości ślepka - auuuuu, auuuuu - i nagle ni stąd ni zowąd facet od piwa
                                    wyprostował się i na cały regulator zaintonował trzecim głosem :
                                    - Cze-rwo-ny au-to-bus, po ulicach mego miasta mknieeeeeee tralalalalalala dyry
                                    dyry dutki gospodarz malutki, encie pencie w której ręce? - z uśmiechem
                                    stroskanej matki zbliżył się do twarzy Tadzika ( czyżby łączyło ich coś więcej
                                    nad wspólne grypsowanie et miłość nie zna granic )
                                    • niedowiarek1 Re: 26.04.06, 22:20
                                      A poszedł won.Nie przy ludziach.Widzę że skłonności do tych klejnotów ktoś
                                      próbował użyć, aby Cię przenieść w zaświaty.Mówiłem Ci nie raz, że to jest
                                      zgubny nałóg.Najmadrzejszy ispektor Kowalik powiniej szybko dojśc do
                                      wniosku,której z obecnych tu osób na tym zależało.Ale on ma w tej chwili figle
                                      w głowie z żonka i zapomniał do czego potrzebny jest rozum.
                                      • zlotoslanos Re: 26.04.06, 22:27
                                        Tymczasem pociąg powoli wtoczył się w sam środek chruścianego pola, na którym
                                        niepokojąco odbijały się tajemnicze kręgi. Obecni biegiem powstali by zająć
                                        lepsze miejsce przy oknie. Nie może być, potrząsali z przekąsem głowami - XXI
                                        wiek a baba w sobie znanym tylko schemacie zbierała chrust do domu , poruszając
                                        się zgrabnie po chruścianym polu ruchem konika szachowego, zataczała kanciaste
                                        kręgi.
                                        • tgmen Re: 26.04.06, 22:39
                                          ...pyzata posłanka Anna aż mlaskała z podziwu delektując się tym sielskim widokiem podczas gdy okularnica podrygiwała z oburzenia wstrząsana spazmami złości...

                                          A baba kanciate kręgi zataczała...i chrustu miała na plecach w chuście więcej, niż sama ważyła...ot fenomen...

                                          - Ot, swojska, mądra kobieta znająca swój cel w życiu - zaczął Pan Jerzy...
                                          • zlotoslanos Re: 26.04.06, 22:43
                                            A Tad Dziewiona dokończył , spoglądając na swego partnera :
                                            - Chłopcze ucz się , toć to bowiem sytuacja sprzyjająca nauce.
                                            • tgmen Re: 26.04.06, 22:44
                                              Biedroń dyskretnie wytarł kąciki ust...

                                              Oto poznał co znaczy mądrość życiowa...
                                              • zlotoslanos Re: 26.04.06, 22:47
                                                A mądrość życiowa kazała mu znaleźć się o odpowiedniej porze w odpowiednim
                                                miejscu, poślinił bezwiednie wskazujący palec. Zamyślił się nad sensem życia...
                                                • zlotoslanos Re: 26.04.06, 22:52
                                                  A sens życia to nie tylko gadanie ale i spanie, zwinął się zatem Biedroń na
                                                  podłodze obok siedzącego nadal w kucki Tada, przyjął pozycję embrionalną i
                                                  nadal ssąc swój wyssany do granic przyzwoitości paluszek błogo zasnął . Pupu na
                                                  moje bubu hrrrrrrr
                                                  • roraima Re: 26.04.06, 23:11
                                                    a za oknem mijały w rytmicznym stukocie kolejne zagony kapusty i buractwa
                                                    totaktoto taktoto taktoto tak...
                                                  • zlotoslanos Re: 27.04.06, 17:10
                                                    Skumbrie w tomacie pstrąg
                                                  • tom.machine Re: 27.04.06, 21:01
                                                    A w czwartym siedzą same grubasy i jedzą tłuste kiełbasy.
                                                  • tgmen Re: 28.04.06, 16:17
                                                    ...Anna Sobecka zagryzała pętko jałowcowej podsuniętym przez Pana Jerzego pomidorkiem...Nawet inspektor Kowalik dał się porwać nastrojowi sielanki odwinął ze sreberka swoje jajejczko, tak pieczołowicie przez żonę zapakowane.
                                                    - Przepraszam, czy ma ktoś może odrobinkę majonezu? - zapytał Inspector...- albo choć musztardkę...
                                                    - Z mazideł to służymy żelem nawilżającym- powiedział ochoczo Biedroń...- mogę Panu inspectorowi wycisnąć...

                                                    Kowalik na te słowa tylko sie wzdrygnął i szybko, aby odegnać obrazy sprzed kilku chwil gorączkowo zatopił wzrok w pętku kiełbasy Anny S...


                                                  • niedowiarek1 Re: 28.04.06, 17:17
                                                    Oj, zjadło by się kawałek takiej kiełbasy,pod kielonek jałowcówki.Ech,za komuny
                                                    jeden złapany cinkciarz i już druga wypłata wpadala bokiem.A teraz?Jajo na
                                                    śniadanie i jeszcze te obelgi.Sam sobie tym żelem posmarować możesz
                                                    P.Biedroń.Po śniadaniu wszyscy wychodzą,zostaje P.Sobecka.CO SIĘ TAK OBLEŚNIE
                                                    UŚMIECHASZ BIEDRON? Będzie przesłuchanie a nie j..........e.
                                                  • margot_may Re: 30.04.06, 04:48
                                                    - aspirant jakubczyk! zebrać wszystkich i zaprowadzić do przedziału obok!
                                                    żadnych telefonów, żadnego wychodzenia, wszyscy mają grzecznie czekać aż skończę
                                                    z ta panią! wykonać.

                                                    aspirant wyprostowała się jak struna i zebrała swoje opierające się i kwękające
                                                    stadko niczym mama kwoka.
                                                    drzwi się zamknęły i w przedziale został tylko inspektor z dziwnie uśmiechniętą
                                                    sobecką.

                                                    - widzę, że wreszcie poszedł pan po rozum do głowy i zrozumiał, że ja tu jestem
                                                    najważniejsza! - sobecka założyła nogę na nogę i wypięła dumnie pierś.
                                                    inspektor skrzywił się i wyciągnął paczkę fajek.
                                                    zapalił.
                                                    - przebywa pani tutaj jako podejrzana, proszę odpowiadać na moje pytania.
                                                    sobecka przyozdobiła swą fizys w uśmiech leniwej łasicy i wolnym ruchem zmieniła
                                                    nogę na nogę dzięki czemu inspektor mógł zobaczyć, że podejrzana nie ma majtek.
                                                    wzdrygnął się, ale że był człowiekiem zasadniczym rzucił:

                                                    - zdaje się, że ubierała się pani dzisiaj w wyjątkowym pośpiechu...?
                                                    - lubię kiedy przewiewa mi miejsca intymne... inspektorze... - sobecka posłała
                                                    mu zalotny uśmiech, który jednak odbił się od mentalnej tarczy twardego gliny.
                                                    - wcześniej wspominała pani coś o jakimś planie... który stworzyliście
                                                    wspólnie... chciałbym się z nim zapoznać.
                                                    - oczywiście. niech tylko znajdę... kopię...

                                                    sobecka była nad zwyczaj chętna do współpracy...
                                                    wygrzebała ze swojej torebki z krokodylej skóry tajemnicza brązową kopertę.
                                                    "może wreszcie ta p... sprawa ruszy do przodu" pomyślał inspektor i złapał
                                                    chciwie kopertę. "no no, dużo tego" inspektor otworzył, wyjął zawartość i
                                                    przeżył największy wstrząs w swoim pełnym niespodzianek życiu...

                                                    zdjęcia, tylko zdjęcia. jakieś postacie, blondynka na pierwszym planie, goła
                                                    jak święty turecki, innym razem w skórach, z pejczem, w masce... sobecka!
                                                    dzielny inspektor zacisnął powieki, żeby pozbyć się tego widoku, ale ciągle go
                                                    widział! zadrżał i pobladł! ugięły się pod nim kolana i zdjęcia wypadły z rąk.
                                                    biedny inspektor zakwilił...

                                                    - oooch! pomyliłam koperty! to materiały, wie pan, z moich badań nad
                                                    pornografią. czy mówiłam juz panu... - sobecka czerwona jak piwonia rzuciła się
                                                    na kolana zbierać rozsypane po podłodze kompromitujące dowody.
                                                    ale inspektor jej nie słyszał, czując niemoc, zaryczał niczym zarzynana owca i
                                                    spróbował wcisnąć się pod siedzenie.

                                                    mrożący krew w żyłach okrzyk usłyszało znane nam towarzystwo siedzące dotychczas
                                                    grzecznie w sąsiednim przedziale. nie minęła nawet sekunda, a do przedziału
                                                    wdarła się żądna wiadomości grupa szturmowa z aspirant jakubczyk na czele.
                                                    aspirant jednym spojrzeniem oceniła sytuację: pryncypał łkający pod siedzeniem i
                                                    sobecka, podejrzana, na podłodze trwożliwie chowająca coś za plecami!

                                                    jakubczak nie wahała się ani chwili. sprowadziła podejrzaną do parteru. już
                                                    dawno chciała to zrobić. sobecka znalazła się na brzuchu przyszpilona zgrabną
                                                    stopką w wypucowanym do połysku czarnym glanie nr. 39. dla towarzystwa
                                                    wspomaganym lufą służbowego pistoletu wbijającym się teraz sobeckiej w kark.
                                                    - gadaj co mu zrobiłaś, ty stara prukwo!! - wrzasnęła aspirant.
                                                    - mmmee, mee...- zabeczała sobecka.
                                                    - no...! ale już!
                                                    - ja... nic. - sobecka postanowiła udawać głupią.
                                                    - nie udawaj głupiej!

                                                    niestety aspirant pochłonięta zdobywaniem zeznań nie zauważyła zamiarów nowaka.

                                                    -bij, kto w boga wierzy!! - z takim okrzykiem ten oto pochylił się, schował
                                                    głowę w ramiona i z okrzykiem rannego tura runął na jakubczak zbijając ją z nóg.
                                                    sobecka uwolniona od swej prześladowczyni poczęła zgarniać pod siebie zdjęcia.

                                                    reszta towarzystwa skamieniała dotychczas ze zdumienia podjęła wzmożone
                                                    działania: biedroń rzucił się na podłogę i próbował wyciągnąć spod ławki i
                                                    utulić kojącymi pieszczotami kwilącego inspektora. ciągnął go przy tym za nogę.
                                                    inspektor nękany straszliwymi wizjami wolał kryjówkę pod siedzeniem, i na próby
                                                    wyciągnięcia go reagował wierzganiem. tad szarpał za łokieć sobecką. myślał
                                                    biedak, że ta niemrawa staruszka nie może wstać. sobecka zaś próbowała uwolnić
                                                    się od tada i lec na podłodze, najlepiej na brzuchu, zasłaniając sobą wyuzdane
                                                    fotki...
                                                    jakubczak zaś i nowak tarzali się po siedzeniach w szale bitewnym. aspirant
                                                    założyła mu właśnie swoistego podwójnego nelsona i starała się udusić go udami.
                                                    nowal zastanawiał się natomiast, gdzie ugryźć ta wściekłą glinę. apokalipsa!

                                                    a co robiła kazia?! kazia stała na środku, zachowując zimną krew w obliczu tego
                                                    pandemonium, i czegoś szukała... czego, jak myślisz drogi czytelniku?
                                                    "tak jest! hamulec bezpieczeństwa!" kazia capnęła z wajchę...

                                                    i w jednej chwili pociąg stanął dęba. rozległy się okrzyki przestrachu. wszyscy,
                                                    którzy jeszcze trzymali się na nogach teraz przestali. a kazia pchnięta siłą
                                                    bezwładności wpadła prosto w silne ramiona tada.
                                                    kiedy wizg hamulców ucichł, a pociąg znieruchomiał, wszystko otuliła dzwoniąca w
                                                    uszach cisza. kazia otworzyła oczy i napotkała płomienne spojrzenie tada. oooch!
                                                    zamknęła szybko powieki i nadstawiła usta ułożone w kuszący dzióbek...

                                                    - hola! zbieraj, kochaniutka, łapy od mojego chłopaka!! - to biedroń czuwał...
                                                    kochankowie zostali rozdzieleni zanim jeszcze nimi zostali... niczym romeo i julia.

                                                    ale co to? na korytarzu zadudniły kroki i drzwi przedziału otworzyły się
                                                    ukazując wąsate oblicze kanara z czerwonym nochalem... w towarzystwie dwóch
                                                    sokowców...
                                                    - co to, k.rwa, za burdel?! - wrzasnął wąsacz.

                                                    no, doprawdy, po co pytał, skoro sam poinformował się o charakterze spotkania
                                                    naszego towarzystwa.

                                                    - kto pociągnął za hamulec bezpieczeństwa...?!
                                                  • roraima Re: 30.04.06, 11:23
                                                    - to ja, przez pomyłkę - słodko i niewinnie a zarazem przytomnie odezwała się
                                                    Kazia - zrobiło mi się trochę słabo i chciałam sie czegoś przytrzymać, przykro
                                                    mi, że sprawilam kłopot - uśmiechnęła sie przepraszająco i dodała z szelmowskim
                                                    błyskiem oka - sięgałam właśnie po przysłowiowe męskie ramię ale kobieta nie
                                                    zawsze może na nie liczyć, jak sam pan pewnie wie.
                                                    Czar Kazi udobruchał intruza
                                                    -no, no..., słabo? okno otworzyć! Może w ciąży? Co mam nie wiedzieć? Wiem jak to
                                                    jest, sam trójke mam. No ludzie, rozejść się, tu tylko kobieta zasłabła, nie ma
                                                    nic ciekawego, no już, do swoich przedziałów.
                                                  • margot_may Re: 06.05.06, 01:10
                                                    - to było chyba niepokalane poczęcie... - prychnął nowak z pomiędzy ud aspirant.
                                                    niepokalane poczęcie nie wiedzieć czemu zaniepokoiło kanara:

                                                    - ale chłopa to pani ma..? bo to teraz kobietom się wydaje, że one same
                                                    potrafią... a dziecko bez ojca...! sam wiem, nieraz trzeba było pasem przyłożyć.
                                                    a kobita w ręku słaba. i te, banki..., te... męskich płynów... ale pani chyba
                                                    nie... - kanar spojrzał z niepokojem na brzuch kazi i cofnął się o krok.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja