Gość: barbinator
IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl
05.02.03, 11:29
Ciekawi mnie czy robiąc zakupy w hipermarkecie zwróciliście kiedyś uwagę na
osoby myjące podłogi?
Zazwyczaj jest to liczna grupa pracujących metodą "tradycyjną" czyli mopem
oraz kilka samojezdnych automatów myjących obsługiwanych przez kierowcę.
Czy zauważyliście, że w pierwszej grupie są WYŁĄCZNIE kobiety, zaś kierowcami
wózków sa WYŁĄCZNIE mężczyźni?
Zawsze mnie ciekawiło jaki jest mechanizm takiego podziału. I właśnie
wczoraj, przy okazji przeprowadzania pewnego małego eksperymentu o którym
piszę na innym wątku a polegającego na obdzwanianiu moich znajomych
prowadzących firmy i zadawaniu im pytania o to, czy mają zwyczaj mniej płacić
pracownikom przed wojskiem (wynik eksperymentu: "oczywiście, że nie, skąd ci
to w ogóle przyszło do głowy?? - daje do myślenia w kontekście rzekomo
ekonomicznie uzasadnionych przyszłą ciążą niższych pensji dla kobiet)
dowiedziałam się ciekawej rzeczy.
Jedna z osób z którą rozmawiałam potrzebowała kiedyś operatora wózków
widłowych, zamiast zatrudniać nowego pracownika zaproponował swoim
pracownikom ukończenie odpowiedniego kursu - zgłosiła się kobieta a ponieważ
mój znajomy jest człowiekiem rozsądnym, więc bez wahania opłacił jej kurs
(była na nim jedyną kobietą...). Jak się okazało słusznie, gdyż pracownica
radzi sobie doskonale. Przy okazji dowiedział się że w swojej poprzedniej
pracy kobieta też starala się dostać skierowanie na taki kurs - niestrety
bezskutecznie.
Ta poprzednia praca to był właśnie hipermarket, którego zarządca zaproponował
pracownikom przeszkolenie w zakresie prowadzenia automatów myjących - jednak
mimo zainteresowania ze strony kobiet, przyjęci zostali wyłącznie mężczyźni.
Po ukończeniu takiego kursu mężczyzna zarabia ponad dwa razy więcej od
kobiety z mopem, przy tym jego praca jest dużo lżejsza...
A piszę o tym wcale nie dlatego, by zwracać waszą uwagę na tą (ewidentną
zresztą!) dyskryminację, lecz ponieważ uważam, że jest to kolejny, nie liczę
już który, kamyczek do ogródka zwolenników teorii mówiącej, że jeśli jest
wolny rynek to dyskryminacja jest niemożliwa zaś kobiety zarabiają mniej,
gdyż wolny rynek sobie tego życzy więc tak być musi na wieki wieków amen.
Inna część tej teorii mówi, że żaden przedsiębiorca nie wybierze gorszego
pracownika tylko dlatego, że ulega stereotypom, gdyż taki wybór obraca się
na jego niekorzyść: jego firma będzie osiągała gorsze wyniki, więc wolny
rynek ją wyeliminuje itd itp
Wolny rynek uber alles inaczej mówiąc. A jak to wygląda w praktyce? Mój
znajomy po ukończeniu kursu podniósł swojej pracownicy pensję o ok. 30%.
Natomiast operator automatu myjącego w hipermarkecie zarabia ponad dwukrotnie
więcej od zwykłej sprzątaczki. Gdyby hipermarket zgodził się na przeszkolenie
kobiety z całą pewnością mógłby jej potem zaoferować niższą pensję niż
mężczyźnie a ona przyjęła by ją bez wahania.
W dodatku wiadomo, że kobiety są mniej mobilne i rzadziej zmieniają pracę,
więc jest większa szansa, że tak przeszkolona kobieta nie odejdzie np do
konkurencji.
No i gdzie tu jest rachunek ekonomiczny??
Dodam jeszcze, że opisywana kobieta ma jedno dziecko w wieku szkolnym oraz
dwie babcie do pomocy, więcej dzieci nie planuje.