Dodaj do ulubionych

Matka na wakacjach, czyli obraza boska

10.06.07, 23:29
forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=898
Obserwuj wątek
    • sir.vimes Re: Matka na wakacjach, czyli obraza boska 11.06.07, 08:09
      Absurd. Dopisałam się.
    • falafala Re: Matka na wakacjach, czyli obraza boska 11.06.07, 09:16
      Verdena twoj wywod, ze dziecko nigdy nie zmienialo zycia matki jest sluszny, ale
      nigdy tez matka nie opuszczala male dziecko na taki czas, bez zyciowego powodu.
      Wiec nie mozna przyrownywac czasowe zostawianie malych dzieci pod opieka innym
      czlonkom rodziny, z urlopem dwutygodniowym.
      Coz, ja tez bym nie zostawila roczniaka na tak dlugi czas, po prostu nie
      odpowiada mi to psychicznie. Ale oczywistym jest, ze na pytanie: Czy cos sie
      dziecku szkodzi?, mozna odpowiedziec: NIE. Dzieci nie sa kruchymi istotami,
      przyzwyczajaja sie, roczniak odbiera swiat jak zwierze, pare dni poteskni i
      przywiazuje sie do obecnego opiekuna, obecnego miejsca. Nad wszystkim mozna
      rozwlekac sie psychologicznie w wychowaniu dzieci: nad nauka samozasypiania 4
      miesieczniaka, nad nocniczkowaniem, nad spaniem samodzielnym we wlasnym pokoju.
      Statystycznemu dziecku takie rzeczy nie pozostawiaja zadnego sladu w psychice.
      Ale nie mozna mowic, ze to jest normalne, bo nigdy normalne nie bylo, by w
      otoczeniu dziecka na codzien byla tylko matka, vel ojciec, by dzieci mialy
      wlasny pokoj, by wogole dzieci chodzily w pieluchach jednorazowych itd itp.
      Jakie obowiazki wobec dziecka ma matka (ojciec), co sie im jako rodzicom
      nalezy? Nie wiadomo. Dawno wyskoczylismy z roli zwierzat wiec sami decydujemy co
      jest dobre dla nas i naszych dzieci. I w takim samym stopniu ma racje autorka
      watku, ze chce urlopu jak i jego przeciwniczka. To w ktorym momencie przegniemy
      w kierunku nadmiernej troski o dziecko, wlasnym kosztem, albo w kierunku
      nadmiernego "olania" dziecka to jest sprawa indywidualna i trudna do wywazenia,
      ale pozniej dziecko nam to na pewno wypomni ;)
      • verdana Re: Matka na wakacjach, czyli obraza boska 11.06.07, 10:21
        Uważam, ze osoby, które nie chcą zostawiać rocznego dziecka, nie są na to ani
        przygotowane psychicznie, ani nie sprawi im to przyjemności - po prostu nie
        powinny dziecka zostawiać. Mówimu jednak o sytuacji innej - gdy matce i ojcu
        taki urlop jest potrzebny, gdy po prostu mają na niego ochotę. I wtedy
        absolutnie nie rozumiem, dlaczego mieliby nie jechać.
        • falafala Re: Matka na wakacjach, czyli obraza boska 11.06.07, 11:50
          To jest jeden z tych problemow ktorych nie rozwiazemy. Bo kazdy ma inne
          podejscie do wychowania dzieci. Stad mamy teorie attachment parenting i teorie
          pozwalajace rodzicom na wiecej swobody. Ale widzisz nie powiem, ze jestem 100%
          pewna, ze jest obojetne dla roczngo dziecka oderwanie od dotychczasowego
          opiekuna i to dwa razy, (po dwoch tygodniach dziecko znajduje poczucie pewnosci
          u nowego opiekuna od ktorego sie go znow zabiera) roczniak znajduje poczucie
          bezpieczenstwa w powtarzalnosci (dotyczy to opiekunow, otoczenia, zwyczajow). I
          w ten sposob dziecko teskni, jak kazde zwierze. Oczywiscie, ze dziecku (oprocz
          jakis ekstremalnych przypadkow) nic sie nie stanie, ale tez sie nie stanie nic
          rodzicom jak na ten dlugi urlop nie pojada. Interes dziecka jest od poczatku
          ciazy w konflikcie z interesem matki. Ja tez nie widze powodu dla ktorego
          mielibysmy rwac szaty z powodu 2 tygodni wolnego rodzicow, ale widze dlaczego
          ktos moze miec ku temu obiekcje. Dyskusje w tego typu tematach sa dyskusjami
          czysto akademickimi :), nikogo nie przekonamy, kto ma miec wyrzuty sumienia ten
          bedzie mial, kto jest pewny swojego postepowania ten bedzie zadowolony. Drazni
          mnie tylko, ze inni usiluja nakrecic matce wyrzuty sumienia i wmowic przez
          siebie wybrane teorie, jak nie maja co doradzic niech sie nie madrza, ale
          "kandydatka na urlop" na pewno da sobie rade bo ma wsparcie rodziny i to
          najwazniejsze.
          • dagmama Re: Matka na wakacjach, czyli obraza boska 11.06.07, 12:00
            Niestety mam podobne podejście jak Falalala.
            Oczywiscie mogę zrozumieć, że ktoś tam chce wyjechać bez dziecka. Niech jedzie,
            skoro uważa, że dziecku nic nie bedzie. Ale w pozytywy czegoś takiego na pewno
            nie uwierzę.

