Dodaj do ulubionych

antyfeminizm jako dysfunkcja umysłowa

IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 20.07.03, 18:08
"Zazwyczaj przedstawia się antyfeminizm jako "światopogląd", do którego
dochodzi się po długich przemyśleniach itd, itp. Tymczasem, jest co najmniej
równie prawdopodobne, że antyfeminizm ma podłoże fizjologiczne i jest
rodzajem niemożności. Niemożności do odczuwania emocji pewnego rodzaju.
Mówiąc inaczej, jest to rodzaj emocjonalnego upośledzenia, związanreo ze
specyficznym (tzn. odmiennym niż u zdecydowanej większości ludzi)
funkcjonowaniem płatów skroniowych mózgu. Być może nie dotyczy to wszystkich
odmian antyfeminizmu, ale - mimo to - teoria ta wydaje się b. prawdopodobna

Wynika ona z badań neurologicznego podłoża "doświadczenia feministycznego".
Badaniami takimi zajmują się uczeni zwani dowcipnie "neurofeministologami".
Każda emocja posiada fizjologiczny korelat, to znaczy każdej towarzyszy
specyficzna aktywność mózgu. Nie inaczej jest z "popędem feministycznym", a
biorąc pod uwagę znaczenie ideologii feministycznej i stopień jej
rozpowszechnienia, była by to jedna z najistotniejszych emocji ludzkich.
Niemożność odczuwania emocji tego rodzaju byłaby więc czymś w rodzaju
dysfunkcji.

Dobrą analogią jest tu psychopatia (o ile to analogia, a nie po prostu
tożsamość zjawisk), czyli coś w rodzaju stłumienia emocjonalnego, lub skutki
pewnego rodzaju uszkodzeń mózgu - własnie w obrębie płatów czołowych, które
są w silny sposób powiązane, ze "społeczną" stroną człowieka. Psychopatia,
czy owe uszkodzenia wiążą się np. z niezdolnością do trwałych związków
uczuciowych z innymi ludźmi. Co ciekawe, psychopaci potrafią świetnie
racjonalizować ową niemożność, budując ideologie typu "life is brutal" itp.
Podobnie antyfeminiści, niezdolni do odczuwania emocji związanych z
feminizmem świetnie racjonalizują swoje poglądy. Zasadnym wydaje się pytanie,
czy antyfeminizm nie ma także podłoża fizjologicznego. "

I co, podobało wam się?
Interesuje mnie zwłaszcza opinia Tada... :)))

Obserwuj wątek
    • Gość: tad Re: antyfeminizm jako dysfunkcja umysłowa IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 20.07.03, 18:52
      Gość portalu: plagiator-barbi... napisał(a):

      > "Zazwyczaj przedstawia się antyfeminizm jako "światopogląd", do którego
      > dochodzi się po długich przemyśleniach itd, itp. Tymczasem, jest co najmniej
      > równie prawdopodobne, że antyfeminizm ma podłoże fizjologiczne i jest
      > rodzajem niemożności. Niemożności do odczuwania emocji pewnego rodzaju.
      > Mówiąc inaczej, jest to rodzaj emocjonalnego upośledzenia, związanreo ze
      > specyficznym (tzn. odmiennym niż u zdecydowanej większości ludzi)
      > funkcjonowaniem płatów skroniowych mózgu. Być może nie dotyczy to wszystkich
      > odmian antyfeminizmu, ale - mimo to - teoria ta wydaje się b. prawdopodobna
      >
      > Wynika ona z badań neurologicznego podłoża "doświadczenia feministycznego".
      > Badaniami takimi zajmują się uczeni zwani dowcipnie "neurofeministologami".
      > Każda emocja posiada fizjologiczny korelat, to znaczy każdej towarzyszy
      > specyficzna aktywność mózgu. Nie inaczej jest z "popędem feministycznym", a
      > biorąc pod uwagę znaczenie ideologii feministycznej i stopień jej
      > rozpowszechnienia, była by to jedna z najistotniejszych emocji ludzkich.
      > Niemożność odczuwania emocji tego rodzaju byłaby więc czymś w rodzaju
      > dysfunkcji.
      >
      > Dobrą analogią jest tu psychopatia (o ile to analogia, a nie po prostu
      > tożsamość zjawisk), czyli coś w rodzaju stłumienia emocjonalnego, lub skutki
      > pewnego rodzaju uszkodzeń mózgu - własnie w obrębie płatów czołowych, które
      > są w silny sposób powiązane, ze "społeczną" stroną człowieka. Psychopatia,
      > czy owe uszkodzenia wiążą się np. z niezdolnością do trwałych związków
      > uczuciowych z innymi ludźmi. Co ciekawe, psychopaci potrafią świetnie
      > racjonalizować ową niemożność, budując ideologie typu "life is brutal" itp.
      > Podobnie antyfeminiści, niezdolni do odczuwania emocji związanych z
      > feminizmem świetnie racjonalizują swoje poglądy. Zasadnym wydaje się pytanie,
      > czy antyfeminizm nie ma także podłoża fizjologicznego. "
      >
      > I co, podobało wam się?
      > Interesuje mnie zwłaszcza opinia Tada... :)))
      >


      Skoro moja opinia wydaje Ci się tak interesujacą chętnie ją zaprezentję.
      Przedstawiając taką analogię popełniasz błąd, polegający na mieszaniu "czystej"
      emocji, z treścią, jaka może być z ową emcją związana. Antyfeminizm i feminizm
      to poglądy (które mogą oczywiście wywoływać emocje). Wiara czy ateizm, to
      emocje (lub ich brak), które mogą wpływać na poglądy. Miałabyś rację,
      gdyby "feminizm" był specyficznym rodzajem emocji, a nie treścią je
      wypełniającą. Twoja analogia odnosić się może raczej do religii - rozumianej
      jako zespół poglądów, zbudowanych wokół wiary, a nie do wiary, jako "czystej"
      emocji. Czy pewne wrodzone skłonności mogą sprzyjać przyjmowaniu takich czy
      innych poglądów, nie tylko w odniesieniu do wiary/niewiary, ale także w
      odniesieniu do np. ideologii? Nie można tego wykluczyć. Można śmiało założyć,
      ze kogoś ze skłonnością do depresji pociągać będzie np. pesymistyczna filozofia
      E. Ciorana (można by się też zastanawiać, czy ta filozofia nie jest po prostu
      pewnym, specyficznym zapisem depresji). Mówiąc inaczej łatwiej
      przyjmowalibyśmy te doktryny, których charakter współgra z naszym własnym
      charakterem, rzecz w tym, że piszac o wierze i niewierze miałem na myśli coś
      więcej. Pisząc o powiązaniu skłonności do wiary religijnej z fizjologią miałem
      bowiem na myśli to, że istnieją w mózgu ludzkim struktury, które wydają służyć
      wyłącznie do przeżywania "doświadczenia religijnego". Oczywiście można nadać
      owemu doświadczeniu różną treść (czyli "obudować" je różnymi religiami).

      • Gość: barbinator Re: antyfeminizm jako dysfunkcja umysłowa IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 20.07.03, 19:41
        Gość portalu: tad napisał(a):

        >
        > Skoro moja opinia wydaje Ci się tak interesujacą chętnie ją zaprezentję.
        > Przedstawiając taką analogię popełniasz błąd, polegający na
        mieszaniu "czystej"
        >
        > emocji, z treścią, jaka może być z ową emcją związana. Antyfeminizm i
        feminizm
        > to poglądy (które mogą oczywiście wywoływać emocje). Wiara czy ateizm, to
        > emocje (lub ich brak), które mogą wpływać na poglądy.


        Feminizm nie wpływa na poglądy?


        Miałabyś rację,
        > gdyby "feminizm" był specyficznym rodzajem emocji, a nie treścią je
        > wypełniającą.


        Przecież to jest zgodne z twoją własną definicją feminizmu... Okresliłes kiedyś
        sposób w jaki forumowe feministki rozumieją feminizm właśnie jako "specyficzny
        rodzaj emocji" czy jakoś tak podobnie.



        Twoja analogia odnosić się może raczej do religii - rozumianej
        > jako zespół poglądów, zbudowanych wokół wiary, a nie do wiary, jako "czystej"
        > emocji. Czy pewne wrodzone skłonności mogą sprzyjać przyjmowaniu takich czy
        > innych poglądów, nie tylko w odniesieniu do wiary/niewiary, ale także w
        > odniesieniu do np. ideologii? Nie można tego wykluczyć.


        A dlaczego teraz używasz ładnie brzmiącego określenia "wrodzone skłonności"
        zamiast znacznie mniej neutralnych "dysfunkcja umysłowa" czy psychopatia,
        których z zapałem używasz w stosunku do ateistów? |Czym tak
        konkretnie "dysfunkcyjność" antyfeministów różni się od dysfunkcyjności
        ateistów czy też ludzi nielubiących szpinaku lub Micka Jaggera?



        Można śmiało założyć,
        > ze kogoś ze skłonnością do depresji pociągać będzie np. pesymistyczna
        filozofia
        >
        > E. Ciorana (można by się też zastanawiać, czy ta filozofia nie jest po prostu
        > pewnym, specyficznym zapisem depresji). Mówiąc inaczej łatwiej
        > przyjmowalibyśmy te doktryny, których charakter współgra z naszym własnym
        > charakterem, rzecz w tym, że piszac o wierze i niewierze miałem na myśli coś
        > więcej. Pisząc o powiązaniu skłonności do wiary religijnej z fizjologią
        miałem
        >
        > bowiem na myśli to, że istnieją w mózgu ludzkim struktury, które wydają
        służyć
        > wyłącznie do przeżywania "doświadczenia religijnego". Oczywiście można nadać
        > owemu doświadczeniu różną treść (czyli "obudować" je różnymi religiami).


        No właśnie. A skąd wiesz, że nasz mózg nie odbiera zauroczenia feminizmem tak
        samo jak zauroczenia religią - ta tajemnicza "struktura w mózgu" (w której
        istnienie bardzo, ale to bardzo wątpię) nie jest chyba podpisana "religia i nic
        poza tym"
        Tad, proszę cię ślicznie - powiedz, że żartowałeś z tym postem o ateistach...
        Pozdr. B.



        • Gość: tad Re: antyfeminizm jako dysfunkcja umysłowa IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 21.07.03, 18:00
          Najpierw kilka uwag ogólnych, o Twoim sposobie dyskutowania. Otóż, do każdego
          chyba tekstu, da się podłożyć inne dane (jak to zrobiłaś z moim tekstem), ale
          nie będzie to jeszcze argument na cokolwiek. Weżmy zdanie: "II wojna światowa
          zaczęła się w 1939", ktoś - powiedzmy imieniem Parbinator (pewna zbieżność
          imion przypadkowa) - podkłada inną datę i twierdzi: "II wojna światowa zaczęła
          się w 1964, to też pasuje, zdanie zachowuje sens". A na argument, że wielu
          historyków przedstawia dowody na to, że wojna zaczęła się w 1939, a za to żaden
          nie mówi o 1964 odpowiada: "a skąd wiesz, że nie pojawią się kiedyś historycy,
          którzy przedstawią dowody, że wojna zaczęła się w 1964?". Tak mniej więcej
          wygląda Twoja argumentacja w tym wątku, i sama wiesz ile jest warta. Do czasu,
          aż neurologowie nie wystąpią z hipotezą, że istnieje w mózgu "obwód
          feministyczny", tak jak wystąpili z hipotezą, że istnieje "obwód Boga", to co
          piszesz nie ma najmniejszego sensu. Istota tego, o co chodzi zawiera się w
          pytaniach, które zadajesz tutaj:

          > No właśnie. A skąd wiesz, że nasz mózg nie odbiera zauroczenia feminizmem tak
          > samo jak zauroczenia religią - ta tajemnicza "struktura w mózgu" (w której
          > istnienie bardzo, ale to bardzo wątpię) nie jest chyba podpisana "religia i
          >nic poza tym"

          Otóż właśnie wiele wskazuje na to, ze owa "tajemnicza struktura" tak właśnie
          jest podpisana, i że "doświadczenie religijne" jest jednym z
          ludzkich "doświadczeń bazowych". Czy feminizm może być odbierany jak religia?
          Zapytaj kogoś, kto jednoczesnie jest i religijny, i jest feministką.
          Są "mistycyzujące" nurty feminizmu (pewne nurty ekofeminimzu np.), ale wtedy
          nie jest to ateizm, tylko po prostu "obudowanie" doświadczenia religijnego
          treścią feministyczną. Nie sądzę, by ateistka, Z DEFINICJI nie mająca
          doświadczeń religijnych mogła być feministką tego akurat rodzaju.


          > Tad, proszę cię ślicznie - powiedz, że żartowałeś z tym postem o ateistach...
          > Pozdr. B.
          >
          >
          >
          • Gość: barbinator Re: antyfeminizm jako dysfunkcja umysłowa IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 21.07.03, 18:39
            Gość portalu: tad napisał(a):

            > Najpierw kilka uwag ogólnych, o Twoim sposobie dyskutowania. Otóż, do każdego
            > chyba tekstu, da się podłożyć inne dane (jak to zrobiłaś z moim tekstem), ale
            > nie będzie to jeszcze argument na cokolwiek. Weżmy zdanie: "II wojna światowa
            > zaczęła się w 1939", ktoś - powiedzmy imieniem Parbinator (pewna zbieżność
            > imion przypadkowa) - podkłada inną datę i twierdzi: "II wojna światowa
            zaczęła
            > się w 1964, to też pasuje, zdanie zachowuje sens". A na argument, że wielu
            > historyków przedstawia dowody na to, że wojna zaczęła się w 1939, a za to
            żaden
            >
            > nie mówi o 1964 odpowiada: "a skąd wiesz, że nie pojawią się kiedyś
            historycy,
            > którzy przedstawią dowody, że wojna zaczęła się w 1964?". Tak mniej więcej
            > wygląda Twoja argumentacja w tym wątku, i sama wiesz ile jest warta. Do
            czasu,
            > aż neurologowie nie wystąpią z hipotezą, że istnieje w mózgu "obwód
            > feministyczny", tak jak wystąpili z hipotezą, że istnieje "obwód Boga", to co
            > piszesz nie ma najmniejszego sensu.


            Daj spokój Tad. Data wybuchu wojny jest oczywistym, przez nikogo nie
            kwestionowanym faktem historycznym - natomiast to o czm ty pisałeś w związku z
            ateizmem to nawet trudno nazwać poważną hipotezą, że o udowadnianiu nie
            wspomnę. Aryjscy "uczeni" też mieli różne genialne pomysły dotyczące różnic
            fizjologicznych między rasami i sam wiesz co z tego wynikło, prawda?
            Ta cała "neuroteologia" nie wydaje mi się po prostu zbyt poważną dziedziną
            wiedzy, wygląda mi raczej na jakiś dowcip. Być może gdybym zobaczyła jakieś
            dowody...



            Istota tego, o co chodzi zawiera się w
            > pytaniach, które zadajesz tutaj:
            >
            > > No właśnie. A skąd wiesz, że nasz mózg nie odbiera zauroczenia feminizmem
            > tak
            > > samo jak zauroczenia religią - ta tajemnicza "struktura w mózgu" (w której
            >
            > > istnienie bardzo, ale to bardzo wątpię) nie jest chyba podpisana "religia
            > i
            > >nic poza tym"
            >
            > Otóż właśnie wiele wskazuje na to, ze owa "tajemnicza struktura" tak właśnie
            > jest podpisana, i że "doświadczenie religijne" jest jednym z
            > ludzkich "doświadczeń bazowych". Czy feminizm może być odbierany jak religia?
            > Zapytaj kogoś, kto jednoczesnie jest i religijny, i jest feministką.
            > Są "mistycyzujące" nurty feminizmu (pewne nurty ekofeminimzu np.), ale wtedy
            > nie jest to ateizm, tylko po prostu "obudowanie" doświadczenia religijnego
            > treścią feministyczną. Nie sądzę, by ateistka, Z DEFINICJI nie mająca
            > doświadczeń religijnych mogła być feministką tego akurat rodzaju.
            >


            Być może zrozumiałabym cię lepiej gdybyś zdefiniował "doświadczenie religijne".
            Czy jest to po prostu umiejętność przyjęcia prawdziwości pewnych dogmatów "na
            wiarę", raczej poprzez emocje niż racjonalny osąd? Jeśli tak, to moje
            porównanie nadal wydaje mi się trafne - antyfeminizm (wynikałoby z tego)to po
            prostu niezdolność do oceny feminizmu poprzez emocje i empatię w stosunku do
            kobiet (nawet chyba pisałam o tym w wątku o obrzezaniu kobiet) i sprowadzanie
            całej sprawy do zagadnień rozumowych (bardzo proszę łowców cytatów o
            niecytowanie tego co napisałam bez szerokiego kontekstu), identycznie jak
            ateizm.

            Pozdr. B.
            • Gość: tad Re: antyfeminizm jako dysfunkcja umysłowa IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 21.07.03, 21:26
              Gość portalu: barbinator napisał(a):


              > Daj spokój Tad. Data wybuchu wojny jest oczywistym, przez nikogo nie
              > kwestionowanym faktem historycznym - natomiast to o czm ty pisałeś w związku
              >z ateizmem to nawet trudno nazwać poważną hipotezą, że o udowadnianiu nie
              > wspomnę.

              Jak to oczywistym, jak to przez nikogo nie kwestionowanym? A może
              owi "historycy", którzy tego "dowiedli" i "niekwestionują" są jak owi
              aryjscy "uczeni"? Wiesz do czego oni doprowadzili? Ja właśnie
              zakwestionowałem "teorię 1939". I co Ty na to? Chcesz dowodów? Przedstawię je
              zaraz po tym jak Ty przedstawisz dowody popierające teorie neurofeministyczne.
              (jak widzisz, Twoją argumentację można ciągnąć dalej, co zresztą robisz niżej)

              >Aryjscy "uczeni" też mieli różne genialne pomysły dotyczące różnic
              > fizjologicznych między rasami i sam wiesz co z tego wynikło, prawda?

              Czy z tego, że coś kiedyś z czegoś wynikło, wynika, ze
              teorie "neuroteologiczne" są nieprawdziwe?

              > Ta cała "neuroteologia" nie wydaje mi się po prostu zbyt poważną dziedziną
              > wiedzy, wygląda mi raczej na jakiś dowcip. Być może gdybym zobaczyła jakieś
              > dowody...

              Rzecz w tym, że jestem się gotów założyć, iż o tej "całej neuroteologii"
              dowiedziałas się na tym forum 3 dni temu. To zupełnie jak z teoriami
              feministycznymi. Przyznajesz, ze nie wiesz o nich za wiele, ale wiesz, że ja
              nie mam racji, cokolwiek krytycznego o nich napiszę.


              > Być może zrozumiałabym cię lepiej gdybyś zdefiniował "doświadczenie
              >religijne" Czy jest to po prostu umiejętność przyjęcia prawdziwości pewnych
              >dogmatów "na wiarę", raczej poprzez emocje niż racjonalny osąd?

              Gdyby było to "przyjmowanie dogmatów", to istotnie przypominałoby to np.
              feminizm. Chodzi jednak, o "nagie" doświadczenie, które nie musi być wypełnione
              żadną treścią, choć oczywiście ludzie religijni z takimi treściami je wiążą.
              Religie mogą być b. różne, np. buddyzm z punktu widzenia chrześciijaństwa jest
              systemem niejako "ateistycznym", a jednak, gdy bada się katolickie zakonnice i
              buddyjskich mnichów w trakcie modlitwy, czy medytacji reakcje ich mózgów są
              tożsame.


              >Jeśli tak, to moje
              > porównanie nadal wydaje mi się trafne - antyfeminizm (wynikałoby z tego)to po
              > prostu niezdolność do oceny feminizmu poprzez emocje i empatię w stosunku do
              > kobiet (nawet chyba pisałam o tym w wątku o obrzezaniu kobiet) i sprowadzanie
              > całej sprawy do zagadnień rozumowych (bardzo proszę łowców cytatów o
              > niecytowanie tego co napisałam bez szerokiego kontekstu), identycznie jak
              > ateizm.

              Cały czas mylisz bodziec z emocją. Być może antyfeminiści nie potrafią czuć
              empatii wobec feministek (co nie jest takie pewne. Trudno mi o tym mówić, bo
              nie jestem antyfeministą, ale sądzę, że można być wobec feminizmu empatycznym i
              krytycznym zarazem), ale to nie znaczy, że nie potrafią być wcale empatyczni
              (gdyby tak było, istotnie moglibyśmy mówić o swego rodzaju dysfunkcji). Po
              prostu - empatię wywołuje u nich inny bodziec. Podobnie jest np. z gniewem.
              Kogoś gniewa np. prezenterka TV, a kogoś inego pies sąsiada. Gdyby zajrzeć im
              do głów, w czasie, gdy czują gniew, obraz pracy ich mózgów będzie zbliżony,
              choć aktywność ta wywołana została innymi bodźcami. To, że ktoś nie czuje
              gniewu widząc prezenterkę TV, jest zupełnie normalne. Gdyby WOGÓLE nie mógł
              poczuć gniewu - byłoby to już zjawiskiem zupełnie innego rodzaju (oczywiście,
              gniew można tłumić w taki czy inny sposób, ale nie o tego rodzaju ćwiczeniach
              tu mówimy).


              > Pozdr.
              • sagan2 Re: antyfeminizm jako dysfunkcja umysłowa 22.07.03, 09:29
                Gość portalu: tad napisał(a):



                > Czy z tego, że coś kiedyś z czegoś wynikło, wynika, ze
                > teorie "neuroteologiczne" są nieprawdziwe?

                a czy wynika, ze sa prawdziwe?
                jesli ktos przedstawia teorie naukowa, to oczywistym
                jest, ze zada sie od niego dowodow. to osoba
                przedstawiajaca ma obowiazek je okazac, a nie
                "niedowiarki" znalezc fakty przeczace...
                ... inaczej nikt tej "naukowej" teorii (ani jej
                glosicieli...) nie traktuje powaznie, poza grupka
                "religijnych wyznawcow" (nie widzieli, a uwierzyli)
    • Gość: BRvUngern-Sternber Bzdury. IP: *.bg.am.lodz.pl 22.07.03, 14:34
      Gdybym poszedl na latwizne moglbym tylko podmienic slowa i zrobic tytul
      feminizm jako dysfunkcja umyslowa.I to samo przytoczyc.Ale to nonsens.To nie
      kwestia umyslu.Umysl czy rozum jest zupelnie nieobecny w feminizmie.(nawiasem
      mowiac aby byla dysfunkcja umyslowa musi byc umysl :o)) czego zupelnie nie
      widzisz.Feminizmu nie da sie zweryfikowac logicznie.Bo po prostu nie ma on nic
      wspolnego z logika.Opiera sie na emocjach zreszta zlych.
      1Glownym postulatem feminizmu jest mordowanie dzieci nienarodzonych.Z punktu
      widzenia logiki jest to absurd.Bo rozwazmy to zagadnienie tak jak patrzyl by na
      to logicznie myslacy morderca.Po co zabijac dzieci?Bo sa one przeszkoda trzeba
      je wychowywac itd.A wiec zabic?Ale tutaj pojawiaja sie niedogodnosci psychiczne-
      rzadko kto wytrzymyje zabijanie.Czy w tkim razie nie ma innego rozwiazania?Jest
      przeciez mozna oddac do adopcji.Pozbywa sie dziecka a nie ma az takich klopotow
      z psychika.Czyli nieoplacalne jest zabijanie nawet dla mordercy o ile on jest
      logiczny.Tymczasem feminizm twardo i bezlitosnie domaga sie mordowania mimo ze
      z punktu logiki duzo dogodniejsza jest adopcja.Czyli nie ma w tym logiki.A co
      jest?Zlo czyste zlo.Jest to wlasciwosc zla gdy ktos wkracza na te droge staje
      sie zaslepionym fanatykiem.Porownajmy.W czasie II wojny swiatowej Niemcy
      likwidowali w komorach gazowych wiezniow ktorzy dla nich pracowali.Mimo ze
      mieli za malo rak do pracy.Po co?Wlasnie jest to zapamietanie w zle.Ale to
      jeszcze nic.Okazalo sie ze POCIAGI Z LUDZMI JADACYMI NA STRACENIE BLOKOWALY
      TRANSPORTY UZBROJENIA I ARMIA NIEMIECKA PONOSILA KLESKI.Wyobrazacie sobie?
      Blokowali bron amunicje a pchali ludzi ktorzybyli im potrzebni na
      likwidacje.Jest to dzikie zapamietanie sie w zle.I nie wiem czy psycholodzy
      zdolaja to wyjasnic.Podobne zapamietanie sie w zle obserwowalismy u feministwa
      przy okazji Langemorda.Widac bylo wyrazne szalenstwo,amok w dzialaniach
      feminizmu.Znajac druga wojne i nie tylko wiemy,ze feminizm przyjechal by tym
      statkiem nawet gdyby na wybrzezu czekali uzbrojeni ludzi i strzelali.Skoro
      Niemcy nie dbali o wlasne wojsko byle mordowac to i feminizm nie dbal by o
      bezpieczenstwo.Jest to przerazajace.Jaki z tego wniosek?Ano tak jak hitleryzm
      slusznie zostal zniszczony wszelkimi dostepnymi srodkami tak samo feminizm
      powinien bc zniszczony.Na szczescie nie potrzeba strzelac.Wystarczy ze panstwo
      nie bedzie popierac tego zbrodniczego szalenstwa.
      2Drugi postulat to ,stolki dla feministek'' w Sejmie.Jest to zupelny absurd.Tu
      nawet nie trzeba sie rozwodzic logicznie jak szkodliwy jest udzial feministek
      bo przeciez mamy przyklady.Najgorszym czlonkiem komisji sledczej jest niejaka
      Blochowiak.WZIETA NA LISTY WYRAZNIE PO DEKLARACJI MILLERA ZE SLD ZACZYNA
      PROMOWAC ,,KOBIETY''.A wiec to jest ten postulat feministek.Kolejna gwiazda
      Bergier-szkoda mowic.Szkodliwa dzialanosc Jarugi i otaczajacych ja feministek
      jest powwszechnie znana.Najlepsze posuniecie to zabranie polityki
      prorodzinnej,ktore najsilniej uderzylo w samotne wdowy z dziecmi.Inne
      feministki niejaka Sosnowska-znamy jej wypowiedzi niezbyt zwiazane z
      rzeczywistoscia-jakby nie z tego swiata.Sylwia Pusz?Nazywana siostra
      dilera.Ilez mozna wymieniac?oslawiona Sierakowska,Waniek a Nowicka?Po prostu
      empirycznie sie przekonalismy ze dopuszczenie feministek do wladzy to
      promowanie osob niezrownowazonych psychicznie,dzinych z problemami
      mentalnymi.Czy tak ma wygladac Sejm?
      3I slawetna ekonomia polityczna feminizmu.,,rowne place''.Wydawaloby sie po
      doswiadczeniach komunizmu ze nawet idioci rozumiej ze rowne place prowadza do
      katastrofy poniewaz zabijaja pracowitosc poprzez zniszczenie motywacji.Nie chce
      mi tu sie tlumaczyc jak dziala mechanizm plac w gospodarce bo i tak malo kto to
      zrozumie.Wskaze tylko oczywisty absurd.Pracodawcy CHETNIEJ ZATRUDNIAJA MEZCZYZN
      I PLACA IM ZA TA SAMA PRACE WIECEJ.Trudno wyobrazic sobie wieksza brednie.To
      tak jakby przedstawic nierownosc.4ɴ.Z tego by wynikalo,ze pracodawcy Z WLASNEJ
      WOLI PLACA WIECEJ ZA PRACOWNIKA GDY OBOK JEST PRACOWNIK KTORY WZIALBY
      MNIEJ.Bzdura.Nie ma niczego takiego.Te brednie narodzily sie w
      feminizmie.Pracodawcy maja wiele wad ale NA PEWNO nie zaplaca pracownikom
      WIECEJ a napewno zaplaca MNIEJ niz powinni.Tu nie trzeba byc
      ekonomista.Wystarczy choc raz w zyciu udac sie na zakupy.Kazdy chce zaplacic za
      towar jak najmniej.
      Widac wyraznie ze feminizm jest totalnym nonsensem z punktu widzenia logiki.Ale
      to jeszcze nie jest najgorsze.Najgorsze jest to zapamietanie w zle ,,prawo do
      brzucha''.Widac wyraznie ze zlo jest nierozelwanie zwiazane z brakiem
      logiki.Nie wiem jak inni w moim przypadku odrzucenie feminizmu wynika z logiki
      (czyli braku logiki) i obserwacji wewnetrznego zla feminizmu( nasze ciala).Nie
      mamstosunku emocjonalnego do feministek ale do mordowanych przez nie
      dzieci.Polaczenie absurdu ze zbrodnia jest czyms potwornym.Niektorych smieszy
      glupota feminizmu tak jak niektorych smieszyla glupota komunizmu.Tymaczasem w
      obu przypadkach nie ma w tym nic smiesznego.
      ijac?
      • Gość: Tran O.K. IP: 217.96.29.* 23.07.03, 08:59
        Kawałek dotyczący pracodawców zatrudniających chętniej pracowników płci
        męskiej, którym z radościa płaca więcej - szczególnie dobry. Brawo.
    • Gość: doku To akurat jest oczywiste. IP: *.chello.pl 26.07.03, 16:38
      Kobieta nie jest istotą nadprzyrodzoną
    • Gość: Femi Re: antyfeminizm jako dysfunkcja umysłowa IP: 80.51.242.* 06.08.03, 01:31
      Super super !!! Bardzo fajnie napisane !
      • Gość: soso zjadamy swoj ogon, kolki i koldzy IP: 195.41.66.* 06.08.03, 15:37
        Co do tego watku o ateizmie - tad, a nie zastanowilo Cie, ze ateista takze moze
        miec bardzo glebokie przezycia duchowe, tak uwazam. Nie wiem dlaczego
        rezerwujesz jakies glebsze wzruszenia dla wierzacych. Swiadczylo by to zreszta
        o tym, ze prawdziwe przezycia pojawily sie okolo 2000 lat temu. Dosc gibka
        teoria.
        Wielu dyskutantow takze ocenia co jest norma a co nie po tym co jest podobne do
        ich pogladow a co nie. Stad rownowaznosc teorii o chorobie feministycznej,
        antyfeministycznej i innych do siebie niepodobnych a wrzucanych do jednej
        szuflady.

        pzdrw

        soso
        • Gość: tad Re: zjadamy swoj ogon, kolki i koldzy IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 06.08.03, 15:40
          Gość portalu: soso napisał(a):

          > Co do tego watku o ateizmie - tad, a nie zastanowilo Cie, ze ateista takze
          moze
          >
          > miec bardzo glebokie przezycia duchowe, tak uwazam.

          Mówię o pewnym specyficznym przeżyciu, a nie o wszelkich mozliwych przezyciach.


          Nie wiem dlaczego
          > rezerwujesz jakies glebsze wzruszenia dla wierzacych. Swiadczylo by to
          zreszta
          > o tym, ze prawdziwe przezycia pojawily sie okolo 2000 lat temu. Dosc gibka
          > teoria.

          Gibka i Twoja. Ta teoria świadczy głównie o tym, że nie do końca rozumiesz to
          co czytasz.
          • Gość: soso Re: zjadamy swoj ogon, kolki i koldzy IP: 195.41.66.* 07.08.03, 10:29
            Przykro mi tad, ale dla mnie wciaz niejasne jest sformulowanie 'specyficzne
            przezycie' i to, ze jest ono dostepne od 2000 lat a nie bylo osiaglane przed
            tem nie swiadczy chyba, ze ten sam poziom emocji nie byl do uzyskania np. przez
            starozytnych Grekow.
            Jezeli jednak jestes za wylacznoscia 'specyficznego przezycia' to recze Ci, ze
            podobnie nieosiaglne jeszcze 10 lat temu byly konglomeraty emocji i uczuc o
            poteznej glebi jaki dzis sa udzialem graczy komputerowych (na przyklad
            oczywiscie)

            pzdrw

            soso

            PS

            Tad, dlaczego jak ktos sie Ciebie czepnie to Twoja pierwsza odpowiedzia
            jest 'nie rozumiesz czy nie chcesz zrozumiec'. Problem moze wcale nie swiadczy
            o niedorozwoju Twoich interlokutorow ale moze o Twoich niedostatkach w
            precyzyjnym oddawaniu tego, co kot mial na mysli bawiac sie z myszka.
            • Gość: tad Re: zjadamy swoj ogon, kolki i koldzy IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 07.08.03, 16:37
              Gość portalu: soso napisał(a):

              > Przykro mi tad, ale dla mnie wciaz niejasne jest sformulowanie 'specyficzne
              > przezycie' i to, ze jest ono dostepne od 2000 lat a nie bylo osiaglane przed
              > tem nie swiadczy chyba, ze ten sam poziom emocji nie byl do uzyskania np.
              >przez starozytnych Grekow.


              Skąd wziąłeś te dwa tysiące lat? Bo z pewnością nie z moich postów.




              > Jezeli jednak jestes za wylacznoscia 'specyficznego przezycia' to recze Ci,
              >ze podobnie nieosiaglne jeszcze 10 lat temu byly konglomeraty emocji i uczuc o
              > poteznej glebi jaki dzis sa udzialem graczy komputerowych (na przyklad
              > oczywiscie)


              A jakie to specyficzne uczucia są udziałem graczy komputerowych?



              > pzdrw
              >
              > soso

              > PS
              >
              > Tad, dlaczego jak ktos sie Ciebie czepnie to Twoja pierwsza odpowiedzia
              > jest 'nie rozumiesz czy nie chcesz zrozumiec'. Problem moze wcale nie
              >swiadczy o niedorozwoju Twoich interlokutorow ale moze o Twoich niedostatkach
              >w precyzyjnym oddawaniu tego, co kot mial na mysli bawiac sie z myszka.


              Może tak być, ale raczej nie w tym przypadku.

        • bosman_plama Re: zjadamy swoj ogon, kolki i koldzy 07.08.03, 11:56
          Gość portalu: soso napisał(a):

          > Co do tego watku o ateizmie - tad, a nie zastanowilo Cie, ze ateista takze
          moze
          >
          > miec bardzo glebokie przezycia duchowe, tak uwazam. Nie wiem dlaczego
          > rezerwujesz jakies glebsze wzruszenia dla wierzacych. Swiadczylo by to
          zreszta
          > o tym, ze prawdziwe przezycia pojawily sie okolo 2000 lat temu. Dosc gibka
          > teoria.

          Jako katolik bardzo się cieszę, że uważasz, Soso, iż chrześcijaństwo jest
          jedyną religią. Niestety, muszę utemperować Twój fanatyzm religijny. Religia
          jako zjawisko - a zatem i wierzący - jest "nieco" starsza niż 2000 lat.
          pozdrawiam
          • Gość: soso Re: zjadamy swoj ogon, kolki i koldzy IP: 195.41.66.* 07.08.03, 12:58
            Ta uwaga to do tada bo ja nie uwazam, ze jest jedna i jedynie sluszna religia.
            2000 lat jest zreszta umowne bo przeciez tak naprawde religia kazdego z nas nie
            jest starsza niz my sami.
            Poza tym chodzi mi znacznie bardziej o te wyjatkowe przezycia. Ludzie w roznych
            sytuacjach doznaja wyjatkowych przezyc i osadzanie za nich ktore to
            jest 'specjalne' wydaje mi sie prostym naduzyciem. Czyz milosc nie jest
            specjalnym przezyciem, ta niska, ludzka, nie ta 'specjalna', milosc do Boga.

            pzdrw

            soso
    • malenka7 Re: antyfeminizm jako dysfunkcja umysłowa 17.08.03, 20:22
      Gość portalu: plagiator-barbi... napisał(a):

      > "Zazwyczaj przedstawia się antyfeminizm jako "światopogląd", do którego
      > dochodzi się po długich przemyśleniach itd, itp. Tymczasem, jest co najmniej
      > równie prawdopodobne, że antyfeminizm ma podłoże fizjologiczne i jest
      > rodzajem niemożności. Niemożności do odczuwania emocji pewnego rodzaju.
      > Mówiąc inaczej, jest to rodzaj emocjonalnego upośledzenia, związanreo ze
      > specyficznym (tzn. odmiennym niż u zdecydowanej większości ludzi)
      > funkcjonowaniem płatów skroniowych mózgu. Być może nie dotyczy to wszystkich
      > odmian antyfeminizmu, ale - mimo to - teoria ta wydaje się b. prawdopodobna
      >
      > Wynika ona z badań neurologicznego podłoża "doświadczenia feministycznego".
      > Badaniami takimi zajmują się uczeni zwani dowcipnie "neurofeministologami".
      > Każda emocja posiada fizjologiczny korelat, to znaczy każdej towarzyszy
      > specyficzna aktywność mózgu. Nie inaczej jest z "popędem feministycznym", a
      > biorąc pod uwagę znaczenie ideologii feministycznej i stopień jej
      > rozpowszechnienia, była by to jedna z najistotniejszych emocji ludzkich.
      > Niemożność odczuwania emocji tego rodzaju byłaby więc czymś w rodzaju
      > dysfunkcji.
      >
      > Dobrą analogią jest tu psychopatia (o ile to analogia, a nie po prostu
      > tożsamość zjawisk), czyli coś w rodzaju stłumienia emocjonalnego, lub skutki
      > pewnego rodzaju uszkodzeń mózgu - własnie w obrębie płatów czołowych, które
      > są w silny sposób powiązane, ze "społeczną" stroną człowieka. Psychopatia,
      > czy owe uszkodzenia wiążą się np. z niezdolnością do trwałych związków
      > uczuciowych z innymi ludźmi. Co ciekawe, psychopaci potrafią świetnie
      > racjonalizować ową niemożność, budując ideologie typu "life is brutal" itp.
      > Podobnie antyfeminiści, niezdolni do odczuwania emocji związanych z
      > feminizmem świetnie racjonalizują swoje poglądy. Zasadnym wydaje się pytanie,
      > czy antyfeminizm nie ma także podłoża fizjologicznego. "
      >
      > I co, podobało wam się?
      > Interesuje mnie zwłaszcza opinia Tada... :)))
      >

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka