Gość: plagiator-barbi...
IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl
20.07.03, 18:08
"Zazwyczaj przedstawia się antyfeminizm jako "światopogląd", do którego
dochodzi się po długich przemyśleniach itd, itp. Tymczasem, jest co najmniej
równie prawdopodobne, że antyfeminizm ma podłoże fizjologiczne i jest
rodzajem niemożności. Niemożności do odczuwania emocji pewnego rodzaju.
Mówiąc inaczej, jest to rodzaj emocjonalnego upośledzenia, związanreo ze
specyficznym (tzn. odmiennym niż u zdecydowanej większości ludzi)
funkcjonowaniem płatów skroniowych mózgu. Być może nie dotyczy to wszystkich
odmian antyfeminizmu, ale - mimo to - teoria ta wydaje się b. prawdopodobna
Wynika ona z badań neurologicznego podłoża "doświadczenia feministycznego".
Badaniami takimi zajmują się uczeni zwani dowcipnie "neurofeministologami".
Każda emocja posiada fizjologiczny korelat, to znaczy każdej towarzyszy
specyficzna aktywność mózgu. Nie inaczej jest z "popędem feministycznym", a
biorąc pod uwagę znaczenie ideologii feministycznej i stopień jej
rozpowszechnienia, była by to jedna z najistotniejszych emocji ludzkich.
Niemożność odczuwania emocji tego rodzaju byłaby więc czymś w rodzaju
dysfunkcji.
Dobrą analogią jest tu psychopatia (o ile to analogia, a nie po prostu
tożsamość zjawisk), czyli coś w rodzaju stłumienia emocjonalnego, lub skutki
pewnego rodzaju uszkodzeń mózgu - własnie w obrębie płatów czołowych, które
są w silny sposób powiązane, ze "społeczną" stroną człowieka. Psychopatia,
czy owe uszkodzenia wiążą się np. z niezdolnością do trwałych związków
uczuciowych z innymi ludźmi. Co ciekawe, psychopaci potrafią świetnie
racjonalizować ową niemożność, budując ideologie typu "life is brutal" itp.
Podobnie antyfeminiści, niezdolni do odczuwania emocji związanych z
feminizmem świetnie racjonalizują swoje poglądy. Zasadnym wydaje się pytanie,
czy antyfeminizm nie ma także podłoża fizjologicznego. "
I co, podobało wam się?
Interesuje mnie zwłaszcza opinia Tada... :)))