            Ja długo czekałam na dziecko i wyszalałam się we dwoje wcześniej. Teraz jakoś
            nie czuję potrzeby. W ogóle w głowie mi się nie mieści CHCIEĆ być z dala od
            dziecka.
            Co innego, jeśli trzeba.

            Tak, ze raczej nie dopisałabym sie tam na zasadzie "Jedź, jedź, nie przejmuj
            się".
            • malila Re: Matka na wakacjach, czyli obraza boska 11.06.07, 12:36
              dagmama napisała:
              > Co innego, jeśli trzeba.

              Co masz na myśli? W jakiej sytuacji trzeba?
              • dagmama Re: Matka na wakacjach, czyli obraza boska 11.06.07, 12:52
                > dagmama napisała:
                > > Co innego, jeśli trzeba.
                >
                > Co masz na myśli? W jakiej sytuacji trzeba?
                >

                Choćby tak, jak Sir.vimes pisała: gdyby nie było innej możliwości, alby dziecko
                wakacjowało na świeżym powietrzu.
                Dziecko nie ma wakacji, bo rodzice pracują.
                Albo jak trzeba za pracą, za kasą wyjechać.

                Ale tu jest inaczej: ludzie jadą na wakacje, a dziecko może i w mieście zostaje.
                Pisałam zresztą, że po to mam dziecko, żeby z nim być.
                • malila Re: Matka na wakacjach, czyli obraza boska 11.06.07, 12:58
                  dagmama napisała:

                  >> Ale tu jest inaczej: ludzie jadą na wakacje, a dziecko może i w mieście
                  zostaje

                  Ale jeśli potrzebują tych wakacji, to dlaczego inaczej? Każdy potrzebuje czasu,
                  żeby się zregenerować, bo inaczej zaczyna się psuć.
                  • dagmama Re: Matka na wakacjach, czyli obraza boska 11.06.07, 13:08
                    Ja się właściwie nie kłócę, że oni mają na te wakacje nie jechać.
                    Po prostu ja bym tak nie zrobiła.
                    Ale jak się tak zastanawiam, to mój związek jest na razie zdominowany przez
                    dziecko (trzy lata), w sensie, że jesteśmy w nim strasznie zakochani.
                    Ale dzień nie jest zorganizowany "pod dziecko" (na przykład pali sie wali, ale
                    mały ma zjeść o 13.15 zupkę, być w łóżku o 19.00, a tak jest w wielu rodzinach
                    i argumenty z tamtej dyskusji, że dziecko się przyzwyczaja do rytmu dnia i nie
                    można nic zmienić, nie trafiły do mnie), ani wakacje też nie są "pod dziecko".
                    Mimo to, dziecko też jedzie.
                    • verdana Re: Matka na wakacjach, czyli obraza boska 11.06.07, 16:06
                      No widzisz. Masz jedno dziecko - i trzy lata bez wakacji z mężem. Dobrze, może
                      być. Ale jak się ma więcej dzieci, to już nie są trzy lata, tylko sześć,
                      dziewięć, a moze i więcej.
                      Potem - czego jeszcze nie przeżyłaś.., dziecko (dzieci) robią sie starsze,
                      wyjeżdżaja same, a rodzice - już nie potrafią byc ze sobą bez tego pośrednika.
                      Cztery znane mi małżenstwa rozpadły się w momencie, gdy dziecko poszło do
                      szkoły (nie, przepraszam, jedno nieco wczesniej) - własnie dlatego. Bo bez
                      dziecka okazało się, ze między nimi jest pustka.
                      No i jeszcze jedno. tak mi sie coś wydaje, ze matki nie zawsze potrzebują
                      tego "sam na sam" z mężem bez dziecka. natomiast powiem szczerze - nie wydaje
                      mi sie, aby dużo facetów nie marzyło o tym, choć nie przyznają się żonom w
                      obawie przed oskarżeniem, ze są wyrodnymi ojcami.
                      I teraz zdanie wredne, ale może częściowo prawdziwe - czy na 100% dobrze dzieje
                      się w małżeństwie, gdzie przez wiele lat mąż i żona nie odczuwają zadnej
                      potrzeby, by być ze sobą nieco dłuzej sami, bez obecnosci chcoćby najbardziej
                      ukochanego potomka? Czy to nie jest już pierwszy sygnał ostrzegawczy, ze cos
                      się psuje?
                      • dagmama Re: Matka na wakacjach, czyli obraza boska 11.06.07, 16:26
                        No nie wiem, ja nas nie oceniam tak surowo. Osiem lat bez dziecka.

                        Teraz mamy etap pokazywania dziecku świata. W lipcu 12-ta rocznica ślubu. Jeśli
                        nie rozpadliśmy się, kiedy dziecko nas nie trzymało (można było się rozejść bez
                        szkody dla nieletnich), ani kiedy sie urodziło i oprócz bycia parą, zostaliśmy
                        rodzicami, to chyba znaczy, że dobrani jesteśmy.

                        Mały ma trzy lata i rośnie, więc wiadomo, że on się zmieni i my się zmienimy.
                        Poślemy do szkoły, na kolonie itd.
                        Sądzę, że nie ma strachu. Zawsze mieliśmy i mamy o czym rozmawiać a wspólne
                        pasje długo by wyliczać.

                        Zapytałam męża, czy by mi sie przyznał, gdyby chciał być tylko ze mną, i
                        twierdzi, że tak.
                        A ja mu wierzę, bo zawsze mu wierzę. Nie wiem, czy czytałaś, na innym forum
                        pisałam o wspólnym kursie żeglarskim, jak to nam wszystkim fajnie było.

                        Tak się zastanawiam, co lubię robić bez młodego... Oczywiście uprawiać seks i
                        kąpać się. Mąż mówi, że mały jest męczący na zakupach. No to jeszcze zakupy.
                        • verdana Re: Matka na wakacjach, czyli obraza boska 11.06.07, 19:06
                          No tak - Wy mieliście 8 lat sam na sam, to sporo. U mnie pierwsze dziecko
                          urodzilo się 10 miesiecy po słubie, młodsza córka - niecałe cztery. Czyli (nie
                          licząć najmlodszego) u nas byloby to - trzy miesiąze małżeństwa bez dziecka (bo
                          potem mąż poszedł do wojska) i następne sześć lat li i jedynie z dzieckiem. Tak
                          bywa u wielu osób - dziecko od razu po ślubie.
                          No i wtedy, po tych sześciu latach naprawdę - wielu moich starszych znajomych
                          nie ma już o czym ze sobą rozmawiać. Bo wszystko stosowali do dziecka, nic do
                          siebie. nie umieją już być razem.
          • malila Falafala 11.06.07, 12:35
            Telekomunikację na wydz. elektroniki. A Ty?

            Chciałam się dopisać na Biegnącej, ale potrzebuję więcej niż mam czasu na
            wyartykułowanie swoich przemyśleń nt reinkarnacji:)
            • falafala Re: Falafala 11.06.07, 16:22
              Zartujesz, prawda :)))) Prosze prosze :) a ile razy uklady nieliniowe zdawalas ;)??
        • sir.vimes A to? 11.06.07, 11:55
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=898&w=63213961&a=63213961
          Śliczne jest to forum , cieszę się, że je nam tu wkleiłaś:)))
          • dagmama Re: A to? 11.06.07, 12:04
            Ta jedna laska jest całkiem dobra w bronieniu faceta:-D


            "trzeba jakos nauczyc sie z nimi żyć ;-)"

            Super.


            Żaden człowiek nie jest samoistną wyspą;
            • malila Re: A to? 11.06.07, 12:32
              dagmama napisała:

              > Ta jedna laska jest całkiem dobra w bronieniu faceta:-D
              >
              >
              > "trzeba jakos nauczyc sie z nimi żyć ;-)"
              >
              > Super.

              A mnie się najbardziej podoba to:
              "trzeba byc madrzejszym i ustepowac":)))
              Albo to: "chodzilabym sobie do dobrych kosmetyczek,dzieciom bym kupowala same
              firmowe ubranka.w niedziele wspolny obiad w restauracji." Jak łatwo można sobie
              zrekompensować brak miłości i szacunku w małżeństwie.
              • triss_merigold6 Re: A to? 11.06.07, 13:18
                Wiele kobiet tak robi. Odejdzie dama? Dokąd z dwójką dzieci i trzecim w drodze?
                Ciekawe czy organizacyjnie byłoby jej łatwiej samej.
                • dagmama Re: A to? 11.06.07, 13:56
                  Zarabia 2 000. Do tego alimenty.
                  Do tego fakt, że pieniadze szczęścia nie dają. Napisała, że czuje się jak
                  samotna matka...
                  Tak się zastanawiam, czy ludzie naprawdę trwają w takich związkach?
                  Może ktoś spróbowałby się ratować?
                  • triss_merigold6 Re: A to? 11.06.07, 14:47
                    Zapewniam Cię, że między czuciem się jak samotna matka a byciem samodzielnym
                    rodzicem jest przepaść.
                    Nie rozśmieszaj mnie, że pieniądze szczęścia nie dają, bo to durny slogan. Są
                    potrzebne do przyzwoitej egzystencji.
                    Widzisz, ona by musiała jakoś wyjaśnić fakt odejścia od męża włącznie z
                    poradzeniem sobie z oskarżeniami o rozbicie rodziny + sprawy dziecięco
                    organizacyjne + psychiczne konsekwencje dla dzieci + poradzenie sobie z
                    noworodkiem. Nie ma opcji, nie odejdzie. Powinna iść po antydepresanty i
                    korzystać finansowo z tego co ma, ewentualnie w przyszłości znaleźć sobie
                    kochanka.
                    • dagmama Re: A to? 11.06.07, 15:24
                      Wiem, że slogan. To ona napisała, że z kasą nie ma problemów, tylko z uczuciami
                      męża.
                      W sumie smutne to, bo tylko się wypłacze na forum i dalej z tym gościem musi
                      żyć.
                      I jeszcze jej niektóre napisały, że powinna być zadowolona.
    • skrzydlate Re: Matka na wakacjach, czyli obraza boska 11.06.07, 20:48
      Kazdy jest inny
      Opowiadala mi moja mama - kiedys zostawila mnie na dosyc dlugo u rodziny taty,
      po dluzszym czasie mowilam na ciotke mama a na moja mame ciocia wzorem
      ciotecznej siostrzyczki, mialam ponad rok kiedy mnie zostawila, z powodu
      trudnej bardzo sytuacji mieszkaniowej i finansowej, nie wiem czy pół roku tam
      bylam czy krocej

      Poplakala sie kiedy mnie zobaczyla i powiedziala ze nigdy wiecej :-)

      A ja?
      Do roku zycia dziecka prawie nie rozstawalam sie z nim, tak bylo z jednym, a
      potem zdrugim, bo ja tak mam i to uwazam za naturalne, nie jest dla mnie
      absolutnie dziwne ze mama - mloda mama - chce byc przy swoim malym dziecku i
      mysli o nim, ze zmienia ono calkowicie zycie kobiety, bo zmienia... i ma
      zmienic, tak jak zmienia u wiekszosci psychike, widze to po znajomych mlodych
      matkach... generalnie niektore uwielbiaja towarzystwo swoich dzieci, ja do
      takich nalezalam, to byl bardzo fajny chociaz trudny okres w moim zyciu, ale
      niezwykla błogośc odczuwalam kiedy znimi bylam, teraz jak biore na rece cudzesy
      tamto wraca, bo dzieci maja w sobi eniezwykle coś, mozna to brac i brac
      wnieskonczonosc

      Teraz moje dzieci sa spore, prawie pelnoletnie, sa bardzo smaodzielne i
      dojrzale, moglabym sie nawet wyprowadzic czesciowo i tylko pomieszkiwac z nimi,
      w lecie tak sie dzieje praktycznie od dwoch lat, pare miesiecy jestesmy
      kompletnie osobno, widujemy sie w przelocie

      Nie widze nic niezdrowego w potrzebie bycia blisko przy malym dziecku, to jest
      instynktowne i naturalne, to ze niektore kobiety inaczej to przezywaja to jest
      ich sprawa

      Ja półrocznego nie chcialam zostawic nawet z babcia ktorą widywaly czesto :)do
      roku karmilam tylko piersią, reszta zarcia to byla tylko zabawa, dodatek

      W tym czasie buduje sie poczucie bezpieczenstwa i więź ktora da dzieciakowi i
      matce sile do przezyciezania problemow ktore moga pojawic sie pozniej, nalezy
      inwestowac, tak to widze
      • verdana Re: Matka na wakacjach, czyli obraza boska 11.06.07, 21:17
        Każdy jest inny.
        Dla mnie perspektywa roku czy dłużej "sam na sam" z dzieckiem to cos z
        pogranicza horroru. Dziecko nie zmieniło tego, ze chciałam pracować, rozwijać
        się, mieć trochę czasu dla siebie. I nie widzę jakiejś gruntownej zmiany w
        swoim charakterze przed i po dziecku. Lubiłam towarzystwo dzieci - ale nie
        niemowląt (bo dla mnie to nie towarzystwo), ale lubiłam i towarzystwo bez
        dzieci.
        Nie widze nic niezdrowego w byciu stale przy dziecku (byle nie bez przerwy
        przez trzy lata 24 godziny na dobe)- pod warunkiem, ze mąż nie jest odsuwany
        przez x-lat na drugi plan. Nie widzę tez nic niezdrowego w wypoczynku od
        dziecka (wypoczynku, a nie podrzucaniu dziecka na wychowanie komu innemu).
        Moje dzieci sa pełnoletnie+jedno bardzo niepełnoletnie. Najstarszy mieszka
        osobno od pięciu lat. Mimo to przychodzi niemal codziennie, chodzę z doroslymi
        dziećcmi na spacery, czasem wyjeżdżamy razem gdzieś na parę dni.
        Mnie siłę do przezwyciężania problemow dał wypoczynek. Na pewno bym jej nie
        miała, gdyby ktos powiedział, ze wyjeżdżając na wakacje jestem gorszą matką od
        tej, ktora buduje poczucie bezpieczeństwa nie opuszczajac dziecka nawet na
        chwilę.
        Problem w tym, ze aby dziecko mialo poczucie bezpieczeństwa musi mieć matkę,
        która jest z nim , bo chce - a nie dlatego, ze musi, choc marzy o tym, by
        znaleźć się gdzie indziej.
        • dagmama Re: Matka na wakacjach, czyli obraza boska 11.06.07, 22:25
          Problem w tym, że ludzie są zagubieni.
          Zauważ, że matki są oceniane bardzo surowo: chce wyjechać bez dziecka - źle,
          spędza z dzieckiem każdy dzień od urodzenia - też źle.
          Stąd biorą się takie wątki. Tamta dziewczyna wyraźnie napisała, że te wakacje
          bez dziecka, to już decyzja podjęta.
          Po co w takim razie zakłada wątek?
          Bo nie wie, czy dobrze robi.
          Intuicja mówi jedno, a ogólna tendencja wychowywania dzieci, drugie.
          Chce, żeby jej napisać, zer się ją rozumie, ale chce też, żeby ją opieprzono,
          bo to zaspokoi jej wyrzuty sumienia.
          • verdana Re: Matka na wakacjach, czyli obraza boska 11.06.07, 22:47
            Nie - założyła wątek z konkretnym pytanim - jak ułatwić dziecku rozstanie, co i
            w jakim tempie przekazać babci. Dlaczego zakładasz z góry, ze miała wyrzuty
            sumienia?
            Jak dziewczyny pytają, jak przygotowac dziecko do przedszkola, to czy oznacza,
            ze targaja nimi wyrzuty sumienia, ze porzucaja dziecko w placowce? Nie, chcą
            ulatwić dziecku start.
            A liczba rozwodów, chocby sądząc z samego forum, lawinowo rośnie. Niektorzy
            psychologowie twierdzą, ze sporą część z nich stanowią te, w ktorych mąż , po
            urodzeniu dziecka, poczuł się odstawiony na boczny tor. Bo żona stała sie
            wyłącznie matką.
            • jagandra Re: Matka na wakacjach, czyli obraza boska 11.06.07, 23:29
              Mam podobnie jak Falafala i Dagmama. Nie chciałabym się rozstawać z rocznym
              dzieckiem. Zgadzam się z tym, że potrzeby rodziców i dziecka bywają sprzeczne,
              uważam też, że trzeba zauważać potrzeby OBU stron, a właściwie trzech, bo
              rodzice też niekoniecznie mają identyczne potrzeby. Ot i tyle, a poza tym każdy
              decyduje po swojemu.
              Spędzanie 24 godzin na dobę z dzieckiem i tylko dzieckiem jest dla mnie
              nienaturalne. Spędzanie 24 godzin na dobę z niemowlęciem, w towarzystwie innych
              dorosłych i niedorosłych osób, wydaje mi się naturalne. Takie dziecko też
              możnaby łatwiej zostawić pod opieką tych innych, znanych mu osób. A nagłe
              oddanie obcym ludziom na 2 tygodnie jednak mi się nie podoba. Nie to że dziecko
              sobie z tym nie poradzi. Ale świadomość, że świat dziecka się nagle zmienił i
              że z tego powodu cierpi, zepsułaby mi urlop.
              Jeśli chodzi o małżeństwo, to moje jest akurat bardzo trudne i byłoby takie
              niezależnie od okoliczności. Choć bez dziecka pewnie by ta trudność przybrała
              inny odcień.
              • verdana Re: Matka na wakacjach, czyli obraza boska 11.06.07, 23:52
                Eh, nikt nie mowi o oddaniu obcym ludziom - tylko znanym dziecku dziadkom. Co
                do obcych ludzi - zgoda, obcym nie dam dziecka ponizej lat siedmiu. Babci moge
                powierzyc nawet malutkie.
                I jakoś żadne z moich dzieci nie cierpiało. Po powrocie wszystkie wyglądały na
                zadowolone, jadły, spały i w ogóle sprawiały wrażenie, ze maja nas głęboko w
                nosie. najlepszy dowód - przybywającą następnego dnia babcię witaly radosnie.
                Wiem, jak wygląda reakcja dziecka, gdy naprawde tęskniło - bo raz miałam taki
                przypadek z dużo starszym dzieckiem - na widok babci skuliło się i nawet nie
                chciało popatrzec w jej strone. No, ale bylo to sporo starsze dziecko, akurat
                takie, co to już dorosło do zostawiania.
                I zastanawiam sie, tym razem nieco złosliwie - czy część mam nie boi sie
                bardziej własnie tego - ze dziecko WCALE nie bedzie tęskniło? Czy to znaczy, ze
                jej nie potrzebuje?
                • jagandra Re: Matka na wakacjach, czyli obraza boska 12.06.07, 00:03
                  > Eh, nikt nie mowi o oddaniu obcym ludziom - tylko znanym dziecku dziadkom. Co
                  > do obcych ludzi - zgoda, obcym nie dam dziecka ponizej lat siedmiu. Babci
                  moge
                  > powierzyc nawet malutkie.

                  Odniosłam się do przykładu z tamtego wątku. Dziecko miało być oddane dziadkom,
                  z którymi do tej pory nie miało kontaktu albo miało sporadyczny, dlatego
                  napisałam o tych obcych ludziach - obcych dla dziecka.

                  > I zastanawiam sie, tym razem nieco złosliwie - czy część mam nie boi sie
                  > bardziej własnie tego - ze dziecko WCALE nie bedzie tęskniło? Czy to znaczy,
                  ze
                  > jej nie potrzebuje?

                  Możliwe :)
                  Ja akurat odczuwałam ulgę: gdy moja mama po raz pierwszy uśpiła małą i odbyło
                  się to bez żadnego problemu, gdy została tylko z tatą na dwa dni i nie płakała
                  za mną. Czuję też ulgę odkąd wraca wesoła z przedszkola. A gdy wcześniej
                  została pierwszy raz z tatą na wieczór i długo mu płakała przed snem - było mi
                  smutno. Gdy odbierałam ją od niani i przywierała do mnie z buźką w podkówkę -
                  czułam się zrozpaczona :(
                  Ogólnie cieszę się z coraz większej wolności i jednocześnie żal mi, że niewola
                  się zmniejsza ;)
                  • verdana Re: Matka na wakacjach, czyli obraza boska 12.06.07, 00:07
                    Może ja mam inne odczucia, bo zostawiałam z mężem na pare godzin (między
                    karmieniami) nawet tygodniowe dziecko. Nigdy nie mialam wrazenia, ze to ja i
                    tylko ja jestem dziecku potrzbna, ze nikt inny mnie nie zastąpi.
                    I dzieci może też mam nieco inne - one wiedziały, ze raz jestem ja, raz tata,
                    raz opiekunka, raz babcia. Inaczej się nie dało - i okazalo się,że dzieci
                    znosily to doskonale.
                    • falafala Re: Matka na wakacjach, czyli obraza boska 12.06.07, 08:37
                      Dziecko uwaza za normalne wszystko co zna. Nie ma znaczenia, czy dzieckiem
                      opiekuje sie jedna osoba czy na zmiene kilka (co akurat w spoleczenstwach
                      pierwotnych jest standartem, dzieci sa stworzone do tego by wokol nich bylo
                      wiecej osob niz tylko matka, to jest nienormalne, choc teraz najczesciej
                      spotykane). Moje dzieci tez bardzo dobrze sie czuly z babciami gdy te
                      przyjezdzaly by pomoc mi po porodzie i chetniej korzystaly z rak milutkiej,
                      przytulnej babci niz koscistej mamy ;). Slowo matka jest w tej dyskysji rzecza
                      umowna, to osoba, osoby, ktore sa dziecku najbardziej znane. Pewnie, ze jezeli
                      dziecko na codzien zna inne osoby to rownie chcetnie z nimi zostaje jak i z
                      rodzicami, taka sytuacja ulatwia urlop rodzicom, bo niewiele zmieni w otoczeniu
                      dziecka. A w sytuacji omawianej matka oddaje dziecko osobie, ktora dziecko mniej
                      zna niz sasiadke z podworka. Stad watpliwosci.

                      Uwazam, ze nie powinno sie do tego tematu wprowadzac problemu rozwodu, to
                      zupelnie inna para kaloszy, na rozpad zwiazku sklada sie cala masa czynnikow, a
                      nie proste pojechalismy lub nie na urlop gdy dziecko mialo 1 rok.
                      • sir.vimes Nowe fakty 12.06.07, 10:47
                        Mama z omawianego wątku napisała, że babcia i dom babci jest dziecku dobrze
                        znany, ma tam nawet swoje łóżeczko i zabawki, ogólnie dużo bliżej są ze sobą niż
                        wynikało z pierwszych postów.
                        • falafala Re: Nowe fakty 12.06.07, 12:56
                          slowem udalo sie dziewczynom wpedzic ja w wyrzuty sumienia ;), my tez w Polsce
                          mamy lozeczko dla dzieci i zabawki, ktore widza dwa razy do roku i za kazdym
                          razem maly odkrywa je na nowo. To jest tylko umownie jego. No i widzisz vimes,
                          watek dziewczyny urosl do rozmiarow niepotrzebnych, pytanie odpowiedz
                          wystarczyly gora 4 posty. Podobnie jak dagmama nie sadze by zadawanie takich
                          pytan na forum mialo cel poznawczy, bo ona dobrze wie co robic, ale szuka
                          potwierdzenia dla swojej decyzji.
                          Ale sprawa urlopow z dziecmi zawsze mnie frapowala, nie wiem, moze mam takie
                          dzieci, ale one na urlop sie zupelnie nie nadaja, szczerze zawsze po urlopie z
                          dziecmi wracam bardziej zmachana niz z pobytu w domu. Taki urlop jest do bani,
                          ale ludzie jezdza z dziecmi i sobie chwala. Ja stanowczo stawim znak rownosci
                          urlop=wyjazd bez dzieci, reszta to rodzinne spedzanie czasu w innym miejscu :)
                          • skrzydlate Re: Nowe fakty 13.06.07, 09:57
                            ostatnio wpadlo mi w łapy maleństwo ktore jest wnuczką mojej kolezanki, wzielam
                            jak wlasne, pobawilam sie, przewinelam, nakarmilam jakims świństwem ze słoika,
                            co je mamusia zostawiłą... ;)... uspilam... kurcze, tego sie nie zapomina, czas
                            mi sie na chwile cofnął... i wiecie co .. ta mała mnie zaakcetpowala natychmiast
                            jak biska osobe, co nieczesto jej sie zdarza, fajnie bylo, nieoczekiwane
                            zaufanie obcego malenstwa to tak jak zaufanie dzikiego zwierzątka, nie ukrywam
                            ze wbiło mnie to w pyche ;)
                    • jagandra Re: Matka na wakacjach, czyli obraza boska 12.06.07, 09:12
                      > I dzieci może też mam nieco inne - one wiedziały, ze raz jestem ja, raz tata,
                      > raz opiekunka, raz babcia.

                      To ja mam takie właśnie dziecko. Z babcią było gorzej, bo z przyczyn
                      obiektywnych nie mamy "pod ręką" żadnej.

                      Inaczej się nie dało - i okazalo się,że dzieci
                      > znosily to doskonale.

                      Moja różnie.
                      Ja zresztą też różnie sobie radzę z wyzwaniami.
                      • dagmama Re: Matka na wakacjach, czyli obraza boska 12.06.07, 10:46
                        No, ja przyznaje się, że mam problem z zostawieniem babci dziecka. Teraz będę
                        musiała, bo teściowie spędzają po kilka dni na działce, a ja pracuję w innym
                        mieście, więc musielibyśmy po pracy jeszcze jechać na działkę po małego, a rano
                        go odwozić (to w zupełnie inną stronę).

                        Mały spędził kiedyś pół nocy beze mnie, z babcią nocującą u nas, ale jak
                        przyszliśmy z imprezy, to jej go zabraliśmy.
                        poszłam też pary razy na piwo z koleżankami i mały zostawał z tatą.

                        Moja teściowa jest wspaniałą babcią i mam problem z tym, że to nie moja mama
                        jest taką BABCIĄ. o mamę pewnie mniej bym była zazdrosna.

                        Mojej mamie nie powierzyłabym małego na piętnaście minut:-(

                        • skrzydlate Re: Matka na wakacjach, czyli obraza boska 13.06.07, 09:52
                          ja nie moglam zostawic malutkego dziecka nikomu bo nie mialam komu.. moja mama
                          miala jakies masakryczne pomysly zwiazane z karmieniem niemowlaka, straszni
                          emnie dreczyla, bo bylam wowczas wegetarianką i sobie karmilam moje malenstwo
                          cycuszkiem tyle ile mu sie chcialo i tak dalej... zresztą robila biznesy i nie
                          miala warunkow tak naprawde... a tesciowa w ogole sie nie nadawala do niczego
                          poza wydawaniem polecen.. ale jakos przezylam, zreszta okres kiedy dzieciaki
                          byly male wspominam bardzo czule i z przyjemnoscia przypominam sobie te odczucia
                          kiedy biore teraz jakiego malutkiego pędraczka na rece .. potem poszlam do
                          pracy, korzystalam z pomocy roznych znajomych małolatek, córek znajomych i
                          sąsiadek.. jak również z pomocy zakochanego mężczyzny... praca tez byla taka,
                          zeby jedno drugiemu nie przeszkadzalo, pracowalam w domu i sporo wieczorami... a
                          jak skarby urosly, poszlam sobie w siną dal, że tak powiem, i moje mlode sie
                          wlaciwie juz calkiem usamodzielnily, poza tym ze jeszcze nie pracują... ale to
                          juz lada moment.. moja historia jest nietypowa.. ja z mojego maciezynstwa
                          zrobilam sobie ekstra historię ktora byla moją prawdziwą wspaniałą przygodą,
                          bida była z nędza w domu ale byliśmy ze sobą i świetnie się bawiliśmy... reszta
                          poszla wtedy na drugi plan, teraz sobie calkiem przestawilam hierarchie i mam
                          nastepna zyciową przygode, w ktora tak jak w poprzednią wkładam całą siebie, po
                          uszy a nawet bardziej, bo ja jak coś robię to wariuje na ten tamet i nie ma
                          zmiłuj, no .. ten typ tak ma.. opowiadam o tym, zebyście wiedziały że na świecie
                          nie ma jedynej slusznej i politycznie poprawnej zasady, ma byc tak i tak, i
                          koniec, bo panowie habilitowani tak powiedzieli, ważne jest to co się wkłada
                          swoje serce... i już...

                          a ludzie sa różni jak kwiaty na łące i całe szczescie,

                          i tym patetycznym kwikiem zakończę ;)))
    • andziulindzia Re: Matka na wakacjach, czyli obraza boska 13.06.07, 21:03
      Wreszcie odzyskałam internet i już załuję, że mnie taka ciekawa dyskusja
      ominęła.

      Zajmuję się dziećmi sama. Starsza córka została z ukochaną babcią gdy miała rok
      i 3 miesiące a ja poszłam do pracy. Pół roku później urodziłam drugie dziecko i
      od tej pory jestem z dziećmi w domu. I uważam, ze tak jest dla mnie i dla
      dzieci najlepiej. Nie potrafię podać konkretnych argumentów dlaczego tak jest
      lepiej, może brakuje mi wiedzy psychologicznej, może słownictwa ale tak to
      czuję. Starsza córka rozstała się z nami kilka razy: na kilka dni gdy musiałam
      jechać w delegację i gdy szłam do szpitala rodzić i na 10 dni pojechała z
      dziadkami na wakacje gdy miała skończone już 2 lata. Za każdym razem tęskniła,
      choć babcia z dziadkiem zorganizowali jej mnóstwo atrakcji.

      Oboje z mężem mamy w sezonie letnim urlop najwyżej dwutygodniowy. Nie wyobrażam
      sobie pojechać na ten urlop bez dzieci! Dziewczynki będą jeździły też na
      wakacje z dziadkami i bez nas, ale nie dlatego, że my chcemy od dzieci
      odpocząć,a dlatego żeby zapewnić im wypoczynek z dala od miejskich murów.

      Zgadzam się z wypowiedzią Chalsi z cytowanego wątku: jeśli w małżeństwie źle
      się dzieje to żaden dwutygodniowy urlop tego nie zmieni. Bo z problemami trzeba
      sobie radzić na co dzień. Chociaż sama zajmuję się dziećmi nie spędzam z nimi
      24 h/dobę. Dzieciaki idą spać o 20.00 i cały wieczór mam dla siebie i męża. W
      ciszy i spokoju. Spędzając czas z dziećmi w ciągu dnia nasza uwaga też nie jest
      non stop skierowana na dzieci. WSZYSCY członkowie naszej rodziny są równie
      ważni. I wszyscy (rodzice i dzieci) tworzymy rodzinę i dbamy o wzajemne
      relacje. Nie chciałabym wyjechać na urlop bez męża, dlaczego miałabym chcieć
      wyjechać bez dzieci?
      • sir.vimes Re: Matka na wakacjach, czyli obraza boska 14.06.07, 07:55
        "Za każdym razem tęskniła, "


        Myślę, że gdyby dziecko zupełnie nie tęskniło do rodziców (i rodzice do dziecka)
        - to dopiero byłby problem! Tęsknota jest normalnym uczuciem.

        "Nie chciałabym wyjechać na urlop bez męża, dlaczego miałabym chcieć
        > wyjechać bez dzieci?"

        A ja chcę. Czasem wyjeżdżam bez męża z dzieckiem, czasem bez dziecka z mężem,
        czasem w zupełnie innym gronie (bez męża i dziecka). I nie wyobrażam sobie
        zabierania ich ze sobą zawsze. Mąż zresztą też wyjeżdżał sam z córą.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka