samber
29.01.03, 09:20
Witam.
Poczytałem trochę Waszych wypowiedzi tutaj, poczytałem trochę "Wysokich
Obcasów", trochę zadry, zapoznałem się z forum gender oraz z wypowiedziami
osób studiujących na gender.
I mam jeden problem.
Otóż lubię być mężczyzną, ze wszystkimi, dobrymi i złymi cechami
charakteryzującymi mężczyzn. Piszę - złymi, ponieważ daleki jestem od
przekonania, że można stworzyć jakiś ideał człowieka. Tymczasem oglądałem
wczoraj w tv rozmowę z dwoma paniami, które żaląc się, że "dziś prawdziwych
mężczyzn już nie ma" sugerowały, że prawdziwy mężczyzna to taki, który
zachowując te cechy bycia mężczyznom, które owym paniom odpowiadają
(stanowczość, zdecydowanie, umiejetność radzenia sobie z życiu, szarmanckość
wobec kobiet, a także pewne cechy natury, obecnie, już czysto estetyczne -
odpowiednia budowa ciała, powinien posiadać także pewne cechy kobiece. Z
swoich kontaktów z przedstawicielkami feminizmu i ich wypowiedziami, wynoszę
iż jest to ideał mężczyzny bliski ich duszom.
Drogie panie, dlaczego chcecie mnie pozbawić poczucia "bycia mężczyzną"?
Przyznaję, płeć moja ma pewne wady. Jednak czy są one aż tak rażące, że
trzeba przerobić całą płeć by się ich pozbyć? Bo to, czego się z wymienionych
lektur dowiedziałem na to właśnie wskazuje. Znalazłem gdzieś, chyba na
liście "gender", wyrażone przez jedną z dyskutantek marzenie, że najlepiej by
było, gdybyśmy wszyscy byli jednopłciowi, bo wtedy nie byłoby żadnych różnic.
Oczywiście, nie odnoszę się tu do postulatów społecznych feministek, bo
akurat nie one mnie niepokoją. Jestem prostym człowiekiem i nie mam nic
przeciw równouprawnieniu. Nie podobają mi się tylko te manipulacje przy mojej
płci.
Pozostaję wiernym czytelnikiem.